Logo Artemidy
Syczący Dół
#91
Nie miała pojęcia co działo się w klanie podczas jej nieobecności; nie miała pojęcia czy ktokolwiek próbował jej szukać, czy ktokolwiek rozpaczał. Czy w ogóle ktoś za nią tęsknił. Nie wiedziała o niczym, nie miała pojęcia co przeżywało jej rodzeństwo, co rodziło się w ich głowach, czy w ogóle wciąż żyli. Czasami myślała - a może poszli w jej ślady? Może, podobnie jak ona, targani głupią ciekawością ruszyli przed siebie, by wtem zniknąć z życia klanu, rodziny. Czasami zastanawiała się nad tym wszystkim i tym, co los przyszykował dla całej rodziny. Niewiedza bolała, brak możliwości przekonania się o wszystkim na własną łapę. Bezsilność bolała, och, bezsilność była przerażająca, była czymś, co zwalało jeszcze kiedyś z łap młodą Psinę.
Jednak stała tutaj. Wcale nie była tak bezsilna, jakby się wydawało.
Machała raz po raz ogonem, czując natarczywe kłucie w klatce piersiowej. Nerwy? Mrugnęła. Najgorsze w całym powrocie było to, iż nie miała chociażby minimalnego pojęcia na temat tego, jak zareaguje klan. Jak zareagują rodzice, jak zareaguje Wężowa Gwiazda, przywódca. Przyjmie ją? Czy uzna głupotę młodości za powód wystarczający do tego, by przegonić ją precz, hen daleko? Oblizała nerwowo pysk, odetchnęła. Odrzuciła od siebie złe myśli. Chciała być blisko rodziny. Chciała do nich wrócić, do każdego z osobna. Tęskniła. Tak strasznie tęskniła, o czym zdała sobie sprawę dopiero wtedy, gdy postawiła pierwszą z łap przy granicy Cienia.
Brak jakichkolwiek znaków obecności jakiegokolwiek kota niepokoił jeszcze bardziej.
Spokojnie, powtarzała sobie. Tylko tyle mogła na chwilę obecną zrobić.
Jedno z jej uszu drgnęło, kiedy usłyszała szelest. Spięła mięśnie, gotowa na to, by dostrzec potencjalne niebezpieczeństwo, gdy tylko odwróci łeb. I odwróciła. Odwróciła, by wbić uważne spojrzenie w masywną, włochatą kocicę.
Zmrużyła ślepia, acz zaraz rozszerzyła je, gdy spostrzegła pędzący w jej kierunku taran. Umysł zaczął szybko analizować całą sytuację, wyciągać z odmętów pamięci pyski znanych jej kotów. Próbowała połączyć fakty, zdając sobie sprawę, jak bardzo zdążyła zapomnieć wygląd jej bliskich. Zamglone, rozmazane wspomnienia. Największa z gromady, biała, z dodatkiem czekolady i rudości. Jej serce na moment zwolniło.
— Bóbr — wymsknęło się z jej pyska cicho, zaskakująco słabo. Zaskoczenie. Zaskoczenie było pierwszym, co w nią uderzyło. Następnym było cielsko jej własnej siostry.
Automatycznie przymknęła ślepia, gdy odzyskała równowagę po zderzeniu, a zamiast tego poczuła masywny łeb... Dosłownie wszędzie, niemalże na całym jej ciele. Za nim poszło całe ciało, a Pies odpowiedziała niemalże instynktownie, odwzajemniając gest. Przesunęła łbem po futrze siostry, wdychając jej zapach, w którym dominowała cienista nuta. Wtuliła głowę w czekoladową szylkretkę, zatopiła w niej własny pysk.
— Bóbr — wymruczała ponownie, pozwalając nucie szczęścia wlać się do jej głosu. I może odrobinie wzruszenia. Tak się cieszyła. Była tak szczęśliwa, nieprawdopodobnie, niewyobrażalnie. Nie potrafiła nawet opisać własnymi słowami uczuć, które ją wypełniały. Odetchnęła. — Wyrosłaś — mruknęła w futro terminatorki, a jej wąsy drgnęły w absurdalnym wręcz rozbawieniu.
LVL 1 90 / 100
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#92
Może i lepiej, że Pies była nieobecna przez te księżyce? A może...gdyby nie zniknęła to jej matka dalej byłaby normalna, a nie odwaliła jej szajba? Może drugiego miotu by nie było? Czy gdyby Psina wtedy nie zniknęła to cokolwiek byłoby inne, cokolwiek by to zmieniło? Czy teraz bura szylkretka...będzie tak samo zawiedziona postawą matki jak Bóbr? Czy będzie zawiedziona gdy dowie się, że Krogulec wydawała się w ogóle nie tęsknić i ledwo ją szukała? A może nie powinna wiedzieć...? Nie. Powinna. Powinna znać prawdę. I Bobrzyca siostrze tą prawdę dostarczy.
W swoim czasie.
Na razie nie chciała psuć momentu. Za bardzo się cieszyła.
Wyrwała do przodu niczym wielki, kudłaty pocisk, przez chwilę wyrzucając z głowy i z własnej natury wszystko, co uznawała dotychczas za świętość, milczenie, stoicyzm, powagę. Na widok Psiny to wszystko zniknęło, prysnęło jak bańka mydlana bez śladu. Bóbr nigdy nie mruczała. Nigdy nie widziała powodów do wydawania z siebie takich dźwięków skoro zadowolenie można było okazać inaczej, ale w tej chwili zabrakło jej słów aby opisać radość na widok siostry o której sądziła, że nie żyje. Że przepadła jak kamień w wodę i może już nie wrócić, a teraz stała tu przed nią wyrośnięta, piękniejsza i silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Bobrzyca odetchnęła głęboko, siadając na ziemi i wtulając pysk w gładkie, pstrokate futro Pies, wdychając jej zapach. Zapach samotników a jednocześnie woń tak znajomą którą kojarzyła gdzieś w odmętach umysłu od czasów kocięcych.
- Ty też - miauknęła głębokim, dźwięcznym głosem, który być może Psina słyszała po raz pierwszy, bowiem Bobrza Łapa nigdy nie miała w zwyczaju zaszczycać swoimi słowami bliskiej rodziny, z jakiegoś powodu, ale zaginiona siostra była wyjątkiem. - ...tęskniłam - mruknęła po chwili, zastanawiając się, jakie słowa powinna dobrać ale doszła do wniosku, że żadne słowa nie opiszą tego, co czuje. Bobrze serce zabiło nieco szybciej. - Szukałam Cię - dodała, przesuwając szorstkim językiem między Psimi uszami, z niesamowitą dla siebie...czułością.
───────────────────

