Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Milczał przez chwilę, zastanawiając się, jak ma ubrać swoje myśli w słowa, zazwyczaj mówił przy niej to, co mu ślina przynosiła na język i nie przejmował się tym, że palnie jakąś gafę, ale... to była troszkę poważniejsza i istotniejsza sprawa. Nie wiedział, o czym sobie szylkretowa wojowniczka teraz myślała, czy miała jakieś podejrzenia. Wciągnął ze świstem powietrze nozdrzami i spojrzał na nią. – No bo… chcę, żebyś się przeniosła do Białej Dziupli. Na stałe – powiedział w końcu, a właściwie wycisnął z siebie z trudem. Serce mu przyspieszyło, mimowolnie. Jedno zdanie, a tak wiele wysiłku musiał zdzierżyć i aż się zmęczył. – Bo tam jest tak ciepło, wygodnie i miękko i ja tam mam te wszystkie rzeczy od ciebie i w ogóle, ale… brakuje mi tam już tylko właśnie ciebie – wytłumaczył po krótce, jednak… uznał to za zbyt małe wytłumaczenie. Przymknął na moment powieki. Już od dawna chciał jej zadać to pytanie, ale najpierw nie miał czasu, bo przygniotła go nagła fala obowiązków, a potem się zwyczajnie obawiał jej reakcji i nie był pewien, czy postąpiliby słusznie. Niemniej jednak nie wyobrażał sobie dalszego mieszkania samotnie, otoczonego jedynie puchem piórami i mchem, brakowało mu ciepła Ostrej i chciał mieć ją na co dzień przy sobie, nie tylko podczas patroli, wspólnych polowań, albo takich spotkań, jak choćby to teraz. – Znaczy wiesz, nie chcę cię zmuszać, czy coś, tylko tak mówię i jak nie chcesz, to nie będę naciskać. Po prostu skoro już tak długo jesteśmy razem, to fajnie by było mieć taki swój kąt, oczywiście pewnie będą tam przychodzić różne koty z jakimiś sprawami do mnie, ale to chyba nie powinno być... problemem, znaczy tak mi się wydaje – powiedział szybko, praktycznie na jednym wdechu, ewidentnie zaczynając się nieco denerwować i stresować. Jeszcze ten jej wzrok wlepiony w jego dodatkowo nie polepszał sytuacji. Było mu gorąco i miał wrażenie, że aż śnieg pod nim topnieje z tego gorąca. Czekał. W ciszy pełnej napięcia, modląc się o pozytywną odpowiedź. Albo jakąkolwiek odpowiedź.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Uszy miała ustawione w kierunku wojownika, chcąc usłyszeć wszystko co chciał teraz powiedzieć jej osobie. Postawa kocura nie dawała Ostrej przyjemnej energii. Sama nawet zaczęła się ciut stresować tym pytaniem. Jednak gdy usłyszała wreszcie o co chodziło to na jej pyszczku pojawiło się zdziwienie ale po chwili wróciła do neutralnej miny. Nie wiedziała, że o to właśnie mogło chodzić. Ulżyło jej po części na sercu. No bo w sumie to ona się też trochę wstydziła Polnego o to zapytać. Nie chciała być nachalna a co najważniejsze: nie chciała wyglądać jak jakaś przylepa. Polny też miał prawo do spokoju i odetchnięcia od wszystkich. Nie chciała mu zabierać swobody dlatego też do tej pory nie pytała go o to. Tęskniła za spaniem z nim w jednym legowisku no ale nie chciała tylko dbać o siebie. W związku trzeba było mimo wszystko brać po uwagę drugiego kota.
Cały czas nasłuchiwała i nic nie mówiła. Pyszczek miała spokojny i nie pokazywała, ze w środku się cicho śmiała z tej sytuacji. Oboje byli głupkami. Tyle już byli razem a takie zwykłe pytania potrafiły ich zestresować i zakłopotać.
Dopiero wtedy kiedy nasz cienisty przywódca zaczął mówić to typowe „no ale nie chce cię to tego zmuszać ‘’ i ble ble ble to córka Krogulec, przekręciła zabawnie oczami.
Chwyciła prawą łapą, Polnego za kłaki na piersi i przyciągnęła bliżej swojego pyska. Przycisnęła ich pyski do siebie, przez chwilę zamykając swoje ślepia. Po jej ciele przeszła kolejna fala przyjemnych dreszczy i wojowniczka cicho zamruczała. Następnie odsunęła ich pyski od siebie i otworzyła swoje lśniące oczęta. Przy okazji też puściła jego futro.
Uśmiechnęła się do niego radośnie a po chwili się cicho zaśmiała. - Trzeba było wcześniej o to zapytać! Sama chciałam zadać to pytanie ale pewien przystojny przywódca zabrał teraz moją całą uwagę.-zaśmiała się. No cóż… Trudno było ignorować tak ładnego wojownika z takimi mięśniami. To była sztuka myśleć o czymś innym kiedy się przed sobą ma taki kąsek.
Nachyliła się delikatnie by polizać go tym razem w bok pyska by ten już się nie stresował. Już po wszystkim. Misja wykonana panie przywódco! –Nie jest to dla mnie żaden problem. Gorzej czy ty się powstrzymasz będąc ze mną tyle czasu sam na sam w ciemnej, ciepłej, przytulnej Białej Dziupli.-uśmiechnęła się uwodzicielsko.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Kiedy Ostra przysunęła go bliżej siebie, a ich pyszczki się zetknęły - Polny wyciągnął figlarnie końcówkę języka i trącił nią jej zimny nos. Kąciki ust wzniosły się w promiennym, ciepłym uśmiechu. Buro-biały przywódca otarł się jeszcze raz policzkiem o policzek partnerki, mrucząc przy tym uspokajająco. Bardzo by nie chciał, aby ktoś ich teraz nakrył, oczywiście w obozie nie kryli się za bardzo z tym, że byli razem, oczywiście nie obściskiwali się i nie migdalili przy innych, ale nietrudno było zauważyć, że są czymś więcej, aniżeli przyjaciółmi i to od długiego czasu. Klan zdążył się zorientować, choć nie słyszał jakiś plotek na ten temat za swoimi plecami, ale to może dlatego, że ploteczki o przywódcy nie były specjalnie na miejscu... ale może to i dobrze. Tym sposobem unikali niepotrzebnych pomówień i wymysłów. – Uff, a już się bałem, że się nie zgodzisz – stwierdził i odetchnął z ulgą, opierając swój łeb o jej głowę. Gdyby odmówiła, chyba zapadłby się pod siebie z poczucia wstydu. Schował pysk w miękkie i gęste, długie futro na piersi Ostrego Kwiatu, przymykając powieki i czując bicie jej serca. Wsłuchiwał się w nie w ciszy, z cichym, gardłowym pomrukiwaniem. Zupełnie nie przeszkadzała mu ta zaspa, w której leżeli i nie obchodziło go to, że mogliby zachorować, z resztą, oboje opatrzeni zostali długą sierścią, która dodatkowo nie pozwalała na jakiekolwiek wychłodzenie ich organizmów. Poza tym, skoro nie zachorowali podczas całej Pory Nagich Drzew, dlaczego mieliby teraz? Słysząc jej kolejne słowa, otworzył ślepia i z osłupianą miną spojrzał prosto w ślepia swojej partnerki. Zielono-żółte ślepia błyszczały ze skonfundowaniem. Zgłupiał. I jeszcze to wcześniejsze polizanie po policzku. Podejrzane. – Sugerujesz coś? – zapytał w końcu. No przecież zaproponował jej to, aby mogli spać razem, nie osobno. Skoro byli parą, to chyba głupio tak było spać oddzielnie, prawda? Wpatrywał się w nią, w ciszy, oczekując wyjaśnień.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Ostra wcale się nie przejmowała opinią publiczną odnośnie jej życia osobistego. Była z Polnym i mogła z nim robić co tylko chciała. A jeżeli komuś się to nie podoba to niech spada. To był jej partner a nie kogoś tam. A Spróbowałby ktoś by jej go odebrać teraz. Hohoho. Będzie musiał się dużo modlić do Gwiezdnych. Bo Ostra nie oddaje swoich własności NIKOMU. Prędzej by zagryzła.
Na całe szczęście nie zauważyła żadnych rywalek ani też plotek. To o dziwo było trochę dziwne no bo ehem… Przywódca? Jest dumą i chlubą klanu c’nie? No ale córka Krogulec nie będzie narzekać. Mogła spokojnie nie przejmować się bardziej niczym.
Czując szorstki na swoim nosku, wojowniczka zaśmiała się niczym małe kocię. O razu lepiej. Nie musiał się tak stresować przy niej. Chociaż Ostra nie lepsza. Potrafiła niekiedy się zestresować gdy rozmawiała z Polnym o czymś zawstydzającym…
Zamruczała cichutko i zamrugała kilka razy swoimi oczętami. Spojrzała się na przywódcę i jego uśmiechniętą mordeczkę. Lubiła sprawiać radość partnerowi bo wtedy się czuła miło w środku No i też jak był szczęśliwy to miał ten piękny uśmieszek na pysiu! Ojoj chyba ktoś tutaj się za bardzo zadurzył. – Skąd taki pomysł bym odmówiła? Przecież już spaliśmy razem. Szczerze to trochę trudno mi było spać bez ciebie. Bo tak pusto było… No ale nie pytałam o to za bardzo bo nie wiedziałam czy mogę. Bo wiesz jesteś przywódcą i śpisz teraz tam i no…-dodała i przy okazji wytłumaczyła dlaczego ona wcześniej nie zadała tego pytania.
Nie minęła chwila gdy Polny Chwast znów się przylepił do piersi Ostrego Kwiatu. Kotka zamruczała i na chwilę zamknęła swoje ślepka. Oparła swoją głowę na głowie polnego i cieszyła się kolejną falą rozkoszy. Jej ogon delikatnie falował a jej serduszko zabiło mocniej.
Nagle poczuła spojrzenie przywódcy na sobie i Ostra otworzyła swoje oczy. Popatrzyła się na niego trochę nie rozumiejąc. No co?
Dopiero po chwili się dowiedziała o co chodziło. Córka Wiewióra poczuła jak jej mięśnie się trochę spinają. Poczuła również znane jej zakłopotanie a potem mruknęła z jego stronę pośpiesznie. – N-nic nie sugeruje.-a po chwili dodała na początku trochę się zacinając. –A ty co? Już masz jakieś nieodpowiednie myśli w głowie?! –podniosła trochę głos ale powiedział to z zawstydzeniem w głosie. Pacnęła go łapą po głowię i obróciła głowę w bok starając się ukryć swoje zakłopotanie.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Gdyby dawno temu ktoś powiedział mu, że osiągnie tak wiele w swoim życiu, nie uwierzyłby za nic w świecie. O byciu przywódcą nie śnił nawet w najśmielszych snach, a partnerstwo? Cóż to za dziwna rzecz? Dopiero teraz dotarło do niego, jak ogromne szczęście go dopadło i choć cała ta droga nie była łatwa, usiana mnóstwem kolców i spadającymi pod łapy kłodami - teraz mógł zaznać spokoju, albo chociaż czegoś na wzór, bo miał dziwne wrażenie, że już nigdy nie będzie tak, jak było dawniej. Zawsze coś się działo, zawsze coś było do zrobienia, do powiedzenia i załatwienia, ale czy żałował? Nie. Dla niego była to okazja do wykazania się, coś, co spadło nagle jak grom z jasnego nieba prosto na jego barki, okazało się być czymś, w czym radzi sobie… nieźle, przynajmniej tak mu się wydawało. Od nikogo nie słyszał żadnych skarg na swój temat, a przynajmniej takowe do niego nie dotarły, a może to i lepiej dla niego? – Oj – wypsnęło mu się niemrawo. Wyciągnął różowy, szorstki jęzor i przejechał nim z czułością po środku czoła Ostrego Kwiatu, wygładzając tam kilka kolorowych, sterczących włosków. Przechylił lekko łeb na bok i wpatrywał się prosto w jej zielone ślepia. – No patrz, oboje chcieliśmy tego samego, a nie umieliśmy się o to zapytać, phi – parsknął i odchylił łeb do tyłu. Uśmiech nawet na chwilę mu nie zszedł z pyska. – W takim razie będę musiał pomóc ci przenieść wszystkie twoje skarby do mojego legowiska… znaczy, już naszego legowiska – poprawił się szybciutko. Szylkretowa miała mnóstwo swoich własnych kamyczków, podarunków i kwiatków, a do tego pewnie rzeczy, o których on nie wiedział. – Idzie pora młodych liści, więc będziemy mieć tam mnóstwo świeżego mchu i kolorowych kwiatów – stwierdził, wyobrażając sobie to wszystko. Pachnące łąki pełne motyli i śpiewających nad ich głowami ptaków. Zielona trawa dookoła, mnóstwo słodkich zapachów i ciepło, dużo ciepła. Jej odpowiedź sprowadziła go nagle na ziemię. Spojrzał na nią ze zwężonymi źrenicami i spiął mięśnie. – C-Co? Nie, ja… – zaplątał się, odbiegając wzrokiem gdzieś w bok. Wciągnął ze zdenerwowaniem powietrze i przymknął powieki. Musiał się jakoś wytłumaczyć. – Znaczy… teraz mi się wydaje, że jest taki… spokój? Względny, no wiesz, nic się takiego nie dzieje, wszystko się jakoś tak unormowało i w ogóle i… i idzie pora młodych liści, wszystko się budzi, rozkwita, robi się coraz cieplej, więc… tak sobie pomyślałem, że może... – i nagle się zaciął. Słowa, które miał w gardle nie miały odwagi przejść dalej, nie był w stanie ich wypowiedzieć, utknęły i sprawiały wrażenie guli. Czuł się, jakby mu mysz utknęła w gardle. – Ergh, dobra, nieważne – stwierdził w końcu, cicho, odsuwając się powoli. Oboje się chyba nie zrozumieli i gdyby byli ludźmi, twarze mieliby czerwone niczym pomidory. Jak dobrze, że żyli w ciałach kotów...
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Nooo… Polny miał bardzo duże szczęście w życiu. Ustawił się porządnie chłopak. Najwyższy stołek i do tego miał jedną z najładniejszych kocic za partnerkę. Nie jeden kocur by chciał mieć takie życie jak buras. Ale czy faktycznie miał tak kolorowo? Ostra wcale nie myślała, że Polny ma super luz i tak dalej. Owszem miał niesamowitą partnerkę ale bycie przywódcą nie było takie fajne. Miało to swoje zalety ale też wady. Obowiązków było od groma i często Polny się nie wysypiał od tego wszystkiego. Też stres i wielkie zobowiązanie… No nie łatwe zadanie być przywódcą i to jeszcze dobrym.
Machnęła delikatnie ogonem i popatrzyła się z iskierkami w oczach na ukochanego. Była podekscytowana. Znów będzie spać z Polnym i jeszcze urządzą sobie wygonie legowisko. Ostrej się to bardzo podobało bo to teraz będzie tylko ich legowisko. Nie będą musieli go dzielić z nikim innym. Córka Krogulec z przyjemnością urządzi im Białą Dziuple tak, że będą się czuli jak u siebie. – Nie będzie tego dużo. Tylko kilka drobiazgów. Resztę kolekcji zostawię u siebie. Bo w końcu jakoś tam musimy spać. Więc nie chce naszego legowiska zawalić cosiami. -zaśmiała się radośnie. Na pewno ze sobą zabierze jej ulubiony niebieski kamyczek i pewnie coś tam jeszcze. Wolała mieć go przy sobie. Nie chciała by jej zniknął tak o! – Oh tak… Nasze legowisko wkrótce będzie pachnieć przeróżnymi kwiatami. Urządzę je tak, że będziesz w bardzo pozytywnym szoku. - uśmiechnęła się jak kocię, które dostało nowy kamyczek do zabawy. Lubiła to robić. Dekorowanie wnętrz było jej jedną z ulubionych czynności.
No i teraz przeszliśmy do tej części, gdzie Ostra próbuje jakoś przestać być tak zakłopotana.
Co miał Polny na myśli tym „ Coś sugerujesz ? ”. Ona tylko się głupio droczyła. To pytanie ją zbiło z tropu. No bo nigdy Polny nie pytał ją o to… Ah! Teraz naprawdę nie wiedziała co miał na myśli tym pytaniem. Naprawdę nie wiedziała co siedziało w głowie kocura.
Nagle zaczął się jakoś tłumaczyć a wojowniczka nie rozumiała. Jego słowa były dość…chaotyczne. Spokój? Pora Zielonych Liści? Wszystko się budzi? O co chodziło? Co te słowa miały powiedzieć Ostrej?
No ale się nie dowiedziała bo jej partner postanowił przerwać to co zaczął. No to po co w ogóle zaczynał jak nie raczy zakończyć?!
Szylkretka poczuła jak ciekawość ją zżera od środka.
Czując jak buras się od niej odsuwa, jej głowa znów się obróciła ale tym razem w stronę kocura. Przekrzywiła trochę głowę i spojrzała się z zapytaniem w oczach. - Najwidoczniej ważne, że nie chcesz dokończyć.-mruknęła a następnie dodała. – Skończ to co chciałeś powiedzieć…- niech nie myśli, że tylko on miał teraz ciężko. Ostra była ciekawska plus chciała się dowiedzieć czy Polny faktycznie ma jakieś zboczone myśli. Oh ale by była teraz czerwona jako człowiek…
Śmieszne, że pewnie większość kotek by to stresowało, że ich partner ma jakieś nieprzyzwoite myśli w ich stronę. Ostra natomiast miała teraz wręcz przeciwnie. W pewnym stopniu ją to cieszyło. Wręcz nie mogła uwierzyć i przez to czuła się zmieszana.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
– No i co, zostawisz resztę od tak, żeby sobie leżało? Ktoś ci jeszcze ukradnie – powiedział, widocznie i słyszalnie przejęty samą myślą na ten temat. Poza tym, może udałoby im się jakoś… poszerzyć Białą Dziuplę, aby zmieścić te wszystkie drobiazgi? Ewentualnie wyrzucić te stare, które niewiele znaczyły, a zostawić jedynie takie, które były jakimiś prezentami, albo innymi ważnymi skarbami. O, na przykład niebieskim kamyczkiem, którego osobiście jej złowił w Księżycowym Jeziorze, jeszcze przed porą nagich drzew, och, piękne to były czasy i piękna akcja wyławiania tego kamyczka. – Mam nadzieję – stwierdził i otarł się policzkiem i jej puszystą kryzę. Nie wątpił w jej pomysłowość i kreatywność, a zmysły same sprawiały, że zdawał się czuć woń świeżych kwiatów na polanach. Nie mógł już się tego doczekać, ciepłych wieczorów, spacerów o zachodzie słońca i mnóstwa zwierzyny, która wypełniała ich lasy, a także pluskania się w Czarnym Ogonie, co należało do jednych z jego ulubionych zajęć.
Spojrzał na szylkretową wojowniczkę z rozszerzonymi źrenicami, nabierając głęboko powietrza w płuca, przygotowując się do jakiejś mądrej odpowiedzi. Chciał to jeszcze jakoś przemyśleć, ale po co? Zawsze jakoś szedł na żywioł, kiedy był z nią, więc dlaczego teraz miałoby być inaczej? Zastanawiał się tylko, jak zacząć, no bo co, prosto z mostu? W sumie mógłby, ale nie chciał brzmieć natarczywie, a i z każdym uderzeniem serca robiło mu się coraz bardziej gorąco, pomimo tego, że otaczał go śnieg. Aż dziwne, że nie zaczął jeszcze parować. – Jaskółczy Głos... ostatnio mi narzekała, że się chyba nie doczeka wnuków. Ojciec też – zaczął, nie spuszczajac z niej swojego wzroku. Było to dla niego takie trudne, jak jeszcze nic nigdy. Aż dziwne. – A skoro już się ustatkowaliśmy, oboje, jest spokój w Klanie i skoro już powoli robi się ciepło, to pomyślałem, że moglibyśmy pomyśleć, żeby… – po raz kolejny się zaciął i to chyba w tym samym momencie. Zacisnął zęby i odwrócił wzrok, czując, że jego serce wali tak mocno, jakby zaraz miało mu wyskoczyć prosto z klatki piersiowej. Wziął kolejny głęboki oddech. – Żeby m-może... założyć rodzinę...? – wymamrotał, mając wrażenie, że cały ciężar nagle z niego magicznie opada. Nie dał jej jednak od razu odpowiedzieć, chcąc się szybko wytłumaczyć. – Znaczy, jeśli ty też tego chcesz, bo jeśli n-nie to wiesz, nie ma co na siłę! I w-w-w ogóle nie ma co się spieszyć z tym – powiedział szybko, na jednym wydechu, prostując się i podnosząc swoje ciało na wszystkie cztery łapy. Miał ochotę zapaść się pod ziemię i to tak głęboko, że chyba nikt nie dałby go rady stamtąd wykopać.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
–Mam tylko kilka cennych drobiazgów. Reszta mojej kolekcji to różne piórka, wyschnięte kwiaty, kamyczki i muszelki. Są ładne ale nie chce zrobić z naszego legowiska miejsca dla mojej kolekcji. Musimy tam spać i jakoś się poruszać.-zaśmiała się. Poza tym i tak by często zaglądała do swojej kryjówki od czasu do czasu, dokładając nowy kamyczek czy muszelkę do swoich znalezisk. Więc nie było jakiegoś wielkiego problemu z tym.
Ponownie córka byłej przywódczyni się zaśmiała gdy Polny obdarzył ją kolejnymi przytulasami.
Ona się postara dobrze udekorować ich małe gniazdko. Będzie pełne kwiatków, piórek, kamyczków i wiele innych! Klanowicze wręcz będą zazdrościć takiego przytulnego legowiska. Ostra pójdzie na całość a co!
Po chwili jednak cała ta miła i spokojna atmosfera znikła. Cienisty przywódca cały się spiął i szylkretka wręcz czuła od niego stres i lekką panikę. Przez to sama zaczęła się stresować. O co chodzi? Co się dzieje? Patrzyła się na Polnego cała zaniepokojona. No bo co go by tak przejęło? Chyba nie zwykła myśl o przekomarzaniu się w nocy.
Nasłuchiwała burego uważnie i już pierwsze słowa trafiły ją jak grom z jasnego nieba. W-wnuki? To znaczy… Krogulec już wcześniej o nią męczyła i chyba każdy rodzic prędzej czy później męczy dziecko by dał mu wnuki. No ale czemu teraz o tym wspominał? Nie… No chyba nie mówicie, że…
No i kolejne słowa kocura jej potwierdziły to, że Polna Gwiazda chciał z nią założyć rodzinę. W tamtym momencie jej serce mogłoby wyskoczyć z piersi. Czuła jak jej się zrobiło trochę niedobrze od tej informacji. Mieli mieć razem kocięta? Miałaby zostać matką a polny tatusiem? Ale chwila… Coś tutaj się nie zgadzało. – Chcesz mieć ze mną rodzinę tylko dlatego, że twoi rodzice męczą Cię o wnuki? –zapytała z niedowierzaniem. Tylko dlatego chciał kociąt? Bo go rodzice proszą o wnuki? Tylko dlatego?!
Posmutniała. Myślała, że jak to Polny kiedyś zaproponuje to przynajmniej będzie tego chciał. A teraz po jego słowach wydawało się jakby to było jakieś zadanie. Zadanie od rodziców, które musi wykonać.
Popatrzyła się smętnie gdzieś w bok i zamilkła. W tej chwili naprawdę nie wiedziała co zrobić i co jeszcze powiedzieć. Zatkało ją. Nie wiedziała co czuć. Była smutna, zła, zszokowana, zagubiona ale też trochę szczęśliwa. Naprawę nie mogła zrozumieć samej siebie. Nie pokazywała jednak tych emocji na wierzch. Jedynie co to jej brwi się obniżyły a ogon zaczął co chwilę uderzać o ziemie.
Polny teraz musiał się trochę postarać by wrócił dobry humor wojowniczki.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Kiwnął głową na jej słowa. Tak jak myślał, zabierze ze sobą tylko te najważniejsze drobiazgi. Z resztą, zdąży jeszcze nazbierać sobie nowych, w końcu szła pora nowych liści, wszystko się zieleniło i będą mogli zabrać do swojego wspólnego legowiska trochę świeżych gałązek, jeszcze z liśćmi, och, nie mógł się już doczekać, miał dość śniegu, nawet, jeśli mu aż tak nie przeszkadzał.
Na początku nie zorientował się, jak bardzo źle zabrzmiała jego wypowiedź, dlatego słysząc Ostry Kwiat, wciągnął gwałtownie powietrze, jakby właśnie otrzymał siarczystego plaskacza w policzek. A przecież były to tylko słowa. Spojrzał na nią zmieszany i zrobił krok w jej stronę, nie wiedząc, co ma powiedzieć. Oczywiście, że to nie było tak, kochał szylkretkę i nie zamierzał robić czegoś wbrew swojej i jej woli tylko dlatego, że matka chciała wnuków, miał ochotę podwinąć ogon i zwiać, ale takie zachowanie absolutnie nie wchodziło w grę. – Nie! Ja… ja nie to miałem na myśli. Sam się nad tym już jakiś czas zastanawiałem, ale dopiero teraz… no wiesz, zebrałem się, żeby cię o to zapytać – powiedział szybko, widocznie zdenerwowany i zestresowany, z mięśniami spiętymi do granic możliwości. Widząc jej gwałtownie poruszający się ogon, oddech mu przyspieszył. – Wcześniej… wcześniej się bałem, ale jak tak sobie myślę to, wiesz, bylibyśmy chyba dobrymi rodzicami? A na pewno ty byś się świetnie sprawdziła jako mama, wystarczy spojrzeć, jak o mnie dbasz – powiedział i zebrał się na delikatny uśmiech, podszedł jeszcze jeden krok, stanął nad nią i trącił subtelnie nosem jej czoło, a potem otarł się swoim policzkiem i jej policzek. Spojrzał jej prosto w oczy, a jego wzrok wyrażał mniej więcej tyle, co “przepraszam”. – Jeśli nie chcesz, to… po prostu powiedz. Nie będę więcej poruszać tego tematu – nie miałby z tym najmniejszych problemów. Czuł się cudownie w jej towarzystwie, a myślenie o rodzinie nie było aż takie ważne, jak jej komfort, bo on był dla buro-białego najważniejszy. Nauczył się, że powinien bardziej zwracać uwagę na to, co mówi i myśleć, och, będzie już o tym doskonale pamiętał i nie zapomni tej sytuacji przez długi czas.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Bycie rodzicem...Czy Ostra była gotowa na takie zmiany? Nigdy nie myślała, że będzie mieć kochającego partnera a co dopiero własne kocięta. Nie mogła siebie wyobrazić siedzącą w kociarni ze swoimi maluchami. Jakby one wyglądały i jakie by były... Temat rodziny był wielką niewiadomą dla wojowniczki. I to ją niepokoiło.
Szybko Polny zaczął się tłumaczyć ze swoich słów a córka Wiewióra zaczęła go słuchać. Chciała najpierw usłyszeć co ma do powiedzenia. W głowie jednak nadal zastanawiała się nad tym wszystkim. Polny na pewno by się nadawał na tatę. Był czuły, opiekuńczy, troskliwy i wyrozumiały. Kocięta by miały z nim dobrze. A ona? Nie była typem spokojnej, przesłodzonej mamusi. Szylkretka obawiała się, że nie będzie w stanie być dobrą matką przez jej wybuchowy charakter. A co jeżeli by ich źle czegoś nauczyła albo co gorsza coś złego powiedziała? Nie chciała by jej dzieci ją znienawidziły...
Ale może przez to, że nie będzie raczej typową mamuśką z charakteru to jej kocięta nie będą miały nudno? Może właśnie to dobrze, że wychowywałaby bobasy trochę inaczej?
Pesymizm mieszał się w jej głowie z optymizmem.
Gdy Cienisty przywódca przestał mówić, Ostra przestała bić ogonem o ziemie i wróciła w pełni wzrokiem na burego kocura. Jej mina złagodniała. Przyjęła wszystko do swojej główki. Nie złościła się już na Polnego bo słyszała w jego głosie prawdę. Polny był szczerym kotem i szczerze okazywał swoje emocje i myśli. Dlatego też zrozumiała, że jego rodzice po prostu tym męczeniem o wnuki dali mu odwagi by w końcu się zdecydował. - To nie tak, że nie chcę Polny tylko... - wzdychnęła a następnie dodała. - Ja się trochę... boje. - powiedziała w końcu a po chwili zabrała głęboki oddech. - Kocham Cię bardzo i byłbyś pewnie dobrym tatą a może i nawet najlepszym w klanie Cienia. - uśmiechnęłam się delikatnie ale po chwili uśmiech znikł. - Ale jeżeli chodzi o mnie... To nie wiem czy byłabym dobrą mamą. Mam bardzo słabe doświadczenie w tym. Moja własna matka nie była dla mnie dobrym przykładem pod tym względem. Kochała mnie ale była niekiedy surowa i zimna. Więc nie znam takiego matczynego ciepła. Takiego wiesz... mocnego. Chyba rozumiesz? - przełknęła z trudem ślinę i zaczęła mówić dalej. - No i boje się, że nie wychowam kociąt tak jak trzeba. Powiem coś nie tak albo źle zrobię. Też ta niepewność w tym wszystkim... Nie wiem jakie będą kocięta, czy polubią mnie taką jaką jestem i czy faktycznie temu podołam. Kocięta to wielka odpowiedzialność i duże zmiany Polny. - opuściła swoje uszy a następnie się zaśmiała gorzko z samej siebie. - Śmieszne prawda? Nie boje się jakiś drapieżników, walki ani nic z tych rzeczy a boje się czegoś takiego. - pewnie większości kotów bałoby się walki z jakimś ogromnymi przeciwnikiem niż czegoś takiego czego boi się sama Ostra w tym momencie.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Ostra wyglądała na zagubioną i nie dziwił jej się ani trochę, nawet w najmniejszym stopniu. Wysłuchał jej do końca, nie przerywając, a kiedy skończyła, przejechał językiem czule po grzbiecie jej nosa i czole, aby ją trochę uspokoić. Widział, że też się stresuje, moża nawet i boi… i nie była jedyna, która to czuła. – Ja też się boję... – szepnął, nie ukrywając, że przeraża go to równie mocno, co Ostrą. Wizja rodzicielstwa była dla niego od zawsze odległa, ale im dłużej o tym myślał, tym bardziej czuł się… pewny, że tego chce? Chciał mieć rodzinę, swoją rodzinę. Wziął głębszy oddech i spojrzał na nią ze spokojem wymieszanym z niepewnością. Tak bardzo nie wiedział, co powiedzieć. – Mam wrażenie, że nikt nie wie, czy będzie dobrym rodzicem, dopóki nim nie zostanie – stwierdził. Skąd mogli naprawdę wiedzieć, jak się sprawdzą jako rodzice, skoro nigdy nimi nie zostaną? No właśnie. – Ale… spójrz, mamy siebie, prawda? Razem jakoś damy radę, a przecież nikt nie jest idealnym rodzicem, no i każdemu czasami zdarzy się popełnić błędy! I… są jeszcze Klanowe matki, na pewno nam jakoś pomogą – znał zarówno Modliszkowy Zagajnik, jak i Porzeczkową Pestkę, z czego ta druga była jego siostrą i z pewnością poświęciłaby mnóstwo czasu swoim bratankom i bratanicom, była świetną, pełną ciepła i empatii kotką, a oni mieliby czas na wytchnienie, bo zdążył już zauważyć, że kocięta bywały… głośnawe i wymagające. Odwrócił w pewnym momencie wzrok i wbił go w pierwszy lepszy kamień, czy krzak, co za różnica. – Ja… obawiam się, że mógłbym spędzać z nimi trochę za mało czasu, wiesz, te obowiązki i to wszystko, ale naprawdę starałbym się z całych sił, żeby miały wszystko, co im potrzebne i żeby tobie też niczego nie zabrakło – stwierdził, najbardziej szczerym tonem, na jaki było go w ogóle stać. Serce mu waliło, czuł gorąco w żołądku. Jeszcze nigdy żadna rozmowa z Ostrą nie stresowała go aż tak, jak teraz i było to dziwne uczucie. Zawsze rozmawiali ze sobą bez problemów, bez krępowania się, a teraz? Co to się porobiło… – Nie… nie musimy podejmować decyzji już teraz, po prostu… moglibyśmy się jakoś do tego przygotować, popytać pary, które już mają kocięta, albo je odchowali, może jakoś by nam… no wiesz, pomogli? W sensie podpowiedzieli, no – zaproponował niepewnie, podnosząc wzrok i skierował go na kolorowy pyszczek Ostrej. Musiał znać jej zdanie na ten temat, samym byłoby im zapewne trudno, ale nie mieszkali w tym obozie sami, otaczały ich inne koty, które nie miały złych intencji i nie skrzywdziliby kociąt, wręcz przeciwnie, dbaliby o ich bezpieczeństwo.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Czując posieszajacy gest ze strony partnera, Ostra trochę się uspokoiła. No ale mimo wszystko... Rodzicielstwo nie było łatwe a córka Krogulec nie chciała zawalić. Zawaliła raz na treningu i do tej pory ją to męczy. To co dopiero jak zawali jako matka? Nie chciała popsuć czegoś tak ważnego...
Zaczęła słuchać Polnego, nie przerywając mu w niczym. Sama teraz nie miała pomysłu co powiedzieć. Trudno było jej teraz o tym myśleć i o wszystkich tych sprawach związane z macierzyństwem.
Miała Polnego to fakt no i może Wirek by czasem zabawił kocięta... Klanowe matki też były ale czy to wystarczy? Poza tym Ostra pewnie mimo wszystko będzie chciała być niezależna jako matka. Nie chciała by matki jej we wszystkim pomagały. Co jak co ale to byłyby jej kocięta...
Na kolejne szczere słowa, wojowniczka uśmiechnęła się. To było naprawdę urocze ze strony przywódcy. Mimo iż miał teraz sporo na głowie to będzie się starał robić wszystko jak najlepiej dla niej i kociąt. Serce jej mocniej zabiło i poczuła przyjemne ciepło w środku. Nie musiał jednak tak mocno starać. Już teraz gdy byli parą za dużo kocur robił dla córki Wiewióra. Pewnie nie jeden raz musiał zarywać nocke czy coś podobnego by móc potem mieć chwilę czasu wolnego. Do tego ten czas wolny zazwyczaj nie przeznaczał na dobry odpoczynek a na spacer ze swoją partnerką. Powinien bardziej odpoczywać. Nie mógł tak się przemęczać. No ale niezależne od tego co ona mówiła to kocur robił swoje.
Polizała go z czułością po nosie i spokojniejsza, patrzyła się na swojego ukochanego. - Wiem to. Wiem, że dałbyś wszystko co najlepsze mi i naszym pociechom. Ale nie możesz się przemęczać kochany. Wiem, że pracujesz ciężko i niekiedy powinneś pomyśleć o sobie. - mruknęła. Polny Chwast miał złote serce. Położyła swoją prawą łapę na jego policzku a następnie powiedziała. - Dobrze... ale daj mi jeszcze trochę czasu. Chcę to na spokojnie przemyśleć i podjąć decyzję. - poprosiła burego kocura, patrząc się na niego nieśmiało.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Pracował dużo, trening, polowania, patrole, przyjmował raporty, zastanawiał się nad imionami przyszłych terminatorów i wojowników, czasem nawet zaglądał do kociarnii, aby upewnić się, że wszystko jest tam w porządku. Rozmowy, rozmowy i jeszcze raz rozmowy. A miał na głowie jeszcze te wszystkie problemy związane z pogodą. – Staram się, jak tylko mogę, aby w Klanie działo się dobrze. Chcę być… lepszy – mruknął – niż byłem wcześniej – dodał, spoglądając na nią ze szczerością w oczach. Przez księżyce nabywał nowych umiejętności i kształcił te, które już posiadał, przez księżyce normował swój charakter i potrzebował kolejnych księżycy, aby przejść taką zmianę, na jakiej mu zależało. Chciał się zmienić, chciał zachowywać się jak przywódca, myśleć trzeźwo i rozsądnie, chciał umieć czasami ugryźć się w język, nie plątać w słowach, mieć lepszą opinię wśród klanowiczów, choć i teraz nie mógł się na wiele skarżyć pod tym względem. Od zawsze był kontaktowy, od zawsze rozmawiał z chęcią o wszystkim, o czym tylko miał jakiekolwiek, nawet najmniejsze pojęcie i szybko zyskał sympatię innych… a przynajmniej tak mu się wydawało. – To niełatwe, ale nie czuję aż takiego zmęczenia… choć może masz rację, może nie powinienem na siłę próbować wszystkiego zmieniać. Od razu. Może powinienem dać temu wszystkiemu czas – przyspieszanie tego nic nie da, ale jeśli miał zmienić Klan Cienia w przyjazne wszystkim kotom miejsce, gdzie każdy będzie czuł się bezpiecznie, bez znaczenia, skąd pochodzi, jaką ma krew i jaki jest - nie mógł tego przeciągać w czasie. Spojrzał na nią z rozszerzonymi źrenicami i pozwolił sobie wtulić się w jej futro, opierając łeb na puszystym futrze na karku i zatapiając w niej swój ceglastoczerwony nos, przymykając ślepia. – Oczywiście, ja… ja nie chcę, żebyś myślała, że na ciebie naciskam, nie odbieraj tego tak, dobrze? To… to nasza wspólna decyzja i nie chciałbym, abyś się stresowała podjęciem jej – stwierdził, prostując się. Nie musiał podejmować decyzji teraz, nigdy nie musiała i nie będzie musiała i to nie było tak, że Polny już teraz marzył o zostaniu ojcem, och, zdecydowanie nie. Myśl o własnej rodzinie jednak sprawiała, że czuł ciepło w swoim wnętrzu, ale wcześniej bał się o tym powiedzieć swojej partnerce. Bał się jej reakcji, ale, jak widać, nie było czego się obawiać.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Nie trudno było się domyślić, że Polny ostatnio harował jak wół przez swoją nową rangę. Ciągle musiał coś nadzorować czy zrobić. Czasem trudno go było oderwać od tego wszystkiego ale Ostra starała się jakoś wyciągnąć na spacer kiedy już nie chciał spokojnie wypocząć w legowisku. Pewnie gdyby go nie kontrolowała pod tym względem to by pewnie mało co by odpoczywał. Czasem jej się zdawało, że jej partner to taki kociak. Jednak szanowała to. Cieszyła się, że pracował ciężko dla klanu. Ona sama była pracoholiczką ale czasem przywódca pobijał ją w tym. Robił tyle rzeczy na raz gdzie jej obowiązki to głównie patrole, treningi i polowania. Więc z ich dwójki to teraz Polny wykonywał najwięcej roboty. Ale role się odwróciły… Śmieszne. – Naprawdę cieszę się, że tak ciężko pracujesz ale od czasu do czasu wypocznij. Klan Cienia chwilę przeżyje bez ciebie. A mówiąc wypoczynek to mam na myśli porządny sen i ciepły posiłek. Nie chce by mój partner się zapracował na śmierć.-dodała jeszcze do swojej wypowiedzi a następnie się uśmiechnęła na kolejne słowa. - Otóż to. Ja sama niekiedy chce szybko zrobić wszystko na raz ale czasem się po prostu nie da. Skup się najpierw na najważniejszych rzeczach a potem pomalutku rób to co jeszcze tam masz w planach. I dojdziesz do celu.-poradziła mu jeszcze. Jak na pracoholiczkę to mądrze gadała.
O jak jej serce znów się uradowało gdy kocur znów zanurkował w jej futrze na szyi. Zamruczała głęboko i polizała ukochanego blisko ucha. Od razu poczuła się o wiele lepiej. Jej ciało się znów rozluźniło a ogon już nie uderzał o podłoże.
Spojrzała się na niego zielonymi oczętami wzdychnęła. Czyli będzie musiała nad tym wszystkim pomyśleć… Mimo iż Polny na nią nie naciskał to czuła, że nie może zwlekać z odpowiedzią. Polny chciał założyć z nią rodzinę i nie chciała go długo trzymać w niepewności. Kiwnęła więc jedynie głową na jego ostatnie słowa. Jeszcze nigdy nie miała tak ważnej decyzji do podjęcia. No ale jakoś to będzie. Liczyła na to, że nie ważne co podejmie to nadal Polny będzie ją kochał i ich relacja nie zmieni się na gorsze.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Wydał z siebie ciche pomrukiwanie, połączone ze śmiechem, słysząc jej słowa, a szczególnie to, co powiedziała jako ostatnie, o śmierci. – Cóż, mam dziewięć żyć – powiedział, uśmiechając się. Mógł się zapracować na śmierć więcej niż raz, ale, szczerze mówiąc, nie zamierzał tracić tych żyć na takie błahe rzeczy. Nie, żeby się nie bał śmierci, oczywiście, że się bał, nigdy tego nie przeżył, nie wiedział nawet, czy te życia faktycznie działały, czy były może tylko symboliczne, ale jedno było pewne - im później się o tym przekona, tym lepiej. Odetchnął cicho, a jego pysk spoważniał nieco. Rozmowy z Ostrą pokazywały mu, że choć powinien się zmienić, zmienić swoje zachowanie i nadmiar czynności, jakie wykonywał - tak nie umiał. Ilekroć próbował, tak zawsze znajdował się ktoś potrzebujący pomocy z jego strony, albo rady, lub ktoś z raportem z patrolu, albo Wirujące Pióro z jakąś sprawą. Polowań i patroli nie wliczał do spraw jakkolwiek męczących, w ciągu tych księżyców dzierżenia rangi wojownika przyzwyczaił się do nich w pełni i sprawiały mu one satysfakcję, poza tym, pozwalały się w pełni odstresować i trochę pomyśleć. – Postaram się – stwierdził, pełnym szczerości tonem, spoglądając na nią z determinacją w okrągłych, zielono-żółtych oczach. Wyzwanie przyjęte, zobaczymy, czy zostanie wykonane. Wydał z siebie cichy, czuły pomruk zadowolenia, kiedy partnerka liznęła go w okolice ucha, sam odwdzięczył jej się tym samym. – Chcesz… chcesz wracać do obozu? – zagaił spokojnie. Tematy do rozmowy się im chyba wyczerpały, poza tym, ta konwersacja była… trudna, skomplikowana, niosła za sobą wiele emocji, a ciepło z jego klatki piersiowej wciąż nie znikało. – Bo możemy, i od razu wtedy przeniesiemy twoje rzeczy do Białej Dziupli. No chyba, że wolisz jeszcze pospacerować – zaproponował, czekając cierpliwie na werdykt. Z jednej strony mógłby spędzić z nią poza obozem jeszcze wiele godzin, ale nie zmieniało to faktu, że legowisko samo się nie zmieni, a im szybciej to zrobią, tym lepiej i Ostra będzie mogła spać u jego boku już od dzisiejszej nocy.