Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Szczęście w tym starciu się odwróciło i teraz było ono bardziej po stronie walczących u swojego boku terminatorów. Konwaliowa Łapa ponowiła atak z myślą, że może zada poważniejsze obrażenia na gardle stworzenia - a gdzie tam! Okazało się, że zadała wręcz identyczne. Schemat się powtórzył, jakoś dosięgnęła gardła łasicy, jednak jedyne co po sobie zostawiła to delikatne szczypanie po wyrwanej sierści. Gwiżdżąca Łapa za to poradził sobie bardzo dobrze i na pewno zasłonił tym swoje poprzednie niepowodzenie. Tak jak planował udało mu się pozostawić zadrapania na boku zwierzęcia czym wywołał u niego niezadowolony syk i...Sprowadził na siebie jego ataki. Łasica przeświadczona o tym, że kocur jest tym łatwiejszym celem i ignorując Konwalie, która jedynie wyrywała futro, rzuciła się w kierunku gardła niebieskiego. Na jego szczęście atak kompletnie się nie udał, tak samo jak ten wyprowadzony po chwili na oślep. Tym razem mu się upiekło, jednak łasica nie dawała za wygraną i nie zamierzała dać się zabić dwójce amatorów.
Gwiżdżąca Łapa: lvl: 2 | S: 12 | Zr: 4 | Sz: 4 | Zm: 6 | HP: 56 - 1 = 55/70 | W: 37 - 3 = 34/40 • Wykorzystane przerzuty: 1/1
• rana 1. stopnia głębokie zadrapanie na przedniej, lewej łapie (krwawi; -1HP do końca walki)
Łasica: S: 5 | Zr: 7 (9) | Sz: 3 (5) | HP: 38 - 2 - 7 = 29/40 | W: 31 - 3 = 28/35
• zr i sz obniżone z powodu walki 2:1
• rana 0. stopnia wyrwana sierść na karku
• rana 0. stopnia wyrwana sierść na gardle
• rana 1. stopnia płytkie zadrapania na boku (krwawi; -1HP od następnej tury do końca walki)
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Znowu! Znowu jej się nie udało... Nie czuła się z tym dobrze, ba, była na siebie zła! Nie po to się szkoliła na najlepszą wojowniczkę w lesie, aby wyrywać łasicy kłaki!
Ponownie wypluła futro z pyska. Obrzydliwe! Gwiżdżąca Łapa zadał łasicy poważniejszą ranę od niej! A drapieżnik zdawał się ją ignorować, co jej się wcale nie podobało... Przecież te tu walczyła tak? I może to głupie, ale potrzebowała po prostu uderzyć łasice tak mocno, żeby jej przypomnieć, że też tu jest!
Tym razem znowu zamierzała rzucić się w stronę przeciwnika. Chciała wbić swoje kły w gardło zwierzęcia. Dobrze pamiętała sparing z Przebiśniegiem, gdzie początkowo nie wychodziło, a na koniec było wręcz bosko! Może i teraz tak będzie? W każdym razie zamierzała zadać zwierzęciu ranę, aby wreszcie coś zrobić a nie być tylko wyr6waczem futra!
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
Jeszcze trochę. Słodki widok krwi na boku łasicy jakby zasłonił gorzki widok krwi na własnej łapie. Na mordkę terminatora wystąpił lekki uśmiech. Rzucił Konwalii prędkie spojrzenie, jakby mówiące: patrz, udało mi się! Teraz nie widział, czy atak jej się udał, czy nie, ale zapewne jawnie ukazywała niezadowolenie, co pozwalało przypuszczać, że poniosła małą klęskę. Wykonał jakiś nieokreślony ruch, aby uniknąć ataków zwierzaka – co mogłoby mu nie wyjść – ale okazało się to niepotrzebne, bo te i tak nie wyszły. Cieszył się, może trochę na zapas, jeden ruch w końcu nie musi przesądzić o wyniku całej bitwy. Nie byli jeszcze na tyle blisko wygranej. Jakoś ból w lewej łapie znikał, kiedy kocur skupiał się na wyprowadzeniu następnego ciosu przeciw stworzeniu. Niewiele myśląc, spróbował znów zaatakować pazurami ten sam bok łasicy, żeby pogłębić zadane wcześniej obrażenia, a dodatkowo sprawić jej więcej bólu. Jeśli krew zacznie mocniej cieknąc, drapieżnik powinien trochę osłabnąć. Miał nadzieję, że tym razem Konwalii też się coś uda.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Atak łasicy na Konwalie (na ślepo): Nieudany! (0%)
Podirytowanie Konwalii nie sprzyjało jej w tej potyczce z pozornie prostym przeciwnikiem jakim była łasica. Ponownie udało jej się dostać do gardła zwierzęcia, jednak nie wyrządziła mu krzywdy. Nawet sierść w pysku niebieskiej po tym nie została. Może warto nie kierować się emocjami? Jak widać nie są one tutaj zbyt korzystnym czynnikiem. Gwiżdżąca Łapa po swoim małym zwycięstwie teraz ponownie mógł kląć w myślach, bowiem jego atak...kompletnie się nie udał! Łapa terminatora musnęła powietrze u boku łasicy tym samym zwracając jej uwagę i właśnie na niego spadł pierwszy cios. Małe, skoczne ciało bez większego problemu z groźnym sykiem doskoczyło do odsłoniętego gardła terminatora i zatopiło w nim kły. Na całe szczęście rana po ugryzieniu nie była głęboka, jednak szczypała i po krótkiej chwili zaczęła również krwawić. Cios na ślepo skierowany był ku Konwalii, jednak łasica chybiła i to Gwizd zdawał się w tym starciu najbardziej pokrzywdzony, a drapieżnik nie dawał za wygraną. Ba! Czuł, że ma w tym starciu wygrana pozycje i czuł się o wiele śmielej niż na początku.
