Dla tak doświadczonego wojownika jak Olchowy Szept, złapanie myszki nie stanowiło żadnego problemu. Po prostu zakradł się do niej niezauważony i pozbawił życia tak szybko, że nie była w stanie nawet zareagować.
+5exp
Olchowy Szept lvl: 5 | S: 15 | Zr: 14 | Sz: 9 | Zm: 7 | HP: 85 | W: 39-3=36/55
○ przerzuty 0/4
○ od następnej tury celność obniżona o 2 z powodu spadku W
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Zręcznie podkradł się do swojej ofiary, zachowując wszystkie zasady dotyczące polowania i po czasie runął na mysz z impetem, zamykają ją we własnych szponach, by wkrótce zatrzymać w niej życie. Tak też się stało. Kocur chwycił gryzonia w zęby i stwierdził, że może jednak po walce odczuwa nieco zmęczenie i nie może już dłużej polować. Lepiej będzie, jak przez jakiś czas odpocznie, toteż z szarym stworzonkiem w pysku ruszył w kierunku obozu, zostawiając miejsce zdarzenia za sobą i udając, że w ogóle nic się nie stało. Po dotarciu do obozu zostawił truchło myszy na stosie świeżej zwierzyny i zanurzył się w legowisku wojowników, zatrzymując się na wejściu, by bacznie zmierzyć wzrokiem wszystkie koty, które znajdowały się w środku, a następnie wybrać dogodne miejsce na drzemkę. Tam właśnie zapadł w sen i spał parę dobrych godzin.
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Trzymałam z Barszcz pewien dystans…
Nie. Wróć. To nie do końca tak. Inaczej. Od czasu „pogodzenia się” z Barszcz, starałam się trzymać z nią pewien dystans, by nie powrócić za szybko do tego, co było kiedyś. Nie byłam w stanie tak od razu nad tym przejść i udawać, że nic się nie stało… ale nie byłam również w stanie utrzymać aż takiego dystansu, jaki prawdopodobnie powinnam trzymać, a przynajmniej tak podpowiadała mi ta rozsądna strona. W rzeczywistości nie potrafiłam się pozbyć myśli o niej, nie potrafiłam też nie dotknąć jej i nie rozmawiać z nią chociaż raz dziennie. Może to było wciąż nieco sztywne, przynajmniej z mojej strony, ale… było. I to się najbardziej liczyło.
Tego dnia natknęłam się na nią przez przypadek, ni mniej, ni więcej.
– Chcesz zapolować? – mruknęłam, podchodząc blisko, wręcz mrucząc jej do ucha.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Po ich ostatniej rozmowie Barszcz miała nadziej, że wszystko wróci do normy, ale cóż - nadzieja matką głupich. Jasne, teraz przynajmniej rozmawiały i buro-ruda baaardzo to doceniała, lecz mimo wszystko dystans, który trzymała druga z sióstr był wyczuwalny dla tej empatycznej i bardziej wrażliwej. Dobrze, że Barszcz nie była typem kota, który narzekał i potrafiła się cieszyć tym co miała, dlatego to właśnie robiła, kiedy spędzała czas z Bluszcz.
- Cześ Blu! - przywitała się z siostrą radośnie, trochę za głośno, jak na to, że Bluszcz mruknęła jej prosto do ucha, ale nie odpowiedziała od razu. Początkowo nawet się zawahała. W końcu nie potrafiła jeszcze polować, aczkolwiek bardzo chętnie spędziłaby czas z siostrą, dlatego już po chwili miauknęła:
- Pewnie. Czemu nie. - Kiwnęła dla potwierdzenia głową i uśmiechnęła się do Bluszcz, ocierając się o nią bokiem. Chwilę później obie ruszyły poza obóz i dopiero tam Barszczyk postanowiła podzielić się tą dość istotną informacją, a mianowicie:
- Tylko... tylko ja nie umiem polować.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Uśmiechnęłam się do siostry lekko, niemal niezauważalnie, po czym bez dalszego wstępu skierowałam swoje kroki w stronę wschodniej części Szumiącego Lasu. Na terenach Cienia zwierzyny nie brakowało, jednak ja zawsze lubiłam polować na leśnych terenach, nie tych podmokłych czy na polanach, i uznałam, że to będzie na dzisiaj dobre miejsce.
