Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Myśli Lawendy zaczęły krążyć wokół Żonkil. Wokół siostry, którą kochała, a ona nią gardziła i nie chciała mieć z nią większego kontaktu. Dopiero zaginięcie mamy sprawiło, że kotki zbliżyły się do siebie. Pogodziły się i już było pięknie, kiedy pewnego dnia Sokoli Cień wraz z Miękkim Obłokiem przynieśli zakrwawione ciało Żonkilowej Łapy. Zginęła jak prawdziwa wojowniczka, w walce z drapieżnikiem, który im zagrażał. Córka Mknącego Ptaka spojrzała na Srebrną Skórkę zastanawiając się czy Żonkil jest z mamą, tatą, Wiśnią i Szafranem oczekując jej przybycia, aby wreszcie wszyscy byli razem. Następnie spojrzała na Dynię uśmiechając się. - Żonkil była taka jak ja. Można powiedzieć, że byłyśmy bliźniaczkami. Obie miałyśmy niebieskie futerka i zielone oczy, ale jeśli chodzi o charakter to bardzo się różniłyśmy- zaśmiała się na końcu. Lawenda zawsze była wesołą, energiczną kotką, natomiast Żonkilowa Łapa uwielbiała wylegiwać się na wybranym przez siebie kamieniu i rzadko się uśmiechała. - Oj tak, bycie mentorem to super sprawa! Każdy trening jest wyjątkowy i niepowtarzalny! Zdarzało mi się, że czegoś nie wiedziałam i musiała nadrobić tę wiedzę, także cały czas się czegoś uczę. A jeśli chodzi o Borsucze Futro to pewnie jest jeszcze w żałobie po Miętowookiej, ale myślę, że wyciągniesz go z tego smutku! Wierzę w ciebie!- powiedziała motywującym tonem głosu. Borsucze Futro nie mógł lepiej trafić! Dyniowa Łapa swoim gadulstwem na pewno wyleczy go z depresji. Otrzyma tyle pytań, że nie będzie miał czasu myśleć o swoich zmartwieniach, tylko będzie musiał udzielać odpowiedzi spragnionemu wiedzy Dyni.
Czyli jednak w życiu rudego kocurka dużo się działo! A on śmiał na początku twierdzić, że nic ciekawego! Od razu Lawendowy Kwiat wiedziała, że coś tu nie gra. Dynia i zero niezwykłych wydarzeń? To niemożliwe! Jest on teraz jednym z najbardziej rozpoznawalnych kotów w Klanie Wichru! Wszyscy go znają i zdecydowana większość przynajmniej raz z nim rozmawiała. Przynajmniej takie wnioski wyciągnęła Lawenda po ostatniej ceremonii, która głównie skupiała się wokół syna Czerwonego Pazura. - Czyli bardzo dużo się u ciebie działo! Tyle przygód przeżyłeś, że jestem pod wrażeniem! Ziemie Niczyje to tereny nie należące do żadnego Klanu... i ja, no, ten... zrobiłam sobie dzień wolny od obowiązków i zwiedzałam Dziką Plażę. Miałam możliwość zobaczyć wspaniałe krajobrazy! Ale z tego wszystkiego najlepszy był zachód słońca, gdy tonęło ono w jeziorze! Tylko Dynio nikomu, o tym nie mów! To będzie nasza mała tajemnica! - powiedziała i mrugnęła porozumiewawczo do rudego kocurka. Nie chciała, aby on rozpowiedział wszystkim, że zniknęła na cały dzień olewając wszystkie obowiązki. Właściwie to każdemu od czasu do czasu należą się mini wakacje, ale jednak lepiej żeby nikt, o tym nie wiedział. - O! Zobacz! Jesteśmy już przy Płaczących Wierzbach! Zaraz zaczną się łąki! Ej, a może poszukamy bazie kotki?- zapytała podekscytowana. Skoro są tu wierzby to może rosną już na nich te urocze, puszyste kuleczki? Dynia na pewno będzie nimi zachwycony! Warto spróbować ich poszukać!
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Teraz kocurek starał się nie gubić myśli podczas wypowiedzi Lawendy, więc na spokojnie słuchał jej każdego słowa, usilnie nie odwracając łebka na boki, chociaż tyle, tyle widział! Wyszczerzył kiełki, kiedy błękitna koteczka opowiedziała więcej o swojej siostrze - Żonkil. xx- Nio to mówie, że musiala być śliczna! A jak mówiś, że byla twoją bliźniaćką, to juś nie fakt, a stwierdzenie - powiedział z wesołym wydźwiękiem, wysoko unosząc swój puchaty ogon, jakby na potwierdzenie swoich słów. Dynia nigdy nie owijał w bawełnę, jeżeli chodzi o coś pozytywnego. Jak uważał coś za ładne, mówi to otwarcie, a że Lawenda miała naprawdę ładny odcień futerka, to Dynia nie mógł przecież tego przemilczeć! Otaczały go koty, które miały takie wspaniałe kolory! Wilk i Sokół, byli czarni, co bardzo się podobało młodemu, bo przecież on nie miał ani grama czarnego na sobie, mimo, że jego ojciec był dymny, więc co nie co tam czarnego miał na sobie! Gołąbek i Lawenda, byli przepięknie niebiescy, Iglak był brązowy, z białymi i jaśniejszymi akcentami, co było dopiero imponujące. A co miał Dyniak? Rude, rude i jeszcze raz rude! No może miał kilka białych akcentów, jednak to nie było to samo, a jednak i tak bardzo lubił się za swój wygląd. Nie był niepowtarzalny, bowiem dzieci Malinowej Gwiazdy również paradowały w rudym ubarwieniu, ale w swoim rodzeństwie, wyróżniał się jako ta jedyna, ruda, puchata kuleczka, co było pewnego rodzaju wyróżnieniem. No dobrze, skoro Dynia nie miał problemu z wyrażaniem pozytywnych odczuć, to jak to tam było z jego złymi? Tu nieco gorzej mu szło, bowiem mimo dość pozytywnego nastawienia i widzenia wszędzie pozytywów, czasem miałby ochotę się jednak komuś postawić lecz! To byłoby jedynie krótkotrwałe, dlatego też, za wiele takich sytuacji nie powoduje, ani w takie się nie wplątuje. Po co komu taka towarzyska zlewka! xx-Dzika Plaża?? Nio dobra dobra, nickomu nic nie powiem, pyszczek zamkniety! - zachichotał kocurek, mrużąc z rozbawienia swoje ślepia. Na wcześnie wypowiedziane zdania, na temat Borsuka, nieco się zmartwił. Coś tak właśnie kojarzył, że srebrny kocur musiał wpaść w głęboką żałobę po stracie matki, jednak nic nie wskazywało na to, że Zając i Borsuk to rodzina! No ale teraz, wszystko jako tako się wyjaśniło, a kolejnym celem w młodej Dyniowej główce, było to, by wyciągnąć swojego mentora z dołka. Słowa wojowniczki podniosły na duchu pierworodnego Czerwonego Pazura, bowiem nie tyle co potwierdzały jego motywacje, ale również pokazywały, że sama Lawendowy Kwiat, wierzy, że kocurkowi się to uda. I o to właśnie chodzi, poczucie wsparcia est bardzo ważne, a pręgus wyczuł, że jego tata raczej jego mentora nie lubi, będąc złym na opóźnianie treningu swojego jednego z trzech synów. Z rozmyśleń dotyczących relacji Borsuczego Futra z Czerwonym Pazurem, wybił go melodyjny głos Lawendy, oznajmiający, że dotarli do miejsca, zwanego Płaczącymi Wierzbami. Kocurek zamrugał, odrywając wzrok od sylwetki wojowniczki, po czym rozejrzał się z widocznym na pyszczku zachwytem. Co za cudowne miejsce! Pręgus od razu poznał rośliny, które nazywane były wierzbami, więc kiedy tylko błękitno-futra przystanęła na moment, ten wystrzelił przed nią w podskokach, wesoło pomrukując i wąchając niepoznane nigdy z bliska roślinki. Poruszył uszami, kiedy kotka podsunęła naprawdę dobry pomysł. xx- Tiak! Posiukajmy bazich kotków, to super pomysł - oznajmił, odwracając się do wojowniczki, po czym zaczął się rozglądać za nieznajomą nazwą roślinki. Przeczesał chyba cały teren wokoło Płaczących Wierzb, jednak po paru uderzeniach serca, zjawił się przed przyjaciółko-ciocią i dopytał xx- A...jak one wyglodają? Bo..wstyd powiedzieć, ale ja nie moge ich znaleźć na wsiskie skaczące żabki świata!
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendzie miło się zrobiło jak słyszała takie ładne słowa od Dyni. Zaśmiała się pod nosem, bo wyobraziła sobie reakcję Żonkil słyszącą, że są bliźniaczkami. Na pewno nie byłaby zadowolona biorąc pod uwagę ich relację za czasów kociaka. Przynajmniej w głowie Dyni zostanie zapamiętana jako piękna kotka. I ogólnie będzie pamiętana. Może rudy kocurek, kiedyś o niej wspomni? Przekaże komuś, że istniała taka kotka? Smutna prawda jest taka, że jak Lawendowy Kwiat odejdzie pewnie już nikt nie będzie pamiętał o istnieniu Żonkil. Później i zapomną o jej istnieniu. Takie jest przemijanie... Wspomnienia Żonkil już nie wywołują bólu, jednak zawsze sprawiają, że Lawenda odchodzi gdzieś daleko myślami. Wyszła na wspaniałą wyprawę razem z Dynią, a nie żeby wracać do przeszłości i myśleć o kruchości życia! Niebieska kotką chrząknęła i postanowiła już nie poruszać tematu związanego z siostrą. Uśmiechnęła się delikatnie do Dyniowej Łapy przyjmując jego komplement i szczere do bólu słowa.
Córka Czyżyka poczuła ulgę słysząc, że rudy kocurek nie zdradzi jej tajemnicy, choć prawdę mówiąc miała wątpliwość. Nie wiedziała czy może ufać Dyni w tej sprawie, ponieważ jest strasznym gadułą i nie wiadomo czy w pełni kontroluje, to co mówi. Gdy Dynia ruszył nagle przed siebie, Lawenda dostała mini zawału. Nie wzięła pod uwagę tego, że jest taki szybki! Od razu zrobiło jej się gorąco. Cała skupiła się na tym, aby nie spuścić Dyni z oczu. W końcu jest pod jej opieką oraz jest za niego w pełni odpowiedzialna. Jakby coś mu się stało to ona będzie winna! Mimo niepokoju o syna Czerwonego Pazura, niebieska kotka stała nieruchomo. Nie chciała ruszyć za nim, żeby nie pomyślał, że mu nie ufa. W sumie nic nie wskazywało, na to, że Dynia ucieknie gdzieś daleko. Już po chwili zainteresował się otaczająca go przyrodą. Lawenda wypuściła głośno powietrze z płuc i z czułością obserwowała Dyniową Łapę. Wyglądał naprawdę uroczo. Gdy oznajmił, że poszukają bazi, córka Mknącego Ptaka ruszyła w kierunku wierzb rozglądając się po gałęziach. Po chwili Dynia znalazł się przed nią. Spojrzała na niego i spieszyła i wyjaśnieniem. - Są to takie małe, puchate, biało- szare kuleczki rosnące na gałęziach drzew!- wytłumaczyła i zaczęła się rozglądać. Po paru uderzeniach serca dostrzegła wierzbę na której rosły bazie. - Znalazłam! Jak też je zlokalizujesz krzyknij ,,bazie" i ścigajmy się do tej wierzby na której rosną.- zaproponowała zabawę. Lawendowy Kwiat miała nadzieje, że Dynia wypatrzy to samo drzewo, co ona. Dziwnie będzie jak oboje pobiegną do innych, chociaż na pewno się skapną, że nie podążają w tym samym kierunku.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Co to za zwątpienia w rudego pierworodnego Czerwonego Pazura? Kocurek był jednym z bardziej zaufanych kotów w klanie Wichru! Nigdy, nikomu nie powiedział tego, czego kot, który powierzył mu tajemnice nie chciał. Sam również wielu rzeczy, które miały być tajemnicą, nie mówił nawet Pomarańczowej, nawet własnej mamusi! Dlatego Lawendowy Kwiat, nie musiała obawiać się o to, czy ktoś przypadkiem nie dowie się o jej wolnym od obowiązków wojowniczki i wybraniu się nad...co to tam było? Coś ze słoną wodą, czego do końca Dyniak nie rozumiał. Jak woda może być słona? Nie, Lawenda tu coś pokręciła, przecież koty piją słodką, taką dobrą, a nie jakieś słone coś! Na samo wyobrażenie tego, żeby woda jaką kocurek pije, była słona - skrzywił się nieznacznie, dla Lawendy mogło to wyglądać dziwnie, tak bez kontekstu, jednak już nie od dzisiaj wiadomo, że Dynia się tym nie przejmuje, bowiem sam - tego tak nie postrzega. Jego zachowanie również na pewno niepokoiło kilka kotów. Ostatnio dane było mu podsłuchać rozmowę Czerwonego Pazura, ze swoją partnerką, a ukochaną mamusią rudego pręgusa, a głównym tematem był on sam i jakimś dziwnym trafem również Lśniąca Sadzawka. Czyżby jego rodzice w końcu rozmawiali na temat pozwolenia na wejście do lecznicy białej medyczki? Jeżeli tak, byłby to naprawdę super prezent dla pierworodnego tej dwójki. On tak dawno nie widział się z rodzeństwem! xx- Male...bialo-szare kulećki, puchate, drzewa... okej okej! Chiba w takim razie je znajde - pokiwał energicznie głową, powtarzając raz na głos, a kilka razy we własnym umyśle, opis wyglądu tych dziwnych stworzeń, albo roślin, który podała śliczna, niebieska koteczka. Były to bazie-kotki, coś, o czym słyszał, jednak bardziej brał to za legendę godną Świetlików, niżeli za realną roślinę, którą teraz miał znaleźć! Trzepnął nieznacznie koniuszkiem puchatego ogona, po czym skierował czujnie swoje trójkątne, małe uszy w stronę znowu przemawiającej Lawendy. Rozejrzał się za ową roślinką, którą podobno dostrzegła Lawenda, a kiedy ta wpadła mu w oczy, wyszczerzył się radośnie. xx- Bazia! Bazia! - wykrzyknął, po czym wystrzelił w kierunku...może nie tej samej wierzby, na którą spoglądała Lawenda, bo tej wzrokiem nie zobaczył, ale no! Pobiegł, zgodnie z zarządzonymi zasadami zabawy, wymyślonej przez starszą wojowniczkę. Kiedy to zbliżał się do drzewa, z przerażeniem stwierdził, że...no nie wyhamuje w odpowiednim czasie co poskutkowało pewnym śmiesznym wypadkiem, w który Dynia, mimo hamowania łapami, uderzył delikatnie głową w pień wierzby płaczącej, obrośniętej bazimi kotkami. Świat wirował, ziemia chciała uciec spod jego białych, bo obdarowanych białymi skarpetkami, łap, ale ten kocur się zdecydowanie nie poda! Chwiejnie, urwał dwie, trzy gałązki miękkich dla noska puchatych kuleczek, po czym dodreptał z tym skarbem do niebieskich wojowniczek, Tak, wojowniczek! Za sprawą uderzenia w korę, Lawenda nie była już jedna, a zamiast jednej niebieskiej sylwetki, pierworodny Czerwonego Pazura, widział kotek aż trzy! Kilka uderzeń serca, był już całkiem zdrowy a po uderzeniu nie został nawet ślad w postaci guza, ale...futerko między jego uszami oraz na czole, było nieznacznie poczochrane. Położył przed łapkami kotki swoją zdobycz, po czym nieco popchnął w jej kierunku noskiem xx- Plosie! Baaaazie kotki dla ciebie! Zbierzemy ich jeszcze? Podoba mi się tia zabawa! Poćwicze wzrok i szybkość, Bor-suk będzie zie mnie dumny...chyba - stwierdził, poruszając przy tym puszystym ogonem, jednak zamyślenie nie trwało długo, bowiem rudy nie czekając nawet na reakcje wojowniczki, zaczął się rozglądać za kolejną wierzbą. Jednak tym razem...lepiej oceni szybkość, a do najszybszych nie należał, może ta siła zależała od tej jego? Nieuniknione...
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka cały czas była przygotowana na okrzyk Dyni. Była podekscytowana i nie mogła się doczekać, kiedy usłyszy sygnał startu. Dla zmylenia Dyniowej Łapy rozglądała się na wszystkie kierunki, aby nie ułatwić mu zadania. Chciała, żeby nie sugerował się jej wzrokiem. W pewnej chwili nawet zaczęła sobie mruczeć pod nosem, co było sygnałem uspakajającym dla podekscytowania, a nie wyrażaniem zniecierpliwienia. Nagle nastąpiła wyczekiwana przez Lawendowy Kwiat chwila. Dynia rozpoczął wyścig. Córka Mknącego Ptaka natychmiast rzuciła się do biegu. Po paru uderzeniach serca skapnęła się, że rudy kocurek pobiegł w zupełnie innym kierunku. Zwolniła trochę, aby mieć go na oku. Korzystając z faktu, że Dynia skupił się za zadaniu zwolniła do truchtu. Była przerażona, gdy zderzył się on z płaczącą wierzbą. Lawenda zatrzymała się i już miała biec w jego stronę, kiedy Dyniowa Łapa zaczął dzielnie zrywać gałązki z pięknymi baziami. Szybko zrobiła zwrot i zamierzała udawać, że nie widziała wypadku syna Pomarańczowej Skórki. Nie chciała, aby poczuł się zażenowany tą niezręczną sytuacją. Córka Czyżyka skoczyła odbiła się od pnia i w locie ugryzła gałązkę, która po chwili się ułamała. Szybko rzuciła okiem na Dynie, po czym powtórzyła skok. Gdy wylądowała zaczekała na towarzysza wyprawy. Niebieska kotka zmierzyła go wzrokiem i stwierdziła, że chyba nie ucierpiał. Oprócz dziwnie ułożonego futerka na czubku głowy nie dostrzegła żadnych poważniejszych urazów. Ważne, że krew się nie lała. Dobrze, że niebieska kotka nie jest Medykiem i nie zdaje sobie sprawy z tego, że mogło dojść do wstrząsu mózgu. Wtedy ich wielka przygoda skończyła by się wizytą w lecznicy. - Dziękuje są śliczne! Musze cię pochwalić, bo dotarłeś szybciej do mety niż ja! I do tego nazbierałeś o jedną gałązkę więcej! Pewnie! Możemy zebrać pokaźny pęk! Byleby nam się w pyszczku zmieściły, bo jeszcze czekają na nas kwiaty! Oczywiście, że Borsucze Futro będzie z ciebie dumny!- powiedziała i dumnie się wyprostowała. Dlaczego wojownik nie miałby być zadowolony z Dyni? Zawsze jest do wszystkiego chętny i stara się wykonywać zadania jak należy, choć... nie zawsze to wychodzi. Lawenda ułożyła na kupkę zebrane gałązki bazi i przesunęła je pod wierzbą. Następnie skierowała wzrok na rudego kocurka i uśmiechnęła się. - Zostawimy je tutaj i zbierzemy kolejne. Ogólnie nie wiem czy wiesz, ale podobnie postępuje się na polowaniu ze zwierzyną. Zakopuje się ją w charakterystycznych miejscach, aby móc polować dalej. Później w drodze powrotnej odkopuje się ją- wytłumaczyła z entuzjazmem. Jak widać Lawenda bawi i uczy. Teraz czekała na jakieś pytania ewentualnie uwagi ze strony Dyni.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Może go trochę bolało czoło, bo w końcu nieźle przyfasolił w drzewo, ale! Większych skutków ubocznych nie odczuł. Może potem na jaw wyjdą skutki przyfasolenia w drzewo? Nigdy nie wiadomo, ale Dynia teraz mógł spokojnie stwierdzić, że miał naprawdę mocne czoło! xx- Oj tam wieś, zmylilem cie! Bo ty po...biegłaś...gdzieś...indziej....niż...ja! Taki splytny bylem, zie wypatrzyłem siobe trzy miejsca, gdzie byly basie kotki i wybrałem ten, do któlego nie pobiegnieś! Chociaż....nie...miałem...pewności czy to nie ten....który....zobaczyłaś jako pielwsia - kocurek schował bowiem język do paszczy i bardziej przykładał się do słów, ze słyszalnymi przerwami. Jak tak dalej pójdzie, Dynia w końcu wyzbędzie się tej nieznośnej wady wymowy, która tak bardzo wyróżnia go od innych kotów. Nie zna takiego drugiego, co w wieku 8 księżyców, sepleni jak kociak! Czy mu to bardzo przeszkadzało? Nie, jednak jego tatuś ewidentnie, coraz to bardziej usilnie naciskał na syna, by ten mówił normalnie. Czego się nie robi dla kochającego ojca? Kocurek zachichotał słysząc od kotki na temat zmieszczenia bazich kotków w pyszczku. Dynia jak chce, to potrafi naprawdę szeroko otworzyć pysk. Przekonał się o tym, kiedy podczas jednego z wielu wykładów ojca, usilnie starał się nie ziewać, a tu bum! Tak ziewnął, że mógłby połknąć rozpędzonego królika, za jednym razem! Ah, godziny wieczorne nie są dla niego, wtedy się śpi, a nie słucha o kodeksie wojownika. Oby Borsuk nie robił nocnych wypadów, bo Dyniak tam chyba zaśnie! Miał wyznaczone godziny odpoczynku, więc zasypiał zawsze o tej samej porze. Jednak w nocy, zawsze po przespaniu maks dwóch godzin, wymyka się na parę chwil i oczekuje na powrót Miętowookiej, a teraz również od niedawna na Krzykliwą Mewę z marnym bukiecikiem trawki i małych kwiatków. Teraz, po wyprawie z Lawendowym Kwiatem, uzbiera takie ładne kwiatuszki, że żadna z kotek, która opuściła klan nie oprze się i wróci! Jakby pręgusowi zaoferowali taki ładny komitet oficjalny, to by od razu rzucił wieczne łowy i wrócił do obozu by znowu być pośród rodziny i kotów, które bardzo lubił. Chodź usilnie wiele kotów, starało mu się wpoić do głowy pojęcie śmierci, rudy pręgus pojmował je inaczej. Owszem, koty umierały i odchodziły z obozów, na Srebrną Skórkę, do Gwiezdnych, jednak...nie mógł zrozumieć czemu. Nie był światkiem pogrzebu, gdzie ciało by nie wyglądało jak śpiący kot, bo chyba umierać nie można inaczej prawda? Zamyślił się trochę, jednak z ponownego wypłynięcia na morzę jego myśli, zatrzymał go fakt, że Lawenda wciąż mówiła, a nie ładnie było tak nic nie odpowiadać. Wziął swoją koncentracje za ogon i przyszpilił z powrotem do siebie, słuchając mówiącej koteczki. xx- Nie matw się La-wen-dziu! Nia pewno uzbielamy tyle kwiatków i bazich kotków, zie zmieścimy w pysiu - zapewnił wesoło, jednak nagle, zastrzygł uszami, kierując je w stronę odsuwającej stosik ich zdobyczy kotkę, zaczynającą mu coś tłumaczyć. Zamrugał. Właśnie dowiedział się czegoś przydatnego na swój trening! Zmrużył oczy i spojrzał na niebieską kotkę. - Cio lobiś? Nie bieziemy ich zie siobom? - zapytał na sam początek, a potem zamrugał szybko i skinęła energicznie łebkiem, zaczynając rozumieć, co powiedziała do niego wojowniczka. Coś podobnego kiedyś mówił mu Czerwony Pazur, a tyczyło się to właśnie upolowanej zwierzyny! To nawet lepiej dla syna Pomarańczowej Skórki, że po upolowaniu jakiejś no...na przykład myszki, zakopie ją a dopiero potem weźmie. Rudy pręgus nie lubił patrzeć na martwe stworzonka, dlatego praktykował zasłanianie łapą pyszczka myszek czy innych zająców, kiedy to je jadł. Tak...mu było o wiele lżej! Zapamięta sobie na przyszłość, bo brzmiało na ważną rzecz - zapisywanie w toku, wykonane! xx- Okej, ziapamiętane! Idziemy dalej? - dopytał unosząc wysoko ogon, po czym zerknął na nazbierane gałązki, licząc jej w głowie - Chiba jest ich duzio...nazbieramy je jeście potem, chce juś zobaczyć kwiatki! - podskoczył radośnie, po czym zadreptał i wymruczał w kierunku bazich kotów - Wlucimy malutkie! Nie bójcie się! - po czym wtulił nosek w kilka miękkich kuleczek, odsunął się i zrobił kółko wokół samego siebie, patrząc na zielonooką wyczekująco.
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Córka Mknącego Ptaka musiała się bardzo skupić, aby nadążyć za myślami Dyni. Przekaz zakłócały długie przerwy między słowami i lekkie seplenienie. Jedyne, co z jego całej wypowiedzi Lawenda wywnioskowała to to, że przyjął taką , a nie inną taktykę, żeby ją zmylić. Sprytne. Ogólnie niebieska kotka zaczęła się niepokoić wymową rudego kocurka. Tyle mówi, a wciąż nie widać znaczącej poprawy. Ma już prawie dziewięć księżyców więc powinien mówić trochę płynniej i jakby doroślej? Jedyne czym się można pocieszyć to fakt, że Dynia w ogóle potrafi mówić. Na przykład Mleczna Łapa już nie ma takiego szczęścia i jest skazany na wieczne milczenie. Nie może dać upustu emocji ani wyrazić ich słowami. Z nikim nie może nawiązać większego kontaktu i przekazać tego, co by chciał. Lawendowy Kwiat posłała promienny uśmiech synowi Czerwonego Pazura i wzięła głęboki oddech. - I to była dobra strategia dzięki której wygrałeś!- ponownie pochwaliła Dyniową Łapę. Następnie jej uwagę zwróciło brak wystającego języka u Dyni. Nawet nie zauważyła, kiedy go schował. Przez głowę niebieskiej kotki przeszła brzydka myśl, że rudy kocurek jak chce to potrafi zmieścić narząd smaku w pyszczku. Jednak już po chwili żałowała swoich przemyśleń. Dobrze wie, że Dynia się taki urodził i nic na to nie może poradzić. Trzeba go po prostu kochać z językiem na wierzchu, a nie wymagać, że ma go trzymać za zębami, co dla niego jest trudne
Znowu padło słowo ,, Lawendziu", na co córka Czyżyka westchnęła głośno. Zaczyna się powoli do tego przyzwyczajać. Ciekawi ją ile czasu minie zanim będzie powszechnie znana jako Lawendzia. Dlaczego w ogóle takie zdrobnienie powstało od jej pięknego imienia! Po wytłumaczeniu przez Lawendowy Kwiat, dlaczego postępuje tak z baziami, Dynia nie miał żadnych pytań. A właściwie miał. - To ruszajmy!- zareagowała z entuzjazmem. Jednak zamiast iść Dyniowa Łapa przypatrywał się gałązką, po czym stwierdził, że jest ich dużo. - W taki razie idziemy prosto na łąkę- odpowiedziała uśmiechając się od ucha do ucha. Niebieska kotka zrobiła parę kroków, ale Dynia nie ruszył za nią. Spojrzała na niego przez ramię pytającym wzrokiem. Okazało się, że syn Pomarańczowej Skórki podszedł jeszcze do bazi, aby obiecać im powrót. Lawenda westchnęła głośno i cierpliwie czekała na rudego kocurka. Co zabawne, on też jakby na nią czekał. Oboje patrzyli na siebie wyczekująco. Córka Mknącego Ptaka machnęła ogonkiem na znak, że jest gotowa do drogi i ruszyła. Minęli ostatnią płaczącą wierzbę i znaleźli się na obszarze porośniętym trawą. - Jesteśmy na terenie o nazwie Świszczące Trawy! Ta nazwa wzięła się od dźwięków jakie wydaje wiatr gnąc przez źdźbła. Teraz ta trawa jest w miarę krótka, ale za niedługo urośnie, a w niektórych miejscach może być dużo wyższa od nas! Podoba ci się to miejsce?- powiedziała z zaangażowaniem. Poczuła się trochę jak na treningu przy oprowadzaniu granic. Chyba może się przez ten dzień może się nazywać mentorką Dyni. Lawenda rozejrzała się dookoła. Trawa była już soczyście zielona i gdzieniegdzie zaczęły pojawiać się pierwsze kwiaty! O, tak! Zaraz rozpoczną kwiatobranie! Córka Mknącego Ptaka od razu wypatrzyła krokusy i żonkile, nawet mignął jej tulipan, aż nie wiedziała, za co się zabrać. Czekała na reakcję Dyniowej Łapy.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Nie minęło wiele czasu, do zobaczenia łąki potrzebne było minięcie jednej, dodatkowej płaczącej wierzby, która swoją drogę również na swoich gałęziach miała bazie kotki. Dynia był wprost zachwycony tym miejscem i samym faktem, że Lawendowy Kwiat zechciała go tu zabrać. Nie okłamała go mówiąc, że zabiera go w śliczne miejsce! Bowiem to co już mijali, było najlepszym dowodem na obronę słów wojowniczki. Dlaczego on tego nie widział, kiedy wyszedł z obozu bez opieki? Miał tego pecha, a jednak szczęście w pewnym sensie, że urodził się w Porze Nagich Drzew, gdzie większość Wichrowego terenu skrywał śnieg, nie dając mu dojrzeć piękna, jakie teraz miał wymalowane przed ślepiami. Jak tylko kotka oznajmiła gdzie się znajdują, podskoczył radośnie i uniósł wysoko puchatą kitę, będącą jego ogonem. Świszczące Trawy...tak nazywała się łąka, na którą rudy pręgus został zaprowadzony. Już miał pytać, dlaczego to się tak a nie inaczej nazywa, bo nigdzie świerszczy nie widział, ani nie słyszał ! Jednak niebieska wojowniczka spokojnie dążyła do wyjaśnienia, po chwili dając je synowi Czerwonego Pazura. A więc to wszystko sprawka wiatru i długości trawy, która teraz według Lawendy, nie miała jeszcze osiągniętej maksymalnej wysokości. Wydal z siebie westchnięcie zachwytu, kiedy przejechał wzrokiem od samej ziemi aż po końcówki zielonej już trawki. xx- Bardzo mi się podoba! - odparł wesoło, spoglądając na kotkę z szerokim i wesołym uśmiechem. Jak mogłoby mu się tu nie podobać! Przecież na ten sporej, otwartej przestrzeni tyle się działo. Gdzieś tam niedaleko przelatywał barwny motylek, przed pręgusem przeleciał byczący bąk, a wiatr targający delikatnie źdźbła traw roznosił wszędzie soczysty i kuszący zapach kwiatów. Dynia znalazł się w istnym niebie, bowiem właśnie tu, miał nazbierać obiecujący bukiet kwiatów dla między innymi Miętowookiej! Pisnął radośnie, po czym ruszył wesołym, skocznym krokiem w kierunku wyższych partii traw, zrywając bardzo delikatnie ładnie pachnące kwiatki o różnych kształtach i kolorach. Raz to były tulipany, raz żonkile, które miał zrywać dla siostry niebieskiej wojowniczki, która przecież miała tak samo na imię, a raz były to po prostu nieznane mu, polne kwiatki. Tak biegał i skakał pomiędzy trawami, aż w końcu przysiadł przy średniej wielkości kamyku, dysząc cichutko ze zmęczenia. Cóż za wielka frajda! Chyba przebiegł całą łączkę kilka razy! Tak bowiem odczuwał, bo jego poduszeczki aż go delikatnie piekły, a z pyszczka dobiegało cichutkie dyszenie. Złożył przed łapkami pokaźny bukiecik, wszelakich kwiatków, a sam rozejrzał się czujnie za niebieskim futerkiem zielonookiej. Poruszył koniuszkiem ogona, nieco się martwiąc, bo nigdzie nie wyłapał swojej towarzyszki. Czyżby oddalił się tak daleko, podczas zrywania kwiatków, że ta straciła go z oczu? Już miał wołać, jednak niedaleko przed sobą, dojrzał głowę Lawendowego Kwiatu, dzięki czemu uśmiechnął się wesoło i wstał, wskakując na kamień, wychylając się mocniej spomiędzy zielonych traw. xx- Tiu jestem La-wen-do-wy Kwie-cie! Mać ile juź tego mam! - odparł kocurek, zeskakując z kamienia, schylając się po położone na ziemi kwiatki, chwytając je delikatnie w ząbki, po czym szybko przydreptał w kierunku oczekującej wojowniczki, po czym z dumom pokazał ile to już zdołał uzbierać. Wypiął dumnie pierś, mrucząc wesoło, z wysoko uniesionym ogonkiem. Po chwili jednak roślinki znowu wylądowały na ziemi, a troskliwy wzrok pręgowanego syna Czerwonego Pazura oblał sylwetkę niebieskiej wojowniczki xx- Mysisz, zie Żon-kil i...Mię-to-wo-ok-k-ej śie spodobajom? W końciu dla nich tio zbieramy, o o i ja jeście dla Ja-gód-ki! Obiecialem jej jakieś ladne niebieśkie kwiatki, mam ich kilka, a ti jakieś masz?
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Właściwie to Lawenda nie potrzebnie zadała pytanie czy Dyni się tu podoba. Przecież to było widać! Zachwyt miał wypisany na pyszczku! Po chwili Dyniowa Łapa wystrzelił jak z procy i zajął się zbieraniem kwiatów, toteż niebieska kotka postanowiła się do tego zabrać. Podeszła do żółtego żonkila i powąchała go. Nagle coś zakręciło jej się w nosie i kichnęła głośno. Pech chciał, że to było inwazyjne kichnięcie i zielone smarki poleciały na żółtą roślinę. Lawenda spojrzała na swoją robotę z obrzydzeniem i stwierdziła, że musi się stąd ulotnić udając, że to nie jej dzieło. Szybko skontrolowała Dynie, który w porównaniu do niej się nie obijał. Niebieska kotka szybko przystąpiła do zbierania kwiatów, aby nadrobić stracony czas. Zerwała już parę roślin, kiedy zdała sobie sprawę, że dłuższą chwilę nie kontrolowała rudego kocurka. Podniosła głowę, ale nie mogła dostrzec syna Czerwonego Pazura. Momentalnie poczuła zimny pot na czole i przełknęła głośno ślinę. Ku jej uldze usłyszała jego głos, a potem go dojrzała. - Jesteś! Już się martwiłam, że ciebie zgubiłam!- zareagowała z wyraźną ulgą. Przez to, że Czerwony Pazur, Borsucze Futro i Sokoli Cień wyrazili zgodę na tę wyprawę, Lawenda podwójnie martwi się o Dynie. Ta odpowiedzialność i presją trochę ją przytłaczają. Znacznie mniej by się stresowała, gdyby nikt o ich przygodzie nie wiedział. Niebieska kotka zaczekała na Dynię i następnie rzuciła okiem na jego kwiaty. - Są śliczne! Na pewno im się spodobają! Dla Jagódki? Dynio! Jakie to miłe z twojej strony! Też bym chciała, żeby jakiś kocur dał mi kwiaty!- powiedziała śmiejąc się. Nie spodziewała się, że rudy kocurek jest takim dżentelmenem. Tym pozytywnie zaskoczył córkę Czyżyka. Chyba zacznie zazdrościć Jagódce, że ma tak wspaniałego przyjaciela. Lawendowy Kwiat aż łapki swędziały, żeby zapytać czy coś między nimi jest, ale wiedziała, że siostrzenica jest jeszcze malutkim kociakiem i jej myśli są niedorzeczne. - Ja mam żonkile, tulipany zawilce, krokusa i dla Jagódki trzy szafirki!- odpowiedziała i łapka wskazała poszczególne gatunki. Porównując się z synem Pomarańczowej Skórki stwierdziła, że zbierała typowo wiosenne rośliny, a nie polne, które również są ładne. W sumie zebrali mnóstwo kwiatów i cel został osiągnięty. Jednak Lawenda nie zamierzała jeszcze wracać do Obozu, bo przecież dopiero z niego wyszli! Przynajmniej tak szybko zleciał czas niebieskiej kotce. - Co byś powiedział na jeszcze jakąś zabawę? - zaproponowała. Sama jeszcze nie wiedziała jaką. Może jakiś wyścig, wyzwanie, zgadywanki? Albo polowanie na owady lub szukanie poszczególnych gatunków owadów! To może być w miarę ciekawe. Trzeba to wypróbować!
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Kocurek radośnie wyszczerzył kiełki, kiedy to kotka powiedziała o swoich obawach, stracenia go z oczu, On i ucieczka? Wolne żarty! DO tego jak można taką żywą, rudą kulkę zgubić w takiej trawie? Chociaż... chwila nieuwagi, a już ten się gdzieś chowa, wywali i bum! Po Dyni! Jednak teraz tak zrobił jedynie raz, kiedy przez swoją nieuwagę, zaplątały mu się przednie łapy i poleciał jak długi, nieco miażdżąc okoliczne kwiaty i trawę, pewnie pozbawiając domu nie jednego owada, jak nie życia! Ale teraz, sterczał przed wojowniczką, pokazując zbiory, jakie udało mu się uzyskać podczas radosnego brykania po wielkiej łące. Obserwując własne kwiaty i po części te, które nazbierała śliczna niebiesko-futra wojowniczka, Dynia spokojnie przeliczał, jak je ułożyć, w jakiej kolejności, by wyglądały ładnie i schludnie i oczywiście kusząco! Bo przecież to było najważniejsze, by zerwane kwiatki były na tyle kuszące i ładne, by Miętowooka skusiła się wrócić i spakowała biały kuper ze sobą do obozu. Rudy pręgus zdawał sobie sprawę, że opuszczenie krainy wiecznych łowów jest dość...trudne, ale czego się nie robi dla swojej rodziny? Na pewno zarówno partner Sokolego Cienia - Zajęczy Sus, jak i mentor pociesznego kocurka, czyli Borsucze Futro, bardzo by się ucieszyli z faktu powrotu matki. xx- O jeju! - powiedział zaskoczony, kiedy to Lawenda powiedziała o kwiatach dla Jagódki i tym, że i ona bardzo by chciała, by ktoś jej przynosił takie upominki. Uniósł spojrzenie, zawieszając je na pysiu starszej od niego kotki, po czym z determinacją uśmiechnął się, a jego zielone ślepia aż błysnęły szczerą sympatiom. Każda prośba ze strony Lawendzi jest dla Dyni rozkazem! - Jak tio? Te starsze kocury tio dopiero siom bezwstydne jak nic! Nie znajom się na sznaowaniu ślićnych kotek. Obieciuje La-wen-do, zie będę codziennie z lana, jak Bor-suk mi pozwoli, psinosil ci kwiatuśki! - zarządził, mrużąc z uczuciem swoje ślepia. Jak to w ogóle możliwe, by taka super kotka nie dostawała kwiatów i była sama! No Dynia tego kompletnie nie rozumiał, ale już po problemie! Teraz to rudy syn Pomarańczowej Skórki zajmie się dostarczaniem prezentów prosto, pod legowisko niebieskiej wojowniczki, dopóki inny kocur nie przejmie jego pałeczki, zostając tym..całym partnerem - czy jak to tam się nazywało - dla zielonookiej. Zakodował sobie kolejne postanowienie, tupnął łapką na potwierdzenie i zatwierdzenie wczytywanego postanowienia, po czym w spokoju wysłuchał każdej nazwy zebranego przez kicie kwiatu. Zawilce...żonkile...tulipany! O a on nawet zebrał chabry, bo były niebieskie, a takie kwiatuszki właśnie obiecał córce Zaćmionego Księżyca, a siostrzenicy Lawendy. Kwiatów było mnóstwo, dodając do tego również gałązki bazich kotów...wspaniałe bukiety porobi i każda z kotek będzie zadowolona! Planowanie przerwał mu jednak znajomy, melodyjny głosik, na który zareagował entuzjastycznie. Podskoczył dwa razy, unosząc wysoko puszystą kitę. Zabawa! O tak, zabawy z wojowniczką to było dopiero coś, zawsze wymyślała coś, co bardzo podobało się kocurkowi. Może i nie był już fizycznie kociakiem, a rosnącym jak na drożdżach terminatorem, ale to nie zmieniało faktu, że - uwielbiał się bawić. xx- Cio bym powiedział? Z wielką chęcią! Ti wymyslaś siupel zabawy! A w cio byśmy się pobawili? W siukanego? ALbo..znajdź kwiatek! O o albo albo...poszukajmy owadów!
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Córka Mknącego Ptaka podziwiała zbiory jakie zgromadził Dynia. Wszystkie kwiaty były śliczne i co ważne nie uszkodzone. Jeszcze. Kto wie, czy podczas drogi powrotnej się nie połamią lub nie zgubią płatków. Przed Dyniową Łapą i Lawendowym Kwiatem trudne zadanie, aby donieść bukiety w nienaruszonym stanie. Biorąc przykład z syna Czerwonego Pazura, niebieska kotka, zaczęła sortować kwiaty wedle koloru. Ułożyła parę kupek i uśmiechnęła się do Dyni, który wyglądał jakby obmyślał jakiś plan działania. Może już w głowie układał jakąś kompozycję?
Wystarczyło jedno spojrzenie na rudego kocurka i już Lawendowy Kwiat wiedziała, że coś kombinuje. To, co usłyszała przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Codziennie otrzymywanie kwiatów? Marzenie nie jednej kotki! Córce Mknącego Ptaka zrobiło się cieplej na serduszku. Dyniowa Łapa jest kochany, szkoda, że nie ma więcej takich kocurków jak on w Klanie, choć oczywiście, co za dużo to niezdrowo. - Och, dziękuje Dynio! Jestem poruszona twoim gestem, ale może lepiej nie codziennie? Raz na jakiś czas w zupełności wystarczy! Po co masz tak wcześnie rano wstawać i się poświęcać? I tak będziesz najlepszym ze wszystkich kocurów w Klanie! - powiedziała czule do pręgowanego kocurka i dotknęła ogonem jego boku. To, co Dynia zamierza dla niej zrobić jest niesamowite i Lawenda podziwia go za to, jednak nie chce, aby wstawał codziennie z samego rana, żeby zrobić jej przyjemność. Według niej to za duże poświęcenie. - Jakbyś czytał mi w myślach! Właśnie chciałam ci zaproponować poszukiwanie owadów! Rozumiem, że orientujesz się mniej- więcej w gatunkach? Możemy zagrać w kto pierwszy znajdzie danego owada albo kto znajdzie więcej gatunków w danym czasie! Która opcja ci się bardziej podoba?- zapytała z błyskiem w oku. Już nie mogła się doczekać zabawy. Za bycia kociakiem za często nie korzystała z owadów w ramach rozrywki. Czasem bawiła się pająkami, które chciały zadomowić się w kociarni. Biedne stawonogi, należy im tylko współczuć. - Ogólnie to jak obserwowałeś świetliki z Jagódką to próbowaliście je złapać?- zapytała zaciekawiona. Gdyby ona miała obserwować te owady, na pewno skończyło by się próbą zapolowania na jednego.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
xx- Nio dobzie La-wen-do! Bedę ci psinosil cio jakiś ciaś kwiatki! Byś nie byla smutna, a potem jak inny kocurek będzie to lobil, oddam mu tą...eee...powinność! - wyszczerzył się z szczerą sympatiom wypisaną na pyszczku. W końcu to był jakiś dobry uczynek, a sądząc po reakcji niebiesko-futrej wojowniczki - był to również miły gest w jej kierunku. Nie rozumiał nieco, dlaczego inne kocury tak nie robiły. Przecież Lawenda była naprawdę śliczną kotką, to chyba jakiś przykry psikus Gwiezdnych przodków, że wokół niej nikt się nie kręci! Albo kręci, tylko rudzielec tego nie widzi. Zastanowił się nad tym chwilkę, znowu wpatrując się w nazbierane kwiatki, a potem bardzo delikatnie i starannie ułożył je w małą kupkę, by móc w spokoju oddać się zabawie, którą planowała zrobić kotka. Słysząc plany, dotyczące zabawy związanej z owadami, ponownie się ożywił, tak jak chwile po usłyszeniu samej, niezbyt sprecyzowanej propozycji zabawy. Dynia mimo bycia już terminatorem, nadal uwielbiał się bawić. Czerwony Pazur próbował wbić mu do głowy powagę i dyscyplinę, jednak jak widać, wszystko to skończyło się na niczym. Oczywiście, kiedy było trzeba, młodzik był jakoś...jakkolwiek poważny, jednak teraz w ciasnym bo dwuosobowym gronie przyjaciół - Dynia zwyczajnie tego nie potrafił. Po co ma udawać kogoś innego przy kimś, kto go zna od kociaka? I to jedno księżycowego! To nie jest ani stosowne, ani miłe i uczciwe w kierunku młodej wojowniczki. Również sam pręgus nigdy by się tak nie zachował, bo to niegrzeczne, a go jak i resztę rodzeństwa - Pomarańczowa Skórka wychowała jak należy. No właśnie, jak już o rodzeństwie mowa, wypadałoby porozmawiać zarówno z Sadza i Bączek, którzy niedawno opuścili legowisko Lśniącej Sadzawki, pozostając dalej kociakami gdy Pesteczka, Krecik i sam Dynia, byli już terminatorami, szkolącymi się na wojowników. Na samo wspomnienie dwójki rodzeństwa, nieznacznie trzepnął ogonem. Do nich tez podejdzie z kwiatuszkami, to nieuniknione! xx- Moziemy posiukac jak najwięciej owadów! Tio super brzmi! Juś nawet wiem gdzie jakie są, mówiąć sromnie, ciastem warto sie wywalić, by poznac inny punkt widzienia świata - powiedział filozoficznie, po czym wesoło się wyszczerzył. Ten już miał plan! Jak zbierał kwiaty, nie raz mu się łapy poplątały i wylądował z nosem w ziemi, mogąc wtedy spokojnie z lekko obolałym nosem, poobserwować małe żyjątka w postaci mrówek, baków czy biedronek. Miał przewagę nad wojowniczka, bowiem wiedział, gdzie te poszczególne owady znaleźć w bardzo szybkim tempie! Tak tak, to było za tamtą kępką trawy! Tylko..którą kępką? Już się odwracał, myśląc, że zabawa się rozpocznie, a kiedy to miał już startować, zielonooka przemówiła, jednak nie dlatego by rozpocząć liczenie gatunków żyjątek, a zadała pytanie! Poruszył nieco zaskoczony trójkątnymi uszami i spojrzał na kocice z błyskiem w zielonych ślepiach. xx- O tiak, probowalem jakiegoś zlapać, ale nio, byl bardzo, bardzo wysoko wieś? Ja-gód-ka, powiedziala mi, zie to są gwiazdy a nie Świetliki, jednak ja wiem swoje! A zleśtom, nawet jeden spadl roziumiesz? Nie wiem gdzie, ale...oh nie udalo mi się go znalapać w porę, ale ciuś, może nastepnym razem! Ja-gód-ka jest taka super w obserwowaniu! I jest mądra i ładnie mówi i....Och La-wen-do chcialbym być jak ona wieś? Ona tiak ładnie mówi - nieco się powtórzył, kręcąc łebkiem z lekkim zniecierpliwieniem po czym zadreptał w miejscu - Biegniemy siukać? Prosze prosze prosze!!
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Taki układ Lawendzie pasował! Będzie miała co jakiś czas niespodzianki! Nie będzie znała dnia ani godziny, kiedy dostanie od Dyniowej Łapy kwiaty. Natomiast rudy kocurek nie będzie zobowiązany do codziennego ich zbierania. Będzie mógł zrywać kwiaty, kiedy najdzie go chęć i ochota. Czy ona kiedykolwiek doczeka się kocura, który przejąłby pałeczkę po Dyni? Z tym może być ciężko. Skoro do teraz taki osobnik się nie pojawił to szansę z dnia na dzień są coraz mniejsze. Kotów w zbliżonym do jej wieku raczej ubywa niż przybywa, więc ze znalezieniem partnera może być trudne. Ewentualnie z kimś młodszym, ale według Lawendy tak nie wypada. Jedyną nadzieją niebieskiej kotki jest chwilowo Tonące Słońce. Niestety, jest on samotnikiem, co stanowi pewien problem. - Umowa stoi!- powiedziała posyłając Dyni promienny uśmiech. Na pewno smutna nie będzie. Skoro do tej pory funkcjonowała bez otrzymywania kwiatów to jakby musiała, to żyła by tak dalej, ale przynajmniej Dynia doda do jej żywota trochę kolorów.
Szukanie jak najwięcej owadów? Mówisz, masz! Lawenda już zaczynała obmyślać strategię. Skupiła się na łatwości złapania danego insekta. Na pewno odpadają te latające, bo na nich straci sporo czasu, który teraz będzie decydował o wygranej, a tym razem to niebieska kotka chce zwyciężyć. Choć oczywiście liczy się dobra zabawa. - Wow! Dynia! Jak to mądrze zabrzmiało!- zareagowała z uznaniem. Jego słowa można interpretować dosłownie oraz dopatrując się w nich głębszego znaczenia. To ci Dynia! Kto by pomyślał, że jest on takim filozofem! Następnie Lawendowy Kwiat uważnie wysłuchała odpowiedzi na swoje pytanie. Uśmiechała się do Dyniowej Łapy, gdy ten opowiadał. Próbowała wyobrazić sobie tę scenkę. Rudy kocurek próbujący dosięgnąć świetliki, które są poza jego zasięgiem, aż tu nagle jeden z nich spada... Dobrym zakończeniem byłoby, gdyby syn Czerwonego Pazura go znalazł, ale cóż... Niebieska kotka chciała przytaknąć, że rzeczywiście Jagódka od kocięcia mówiła bardzo ładnie, ale widząc zniecierpliwienie Dyni postanowiła od razu działać. W ogóle jak ona śmie przedłużać? - Tak! Przepraszam, że cię zagaduje. W takim razie proponuje rywalizacje, kto najszybciej zbierze dziesięć owadów!- odpowiedziała. Trochę musiała zmienić początkowe ustalenia dotyczące zasad zabawy, ponieważ nie miałby kto kontrolować czasu, a sami by go sobie nie odmierzyli. Miała nadzieje, że rudy kocurek nie będzie miał jej za złe takiego zmieniania reguł. Zresztą zawsze istnieje uniwersalne usprawiedliwienie, że kotka zmienną jest. Córka Mknącego Ptaka napięła wszystkie mięśnie i krzyknęła. - Start! Następnie skoczyła przed siebie skupiona, aby znaleźć swojego pierwszego owada.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Rywalizacja brzmiała ciekawie, jednak Dynia wprawdzie nie chciał tego robić naprawdę. Cieszył się, że owa rywalizacja zaproponowana przez starsza od niego wojowniczkę, była jedynie zabawą a nie czymś, co mogłoby poróżnić zarówno Lawendę jak i syna wichrowego wojaka. o tego to by na pewno nie chciał! Nie pamiętał pierwszej propozycji w całości, jedynie zapamiętał słowa klucze - robaki i szukać, czy tam zbierać, jeden kot! Na słowa zielonookiej, dotyczące zasad, pokiwał szybko łebkiem, zgadzając się z nią w stu procentach. Przez jego sierść przeszedł dreszcz podniecenia, łapy go swędziały by już wystrzelić w trawę i pozbierać tyle owadów ile zarządziła Lawenda. Chyba dziesięć jak dobrze usłyszał, a to pikuś! Miał na oku już co najmniej trzy różne rodzaje! Może nawet uda mu się złapać motyla, latało tu kilka w pobliżu i to naprawdę całkiem ładnych. Chociaż po dłuższej analizie tego przedsięwzięcia, Dyniak stwierdził, ze nie będzie chciał niszczyć skrzydełek mniejszego od niego stworzonka - były zdecydowanie za ładne na taki brutalny los! Jego podniecenie sięgało zenitu, tylko czekał na sygnał, który pozwoliłby mu już wyruszyć na to polowanie. Koniuszek ogona drgał mu ze zniecierpliwieniem a wibrysy również dzielnie dorównywały ogonowi w dzikich pląsach, aż tu w końcu... Lawenda dała sygnał, dzięki któremu kocurek wystrzelił najszybciej jak tylko potrafił, znikając w trawie. Zatrzymał się na moment i rozejrzał. Trzeba poszukać kępki trawy, która miała za sobą kryć siedlisko małych, brązowych punkcików będących mrówkami. Tylko która to była kępka? Rozejrzał z lekkim zdezorientowaniem, a wtedy w polu jego widzenia pojawił się mały czerwono-czarny kształt, wspinający się uginającym się źdźble trawy - biedroneczka! Od razu, powoli się tam zakradł, a na mały, niespodziewający się niczego kształt robaczka, spadł ciemny dzień sporo większego terminatora. Zielone ślepia zamrugały, a pyszczek wykrzywił się w radosnym grymasie. Przez to, że młodzik, patrzył na owada z bardzo bliska, musiał nieco nienaturalnie skierować oczy przed siebie, co sprawiało, że jakby ktoś go teraz zobaczył, oj! Zbłaźniłby się bardziej niż zazwyczaj miał okazje to robić. Sam tego nie odczuwał, ale Czerwony Pazur mówił mu kilka razy o tym, jak infantylny jest. Dnia nie znał znaczenia tego słowa, więc nie przejął się tym strasznie bardzo, chociaż zobaczył że coraz częściej zarówno Czerwony jak i Pomarańczowa, rozmawiają ze sobą ciszej, szepcząc coś w jego towarzystwie. Co to oznaczało? Nim się biedronka zorientowała, rudy gigant za nią, urwał źdźbło trawy, niosąc je dumnie w pyszczku, trzęsąc nim niesamowicie. Dopiero kiedy podopieczny Borsuczego Futra zorientował się, że mógł dawno już zrzucić biedronkę z trawy, zatrzymał się i skontrolował stan pasażera. Nadal była, więc..chyba nic jej się nie stało prawda? W ciągu niedługiego czasu, kocur uzbierał jeszcze dwie mrówki, dwa żuki, jednego pająka i jakieś dwa ślimaki. Szybko zliczył swoje zdobycze i stwierdził że brakuje mu jeszcze dwóch owadów, by była równa, ustalona ilość. Poruszył delikatnie ogonkiem, nie pozwalając łapą żadnemu ze złapanych uciec. Rozejrzał się i po chwili przybył z jeszcze jednym kolegą do kolekcji - bączkiem, tak, jak miał na imię jego brat. Teraz tylko czekać na Lawendzie! Ciekawe ile to ona uzbierała.
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Córka Mknącego Ptaka nie traciła czasu. Od razu przystąpiła do szukania owadów. Skradała się wśród traw i po chwili wypatrzyła mrówkę. Urwała liścia babki lancetowatej i położyła przed insektem, aby on na nią wszedł. Szczęście sprzyjało Lawendzie. Okazało się, że czarnych owadów jest więcej! Niebieska kotka dopilnowała, aby kilka z nich znalazło się na liściu. Właściwie to mogłaby zebrać dziesięć mrówek, ale nie wypadało złapać stawonogów jednego gatunku. Szybko rozejrzała się dookoła i wypatrzyła motyla o pięknych pomarańczowych skrzydłach z niebieskimi oczami! Aż Lawendowy Kwiat uśmiechnęła się do siebie. Stwierdziła, że podejmie jedną próbę schwytania go! Niestety, owad okazał się szybszy i odleciał zostawiając Lawendę z pustymi łapkami. Niebieska kotka westchnęła zrezygnowana i szybko przystąpiła do dalszych poszukiwań. Nagle dosłownie przed jej oczami ukazał się pasikonik, który dołączył do kolekcji. Udało jej się również złapać dwie biedronki, dwa pająki oraz konika polnego za którym musiała skakać jak zając zanim go dopadła. Lawenda poczuła przypływ adrenaliny. Wiedziała, że lada chwila zabawa dobiegnie końca, a jej brakowało jeszcze jednego owada. Zaczęła się gorączkowo rozglądać i nagle wypatrzyła kowala bezskrzydłego z rodziny pluskwiaków. W oka mgnieniu złapała go i wyprostowała się, aby zlokalizować Dynie. Od razu go spostrzegła. Pręgowany kocurek wyglądał jakby na nią czekał. Czyżby już uzbierał wszystkie owady? Lawenda zabrała wszystkie swoje zdobycze i dotarła do Dyniowej Łapy. Gdy tylko położyła swojego liścia przed synem Czerwonego Pazura pasikonik z konikiem polnym dali susa i zniknęli. Biedronki odleciały, a mrówki z pozostałymi owadami się ewakuowały. - Och! Wszystkie mi uciekły! - zareagowała rozczarowana. Nawet nie zdążyła pochwalić się Dyni ile ich było. Westchnęła głośno i uśmiechnęła się do Dyniowej Łapy machając podekscytowana ogonkiem. - No, nic, pochwal się, co ty zebrałeś!- powiedziała i zerknęła na zdobycze Dyni. Była pod wrażeniem jakie ciekawe gatunki znalazł. Przeraził ją trochę bączek. Nigdy za bardzo nie rozróżniała osy, bąka, trzmiela czy pszczoły toteż wolała unikać wszystkich owadów czarnych w żółte paski lub żółtych w czarne paski. Byleby tylko to coś nie było za blisko niej i nie użądliło. - Ślimaki? Dynia! To nie są owady! - zaśmiała się. Przynajmniej mu nie uciekły. W sumie dobry pomysł, aby do jakiejś zabawy wykorzystać mięczaki, ale to już nie dzisiaj. Czas powoli robić bukiety, bo to może chwilę zająć, zwłaszcza układanie jakiejś oryginalnej kompozycji. - To jak układamy bukiety?- zaproponowała. Mały przerywnik w formie zabawy był to teraz czas na przystąpienie do pracy!