Gwiżdżąca Łapa: lvl: 2 | S: 12 | Zr: 4 | Sz: 4 | Zm: 6 | HP: 55 - 9 - 1 = 45/70 | W: 34 - 3 = 31/40 • Wykorzystane przerzuty: 1/1
• rana 1. stopnia głębokie zadrapanie na przedniej, lewej łapie (krwawi; -1HP do końca walki)
• rana 1. stopnia lekkie ugryzienie na gardle (krwawi; -1HP od następnej tury do końca walki)
Łasica: S: 5 | Zr: 7 (9) | Sz: 3 (5) | HP: 29 - 2 - 1 = 26/40 | W: 28 - 3 = 25/35
• zr i sz obniżone z powodu walki 2:1
• rana 0. stopnia wyrwana sierść na karku
• rana 0. stopnia wyrwana sierść na gardle
• rana 1. stopnia płytkie zadrapania na boku (krwawi; -1HP do końca walki)
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Ale bezsens...
Chyba jednak Ślimacza Ścieżka nie miała racji... Klanowa krew jednak grała rolę w życiu wojownika. Gwiżdżąca Łapa zadał łasicy jedną pożądną ranę a ona? A ona nic! Cały czas tylko kłapała szczękami, wyrywając jej sierść... Chociaż teraz to już nawet sierści nie wyrwała.
Potem drapieżnik złapał niebieskiego kocura za gardło, z którego potem znowu zaczęła ciec krew! Położyła po sobie uszy. Nie mogła pozwolić, aby kocur dostał jeszcze jakaś ranę! Atak łasicy na nią się nie udał, a ona starając się opanować emocje miała nadzieję, że tym razem jej atak będzie trafiony.
Postanowiła zająć się teraz ogonem drapieżnika. Złapać za niego a potem mocno szarpnąć, aby go wyrwać. Z części, którą omawiała na treningu - a zrobiła tylko teorię walki! - dowiedziała się, że ogon utrzymuje równowagę u kota. Idąc tym tropem, u zwierzaka powinno być podobnie a nawet jeśli nie... Zawsze jakiś atak!
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
Zmarszczył nos w ciągu tego ułamka sekundy, gdy jego łapa minęła bok zwierzaka. Nagle poczuł ukłucie na gardle. Kątem oka zdążył tylko zarejestrować, że sprawcą tego była łasica, nikt inny. Musiała go ciachnąć; w następnych uderzeniach serca ból trochę się nasilał, do tego w jego mózgu pojawiło się przeczucie, że z rany wypływa trochę krwi, ale trudno na razie było to zweryfikować. Długa sierść hamowała część czerwonych kropel, więc bez oględzin nie mógł tego dostrzec, a na te nie miał zwyczajnie czasu. Drapieżnik narzucał walce dość żwawe tempo, więc powolny Gwizd musiał ufać intuicji, by w ogóle nadążyć.
