Księżyce: 121 Mistrz: Polny Chwast [*] / Szumiący Wodospad Płeć: Kotka Matka: Astrowy Płatek [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Partner: Szumiący Wodospad Trwałe urazy: Blizny - zadrapania na udach, wyszczerbienie prawego ucha oraz długą ranę przy lewej strony brzucha. Wykastrowana
Sosna jest wysoką, aczkolwiek smukłą kotką. Posiada długie łapy, wielkie uszy oraz orientalny pysk. Ogon jest biczowaty, a tułów jest taka sama, co matki. Posiada krótką, przylegająca do ciała sierść, a prawie cała jest biała, poza kilkoma łatami, gdzie można spostrzec brązową barwę, udekorowana czarnymi, tygrysimi pręgami. Łaty te znajdują się przy na czubku głowy, tam, gdzie znajdują się jej uszyska, na prawym boku, ma sporą łatę na dolnej części grzbietu, na prawym pośladku oraz łatę zajmującą cały ogon. Poza brązowym na jej ciele można zauważyć zielone oczy oraz jasnoróżowy nosek, który zakańcza jej dziwaczny orientalny pyszczek. Posiada również kilka blizn na sobie - zadrapania na udach, wyszczerbienie prawego ucha oraz długą ranę przy lewej strony brzucha
Orientalka wyrosła na spokojną i pewną siebie kotka, która kocha utrzymywać poprawność w każdej chwili - a szczególnie z obcymi jej kotami. Podoba się jej spotykanie nowych kotów, a szczególnie gdy może dowiedzieć się o jakiś ciekawych miejscowych plotkach. Po długich wędrówkach kocica sama jest chętna do podzielenia się własnymi historiami, nawet nie raz opowiadała o tym, że pochodzi z Klanu Cienia, do którego dążyła i do którego zmierza, choć jakiś czas temu nie była nawet pewna tego, czy w ogóle odnajdzie do niego.
Wierzbowa Łapa, Żądło [KC], Miodowa Kropla [KRz]
No i... Miała trzeciego kandydata do zasilenia stosu. Wielkoucha poruszyła lekko wąsami, po czym wciąż utrzymując się w pozycji łowieckiej, zaczęła się ostrożnie skradać do wielkouchego, który aż prosił się, by dołączyć do pobratymca. Upewniła się, że idzie pod wiatr i spłyciła oddech, po raz kolejny krocząc w stronę piszczka, patrząc pod łapy, omijając wszelkie przeszkody, na które mogłaby nadepnąć. Gdy w końcu była na tyle blisko - działanie było proste, jak do teraz - skoczyła, chcąc chwycić zwierzę pazurami i chcąc zakończyć jego żywot, tym razem uważając na kopyta, by nie zaliczyć ponownie w nos.
Ach Ślimaczek… Cóż też można powiedzieć o tym niskim kocurku? Nie grzeszył wzrostem, jego masywne łapki wydawały się być krótsze, a jego tęga budowa tylko owe wrażenie potwierdzała. Ślimak jest kotem czarnym krótkowłosym, którego biel uraczyła w zdecydowanej mniejszości. Każda z łapek posiada swoją białą skarpetkę, przez brzuch przechodzi wąska, biała ścieżka, która poszerza się dopiero na piersi wędrując przez szyję, aż do brody kocurka. Na czarnej tafli odznaczają się jeszcze jasne wąsy i złote, świecące oczka.
Oto przed państwem mały dżentelmen! A dokładniej Ślimaczek, kocurek, który jest zwyczajnie w świecie kochliwy. Raz po raz znajduje coś, albo kogoś, kto też w jego głowie staje się czystym ideałem. Wszelkie cechy, aktualnego obiektu westchnień, sprawiają, iż Ślimaczek jest zwyczajnie zachwycony. Kocurek zdecydowanie patrzy na świat przez różowe okulary, których nie zamierza w najbliższym czasie ściągać. Zauroczony Ślimaczek idealizuje świat wokół obranego obiektu, a jego mały światek potrafi kręcić się wokół niego. Ciężko znaleźć kogoś bardziej pozytywnego i przy okazji naiwnego. Ślimaczek jest kotkiem czysto dobrym, a przynajmniej z reguły właśnie tak określa się takowe osoby. Przeogromna naiwność nie jest jednak zawsze czymś dobrym, a właśnie tym charakteryzuje się kocurek. Wierzy w wiele rzeczy, a już szczególnie w te, które brzmią przyjemnie.
