Cóż, buro-ruda starała się znaleźć cokolwiek, ale bezskutecznie. Być może cała zwierzyna była w innym miejscu, a być może została spłoszona przez lisa, który pałętał się w pobliżu, o czym zdążyła się już przekonać Bluszczowy Wąs.
Bluszczowy Wąs nie darowała lisowi i rzuciła się na jego szyję, wbijając w nią swoje kły na tyle mocno, by poczuć metaliczny posmak krwi. Zraniła go na tyle mocno, że rudzielec zaczął się wyrywać, w wyniku czego córce Złotookiej udało się wyrwać dość spory płat skóry, doprowadzając do krwawienia. Drapieżnik jednak nie pozostał dłużny i gdy udało mu się wyrwać z uścisku wojowniczki, powtórzył jej atak, jednak z mniejszą skutecznością. Nie zranił jej bardzo mocno, aczkolwiek nie puścił, tylko trzymał swoimi zębiskami, tworząc płytki ślad po ugryzieniu, który delikatnie krwawił. Czerwona posoka Bluszcz spływała powoli lisowi po pysku by następnie wsiąknąć w glebę.
Bluszczowa Łapa Lvl: 3
S: 17 | Zr: 7 | Sz: 4 | HP: 57 - 11 - 1 = 45/70 | W: 45 - 3 = 42/50 |
○ przerzuty 0/2
• rana 1. stopnia: płytkie ugryzienie na udzie; krwawi (-1 HP do końca walk)i
• rana 1. stopnia: płytki ślad po zębach na szyi; krwawi (-1HP do końca walki)
Lis
S: 19 | Zr: 12 | Sz: 12 | HP: 80 - 24 = 56/80| W: 60 - 3 = 57/65
• rana 2. stopnia: wyrwany płat skóry na szyi; krwawi (-3HP w pierwszej turze, potem -2HP do końca walki)
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Szczerze mówiąc... miała już w tyłku zwierzynę, kiedy usłyszała przeraźliwe jęki, niosące się po lesie. Może i była głucha na jedno ucho, ale nie całkowicie. Od razu serce zabiło jej szybciej. Bluszcz musiała mieć kłopoty! Dobrze, że nie odeszła daleko i czym prędzej pobiegła w stronę, z której dochodził jazgot, idąc też za zapachem siostry, który znała doskonale. Przełknęła ślinę i stanęła jak wryta, widząc, że czarno-ruda walczy właśnie z lisem! Takim samym, który zabił tamtego burego kota. Początkowo nie wiedziała co zrobić, ale widząc, że lis trzyma ją zębiskami za szyję, postanowiła, że nie może tego tak zostawić. Sapnęła parę razy, po czym ruszyła do boju. Chciała jakoś uwolnić Bluszcz, dlatego momentalnie zamachnęła się swoją patykowatą łapą na oko lisa. W ostatniej chwili przypomniała sobie, żeby wysunąć pazury i właśnie nimi próbowała trafić w prawe oko psowatego. Puść ją!
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Krew lisa trysnęła mi prosto do pyska. Może w jakimś sensie byłoby to przyjemne, ekscytujące, gdyby nie to, że miałam w sobie paniczny strach o swoje życie i wspomnienie burego, dużego kocura, zamordowanego przez te zwierzęta… martwiłam się też o Barszcz, nie chciałam, by tu przyszła, ale lis zdążył już przeraźliwie zapiszczeć. Nie chciałam odpuszczać, nawet jeżeli lis zaraz mnie ugryzł w szyję, na co postanowiłam trzasnąć go w szyję z całej siły z prawej łapy, nie szczędząc pazurów. Niech zdycha, niech mnie zostawi, niech odejdzie… NIE. Tylko nie Barszcz. Nie, nie, ona nie mogła zostać ranna, nie mogło się jej nic stać.
– BARSZCZ, WYNOŚ SIĘ. UCIEKAJ – warknęłam głośno, posyłając jej krótkie spojrzenie, zaraz jednak spojrzałam z powrotem na rudą wywłokę, która powinna zdychać, a nie mnie atakować, a przede wszystkim nie mógł zaatakować Barszcz. Ja nie mogłam uciec. Byłam za wolna. Mogłam jednak tego gnoja na tak długo zająć, że moja siostra bez problemu by uciekła.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Czarno-rudej udało się oswobodzić z objęć lisa, po czym wymierzyła cios w jego szyję. Drapieżnik został ponownie zraniony do krwi, jednak ślady pazurach był płytki. Kocica nie zdawała sobie sprawy z tego, że rozdrażni tym rudego jeszcze bardziej. Rzucił się w jej kierunku i po raz kolejny zacisnął szczęki na jej szyi, tym razem jednak tak mocno, że Bluszczowy Wąs poczuła przeszywający ją ból w całym ciele. Następnie oprawca szarpnął mocno głową, wyrywając duży płat skóry z szyi córki Złotookiej.
Wtem zjawiła się Barszczowa Łapa, która rzuciła się na oprawcę siostry z pazurami, jednak nie trafiła. Widać było, że brak jej doświadczenia w walce, toteż źle wymierzyła cios i wylądowała obok lisa, przeszywając powietrze pazurami.
Bluszczowa Łapa Lvl: 3
S: 17 | Zr: 7 | Sz: 4 | HP: 45 - 36 - 1 -1 = 7/70 | W: 42 - 3 = 39/50 |
○ przerzuty 0/2
○ śmierć w następnej turze
• rana 1. stopnia: płytkie ugryzienie na udzie; krwawi (-1 HP do końca walk)i
• rana 1. stopnia: płytki ślad po zębach na szyi; krwawi (-1HP do końca walki)
• rana 3. stopnia: wyrwany duży płat skóry na szyi; krwawi (w pierwszej kolejce 5HP, w kolejnych 3HP aż do końca walki i po 1HP do zatamowania przez Medyka)
Lis
S: 19 | Zr: 10(12) | Sz: 10(12) | HP: 56 - 8 - 3 = 45/80| W: 57 - 4 = 53/65
○ Zr i Sz obniżona z powodu walki 1:2
• rana 2. stopnia: wyrwany płat skóry na szyi; krwawi (-2HP do końca walki)
• rana 1. stopnia: płytki ślad po pazurach na szyi, krwawi (-1HP do końca walki)
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Nie posłuchała się Bluszcz. Nie mogła. Nie mogła jej tak zostawić.
— Nie zostawię cię! — krzyknęła do siostry, zanim to okropieństwo się stało. Na jej oczach lis po raz kolejny zaatakował czarno-rudą. Jej pacnięcie w ogóle nic nie dało. Nawet nie trafiła. Może gdyby chodziła na trening i uczyła się tych wszystkich rzeczy jak inni...
Widząc, jak okrutny lis odrywa z szyi jej siostry spory płat skóry, serce Barszcz stanęło na moment, a łzy napłynęły do jej zielonych, niewinnych oczu. Nie siedziały tam krótko. Przejęty grymas wygiął brwi kocicy, zmarszczył nos i sprawił, że słone łzy spłynęły po jej policzkach strugami, które z każdą sekundą się nasilały. Nie mogła na to patrzeć. Nie mogła. Zaszlochała cicho, niemal bezgłośnie.
— Bluszcz! Nie! — krzyknęła po raz kolejny. Musiała coś zrobić i na pewno nie zamierzała uciekać. Skoczyła na Bluszcz, chcąc zasłonić ją własnym ciałem, ustawiając się grzbietem prosto w lisią paszczę. Chciała to wziąć na siebie. Chciała spojrzeć jej w oczy, w których szalały łzy. Nie mogła jej stracić. Była... była najważniejsza.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Wrzasnęłam, czując szczęki zaciskające się na moim ciele. Na szyi, czemu akurat na szyi, przecież to najgorsze miejsce… nagle zamrugałam gwałtownie, próbując zrozumieć, co się stało. Czemu tak boli… Widok mojej skóry, mojego mięsa, w szczękach lisa i smród mojej własnej krwi sprawiał, że chciało mi się wymiotować. Nie dowierzałam. Przecież przed chwilą tak mocno go uderzyłam. Nie mogłam umrzeć. Nie mogłam. Ja? Umrzeć? Nie, niemożliwe. Przecież już raz wygrałam walkę, wtedy, ze Słodkim. Musiałam żyć, zostać, być z Barszcz, musiałam…
Panika. Panika sięgała zenitu, strach przyspieszał bicie mojego serca, a ból moją szyję i promieniował na praktycznie całą przednią część mojego ciała. Przez panikę moje myśli skierowały się w stronę, w którą nigdy nie sądziłam, że zawędrują. Gwiezdni. Jeżeli istniejecie… pomóżcie mi. Jeżeli nie jestem warta… pomóżcie chociaż Barszcz. A jeżeli nie stać was na pomoc, dopilnujcie, żebyśmy się spotkały na Srebrnej Skórce. Nie mogłam zostawić mojej… ukochanej. To zabawne i żałosne, że dopiero teraz byłam w stanie rozpoznać swój stosunek do niej. To zabawne i żałosne, że w obliczu wysoce prawdopodobnej śmierci zwracałam się ku Gwiezdnym…
– Barszcz, kocham cię, proszę, uciekaj, ZOSTAW – wycharczałam, a następnie, w rozpaczliwiej próbie zrobienia czegokolwiek, zwrócenia uwagi lisa na siebie, obronienia Barszcz, skoczyłam w jego stronę, prosto na niego, usiłując wbić zęby w jego pysk. Mając mnie tuż przed sobą, nie powinien jej zaatakować, powinna mieć czas na ucieczkę… musiałam tylko liczyć na to, że będę szybsza od Barszcz, która znowu się ruszyła w stronę lisa. NIECH UCIEKA. CO ONA ROBI.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Kogo zaatakuje lis? Parzyste - Bluszcz, nieparzyste - Barszcz. Wypada 2.
Czy Barszcz uda się zasłonić Bluszcz? Parzyste - tak, nieparzyste - nie. Wypada 4. Lis atakuje Barszcz.
Atak lisa - 50% 「słaby」 → 「(11 + 19) - (9 + 10)]* ½ = 5
Atak Bluszczowego Wąsa - 50% 「słaby」 → 「(18 + 4) - (13 + 10)]* ½ = 0
Bluszczowy Wąs nie potrafiła się pogodzić z tym, co właśnie miało miejsce i resztkami sił spróbowała rzucić się na lisa. Niestety, bezskutecznie. Upadła na ziemię pod ciężarem własnym łap, narażając się na atak drapieżnika. Rudzielec właśnie skoczył w jej kierunku z otwartymi szczękami, gotów by zaatakować, jednak Barszczowa Łapa zasłoniła czarno-rudą własnym ciałem, powodując niemałe zakłopotanie u oprawcy. W wyniku tego, rude stworzenie miast trafić w szyję Bluszczowego Wąsa, jedynie wyrwało buro-rudej parę włosów z barku. Nic poza tym. Niestety, bohaterski czyn jednej z córek Złotookiej nie wystarczył, by uratować życie wojowniczki i wraz z utraconą krwią, ulatywało z niej życie, aż w końcu odeszła do Gwiezdnego Klanu.
Bluszczowy Wąs Lvl: 3
S: 4(17) | Zr: 2(7) | Sz: 1(4) | HP: 7 - 5 - 1 - 1 = ŚMIERĆ | W: 39 - 3 = 36/50 |
○ przerzuty 0/2
○ statystyki obniżone do 1/4 z powodu spadku HP
• rana 1. stopnia: płytkie ugryzienie na udzie; krwawi (-1 HP do końca walk)i
• rana 1. stopnia: płytki ślad po zębach na szyi; krwawi (-1HP do końca walki)
• rana 3. stopnia: wyrwany duży płat skóry na szyi; krwawi (w pierwszej kolejce 5HP, w kolejnych 3HP aż do końca walki i po 1HP do zatamowania przez Medyka)
Lis
S: 19 | Zr: 10(12) | Sz: 10(12) | HP: 45 - 2 - 1 =42/80| W: 53 - 3 = 50/65
○ Zr i Sz obniżona z powodu walki 1:2
• rana 2. stopnia: wyrwany płat skóry na szyi; krwawi (-2HP do końca walki)
• rana 1. stopnia: płytki ślad po pazurach na szyi, krwawi (-1HP do końca walki)
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Nie tylko Bluszcz nie potrafiła się z tym pogodzić. Barszcz nie mogła w to po prostu uwierzyć. Stres złapał ją za gardło, kiedy poczuła, jak lis wyrywa jej sierść, ale nie to było w tym wszystkim najważniejsze. Spojrzenie cały czas miała utkwione w umierającej siostrze, która właśnie wykrwawiała się na jej oczach.
— Nie zostawię cię! — sapnęła spomiędzy łez przez zaciśnięte gardło. — Też cię kocham, Bluszcz. Je-jesteś... najważniejsza. Zawsze byłaś — wymiauczała łagodnie do siostry, z której właśnie uchodziło życie. Gdzieś miała lisa gryzącego ją samą w bark. Barszcz zawsze dbała o swoje rodzeństwo, a nie o siebie samą, ale najbardziej zależało jej na Bluszcz. Nawet nie na rodzicach, których bardzo kochała. Jej przyjaciele? Teraz się nie liczyli. Były tylko one dwie. Barszcz polizała ją po policzku i wtuliła się w zakrwawioną szyję siostry, tracąc sens swojego życia w paru uderzeniach serca. Chciała... chciała tu z nią zostać. Lis nie zrobił jej jeszcze nic poważnego, dlatego przykryła swoim ciałem martwą Bluszcz. Dopiero po chwili postanowiła, że spróbuje... jakoś odciągnąć jej ciało na bok.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Atak lisa - 100% 「udany」 → (13 + 19) - (11 + 10) = 11
Barszczowa Łapa kompletnie nie przejmowała się obecnością lisa. Liczyła się tylko jej siostra, jej poległa siostra. Niestety, drapieżnik nie zamierzał dać terminatorce szansy na ckliwe pożegnanie z siostrą i gdy tylko zaczęła odciągać ciało czarno-rudej na bok, rudzielec zaatakował. Tak jak wcześniej w Bluszcz, tak teraz wbił w jej szyję swoje kły, zostawiają płytkie, acz krwawiące ślady. Jeśli zaraz nie zacznie uciekać, będzie miała poważne kłopoty.
Barszczowa Łapa lv: 2
S: 5 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 2 | HP: 55 - 11 = 44/60 | W: 44/50
○ przerzuty 0/1
• rana 0. stopnia: wyrwane parę włosów z barku
• rana 1. stopnia: ślad po zębach na szyi, krwawi (-1HP do końca walki) Lis
S: 19 | Zr: 12 | Sz: 12 | HP: 42 - 2 - 1 = 39/80| W: 50 - 3 = 47/65
○ od następnej tury statystyki obniżone o 1/4
• rana 2. stopnia: wyrwany płat skóry na szyi; krwawi (-2HP do końca walki)
• rana 1. stopnia: płytki ślad po pazurach na szyi, krwawi (-1HP do końca walki)
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
— NIE! — krzyknęła na psowatego przez łzy. Chciała odciągnąć stąd Bluszcz. Chciała z nią zostać sam na sam, ale ta ruda wywłoka nie dawała im spokoju. Barszcz parsknęła na niego ostrzegawczo, jednak nic to nie dało, bo lis zaraz po chwili zaatakował ponownie, tym razem celując w jej szyję. Pisnęła cicho, czując ból na szyi. To było straszne. Nie wiedziała co robić. Zrywek uczył ja jak walczyć, ale ta sytuacja... ta sytuacja ją przytłaczała. Barszcz się po prostu załamała. Na ślepo machnęła na niego łapą uzbrojoną w pazury, chcąc uderzyć go w pysk, jednakże łzy zalewały jej oczy.