W przypływie emocji spróbował zaatakować łapą bok pyska łasicy, kierując pazury w jego górną część, a więc oko i policzek. Nie celował dokładnie, nie chcąc tracić czasu i umożliwiać przeciwniczce wypełnienie luki atakami, do tego miał tylko przeczucie, że atakowanie pyska się opłaca, nie pewność. Może Raczek mu kiedyś o tym powiedziała, nie wiedział, ale coś mu się wydawało. No, oby intuicja go nie zmyliła, a łasicy nie umożliwiła wyprowadzenia udanego ataku.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Powtórka z rozrywki; Konwalii udało się bez większych problemów dostać do ogona łasicy, jednak przez to, że zwierzątko ciągle było w ruchu, zacisnęła zęby jedynie na powietrzu, a nie na realnym ogonie swojego przeciwnika. Coś nie miała szczęścia w tej potyczce pod względem ataków w kierunku drapieżnika. Za to Gwiżdżąca Łapa pomimo bycia tutaj zdecydowanie najbardziej poszkodowanym, ponownie zadał całkiem porządną choć nie głęboką ranę. Tym samym również sprowadził na siebie gniew drapieżnika, który pomimo pozornie zwycięskiej pozycji i wielkiej pewności siebie - słabł. Łasica zasyczała wściekle i całość swoich ataków skierowała przeciwko Gwiżdżącej Łapie, nie widząc w Konwalii żadnego zagrożenia, dlatego kompletnie ją zignorowała. Pierwszy atak przeprowadziła ponownie na gardło niebieskiego terminatora, chcąc pogłębić już wcześniej zadaną ranę. Na całe szczęście; nie udało jej się to i jedynie wyrwała kępkę sierści w tamtym miejscu. Drugi wyprowadzony atak tym razem na ślepo również padł w stronę Gwiżdżącej Łapy, jednak ostre kły łasicy minęły się z jego łapą. Kto by pomyślał, że tak pozornie prosty przeciwnik sprawi tyle problemów!
Gwiżdżąca Łapa: lvl: 2 | S: 12 | Zr: 4 | Sz: 4 | Zm: 6 | HP: 45 - 1 - 1 - 4 = 38/70 | W: 31 - 3 = 27/40 • Wykorzystane przerzuty: 1/1
• Od następnej tury celność obniżona o 2 przez spadek W
• rana 1. stopnia głębokie zadrapanie na przedniej, lewej łapie (krwawi; -1HP do końca walki)
• rana 1. stopnia lekkie ugryzienie na gardle (krwawi; -1HP do końca walki)
• rana 0. stopnia wyrwana kępka sierści na gardle
Łasica: S: 5 | Zr: 7 (9) | Sz: 3 (5) | HP: 26 - 1 - 8 = 17/40 | W: 25 - 2 = 23/35
• zr i sz obniżone z powodu walki 2:1
• Od następnej tury statystyki obniżone o ¼ z powodu spadku HP o połowę
• Od następnej tury celność obniżona o 2 przez spadek W
• rana 0. stopnia wyrwana sierść na karku
• rana 0. stopnia wyrwana sierść na gardle
• rana 1. stopnia płytkie zadrapania na boku (krwawi; -1HP do końca walki)
• rana 1. stopnia płytkie zadrapania nad okiem (krwawi; -1HP od następnej tury do końca walki)
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
Na razie tylko oboje – a może i troje, chociaż łasica zadała dotąd z ich trójki najwięcej obrażeń – się szamotali, marnując siły, a w przypadku Gwizda i krew, sączącą się z szyi i łapy. Ocenił, że łasica skupia się właśnie na nim; może zapach ran nakierowywał ją właśnie na nieco starszego przeciwnika. Gdyby tylko umiał bawić się w uniki, mógłby spróbować poodwracać uwagę zwierza, który i tak skupiał się na nim, ale Wietrzyk doskonale wiedział, że zwinność nie jest jego mocną stroną. Choć zmęczenie trochę rozmywało mu widok, utrudniając odpowiednie wycelowanie ciosu, postanowił kontynuować strategię, polegającą na trochę bezmyślnym, ale nieustającym wyprowadzaniu ataków. Miał nadzieję, że łasica nie jest nieśmiertelna i że ona też zaczyna się męczyć. Chciał już ją dobić; rany nieprzyjemnie piekły, nawet jeśli adrenalina minimalizowała to uczucie. Za każdym razem, gdy zerkał na Konwalię, widział, że nie za bardzo jej idzie. Przewinęło mu się przez myśl, że jeśli walka ruszy w złą stronę, będzie można zawołać Gładkiego. Wojownik na razie musiał być pochłonięty przez własne sprawy, bo widocznie nie dotarły do niego jeszcze odgłosy małej potyczki.
Tak czy inaczej, długowłosy postarał się trafić pazurami prawej przedniej łapy, tej, którą się teraz ciągle posługiwał, gdzieś w szyję łasicowatej. Oczywiście najlepiej byłoby zaczepić o jej gardło, jednak zadowoliłby go nawet cios, pokierowany trochę za bardzo w bok, byle rzeczywiście udało się trafić drapieżnika i pozbawić go jeszcze troszeczkę krwi.
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Dlaczego...
Dlaczego jej nie wychodziło? Dlaczego nie potrafiła zadać zwierzęciu większej rany, niż tylko wyrywanie kłaków? Chociaż to i tak było lepsze, niż kłapanie zębami w powietrzu!