Nie tym razem! Ten, że kandydat był o wiele bardziej uważny, od poprzednika. Dostrzegł ruch bardzo szybko i bardzo szybko wziął łapy za pas. Umknął wojowniczce i zniknął równie prędko, co się pojawił. Znalazł się poza zasięgiem kotki… No nic, znajdzie się coś lepszego, prawda?
Wojownik pod paluszkami poczuł pióra ze skrzydła wróbelka. Naruszył jego równowagę! Nie sprawił jednak, by ptaszek wylądował na ziemi. Skubaniutki nadal uciekał I NADAL była możliwość złapania go.
Księżyce: 65 Mistrz: Psie Serce Płeć: kocur Matka: Śpiewająca Knieja Partner: . . . Trwałe urazy: blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi
Księżyce: 65 Mistrz: Psie Serce Płeć: kocur Matka: Śpiewająca Knieja Partner: . . . Trwałe urazy: blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi
Szum to krępy kocur o długiej, czarnej sierści. Szeroki, wysoki i umięśniony. Futro jest zadbane, lśniące. Dzięki temu jak się stara dbać o swoje futro jest bardzo objętościowe oraz miękkie. Duże łapy, łeb oraz barki. Wibrysy czarne, prócz jednego odlutka, który jest biały. Ot tak. Żółto-zielone oczy, gotowe przebić wzrokiem każdego. Blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi.
Szum pozostał spokojnym kotem, cichym i małomównym. Udziela informacje tylko wtedy, kiedy mu się podoba, kiedy wie, że będzie coś z tego miał. Dalej zawzięcie wierzy w Gwiezdny Klan, mimo tego, że momentami jego wiara słabła. Jest kotem spokojnym, poważnym, nie daje się porwać swoim uczuciom. Dorósł w tej kwestii. Zazwyczaj do innych chłodny. Pozostał kocurem, który chce wszystko i wszystkich kontrolować. W sytacjach, gdzie tej kontroli nie ma, zaczyna popadać w stres i panikę. Nie jest kotem, który pokazuje uczucia otwarcie. Lojalny wobec rodziny i Klanu.
Nadal uciekał... uh, no w porządku. Nie był najszybszy, ale Szumiący Wodospad starał się dogonić dalej ptaszka. Biegł za nim, chcąc zmniejszyć dystans. Jeśli byłby wystarczająco blisko, to po prostu by wyskoczył aby... złapać go pazurami i prędko zabić!
🗲🗲🗲 Badthoughts give me bad dreams And my bad dreams make me get up and walk Bad thoughts give me bad dreams And my bad dreams make mesleepwalk
Księżyce: 121 Mistrz: Polny Chwast [*] / Szumiący Wodospad Płeć: Kotka Matka: Astrowy Płatek [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Partner: Szumiący Wodospad Trwałe urazy: Blizny - zadrapania na udach, wyszczerbienie prawego ucha oraz długą ranę przy lewej strony brzucha. Wykastrowana
Sosna jest wysoką, aczkolwiek smukłą kotką. Posiada długie łapy, wielkie uszy oraz orientalny pysk. Ogon jest biczowaty, a tułów jest taka sama, co matki. Posiada krótką, przylegająca do ciała sierść, a prawie cała jest biała, poza kilkoma łatami, gdzie można spostrzec brązową barwę, udekorowana czarnymi, tygrysimi pręgami. Łaty te znajdują się przy na czubku głowy, tam, gdzie znajdują się jej uszyska, na prawym boku, ma sporą łatę na dolnej części grzbietu, na prawym pośladku oraz łatę zajmującą cały ogon. Poza brązowym na jej ciele można zauważyć zielone oczy oraz jasnoróżowy nosek, który zakańcza jej dziwaczny orientalny pyszczek. Posiada również kilka blizn na sobie - zadrapania na udach, wyszczerbienie prawego ucha oraz długą ranę przy lewej strony brzucha
Orientalka wyrosła na spokojną i pewną siebie kotka, która kocha utrzymywać poprawność w każdej chwili - a szczególnie z obcymi jej kotami. Podoba się jej spotykanie nowych kotów, a szczególnie gdy może dowiedzieć się o jakiś ciekawych miejscowych plotkach. Po długich wędrówkach kocica sama jest chętna do podzielenia się własnymi historiami, nawet nie raz opowiadała o tym, że pochodzi z Klanu Cienia, do którego dążyła i do którego zmierza, choć jakiś czas temu nie była nawet pewna tego, czy w ogóle odnajdzie do niego.
Wierzbowa Łapa, Żądło [KC], Miodowa Kropla [KRz]
Wojownicza nieco podkręciła nosem na nieudaną próbę, ale cóż, nie będzie nad tym rozpaczać. Nie pierwszy raz, nie ostatni co jej coś z łap ucieknie. Zdecydowała się gnać dalej, przed siebie, na ugiętych łapach, w pozycji łowieckiej, ostrożnie krocząc by na nic nie nadepnąć, co by mogło za hałasować. Upewniła się, że idzie pod wiatr i wyostrzyła zmysły.
Ach Ślimaczek… Cóż też można powiedzieć o tym niskim kocurku? Nie grzeszył wzrostem, jego masywne łapki wydawały się być krótsze, a jego tęga budowa tylko owe wrażenie potwierdzała. Ślimak jest kotem czarnym krótkowłosym, którego biel uraczyła w zdecydowanej mniejszości. Każda z łapek posiada swoją białą skarpetkę, przez brzuch przechodzi wąska, biała ścieżka, która poszerza się dopiero na piersi wędrując przez szyję, aż do brody kocurka. Na czarnej tafli odznaczają się jeszcze jasne wąsy i złote, świecące oczka.
Oto przed państwem mały dżentelmen! A dokładniej Ślimaczek, kocurek, który jest zwyczajnie w świecie kochliwy. Raz po raz znajduje coś, albo kogoś, kto też w jego głowie staje się czystym ideałem. Wszelkie cechy, aktualnego obiektu westchnień, sprawiają, iż Ślimaczek jest zwyczajnie zachwycony. Kocurek zdecydowanie patrzy na świat przez różowe okulary, których nie zamierza w najbliższym czasie ściągać. Zauroczony Ślimaczek idealizuje świat wokół obranego obiektu, a jego mały światek potrafi kręcić się wokół niego. Ciężko znaleźć kogoś bardziej pozytywnego i przy okazji naiwnego. Ślimaczek jest kotkiem czysto dobrym, a przynajmniej z reguły właśnie tak określa się takowe osoby. Przeogromna naiwność nie jest jednak zawsze czymś dobrym, a właśnie tym charakteryzuje się kocurek. Wierzy w wiele rzeczy, a już szczególnie w te, które brzmią przyjemnie.
Czy to… jaskółka? Ptaszek siedział na kamyczku i układał swoje piórka. Może szykował się do lotu? Robiło się coraz chłodniej, to kwestia czasu nim nie odleci w cieplejsze miejsca… no chyba, że wojowniczka właśnie skutecznie temu przeszkodzi.
Wróbelek zaczął wydawać bardzo głośne dźwięki. Wojownik mógł się aż zaskoczyć jak donośny wróbelek potrafił być! Może chciał ostrzec innych? Albo chciał wystraszyć Szuma swoimi groźnymi warknięciami? Cóż, na nic mu się to zdawało, bowiem kocur nie odpuszczał. Gnał za wróbelkiem, który przebierał skrzydełkami najszybciej jak tylko potrafił. Nie mógł jednak wzlecieć wyżej, by znaleźć się poza zasięgiem oprawcy. Wciąż jednak pozostawał nieuchwytny! Tylko na jak długo…
Księżyce: 65 Mistrz: Psie Serce Płeć: kocur Matka: Śpiewająca Knieja Partner: . . . Trwałe urazy: blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi
Księżyce: 65 Mistrz: Psie Serce Płeć: kocur Matka: Śpiewająca Knieja Partner: . . . Trwałe urazy: blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi
Szum to krępy kocur o długiej, czarnej sierści. Szeroki, wysoki i umięśniony. Futro jest zadbane, lśniące. Dzięki temu jak się stara dbać o swoje futro jest bardzo objętościowe oraz miękkie. Duże łapy, łeb oraz barki. Wibrysy czarne, prócz jednego odlutka, który jest biały. Ot tak. Żółto-zielone oczy, gotowe przebić wzrokiem każdego. Blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi.
