Wpijała w niego ostry wzrok, mają nadzieję, że któreś spojrzenie tak mocno go trafi że urwie mu ucho albo oślepi oko. Była zła. Nie dawała się ponosić emocjom, wiele rzeczy zlewała i traktowała z dystansem. Trzmiel jednak był najbliższym jej kotem i choć byłaby w stanie dać mu po mordzie czy trwale uszkodzić, nie dałaby go zabić. Szkoda, że on powoli zabijał ją, bo czuła że serce jej się łamie a gardło ściska od emocji.
- TY DURNIU. TY. DURNIU! DURNY. DURNY. DURNY! Czy ty rozumiesz przez co ja przeszłam? Ledwo myślałam nad ucieczką, jak miałam jeszcze myśleć o tobie, idioto zafajdany?! Dlaczego śmierć Agrest miałby oznaczać moją śmierć? NAWET NIE SPRAWDZIŁEŚ. Siedziałeś jak ostatni tchórz w swoim bezpiecznym obozie i miałeś mnie gdzieś! TYLE KSIĘŻYCÓW. Ty myślisz, że jakbyś zniknął to nie przyjęli by cię potem z otwartymi ramionami, hę? Ich małego, posłusznego wojownika, HM? Który woli zająć się swoimi głupimi obowiązkami, które narzucają koty przerzucające sobie rodzinnie władzę z łap do łap? Mnie się pytasz czy ufam własnemu wujowi, ale sam zaufałeś zupełnie obcym kotom, które mają nas gdzieś. Do tego stopnia, że musiałam uciekać, bo długo bym tam nie pożyła. MYŚL - wykrzyczała praktycznie na jednym wdechu, dlatego też po monologu musiała poważnie odsapnąć. Sierść na grzbiecie jednak podniosła się mimowolnie, a ogon nie spokojnie ruszał się na boki.
- Zostań? HA. Niedoczekanie. Po co ci tu ja jak masz ten swój wspaniały klan - splunęła mu pod łapy.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Ogromny i puchaty buro-biały kocur o zielonych oczach. Bury znajduje się na czubku głowy, grzbiecie, ogonie i podbródku. Biel z kolei na brzuchu, łapach i szyi. Posiada różową obrożę.
Strachliwy, kłamliwy, nerwowy, a do tego łatwo się stresuje, las przyprawia go o dreszcze. Z pozytywów: raczej sympatyczny, ale mała szansa, żeby za kogoś nadstawiał karku (z małymi wyjątkami).
Cofnął się aż o krok już na samym początku jej wybuchu. Uszy przyłożył już niemal do czaszki, a ogon poruszył się nerwowo. Poczuł jak w jego gardle rośnie gula wielkości szyszki. - NASZA MATKA ZOSTAŁA ZMASAKROWANA PRZEZ BORSUKA! -Wziął głęboki oddech.- Myślałem, że poszła cię szukać... Że wrócicie razem... A jedyne co zastałem to jej zwłoki! Myślałem, że próbowała cię ratować! Jak miałem myśleć racjonalnie po czymś takim?! I gdzie miałem szukać, jako kocie, które nie umie polować, nie umie walczyć, zamiast ci pomóc rzuciłbym się na własną śmierć! Oczekujesz ode mnie samodzielnego rzucenia się w świat, podczas gdy ty miałaś dorosłego kota, który mógł cię obronić podczas pierwszych księżycy w dziczy! -Chyba pierwszy raz w życiu rzucił jej gniewne spojrzenie. Szybko jednak opuścił barki, jakby uszło z niego powietrze. - Nie mam nic do tego, że nie ufasz klanom. Nie podważam twojego powodu do ucieczki... Ale to nie ma sensu. Mogę ci życzyć powodzenia, proszę uważaj na siebie, bo mimo wszystko nie chce żebyś skończyła tak jak w moich obawach. -Odwrócił wzrok, jego ton był cichy i dziwnie pozbawiony konkretnych emocji.
Wspomnienie o matce jej nie ruszyło. Nigdy nie była z nią blisko, a i tyle czasu minęło że ledwie ją pamiętała. Ciężko więc było na to zareagować inaczej niż zwykłym podbiciem barków do góry. Żadne jego argumenty do niej nie przemawiały, ale za to czuła, że się uspokaja. Słowa brata były jak szum gdzieś w tyle, który pomagał ułożyć myśli.