– To cię nauczę – powiedziałam po prostu, zerkając na siostrę kątem oka. Oczywiście: Wiewiórczy Frajer jej niczego nie nauczył, a i najwidoczniej Plusk nic nie zrobił. Albo zrobił, ale Wiewiórka wolał, żeby Barszcz zdechła w jakiś głupi sposób, bo jej nie nauczył, jak się bronić. Świetnie. Zacisnęłam lekko zęby, wdech, wydech. – Zawsze pod wiatr, Barszcz. Zawsze cicho i ostrożnie. Dobry łowca jest cierpliwy i skupiony na celu – zaczęłam urywanymi zdaniami cichym głosem. Nie chciałam płoszyć całej zwierzyny dookoła, jeżeli zaraz miałyśmy wyruszyć i czegoś szukać.
– Najpierw szukasz zwierzyny. Robisz to, kierując się pod wiatr, i musisz używać wszystkich zmysłów. Rozglądaj się, nasłuchuj, węsz. Gdy znajdziesz: musisz się skradać. Wiesz, jak to robić?
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Grzecznie potuptała za siostrą na swoich szudłowatych łapach i zatopiła się z nią w odmęty Szumiącego Lasu. W sumie czuła taką tyci-tyci ekscytację. Powoli zaczynało jej się w życiu nudzić, więc nabycie nowej umiejętności moglo być, no, ciekawe, prawda? Oczywiście nie sprawi, że zaraz założy strój łowiecki i poranki będzie zaczynała od pogoni za zającem, ale może przynajmniej zacznie cokolwiek przynosić na stos. Wszak miała już prawie dwadzieścia księżyców!
- Dobrz! - miauknęła rezolutnie i bez żadnego sprzeciwu. Chwilę później zamieniła się w słuch i nastawiła oboje uszu do siostrze, choć jedno w ogóle nie było w żaden sposób użyteczne. Nadal jednak nikt się o tym nie zorientował. Tyle, że z pyska czarno-rudej padło "cierpliwy i skupiony" i Barszczyk nieco zwątpiła, bo nie widziała siebie określanej właśnie tymi przymiotnikami. Nie zamierzała się jednak jakoś źle nastawiać. Będzie co będzie!
- Chyba tak. W sensie trzeba iść bardzo cicho, czyli uważać pod łapy i cichutko tuptać do kogoś do kogo się akurat podkradasz, prawda? I trzeba mieć ogon na równi z grzbietem, żeby nie robił za jakąś ostrzegawczą gałązkę - powiedziała do siostry patrząc ze skupieniem na korę pobliskiego drzewa. Powiedziała o wszystkim co wiedziała i co sama robiła, kiedy podkradała się do różnych śmiesznych rzeczy, czy innych zwierzątek.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Miałam pewne wątpliwości, jeżeli chodzi o zdolność Barszcz do zachowania cierpliwości i skupienia, ale pozostawało liczyć na to, że poczuje w sobie jakiś… instynkt i w momencie, gdy znajdzie jakąś zwierzynę, faktycznie będzie w stanie się skupić na złapaniu jej. Poza tym ktoś kiedyś musiał jej tego nauczyć, jeżeli miała kiedyś przestać być terminatorem, a Wiewiórczy Móżdżek się do tego nie spieszył. Co za bezużyteczny frajer. Teraz jednak kiwnęłam lekko głową i nawet pozwoliłam sobie na lekki uśmiech. Dobrze, że wiedziała albo chociaż była w stanie na poczekaniu wymyśleć… cokolwiek odnośnie polowania, nawet jeżeli było to mało konkretne, za wyjątkiem tego trzymania ogona na równi z grzbietem.
– Mhm – mruknęłam cicho, tocząc spojrzeniem po okolicy. – Przede wszystkim musisz ugiąć lekko łapy, ale nie na tyle, by szurać brzuchem po ziemi. Najlepiej to wszystko robić jeszcze jak szukasz zwierzyny. Potem różnie podchodzisz różne rodzaje zwierzyny. Przy królikach i zającach oddychasz cicho, bo mają dobry słuch. Przy gryzoniach uginasz mocniej tylne łapy i lekko obniżasz ogon, żeby przenieść ciężar ciała na tylne łapy; to wycisza twój krok. Zmniejsza… drgania ziemi. Przy ptakach się ukrywasz albo zastygasz w bezruchu. Mają dobry wzrok – przedstawiłam dość skrótowo wszystkie informacje, mówiąc językiem możliwie prostym i zrozumiałym, a na dodatek dość wolno. – Zwierzynę zabijasz szybko. Trzymasz mocno i gryziesz w szyję. Potem zakopujesz, zapamiętujesz miejsce, czyścisz łapy i pysk z krwi, idziesz dalej.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Zawsze będzie mogła jednak zobaczyć w tym wszystkim fajną zabawę, mimo swojego sceptycznego nastawienia, które było tak rzadkie u barwnej kocicy. Często bywało tak, że jeśli już się pojawiało, to nie bez powodu, ale przecież nie było to jakąś ogromną regułą w życiu Barszczyk. W każdym razie były na to spore szanse, bo nie było choćby zmuszaniem jej do przebywania z tym niedobrym, niesympatyczny kotem, który podobno był jej mistrzem. Wiewiórczy Ogon miał naprawdę bardzo słabe podejście do młodzieży i pewnie gdyby trafiła na kogoś sympatyczniejszego i bardziej wyrozumiałego, to byłaby może nawet w połowie treningu, a tymczasem... pokątnie uczyła się naprawdę ważnych umiejętności mając prawie dwadzieścia księżyców.
Bluszcz dała jej bardzo jasną i konkretną instrukcję, a Barszcz słuchała z uwagą. W sumie nawet to było interesujące, bo przecież podchodziło się każdy typ zwierzaka inaczej i można było się w ten sposób trochę pobawić, hm. Barszcz uśmiechnęła się serdecznie do siostry i zaczęła testować porady siostry. Lekko ugięła łapy, specjalnie zerkając, czy dotyka już brzuchem ziemi, ponieważ niektóre muśnięcia trawy mogły być przecież tak delikatne, że mogłaby ich nie poczuć. Po chwili przypomniała sobie, żeby dołożyć do tego obniżoną głowę i ogon, ustawiając je na równi z grzbietem. Przeszła się tak kawałek, a na koniec oparła się mocniej na tylnych łapach.
- To wszystko brzmi całkiem ciekawie, Blu! Dobrze to robię? - zapytała z uśmiechem, który nie schodził z jej mordki.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Spodziewałam się, że Barszcz przestanie mnie słuchać mniej więcej w połowie, może nawet wcześniej, że pogoni za jakimś robakiem, albo po prostu stwierdzi, że to niesamowicie nudne, ale… żadna z tych rzeczy się nie wydarzyła. Słuchała mnie wręcz z uwagą, a przynajmniej takie odniosłam wrażenie, co nieco mnie zdziwiło, ale starałam się tego nie okazywać. W gruncie rzeczy… to było przyjemne. Zwłaszcza po tych długich księżycach, w trakcie których nie miałyśmy żadnego kontaktu i mogłam tylko marzyć o zamienieniu z nią paru słów. Siostra zaczęła nawet próbować pozycji łowieckiej, chociaż robiła to dość stopniowo. Nawet zrównała głowę i ogon z grzbietem, i chociaż wyglądało to jeszcze dość przeciętnie, to jednak Barszcz była pojętna i szybko się uczyła.
– Tak – odparłam, starając się, by mój głos brzmiał ciepło. Chciałam… by poczuła się pochwalona. Doceniona. Chciałam, by się ucieszyła, chciałam zobaczyć jej uśmiech… Ale nie umiałam w ten sposób się zachowywać. Miałam wrażenie, że wyczuje, że się zmuszam, nawet jeżeli moje intencje były szczere. – Pamiętaj, żeby iść tak, żeby wiatr wiał ci w pysk – przypomniałam jej jeszcze. – Pytania? Gotowa?
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Ojej, Bluszcz ją pochwaliła! To było takie wyjątkowe i nietypowe, że naprawdę zrobiło na niej wrażenie, co było jakimś cudem, bo komplementujący ją Płomyk wpadł jednym uchem, a wypadł drugim, nie zostawiając za wiele w barszczowej główce. TO naprawdę było COŚ. Barwna siostra uśmiechnęła się szeroko i radośnie do czarno-rudej i nabrała głęboko powietrza do płuc.
- Zapamiętam. Nie, żadnych! - miauknęła podekscytywana do siostry i zakręciła kolorową dupką w powietrzu, kładąc przednie łapy na ziemię. Musiała sie jeszcze dobrze przeciągnąć, ziewając szeroko, a potem wstała, skinęła głową na znak, że naprawdę jest już gotowa i ruszyła powoli w las, oglądając się jeszcze za siostrą. Łapy aż ją świerzbiły z ekscytacji i radości. Brakowało tylko tego, żeby je po ludzku zatarła i ruszyła na grzyby, tj. na polowanie. Ugięła lekko łapy i ruszyła pod wiatr, rozglądając się uważnie dookoła i nasłuchując w miarę możliwości, bo w końcu jedno z uszu miała całkowicie niesprawne.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Chciałam zobaczyć jej uśmiech i zobaczyłam, na co, ku mojemu niezrozumieniu, szybciej zabiło mi serce. To było tak… proste. Czemu nie dostrzegałam tego wcześniej? Zazdrość. Wtedy pozwoliłam przemawiać przeze mnie zazdrości… ale w głębi wciąż się martwiłam, że Płonący Frajer albo inna kanalia ją wykorzystają, zrobią jej krzywdę, gdy tylko nie będę patrzeć i czuwać. Wciąż do końca nie wybaczyłam siostrze, że nie potrafiła tego dostrzec i docenić tego, co próbowałam dla niej zrobić – w końcu chciałam ją chronić. Zacisnęłam lekko zęby, próbując powstrzymać zalewające mnie negatywne myśli, i zmrużyłam lekko ślepia, by następnie przywołać lekki uśmiech, zarezerwowany tylko dla niej. Następnie, skoro nie miała żadnych pytań, sama ugięłam lekko łapy, zrównałam ogon z grzbietem i ruszyłam pod wiatr, najpierw jednak oddaliłam się spory kawałek od Barszcz, żeby nie wchodzić sobie nawzajem w drogę.
Polowanie dla Barszczowej Łapy nie zaczęło się szczególnie… ekscytująco i pomyślnie, szczerze powiedziawszy. W zasadzie to nic nie zauważyła, nie wyczuła i nie usłyszała, chociaż z tym ostatnim to akurat mogła mieć problem, biorąc pod uwagę fakt, że kocica słyszała tylko na jedno ucho. Ale kto wie – może za chwilę coś się pojawi, a to była po prostu chwilowa posucha związana z tym, że kocice przed chwilą rozmawiały i najbliższa zwierzyna się spłoszyła.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Barszcz może wyglądała na łagodną i grzeczną kotkę, ale nikomu nie dawała wchodzić sobie na głowę i potrafiła stanąć ością w gardle, jeśli sytuacja tego wymagała. Zwykle nie musiała, ale miała okropne parcie na niezależność i nie cierpiała, gdy ktoś próbował ją ograniczać, czy nią rządzić, dlatego "trening" z Wiewiórczym Ogonem wyglądał, jak wyglądał. Barszcz jeszcze raz posłała siostrze radosny uśmiech, nim się rozeszły.
A potem zaczęło się polowanie! No, prawie. Barszcz szła i szła na tych swoich ugiętych łapach, pilnując, aby wiatr wiał jej w pysk, ale czasami o tym zapominała i zmieniała kierunek, więc może dlatego koniec końców nie znalazła żadnych tropów. No nic, w takim razie szła dalej, rozglądając się uważnie, nasłuchując, węsząc i skradając się przez las.
Bluszcz zabrała się do szukania zwierzyny zaraz za siostrą. Ptaki ćwierkały na drzewach, nucąc swoje piosenki, a czarno-ruda kocica bacznie obserwowała otoczenie z myślą znalezienia jakichkolwiek śladów zwierzyny. Sęk w tym, że na pewno nie spodziewała się tego, co za moment miało nastąpić. Nagle ptasi śpiew ucichł, pozostawiając szumiące korony drzew same sobie, a w pobliskich krzewach kryły się ślepia. To nie Bluszcz była tutaj drapieżnikiem. Rudy lis cichaczem obszedł krzew, przez który nie mógł się przebić. Wtedy właśnie Bluszcz go zobaczyła. Psowaty szykował się do ataku. Wszystko działo się bardzo szybko.
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Szłam w ciszy, przerywanej jedynie odgłosami okolicznej natury, i wypatrywałam zwierzyny. Nagłe ustanie śpiewu ptaków nie było dla mnie czymś niepokojącym, ale… może powinno, biorąc pod uwagę, że zaraz moje ślepia spotkały się ze ślepiami lisa, który wpatrywał się prosto we mnie. Odruchowo napięłam mięśnie i się najeżyłam, po czym, nie debatując zbyt długo, rzuciłam się do ucieczki w stronę Czarnego Ogona. Nie było nad czym myśleć, musiałam uciekać, uciekać, byle szybciej, wyciągając łapy tak, jak tylko mogłam, byle dalej.
Barszcz szła dalej, wciąż jeszcze się nie poddając, jednak w dalszym ciągu nie mogła nic znaleźć. Jedynie wiatr poruszał lekko gałęziami drzew, a na niebie coraz pojawiały się małe, czarne kształty ptaków, ale to by było na tyle.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Barszcz cały czas kręciła się w okolicy. Nie zdążyła się jeszcze za bardzo oddalić z miejsca, w którym siostry się rozdzieliły. Może dlatego na razie niczego nie mogła znaleźć? Chodziła to tu, to tam, zaglądała w różne zakamarki, ale nie znalazła nawet żadnego piórka. Ot, pustka. Nawet ptaki w pewnym momencie przestały śpiewać. Barwna kocica spojrzała w górę z zainteresowaniem. Cisza jak makiem zasiał. Jedynie gdzieś pomiędzy liśćmi widziała lecące po niebie ptaki, jednak, no, były dla niej troszeczkę za wysoko. Ściągnęła usta na boku pyska i zmarszczyła brwi. Na razie zatrzymała się w jednym miejscu, zastanawiając się, w którą stronę powinna się udać. W końcu powoli ruszyła pod wiatr, tak dla odmiany. Nawet nie wiedziała, że Bluszcz miała teraz ogromne kłopoty. Jeszcze nie wiedziała.
Wojowniczka kierowała się instynktem, który podpowiedział jej, że trzeba uciekać. Sęk w tym, że Bluszcz nigdy nie była kotem szybkim i stawiała na siłę w swoich starciach, jak i w życiu, tymczasem u lisa sprawa miała się zdecydowanie inaczej. Psowaty prędko ją dogonił, wydając z siebie piskliwy skowyt i złapał zębami za udo Bluszczowego Wąsa. Chciał przyciągnąć ją za nie do siebie, ale zamiast tego przypadkowo puścił chwyt, zostawiając jej ślady jedynie lekkiego ugryzienia, z których powoli zaczynała sączyć się krew. Od razu odbiegł kawałek, obracając się wokół siebie i stawiając pyskiem do swojej ofiary. Na koniec wydał z siebie parę ostrzegawczych, piskliwych szczeknięć.
Bluszczowa Łapa S: 17 | Zr: 7 | Sz: 4 | HP: 70-13=57/70 | W: 50-5=45/50 | p: 2/2
rana 1. stopnia: płytkie ugryzienie na udzie; krwawi -> po 1 HP do końca walki
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Wyciąganie łap i wypluwanie płuc nic nie dawało, a nawet jeżeli zaczynały mnie już palić mięśnie… to na nic, dogonił mnie, złapał mnie za udo, na co wydałam z siebie głośny, wściekły syk. Ucieczka była bez sensu, nie miałam co zrobić, mogłam jedynie walczyć, zabić tego gnoja, wydrapać mu oczy. Oddychając ciężko, odwinęłam się w stronę lisa i skoczyłam w jego stronę, zamierzając wbić zęby w jego szyję i szarpnąć mocno, jak najmocniej, niech zdycha. Zachowywałam ciszę nawet pomimo nagłego, dławiącego mnie za gardło strachu. Lis był poważniejszym przeciwnikiem, niż jakiś żałosny wygnaniec, lis… lisy zabiły kota, tego, którego pochowałam wtedy z siostrą. Czy mogłam zginąć? Bałam się, ale milczałam. Nie narażę Barszcz, nie narażę jej, nie zawołam, nie pobiegnę w jej stronę, nie, jeżeli ktoś ma zginąć, to ja, NIE BARSZCZ.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare