Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Owszem, wyjawił Pleśni jak się nazywa i gdzie mieszka. Owszem, nie trzeba było do tego żadnej zasadzki, z całą pewnością mogłaby go o to spytać łapiąc go w ciemnej alejce i otrzymałaby tę samą odpowiedź. Pod tym względem był trochę jak ta dwunastoletnia Ania, która w internecie szuka koleżanek i kolegów; wierzył po prostu w to, że kot, któremu zaufał by go nie oszukał. Pomimo wszystkich księżyców i pomimo ran wciąż wierzył w dobroć, jaka drzemała w każdym kocie i chciał myśleć, że każdy był zdolny do tego, by się zmienić na lepsze. Dlaczego więc dawać tę szansę tylko kotom z klanów? Dlaczego nie dać tej taryfy ulgowej także i tym spoza nich? Owszem, ostrożność była dobra, jednak gdyby całe życie czuł, że musi stąpać po kruchym lodzie nigdy nie postawiłby pierwszego kroku.
- Będziesz musiała - wymruczał przymrużając powieki i również owijając wokół niej swoje długie łapy. To on tu dyktował warunki, jak już było wspomniane, dlatego też zamierzał przylgnąć do niej mocniej niż ona do niego, bo był tu DOMINUJĄCY. Samo zestawienie obok siebie imienia wojownika i słowa "dominujący" wywołałoby na pewno ogólną wesołość w Klanie Wichru, jednak nie to było teraz istotne. Zwłaszcza, że wokół Klanu Wichru wcale nie było. Był tylko on, ona i kilka brązowiejących papierówek leżących w trawie pod drzewem, w którego cieniu się skryli. Czy można było wyobrazić sobie lepsze warunki do romantycznej schadzki z upozorowanym pojmaniem zakładnika, jak w jakichś podziemiach BDSM? Otóż nie.
Skoro już polizał, to zamierzał ją chwycić lekko zębami za bok szyi i zaczepnie uszczypnąć nieco pod uchem z cichym pomrukiem. Znów przesunął językiem, powoli i czule, a przyjemny dreszcz prześlizgnął się wzdłuż jego grzbietu i aż zjeżył mu sierść u nasady ogona. Zamruczał głęboko i gardłowo odsuwając się nieznacznie od śnieżnobiałej kocicy tak, by móc stanowczym (jak na siebie?) ruchem obrócić ją tak, by nie leżała na grzbiecie. I pomimo tej całej stanowczości to niewerbalnie cały czas upewniał się, że ma na to zgodę i pomimo braku bezpiecznego słowa zamierzał wycofać się, jeżeli tylko dostrzegłby pierwsze oznaki niepewności.
- I co ja z tobą zrobię... - wymruczał raz jeszcze, tym razem prosto do jej ucha niskim, przyjemnie szorstkim tonem i przesunął raz jeszcze szorstkim językiem po boku jej szyi, choć teraz zatrzymał się za jej uchem, blisko karku, gdzie skubnął ją zaczepnie.
👀👀👀👀👀👀👀👀👀👀 no cześć
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Nie spodziewała się po nim czegokolwiek innego. A najśmieszniejsze było to, że jego często graniczący z naiwnością optymizm... działał. Przeważnie, a przynajmniej częściej niż można by tego oczekiwać. Tak jakby jego wiara w dobroć innych kotów faktycznie sprawiała, że koty stawały się... lepsze. Nie bez powodu twierdziła, że Fiołkowy Świt ma jakieś tajemnicze lecznicze właściwości - jakby sam jego dotyk wystarczył na generalną poprawę wszystkiego. A skoro już mowa o dotyku... zamruczała głośno z uznaniem gdy łapy kocura owinęły się wokół niej, bo tak, dokładnie, o to jej właśnie chodziło. Żeby był bliżej. Jeśli miała coś przeciwko tej nowej DOMINUJĄCEJ odsłonie swojego partnera to nijak nie sprawiała takiego wrażenia, ba, wręcz przeciwnie. Zadowolony, leniwy pomruk wypływający z jej gardła jakby nabierał na intensywności wraz z postępem tych szorstkich pieszczot, a zarzucone na jego barki białe łapy przytrzymywały go z taką samą intensywną potrzebą bliskości z jaką on przytrzymywał ją. Kiedy bezceremonialnie przewrócił ją na brzuch Malinowa Gwiazda zakrztusiła się własnym mruczeniem z prozaicznego zaskoczenia tym nagłym gestem - najwyraźniej ktoś tu postanowił być dominujący pełną parą, nie żeby miała zamiar narzekać - ale jakiekolwiek zmieszanie zostało szybko zastąpione przez cichy, miękki śmiech, który wypełnił ciepłem jej płuca i rozpłynął się po całym ciele, wzdłuż kręgosłupa. Wygięła grzbiet, przylegając ciasno do miękkiego ciała nad nią, tak że mogła czuć na swoim ciele każdy jego oddech, jak unosi się i opada jego klatka piersiowa i rytm bijącego wewnątrz serca. Przez jej myśli przemknął cień wątpliwości, owszem - głównie oscylujący wokół Klanu Wichru, obowiązków Przywódcy i co jeśli, ale jak już zauważył Fiołkowy Świt... Klanu Wichru tu nie było. Była tylko ona, on i garść rozrzuconych na trawie papierówek. A że nie papierówki mruczały jej właśnie do ucha to pozwoliła sobie ich obecność zignorować, skupiając się na rudym wojowniku nad nią. I na jego łapach opartych twardo o ziemię tuż przy jej bokach, otaczając i osłaniając ją ze wszystkich stron przed resztą świata. Miała wrażenie, że bez trzymających ją w ryzach ram z jego łap rozpłynęłaby się tutaj na trawie i rozłożyła na części pierwsze, jak te brązowiejące papierówki.
- Co tylko chcesz. - odpowiedziała cicho, na wydechu, bardziej westchnięcie niż cokolwiek innego, a jej głos zabrzmiał podejrzanie miękko i wcale nie tak stanowczo jak planowała.
Huh. Kto by pomyślał, że Gwiazda Wichru lubi być na dole.
