Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Tak jak niegdyś Barszczowa Łapa i Bluszczowy Wąs znalazły ciało Szepczącego Pyłu poranionego przez drapieżnika, tak i teraz ktoś będzie musiał znaleźć ich truchła w podobnym stanie. Być może obejdzie się z nimi delikatniej, ale... tak, buro-ruda również straciła życie, wykrwawiając się. Powoli słabła, aż w końcu przestała odczuwać cokolwiek. Lis stracił zainteresowanie martwym ciałem terminatorki i ruszył w jedynie sobie znanym kierunku, używając do tego resztki sił. Zapewne nie był w stanie donieść ani jednej, ani drugiej córki Złotookiej nigdzie dalej, toteż wybrał bezpieczniejszą opcję. Kto by pomyślał, że to w tym miejscu wszystko się zakończy.
Barszczowa Łapa lv: 2
S: 4(5) | Zr: 7(10) | Sz: 6(8) | Zm: 2 | HP: 3 - 1- 2 - 3 = ŚMIERĆ | W: 44/50
○ przerzuty 0/1
○ statystyki obniżone o 1/4
○ od następnej tury statystyki obniżone do 1/2
○ omdlenie
○ śmierć w następnej turze
• rana 0. stopnia: wyrwane parę włosów z barku
• rana 1. stopnia: ślad po zębach na szyi, krwawi (-1HP do końca walki)
• rana 2. wyrwany płat skóry na szyi, krwawi (-2HP do końca walki)
• rana 2. głębszy ślad po zębach na szyi, krwawi (-3HP w pierwszej turze, potem -2HP do końca walki)
Lis
S: 15(19) | Zr: 9(12) | Sz: 9(12) | HP: 18 - 2 - 1 - 1 = 14/80| W: 43 - 3 =40/65
○ statystyki obniżone o 1/4
○ od następnej tury statystyki obniżone do 1/2
○ od następnej tury celność obniżona o 2
• rana 2. stopnia: wyrwany płat skóry na szyi; krwawi (-2HP do końca walki)
• rana 1. stopnia: płytki ślad po pazurach na szyi, krwawi (-1HP do końca walki)
• rana 1. stopnia: płytkie zadrapanie na policzku, krwawi (-1HP do końca walki)
• rana 0. stopnia: płytkie zadrapanie na klatce piersiowej
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
NIE, BARSZCZ, NIE, nie miałam siły krzyczeć, chciałam tylko go zabić, chciałam jej bezpieczeństwa, chciałam, by żyła, by uciekła, czemu mnie broniła, przecież mogła – powinna – musiała się ratować, niech to szlag trafi… nagle jednak straciłam przytomność, i choć walczyłam, szarpałam się, albo tak mi się wydawało, próbowałam krzyknąć, cokolwiek zrobić, ale ostatkiem świadomości poczułam, jak upadam, a nagle zapadła ciemność…
I przez chwilę nie było nic. Nie było lisa. Nie było smrodu krwi. Nie było krwawiących ran. Nie było… bólu. Nie było światła. Nie było Barszcz. Nie było nawet ciemności, jedynie pustka.
I nagle poczułam, że mogę się ruszać, więc szarpnęłam się mocno z zamiarem uderzenia po raz kolejny w lisa albo odepchnięcia Barszcz… otworzyłam raptownie ślepia, gdy nic nie poczułam, a moja łapa dotknęła czegoś zaskakująco miękkiego. Rozejrzałam się, skonfundowana. Co? Gdzie jestem? Śniło mi się? Jeżeli to był tylko sen… zaraz. A ten to kto? Nastroszyłam futro, patrząc w srebrzystego kocura, który zbliżył się w moją stronę. Nie znałam go. Nigdy go nie widziałam. Jego zapach… nic mi nie mówił. Czemu jego futro skrzyło i lśniło. Czemu się uśmiechał. Wbiłam pazury w ziemię, świdrując obcego kocura wzrokiem. Był moim wytworem wyobraźni.
Musiał być.
Ale to, co zaczął mówić, sprawiło, że szybko zwątpiłam w swoją teorię. Nie wiedziałam, że te koty miały więcej rodzeństwa. Nie miałam tak wybujałej wyobraźni, by to sobie wymyślić.