Szum pozostał spokojnym kotem, cichym i małomównym. Udziela informacje tylko wtedy, kiedy mu się podoba, kiedy wie, że będzie coś z tego miał. Dalej zawzięcie wierzy w Gwiezdny Klan, mimo tego, że momentami jego wiara słabła. Jest kotem spokojnym, poważnym, nie daje się porwać swoim uczuciom. Dorósł w tej kwestii. Zazwyczaj do innych chłodny. Pozostał kocurem, który chce wszystko i wszystkich kontrolować. W sytacjach, gdzie tej kontroli nie ma, zaczyna popadać w stres i panikę. Nie jest kotem, który pokazuje uczucia otwarcie. Lojalny wobec rodziny i Klanu.
Dalej ptak był nieuchwytny. Na niedomiar złego, zaczął się drzeć, prawie na cały las. Szumiący Wodospad warknął cicho. Nie była to gra warta świeczki. Finalnie się wycofał, i wrócił do obozu, oczywiście zabierając swoją zwierzynę ze sobą.
zt
🗲🗲🗲 Badthoughts give me bad dreams And my bad dreams make me get up and walk Bad thoughts give me bad dreams And my bad dreams make mesleepwalk
Po wydarzeniach ostatnich dni Niepylak musi sporo przemyśleć. Nie ma lepszego sposobu na oczyszczenie umysłu, niż wyjście z obozu i długi, długi spacer po terenach Klanu Cienia. Tego poranka, tuż po świcie, pozwala łapom wybrać kierunek wędrówki i tak znajduje się tutaj, w okolicach Szumiącego Lasu. Ostre powietrze gryzie srebrzyste policzki.
wróć, coś działo się i podziało gdzieś, teraz chowasz się jak mysz, twoje echo odbija się od ścian, więc wróć, morza burzą się, rozrywają brzeg, teraz lecisz gdzieś, więc fruń, wracaj tu, gdzie ulice chodzą spać i wróć do przyjaciółcoprzebaczylici, doradców złych, ███ ████ ████████ ██████ ███, więc wróć, miałeś dobre sny, teraz stary śnieg odchodzi gdzieś, a ty masz garnitur pełen wielkich dziur
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
Nie, żeby coś, ale przecież nieźle sobie na tym całym polowaniu poradził, nie? Zdobył kilka szram i w ogóle, od razu się lepiej prezentował. W lecznicy długo zadu nie zagrzał, bo co on, żeby w Korzennej Jamie siedzieć i zielska jakieś do płuc wdychać. Dbał o zdrowie w inny sposób i w ogóle... Na spacer się wybrał, ot co. Jakiś tam w ciele być musiał ten duch, zdrowy, czy nie.
Próbuje napełnić płuca zapachem żywicy, zimnej ziemi, powietrza, które iskrzy od nocnego przymrozku. Próbuje napełnić głowę tym dniem, tą chwilą, tym siwym niebem, wszystkim poza niepokojem i smutkiem.
Gdy dostrzega pośród drzew znajomą sylwetkę, początkowo spina wszystkie mięśnie; po chwili jednak postanawia podejść do Bażanta. W końcu ostatnio, chcąc nie chcąc, zaryzykowali razem życiem, a Niepylak nadal ma poczucie winy za to, do czego doszło.
— Dżeń dobry — wita się neutralnie. — Czy dobrze goją szę rany?
wróć, coś działo się i podziało gdzieś, teraz chowasz się jak mysz, twoje echo odbija się od ścian, więc wróć, morza burzą się, rozrywają brzeg, teraz lecisz gdzieś, więc fruń, wracaj tu, gdzie ulice chodzą spać i wróć do przyjaciółcoprzebaczylici, doradców złych, ███ ████ ████████ ██████ ███, więc wróć, miałeś dobre sny, teraz stary śnieg odchodzi gdzieś, a ty masz garnitur pełen wielkich dziur
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
- O, Chuchro. - reaguje na zjawienie się przed nim terminatorki Skruszonego Serca - Nieźle nas ostatnio przeorało, nie? Ten cały Zbutwiały Pień nieźle go rozłożył... ja też, rzecz jasna, ale skąd do licha się tamten wziął??
Wszak jego udział, jasna sprawa, był nieoceniony. Bażancia Łapa szczerze wierzył w to, iż własnymi łapami byłby w stanie roznieść jastrzębia, ale... kocur miał spore tendencje do przeceniania swoich sił. I co by tu wiele mówić - strateg był z niego żaden.
- Ach, rany? - pyta - No, dobrze! Medycy coś tam nałożyli i będzie cacy, a jakie blizny się zapowiadają! Tobie to nieźle ten jastrząb przygmocił, nie? Kozackie szramiszcze z tego będzie. Zazdroszczę.
Minimalnie krzywi się, ale bez słowa przyjmuje niechlubny przydomek. No tak, właściwie tylko do tego się sprowadza i sprowadzać będzie – pomimo wszystkich prób stania się dobrym wojownikiem. Nic lepszego od chuchra przydomkiem Niepylaka nie będzie.
— Chyba byli na patrolu, on i Skruszone Serce — snuje przypuszczenie — ale tak, to istny cud, że akurat na nas wpadli — cud, a może i przekleństwo, może i pech, bo teraz przez niepylaczą głupotę i słabość Skruszone Serce jest ranny.
— Oj, będże — to akurat wzbudza jakieś emocje, może i pozytywne, choć Niepylak nie pamięta, jak to jest być szczęśliwym. Z jednej strony blizna to dowód na przeżytą walkę, z drugiej wspomnienie po porażce. — Ale spokojnie, blizn można zarobicz zawsze więcej.
wróć, coś działo się i podziało gdzieś, teraz chowasz się jak mysz, twoje echo odbija się od ścian, więc wróć, morza burzą się, rozrywają brzeg, teraz lecisz gdzieś, więc fruń, wracaj tu, gdzie ulice chodzą spać i wróć do przyjaciółcoprzebaczylici, doradców złych, ███ ████ ████████ ██████ ███, więc wróć, miałeś dobre sny, teraz stary śnieg odchodzi gdzieś, a ty masz garnitur pełen wielkich dziur
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
Nie złe intencje, a raczej... ignorancja, czy może nieco łagodniej - słaba pamięć. Mógłby usiłować przypomnieć sobie miano Niepylącej Łapy, ale jak na złość nic nie przychodzi mu do łba (nic nowego), stąd też mianuje ją Chuchrem. Proste w swej formie, pasujące. A cały tak Bażanciej Łapy zawierał się, cóż, w szczególnego rodzaju nietakcie.
- Może i cud - stwierdza - Ten Zbutwiały Pień to konkretny mięśniak, nie ma co, ale to nie tak, że ja i Gęś byśmy sobie nie poradzili, nie? Mamy wszystko na swoim miejscu! No, a ty? Skąd się tam wzięłaś niby? Też jakimś... cudem?
Wprost by tego raczej nie przyznał, bo wierzył w swoje szczególne nadprzyrodzone siły, ale... mieli sporo szczęścia. Albo szczególnie donośne głosy, że tamci zdołali ich usłyszeć.
- Prawie mnie ten dziad dziabnął w oko. To by dopiero była konkret szrama. - przyznaje - A co, piszesz się na więcej? Bo ja to sobie chętnie jeszcze poharatam tę piękną buźkę.
Odwaga, czy głupota - nie stanowiło w przypadku wnuka Mroźnego Serca wielkiej różnicy. Niech będzie młodzieńcza buta.