Bluszcz, czemu ty? Czemu nie ja? Nie mogła tego znieść. Przecież... ech. Czemu nie pogodziły się wcześniej? Czemu nie spędziły ze sobą więcej czasu przed tym wszystkim? Dlaczego w końcu nie wzięła się za trening? Z drugie strony... jakby po ceremonii została z Wiewiórem, to nawet by nie wiedziała, że jej siostra umarła. Wszystko, co złe w jej życiu, spotykało ją przez lisy i wiewiórki. Przez rudych. Załkała, nie wiedząc, co robić. Nadal chciała odciągnąć ciało siostry.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Terminatorka zezłoszczona całą tą sytuacją zamachnęła się na ślepo łapą, trafiając znajdującego się obok lisa w policzek. Zostawiła płytkie, krwawiący ślady pazurów, ale drapieżnik nie pozostał dłużny. Ponownie rzucił się na jej szyję i tak jak w przypadku Bluszcz, za drugim razem trzymał i szarpał mocno głową, urywając tym samym płat skory z szyi buro-rudej. W miejscu rany zaczęła sączyć się krew, a kocica czuła, jak robi się coraz słabsza.
Barszczowa Łapa lv: 2
S: 5 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 2 | HP: 44 - 21 - 1 = 22/60 | W: 44/50
○ przerzuty 0/1
○ od następnej tury statystyki obniżone o 1/4
• rana 0. stopnia: wyrwane parę włosów z barku
• rana 1. stopnia: ślad po zębach na szyi, krwawi (-1HP do końca walki)
• rana 2. wyrwany płat skóry na szyi, krwawi (-3HP w pierwszej turze, potem -2HP do końca walki)
Lis
S: 15(19) | Zr: 12 | Sz: 9(12) | HP: 39 - 8 - 1 - 2 = 28/80| W: 47 - 3 = 43/65
○ od następnej tury statystyki obniżone o 1/4
• rana 2. stopnia: wyrwany płat skóry na szyi; krwawi (-2HP do końca walki)
• rana 1. stopnia: płytki ślad po pazurach na szyi, krwawi (-1HP do końca walki)
• rana 1. stopnia: płytkie zadrapanie na policzku, krwawi (-1HP do końca walki)
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Chciała krzyknąć, żeby ją zostawił. Żeby je zostawił. On zabił jej Bluszcz! Jej kochaną Bluszcz! Załkała jeszcze raz, jednak tym razem lis czapnął ją za szyję i, podobnie jak jej czarno-rudej siostrze, odgryzł z szyi spory płat skóry. Jazgot krwawiącej kocicy odbił się od drzew. To nie miało się tak skończyć! Wolałaby sama umrzeć, żeby tylko Bluszcz przeżyła, ale na to było już zdecydowanie za późno. Jakimś cudem trafiła drapieżnika w pysk, zostawiając mu płytkie ślady pazurów na pysku, ale to byłoby na tyle. Próbowała dalej ciągnąć ciało Bluszcz, jednak z każdym uderzeniem serca czuła się coraz słabsza. Bała się. Bardzo się bała, ale nie tak, jak gdy Bluszcz wyzionęła ducha. Teraz... bała się i o nią, i o siebie. Czy spotkają się kiedyś po śmierci? Czy się odnajdą? Słyszała o Gwiezdnych i wierzyła, że wszyscy tam trafią, ale czy Bluszcz w nich wierzyła? Nie wiedziała. Znowu zasyczała na lisa i machnęła łapą w jego kierunku, nie celując w żadne konkretne miejsce.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Barszczowa Łapa się nie poddawała i dalej próbowała ciągnąć ciało siostry. Gdy lis się zbliżył jeszcze bardziej, syknęła i machnęła łapą, trafiając go w klatkę piersiową, jednak zostawiła tylko płytki ślad po pazurach, który nawet nie trafił. Drapieżnik natychmiast rzucił się w dobrze znanym wszystkim kierunku - na szyję i zacisnął swoje szczęki tak mocno, że córka Złotookiej straciła przytomność w jego objęciach. Z niej także zaczęło powoli uchodzić życie. Mogła się spotkać z Bluszcz po tej chwilowej rozłące. Już za chwilę.
Barszczowa Łapa lv: 2
S: 4(5) | Zr: 7(10) | Sz: 6(8) | Zm: 2 | HP: 22 - 15 -1 - 3 = 3/60 | W: 44/50
○ przerzuty 0/1
○ statystyki obniżone o 1/4
○ od następnej tury statystyki obniżone do 1/2
○ omdlenie
○ śmierć w następnej turze
• rana 0. stopnia: wyrwane parę włosów z barku
• rana 1. stopnia: ślad po zębach na szyi, krwawi (-1HP do końca walki)
• rana 2. wyrwany płat skóry na szyi, krwawi (-2HP do końca walki)
• rana 2. głębszy ślad po zębach na szyi, krwawi (-3HP w pierwszej turze, potem -2HP do końca walki)
Lis
S: 15(19) | Zr: 9(12) | Sz: 9(12) | HP: 28 - 6 - 2 - 1- 1 = 18/80| W: 43 - 3 =40/65
○ statystyki obniżone o 1/4
○ od następnej tury statystyki obniżone do 1/2
○ od następnej tury celność obniżona o 2
• rana 2. stopnia: wyrwany płat skóry na szyi; krwawi (-2HP do końca walki)
• rana 1. stopnia: płytki ślad po pazurach na szyi, krwawi (-1HP do końca walki)
• rana 1. stopnia: płytkie zadrapanie na policzku, krwawi (-1HP do końca walki)
• rana 0. stopnia: płytkie zadrapanie na klatce piersiowej
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Nie zapowiada się, żeby Żuczek miał urosnąć już więcej i prawdopodobnie osiągnął już swoje finalne rozmiary. Koniec końców syn Żmijowego Ogona okazał się wyrosnąć na całkiem przystojnego kocura, choć przyznać trzeba, że jego rozmiary zbyt imponujące nie są. Nie jest on bowiem zbyt wysoki i zaliczyć go można co najwyżej do kotów średnich, sprawia jednak znacznie lepsze wrażenie dzięki swojemu długiemu, lśniącemu futerku o jasnej, srebrzystej barwie, które pokryte jest czarnymi, klasycznymi pręgami, a na pyszczku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu zakryte jest przez biel. Całości dopełnia para dużych, okrągłych oczu w szaro-zielonej barwie, pudrowy nosek i długie wąsy, chylące się ku ziemi.