– Ale. Czemu nic nie zrobiliście – syknęłam. – Potrzebujecie mojej śmierci? JEJ śmierci? Skoro istniejecie, to co wam przeszkadzało, że byłyśmy TAM… – warknęłam, czując, jak mój głos się łamie i nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej. To było… za dużo. Zmarszczyłam gniewnie nos, po czym nagle spojrzałam w dół, na swoją szyję, gdzie powinna znajdować się ogromna rana, która pozbawiła mnie życia… ale nic tam nie było. Nagle poczułam, jak tracę grunt pod łapami. Całe życie byłam przekonana, że Gwiezdni nie istnieją… a teraz byłam tu. Zacisnęłam mocno zęby, aż raniąc się własnymi kłami… Barszcz. Wypowiadał jej imię, jakby wiedział, co się z nią dzieje. Moje ślepia rozszerzyły się nieco i rozejrzałam się w zdezorientowaniu, szukając siostry, i zorientowałam się, że mogę zobaczyć, jakby niewyraźnie, jej… nieruchome ciało, leżące na moim. Niemal się zadławiłam własną śliną. – NIE – warknęłam pod nosem, zaciskając powieki. Nie. Barszcz, nie, czemu?...
Zamarłam w bezruchu, czekając. Zamknęłam nawet ślepia, nie patrząc na srebrzystego kocura. Skoro ja tu byłam… ona też musiała się pojawić.
I się pojawiła. Przełknęłam ślinę, obserwując moją nieruchomą siostrę, którą miał zastać widok spokojnej polany nocą, Gwiezdnego… i mnie. W przeciwieństwie do Żuczego Grzbietu ja nie czekałam. Przypadłam od razu do Barszcz i przejechałam językiem po jej prawym uchu, tym, na które słyszała, bo wiedziałam, że z lewym ma problem.
– Barszcz, obudź się, chodź – wymamrotałam, a z moich oczu zaczęły lać się łzy, pierwszy raz w życiu, to nie powinno było się stać, powinna uciekać, to była moja wina, to ja ją wyciągnęłam na to polowanie, a teraz obie nie żyłyśmy, podczas gdy…
To tylko ja na to zasługiwałam.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
(na prośbę Trzmiela)
Nawet nie patrol, a zwykły spacer sprowadził go w okolice Szumiącego Lasu. Dopełniwszy wszystkich terminatorskich obowiązków, przemierzał cieniste tereny poznając ich naturę, ucząc się wygodnych przejść i zapamiętując miejsca, na które winien w przyszłości uważać. W bystrym łbie układał plany, wizję tego, jak przebiegać powinien jego trening - a przynajmniej ta część, na którą miał wpływ. Nie zamierzał marnować swojego wolnego czasu na bezczynne siedzenie w obozie. Spokojne spacery planował wpleść w dzienną rutynę.
Tym razem nie był sam. Towarzyszyła mu Drufująca Łapa. Uznał, że jego delikatnej, chudej siostrze również przyda się nieco ruchu, zaprosił ją więc na krótką przechadzkę.
W pewnym momencie sielankę przerwał dobiegający z oddali krzyk. Rudy poniósł łeb, mimo dystansu natychmiast rozpoznając znajomy głos. Spojrzał z przestrachem na jasną towarzyszkę i, nie czekając ni chwili dłużej, rzucił się biegiem w stronę, z której dochodziły rozpaczliwe wołania.
Biegł ile sił w łapach, pędem zagłuszając szalejące we łbie myśli. Białe łapy rwały glebę, ruda sylwetka sprawnie przecinała zarośla. Ciało coraz bardziej, bardziej rozgrzewało się... Jednak gdy wreszcie wypadł z zarośli na pole bitwy, spłynął na niego nagły chłód. Futro, jeszcze przed chwilą stroszone gniewnie, poczęło z wolna opadać. Pazury łagodnie zniknęły w opuszkach. Przywitała go cisza. Nikt już nie krzyczał. Nikt już nie walczył. Jedynym dźwiękiem, który rozbrzmiewał wśród drzew był jego własny, przyśpieszony oddech. Przybył za późno.
Złote spojrzenie powoli przepływało po okolicznych ziołach... dopóki nie natrafiło na dwie sylwetki spoczywające w ich objęciach. Jego siostry nie uciekły. Leżały tutaj, wśród wonnej roślinności, zwinięte i wtulone w siebie. Ciche i zastygłe w bezruchu, na przekór drobnej braci muszej i pszczelej, wiecznie pracowitej. Rozszarpane przez dziką bestię. Podwójne memento.
Zbliżył się powoli, mrużąc przygasłe z żalu ślepia. Rozerwane tkanki nie krwawiły już, stygły. Wroga nie było w pobliżu. Wroga. Ziemię, na której stał, poznaczyły pazury i tropy większe od kocich. W powietrzu unosiła się woń nieznana dotąd rudemu paniczowi - smród śmierci, lisa. Tenże odór wciągał wraz z gęstym powietrzem, próbując zachować spokój i powstrzymać dziką złość, która jęła narastać w młodej piersi. Miał ochotę rzucić się ślepo w gęstwinę, na zatracenie, na pomstę... Jednak nie mógł. Przecież nie mógł. Zerknął przez ramię, zdając sobie sprawę, że biała była przy nim.
- Trzeba je obmyć z krwi - rzekł cicho, głosem wyjątkowo ciężkim. - I zanieść do obozu.
Ostrożnie zsunął Barszczową Łapę, by móc zaopiekować się większą z sióstr. Nie było szans, by doprowadził do idealnego stanu szylkretową skórkę, zrobił jednak co w jego mocy, zlizując z pstrokatego futra zmieszaną ze sobą posokę obydwu kocic. W końcu pomógł Dryfce podnieść jaśniejszą Cienistą, sam zaś na braki przyjął truchło Bluszczowego Wąsa. /zt
<center><table class="tabelkaru"><tr><td rowspan="4" class="obrazekru"><img src="https://i.imgur.com/3xUQ6A5.png"></td><td class="tekst3ru">слышите мелодию?</td></tr><tr><td class="tekst2ru">веселись как русский, конец дискуссии
танцуй, как будто у тебя контузия
веселись как русский, диско соблазнение
веселись как будто ты олигарх</td></tr>
<tr><td class="tekst1ru"><i>вставь матрёшку в матрёшку в матрёшку...</i></td></tr>
<tr><td class="tekst4"><span class="tekst4sub">AKTYWNE SESJE (5/6):</span>
NORMALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=465511#465511">POŁĄCZONE BRZOZY</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468726&highlight=#468726">PRAWIE ŻYWE DRZEWO</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?t=10765">KRYPTA WIELU ZNAKÓW</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468767#468767">NA SZCZYCIE KSIĘGI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466050#466050">DYPLOMACJA</a>
SPECJALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=461860#461860">TRENING SPINKI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466777#466777">SPARING (ROCHE)</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466824#466824">POLOWANIE</a></span></td></tr></table></center>
<img src="https://i.imgur.com/fEH7z9m.png" class="tloru">
<style> .tabelkaru {width: 500px; border-collapse: collapse;} .tloru {position: relative; bottom: 235px; margin-bottom: -235px; left: 190px; pointer-events: none;} .obrazekru {width: 165px;} .tekst1ru {height: 5px; padding-top: 8px; font-family: 'JetBrains Mono', monospace; font-size: 11px; color:#4D4D4D;} .tekst2ru {height: 5px; font-family: 'Kelly Slab', cursive; font-size: 16px; color:#929292;} .tekst3ru {height: 5px; line-height: 0.7rem; padding-bottom: 3px;font-family: 'Marck Script', cursive; font-size: 20px; color:#080808;} .tekst4 {vertical-align: bottom; font-family: 'Unica One', cursive; font-size: 11px; color:#080808;} .tekst4sub {font-size: 15px; color:#000000;} .tekst4 a {color:#151515;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=JetBrains+Mono&family=Kelly+Slab&family=Marck+Script&family=Unica+One&display=swap" rel="stylesheet">
Chudziutka i drobna kotka o burym, szylkretowym, krótkim futerku. Jej boki pokrywają spiralne zawijasy w niektórych miejscach rude, a w niektórych czarne. Ma okropecznie długi ogon wraz z białymi łapkami i zielono-żółte duże i okrągłe ślepia. Jej pysk, część policzków oraz nasada nosa również są białe, a sam nosek jasnoróżowy.
Barszczyk to koteczka iście energiczna, wrażliwa i uśmiechnięta! Wszędzie jej pełno, lubi trochę psocić, za co mama czasami ją karci, ale generalnie wystarczy jedno spojrzenie tych okrągłych, rozkosznych oczu, żeby zmiękczyć Złotooką. Jej charakter nie jest jeszcze zbyt rozwinięty, ponieważ nie ma więcej niż trzech księżyców, ale od urodzenia wykazywała się sporą empatią oraz rodzinnością. Chętnie bawi się z innymi kociętami oraz rodzeństwem i stara się o nie dbać. Oprócz tego po prostu nie umie się obrażać! Wszystkie niepowodzenia obraca w żart i gdy reszta kociąt płacze przy upadku, Barszczyk po prostu zanosi się śmiechem. Lubi rozmawiać i bardzo dużo gada, a na dodatek jest towarzyska i niewiele rzeczy potrafi zepsuć jej humor.
Jej oczy się zamknęły, a okropny ból ustąpił, jak ręką odjął. Początkowo leżała, korzystając z chwili spokoju, ciszy i błogiego uczucia nieczucia niczego. Barszczyk właściwie nie myślała za wiele, a jedynie skupiała się na tej ogromnej uldze. Zapach krwi również ustąpił. Przez chwilę... przez chwilę wszystko było w porządku. Nie było lisa, nie było nikogo.
A co z Bluszcz?
Wtedy usłyszała głos siostry. Okropnie głośno i wyraźnie, jakby słuch się jej wyostrzył. Głowa ją od tego rozbolała. Nawet zmarszczyła brwi, zanim jeszcze otworzyła oczy. Otoczenie było takie głośne. Miała wrażenie, że ktoś wyjął jej kamienie z ucha, które wcześniej wszystko zatykały. Rozwarła powieki i spojrzała na czarno-rudą, która kazała jej wstawać. Zamrugała parokrotnie. Bluszcz nie miała rany na szyi, a jej futro lśniło gwieździście. Za nią dostrzegła srebrzystego kocura, którego nie kojarzyła.
— Co... co się stało? Czemu krzyczysz? — miauknęła pytająco, patrząc to na obcego, to na siostrę zamyślona. Westchnęła cicho, dźwigając się na równe łapy. Przypadkowo na nie zerknęła i wtedy zobaczyła, że nie tylko oni się świecą.
— Och... umarliśmy? Ale... och. Ojej. Bluszcz! — Kiedy do niej dotarło, rzuciła się siostrze na szyję, mrucząc głośno. Nie dość, że świat mienił się kolorami, nie było już lisa i była z siostrą, to jeszcze dźwięki były takie cudne! Nie spodziewała się tego!
— Wiecie co? Ja chyba byłam głucha — wymiauczała w końcu, a potem ruszyła z nimi, zanosząc się śmiechem. Szła u boku kocicy, którą kochała, zawijając swój ogon wokół jej ogona. Na razie nie myślała o reszcie rodziny. Ten jeden raz pozwoliła sobie na bycie egoistką.
I w końcu wszystko było dobrze.
zt
i'mbusy,busy,B U S Ydoingnothing doingnothing,that'sthe lifef o rm e forwheni'mdoingnothing,i'mbusydoingsomething s o m e t h i n gthatsuitsmetoa tee
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Tak jak sobie już wcześniej gdzieś z tyłu głowy postanowiła, pewnego dnia z lekkim stresem, podeszła do Dymnego Nieba jeszcze w legowisku wojowników, z zapytaniem o wspólne polowanie. Bo..,czemu nie tak odnowić nieco kontakt? Przez swoje infantylne niekiedy zachowanie, podniszczyła relacje jaką zbudowała z kocem. Znali się przecież od jej mianowania, a minęło wystarczająco dużo księżyców, by móc to śmiało nazwać dobrą relacją. Był pierwszym wojownikiem z jakim rozmawiała i do tego traktował ją na równi ze sobą, chociaż widocznie była o wiele dziecinniejsza. Teraz, z ponad 20 księżycami na karku, raczej powinna zachowywać się adekwatnie do swojej rangi. Z przymrużeniem oka, jeżeli chodzi o towarzystwo, bo przy rodzeństwie czy przyjaznych jej kotach na pewno nadal będzie tą samą, wesołą i rozgadaną Popielicą. Tu jednak już chodziło o coś innego. Nie powinna być taka roztrzepana i naiwna - co pokazała jej relacja z Niebem. Zauroczyła się w niebiesko-białym, prawie że zakochała a ten zniknął. Był samotnikiem i pewnym było, że kiedyś się to wydarzy. A jednak, bolało tak samo, nawet z tą świadomością. Z nowymi doświadczeniami i tematami do rozmowy, po chwili wahania podeszła do czarno-białego kocura, delikatnie ocierając się o jego bok, z przyjaznym uśmiechem. xx- Witaj Dymku - miauknęła przyjaźnie, po czym odsunęła się i spojrzała mu w bystre ślepia. Poruszyła nieznacznie koniuszkiem ogona i odchrząknęła - Dawno nie rozmawialiśmy i...Pomyślałam, że dobrym pomysłem byłoby wybrać się na spacer i polowanie, oczywiście jak będziesz chciał - zaproponowała spokojnie, mimo, że gdzieś tam wewnątrz odczuwała lekki stres. Odkąd odmówiła kocurowi partnerstwa, ich kontakt się pogorszył, a tego własnie nie chciała! Czuła się z tym bardzo źle i dręczyły ją wyrzuty pokroju ''co jakby..'' czy ''czy jeżeli...''. Na moment o tym zapomniała, dając się ponieść nastoletniemu zauroczeniu, które przecież przeżyła również w kierunku wojownika. Co było z nią nie tak? Jak kocur przytaknął, z uśmiechem wyszła z legowiska wojowników i u czarno-białego boku wyszła z obozu, kierując swoje kroki w stronę wschodnich terenów. Szumiący Las, pokrywający znaczną część cienistych terenów, wydał się dla córki Trzciny wręcz idealnym miejscem na pogawędkę i wspólne polowanie ramię w ramię. Kiedy drzewa zaczęły się nieco przerzedzać, niebiesko-kremowa, chuda kotka uniosła ogon wyżej i spojrzała na drepczącego obok wojownika. xx- Sądzisz, że to dobre miejsce do rozpoczęcia polowania? - zagadnęła, chcąc przerwać ciszę, jaka między nimi nastała. Nie lubiła jej...nie takiej.
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
Dymne Niebo powoli przestał myśleć o odrzuconej propozycji partnerstwa jak o swojej życiowej porażce. Trochę czasu minęło i powoli po prostu godził się z takim stanem rzeczy. Przez to, że sytuacja między nim a Popielnym Żarem była dość... niezręczna, nie mieli zbyt wiele kontaktu od tamtej rozmowy. Czarno-biały nie tyle unikał kotki, co po prostu nie szukał jej towarzystwa. Kiedy jednak zagadała do niego w Obozie, uśmiechnął się szeroko. - Cześć, Popieliczko - jego głos zabrzmiał przyjaźnie. - Jasne, chętnie pójdę na wspólne polowanie - ostatnio zwykle sam łapał zwierzynę, więc taka propozycja wydała mu się bardzo atrakcyjna.
Idąc na tereny raczej nie rozmawiali, i o ile z początku wcale mu to nie przeszkadzało, tak po jakimś czasie zrobiło się dość niezręcznie. Miał właśnie coś powiedzieć, ale pomarańczowooka go uprzedziła. Rozejrzał się myśląc nad odpowiedzią na jej pytanie. - Tak, myślę, że możemy spróbować - starał się nie mówić zbyt głośno, żeby niepotrzebnie nie płoszyć zwierzyny. - Rozdzielimy się, ale trzymajmy się w miarę blisko. W razie gdybyś potrzebowała pomocy, po prostu mnie głośno zawołaj, dobrze? - poczekał jeszcze na odpowiedź kotki po czym ruszył w swoją stronę by zacząć polowanie. Starał się poruszać cicho, jednocześnie wytężając swoje zmysły, żeby zobaczyć, usłyszeć lub poczuć jakąkolwiek pobliską zwierzynę.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Dzięki uśmiechowi na pyszczku Dymnego Nieba, przy samym wychodzeniu z obozu, Popieliczce nieco ulżyło. Może już nie jest na nią jakkolwiek zły? Ich relacje się mocno posypały. Do tego bądźmy szczerzy - przez nią samą. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego wybrała tak a nie inaczej, jednak teraz planowała to naprawić. Kiedy doszli już do wschodniej części Szumiącego Lasu i zadała swoje pytanie po długiej ciszy, w końcu padła odpowiedź ze strony Dymka, nieznacznie się uśmiechnęła kiwając kształtnym łebkiem. Nim jednak wskoczyła w najbliżej położone krzaki jakie zaobserwowała, usłyszała kolejne słowa, na które cicho się zaśmiała. Zerknęła z delikatnym błyskiem w oku na czarno-białego wojownika i przejechała koniuszkiem ogona po jego boku. xx- Dobrze Dymku, jak coś będę wołać - zapewniła, po czym tak jak mówił, nie oddalając się za bardzo, czmychnęła najciszej jak potrafiła w krzaki i zaczęła się skradać. Wyczuła kierunek wiatru, ustawiając się możliwie jak najbardziej pod niego, pilnując kroków by przypadkiem nie narobić hałasu. Postawiła uszy i wytężając zmysły na tyle by w miarę szybkim czasie upolować pierwszą zwierzynę. Pamiętała doskonale swoje pierwsze samotne polowanie, gdzie długo doszukiwała się jednego marnego szczura! Teraz liczyła na zdecydowanie więcej szczęścia niż wtedy.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Wyruszyli. Lekki, prawie niewyczuwalny wiaterek przeczesywał krótkie futerko wojownika. Czarno biały nie musiał nawet długo czekać. Słońce co jakiś czas chowało się za chmurami. Ten dzień nie należał do najcieplejszych, ale znowu nie do najziemniejszych. Po prostu był taki... Przeciętny. Tak więc dużo zwierząt decydowało się wyjść ze swoich norek. I Dymek mógł spostrzec poruszenie za krzakiem. Gdyby zdecydował się tam spojrzeć, mógłby zobaczyć ciemne futro. Szczur jeszcze nie spostrzegł kocura, który polował w pobliżu.
Popiel tyle szczęścia nie miała. Mimo, iż naprawdę bardzo się starała, to nie mogła wyczuć żadnego zapachu zwierzyny. Jedynie ptaki ćwierkały nad jej głową, jakby chcąc zrobić jej na złość, iż nie może ich złapać, gdyż siedziały wysoko, w koronach drzew na Cienistych terenach.
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
Szczury nie były najlepszą zdobyczą w lesie. Trochę wstyd było powracać wojownikowi z taką drobnicą, ale jeszcze większym wstydem było wracanie z pustymi łapami, a przecież nigdy nie wiadomo, czy uda mu się znaleźć i złapać coś innego. Z tego też powodu czarno-biały nie wybrzydzał i zabrał się do roboty. Mysz cię wyczuje, królik usłyszy, a ptak zobaczy. Z tego powodu zielonooki szedł ostrożnie, na ugiętych łapach, przenosząc ciężar ciała na tylne kończyny. Pilnował, żeby brzuch nie szurał mu po ziemi a ogon był w odpowiedniej pozycji. Patrzył pod łapy by nie nadepnąć na coś szeleszczącego. Tak ostrożnie się przemieszczając zmniejszył odległość między nim a szczurem i nagle wyskoczył, szykując pazury i celując nimi w gryzonia. Planował go przyszpilić do ziemi i szybkim ruchem pozbawić życia.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Szczęście jej jednak nie dopisało. Trzepnęła delikatnie uchem, słysząc śpiew ptaków, gdzieś wysoko nad nią. Gdyby nie to, że siedziały wysoko, zbyt daleko by dosięgnąć je pazurami, na pewno spróbowałaby wspinaczki. A tak? Westchnęła cicho i obejrzała się za siebie - rozdzielmy się, ale trzymajmy się w miarę blisko... Kawałek jej nic nie zaszkodzi! Ruszyła spokojnie, najciszej jak tylko potrafiła, nadal sunąć pod wiatr i wysilając każdy zmysł. Nie była teraz sama, właściwie jakby nie udało jej się nic a nic upolować, mogłaby się tylko zbłaźnić przed Dymnym Niebem, a tego nie chciała! Właściwie, to chciała zabłysnąć przed starszym wojownikiem swoimi nabytymi umiejętnościami. Z pozytywnym nastawieniem, nasłuchiwała, rozglądała się i co jakiś czas smakowała powietrze - wszystko, by w końcu coś znaleźć. Pewnie starszemu wojownikowi już się poszczęściło. Popiel nie może być gorsza! Inaczej...ptaki wciąż będą się z niej naśmiewać.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Dymek idąc po szczura, nie wziął jednak pod uwagę, że wiatr nagle zmienił kierunek. Mimo, iż był on dosyć delikatny to oddech wojownika również zdradził jego zamiary, na co szczur podniósł się szybko a zauważając kota, rzucił się do ucieczki. Ale spokojnie! Kocur miał jeszcze szansę zwierzaka złapać.
Cóż, pech wojowniczki zdecydowanie nie trwał długo! Wystarczyło być tylko trochę cierpliwym. Ptaki, które tak się z niej śmiały, nadal nie ustawały w swoich śpiewach. Dopiero po chwili, kotka mogła spostrzec, jak przez przebijające się przez drzewa promienie słońca, które wyszło na chwilę zza chmury, leży zielonkawe zwierzę. Był to wygrzewający się zaskroniec, który jeszcze nie spostrzegł kotki.
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
Gdy tylko zielone oczy dostrzegły, że gryzoń ucieka, wojownik rzucił się w pogoń. Starał się biec szybko, a adrenalina na pewno mu pomagała osiągnąć jakąś prędkość - oby tylko to wystarczyło. W momencie, w którym odległość między Dymkiem a szczurem zmniejszyła się, kocur wybił się mocno z tylnych łap i skoczył na gryzonia. Podobnie jak poprzednio, planował przyszpilić go pazurami do ziemi, a potem zadać mu szybką śmierć.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Pech minął tak szybko, jak rozłożył swoją niewidzialną płachtę nad niebiesko-kremową koteczką. Nim się obejrzała, dostrzegła leżący i wygrzewający się prawdopodobnie, w nikłych promieniach słońca, zielony kształt. Najpierw obawiała się, że była to żmija, jednak kolor zdecydowanie jej nie pasował, tak samo jak i wielkość. Na długość jednego uderzenia serca, wojowniczka przystała a potem zaczęła się skradać jak najciszej. Kontrolowała czy przypadkiem na jej drodze nie ma niczego, co mogłoby jej przeszkodzić. Sprawdziła wiatr, szla na ugiętych łapach, mając brzuch nisko. Przeniosła również ciężar swojego ciała na tylne łapy i...
Wyskoczyła w górę, lecąc z wyciągniętymi przed siebie łapami, wprost na głowę wypoczywającego i nic nieświadomego zaskrońca w zamiarze przygwożdżenia go do ziemi a potem - skręcenia karku. Węże były może i niezbyt smacznym jak dla niej posiłkiem, jednak stanowiły miłe trofeum na barwnych listach ofiar. Położyła po sobie uszy i wysunęła bojowo pazury, gotowa również do walki z gadziną. Mimo, że zaskroniec nie posiadał jadu, jego ukąszenie mogło być bolesne, a tego za wszelką cenę chciała uniknąć - dlatego celowała w głowę.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Wojownik szybko biegł za zwierzęciem. I już prawie go miał, był tak blisko! Jednakże cóż... Szczur wlazł między korzenie jednego z drzew. Czarno biały musiał więc się zatrzymać w pogoni, gdyż niemalże czarne zwierzę, nie było już dla niego widoczne.
Kotka... No cóż, zapomniała o dosyć ważnej zasadzie. Kiedy zaczęła skradać w stronę zaskrońca, ten usłyszał oddech wojowniczki. Wąż szybko spełzł ze skały, po czym zaczął szybko przemieszczać się między ściółką. Córka Trzcinowej Sadzawka jednak miała szanse go złapać. Chociaż mimo obrzydliwego zapachu, jaki rozpylił wąż, aby zniechęcić do pogoni napastniczkę.
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
No i nawet mały szczurek mu uciekł. Wojownik westchnął cicho i rozejrzał się za Popieliczką. Ta właśnie na coś polowała, a żadnego zagrożenia nie było widać w okolicy - można było więc dalej polować. Dymek zaczął więc od nowa. Szedł ostrożnie stawiając łapy na leśnym runie, jednocześnie rozglądając się, nasłuchując i węsząc. Nie chciał przewidzieć najmniejszego tropu zwierzyny.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t