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Nie było to coś, czego się spodziewał po samym sobie. Stanowczość i panowanie nad sytuacją nie były czymś, co wychodziło mu naturalnie; teraz jednak sytuacja w jakiej się znalazł dodawała mu zdecydowanie odwagi, podobnie jak sam fakt, że Malinowa Gwiazda jak najbardziej pochwalała jego zachowanie i swoimi gestami zachęcała go do tego, by kontynuował. To było jak elektryczny impuls, jaki w ciągu ułamka uderzenia serca prześlizgnął się po całym jego ciele docierając nawet do koniuszków palców i ostatnich włosów na czubku wygiętego w bok ogona. Kompletnie nie planował czegoś takiego; nie sądził, że tak bardzo da się ponieść chwili, jak jakiś głupi nastolatek pchany buzującymi mu w ciele hormonami które zdążyły zrobić mu sieczkę z mózgu. Teraz jednak pozwolił sobie na to, by się choć na chwilę zapomnieć i odsunął od siebie wszelkie wątpliwości. Czując dotyk jej grzbietu pod sobą zadrżał dość wyczuwalnie. Podczas gdy robił użytek ze swojego szorstkiego, nakrapianego języka i delikatnych muśnięć oraz mocniejszych uszczypnięć zębami, jedną łapę owinął wokół niej, drugą zaś wciąż podpierał się przy jej boku. Wypuścił powietrze z płuc przez lekko rozchylone szczęki, a ten drżący wydech nastąpił w zasadzie na chwilę przed tym, jak chwycił ją mocniej za luźną skórę na karku. Kompletnie już nie zastanawiając się nad tym, czy to mądre z ich strony, czy w ogóle powinni to robić teraz i tu, osłonięci jedynie wątłą jabłonią nie mógł już czekać ani chwili dłużej. Z głębokim pomrukiem drżącym mu w gardle zbliżył się do niej, pozwalając by poniosła go chwila. (...) Chciał być blisko niej, bliżej, najbliżej jak to było możliwe.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Być może będzie kręciła z ubolewaniem głową nad tym nieodpowiedzialnym, spontanicznym wyborem jaki oboje tu podjęli, być może gdy oprzytomnieje będzie nawet... nie, nie żałować, ale ogarnąć ją może wrażenie, że żałować powinna. Teraz jednak liczyło się tylko emanowane przez Fiołkowy Świt ciepło, rozchodzące się falami wzdłuż grzbietu i po białych bokach. Gdy ją puścił - zakładając, być może zbyt optymistycznie, że odnajdujący się w swojej nowej DOMINUJĄCEJ roli Fiołek ją puścił - wyciągnęła szyję, pocierając policzkiem o jego żuchwę. Zadrżała lekko, a błogi pomruk wybrzmiał głośno pomiędzy dzikimi jabłoniami, bo na tym etapie Malinowa Gwiazda już zupełnie przestał się przejmować czy i kto jest w pobliżu. A jeśli ktoś był, to prawdopodobnie Kusowąsy, który był już zahartowany i przyzwyczajony. Czy trzykropki zrobione bez Kusowąsego chrapiącego za ścianą albo buszującego gdzieś w krzakach się w ogóle liczą jako prawilnie odbyte trzykropki? Nie.
- Mhm. - wymruczała, odchylając głowę do tyłu, by móc czule potrzeć o rudy policzek. Czuła się jakby była cała zrobiona z waty - dość trafne biorąc pod uwagę kolor i objętość jej futra - a nogi miała zdecydowanie zbyt bezsilne by się teraz podnieść, z kocurem nad jej grzbietem czy bez. Nie śpieszyło jej się szczególnie, by z niej zszedł. - ...no hej. - wymamrotała miękko w jego futro, a dygoczące ze śmiechu wąsy zdradziły jej rozbawienie. Jak tam, ty straszny zbójco. Często tu przychodzisz?
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Żałować... on, tak naprawdę, nie miał chyba czego żałować. Raz już był ojcem i wiedział, o co chodzi i był świadom tego, że jego rola tak naprawdę w tym miejscu mogła się urwać, bo swoje zrobił i teraz miał drogę wolną, mógł biec po bułki i szukać tych idealnych kajzerek przez najbliższe dwa obiegi pór. Tak naprawdę o tym, by raz jeszcze zasmakować ojcostwa myślał czasami, od pewnego już czasu, jednak nigdy nie było za bardzo czasu ani okazji, by o tym wspomnieć jakoś na poważniej. Zresztą - to, co wyszło teraz było spontaniczne, naturalne i pełne uczuć, co było czuć w rozgrzanym, drżącym od emocji powietrzu dookoła nich. Choć oboje przed sobą mieli bliżej niż dalej do etapu starszyzny poczuli się jak nastolatki, które najpierw robią, a dopiero później myślą... choć w tym wypadku chyba oboje doskonale wiedzieli, z czym będzie wiązało się zbliżenie i decyzja została podjęta od tak, w ciągu zaledwie uderzenia serca. Jeżeli nie teraz to kiedy?
Zadrżał, gdy Malina poruszyła się pod nim; przesunął czule językiem po jej karku, za który wcześniej ją chwycił, a później zrobił to raz jeszcze, by wynagrodzić dyskomfort, jaki był nieodzowny w tego typu kontaktach. Sam również zamruczał, gdy potarła policzkiem o bok jego szczęki. Przymrużył ślepia osuwając się powoli na trawę i sapnął cicho.
- ... hej - mruknął nieco ochryple, po czym bez żadnego pytania się o jej zdanie czy zgodę zajął się pielęgnacją jej gęstej, śnieżnobiałej kryzy, którą nieopatrznie jej potargał. - Zdecydowałem, że... może puszczę cię wolno - stwierdził łaskawie, na moment przerywając by rzucić jej krótkie spojrzenie spod na wpół przymkniętych powiek. Na jego pysku rozciągał się zaczepny uśmiech.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Nie powiedziałaby, że będzie żałować tego samego w sobie, nie będzie w stanie żałować jego dotyku, ciepła czy przyjemnego napięcia jakie wytworzyło się między nimi. Miała jednak poczucie, że powinna żałować. Jako Przywódca, jako ktoś, komu nie wypada podejmować decyzji spontanicznie niczym małolata wymykająca się do Sadu na romantyczne schadzki. Na całe szczęście to co Malinowej Gwieździe wypada, to co robi a to co powinna to trzy zupełnie różne rzeczy. Poza tym... może i to było lekkomyślne, ale była przekonana, że jeśli ktoś miałby dać radę z kociętami i stanowiskiem jednocześnie - to ona. A naturalną pewność siebie popierał fakt, że jej partner nie miał zamiaru wychodzić po bułki. Zamruczała głośno kiedy zabrał się za czyszczenie jej futra, pochylając luźno głowę by dać mu swobodny dostęp i nachylając się w stronę jego dotyku. Tam jeszcze, o, za uchem...
- Może już wcale nie chcę, żebyś mnie wypuszczał? - zapytała cicho, poruszając z rozbawieniem wąsami. Może jednak mi się spodobało. Nie mieli jednak całego dnia, wbrew pozorom i temu czego Malinowa Gwiazda by sobie życzyła - dlatego prędzej czy później musiał ją wypuścić. A ponieważ czasoprzestrzeń trochę przyschła, Północny postanowił się jednak pochować a brzuch się jej powiększył - zebrali się w końcu i udali wspólnie na polowanie, by wrócić później do obozu.
Chłodny nigdy nie był zbyt wysoki i tak już pozostało. Jest średniej wielkości, dość przysadzistym, ale dobrze zbudowanym kocurem. Posturę odziedziczył po ojcu, choć jest osadzony na nieco dłuższych łapach. Po Niebie może także poszczycić się krótkim, miękkim i gęstym futrem, którego barwa to połączenie obojga rodziców - szarość ojca, którą miejscami pokrywa obecna w mniejszej ilości matczyna biel. Jest ona obecna na piersi, brodzie, brzuchu, końcówce ogona oraz wszystkich czterech łapach w postaci krótkich skarpetek. Lekko wydłużony pysk kocura zdobią dwa ciemnoniebieskie ślepia, spiczaste uszy (prawe naderwane), ciemnoszary nos i gęste, białe wąsy. Podczas życia poza Klanem nazbierał też trochę blizn. Ma dwie szramy od pazurów na prawej skroni, wyraźne ślady po ugryzieniu psa na karku, podłużną bliznę na lewym udzie oraz kilka pomniejszych, słabo widocznych - głównie na łapach.
Chłodny wydoroślał mentalnie, wyraźnie wyzbył się skrępowania i stał się bardzo śmiały. Jego psychika mocno się zahartowała i uodporniła na krytykę, nie jest łatwo go stłamsić czy obrazić, a on sam często nie ma oporów przed szczerością i odważnymi słowami. Zmądrzał i nabrał pewności siebie. Wyrobił sobie też poczucie humoru, choć umie zachować powagę, gdy trzeba. Z reguły pogodny optymista. Czasem bywa nonszalancki, potrafi też dobrze kłamać. Uczucia nie są mu obce, choć nie jest szczególnie wylewny i czasem ma problemy z empatią. Potrafi okazać zdenerwowanie, ale swoje emocje i uczucia stara się kontrolować.
Jeżynowy Cierń (KR), Szepczący Pył (GK)
***
Życie układa mi się pomyślnie. Przyznaję to z czystym sumieniem oraz sercem przepełnionym radością i ciepłem, po bardzo wielu księżycach, podczas których mogłem tylko marzyć o takim przebiegu zdarzeń. A jednak, stało się. Moje najśmielsze życzenie się spełniło. Ojciec wskazał mi drogę do domu, a matka przyjęła mnie w jego progu, którego przekroczenie miało znów odmienić moje życie - tym razem na dobre. Wciąż czułem się świeżo w Klanie, choć teraz już stabilnie i w pełni swobodnie. Zostałem wojownikiem, miałem więc solidną pozycję i dzięki temu nabrałem więcej pewności, zapuściłem korzenie wśród moich bliskich. Byłem szczęśliwy. Szczęśliwy... choć jeszcze nie spełniony, tak. Nadal było parę rzeczy, które mogą mnie uszczęśliwić bardziej, ale wiele mnie jeszcze czekało.
Wybrałem się na patrol z Łabędzim Skrzydłem, ale po minięciu granicy z Klanem Gromu rozdzieliliśmy się, jakoś przed Dzikim Sadem, w który właśnie wkroczyłem. Łabędź zdecydował już wrócić, ale ja miałem jeszcze chęć iść dalej. Dzień był dość mroźny i wietrzny, oszronione liście chrzęściły pod łapami, a z nozdrzy ulatywała stróźka pary przy każdym wydechu. Nie było mi to jednak straszne, oh nie. Miałem grube i gęste futro, byłem zahartowany i wytrwały, więc mogłem maszerować przez bardzo długi czas nie odczuwając zmęczenia, nawet w trudnych warunkach. Nadal byłem trochę jak włóczęga - mogłem łazić po terenach naprawdę dużo, naprawdę wszędzie. Patrole więc lubiłem i uskuteczniałem często, czując jak moje kości i mięśnie domagają się ruchu. Zawsze jednak, wiadomo, milej byłoby w towarzystwie.
Strumień to szylkretowa kotka o długiej, czarno-rudej sierści. Na jej futerku występują białe znaczenia, widac je na obu przednich łapkach, kilka białych plamek można także dostrzec na klatce piersiowej i brzuchu. Kotka nie należy do najwyższych, ma za to dość długie łapy które dodają jej kilka centymetrów więcej. Nos ma całkowicie czarny a oczy są błękitne lecz w dorosłości będą w kolorze złota. Ogon ma długi i biczowaty. Należy ona do chudszych kotów, lecz jej futerko troszeczkę ją pogrubia. Dzięki długim łapom i lekkiej budowie jest niezwykle szybka i zwinna
Kotka jest bardzo towarzyska i odważna. Uwielbia nawiązywać nowe znajomości co przychodzi jej raczej łatwo. Czasami jeśli coś nie pójdzie po jej myśli staje się opryskliwa i złośliwa. Jest ona także typem marzyciela, często za dużo myśli i "odpływa" w niewłaściwych momentach. Przez tą cechę niektóre koty uważają ją za dziwaka. Stara się to powstrzymywać ale nie zawsze jej to wychodzi. Dużo także sobie wyobraża, co nie zawsze jest dobre.
Liliowa Łapa, Kolczasta Łapa(nkt)
Wymsknęła się z obozu tak aby nie przyciągnąć uwagi zbyt wielu kotów. Niby Malinowa Gwiazda odwołała zakaz opuszczania obozu przez kotki, ale Lawenda mówiła jej, że najlepiej żeby wychodziła z obozu z jakimś wojownikiem. Niestety szylkretka się nie posluchała i udała się na samotną wędrówkę. Podekscytowana szła żwawo przed siebie, a serce biło szybciej niż zazwyczaj, była zadowolona z podjętej decyzji jednak nie zamierzała tracić rozumu. Miała wyczulone wszystkie zmysły i była gotowa do ewentualnej ucieczki. Nie miała zamiaru opuszczać Terenów Klanu Wichru, chciała tylko pozwiedzać. Po dłuższej chwili zorientowała się, że zbliża się do granicy z Klanem Gromu, więc zachowała od niej sporą odległość, żeby przypadkowo ni wkroczyć przypadkowo na ich teren. Nagle dostrzegła szczupłą sylwetkę niebieskiego wojownika. Wiedziała, że należy do jej Klanu, więc ruszyła powoli za nim. I co sam się znalazł, nie poszła z wojownikiem, ale za nim. To prawie to samo prawda? Gdy była nieco bliżej juz wiedziała kto to taki, zamyślila się chcąc przypomnieć sobie jego imię, które mówiła jej Lawenda... Chłodny Oddech! Tak w razie, gdyby ten ją zauwazył , będzie znała jego imię.
// mogę?
Heartbeatsfast colors andpromises How tobebrave howcan Ilove when I'm afraid tof a l l But watching you standa l o n e All ofmy doubt s u d d e n l y goes awaysomehow One stepcloser
Chłodny nigdy nie był zbyt wysoki i tak już pozostało. Jest średniej wielkości, dość przysadzistym, ale dobrze zbudowanym kocurem. Posturę odziedziczył po ojcu, choć jest osadzony na nieco dłuższych łapach. Po Niebie może także poszczycić się krótkim, miękkim i gęstym futrem, którego barwa to połączenie obojga rodziców - szarość ojca, którą miejscami pokrywa obecna w mniejszej ilości matczyna biel. Jest ona obecna na piersi, brodzie, brzuchu, końcówce ogona oraz wszystkich czterech łapach w postaci krótkich skarpetek. Lekko wydłużony pysk kocura zdobią dwa ciemnoniebieskie ślepia, spiczaste uszy (prawe naderwane), ciemnoszary nos i gęste, białe wąsy. Podczas życia poza Klanem nazbierał też trochę blizn. Ma dwie szramy od pazurów na prawej skroni, wyraźne ślady po ugryzieniu psa na karku, podłużną bliznę na lewym udzie oraz kilka pomniejszych, słabo widocznych - głównie na łapach.
Chłodny wydoroślał mentalnie, wyraźnie wyzbył się skrępowania i stał się bardzo śmiały. Jego psychika mocno się zahartowała i uodporniła na krytykę, nie jest łatwo go stłamsić czy obrazić, a on sam często nie ma oporów przed szczerością i odważnymi słowami. Zmądrzał i nabrał pewności siebie. Wyrobił sobie też poczucie humoru, choć umie zachować powagę, gdy trzeba. Z reguły pogodny optymista. Czasem bywa nonszalancki, potrafi też dobrze kłamać. Uczucia nie są mu obce, choć nie jest szczególnie wylewny i czasem ma problemy z empatią. Potrafi okazać zdenerwowanie, ale swoje emocje i uczucia stara się kontrolować.
Jeżynowy Cierń (KR), Szepczący Pył (GK)
Niedługo po rozstaniu z Łabędzim Skrzydłem odniosłem wrażenie, że nie jestem jednak całkiem sam. Nie czułem jednak żadnego obcego, niepokojącego zapachu, więc się nie spiąłem ani nie zdenerwowałem. Do moich nozdrzy wyraźnie dotarła woń wichrzaka, który znajdował się w pewnej odległości ode mnie. Może ktoś był na patrolu lub polowaniu, normalka... niemniej rozejrzałem się dookoła i odwróciłem się za siebie, bo jeśli ten ktoś znajdował się w zasięgu wzroku, to mógł się stać moim kompanem na resztę patrolu. W końcu byłem towarzyskim typem, nie lubiłem samotności, więc zawsze chętnie nawiązywałem rozmowy. Nie spodziewałem się w sumie dostrzec młodej terminatorki, samej, w dodatku tak daleko od obozu. Kojarzyłem ją z ceremonii, na której oficjalnie zostałem terminatorem. Była więc z całą pewnością jeszcze bardzo młoda, niewiele starsza od Gołąbka. - Cześć! - rzuciłem, uśmiechając się ładnie do kotki za mną, jednak końcówka mojego ogona drgnęła niespokojnie. W międzyczasie przystanąłem i obróciłem się w miejscu w jej stronę, by miała szansę się do mnie ewentualnie zbliżyć, bo zdaje się podążała za mną. - Nie boisz się tak chodzić sama? - spytałem z zaciekawieniem i odrobiną troski. Jej odwaga mogła źle się dla niej skończyć. Nigdy nie wiadomo, na kogo przyjdzie jej się natknąć, a dopóki nie była w stanie się dobrze obronić i nie znała zła tego świata, to takie samotne łażenie było ryzykowne. Z pewnością nie dałaby rady powstrzymać kocura takiego jak ja (choć nie należałem do dryblasów pokroju Sokolego Cienia, ale też nie byłem szczupłym szczypiorkiem, nooo, kocur ze mnie w sam raz) albo pokonać samotnie jakiegoś lisa czy jenota. Całe szczęście teraz miała obrońcę w postaci mnie, haha, niemniej chyba będę musiał udzielić jej paru rad i przestrzec przed ewentualnym niebezpieczeństwem, którego może nie była nawet świadoma. A ja dobrze znałem życie i wiedziałem, że w każdym momencie może się ono obrócić w koszmar - nawet na terenach Klanu.
Strumień to szylkretowa kotka o długiej, czarno-rudej sierści. Na jej futerku występują białe znaczenia, widac je na obu przednich łapkach, kilka białych plamek można także dostrzec na klatce piersiowej i brzuchu. Kotka nie należy do najwyższych, ma za to dość długie łapy które dodają jej kilka centymetrów więcej. Nos ma całkowicie czarny a oczy są błękitne lecz w dorosłości będą w kolorze złota. Ogon ma długi i biczowaty. Należy ona do chudszych kotów, lecz jej futerko troszeczkę ją pogrubia. Dzięki długim łapom i lekkiej budowie jest niezwykle szybka i zwinna
Kotka jest bardzo towarzyska i odważna. Uwielbia nawiązywać nowe znajomości co przychodzi jej raczej łatwo. Czasami jeśli coś nie pójdzie po jej myśli staje się opryskliwa i złośliwa. Jest ona także typem marzyciela, często za dużo myśli i "odpływa" w niewłaściwych momentach. Przez tą cechę niektóre koty uważają ją za dziwaka. Stara się to powstrzymywać ale nie zawsze jej to wychodzi. Dużo także sobie wyobraża, co nie zawsze jest dobre.
Liliowa Łapa, Kolczasta Łapa(nkt)
Szła powoli za nim dopóki ten jej nie zauważył, w końcu kiedyś to musiało nastąpić a Strumień wcale nie miała zamiaru być niewidzialna. Gdy ten przystanął, ruszyła nieco niepewnie w jego stronę. -Um... Dzień dobry - przywitała się, a na jej pyszczek również wpłynął uśmiech. Musiała przyznać, że teraz wyglądał bardziej sympatyczne niż na tej pamiętnej ceremonii mianowania szylkretki na terminatorkę. Słysząc pytanie z pyszczka wojownika skrzywiła się lekko. Ona i strach to były dwie kompletnie inne rzeczy. Nie bała się niczego i nikogo... No może czasami zdarzały się wyjątki, ale to bardzo rzadko - Nie... Nie boję się - powiedziała poważnie patrząc w oczy kocura. Czego miała się bać przecież jest na swoim terenie, nikt nie może jej zaatakować. Niestety prawda była inna, ale mała, głupiutka Strumień tego nie rozumiała. Po chwili cala powaga zniknęła a w jej oczach zabłysły wesołe ogniki. Prawda jest taka, że terminatora nie umiała być zbyt długo poważna, rozpierała ją energia, a czasem nawet zachowywała się jak kociak.
- A ty masz na imię Chłodny Oddech, prawda? - zadała pytanie chcąc upewnić się czy aby napewno dobrze zapamiętała, bo w końcu nie było jej na ceremonii mianowania syna Krzykliwej Mewy na wojownika.
Heartbeatsfast colors andpromises How tobebrave howcan Ilove when I'm afraid tof a l l But watching you standa l o n e All ofmy doubt s u d d e n l y goes awaysomehow One stepcloser
Chłodny nigdy nie był zbyt wysoki i tak już pozostało. Jest średniej wielkości, dość przysadzistym, ale dobrze zbudowanym kocurem. Posturę odziedziczył po ojcu, choć jest osadzony na nieco dłuższych łapach. Po Niebie może także poszczycić się krótkim, miękkim i gęstym futrem, którego barwa to połączenie obojga rodziców - szarość ojca, którą miejscami pokrywa obecna w mniejszej ilości matczyna biel. Jest ona obecna na piersi, brodzie, brzuchu, końcówce ogona oraz wszystkich czterech łapach w postaci krótkich skarpetek. Lekko wydłużony pysk kocura zdobią dwa ciemnoniebieskie ślepia, spiczaste uszy (prawe naderwane), ciemnoszary nos i gęste, białe wąsy. Podczas życia poza Klanem nazbierał też trochę blizn. Ma dwie szramy od pazurów na prawej skroni, wyraźne ślady po ugryzieniu psa na karku, podłużną bliznę na lewym udzie oraz kilka pomniejszych, słabo widocznych - głównie na łapach.
Chłodny wydoroślał mentalnie, wyraźnie wyzbył się skrępowania i stał się bardzo śmiały. Jego psychika mocno się zahartowała i uodporniła na krytykę, nie jest łatwo go stłamsić czy obrazić, a on sam często nie ma oporów przed szczerością i odważnymi słowami. Zmądrzał i nabrał pewności siebie. Wyrobił sobie też poczucie humoru, choć umie zachować powagę, gdy trzeba. Z reguły pogodny optymista. Czasem bywa nonszalancki, potrafi też dobrze kłamać. Uczucia nie są mu obce, choć nie jest szczególnie wylewny i czasem ma problemy z empatią. Potrafi okazać zdenerwowanie, ale swoje emocje i uczucia stara się kontrolować.
Jeżynowy Cierń (KR), Szepczący Pył (GK)
Ucieszyło mnie, że kotka ruszyła w moją stronę i przywitała się z uśmiechem. Z wyglądu na pierwszy rzut oka mogłem być groźny. Te moje blizny i piętno tułaczki, jaka odbiło się surowo na moich rysach mogły sugerować, że jestem inny, niż w rzeczywistości. Starałem się więc często przywdziewać uśmiech i patrzeć na innych przyjaźnie, bo nie byłem taki chłodny jak moje imię i zewnętrzność. - O, to odważna jesteś. - odparłem z podziwem w głosie, choć moja odpowiedź była nasiąknięta ironią. Cóż, albo faktycznie była bardzo pewna siebie, albo nie miała pojęcia, co może ją spotkać. - Ale wiesz, tylko w obozie jest tak naprawdę bezpiecznie. Tutaj można spotkać naprawdę wszystko. - dodałem, drugie zdanie wypowiadając półszeptem po zmrużeniu ślepi wlepionych w oczy kotki, by owiać ten temat intrygującą tajemnicą, którą być może terminatorka będzie chciała rozwiązać, a to zaś zaprowadzi nas może do faktycznych konkluzji i uświadomi jej, jakie zagrożenia mogą ją tu spotkać. Nie chciałem jej straszyć, ale może nauczyć czegoś o tym niepewnym, niebezpiecznym świecie. - Tak! A Ty jesteś chyba Górska Łapa, dobrze kojarzę? - upewniłem się, podobnie jak ona, bo choć starałem się skupić na zapamiętaniu i rozpoznawaniu wszystkich w Klanie, to przez wzgląd na liczność bywało to trudne do rozgryzienia. - Byliśmy chyba mianowani na terminatorów na tej samej ceremonii... Ha! To zabawne, to była moja druga ceremonia na terminatora w życiu. - dodałem wesoło, uświadamiając sobie, że miałem dwie ceremonie na terminatora - przed i po tułaczce. Moja młodość wydawała mi się jednak być tak odległa, że często zapominałem o tym, że już kiedyś byłem Chłodną Łapą, a nie tylko Chłodnym, jakim byłem przez wiele księżyców poza Klanem. Teraz zaś byłem Chłodnym Oddechem i miałem nadzieję, że moje imię już nigdy nie ulegnie zmianie.
Chmurka praktycznie nic się nie zmieniła. Wciąż jest piękną, drobną i niewysoką koteczką o niezwykle charakterystycznej, loczkowanej sierści, która zdecydowanie wyróżnią ją z tłumu i harmonijnej budowie ciała.
Szczupła, delikatna postura wojowniczki idzie w parze z jej lekkim, cichym krokiem, pełnym niewymuszonej gracji. Sierść kocicy jest długa (półdługa wedle wzorca), miękka w dotyku i powykręcana na wszystkie strony, nie przylegająca do działa, co daje złudne wrażenie jakiejkolwiek masy. Kolorystycznie Chmurka jest flame-pointem; jej futerko jest w barwie biało-kremowej, wyłączając rudo-pręgowany, pióropuszowy ogon i łapy, oraz charakterystyczną równie rudą, niewielką maskę odchodząca od nosa i uszy zakończone niewielkimi pędzelkami. Dopełnieniem całokształtu urokliwej wojowniczki są duże, wyraziste oczy w kształcie migdałów o błękitnej barwie, różowy nos oraz długie, powykręcane wąsy.
Charakter Chmurnego Nieba również nie uległ specjalnej zmianie mimo tych wszystkich księżyców w klanie jak i poza nim. Koteczka jest niezwykle wrażliwą i empatyczną istotą z dodatkiem ogromnej dozy nieśmiałości. Zawsze czuła się inna od reszty i bardzo pragnęła stać się częścią klanu Wichru. Chmurka zawsze daje z siebie wszystko i jeszcze więcej chcąc udowodnić sobie i innym, że może być dobrym wojownikiem, dobrym klanowiczem, mimo swojego pochodzenia. Od początku swojego treningu wykazywała się ogromną determinacją i uporem w dążeniu do raz obranego celu. Wciąż posiada tendencję do przepraszania za byle co i nadmiernego przejmowania się problemami innych. Chmurka posiada niezwykłą wręcz wrażliwość na uczucia innych i niezmiernie łatwo je dostrzega, wykazując się przy tym czułością i opiekuńczością.
Ważkowa Łapa [KRz] | Oszroniony Pazur [KG]
~ * * * ~
Dotarła, w końcu.
Chmurne Niebo stała po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki, za którą rozciągały się nowe tereny Czterech Klanów i ten najbliżej należał właśnie do Wichru. Była już tak blisko... Musiała jeszcze przekroczyć tą smrodliwą, czarną drogę po której co rusz mknęły jakieś potwory. Podchodziła do tego już parę razy, jednak dziś wyjątkowo dużo tych dziwnych stworzeń poruszało się Grzmiącą Ścieżką utrudniając Chmurce powrót do klanu. Koteczka jednak nie miała zamiaru potykać się na finiszu, zwłaszcza iż w oddali dostrzegła jakąś sylwetkę, a przynajmniej tak jej się wydawało. Może miała już omamy, a może rzeczywiście ten drobny, ruchomy punkt to był patrolujący terytorium kot? Musiała się tam dostać nim ten ktoś odejdzie. Wzięła więc głęboki oddech i przecięła tą paskudną drogę zaraz za jednym z potworów. Wycisnęła ze swoich zmęczonych łap ile mogła, jednak cała ta podróż dawała jej się we znaki. Prawdopodobnie gdyby potwór gwałtownie nie zwolnił, podróż Chmurki właśnie by się skończyła. Ktoś jednak czuwał nad tą małą znajdką i nie pozwolił by koteczka zginęła tuż przed swoim celem.
Chmurne Niebo nie obejrzała się za siebie, mknąc do przodu gdzie znajomy jej zapach klanu był co raz wyraźniejszy, a sylwetka na horyzoncie - większa. Pointka nie zamierzała przekraczać granicy, zdawała sobie sprawę, że dla większości będzie obca, miała jednak nadzieję trafić na znajomy pyszczek. Niestety nie bardzo. Kotka wiedziała już iż ma do czynienia z wichrowcem, który jej nie zna, co dało się zauważyć po momentalnym zjeżeniu sierści na dźwięk słów wyrzuconych w biegu przez Chmurne Niebo.
- P-przepraszam! Z-zaczekaj! - krzyknęła niemal ze łzami w oczach za niewielką, buro-rudo-białą wojowniczką. Chmurka zatrzymała się tuż przed nią, jednak w takim stopniu by nie zakłócać jej przestrzeni osobistej. No i nie ukrywajmy, wichrowa wojowniczka mimo swoich gabarytów wyglądała groźnie, przynajmniej w tej chwili. - J-ja... ja mam na imię Chmurne Niebo i.. i nie znasz mnie, ale byłam kiedyś w klanie Wichru... Czy... czy mogłabyś powiadomić K-Kruczą Gwiazdę? Proszę, bardzo mi zależy! - wydusiła koteczka prawie na jednym, za-jąkanym wydechu. Kocica nie wyglądała na specjalnie przekonaną, zwłaszcza iż oznajmiła o śmierci Kruczego, o czym Chmurka nie mogła mieć pojęcia. Pointka zaniemówiła wpatrując się dużymi, szklanymi oczami w wojowniczkę - oh.. ja... ja nie wiedziałam... p-przepraszam, przykro mi - mruknęła spuszczając głowę. Jej wiarygodność malała z każdym uderzeniem serca, a Chmurka co raz bardziej zamykała się w sobie i gubiła słowa. - S-Sokoli Cień, on był moim mistrzem... - wydukała koniec końców. Wichrowa wojowniczka westchnęła. Zdawać się mogło, iż zrozumiała, że taka miękka bułka jak ta stojąca przed nią Chmurna nie może być groźna, zwłaszcza dla Sokoła, a jeśli by kłamała... Cóż, kocur zawsze będzie mógł ją przegnać w mgnieniu oka czy nawet szybko pozbawić życia w razie potrzeby. Nie miała nic do stracenia. Zostawiła więc niechętnie Chmurne Niebo samą z zakazem przemieszczania się chociażby na pół mysiego ogona. Tak więc koteczka czekała, brudna, umorusana, z jakimiś gałązkami w ogonie, nie przypominając do końca siebie. Czekała, aż stanie twarzą w twarz ze swoim mistrzem.
//Sokół /o\
If there'sso muchIm u s tbe CanIs t i l l justbeme
♡Thew a yIam?♡
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Chmurka. Sokół początkowo nie chciał uwierzyć w to, o czym mówiła mu wojowniczka. Pomarańczowa podała jednak imię kota, który czekał na niego na granicy i opisała go barwnie jako brudny kłak, skołtuniony, o dziwnym futrze. Kot ten, jak przekazała zwięźle kocica, pytał o Kruczy Ogon, a potem o czarnofutrego syna Czyżyka, więc pewnie znał Klan, ale widać było, że Pomarańczowa uważa, że decyzję co zrobić z tą dziwną istotą pozostawia zastępcy. Ona jedynie przekazała prośbę, bo była mimo wszystko niegroźna. Dla kocura jednak znaczyła bardzo wiele, doskonale pamiętał swoją nieśmiałą terminatorkę, która nie poradziła sobie chyba ze śmiercią Opieńka i zniknęła, być może uciekła, a może zgubiła się gdzieś i nie umiała do nich wrócić. Krzykliwa Mewa przestała wtedy mówić, być może Chmurne Niebo potrzebowała samotności. Nie wiedział, ale mimo wszystko poczuł się dotknięty tą wiadomością, ubodła go niczym ostrogi, choć pozornie zachowywał całkowity spokój. Skinął łbem Pomarańczowej, która ruszyła do swoich dzieci, a sam wyszedł z obozu. Przemieszczał się żwawo, nie szczędząc łap, a końcowe odcinki drogi przebył biegnąc, przez co z całą pewnością przypominał groźny taran.
Zapach. To było pierwsze, co do niego dotarło. Po tak długich księżycach trudno było mu poznać tę woń, aczkolwiek wydawała mu się znajoma. Była jednak siłą rzeczy inna niż dawniej i zapewne gdyby Sokół miał opierać się tylko o nią, nie rozpoznałby Chmurnego Nieba. Gdy jednak wyłonił się zza jednego z drzew i dostrzegł dawną wojowniczkę przycupniętą na granicy, jego najmniejsze wątpliwości zostały rozwiane. Miał przed sobą przybraną córkę Krzykliwej Mewy i Bezchmurnego Nieba, swoją delikatną i łagodną terminatorkę, która była zdeterminowana, by żyć jak oni, ale zbyt delikatna, by udźwignąć na swych barkach pewne ciężary. Zwolnił kroku podchodząc do niej bliżej i przypatrując się jej swymi złocistymi ślepiami. Nie spodziewał się jej. Nie sądził, że jeszcze kiedykolwiek się z nią spotka.
- Chmurka - powiedział burkliwie, ale jak na siebie dość łagodnie. - Gdzie byłaś tyle czasu?
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Chmurka praktycznie nic się nie zmieniła. Wciąż jest piękną, drobną i niewysoką koteczką o niezwykle charakterystycznej, loczkowanej sierści, która zdecydowanie wyróżnią ją z tłumu i harmonijnej budowie ciała.
Szczupła, delikatna postura wojowniczki idzie w parze z jej lekkim, cichym krokiem, pełnym niewymuszonej gracji. Sierść kocicy jest długa (półdługa wedle wzorca), miękka w dotyku i powykręcana na wszystkie strony, nie przylegająca do działa, co daje złudne wrażenie jakiejkolwiek masy. Kolorystycznie Chmurka jest flame-pointem; jej futerko jest w barwie biało-kremowej, wyłączając rudo-pręgowany, pióropuszowy ogon i łapy, oraz charakterystyczną równie rudą, niewielką maskę odchodząca od nosa i uszy zakończone niewielkimi pędzelkami. Dopełnieniem całokształtu urokliwej wojowniczki są duże, wyraziste oczy w kształcie migdałów o błękitnej barwie, różowy nos oraz długie, powykręcane wąsy.
Charakter Chmurnego Nieba również nie uległ specjalnej zmianie mimo tych wszystkich księżyców w klanie jak i poza nim. Koteczka jest niezwykle wrażliwą i empatyczną istotą z dodatkiem ogromnej dozy nieśmiałości. Zawsze czuła się inna od reszty i bardzo pragnęła stać się częścią klanu Wichru. Chmurka zawsze daje z siebie wszystko i jeszcze więcej chcąc udowodnić sobie i innym, że może być dobrym wojownikiem, dobrym klanowiczem, mimo swojego pochodzenia. Od początku swojego treningu wykazywała się ogromną determinacją i uporem w dążeniu do raz obranego celu. Wciąż posiada tendencję do przepraszania za byle co i nadmiernego przejmowania się problemami innych. Chmurka posiada niezwykłą wręcz wrażliwość na uczucia innych i niezmiernie łatwo je dostrzega, wykazując się przy tym czułością i opiekuńczością.
Ważkowa Łapa [KRz] | Oszroniony Pazur [KG]
Gdy wichrowa wojowniczka zniknęła Chmurce z oczu, ta posłusznie czekała w miejscu, rozglądając się co rusz na jakiś głośniejszy, potencjalnie niebezpieczny dźwięk. Nikt jednak przez dłuższy czas nie pojawiał się na horyzoncie toteż koteczka zaczęła się niepokoić i denerwować, bardziej niż wcześniej, iż buro-rudo-biała zniknęła wycinając jej przy tym nieprzyjemny kawał. Pointka wbiła wzrok w rude łapy i położyła po sobie uszy ugniatając w stresie trawę, na której to siedziała. Koniec końców w oddali zamajaczyła czarna postać, która bardzo szybko przemieszczała się w jej stronę. Z każdym uderzeniem serca w Chmurce narastał swego rodzaju lęk. Co ma mu powiedzieć? Czy Sokół będzie na nią zły? Jejku, na pewno będzie! A co jeśli ją przegoni precz? Albo co? Koteczka kompletnie spanikowała, jednak gdy czarnofutry wojownik zaczął zwalniać, coś w niej pękło. Błękitne oczy zaszkliły się a jej drobne ciało mimowolnie wybiegło na spotkanie dawnego mistrza. Gdy tylko jej uszu doszedł głos Sokolego Cienia, ten sam co zawsze, niby szorstki ale jednak w pewien sposób łagodny, kiedy określił ją mianem "Chmurki", nie "Chmurnej" jak to zawsze robił, koteczka nie była w stanie powstrzymać łez.
- Mistrzu! - krzyknęła w pierwszej chwili, gdyż zawsze tak zwykła określać postawnego wojownika, nawet po ukończonym treningu. - J-ja przepraszam, j-ja n-nie chciałam! Wybacz mi! - pewne rzeczy jak widać się nigdy nie zmieniają. Chmurka dobiegła do Sokolego Cienia i przycisnąwszy czoło do klarki piersiowej kocura, położyła uszy na boki i zalała się łzami. Czarnofutry znów musiał odnaleźć w sobie pokłady cierpliwości dla swojej dawnej uczennicy, dla której ponowne spotkanie jego osoby było widocznie nad wyraz emocjonalnym przeżyciem. - D-dwunogi, oni mnie zabrali i w-wsadzili do potwora. Z-zabrali mnie stąd! J-ja nie chciałam - wyrzuciła z siebie w końcu i odsunęła się od Sokolego Cienia pociągając nosem i spoglądając na niego zamglonymi, błękitnymi oczami. Była jednym z tych kotów, które nie bały się patrzeć czarnofutremu tarnawoi prosto w oczu i wytrzymywała jego spojrzenie, o co nikt by jej prawdopodobnie nie posądzał. Chmurka zdała sobie również sprawę iż przekroczyła granice, w gruncie rzeczy nie proszona.
- P-przepraszam, powinnam poczekać na granicy... Nie jestem już Wichrowcem... - mruknęła jeszcze spuszczając wzrok, który to zaraz wbiła w swoje łapy.
If there'sso muchIm u s tbe CanIs t i l l justbeme
♡Thew a yIam?♡
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Niedowierzanie. Sokół nie przypuszczał, że faktycznie może zobaczyć Chmurkę siedzącą na granicy. Zniknęła w najmniej sprzyjającym czasie, chyba zagubiona i niepewne, po śmierci swego przyrodniego brata, kiedy Klan rozpadał się na kawałki i nic nie wyglądało tak, jak powinno. Wojownik miał poczucie, że w pewnym sensie to wszystko było również jego winą, a może winą wszystkich kotów w Klanie, tak samo zaginięcie Chłodnego oraz pozostałych terminatorów oraz wojowników, którzy nie byli w stanie zmierzyć się ostatecznie z tragedią, jaka ich dotknęła i dotykała krok za krokiem, jakby koty z Miejsca Gdzie Brak Gwiazd postanowiły, że ostatecznie ich zniszczą. Syn Czyżyka daleki był od tego, by winić tych zaginionych, by wytykać im palcami, że uciekli lub zrobili cokolwiek takiego, a przynajmniej w większości przypadków. Nie był w stanie wybaczyć Pstrej tego, że zamiast poczekać, zająć się nimi - pognała na złamanie karku na spotkanie z Gwiezdnym Klanem i nigdy nie powróciła, bo ta chwila w obozie w ogóle w oczach Sokoła się nie liczyła. Teraz, kiedy miał przed sobą Chmurne Niebo, czuł mieszaninę najróżniejszych emocji. Ulgę, zadowolenie, coś na kształt złości i niezadowolenia, bo w końcu nie było jej tyle czasu w Klanie, nie pomagała, nie wspierała ich, nie wypełniała swych obowiązków. Czekał na jej wyjaśnienie, bo od niego wiele zależało. Chociaż był skłonny przyjmować ją do rodziny na nowo, musiał wiedzieć, co spowodowało, że zniknęła.
Wybacz. Już chciał otwierać pysk i pytać, co dokładnie ma jej wybaczać, gdy zaczęła się tłumaczyć. Dwunożni. Spojrzał na Chmurkę z uwagą czując jakiś nieprzyjemny skurcz. Najpierw Bezwłosi ją wyrzucili, wprost do rzeki, a potem inni ją zabrali. Wiedział, że pod pewnymi względami kocica jest wyjątkowa, miała nietypowe umaszczenie i tę śmieszną sierść, jaką nie mógł pochwalić się chyba nikt w Klanie i całej okolicy, być może zatem dla Dwunożnych było to coś niesamowicie ważnego. Tak czy inaczej wyjaśnienie córki Krzykliwej Mewy dawało jej spore szanse na powrót. Płakała, łkała, szukała pocieszenia, tego Sokół był pewien i doskonale widział, że Chmurka niewiele się zmieniła, musiała być jednak niesamowicie wytrwała, skoro w końcu do nich trafiła, wróciła i była gotowa do tego, by błagać o ponowne przyjęcie do Klanu.
- Jak? Gdzie cię złapali? Nie wiem już nawet, ile to księżyców minęło... Jak udało ci się nas odnaleźć? - wyrzucił z siebie niczym prawdziwy karabin maszynowy, a potem niecierpliwie machnął ogonem, zaś jego uszy położyły się na czaszce. - Jesteś członkiem Klanu Wichru, Chmurne Niebo. Nie zdradziłaś nas, zostałaś od nas zabrana wtedy, gdy wszystko toczyło się źle, nie mogę karać cię za to, że cię porwano - powiedział niesamowicie twardo i dobitnie.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