Z niebieskiej kotki wydobył się niezadowolony syk irytacji. Łasica kompletnie ją ignorowała! Nie widziała w niej żadnego zagrożenia... Jakby... Jakby ona nim nie była... Teraz to raczej na pewno nie była, skoro atakowała cały czas niebieskiego syna Splątanego Wąsa! To było okropnie irytujące i krzywdzące...
Tym razem postanowiła rzucić się ponownie na kark łasicy. Chciała go złapać zębami a następnie wyrządzić zwierzęciu wreszcie jakąś większą krzywdę... Póki co, to tylko Gwizd zadał jej dwie rany, ale ona w odwecie oddawała jemu... Niech się podzieli bliznami! Ona też chce.
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Atak Konwalii: Krytyczny! (150%) [(15 + 7) - (9 + 4)]*1,5 = 14
Atak Gwizda: Udany! (100%) (15 + 12) - (11 + 4) = 12
Atak łasicy: sory, martwa jesteś, nie możesz atakować
Pewność siebie łasicy ją bez dwóch zdań zgubiła. Ignorowanie Konwalii również, bowiem pomimo tego, że całą potyczkę nie potrafiła zadać odpowiednio silnego ciosu; teraz spisała się wręcz fenomenalnie! Tak jak planowała, zdecydowanie wyrządziła łasicy sporo krzywdy. Bez problemu wykorzystując fakt, że łasica miała ją pod ogonem dostała się do jej karku i silnym szarpnięciem przyprawiła drapieżnika nie tylko o wyrwaną sierść, ale porządnie rozerwaną skórę na karku! Na co łasica zasyczała z bólu i zaskoczenia. Podobnie wyszło z atakiem Gwizda, który pomimo własnych ran i faktu osłabienia z tego powodu, zdołał zadać drapieżnikowi celny i ostateczny cios prosto w szyje łasicy. Ta więc nie miała nawet chwili na własną reakcje i padła pod łapami wichrowych terminatorów, podrygując jeszcze chwile, aż zastygła już na dobre.
Gwiżdżąca Łapa: lvl: 2 | S: 12 | Zr: 4 | Sz: 4 | Zm: 6 | HP: 38/70 | W: 27 - 3 = 24/40 • Wykorzystane przerzuty: 1/1
• Celność obniżona o 2 przez spadek W
• rana 1. stopnia głębokie zadrapanie na przedniej, lewej łapie (krwawi; -1HP do końca walki)
• rana 1. stopnia lekkie ugryzienie na gardle (krwawi; -1HP do końca walki)
• rana 0. stopnia wyrwana kępka sierści na gardle
Łasica: S: 3 (5) | Zr: 4 (9) | Sz: 2 (5) | HP: 17 - 14 - 12 - 1 - 1 = 0/40 | W: 23/35
• zr i sz obniżone z powodu walki 2:1
• Statystyki obniżone o ¼ z powodu spadku HP o połowę
• Celność obniżona o 2 przez spadek W
• rana 0. stopnia wyrwana sierść na karku
• rana 0. stopnia wyrwana sierść na gardle
• rana 1. stopnia płytkie zadrapania na boku (krwawi; -1HP do końca walki)
• rana 1. stopnia płytkie zadrapania nad okiem (krwawi; -1HP do końca walki)
• rana 1. stopnia rozerwana skóra na karku (krwawi; -1HP od następnej tury do końca walki) XD
• rana 1. stopnia głębsze ślady pazurów na szyi (krwawi; -1HP od następnej tury do końca walki) XDDDD
•ŚMIERĆ
+ 20 exp dla Gwiżdżącej Łapy
+ 15 exp dla Konwaliowej Łapy i całusek w czółko za dobrą walkę
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
Nim dorwał się do wroga, ten zasyczał wściekle, a w głowie Gwizda z małym opóźnieniem pojawiła się myśl, że to pewnie Konwalia. Niebieska powinna wyrządzić mu sporo szkód, a nawet doprowadzić łasicę do zemdlenia, ale ta nie miała czasu zwiotczeć, bo tuż potem oberwała od wnuka Sokolego Cienia, który wysłał ją wreszcie na tamten świat. Przez parę uderzeń serca jeszcze się szamotała, na co kocur patrzył tylko przez moment, bo nim zwierz zamarł, terminator przeniósł uradowane spojrzenie na swoją towarzyszkę.
— Było fajnie — rzucił do kotki, uśmiechając się na tyle szeroko, by krzywe ząbki stały się widoczne. Adrenalina powolutku zaczęła opadać, a do mózgu przypłynęły impulsy z trzech miejsc. Mały punkt bólu znajdował się na gardle; żółtooki zerknął szybko w dół, ale znalazł tylko ubytek w sierści, bez żadnych czerwonych plam. Niestety, z resztą uszkodzeń nie było tak dobrze. Po prędkich oględzinach musiał ocenić, że łasica zafundowała mu ranę na lewej łapie, a oprócz tego w innej części szyi. Trochę bolały i trochę krwawiły, chociaż już słabiej. — To mamy włobit w tym? — zapytał Konwalię, wskazując podbródkiem trupa łasicy. Czy toto się bierze na stos? Nie za bardzo wiedział, bo nie pachniało tak smacznie jak mysz, ale na stosie widywał już większe zwierzaki.
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Wreszcie! Wreszcie, wreszcie, wreszcie!
Nie rozumiała tej dziwnej zależności w swojej walce, że zawsze najlepiej wychodziły jej ostatnie ciosy. Było to co najmniej irytujące i mało skuteczne, jeśli o to chodzi. Ten cios jednak był spektakularny, a przynajmniej według niej. Udało jej się nieźle rozerwać skórę na karku łasicy, z czego była naprawdę dumna! Wreszcie jej się udało.
Sam zwierzak padł dosyć szybko, a jej zielone oczy zabłyszczały z zadowolenia i mimo wszystko satysfakcji. Nie była jednak znowu zachwycona tak bardzo z tego, że tak słabo jej szło. Spojrzała w stronę swojego towarzysza, po czym machnęła ogonem, oblizując pysk z krwi zwierzęcia.
- Szczerze to nie wiem - mruknęła, po czym zmrużyła oczy, aby nie wyjść na idiotkę - Zakopie ją - dodała dosyć szybko, po czym szturchnęła martwego zwierzaka łapą. - A ty lepiej weź ze sobą Gładki Grzbiet i od razu do Lśniącej Sadzawki, aby zobaczyła twoje rany - miauknęła, po czym wzięła się za zakopywanie łasicy.
Kiedy wreszcie skończyła, ruszyła również do obozu, a potem prosto do lecznicy, aby zobaczyć jak rany Gwiżdżącej Łapy.
[zt]
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
— Dobwe, Konwalia — odparł krótko po chwili, jaką kosztowało go przetrawienie wytycznych otrzymanych od towarzyszki. W pierwszej chwili chciał jej pomóc, w drugiej chciał zatrudnić ojca do zakopywania truchła, ale ostatecznie pomyślał, że Konwalia powinna dać radę w pojedynkę – a pomoc mogłaby potraktować jako zwątpienie w jej możliwości. Nie chcąc więc jej drażnić, zerknął szybko w dół, na swoje coraz słabiej krwawiące rany, a potem rzucił jeszcze jedno spojrzenie na niebieską, która pewnie brała się już do pracy. Uśmiechnął się delikatnie i dodał jeszcze:
— Do wobatenia w obowie!
Odwrócił się na pięcie i ruszył żwawym truchtem w stronę zapachu taty, który był miłą alternatywą po silnym aromacie krwi. Poinformował Gładkiego, co się dzieje, a krótkowłosy kocur wziął dwie upolowane w tym czasie zdobycze i poszedł do obozu z synem. Po upływie całkiem wielu uderzeń serca, które minęły im w trakcie powrotu do obozu, przekroczyli w końcu Kolczasty Łuk. Gwizd zapewnił ojca, że już sobie poradzi. Gdy Gładki Grzbiet poszedł w stronę stosu zwierzyny, terminator udał się w stronę Ziołowego Wzgórza.
To miało być zwykłe, rutynowe polowanie, jakie Miętowy Pąk odbywała codziennie. I zaczęło się naprawdę niewinnie. Wyszła z obozu w dość dobrym humorze, u boku Łabędziego Skrzydła, który właśnie skutecznie ów nastrój podtrzymywał. Przez całą drogę kocur żartował z różnych rzeczy, a Mięta większość czasu po prostu słuchała z delikatnym uśmiechem na pyszczku. Kiedy jednak zawędrowali w okolice Bylicowych Łąk, starszy kocur wyszedł z tą samą propozycją, co zwykle – każde z nich idzie w swoją stronę, a później spotykają się na miejscu o wysokim słońcu. Tak więc ruszyli.
Mięta początkowo nie potrafiła znaleźć żadnego świeżego tropu w okolicy. Skręciła więc w stronę Szarych Topoli. Być może wśród drzew znajdzie jakąkolwiek zdobycz? Czuła się nieswojo podczas przekraczania granicy, szczególnie, że niedawno jej ojciec zaginął, a ostatnie ślady znaleziono właśnie przy granicy. Srebrna kotka przystanęła jednak i ostrożnie obwąchała powietrze. Żadnych zapachów drapieżników, dwunożnych czy ich psów. Mogła iść. Stawiała jednak łapy o wiele ostrożniej i rozglądała się czujnie dookoła, zatrzymując się w pół kroku na każdy podejrzany dźwięk. Po jakimś czasie jednak do jej nosa doleciał świeży, mocny zapach królika. Cóż on robił tak daleko od otwartych terenów? Nie wiedziała, ale wiedziała, że spróbuje go upolować. Ustawiła się więc w odpowiedniej pozycji i zaczęła podchodzić ostrożnie do uszatego stworzenia, prawie do samego końca pozostając niewykrytą. Coś jednak musiało ją zdradzić albo po prostu czujne oko królika ją wyłapało na uderzenie serca przed tym, jak łapy kocicy dopadły do ciała zajęczaka. Finalnie więc tylko przejechała opuszkami po sierści królika, który zerwał się do ucieczki. Szylkretka jednak ani myślała odpuścić. To była pierwsza zdobycz tego dnia, a polowała już dość długo, była o włos od chwycenia go, nie mogła tak po prostu odpuścić! Niewiele myśląc więc, ruszyła za zwierzątkiem, goniąc je wśród drzew. Kluczyła między nimi i już prawie zbliżała się do zwierzaka, kiedy ten nagle podskoczył, by przeskoczyć rów. Mięta spięła mięśnie i w ślad za jej niedoszłą ofiarą także przeskoczyła dół w ziemi i skoczyła parę kroków w przód, zanim zrozumiała, co właśnie zrobiła. A kolejne uderzenie serca zajęło jej zrozumienie, co oznaczał narastający szum.
Królik w paru susach przeskoczył na drugą stronę Drogi Grzmotu, Mięta jednak stanęła jak wryta, jeżąc sierść i patrząc w ogromne, świecące oczy potwora, który zmierzał prosto na nią. Jeszcze nigdy nie była tak blisko tego zwierzęcia, tak jak jeszcze nigdy nie czuła tak paraliżującego strachu. Choć jej mózg krzyczał, by wiała, jej ciało było niezdolne do ruchu.
Wszystko to trwało zaledwie trzy, może cztery uderzenia serca. Ogromne oczy potwora, jego coraz głośniejsze, wręcz ogłuszające burczenie i pisk, jakby cieszył się z tej łatwej zdobyczy. Dopadł ją, szybciej niż się spodziewała, zdążyła jedynie drgnąć, zanim poczuła, jak szpony potwora po nią sięgają, jak ją miażdżą. W jednej chwili najpierw stała na łapach, a zaraz potem leżała na Drodze Grzmotu, poza oszołomieniem czując ogromny ból zgniatanych trzewi. Oczy miała wciąż szeroko otwarte, widziała więc, jak jeszcze tylne łapy potwora szykują się, by dokończyć dzieła pierwszych. Dlaczego potwór miał tyle łap chcących wyrządzić krzywdę?
Przymknęła oczy, wypuszczając z nienadających się już do użytku płuc świszczący, mokry od krwi oddech. Potwór stanął zanim łapy ją dosięgnęły, a z jego wnętrza wyszła dwójka Dwunożnych, coś krzycząc do siebie w ich dziwnym języku. Mięta potrafiła tylko rozpoznać w ich głosach strach. Poczuła w pewnym momencie, jak któryś ciągnie ją za tylne łapy, by wyciągnąć ją spod potwora. Czuła się już jednak dziwnie, jak nigdy w życiu, a jej ciało nie zareagowało na dotyk tej obcej, przerażającej istoty.
W tym momencie szylkretka zdała sobie sprawę, że umiera. Potwór tak ją pokiereszował, że nie miała szans z tego wyjść. Dwunożny, wyraźnie kocur z odrobiną sierści na pysku podniósł ją delikatnie, lecz Mięta odbierała te wrażenia, jakby pochodziły z daleka. Ów samiec przekroczył rów i tam położył ją w trawie, po czym wrócił się i pozwolił się znowu zjeść potworowi, po czym wszyscy odeszli, a Mięta jeszcze na parę chwil świadomości pozostała sama, nieopodal Drogi Grzmotu.
Zdążyła tylko pomyśleć o tym, że nie przeprosi za to Lśniącej, ani Zaśnieżonej, ani Orlika. Nie skończy treningów Przebiśniega i Śwista, nie zobaczy, jak jej siostrzeńcy dorastają, otrzymują wojownicze imiona. Nie będzie jej przy tym. Tak jak nie było jej Skrzeka przy niej, kiedy go potrzebowała.
Skrzek. Srebrna kotka poczuła ukłucie bólu. Czy czekał na nią w Gwiezdnym Klanie, gdzie miała nadzieję trafić? A może jeszcze żyje i wędruje gdzieś daleko stąd? Nie wiedziała, ale wiedziała, już wiedziała, że niedługo będzie mogła odpowiedzieć sobie choć częściowo na jedno pytanie.
Było jej jedynie bardzo przykro, że w takim momencie była sama. Samiuteńka, z dala od ukochanego klanu, od przyjaciół. Może taki właśnie był jej pisany los, umrzeć w samotności, udławić się własną krwią. Życie ulatywało z niej coraz prędzej, aż w końcu poczuła, że nie potrafi złapać sycącego oddechu, a każda próba powoduje tylko większą panikę. Jej płuca jednak już nie działały tak, jak powinny, a mózg powoli oddalał się w nieświadomość, z której już nigdy nie miał zostać wybudzony.
Zamknęła oczy. Właśnie tak wyglądał jej koniec.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Świerzbiły mnie łapy. Bardzo. A los chciał, że akurat miałam wolny dzień, dzięki czemu mogłam pozwolić sobie na spacer. Grzechem byłoby z tego nie skorzystać, więc informując o tym uprzednio Olchową Łapę i Krwawnikową Łapę, wyruszyłam. Pogoda była nie najgorsza, można by rzec, że idealna na łowy. Nie planowałam jednak tego robić, jeszcze czego.
Tereny klanu o tej porze roku były niezwykle urodziwe. Zakwitnięte łąki, drzewa, hasające beztrosko zające, śpiewające gdzieś w tle ptaki. Jednym słowem - sielanka. Nic jednak nie może trwać wiecznie i pozornie spokojny i odprężający spacer został przerwany przez właściwie wbiegającego na mnie Łabędzie Skrzydło.
— Co się dzieje? — zapytałam wojownika. Nie było to normalne, by był aż tak nieobecny, by na kogoś wpaść. W odpowiedzi usłyszałam, że szuka Miętowego Pąku. Że wyruszyli na polowanie i nie może jej znaleźć, że biegnie do obozu sprawdzić, czy tam jej nie ma. Powiedziałam więc, że sprawdzę, czy nie ma jej gdzieś na terenach i nie ma potrzeby alarmowania o jej nieobecności całego klanu. Mogła mieć partnera poza klanem, o czym nikomu nie powiedziała i mogła się z nim spotkać, czy cokolwiek. Nie było sensu, by wszczynać panikę. Nie była pierwszą lepszą wojowniczką. Była moją uczennicą i jeśli coś było ją w stanie pozbawić ją życia to tylko i wyłącznie ja, kiedy mnie zawiedzie.
Nie byłam więc w żaden sposób zmartwiona, choć dla spokoju sumienia, by nie mieć na sumieniu kłamstwa udałam się w miejsce, które wskazał mi Łabędzie Skrzydło i faktycznie sprawdziłam, czy nie ma tam śladu Mięty, albo dokąd prowadzi, jeśli jest. No i był, ale nie było to nic dziwnego, skoro tam polowała. Dziwne, że kocur nie potrafił za nim podążyć, choć nie wykluczał, że wiatr mógł mu utrudniać pracę. Nie każdy miał tak wyczulone zmysły jak ja.
Trop prowadził w stronę Grzmiącej Ścieżki. Potwierdzało to tylko moją teorię o tym, że Mięta sobie w końcu kogoś znalazła. Szkoda, że mi nie powiedziała, ale dobrze, że nareszcie przestała się użalać za tym swoim gwiezdny klanie uchowaj Skrzekiem. W pewnym momencie jednakże przestało być już tak kolorowo i do zapachu wojowniczki dołączył się ostry zapach krwi. Nie ukrywam, że mnie to zmartwiło, dlatego przyspieszyłam kroku, w dalszym ciągu nie dopuszczając do siebie najgorszych scenariuszy, dopóki moje oczy nie zobaczyły tego. Jej ciała. Zmasakrowanego przez potwora. Nieruchomego. Sztywnego. Zimnego. Miałam wrażenie, że gruz osuwa mi się spod łap, że lecę na ziemię, ale nigdy jej nie dotykam. Że trwam w niebycie, a to, co teraz widzę nie dzieje się naprawdę, tylko jest okropną wizją zesłaną na mnie przez przodków w ramach kary za swoje przewinienia. Zorientowałam się jednak, że to prawda, gorzka prawda, gdy parokrotnie zamrugałam oczami z prawdziwym przerażeniem. Czułam, jak oczy zaczynają mnie piec od wstrzymywania łez, ale NIE zamierzałam płakać. Nie zamierzałam ronić łez przez kogoś tak beznadziejnego jak Mięta. Przez kolejnego kota, który mnie ZOSTAWIŁ.
Podeszłam do jej ciała i kopnęłam je z całej siły.
— Nie tak cię uczyłam, głupia kupo futra — syknęłam, doskonale wiedząc, że mnie słyszy. Miałam nadzieję, że ją to boli. Że moje słowa zabolą ją bardziej, niż mnie boli jej odejście.
Doskonale wiedziała, że jest jedynym kotem w klanie, któremu mogę ufać. Doskonale wiedziała, że zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby jej pomóc, jeśli ma jakiś problem. Doskonale wiedziała, że jej potrzebuję, nawet jeśli na taką nie wyglądałam. Od odejścia matki miałam tylko ją. Była mi bliższa niż rodzeństwo, była mi bliższa niż siostra, w pewnym momencie nawet bliższa niż Zawilcowa Skórka i WIEDZIAŁA o tym, a mimo poszła na Grzmiącą Ścieżkę, żeby UMRZEĆ jak TCHÓRZ. Miała przy mnie być i ja miałam być przy niej. Miała się otrząsnąć i w końcu założyć rodzinę. Miała ŻYĆ. Już nigdy nie usłyszę jej głosu, nigdy z nią nią nie porozmawiam, nigdy nie spróbuję jej przemówić do rozsądku.
Miałam ochotę się rozpłakać, zacząć wyć jak małe kocię, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Nie zamierzałam dopuścić do tego, by po raz kolejny jakaś głupia kupa futra pokroju Szałwii doprowadziła mnie do łez. Nie, nie tym razem. Miałam kamienny wyraz pyska. Aby się opanować gryzłam wargę i policzek, który ostatecznie przegryzłam i czułam w pysku ten metaliczny posmak krwi, ale nie przejmowałam się tym. Wpatrywałam się w ciało Mięty z pogardą, z nienawiścią, żeby to widziała. Żeby cierpiała, patrząc na to, gdziekolwiek teraz była. Miała cierpieć bardziej niż ja, gdy patrzyłam na jej zwłoki. Miała czuć się gorzej niż ja w tej chwili, gdy jakaś cząstka mnie bezpowrotnie umarła, gdy czułam jak rozrywa mnie od środka, czy czułam, jakby w klanie nie było już dla mnie miejsca, jakbym nie miała tam absolutnie nikogo.
Ponownie kopnęłam jej ciało, tym razem mocniej. Podniosło się i opadło.
— Nawet nie próbuj do mnie przychodzić we śnie. Nie chce cię widzieć. Zawiodłaś mnie, nienawidzę cię — wysyczałam, choć to wcale nie była to do końca prawda, nawet jeśli bardzo chciałam się zmusić do tego, by w to uwierzyć. Chciałam jej nienawidzić, chciałam jej życzyć wszystkiego co najgorsze, tak jak Szałwii, ale gdy tylko przez myśl przeszło mi, jak bardzo musiała cierpieć, umierając tutaj sama, czułam jak coś we mnie zaczyna pękać, jak przestaję być w stanie kontrolować łzy. Ale NIE MOGŁAM dać jej tej satysfakcji. Nie zamierzałam. Sięgnęłam do lewej łapy i szybko zaczęłam ją mocno gryźć. Z całej siły, dopóki ból w łapie nie był gorszy od tego, który czułam w środku. Tak było łatwiej, tak było lepiej. Gryząc się w łapy, nie czułam tej pustki po stracie kogoś, nie skupiałam się na tym, co się stało, na tym co się stanie jak wrócę do obozu i na tym, co będzie gdy nazajutrz otworzę oczy ze świadomością, że Mięty już nie ma. Że mnie zostawiła, jak wszyscy. Jak Szałwia, jak Błyskotka, jak matka.
Z moim bladoniebieskich oczu zaczęły spływać łzy, jedna za drugą, a wtórował im krople krwi spływające po mojej lewej łapie. — Coś na mnie usiadło. Za mocno się ugryzłam. Nie myśl, że płaczę przez ciebie, bezużyteczna kupo futra — rzuciłam, w zasadzie łkając. To było głupie. I bezsensowne. Ale poczułam się w ten sposób usprawiedliwiona. Przed samą sobą, przed Miętą.
Szlochałam dość długo, potrzebowałam trochę czasu by dojść do siebie, a potem by zająć się ciałem. Kiedy jednak już to zrobiłam, odczekałam moment, aż w pełni dojdę do siebie i z oczu zejdzie mi opuchlizna. Wtedy zatamowałam krwawienie z łapy, znajdując w okolicy mech i zatargałam ciało do obozu.
Mówiłam Krwawnikowi, że jeśli ma płakać, to tak, żeby nikt nie widział.