- Szkoda, że pomyślunku u ciebie brak. Nie uczyli cię na treningu polować? Walczyć? Wtedy mogłeś pójść. Nie, to nie. Mam tylko nadzieję, że jeśli kiedyś zdechnę to nigdy się o tym nie dowiesz. I do końca swojego marnego, tchórzliwego życia będziesz się zastanawiał co się ze mną dzieje. Mam nadzieję, że tak ci wejdę na psychikę że oszalejesz i szaleństwo cię wykończy - syknęła. Nie życzyła mu tego. Nigdy, przenigdy. Nie myślała do końca racjonalnie. Chciała mu dowalić, ile tylko mogła.
- Bez wzajemności.
/zt
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Ogromny i puchaty buro-biały kocur o zielonych oczach. Bury znajduje się na czubku głowy, grzbiecie, ogonie i podbródku. Biel z kolei na brzuchu, łapach i szyi. Posiada różową obrożę.
Strachliwy, kłamliwy, nerwowy, a do tego łatwo się stresuje, las przyprawia go o dreszcze. Z pozytywów: raczej sympatyczny, ale mała szansa, żeby za kogoś nadstawiał karku (z małymi wyjątkami).
Bolało. Bolało bardzo, ale nie chciał dać jej satysfakcji, ani tym bardziej rozstawać się w gniewie. Kochał siostrę, nawet jeśli była taka jaka była. Wpatrywał się w nią bez słowa pustym spojrzeniem czekając aż skończy wywód, po czym zwyczajnie odwrócił się w przeciwnym kierunku i poszedł w krzaki. Zacisnął szczęki, smagając boleśnie ogonem.
Przeskoczyła Czarny Ogon bez chwili refleksji. Była w dość specyficznym humorze i po szybkim śniadaniu była gotowa skonfrontować się z Trzmielem po raz pierwszy od ich ostatniej kłótni. Właściwie to nie było dnia żeby o nim nie myślała, co zaczynało ją niezwykle drażnić. Powinna była zająć się swoimi czterema literami. Zdrajca siedzi sobie wygodnie w granicach Cienia i może mieć wszystko gdzieś. Ona walczy o życie każdego dnia. I nadal myśli o nim?
Przeszła kawałek wgłęb terenów. Nie miała daleko do granicy, bo jak odważna by nie była, nie była też głupia. Dwóch rosłych wojowników byłoby wystarczającym przeciwnikiem by zmieść ją z powierzchni ziemi. Były jednak sprawy ważne i ważniejsze.
- TRZMIEL, TCHÓRZU, WYŁAŹ - zawołała. - WYŁAŹ TY LARWO ZAPLUTA, TO JA, MYSZ, OBIECUJĘ PRZYWALIĆ CI TYLKO TROCHĘ!
/czacha
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
Niewiele się ostatnio działo. Trening z Psią Gwiazdą się zaczął, ale książę mógłby wypomnieć mu parę grzeszków; w tym nieregularność i niedostateczną szybkość spotykania się... ale tylko w myślach. Wiedział, że jeśliby powiedział jakąkolwiek skargę na głos, dostałby tyle do roboty, że nie mógłby spokojnie zasnąć, bo nie miałby na to czasu. Stąd nadmiar wolnego zabijał spacerami, tym razem, serio miłymi i przyjemnymi, takimi w cieple, akompaniamencie ptasich śpiewów i... krzyków? Intruzów?
Otworzył szerzej oczy, zauważając obcego kota, wygrażającego Trzmielowi (którego znał tylko ze słuchu, kojarzył). Odchrząknął cicho. Ostatnie spotkanie z obcym skończyło się średnio. Teraz... ach... - Mysz, jesteś na terenach Klanu Cienia - powiedział nieco głośniej, zwracając się bezpośrednio do niej. Tak głośno krzyczała, że nie problemem było wyłapać jej imię! - Wygrażanie kotom, na terenie Klanu, jest głupotą. Chyba, że śpieszysz się wąchać kwiatki od spodu? Pewnie w okolicy jest patrol. A ja znam twoje imię, wiem jak wyglądasz i kogo chcesz zaatakować.
Zmarszczył lekko brwi. Innymi słowy; bardzo łatwo można byłoby się dowiedzieć kogo należy wyplewić.
Wiedziała, że Trzmiel był frajerem, ale żeby się nie pojawić na wezwanie? To już była głupota gargantuicznych wręcz rozmiarów. I jak tylko go zobaczy, spierze go tak że się nie pozbiera. Ba, nawet nie będzie próbować udawać. Szczególnie, że jak nawiedzał jej myśli w tak intensywnym stopniu, to należało mu się lanie. Poza tym, Mysz jako jedyna miała prawo go bić bez ważniejszego powodu.
- Co ty powiesz? - mruknęła, dostrzegając jakiegoś smroda, który i tak już ją nieco przerósł. Całe szczęście, że kompleksy jej nie dotyczyły. - Co to za czasy, że nie można się spotkać z własnym bratem - przekręciła oczami, rozglądając się, by dopiero po chwili spocząć wzrok na czarno-białej postaci. - A ty czego chcesz, grzdylu? Jak nie jesteś z patrolem to spadaj. A najlepiej to jakbyś się do czegoś przydał i zawołał Trzmiela.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
- Stul ryj, nie jesteś na swoim terenie. Psia Gwiazda takie koty jak zgniótłby jednym palcem - bo to, czy jej brat jest z tego Klanu czy nie, to inna sprawa. Również istotna do ewentualnego zdania raportu Przywódcy, poszerzającego z kim się właśnie spotkał. - Nawet jeśli chcesz się z kimś spotkać, użyj tego małego przyrządu w twojej głowie i pamiętaj o istnieniu granic. Szczególnie, jeśli to twój brat, na pewno masz jakiekolwiek pojęcie o Klanach.
A jeśli nie, to nie jego sprawa. - Jeśli chcesz, mogę zawołać okoliczne koty. Mogą spuścić ci łomot... znowu, bo widać po tobie, że już parę razy ktoś cię pobił. Ojej - bo przy odrobinie szczęścia, faktycznie, ktoś mógłby się zjawić... A jak nie, to po prostu się pokłócą, a w najgorszym wypadku pobiją.
Za jakie grzechy musiała trafiać na młodych terminatorów z niewyparzonym językiem? Normalnie by chętnie się dołączyła do wymiany ripost, ale tego dnia była zwyczajnie poirytowana. Ale może to i lepiej? Zmiana towarzystwa i środowiska dobrze jej zrobi, zapomni o tym wielkim głąbie zwanym jej bratem.
- Mhm, z pewnością. Jak ci się tak ta wasza gwiazda podoba to idź i mu to powiedz. Może pozwoli ci wylizać sobie zadek. Wyglądasz na takiego, co lubi takie smaki - zarechotała sztucznie. Smród zaczynał być coraz bardziej zabawny. - Granice, kodeks, klany. Wszystko wymyślone koncepty - wzruszyła barkami. - Ty nie jesteś zagrożeniem, więc co się mam przejmować? Jak zobaczę kogoś rzeczywiście wartego uwagi to sobie pójdę. Chyba że mnie zamęczysz paplaniem - dodała, grzebiąc pazurkiem w ziemi.
- Ehe. Takie życie samotnika. Czasami się trafia na silniejszych. Nic a nic was tam nie uczą, co? Ajajaj.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
- Zakładam, że wnioskujesz to po własnych gustach. Nie jestem fanem wylizywania g#wna. Ty za to... chyba nawet masz trochę na nosie, o tu - machnął lekko łbem, mając rzecz jasna na myśli tę burą plamę na jej mordzie. Nie było mowy, że byle kot będzie wobec niego taki. I to taki, co nawet nie jest w Klanie, tylko po prostu sobie żyje gdzieś. Jako samotnik. - W odróżnieniu od ciebie, mam odrobinę honoru i resztki rozumu. Nie muszę nikogo bić. Może tak się dowartościowujesz.
Teraz i on wzruszył jednym z barków. Gdyby mógł - zrobiłby jej krzywdę. Właściwie, to mógł. Mysz była kotem absolutnie wyjętym spod kodeksu. Hm.
Niedużo myśląc, doskoczył w jej stronę, uderzając łapą wpierw o ziemię - by oślepić ją piachem - a potem drugą trzepnął ją w policzek. Bo być może, akurat, tego potrzebowała. Solidnego bicia.
- Nie muszę próbować, żeby wiedzieć że dobre nie jest. A ty co? Każdą zgniłą piszczkę pchasz do mordy, żeby wiedzieć czy "nie jesteś fanem"? - uśmiechnęła się złośliwie. Czepianie się słówek było najlepszą możliwą opcją żeby kogoś zdenerwować. No, może oprócz powtarzania się w nieskończoność czy tyrkania po ciele. Chociaż tego drugiego chyba jeszcze nie praktykowała poza Sarną, a Sarna nie była do końca stabilna.
- Haha, honoru, dobre - roześmiała się.
Dobry humor jednak nie trwał długo, gdy nagle dostała piachem po oczach, a następnie silne uderzenie w policzek. Eh, dzieci!
Nie miała wyboru, atakowała na ślepo, lecąc całym ciałem w stronę, z której poprzednio poczuła atak. Zamierzała go powalić całą sobą.
Rolling 1d10+3: 3 +3 = 6
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
- Nie masz nawet żadnych dobrych porównań, żebym tak robił - bo w odróżnieniu od niej - z plamą na mordzie - nie miał serio nic, co wskazywałoby na jej zaczepkę. Która nijak właściwie na niego zadziałała, bo gdzieś miał głupie dogadywanie tego typu. Tępactwa się nie wyleczy, a bezczelność napędza każde słowo. W połączeniu z tym pierwszym jedynie by drażniło, a to sprawiało przyjemność jej... nie warto.
Za to warto było się bić. I trafił, pięknie, bez problemu, w odróżnieniu od niej, która to trafiła na nic, może smyrnęła o jego ogon. Uśmiechnął się do samego siebie, zaraz próbując wskoczyć na jej grzbiet. Mało ambitny ruch, ale może akurat wytrąci ją z równowagi i przerwóci.
Nie zamierzała mu już odpowiadać, choć zaśmiała się sztucznie, mając nadzieję, że odbierze to jakkolwiek jak wyśmianie JEGO. To wcale nie tak, że był śmieszny czy miał coś mądrego do powiedzenia, a ona nie wiedziała co zrobić. Po prostu był małym wkurzającym grzdylem! A takich powinno się traktować nie lepiej niż okoliczny kamień!
Niestety ten kamień nie był najgorszy w bitce. Z dziwną łatwością wskoczył jej na grzbiet, choć może była to już kwestia jej wzrostu, która mu to ułatwiła. Bez znaczenia zresztą, bo niespodzianie Mysz padła na glebę. Nie zamierzała jednak płakać nad swoim losem, tylko podciągnąć tylne nogi i wycelować, miejmy nadzieję, w bok terminatora. Chętnie by mu skopała mordę, niestety ciężko było celować, dalej próbując się pozbyć piachu z oczu.
Rolling 1d10+3: 10 +3 = 13
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
A to zabolało, aż zbyt mocno. Ze swoją masą, takie ataki odczuwalne były podwójnie. Śmiałby przesadzić, że to miało mu połamać żebra i kręgosłup, ale - na szczęście - żył. Stęknął tylko do siebie, by następnie doskoczyć do niej i uderzyć z impetem o jej nos. O ile trafi, rzecz jasna, bo teraz był biedny i poszkodowany, obłamany i Gwiezdni wiedzą co jeszcze...
Szczęśliwie, zanim kocur w ogóle zdążył przywalić jej w nos, Mysz podniosła się, wstając prędko z ziemi. Pozbywając się resztek piachu z oczu z małym opóźnieniem skoczyła ponownie w jego stronę, chcąc odpłacić się pięknym za nadobne. Celowała w jego grzbiet albo chociaż szyję, by móc zawiesić się nań całym ciałem i powalić w miarę możliwości. Szczęśliwie żadne z nich nie było duże, więc nie było mowy o łamaniu sobie kręgosłupów.
Rolling 1d10+3: 1 +3 = 4
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]