— Racja — zgadza się — takie bydlę nie może bycz zresztą aż tak szilne. Prędzej czy póżniej byszmy go pokonali — może z ofiarą po drodze, ale prędzej czy później tak. Już i tak ta walka kosztowała całe towarzystwo sporo. — O nie, żaden cud. Podczas polowania doszły mnie odgłosy walki.
— Jeszcze jak — na pysk Niepylaka wypływa grymas, który przy dużej dozie dobrej woli można byłoby od biedy wziąć za cień uśmiechu — ale takie po zwyczężonej walce byłyby najlepsze. Rana oka byłaby super. To znaczyłoby, że wygraliszmy walkę, choczaż nie widżeliszmy nawet wroga.
wróć, coś działo się i podziało gdzieś, teraz chowasz się jak mysz, twoje echo odbija się od ścian, więc wróć, morza burzą się, rozrywają brzeg, teraz lecisz gdzieś, więc fruń, wracaj tu, gdzie ulice chodzą spać i wróć do przyjaciółcoprzebaczylici, doradców złych, ███ ████ ████████ ██████ ███, więc wróć, miałeś dobre sny, teraz stary śnieg odchodzi gdzieś, a ty masz garnitur pełen wielkich dziur
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
- No, następnym razem trza zapolować na jakiegoś kundla, nie? Co to taki ptak, żaden przeciwnik! - mówi - Byle nie tego konkret Kundla ze skały, nie? Ale jego szczyle to takie gówniarze, że szkoda gadać. Jakby im urwać łby, to dopiero byłoby dobrze. Rozpieszczone bachory... nie? Co oni wiedzą o życiu.
Całe nic. Wiadomo. A mniemanie to o sobie mieli jak stąd na Srebrną Skórkę. Ważniaki, chyba w swoich głowach. Niewychowane i takie tam.
- No, a ten... zapomniałbym! Ogólnie to mam nienaganne maniery, ale wiesz, jak to jest. Jak ci tam było... no, na imię! - pyta - Bo o mnie to wiesz, Spalony Bażant. Ale to już wiesz, nie? Każdy wie w tym Klanie.
Dodaje:
- A ta twoja siostra to zgrywa niedostępną strasznie... Ale z tobą to ja się chętnie jeszcze na takie polowańsko wybiorę, nie? Jeśli łaska...
Miał gadane, nie ma co. Jak nie ta siostra, to druga. Chociaż w przypadku córek Bluszczowego Pnącza, to z żadną się nie udało...
Na beztroskie słowa Bażanciej Łapy reaguje jak kot porażony prądem. Kładzie po sobie uszy i rozgląda się na boki jak spłoszony królik. — Lepiej nie mówicz głoszno takich rzeczy — ostrzega zniżonym głosem — to nie jest zakazane, ale moglibyszmy miecz nieprzyjemnoszczi, gdyby ktosz usłyszał — to prawda, że kocięta Psiej Gwiazdy nie są według Kodeksu ponad nikim innym, ale wszyscy przecież wiedzą, jak jest. — Albo na lisa. Są ogromne, pokonacz takiego to wyczyn.
— Niepyląca Jabłoń — przedstawia się, czując przypływ goryczy na samą myśl o wojowniczym imieniu. — Moja szostra... to znaczy Płacząca Wierzba? Nie wiem, co szę z nią dżeje, jest ostatnio jak duch — byle nic poważnego, bo tak jak nie łączą ich wyjątkowo głębokie więzi, tak ostatnim, czego rodzina Zgniłego Jabłka potrzebuje, jest kolejne potwierdzenie, z jakich frajerów się składa. — Oczywiszcze, bardzo chętnie.
wróć, coś działo się i podziało gdzieś, teraz chowasz się jak mysz, twoje echo odbija się od ścian, więc wróć, morza burzą się, rozrywają brzeg, teraz lecisz gdzieś, więc fruń, wracaj tu, gdzie ulice chodzą spać i wróć do przyjaciółcoprzebaczylici, doradców złych, ███ ████ ████████ ██████ ███, więc wróć, miałeś dobre sny, teraz stary śnieg odchodzi gdzieś, a ty masz garnitur pełen wielkich dziur