Żuczek mógł i sobie umrzeć poza klanem, a większość obecnych ŻYJĄCYCH członków klanu Cienia mogło sobie zapewne nawet nie wiedzieć o jego istnieniu – trudno. To wcale nie znaczyło, że nie miał zamiaru obserwować klanu, z którego pochodził. Wręcz przeciwnie. Obserwował niemal cały czas. Najczęściej znajome koty. Widział na przykład, że Modliszka ma kocięta, Chrząszcz dostaje terminatorów... Ale jego rodzeństwo znacznie się skurczyło od czasu, kiedy był w klanie po raz ostatni. Tak więc poza momentami, kiedy na nich patrzył albo wesoło hasał sobie gdzieś po Srebrnej Skórce z Motylem, Pchłą i Żmiją, miał całkiem sporo czasu wolnego. Miał w końcu całą wieczność do dyspozycji. Od samego początku był... bardzo dobrze przyzwyczajony do myśli, że umarł, a więc akceptował po prostu fakt, że mógł sobie robić, ee, praktycznie co mu się chciało, kiedy dla większości żywych egzystował sobie po prostu jako jeden z martwych kotów z gwiazdek, nic innego. Zdarzało się więc, że czuwał nad zupełnie przypadkowymi kotami, kiedy te polowały, czy też w ogóle wykonywały swoje obowiązki jako wojownicy. Jednak – powiedzmy sobie szczerze – nawet kiedy wszystko widział, nigdy nie mógł zrobić nic wiele. Nie mógł w magiczny sposób odwołać jakiegoś drapieżnika, czy cokolwiek. Odkąd dołączył do Gwiezdnego Klanu, widział już parę śmierci. Jednak to, co działo się z Bluszczowym Wąsem i Barszczową Łapą... poniekąd przypominało mu jego własną. Poniekąd, bo były siostrami, w dodatku kochającymi się siostrami, a on sam przecież umarł razem z Motylim Lotem i Pchlą Łapą. Eee... to znaczy, Barszcz jeszcze nie umarła, ale chodziło o sam fakt, że była obok. Obok... huh, chyba najważniejszego kota w swoim życiu. Nie spodziewał się w sumie dramatycznego zwrotu akcji, w którym Bluszcz w ostatniej chwili – dosłownie – w nich, w sensie w Gwiezdnych, uwierzy i się do nich zwróci, ale tym bardziej jakoś to do niego dotarło. Poruszające. Tak samo jak to, że do ostatniej chwili dbała o siostrę i kazała jej uciekać. Nawet jeśli przez całe życie żyła odwrócona od Gwiezdnego Klanu, zwróciła się do nich nie tylko w chwili trudnej dla siebie, ale też po to, żeby ratować siostrę... Było już za późno. Ale Żuczek nie mógł przecież pozwolić, żeby w takim wypadku Bluszcz nie trafiła na Srebrną Skórkę. Nie była przykładem wierzącego kota, ale działała bohatersko, próbowała bronić Barszcz, kiedy sama już praktycznie umierała. Zasługiwała na to, żeby móc mieć spokój. I spotkać się z ukochaną ponownie. Czy to teraz, czy później... Oby później. Ale na pewno by tego chciała. Dlatego kiedy ulatywało z niej życie, był już gotowy.
Bluszczowy Wąs zamknęła oczy po raz ostatni na ziemi, a potem, kiedy wreszcie je otworzyła, wszystko wyglądało jakby zupełnie inaczej. To nie był już Szumiący Las, ba, nie było to żadne z miejsc na terenach klanu Cienia. Polana. Całkiem ładna polanka, z kwiatkami, nad którą rozciągało się rozgwieżdżone niebo. Między kwiatkami latały sobie motyle, a kawałek przed Bluszczowym Wąsem znajdował się mały stawik, ot, dla dekoracji. Nad nim siedział właśnie on – Żuczy Grzbiet we własnej osobie, ze swoim bujnym, srebrzystym futrem, lśniącym wręcz blaskiem gwiazd, gładkim i zadbanym, zupełnym przeciwieństwem tego, co przedstawiał niedługo przed swoją śmiercią. Na pyszczku miał łagodny, ale dość smutny uśmiech, a kiedy Bluszcz wstała, ruszyła się, w ogóle zareagowała w jakikolwiek sposób, jakoś okazała, że już dostosowała się w jakimś stopniu do zmiany, cokolwiek, wstał i podszedł dwa kroki w jej stronę, starając się patrzeć jej prosto w oczy.
– Dzieeeeeń dobry! Jestem Żuczy Grzbiet i, ee, nie znasz mnie. Ale na pewno kojarzysz mojego brata, Chrząszczowy Brzuch... albo, nie wiem, Pszczelą Łapę, Modliszkowy Zagajnik? Ważkową Sadzawkę? – zaczął rzucać imionami, mówiąc tym swoim zwyczajowym, wesołym głosem. Zaraz jednak spoważniał wyraźnie i westchnął cicho, wciąż patrząc na wojowniczkę. – W każdym razie... obserwowałem was. Przepraszam, że nie mogłem czegokolwiek zrobić, ale, uch, dotarło do mnie to, że się do nas zwróciłaś, Bluszczowy Wąsie. Może to... nie wydaje ci się niczym wielkim, ale hej, to naprawdę super, że uwierzyłaś! Serio! A przede wszystkim... do samego końca próbowałaś ratować Barszczową Łapę, zgadza się? Obie zasługujecie na to, żeby spotkać się w Gwiezdnym Klanie, oczywiście oby jak najpóźniej, ale jednak... Nieważne. Chciałem powiedzieć: witaj na Srebrnej Skórce, Bluszczowy Wąsie – powiedział w końcu i przełknął ślinę. Jak na to zareaguje? Co zrobi? Dla większości kotów śmierć raczej nie była niczym lekkim. Odwrócił wzrok w tył, na taflę wody za sobą, i po krótkiej chwili dodał ciszej:
– Ale zanim odejdziemy, pewnie chciałabyś zobaczyć, co z Barszczową Łapą, prawda?
no law topardon myc r i m e,no clemencyfor thise v i lof mine thingsdon’t lookbetter today,the maskI wear iscrumbling away lapsing ind e p r a vi t y,I didn’t seewhat washappening to me
the guilt,it’s hereto stay,sogrey... ◈MANIPULATINGAWAY◈
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Znowu postraszyła go pazurami, ale była już tak okropnie słaba... Sama nawet nie wiedziała, czy w końcu pacnęła go łapą, czy nie. Nie czuła. Powoli odchodził z niej cały ból. Nigdy nie chciała odchodzić. Nie myślała, że... że coś może jej się stać. Że Bluszcz może się stać. Przecież była świetną wojowniczką, a jej samej zawsze wszystko uchodziło na sucho. Jakiś czas temu mówiła Płomykowi, że za bardzo panikuje... Wciągnęła nosem jeden ze swoich ostatnich świadomych oddechów. Obraz, który widziała, zaczął się zamazywać i ciemnieć. Co z rodzicami? Co z mamą? Z Rysiem i Chmurką? Oni zostaną sami! Nie chciała ich zostawiać. Nigdy nikogo nie chciała. Teraz... teraz dotarło do niej, że prawie całe swoje życie okłamywała mamę i tatę, opowiadając im, jak świetnie ma się na treningu, żeby ich nie zranić. Żałowała. Tyle, że teraz było już za późno na przeprosiny i wyjaśnienia.
Okrągłe oczy kocicy rozwarły się, kiedy zobaczyła lisa ponownie rzucającego się w jej stronę. Wiedziała już, gdzie uderzy, lecz nawet nie miała siły na to, żeby zareagować. Rudy zwierz wgryzł się w jej szyję, jak wcześniej zrobił to Bluszcz, ale tym razem zacisnął szczęki na jej szyi i świat dla Barszcz ściemniał, bo nagle zniknąć. Przez krótką chwilę czuła, jak brakuje jej powietrza, a potem... potem już nie czuła nic. Bezwiednie padła na martwą Bluszcz, krwawiąc obficie. Podobno przez moment jeszcze żyła, jednak nie trwało to długo. Jej historia zakończyła się, gdy zginęła Bluszcz.
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee