Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Szła wzdłuż granicy, przy linii drzew Szumiącego Lasu, rozglądając się i nasłuchując czegoś, czego jeszcze mogła nie znać z jakichś powodów. W tym miejscu Ziemie Niczyje nie wyglądały wcale inaczej od terenów Cienia, ale co się dziwić, skoro Bobrza Łapa była jeszcze tak blisko granicy. Trzepnęła uszami i zerknęła w górę, gdy przeleciał nad nią jakiś ptak. Słowik. Słowiki ładnie śpiewały i była w stanie w większości przypadków bez problemu je rozpoznać. Majtnęła leniwie grubą, włochatą kitą zmiatając liście i resztę leśnej ściółki z gruntu; kilka drobnych listków i gałązek zaplątało się w jej gęste, pstrokate futro.
Wąsy drgnęły ciekawsko gdy dojrzała siedzącą na płocie jasną sylwetkę. Bobrzyca na moment zastygła w miejscu, wpatrując się w kotkę na drewnianej konstrukcji.
Kojarzyła ją.
Widziała ją w obozie Klanu Cienia, czasem obserwowała gdzieś z boku, czasami bezwiednie, zaciekawiona tym, jakie córka Łasicy ma nastawienie do życia i tym jaka jest...śliczna. O tak nietypowym wyglądzie. Tak, jak Jastrzębi Krzyk - ale rudo-biała. I wyglądał na niegłupią, taką, co ma dużo oleju w głowie, a typy takich kotów pierworodnej Krogulec z reguły do gustu przypadały.
Skoro doskonale kojarzyła kotkę, to co robiła tutaj, na ziemiach niczyich, zamiast być w Klanie?
Bóbr przekrzywiła lekko łeb i zrobiła krok do przodu, po czym przysiadła półdupkiem na ziemi i w milczeniu wpatrywała się w puchatą pointkę, zastanawiając się, jak ta zareaguje, czy ucieknie, czy ją zignoruje, czy podejdzie.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Owca ma zawsze dość apatyczny i chłodny wyraz pyska, a jej beznamiętne spojrzenie nie zdradza żadnych emocji, chyba że sztuczne. Wygląda niezwykle młodo - aparycja dziwnie nie pasuje do przeżytych księżyców - ale w tym tkwi jej urok. Ciało ma drobne, przeciętnej wielkości, a ruchy niezwykle ostrożne i zgrabne zarazem. Już na pierwszy rzut oka widać, że to kotka. Szczupłą sylwetkę pokrywa kremowobiałe futro średniej długości - nie jest ono ani klasycznie krótkie, ani też przesadnie długie i splątane. Jej pyszczek, uszy, łapki i ogon są zabarwione na rudo, zaś na grzbiecie z pewnością uwydatni się podobny, może nieco bledszy odcień. Ślepia Owczej są ciemnoniebieskie - niezmiennie od momentu narodzin.
Jest chodzącą, egoistyczną obojętnością. Na koty z reguły łypie neutralnym okiem, być może nieco podejrzliwym, aczkolwiek pod chłodną maską czystej surowości skrywa wiele procesów myślowych, planów i podstępów, które mogą jej utorować drogę do przyjemnego życia. Niezbyt martwi się tym, że kogoś boli, że ktoś nie umie, że płacze, że jojczy, że smęci - cały świat może mieć źle, dopóki ona będzie miała dobrze. Nie pokaże tego jednakże na zewnątrz. Będzie udawała zatroskaną, być może przejętą, a monotonny, melodyjny głos wypluje rady, które być może jeszcze bardziej dokopią leżącego. Lubisz to, co słyszysz? Świetnie. O to właśnie chodziło. Owca jest bowiem istnym wilkiem w owczej skórze, który bardzo lubi słuchać i pochłaniać informacje.
Czereśniowa Łapa, Echo [RZ], Słowicza Łapa [G]
Uważnie obserwowała poczynania kota, który z każdym kolejnym krokiem wydawał się jej bardziej znajomy. Taran na czterech nogach. Tak. Bez wątpienia Bobrza Łapa. Jedna z córek Wiewiórczego Ogona, cymbała, który był na każde skinienie palca przywódcy, który z bocznych obserwacji i wspomnień Owcy wydawał się być bardziej zżyty z byle Olchowym Szeptem, niż z własną rodziną. Siostra Drżącej Łapy, w którym kiedyś odnalazła swoją sympatię, jaka przeminęła równie szybko, co się pojawiła. Klan Cienia był kulawym organizmem. Pozbywał się rzekomo słabych jednostek, odpychając jednocześnie te silniejsze, a później moczył szeroką mordę w samotniczym korycie, przygarniając do klanu wszystkie znajdy, jakie tylko przetoczyły się pod łapami patroli. Ciężka oznaka słabości; dryfują na płyciźnie.
Niemniej jednak nie był to moment na przemyślenia. Rosła kocica usiadła i wlepiła w nią swoje spojrzenie, które Owca odwzajemniła z monotonną manierą, kołysząc ogonem na boki. Czego oczekujesz, cienista wypluwko? Czyżby chciała porozmawiać? Normalny kot nie wpartuje się w ten sposób w innych, ale być może szylkretka nie była normalna?
Podniosła szlachetne zakończenie grzbietu i zeskoczyła z płotu, ślamazarnie przemykając przez dzielącą je odległość. Usiadła w odległość dwóch zajęczych susów od krogulczej córki i otuliła łapy ogonem, w milczeniu patrząc się prosto w jej ślepia, przymrużając swoje w lekkiej apatii i znużeniu. Odór cienia był naprawdę silny na futrze Bobrzycy, czy ona też kiedyś tak pachniała?
Somewhere deep in the dark
A howling beast hears ustalk I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Gdyby którakolwiek z apatycznych kotek postanowiła się odezwać, wygląda na to, że jednak miałyby sporo tematów do rozmowy, skoro obie uważały Wiewiórczego Ogona za ostatniego cymbała, mysiego móżdżka, przydupasa Wężownika i życiową porażkę. Szkoda, że Bóbr nie czytała w myślach i nie wiedziała, że Owca ją doskonale zna. Wstyd, że szylkretka nie zdołała zarejestrować imienia rudej pointki, a przynajmniej w tej chwili nie potrafiła go sobie przypomnieć. Ani drgnęła, obserwując uważnie złocistymi ślepiami każdy, choćby najmniejszy ruch Łasiczej córki, jej szczupłe, pokryte tym ślicznym i z pewnością miękkim futrem ciało.
Tak. Zdecydowanie była śliczna. Bobrzyca miała do czynienia z drobną, bystrą Ciemką, długołapą i powabną Pająk, a teraz pierwszy raz odkąd Jad opuściła Klan, stanęła z nią pysk w pysk i miała okazję dłużej obserwować. Jaka szkoda, że tak ładna osobniczka opuściła Cień, ale z jednej strony - zrozumiałe. I w sumie nic straconego. Kodeks nie zabraniał spotykania się z samotnikami i kotami z innych klanów, scoff.
Włochata kita szylkretki drgnęła nieznacznie, gdy ex-Cienista postanowiła zeskoczyć z płotu i podejść bliżej. Uniosła wyżej głowę i również spojrzała Owcy prosto w oczy, te śliczne, błękitne ślepia.
I wtedy nagle otworzyła się jej odpowiednia szufladka w mózgu. Tak, już pamiętała jej imię.
- Jadowita Łapa - wymruczała wyjątkowo cicho, jak na siebie. - Co tu robisz.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Owca ma zawsze dość apatyczny i chłodny wyraz pyska, a jej beznamiętne spojrzenie nie zdradza żadnych emocji, chyba że sztuczne. Wygląda niezwykle młodo - aparycja dziwnie nie pasuje do przeżytych księżyców - ale w tym tkwi jej urok. Ciało ma drobne, przeciętnej wielkości, a ruchy niezwykle ostrożne i zgrabne zarazem. Już na pierwszy rzut oka widać, że to kotka. Szczupłą sylwetkę pokrywa kremowobiałe futro średniej długości - nie jest ono ani klasycznie krótkie, ani też przesadnie długie i splątane. Jej pyszczek, uszy, łapki i ogon są zabarwione na rudo, zaś na grzbiecie z pewnością uwydatni się podobny, może nieco bledszy odcień. Ślepia Owczej są ciemnoniebieskie - niezmiennie od momentu narodzin.
Jest chodzącą, egoistyczną obojętnością. Na koty z reguły łypie neutralnym okiem, być może nieco podejrzliwym, aczkolwiek pod chłodną maską czystej surowości skrywa wiele procesów myślowych, planów i podstępów, które mogą jej utorować drogę do przyjemnego życia. Niezbyt martwi się tym, że kogoś boli, że ktoś nie umie, że płacze, że jojczy, że smęci - cały świat może mieć źle, dopóki ona będzie miała dobrze. Nie pokaże tego jednakże na zewnątrz. Będzie udawała zatroskaną, być może przejętą, a monotonny, melodyjny głos wypluje rady, które być może jeszcze bardziej dokopią leżącego. Lubisz to, co słyszysz? Świetnie. O to właśnie chodziło. Owca jest bowiem istnym wilkiem w owczej skórze, który bardzo lubi słuchać i pochłaniać informacje.
Czereśniowa Łapa, Echo [RZ], Słowicza Łapa [G]
Przesunęła obojętnym spojrzeniem po masywnej sylwetce krogulczej córki. Nasuwało jej się na myśl jedno - byłaby z niej silna, niepokonana wojownicza - choć z drugiej strony racjonalna świadomość przepychała tę informację na bok, podając na złotej tacy kolejną: Za co i za kogo Bobrza Łapa miałaby walczyć? Za swoją dziwaczną rodzinkę? Za prawo głosu, które nie istniało? Za Klan Cienia? Owca Tego Lasu sądziła, iż każdemu terminatorowi wpaja się do głowy jedno: "Śmierć w imieniu Wężowej Gwiazdy to dobra śmierć", cholerne pranie mózgu.
Słowa kotki były jednakże niczym nieprzyjemny zgrzyt, chrobotanie, dźwięk zerdzewiałego metalu, który ociera się o chropowatą, betonową posadzę. To imię. Uniosła podbródek wyżej, a w jej niebieskich ślepiach błysnął wyraz wzgardliwego obrzydzenia. Splugawione wężowym językiem imię. - Nie jestem już Jadowitą Łapą - odpowiedziała szorstko, z trudem wypowiadając dwa ostatnie słowa. Na samą myśl o tym, jak wołał na nią klan, robiło jej się słabo. Czuła pod futrem mrowienie, jakoby tłuste larwy wiły się pod skórą i szukały wyjścia, światła, którego nie dostrzegały, dlatego też zaczynały wiercić coraz to głębsze tunele swoimi otworami gębowymi. Spięła mięśnie wzdłuż kręgosłupa, starając się opanować to nieprzyjemne uczucie, które mogłoby doprowadzić do szaleństwa. - Odwiedzam konie po raz ostatni, nim udam się w kierunku wstającego słońca - daleko na wschód, hen w siną dal, jak najdalej od cienistego odoru, który wykrzywia nos na lewą stronę i kłuje jego delikatne wnętrze, agresywnie, brutalnie, za sprawą jadowitych żądeł - A Ty, Bobrza Łapo? - przechyliła łebek, łypiąc beznamiętnym spojrzeniem w sennej manierze, która nie przejawiała żadnych objawów życia, jakiejkolwiek głębszej potrzeby egzystencjalnej, celu czy planu - Co skłoniło Cię do wypełznięcia z robaczywego łona Wężowej Gwiazdy? - z oślizgłego padołu dla otumanionych pięknymi słowami burego kocura, z ziemistego więzienia dla dzieciąt tchórzostwa, podporządkowanych losowi.
Somewhere deep in the dark
A howling beast hears ustalk I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Czy walczyła za te wyższe racje, które od kociaka wpajano klanowiczom? Za swoją "rodzinę", która miała pszczoły, zamiast mózgu i podlegała jedynie Wężownikowi, za prawo głosu, jakiekolwiek wyższe wartości? Nie. Bo one nie istniały. Walczyła dla siebie. Chciała zdobyć rangę wojownika, trenować coraz ciężej, rosnąć w siłę dla siebie, żeby wzbudzać respekt innych. Chciała posiadać wiedzę, siłę, potęgę. I prawdę mówiąc jako kociak może nawet wierzyła tej Cienistej propagandzie, a teraz? Przejrzała na oczy i widzi tylko bandę hipokrytów i glizd czołgających się u stóp Wężowej Gwiazdy.
Żałosne. Gdyby tylko Pies byłą tutaj i była w stanie zobaczyć, czym stał się ten żałosny, słaby Klan, niby taki potężny, a to tylko banda debili i słabeuszy.
- Więc kim jesteś teraz - mruknęła głęboko i zmrużyła ślepia widząc, jak w błękitnych oczach ex-ciensitej błysnęło obrzydzenie. Do całego Klanu Cienia, do tego imienia? Do czego czuła aż takie obrzydzenie? Nawet Bóbr nienawidziła tych idiotów aż tak bardzo, jak Łasicza córka. Huh. Fascynujące.
Zerknęła kątem oka na konie pasące się za płotem. Widziała te stworzenia jedynie z granicy, ale nigdy jeszcze z bliska i w pewnym sensie zazdrościła pointce, że ta miała okazje zobaczyć już jakiś kawałek świata i odkryć tak intrygujące, nowe, piękne rzeczy.
- Głównie ciekawość - stwierdziła Bobrzyca, a białe, powywijane wąsiska drgnęły. Jad znała jej imię. Coraz ciekawiej, huh.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Owca ma zawsze dość apatyczny i chłodny wyraz pyska, a jej beznamiętne spojrzenie nie zdradza żadnych emocji, chyba że sztuczne. Wygląda niezwykle młodo - aparycja dziwnie nie pasuje do przeżytych księżyców - ale w tym tkwi jej urok. Ciało ma drobne, przeciętnej wielkości, a ruchy niezwykle ostrożne i zgrabne zarazem. Już na pierwszy rzut oka widać, że to kotka. Szczupłą sylwetkę pokrywa kremowobiałe futro średniej długości - nie jest ono ani klasycznie krótkie, ani też przesadnie długie i splątane. Jej pyszczek, uszy, łapki i ogon są zabarwione na rudo, zaś na grzbiecie z pewnością uwydatni się podobny, może nieco bledszy odcień. Ślepia Owczej są ciemnoniebieskie - niezmiennie od momentu narodzin.
Jest chodzącą, egoistyczną obojętnością. Na koty z reguły łypie neutralnym okiem, być może nieco podejrzliwym, aczkolwiek pod chłodną maską czystej surowości skrywa wiele procesów myślowych, planów i podstępów, które mogą jej utorować drogę do przyjemnego życia. Niezbyt martwi się tym, że kogoś boli, że ktoś nie umie, że płacze, że jojczy, że smęci - cały świat może mieć źle, dopóki ona będzie miała dobrze. Nie pokaże tego jednakże na zewnątrz. Będzie udawała zatroskaną, być może przejętą, a monotonny, melodyjny głos wypluje rady, które być może jeszcze bardziej dokopią leżącego. Lubisz to, co słyszysz? Świetnie. O to właśnie chodziło. Owca jest bowiem istnym wilkiem w owczej skórze, który bardzo lubi słuchać i pochłaniać informacje.
Czereśniowa Łapa, Echo [RZ], Słowicza Łapa [G]
Kim jesteś? Pytanie tak proste i tak trudne zarazem. Była córką, siostrą, terminatorką, cichą wielbicielką, obserwatorką, a nawet przyjaciółką. Teraz...? Kim teraz jesteś, spuścizno Jastrzębiego Krzyku? Zapytała w myśli samą siebie, zawieszając mętne spojrzenie w odległej linii lasu, która teraz wydawała się być bliższa, niż kiedykolwiek indziej. Oczami duszy powędrowała na sam środek obozu, gdzie widziała znajome pyski, kłótnie, ale też przejawy miłości. Powoli przesunęła wzrok na Bobrzycę. - Nikim - odpowiedziała oschle i twardo - Niczym - następnie cicho i miękko, by ostatecznie odezwać się monotonnie i sennie - A jednocześnie każdym i wszystkim. Otóż teraz mogę być i nie być kim i czym chcę, tudzież nie chcę. Dziś jestem wojowniczką, Jasnofutrą, nazajutrz przyjmę imię Wędrownej osiedla, by zedrzeć te kłamstwa trzy wschody słońca później, a w następnym cyklu księżyca rozpocząć życie jako Owca Tego Lasu - wyprostowała się nieco bardziej, biorąc głębszy wdech powietrza. Krogulcza córa mogła nazywać ją tak, jak tylko chciała. Mogła wedle własnych upodobań pokolorować życie Owcy, ubrać ją w przydomek, w historię, w przeszłość, za co otrzyma mdłe podziękowanie. Nowa maska do kolekcji, która lawiruje wysoko nad tą zakładaną przez członków Klanu Cienia. Takie życie jej schlebiało. Czuła się bezpieczna. Nikt nie znał jej prawdziwego imienia, bowiem teraz takie nie istniało, tym samym nikt nie mógł posiąść nad nią władzy absolutnej. Najpierw władzę miała nad nią Łasicze Futerko, a później? Każdy jest podopiecznym matki przez krótki okres w życiu, by podczas ceremonii stać się marionetką przywódcy. Przywódcy, który fałszywym, szeleszczącym w obłudzie jęzorem wypowiada nowe miano po raz pierwszy, chrzci, sądząc, iż to zatrzyma u jego boku wszystkich. Błąd. - Nie nakarmisz jej - uprzedziła Bobrzycę, kiedy ta ukradkiem spojrzała na konie. Piękne, prawda? Muskularne, szczupłe, pełne gracji i łagodności - Jest zawsze głodna, a jej apetyt rośnie w miarę jedzenia - gdy raz pozwoli się ciekawości zawładnąć nad własnymi krokami, zauważy się, iż popadnięcie w jej sidła jest przyjemne, będzie się to robiło coraz częściej i częściej.
Somewhere deep in the dark
A howling beast hears ustalk I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Zmrużyła oczy, błyskające teraz z fascynacją i ciekawością, widząc wyraz pyska Jastrzębiej córy, jak zamyślona się przez chwilę wydawała. Gdzie tak pędziła myślami? Z powrotem do obozu Klanu cienia, czy gdzieś jak najdalej od niego? Bóbr przekrzywiła nieznacznie głowę w bok, czekając w milczeniu na odpowiedź ze strony pointki.
I ją dostała. Teraz to Krogulcza córka stała w milczeniu, wgapiona w puchatą kocicę przed sobą jak w obrazek, zamyślona i skupiona na słowach ex-cienistej terminatorki. Te słowa, nagła zmiana tonu Jad. Jednocześnie to wszystko miało tak dużo sensu, i jednocześnie nie miało go wcale? Dziwne. Intrygujące. Jasnofutra, Wędrowna, Owca. Te wszystkie imiona, którymi na raz przedstawiła się ruda pointka. Jest nikim, niczym. A jednocześnie każdym i wszystkim.
Szylkretka odpowiedziała Owcy jedynie cichym pomrukiem po kilku długich uderzeniach serca, zastanawiając się nad odpowiedzią. Ale jej nie miała. Nie wiedziała, jak na to odpowiedzieć i jedyne, co zdołała pojąć, to fakt, że teraz córka Łasiczego Futerka imienia tak naprawdę nie posiadała. Była jak zjawa, kryptyda - bezimienna, przyjmująca różne postacie z dnia na dzień.
Tylko po co. Tak, jak było to intrygujące, w umyśle Bóbr nie miało to sensu. Ona wolała wiedzieć, kim jest.
- Wiem - odparła krótko, zerkając raz po raz to na Jasnofutrą, to na konie za płotem, tam na horyzoncie. Tak. Ciekawości na dobrą sprawę nakarmić się nie dało i ona o tym wiedziała. Ba - była wręcz skłonna do dalszego poddawania się sidłom tej ciekawości, bo jej się to podobało.
- Co teraz zamierzasz, Owco - wymruczała miękko, głębokim głosem do niebieskookiej, zerkając na nią kątem oliwkowych ślepi. Przespacerowała się przed nosem pointki, a pstrokata kita Bobrzycy majtnęła się na boki nonszalancko, jak wahadło. - Udasz się w kierunku, jak to mówiłaś wstającego słońca. I co dalej? - okrążyła kotkę kilka razy zanim przysiadła u jej boku, jednak zachowując odległość. Niewielką, mimo wszystko.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Owca ma zawsze dość apatyczny i chłodny wyraz pyska, a jej beznamiętne spojrzenie nie zdradza żadnych emocji, chyba że sztuczne. Wygląda niezwykle młodo - aparycja dziwnie nie pasuje do przeżytych księżyców - ale w tym tkwi jej urok. Ciało ma drobne, przeciętnej wielkości, a ruchy niezwykle ostrożne i zgrabne zarazem. Już na pierwszy rzut oka widać, że to kotka. Szczupłą sylwetkę pokrywa kremowobiałe futro średniej długości - nie jest ono ani klasycznie krótkie, ani też przesadnie długie i splątane. Jej pyszczek, uszy, łapki i ogon są zabarwione na rudo, zaś na grzbiecie z pewnością uwydatni się podobny, może nieco bledszy odcień. Ślepia Owczej są ciemnoniebieskie - niezmiennie od momentu narodzin.
Jest chodzącą, egoistyczną obojętnością. Na koty z reguły łypie neutralnym okiem, być może nieco podejrzliwym, aczkolwiek pod chłodną maską czystej surowości skrywa wiele procesów myślowych, planów i podstępów, które mogą jej utorować drogę do przyjemnego życia. Niezbyt martwi się tym, że kogoś boli, że ktoś nie umie, że płacze, że jojczy, że smęci - cały świat może mieć źle, dopóki ona będzie miała dobrze. Nie pokaże tego jednakże na zewnątrz. Będzie udawała zatroskaną, być może przejętą, a monotonny, melodyjny głos wypluje rady, które być może jeszcze bardziej dokopią leżącego. Lubisz to, co słyszysz? Świetnie. O to właśnie chodziło. Owca jest bowiem istnym wilkiem w owczej skórze, który bardzo lubi słuchać i pochłaniać informacje.
Czereśniowa Łapa, Echo [RZ], Słowicza Łapa [G]
Uważnie przypatrywała się ekspresji, jaką przybierała Bobrza Łapa. Lubiła obserwować kocie pyski. Były tak podobne, a tak różne zarazem. Z obojętności przelewały się w sztuczny uśmiech, by ten nabrał po chwili ciepła, które znikało zerwane następnymi obrazami, zastąpione wzgardą, wyższością, być może poczuciem obrzydzenia. Topiło się w błogim spokoju, tudzież głębokiej nostalgii na niektóre wieści, inne zaś wykrzywiały je w rozpaczliwym, rozdzierającym serce grymasie.
A ona zawsze pozostawała taka sama. Tak samo przytłaczająco nijaka, mdło obojętna do bólu, topiąca się w apatii i biernej niechęci do samej siebie i wszystkiego wokół.
Przesunęła ogonem po suchej trawie, która zaszeleściła pod wpływem tego ruchu. Wiesz? Koty często mówiły, że wiedzą, że rozumieją, że potrafią. Często jednakże było to płytkim kłamstwem, mającym na celu zachowanie twarzy, pokazanie, że jest się doświadczonym i obeznanym, kiedy rzeczywistość była drastycznie inna. Nie chciała jednakże wątpić w tę kwestię w przypadku Bobrzycy. Ślicznofutra, szylkretowa koteczka nie wyglądała na niedorajdę.
Śledziła spojrzeniem ruchy wiewiórczej córki, która postanowiła zachować się niczym łowca - obejść ofiarę dookoła, rzucając jej wyzwanie, lecz nim to zostało podjęte, próba ta zesłana została na manowce poprzez usadzenie puchatego tyłka na ziemi. - Zachwycę się dziwami, jakie tam odnajdę - odpowiedziała krótko, ujmując cały ten temat w lakonicznych ramkach - Spotkam koty; jedne będą pragnęły mojej rychłej śmierci, inne towarzystwa - towarzystwo to jednakże mogło również ocierać się o grozę, w szczególności wtedy, kiedy szeroki uśmiech na kocurzej mordzie zdradzał nieczyste pożądanie i niepoprawność. - Posmakuję samotnego życia, niezależności; nikt nie wskaże mi drogi i nie narzuci rytmu marszu - ukradkiem zerknęła w stronę kocicy, która siedziała teraz obok, lecz spojrzenie to pomknęło w stronę daleką. Dalszą, niż sięga jej wzrok - A ostatecznie wypełnię płuca odorem pajęczej nici, stworzonej z Grzmiących Ścieżek. Odwiedzę jałową, szarą puszczę, która stanowi dom potworów - osiedle.
Somewhere deep in the dark
A howling beast hears ustalk I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Bobrza Łapa trzepnęła uchem, zerkając kątem oka na Owcę, Jasnofutrą. Jad. Przez krótką chwilę analizowania poprzednich słów pointki, Krogulcza pierworodna doszła do wniosku, że, huh...trochę to hipokryzja. Mówiła, że już nie jest Jadowitą Łapą. A jednocześnie dała jasno do zrozumienia, że można na nią mówić tak, jak się komu chce.
Debilizm? No debilizm. Bóbr mogła być inteligentna, ze stosunkowo analitycznym umysłem, ale wiele rzeczy brała do siebie zbyt dosłownie.
Mruknęła cicho przez zaciśnięte wargi, dając ex-cienistej córze Łasicy do zrozumienia, że słyszy, że rozumie. Bez ryzyka nie ma zabawy, prawda? Owca Tego Lasu miała najwyraźniej takie rozumowanie, skoro w pełni świadoma tego, że odchodząc z Cienistych terenów może napotkać koty które będą chciały ją zarżnąć.
Ale niezależne, samotne życie kusiło. Nie tylko Jastrzębią Córkę - Krogulczą Córkę czasem również. Apetyt rósł w miarę jedzenie, jak to niebieskooka chwilę temu sama powiedziała.
Szylkretka odetchnęła, nonszalancko przesuwając ogonem po białym, włochatym boku swojej towarzyszki i podniosła się z ziemi tak szybko, jak na niej usiadła.
- Więc jeżeli kiedyś wrócisz w te okolice, powiesz mi, co tam widziałaś - mruknęła głęboko, a białe wąsiska nieznacznie drgnęły. Brzmiało to bardziej, jak rozkaz; jak żądanie, niż prośba. - Jeżeli będzie następna okazja, może wyruszymy tam ponownie...we dwie - stwierdziła krótko i kiwnęła Owcy na pożegnanie; i tyle. Sztywnym krokiem odmaszerowała z powrotem na Cieniste włości, zerkając za pointką przez ramię jeszcze tylko jeden raz. Curious.
[size=75]zt uwu
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
***
Klan, aby przetrwać, musi coś jeść, a żeby mógł coś jeść, trzeba skądś to jedzenie wziąć. Grzyb zdawała sobie z tego sprawę. Wiedziała również, że jedynym sposobem na zapewnienie ciągłości istnienia klanowi jest polowanie.
Dlatego też wybrała się, by na coś zapolować, lecz nie była tym razem sama. Razem z nią wyruszyły też Ważkowa Sadzawka i Trzepocząca Łapa. W ten oto sposób czarna kotka znalazła się, w otoczeniu śniegu i gęstych drzew, z śliczną szylkretką i uroczą czarno-białą - i sama nie wiedziała, jakim cudem znalazły się tu w trójkę.
Mistrz: Zgłaszam sprzeciw! [Olchowy Szept] Płeć: kotka Matka: Dlaczego nas zostawiłaś? [Splątane Futerko] Ojciec: Gdzie jesteś [Iwan] Partner: samotność
czarna kotka, o żółtych oczach. Jest niska i chuda. Ma skarpetki i krawat. biała plama ciągnie się od pyszczka do miejsca pomiędzy oczami. Nos czarny.
Jej charakter też się ukształtował przez ten czas. Stała się bardziej radosna. Cieszy się z życia i rzadko kiedy jest smutna. Jedyne co ją dobija to brak posiadania umiejętności wspinaczki. Nie wynika to z braku trenowania, bo owszem, trenuje. Po prostu tego nie umie. Kocica jest miła i nie okazuje wredoty i pogardy. Jest wrażliwa. Pokazała to na pogrzebie swojej siostry- Kłębek. Stała się odpowiedzialniejsza od sytuacji z granicą. Teraz jest bardziej ostrożna i uważa, aby nie złamać zasad i nie wejść na nie swoje tereny. Bardzo chciałaby poznać kogoś z innego klanu, najlepiej z Rzeki, bo chce się nauczyć pływać. Niestety w jej klanie nikt tego nie potrafi, więc jest zdana na rzeczniaków. Lub na siebie.
Pamiętam jak Ważka obiecała mi polowanie. Co prawda było to jeszcze kiedy Pchla Łapa była w klanie i to razem z nią miałyśmy iść, ale ona... Zniknęła. Za to znalazłam kogoś, kto mógłby wskoczyć na jej miejsce. Grzyb! To było do przewidzenia, prawda? Wyruszyłyśmy więc w trójkę na polowanie, który jest moim pierwszym, to na treningu to nie to samo. Pora Nagich Drzew mogłaby mam troche przeszkodzić, ale na pewno uda sie coś złowić. Gorzej, jak coś złowi nas, hehe. Ale jesteśmy w trójkę, więc na pewno sobie poradzimy. Mam nadzieje, że nie wypadnę najgorzej...
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Brązowooka kocica o trochę wyższym niż średnim wzroście, czarno-rudym futrze z tygrysimi pręgami przecinającymi te drugie, z podłużną blizną na boku i szyi oraz przyciętym i nadszarpanym lewym uchem.
Kocica jest przez większość czasu dość spokojna, opanowana, czasami zdarzało się jej podejmować impulsywne decyzje, ale zwykle ma dobrze przemyślany plan w głowie. Czego jednak nie można o niej powiedzieć, to to, że jest najwięszą optymistką. Czasem tak, pewnie, ale w ostatnim czasie tylko się zamartwiała złymi wersjami wydarzeń, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby chciała wrócić do Klanu po tak długiej nieobecności. Może powiedzieć, że została porwana, ale czy ktokolwiek jej w to uwierzy, czy może uzna to za wymówkę? Mimo że tak nie jest, często zwala na siebie winę, wtedy gdy jej rodzina powoli znikała, a teraz gdy została porwana przez Dwunogów. Jest jednakże dość cierpliwa, czeka na najlepszy moment zamiast biec na oślep, woli być czegoś pewna niż potem popełnić błąd. Ma swoje przekonania i jeśli ktoś ją o coś osądza, to będzie się bronić kłami i pazurami, by tylko pokazać, że mówi prawdę. Co tak na prawdę niezbyt się sprawdza...
Wydmowy Wiatr [KR], Aura [Nś]
Cóż, gdy Ważka obiecała polowanie młodej Trzepot, miała nadzieję, że będzie chwila i już się na nie wybiorą. Jednak... Nie. Chwilę to potrwało. Może to przez złe samopoczucie Ważki, albo głową ciągle myśląc o treningach? Cóż, ale teraz jest już lepiej i można zacząć znów chodzić na polowania. Prócz wcześniej wspomnianej Trzepoczącej Łapy na polowanie wybrała się z Grzybową Polaną. No to... Lecimy? Czy raczej idziemy? - Jak coś t-to bądźmy w pobliżu siebie. I wołamy się jak coś. Powodzenia! dodała jeszcze coś super oczywistego od siebie i zaraz potem ruszyła na ugiętych łapach, ogonem i głową na linii z grzbietem, ciężarem ciała na tylnych łapach i wyczulonymi zmysłami. Szła oczywiście pod wiatr i raz na jakiś czas patrzała pod łapy coby na coś nie nadepnąć.
boję się tej melodii że przyniesie cię znowu kiedy już pamięć zapomni to co we mnie jest tobą
boję się tej melodii że zmąci tą ciszę która mi kiedyś pozwoli xxxxxxxxxxxxxxxxxxnareszcie xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxnie słyszeć
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Grzybowa Polana ruszyła przed siebie z nadzieją, że znajdzie coś, czym będzie mogła nakarmić klan. Szła jednak dalej przez las a szczęście niezbyt jej dopisywało, gdyż w pobliżu nie było czuć żadnego zapachu. Tak więc mogła jedynie iść dalej.
lvl:3 |S:7 |Zr:8 |Sz:11 |Zm:6 |HP:60 |W:50
Trzepocząca Łapa również do zwierzyny szczęścia nie miała. W okolicy nie było czuć nawet gołąbka. Tymczasem jednak, mogła usłyszeć szelest w pobliskich krzakach a do nosa kotki doleciał zapach... Psa? Gdyby terminatorka spojrzała w tamtą stronę, jej oczom ukazały by się malutkie, białe łapki, zdecydowanie mniejsze niż te, należące do dorosłych osobników.
lvl:2 |S:6 |Zr:7 |Sz:8 |Zm:5 |HP:55 |W:55
Najwyraźniej to jest zbiorowy pech, gdyż nawet Ważkowa Sadzawka nie potrafiła niczego znaleźć. Jej oczy nie potrafiły znaleźć wśród śniegu nawet śladu zwierzątek. Także również jak i Grzyb, musiała tylko liczyć na szczęście.
lvl:3 |S:12 |Zr:7 |Sz:8 |Zm:6 |HP:75 |W:45
Mistrz: Zgłaszam sprzeciw! [Olchowy Szept] Płeć: kotka Matka: Dlaczego nas zostawiłaś? [Splątane Futerko] Ojciec: Gdzie jesteś [Iwan] Partner: samotność
czarna kotka, o żółtych oczach. Jest niska i chuda. Ma skarpetki i krawat. biała plama ciągnie się od pyszczka do miejsca pomiędzy oczami. Nos czarny.
Jej charakter też się ukształtował przez ten czas. Stała się bardziej radosna. Cieszy się z życia i rzadko kiedy jest smutna. Jedyne co ją dobija to brak posiadania umiejętności wspinaczki. Nie wynika to z braku trenowania, bo owszem, trenuje. Po prostu tego nie umie. Kocica jest miła i nie okazuje wredoty i pogardy. Jest wrażliwa. Pokazała to na pogrzebie swojej siostry- Kłębek. Stała się odpowiedzialniejsza od sytuacji z granicą. Teraz jest bardziej ostrożna i uważa, aby nie złamać zasad i nie wejść na nie swoje tereny. Bardzo chciałaby poznać kogoś z innego klanu, najlepiej z Rzeki, bo chce się nauczyć pływać. Niestety w jej klanie nikt tego nie potrafi, więc jest zdana na rzeczniaków. Lub na siebie.
Rozdzieliłyśmy się, każda poszła w inną stronę. Byłam pozytywnie nastawiona, miałam nadzieje, że coś uda mi się złowić. Szłam tak, jak uczył mnie Olcha. Zatrzymałam się jednak, gdy do moich nozdrzy dotarł zapach. Dziwny zapach... Nie od razu wiedziałam do kogo należy, ale potem sie zorientowałam. Gdzieś w pobliżu jest pies. Niepewnie się rozejrzałam, a mój wzrok zatrzymał się na krzaku. Były tam małe, białe łapki. Ni wyglądały jak takie od kota. Cofnęłam uszy i wbiłam pazury w ziemię, a po chwili też przygotowałam się do obrony, tak w razie gdyby pies miał atakować. Praktycznie się nie ruszałam. Mogłam w sumie zacząć uciekać, ale on na pewno jest szybszy. Krzyczenie to też nie jest dobry pomysł. Co mogę zrobić? Na razie poczekam. W razie gdyby drapieżnik zaatakował, to wtedy zacznę wołać o pomoc. A jeżeli nie to... Po prostu wystarczy jak odejdę.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
Nie zawsze łut szczęścia jej dopisywał. Może to i lepiej? Czym byłoby życie, w którym wszystko byłoby dostępne na wyciągnięcie łapy, nie trzeba by było używać głowy ani umiejętności nabytych przez swoje doświadczenia?
Dlatego też Grzybowa Polana nie zniechęcała się pomimo tego, że nic nie wskazywało na obecność jakiejkolwiek zwierzyny w tym zakątku lasu. Szła po prostu dalej przed siebie, w czujnej pozycji łowieckiej, rejestrując wszystko, co działo się wokół niej.