na co dzień jestem xx,,dość s p o k o j n a
lekarzxxx,,x mi xx,,xx pomaga
gdy wpadam czasem w depresyjne stany
elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza
złoty lek na wszystko - pr•zac
i znówxx snuć mogęxx euforyczne plany
o wyzdrowieniu szybkim marzę
jak wyjdę jeszcze wam pokażę

nie znasz dnia ani godziny
ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA

───────────────────
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
12
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#93
Parsknęła pod nosem z rozbawieniem, kiedy usłyszała odpowiedź Bobrzycy. Och, tak. Obie wyrosły; Bóbr, z tego co zachowało się w pamięci Pies, zawsze była potężna, już jako kocię, jednak teraz... Teraz była prawdziwą ścianą, murem nie do ruszenia. Wypuściła powietrze prosto w gęste futro siostry, zagłębiając się we własnym zamyśleniu. Jak wyglądała reszta rodzeństwa? Jak powyrastali? W pamięci trzymała jedynie ich zarysy, niewyraźne, których, pomimo starań, nie potrafiła wyostrzyć. Trzymała się ich obrazu kurczowo przez pierwsze księżyce więzienia, acz z czasem odpłynęły od niej, zostawiając po sobie jedynie cząstkowe ślady. Czy... Czy o Wilku zapomni tak samo? O jego uśmiechu, o jego pysku? Stanie się jedynie zarysem w jej pamięci?
Nie chciała tego.
Tęskniłam.
Otworzyła ślepia, nieco gwałtownie, czując nagłą falę ciepła, która rozlała się po jej wnętrzu. Tęskniła. Z początku wydała z siebie jedynie zmuszony pomruk, który zaraz jednak zatonął wśród futra czekoladowej szylkretki. Odchrząknęła, zmrużyła lekko ślepia.
— Ja też — odparła powoli, całkowicie, zresztą, szczerze. Bez nuty już rozbawienia. Bo tęskniła. Tęskniła cholernie, do Bóbr, do ojca, do całej rodziny. Do każdego bez wyjątku. Na kolejne jednak słowa zamrugała, zaskoczona nagłym wyznaniem. Szukała? Ledwo zwróciła uwagę na szorstki język, który przesunął się między jej uszami. — Szukałaś? — powtórzyła ciszej. Zakuło ją serce; poczuła żal na samą myśl o tym, co musiała przeżywać w tym czasie Bóbr. Przełknęła ślinę, by zaraz jednak znowu odchrząknąć, przywołując się do porządku. Oblizała szybko wargi. — Jak reszta? Rodzice? — zapytała za to, szybko przechodząc na kolejny temat. Chciała wiedzieć. Chciała wiedzieć o wszystkim, co działo się podczas jej nieobecność. Odsunęła się lekko od siostry, by spojrzeć prosto w jej oczy, pozwalając posłać w jej stronę lekko zadziorny uśmiech.
LVL 1 90 / 100
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#94
Określenie Bóbr murem było całkiem trafne. Stąpała twardo po ziemi od zawsze, ale teraz? Teraz była silna, ogromna i masywna, gotowa zmieść z powierzchni ziemi każdego, kto stanie na jej drodze; w tym także tego frajera, który śmiał nazywać się jej mentorem. Pies natomiast? Dalej była drobna, tak, jak Bobrzyca ją zapamiętała. Drobna, ale dalej idealnie okrągła, może nawet lekko umięśniona; idealna w każdym calu. Dopóki Psina nie zapadła się pod ziemię na księżyce Bobrza Łapa nie doceniała jak wyjątkową i fascynującą istotą jest jej młodsza siostra. Do teraz.
Trzepnęła nonszalancko uchem na słowa szylkretowej siostry i przytaknęła z cichym mruknięciem które wydobyło się z pomiędzy jej warg, po czym kontynuowała wylizywanie pstrokatej mordki, tych pulchnych policzków, co jakiś czas zerkając w blado-złote ślepia.
Tak cudowne oczy. Jak te Ćmy.
Po czym nagle zaprzestała, słysząc pytanie o resztę rodziny. O rodziców. O tych dwóch mysich móżdżków którzy nie potrafią zająć się swoimi dziećmi, hipokrytów, idiotów. No tak. Pies nie wie. Pies musiała za nimi tęsknić przez te księżyce. Bóbr miała cichą, durną, irracjonalną nadzieję, że nie będzie musiała tego tłumaczyć Psinie tak szybko, ale...jednocześnie nie dziwiło ją to, że siostra chciała wiedzieć, co u rodziny. Nawet mruczenie szylkretowego tarana ustało.
Zasługuje, żeby znać prawdę, ale nie zasługuje, aby być tą prawdą skrzywdzona.
- Szukali Cię - mruknęła nieco ponuro, ale twardo. - Martwili...Przez chwilę. Potem jakby zapomnieli. Wszyscy. Zrobili sobie drugi miot - dodała po chwili ciszy, wbijając spojrzenie złocisto-oliwkowych oczu w te piękne, okrągłe, blade ślepia Psiny, jednak w przeciwieństwie do siostry na jej pysku nie było uśmiechu. Nie było na nim nic, poza gniewem skierowanym do Krogulec, do Wiewióra.
───────────────────

na co dzień jestem xx,,dość s p o k o j n a
lekarzxxx,,x mi xx,,xx pomaga
gdy wpadam czasem w depresyjne stany
elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza
złoty lek na wszystko - pr•zac
i znówxx snuć mogęxx euforyczne plany
o wyzdrowieniu szybkim marzę
jak wyjdę jeszcze wam pokażę

nie znasz dnia ani godziny
ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA

───────────────────
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
12
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#95
Padło pytanie; z pozoru - proste, niewinne, wiedzione ciekawością i troską, tęsknotą do rodziny. Mrugnęła raz, gdy Bóbr przestała mruczeć. Wlepiła w nią czujne spojrzenie, oczekując odpowiedzi na zadane pytanie. Szukali. Martwili. Przez chwilę? Na te słowa ledwo co drgnęła. Nie dziwiło jej to; przypadek beznadziejny, zniknęła niemalże bez śladu. Była daleko. Musieli zorientować się szybko, iż poszukiwania... Cóż, byłyby zwyczajnie bezskuteczne. Trzepnęła lekko uchem, zamieniając się w niewzruszony posąg. Czy bolało? Może, może odrobinę, gdzieś na dnie jej serca.
Zaraz jednak wszystko to odsunęło się na bok, ustępując miejsca nowej informacji. Jedna z jej brwi poleciała ku górze w wyrazie niemego zaskoczenia. Drugi miot. Jej wąsy lekko drgnęły. W rozbawieniu.
— No proszę — skwitowała to najpierw krótko, bez krzty złości czy żalu. W żółtawych ślepiach Psa mignęły ogniki rozbawienia. Ostatnie czego się spodziewała - informacji o młodszym rodzeństwu. Może i nie do końca rozumiała postępowanie rodziców, jednak... Nie zamierzała się nad tym rozwodzić. Stracili jedno młode - zastąpili je kilkoma młodymi. No, zdarza się. Oblizała na nowo pysk, nim odezwała się znowu. — Ile ich jest? — W przeciwieństwie do Bobrzej Łapy nie była zła. Nie była rozgoryczona; zdawała sobie sprawę z tego, jak to wszystko wyglądało. W jakich okolicznościach zniknęła. Równie dobrze mogła leżeć gdzieś martwa, gdyby tylko na miejscu kundla zjawił się inny drapieżnik. Albo gdyby zacisnął kły bardziej. Bez problemu mogli ją uznać za martwą.
Cud, że wciąż żyła.
LVL 1 90 / 100
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#96
W tej kwestii Bóbr zawsze podziwiała te koty z tak analitycznym, tak bardzo trzeźwym umysłem jak Pies czy Ćma. Niezdolne do odczuwania dłużej konkretnych emocji, gniewu. W przeciwieństwie do niej. Gniew czuła przez chwilę, ogromny, rozrywający ją od środka, gorycz; żal do matki, którą tak kiedyś szanowała i stawiała sobie za wzór a teraz? Była dla niej strawą wron. Kimś kto równie dobrze mógłby nie istnieć. Nie poczułaby teraz różnicy. Teraz ten gniew zmalał i zastąpiła to bardziej irytacja, zawód. A potem obojętność. Huh.
- Nie wiem - odparła krótko, niechętnie. Nie liczyła. Nie obchodziło ją coś, co powstało na zastępstwo jej kochanej Psiny. Mogła tak jak Krogulec i Wiewiór uznać, że Pies nie żyje, ale...tego nie zrobiła. Ten jeden raz w jej głowie pojawiła się irracjonalna i niczym nie uzasadniona nadzieja. Opłaciło się.
Szylkretka zamruczała cicho przez zaciśnięty pysk i podniosła się na wszystkie cztery masywne łapy, zmiatając kitą z podłoża ściółkę leśną i wilgotne liście, po czym szturchnęła pyskiem mordkę Psiny i ruchem głowy zaproponowała niemo spacer, przejście się wzdłuż granicy. Dawno się nie widziały i Bobrza Łapa chciała ten stracony czas nadrobić. A do Klanu Cienia jeszcze wrócić zdążą, prawda?
Nie, żeby ktoś się nimi interesował i ich szukał. Na pewno nie rodzice.
Nie czekając na odpowiedź pstrokatej siostry ruszyła do przodu, zerkając jedynie na Pies kątem oka, przez ramię, jakby pytająco. Opowiadaj. Jakim cudem jeszcze żyjesz. I co robiłaś przez te księżyce.
───────────────────

na co dzień jestem xx,,dość s p o k o j n a
lekarzxxx,,x mi xx,,xx pomaga
gdy wpadam czasem w depresyjne stany
elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza
złoty lek na wszystko - pr•zac
i znówxx snuć mogęxx euforyczne plany
o wyzdrowieniu szybkim marzę
jak wyjdę jeszcze wam pokażę

nie znasz dnia ani godziny
ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA

───────────────────
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
12
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#97
Pies ciężko było wytrącić z równowagi, jaką osiągnęła w życiu. Wiadomość o posiadaniu młodszego rodzeństwa była, cóż, zaskakująca, jednak nie była powodem dla samotniczki, by jakkolwiek wpadać w gniew. To nie była zła wiadomość. Owszem, może i gryzło ją gdzieś, bardzo głęboko, poczucie, jakoby rodzice zwyczajnie zastąpili ją nowym (i być może lepszym) potomstwem. Jednak równocześnie ciężko było jej się dziwić. Była dla nich martwa. Martwa, podobnie jak i dla reszty rodzeństwa. Dla całego klanu Cienia.
Poruszyła lekko wąsami, mrugnęła, a z jej pyska wydobyło się ciche "hmpf", kiedy Bóbr odpowiedziała, iż zwyczajnie nie wiedziała. No dobrze. Widziała, iż siostra była tym wszystkim wybitnie rozgoryczona, acz miała ku temu pełne prawo. A w każdym razie - Psina nie miała zamiaru jej tego zabraniać. W swoim czasie - może jej przejdzie. Może przetrawi całą sytuację, szczególnie teraz, gdy bura szylkretka wróciła. Cała i zdrowa, o dziwo.
Kiwnęła łbem. Nie miała zamiaru drążyć zatem drażliwego dla Bobrzycy tematu, co nie sprawiało jednak, iż chciała odpuścić go na dobre. Bóbr w tej kwestii nie była zbyt dobrym źródłem informacji, bo i nie była zainteresowana rodzeństwem. W przeciwieństwie do Pies. Chciała ich poznać. O ile w ogóle będzie to jej dane. Milczała, przyglądając się w ciszy siostrze. Wszystko... Nagle zaczęło wydawać się nierealne. Tak długo jej nie widziała. Może śniła? Będąc jeszcze u dwunogów traciła nadzieję na to, że uda jej się wrócić do Cienia i chociaż jeszcze jeden raz zobaczyć rodzinę. Przełknęła ślinę.
Mrugnęła, kiedy Bóbr tknęła ją pyskiem. Przyglądała jej się w zamyśleniu, acz zaraz kiwnęła łbem i ruszyła razem z nią, wzdłuż granicy, z początku milcząc.
— Jesteś terminatorem? Jakie masz nowe imię? — zapytała, jakby nie dostrzegając pytającego spojrzenia Bobrzycy. Zerknęła kątem oka na masywną kocicę, uśmiechając się pod nosem z zadowoleniem. A może pierworodna Krogulczego Szponu była już wojownikiem? Mimo to wolała się upewnić; wiedziała, że czasami przywódcy mieli w zwyczaju zmieniać imiona kotów, tworzyć zupełnie inne od tych kocięcych.
LVL 1 90 / 100
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#98
Wiewiór wyczuł znajomy zapach Psiny z oddali już jakiś czas temu, jednak był on na tyle słaby, że nie był w stanie określić jego dokładnego położenia. No i nie był też pewny, czy to dokładnie zapach jego córki, było to wymieszanie osiedla, dwunogów, czegoś jeszcze i ta znajoma woń była bardzo słaba, jednak nie tracił nadziei. Liczył na to, że to właśnie ona jest źródłem tego zapachu.
Pomimo tego, iż wojownik nadal nosił opatrunki, chodził na patrole, teraz o wiele częściej niż normalnie, mając nadzieję, że może w końcu natrafi na coś, co ten zapach produkowało.
Szedł wzdłuż granicy z Ziemiami Niczyimi, aż znalazł się przy Syczącym Dole, gdzie znajoma woń stale się nasilała, w dodatku wymieszana była z... Bóbr. Rudzielec przyspieszył kroku, aż na horyzoncie dostrzegł czekoladowo-rudą córkę... z Pies. Na chwilę się zatrzymał, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Grubiutka, buro-ruda kotka. Nie miał wątpliwości, że to jego zaginione kocię.
- Pies! - krzyknął, po czym ruszył w jej kierunku i mocno ją przytulił, nie zwracając chwilowo uwagi na obecność Bóbr. - Gdzie ty byłaś tyle czasu? Szukaliśmy cię z matką cały czas, ale nie mogliśmy nic znaleźć, nic ci nie jest? - miał tak wiele pytań... Nie było jej tak długo. Chciał wiedzieć wszystko.
- A ty co tutaj robisz? Umiesz już walczyć, że wypuszczasz się tak daleko? Przecież mogło ci się coś stać! - rzucił w stronę drugiej córki niezadowolony. Czy w tej rodzinie nie mogła być chociaż jedna odpowiedzialna jednostka?
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#99
Bobrzyca przystanęła w miejscu na moment gdy Pies już ruszyła za nią i poczekała, aż młodsza siostra zrówna się z nią, tak, żeby szły bok w bok, łeb w łeb. Szylkretka nie miała ochoty się odwracać co chwila, a lekkie przekrzywianie łba na bok aż tak problematyczne i męczące nie było, jak ciągłe obracanie prawie całego swojego ciała. Przesunęła jeszcze raz językiem po czole Psiny i ruszyła dalej, już pewna, że zaginiona siostra idzie obok niej.
- Bobrza Łapa - odparła krótko. Wojownikiem? Nie. Jeszcze nie. A imię terminatorskie, w przeciwieństwie do jej braci, ironicznie WSZYSTKICH braci, dostała takie, jak dostać powinna. Czy Bobrowa czy Bobrza to już jej różnicy nie robiło. W ogóle nie widziała sensu w zmienianiu imion, ale cóż...tradycja to tradycja, I suppose. Teraz już za późno żeby to zmienić. Ale gdyby ona była przywódcą? Nie zmieniałaby nikomu imion, bo to najnormalniej w świecie nie miało sensu. Tylko plątało w głowie. Ona jest Bóbr, nie czuła się nigdy tą Bobrzą Łapą. Tak, jak na przykład Puchacz to Puchacz, nie jakaś...Wirująca Łapa, whomst.
I wszystko szlag jasny trafił.
Bobrzyca zastrzygła uszami i zmarszczyła brwi gdy dotarł do niej znajomy, obrzydliwie wręcz znajomy głos tej Wiewiórczej porażki. Idioty i hipokryty. Namierzyła wzrokiem włochatą, rudą sylwetkę i natychmiast obkrążyła drobną siostrę, zasłaniając ją własnym cielskiem, stając pomiędzy Pies a ojcem, gdyby była taka potrzeba bez wahania nawet by na Wiewióra warknęła, byle trzymał się z dala od jej Psiny. Cały czas szukali? Bzdury. Nie kłam. Bunch of bullshit. Wbiła w sylwetkę rudej imitacji wojownika rozgniewane, złocisto-oliwkowe spojrzenie a z jej gardła wydobył się jedynie głęboki warkot. Nie umiem walczyć? TERAZ się nagle martwisz, kupo pcheł na czterech łapach? Coś mogłoby się stać? Ciebie to interesuje w ogóle? Debil. Skończony debil i hipokryta, przez całe życie miał ją głęboko pod ogonem a teraz jej prawi kazania, przekonany, że największa z miotu Bobrzyca jest jakimś bezbronnym kociakiem, który da sobie zrobić krzywdę przez byle kogo.
Bullshit. Najchętniej sprałaby Wiewióra własnoręcznie, ale w tej chwili jedyne na czym jej zależało, to żeby nie podchodził do Pies. Nie szukał jej. Zajął się robieniem kolejnych bachorów, zamiast szukaniem jej, zapomniał pewnie, że w ogóle taką córkę miał i gdyby teraz tu nie przyszła, to by sobie nie przypomniał, bo bardziej interesowało go wchodzenie w dupę w każdym tego słowa znaczeniu tej hipokrytce Krogulec.
Bullshit, bullshit and more bullshit.
───────────────────

na co dzień jestem xx,,dość s p o k o j n a
lekarzxxx,,x mi xx,,xx pomaga
gdy wpadam czasem w depresyjne stany
elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza
złoty lek na wszystko - pr•zac
i znówxx snuć mogęxx euforyczne plany
o wyzdrowieniu szybkim marzę
jak wyjdę jeszcze wam pokażę

nie znasz dnia ani godziny
ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA

───────────────────
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
12
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bobrza Łapa. Drgnęła lekko łbem, kiwnęła; czyli nic się w jej imieniu nie zmieniło. Dalej była to Bóbr, nie żadna Ruda, Brązowa, Duża czy Włochata Łapa, a Bobrza, czyli tak, jak miało być. Dobrze. Nie przepadała za przesadnymi zmianami w imionach; już i tak miała problemy z zapamiętaniem czyjegoś wyglądu i przypisaniem do niego odpowiedniego imienia, nie mówiąc już o sytuacjach, kiedy te imiona się... Cóż, zmieniały. Oblizała pysk i ziewnęła, czując swego rodzaju zmęczenie napływające do jej ciała. Była wyczerpana wędrówką, chociaż to wyczerpanie imało się jej od długiego, długiego czasu. Nie miała kiedy porządnie wypocząć, bez obawy o to, że coś zaraz jej ten odpoczynek przerwie. Samotnicze życie było wymagające i wyczerpujące. Samotnik, w przeciwieństwie do klanowych kotów, nie miał kiedy tak naprawdę odpocząć w spokoju, z poczuciem prawdziwego bezpieczeństwa. Tęskniła za tym.
Nie odezwała się więcej, napawając się samym towarzystwem dawno niewidzianej siostry. Machała raz po raz ogonem, rozglądając się na boki odruchowo, aż nagle... Aż nagle do jej uszu dopadł samczy głos. Krzyk, niosący za sobą jej imię. Mrugnęła raz, nieprzyzwyczajona, odwróciła łeb w kierunku źródła. Po to, by dostrzec rudą sylwetkę. Mrugnęła. Ojciec.
Była pewna, iż ten zaraz dopadnie do niej, lecz... Zamiast tego cały widok zasłoniła jej sylwetka Bóbr. Zamrugała, zaskoczona zaborczością siostry.
— Bóbr — mruknęła cicho, tylko do siostry, jak i zaskakująco łagodnie, jak na nią, zupełnie jakby chciała jej przekazać, iż rozumiała. Rozumiała jej zachowanie, jednak Pies nie podzielała (przynajmniej jeszcze!) tej niechęci. Nienawiści? Złości na pewno. Bura szylkretka tęskniła po równi za każdym, w tym za ojcem.
Szukaliśmy cię z matką cały czas.
Jej wąsy drgnęły w rozbawieniu. Nie wiedziała, które z nich mówiło prawdę - czy Bóbr, która twierdziła, jakoby rodzice szybko się poddali, czy Wiewiórczy Ogon, twierdzący, iż szukał jej cały czas. Równie dobrze wszystko mogło być subiektywną oceną Bobrzej Łapy, kierowaną jej gniewem, złością na rodziców.
Gdzie ty byłaś?
Zacisnęła zęby.
— Pies — wymówiła najpierw, czując nieprzyjemną gulę w gardle. Mimo wszystko - nie lubiła przywoływać obrazu z chwili, w której zaginęła dla Cienia. Nieświadomie zabrzmiała, jakby wymawiała własne imię. Odchrząknęła. Spokój. — Pies mnie dorwał — rozjaśniła ze spokojem, wręcz absurdalnym w całej sytuacji. — Pies dwunogów. Więzili mnie — dodała z wyraźną niechęcią w głosie. To nie były miłe wspomnienia; klatki, wszechobecni ludzie, ciągłe zmiany. Nie życzyła tego nikomu. A przynajmniej - żadnemu kotu, który urodził się w dziczy.
LVL 1 90 / 100
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wiewiór był zdziwiony reakcją Bóbr. Zdawał sobie sprawę z tego, że córka, jak z resztą większość potomstwa, za nim nie przepada, ale nie wiedział, że nienawidzi go do tego stopnia, by nie pozwolić zbliżyć się do własnej córki. Nie spodobało mu się to i poczuł, jak sierść na jego karku się jeży.
- Chodź do mnie, Psino, jeśli chcesz, oczywiście. Nie zamierzam się przepychać z twoją siostrą - mruknął łagodnie, licząc na to, że buro-ruda zdecyduje się ominąć Bóbr i przytuli się do ojca. Tak za nią tęsknił, tak strasznie się martwił.
- Szukaliśmy cię. Potem dostaliśmy terminatorów, nie mieliśmy czasu, mogliśmy sobie na to pozwolić tylko podczas patroli... - czuł, że powinien się z tego wszystkiego wytłumaczyć. To, że nie wychodzili z obozu specjalnie po to, żeby znaleźć zgubę, wcale nie oznaczało, że nie robili tego w ogóle. Po prostu nie mieli czasu, ale robili co mogli. Naprawdę.
Wysłuchał jej opowieści z zapartym tchem. Pies ją dorwał. Była więziona przez dwunogów. Koszmar. Gdyby tylko zaborcza czekoladowo-ruda dopuściła siostrę do rudzielca, ten mocno by ją przytulił i polizał po czółku. Tatuś już tu jest. W jego oczach było widać współczucie, smutek. Był też zły. Zły o to, że go wtedy nie było.
- Tak strasznie mi przykro. Obiecuję, że już nigdy nie pozwolę na to, aby stała ci się krzywda, skarbie - mruknął, czując jakby coś rozrywało go od środka. Nie potrafił sobie wyobrazić tego, jak bardzo cierpiała jego biedna córeczka, jak wiele musiała przejść. A mimo wszystko stała teraz przed nim. Cała i zdrowa, w pełni sił.
- Chodźmy do obozu, mama się ucieszy, że wróciłaś. Ostatnio... ma cięższy okres w życiu - zaproponował, ignorując kompletnie bobrzycę. Nie chciała, żeby ojciec brał jakikolwiek udział w jej życiu, unikała go, nie chciała mieć z nim kontaktu, zatem niech tak zostanie. Nie będzie się pchał na siłę.

/???? gniot lol
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W tym właśnie Bóbr i jej rodzice tak bardzo się różnili w kwestii poglądów. Dla Bobrzycy ważniejsza była rodzina, ta bliska rodzina niż Klan, niż koty z którymi była ledwo spokrewniona. Ale jak widać i Krogulec i Wiewiór woleli lizać dupę Wężownikowi i wykonywać swoje pożal się Gwiezdny Klanie obowiązki, bardziej zaciekawieni swoimi, również pożal się Gwiezdny Klanie uczniami, niż własną córką. Gdyby robili co mogli, gdyby faktycznie Psinę kochali, gdyby ich interesowała, spędzaliby nad jej poszukiwaniami więcej czasu. I nie łazili jak banda debili w zakresie Terenów Cienia, tylko ruszyli cztery litery na ziemię niczyje jak chciała i próbowała Bóbr. Ale oczywiście to też zły pomysł, bo MOGŁO SIĘ JEJ COŚ STAĆ.
Jasne. Wcale ich to nie obchodziło.
Przywarła włochatym bokiem do Psiny, zerkając na nią jedynie kątem oka; gdy spojrzała w blade ślepia siostry jej własne spojrzenie odrobinę złagodniało, ale nie zamierzała się przesunąć. Gdyby Pies sama postanowiła do ojca podejść - dopiero wtedy by odeszła na bok, a i tak pewnie niechętnie. Machnęła grubą kitą, lekko zjeżoną, słysząc ten stek bzdur który próbował wmówić Psinie ten rudy idiota.
- Tak Ci przykro, że zastąpiłeś ją całym miotem kolejnych glizd - splunęła gniewnie pod łapy Wiewióra, pierwszy raz w życiu zaszczycając ojca swoim głosem. Nie tym głębokim, dźwięcznym głosem, który przed chwilą jeszcze słyszała Pies. Ton ociekający gniewem, jadem, goryczą, równie niski i równie głęboki, ale przepełniony wręcz nienawiścią w kierunku persony ojca. Brzydziła się, że taki kretyn i hipokryta ją spłodził. Ją i Psinę i całą resztę rodzeństwa.
Obrzydliwe.
Zerknęła przez ramię na siostrę, jakby pytająco. Co zamierzasz teraz zrobić? Wierzysz mi, prawda, nie wierzysz tej durnej kupie futra w to co pieprzy trzy po trzy bez sensu?
───────────────────

na co dzień jestem xx,,dość s p o k o j n a
lekarzxxx,,x mi xx,,xx pomaga
gdy wpadam czasem w depresyjne stany
elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza
złoty lek na wszystko - pr•zac
i znówxx snuć mogęxx euforyczne plany
o wyzdrowieniu szybkim marzę
jak wyjdę jeszcze wam pokażę

nie znasz dnia ani godziny
ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA

───────────────────
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
12
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jej samej ciężko było pojąć stanowisko Bóbr, przynajmniej na tyle, na ile by sobie tego życzyła. Nie oznaczało to jednak, że miała z tego powodu obracać się przeciw własnej siostrze. Miała prawo do bycia złą. Może nie w takiej skali, jak teraz, jednak miała. Miała, aczkolwiek Pies nie miała zamiaru zgadzać się na to, by jakkolwiek wpływało to na nią samą. Miała własny rozum i według niego miała zamiar postępować. Według własnych zasad i odczuć. Sytuacja była ciężka; stała pomiędzy dwoma frontami, tak zupełnie różnymi, acz - równie ważnymi dla psiego serca. Uniosła nieco łeb, by spojrzeć znad bobrzego grzbietu na ojca. W jej oczach błyskało zadowolenie. Zadowolenie z odzyskania rodziny, bycia blisko. Z powrotu do Cienia.
Zerknęła kątem oka na Bóbr, tyknęła ją lekko nosem na uspokojenie siostry, po czym wyminęła ją, by przytulić się do ojca, zamruczeć cicho, przejechać łbem po jego futrze. Tak bardzo było jej tęskno do tego wszystkiego. Tego życia. Tułaczka z Wilczym Szlakiem owszem, może i była wybawieniem od dwunogów i życia z nimi, jednak nie była tym samym, co życie w klanie.
— I tak byście mnie nie znaleźli — odparła poważnie, kiedy odsunęła się od ojca i zerknęła na niego, zaś potem - na Bobrzycę. — Byłam daleko. Zbyt daleko — dodała ciszej, poruszając wąsami, by zaraz wykrzywić się w niezadowoleniu. Odchrząknęła, ponownie zresztą. — Wilczy Szlak — rzuciła nagle imieniem mistrza ojca, spoglądając na rudego. — Spotkałam go. Pomógł mi wrócić — wyjawiła jemu i siostrze.
Mrugnęła. Było mu przykro. W to nie wątpiła, nawet pomimo słów Bobrzej Łapy. Zresztą - czy to było ważne? Wiedziała, jak wyglądała cała sytuacja. Jak ciężko byłoby im ją znaleźć - o ile w ogóle byliby w stanie to zrobić. Nagle jednak odezwała się Bóbr, zaś Psina zerknęła na nią, przyglądając się jej pyskowi, jej mimice. Emocjom, jakie grały na jej obliczu.
— Bóbr, to nic — zapewniła siostrę. Nie chowała urazy. Była bardziej ciekawa nowego rodzeństwa, niźli urażona ich istnieniem. Nawet jeśli - chowała tę urazę bardzo, bardzo głęboko. — Już jestem — mruknęła ciszej, posyłając Bobrzycy krzywy uśmiech. Już była, już wszystkie problemy mogły zniknąć. Nie musiała już złościć się na ojca, że jej nie szukał. Sama się znalazła. Oblizała pysk, w zamyśleniu. Podeszła do siostry, mrugnęła do niej, otarła się o nią bokiem. Zerknęła najpierw na nią, a potem - na ojca. — Wróćmy do domu. Czy może powinniśmy wezwać najpierw Wężową Gwiazdę, nim wkroczę tam jak potencjalny intruz? — rzuciła rozbawiona, jeżdżąc spojrzeniem od ojca, do siostry, wyczekująco. No, już. Koniec kłótni, nic po tym.
LVL 1 90 / 100
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnął się niemrawo, widząc jak Pies wymija Bobrzycę i przytula się do niego. Odwzajemnił uśmiech i zamruczał cicho, przejeżdżając czule językiem po jej czółku. Gdyby tylko mógł, już nigdy by jej nie puścił. Nie pozwoliłby na to, żeby znowu stałą jej się krzywda, żeby cokolwiek ją skrzywiło. Trzymałby ją w swoim objęciu, pod swoimi skrzydłami już wiecznie. Niestety, wiedział, że tak nie może, podobnie zresztą było z Tchórzem. Jego też nie mógł chronić wiecznie.
Zastrzygł uchem i zdziwił się niesamowicie, słysząc imię swojego mistrza. Żył? Był na osiedlu? Jak to?
- Był moim mistrzem. Zniknął jeszcze przed waszymi narodzinami, albo zaraz po... Nie sądziłem, że mógłby się włóczyć po osiedlu. W każdym razie, dobrze że wróciłaś - mruknął, uśmiechając się ciepło do Psiny.
Po słowach Bóbr, spojrzał na nią surowym wzrokiem. Pierwszy raz w życiu uraczyła go jakimkolwiek zdaniem i było to... coś takiego. Był nią zawiedziony. Po prostu.
- Nikogo nie zastąpiłem. Nie muszę ci się tłumaczyć dlaczego razem z matką się na to zdecydowaliśmy, ale nie było to po to, aby kogokolwiek zastąpić - to było... potwierdzenie miłości, skonsumowanie związku, bo jakby nie patrzeć, był to ich pierwszy raz, odkąd byli razem. Szkoda tylko, że niedługo potem wszystko się rozpadło i się rozstali. Kocur cały czas był na siebie o to zły, ale cóż mógł zrobić?
- O nic się nie martw. Możesz się od razu udać do mojej dziupli, a ja pójdę porozmawiać z Wężową Gwiazdą. Chyba że zechcesz pójść ze mną.
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mrugnęła. Zawiedziona tym, co teraz zrobiła Pies? Nie. Zaskoczona? ...Może trochę. Wiedziała, że Psina była na tyle uparta, że zrobi tak, jak chce, i żadne jej słowa tego nie zmienią. Miała swój rozum. I miała prawo tęsknić za tym czymś, bo dla Psiny dalej był to ojciec, mimo tego wszystkiego. W pewnym sensie szanowała i podziwiała, że siostra nie chowała urazy, a z drugiej strony? Nie rozumiała. Nie potrafiła rozumieć ale jednocześnie nie czuła potrzeby zrozumieć. Jeżeli Psina tego chciała i to sprawiało, że była choć trochę szczęśliwsza, nie zatrzymywała jej. Było jej przykro, ale nie zatrzymywała jej, nie zamierzała, nie miałaby ku temu powodów. Westchnęła głęboko i zmrużyła złociste ślepia, ale nie odezwała się już słowem. Machnęła ogonem i usiadła z powrotem, na uspokajający gest i słowa Pies jedynie kiwnęła niemrawo pyskiem. Dobrze. Tak. Jesteś. To się liczy.
Nie zastąpiłeś? Wmawiaj sobie. Psinę możesz oszukać, ale mnie nie oszukasz, durna kupo kłaków. Bobrza Łapa uniosła lekko wargi, ukazując na moment ostre, bobrze kły, ale po chwili się uspokoiła. Dobra. Nie teraz. Nie będzie robiła już scen przy Psinie, nie teraz. Może potem spróbuje urwać Wiewiórowi łeb. Fajnie by było, wyświadczyłaby światu przysługę.
A spróbowałby mieć coś przeciwko, przemknęło się Bobrzycy przez myśl. Wężownikowi też najchętniej ukręciłaby łeb, gdyby tylko spróbował uznać Pies za intruza. Była JEJ siostrą, była córką dwóch Cienistych wojowników i Wężowa Gwiazda nie miałby PRAWA odmówić ponownego jej przyjęcia. Zniknęła nie ze swojej woli. Masywna szylkretka zrobiła kilka kroków do przodu, podchodząc z powrotem do Psiny i oparła łeb na jej głowie, mrużąc oczy nieco mocniej, a kitą przesunęła leniwie po grzbiecie siostry i szturchnęła delikatnie nosem jej pysk. Idziemy. Możesz spać w moim legowisku, jeśli chcesz.
Wiewióra nie uraczyła już ani jednym spojrzeniem, nie był tego wart.
───────────────────

na co dzień jestem xx,,dość s p o k o j n a
lekarzxxx,,x mi xx,,xx pomaga
gdy wpadam czasem w depresyjne stany
elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza
złoty lek na wszystko - pr•zac
i znówxx snuć mogęxx euforyczne plany
o wyzdrowieniu szybkim marzę
jak wyjdę jeszcze wam pokażę

nie znasz dnia ani godziny
ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA

───────────────────
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
12
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości