Logo Artemidy
Bzycząca Polanka
Uśmiechnął się pokracznie na słowa Szlak, ale nie skomentował jej słów. Czasami nie wiedział skąd ona miała w sobie takie pokłady optymizmu, ale on nie potrafił w taki sposób patrzeć na świat. Starał się! Czasem przynajmniej… tak mu się wydawało. Jednak zarazem ciężko było się starać jak głowa pracowała mu na najwyższych obrotach chcąc przypomnieć mu dlaczego jest najgorszy.
— Nie wiem… Z-z-z-ajęcze Ucho i Bławatkowa Łąka zawsze w-w-w-ydawali mi się dość straszni… M-m-m-am wrażenie, że n-n-nie uważają mnie za w-wi-wichrzaka i n-niezbyt lubią — wyznał bardziej zawstydzony, niż zasmucony. Zdawał sobie sprawę z tego jak mało zrobił dla klanu i że naprawdę powinien zacząć się starać. Znaczy! Już się starał! Tylko… miał wrażenie, że niewystarczająco. Że mógł bardziej. — A-ale skoro mówisz, że jest bardziej smtuna… to wi-wierze ci — powiedział delikatnie. — Myślę, że k-kwiaty od ciebie na pewno ją roz-rozweselą. — Uśmiechnął się odrobinę i zdecydował na drobne, lekkie pchnięcie jej swoim bokiem o jej bok. Potem żałował. Odrobinę. Że przesadził, ale nie mógł już cofnąć czasu, więc po prostu szedł jakby nie mógł rozluźnić mięśni. — O! Ma se-sens. — Dekorowanie kociąt brzmiało dość głupiutko, ale jednak prawdą było, że je dekorowali. Chociaż chyba bardziej jagodami? Nie wiedział, odrobinę bał się zbliżać do kociarni, że coś popsuje albo zrobi krzywdę kociakowi… poza tym za dużo czasu tam spędził, jeśli Roziskrzona Gwiazda by go tam zobaczyła to chyba wylądowałby poza klanem już naprawdę.

Nie bardzo wiedział… jak odpowiedzieć na pytania zadane przez Szlak, więc jakiś czas po prostu stał i patrzył na łąkę, obserwował czy wszystko na pewno było bezpiecznie dla klanowej Matki. A potem odwrócił się i jakoś tak uśmiechnął sam do siebie… cóż, Szlak miała to do siebie, że potrafiła łączyć bycie silnym z delikatnością. Umiała sobie poradzić w wielu rzeczach, a ostatecznie chodziła po polankach i zbierała kwiatki. Pożarek tak nie potrafił, żyć i potem doceniać. Chyba gdzieś mu to zanikło. Zmrużył oczy kiedy śledził zezowatymi oczkami poczynania kotki, w ciszy, nie wiedział czemu w sumie. Powinien jej odpowiedzieć… ale lubił ciszę między nimi. Może dlatego, że nie miał okazji się wtedy wygłupić? Mógł być najlepszą wersją siebie, jeśli tylko się nie odzywał. Nie psuł humoru swoimi myślami, nie wygadywał jaki beznadziejny jest i czego się nie boi, po prostu… żył obok. I chyba brakowało mu tego. Pytanie szylkretki wybiło go z własnych myśli, ale spokojnych, dlatego też przytaknął jej jedynie z uśmiechem, dopiero po chwili rozumiejąc, że chodziło jej… ojej. Delikatnie nachylił się żeby mogła dosięgnąć, chociaż nie dzieliło ich wcale aż tyle, ale… nie chciał po prostu żeby musiała się gimnastykować. Poczuł jak uszy go pieką, a całe ciało delikatnie roztapia się.
— C-co-co to za kwiatek? — zapytał cicho, nie potrafiąc złapać kontaktu wzrokowego.
➡ They call you cry baby ⬅xxxxxxxxx
【 CrY bAbY 】xxxxxxxx

xxxxxxxxxxxx[Obrazek: dao7sq9-ac61d9c1-4283-424e-b785-178a174b...8tWwD1Kxnw]
You S E E M to ( replace ) your brain with your heart
xxxYou take things so hard and THEN you fall apart
xxxxxxYou try to explain but __before__ you can START
xxxxxxxxxTHOSE cry baby tears < come out of the dark >
-ˋˏ✄┈┈┈┈
Someone's turning the handle to│that f a u c e t│in your eyes
You pour it out where everyone can s e e
Y o u r heart's too BIG f o r your body it's why IT won't fit inside

You pour it out where everyone can SEE
LVL 3 165 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Uniosła brwi jeszcze wyżej, ale nie odpowiedziała nic, bo kocur zaczął się jąkać bardziej niż zazwyczaj wspominając o parze starszyzny. Może lepiej było zmienić temat. Tyle zdążyła pomyśleć, zanim pożarkowy bok tryknął delikatnie o jej własny, a szylkretka na jedno uderzenie serca zapomniała o oddychaniu. Całe szczęście, że pod czarnym futerkiem nie było widać, że się zarumieniła. Gwiezdni, oni kiedyś gonili się przecież po Ciepłych Skałkach. Czemu wtedy nie reagowała w ten sposób? Czemu teraz każde smagnięcie kremowego futra rozchodziło się ciepłem po jej boku?
  Odchrząknęła.
  — Hm, tak, taką mam nadzieję.
  Czy jej się wydawało, czy kocur zaczął chodzić jakoś bardziej sztywno? Obserwowała go kątem oka przez najbliższą chwilę, zbyt zmieszana żeby obrócić łeb i spojrzeć centralnie na niego. Zamiast tego odpowiedziała coś o trzymaniu suszonych kwiatów i że świeże jednak lepiej nadają się do dekoracji...

  Zbieranie kwiatów pozwoliło jej się uspokoić. Zajęcie było znajome i właściwie automatyczne, więc zanim się obejrzała, nazbierała całe mnóstwo ładnych koniczyn. Musiała przyznać, że wyprawa na kwiatki z kimś w roli obserwatora była znacznie bardziej relaksująca niż pójście samemu. We dwoje nie trzeba było spoglądać za siebie co jakiś czas, ani nadstawiać uszu, wsłuchując się w odgłosy łąki i szukając w nich ujadania psa czy krzyku jastrzębia. Gdyby była z kimś innym, kogo znała mniej, pewnie czułaby się strasznie dziwnie będąc obserwowaną przez cały czas krążenia po Polance. Pożarek jej nie przeszkadzał. Nie czuła się oceniana kiedy spędzała kilkanaście uderzeń serca na kontemplowaniu czy dany kwiat będzie przydatny czy nie, ani na rozpraszaniu się i patrzeniu w niebo, bo akurat przeleciały nad nimi szpaki.

  Kocur przytaknął, ale chyba się nie zrozumieli, bo zdążyła postawić krok naprzód, zanim ten się pochylił. Uśmiechnęła się pod nosem i wyciągnęła szyję, bo pomimo swoich długich łap, daleko jej było do wzrostu Pola i nawet pochylony Pożarek był od niej wyższy. Ostrożnie wetknęła koniczynę za rude uszko, starając się nie zwracać uwagi na to, jak blisko niego była, ani to, że jej wąsy zahaczyły o jego ucho.
  — Koniczyna. — Odpowiedziała, wycofując się i podziwiając swoje dzieło z odległości jednego kroku. Miała rację, wyglądał bardzo ładnie z różem. Kiedy nauczy się robić wianki, mogłaby mu zrobić taki cały z koniczyn... na ceremonię kocięcia już trochę dla niego za późno, ale może na jakąś inną? Albo na wielki wyścig? Wyglądałby bardzo ładnie... — Są jeszcze białe.
  Stała tak i patrzyła na kocura, zastanawiając się, czy to dobry moment na wspomienie o tej gałązce czy powinna poczekać na lepszy. Wreszcie wypuściła powietrze nosem i otworzyła pyszczek.
  — Widziałeś brzozową gałązkę u siebie w legowisku?
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Koniczyna… w sumie nie wiedział, że koniczyny mają kwiaty, znaczy!, bo brzmiało logicznie, ale jakoś nigdy o tym nie pomyślał. Koniczyna to były te listki, gdzie potrzeba było czterech by mieć szczęście, a trzy były typowym znaleziskiem… w sumie nie był pewien czy więcej, niż cztery wtedy oznaczało pecha? A może większe szczęście? Co jakby znalazł koniczynkę z sześcioma listkami? Może mógłby ją wtedy uważać za wyjątkową? Suckes, że znalazł? Ale trochę nie wiedział czy powinien… szukanie koniczyn wydawało się zajęciem dla kotów, które coś osiągnęły, a co on takiego zrobił? Jeszcze nic. Przynajmniej dla własnego klanu… Łabędzia Gwiazda wydawał się bardziej go doceniać, a i tak zmarł… Pożarek już nie był pewien czy to była jego wina, siedziało mu to jednak w głowie.
— Hm? O… — Odpłynął we własnym umyśle, gdzieś pomiędzy usłyszał o białych kwiatkach chyba? Ale nie miał pewności… pytanie o brzozową gałązkę zbiło go jednak z… tropu? — S-sk-skąd wiedzia-wiedz-wiedziałaś? — zapytał zdziwiony i zamrugał parę razy.
➡ They call you cry baby ⬅xxxxxxxxx
【 CrY bAbY 】xxxxxxxx

xxxxxxxxxxxx[Obrazek: dao7sq9-ac61d9c1-4283-424e-b785-178a174b...8tWwD1Kxnw]
You S E E M to ( replace ) your brain with your heart
xxxYou take things so hard and THEN you fall apart
xxxxxxYou try to explain but __before__ you can START
xxxxxxxxxTHOSE cry baby tears < come out of the dark >
-ˋˏ✄┈┈┈┈
Someone's turning the handle to│that f a u c e t│in your eyes
You pour it out where everyone can s e e
Y o u r heart's too BIG f o r your body it's why IT won't fit inside

You pour it out where everyone can SEE
LVL 3 165 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pożarek gdzieś odpłynął, więc może to i dobrze że zadała to pytanie teraz. A skoro jedno już padło, nie mogła się wycofać i musiała zadawać je dalej. Kto by pomyślał, że szylkretka kiedyś będzie musiała się mentalnie przygotowywać do pytania?
  — Bo to ode mnie. — Odpowiedziała gładko, jakby opisywała mu pogodę albo lokację najlepszego mchu w lesie pod cienistą granicą, nie właśnie przyznawała się do wyznania mu uczuć kilka dni wcześniej. Serce jej łopotało jak podlotek w gnieździe, ale dzielnie parła dalej. Za długo już gniotła to w sobie, znacznie za długo. — Nie znalazłam odpowiedzi. Ani w jedną, ani w drugą stronę. — Zamrugała. Teraz tylko odpowiednio dobrać słowa. — Więc stwierdziłam że ciebie zapytam. Wprost.
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— O! A j-ja gł-głupio my-myślał-łem, że mnie znowu naw-na-na-na-nawiedza Brzózka! — odpowiedział radośnie, jakby rozluźniając się na myśl, że to powracający koszmar nocy. Nie żeby poprzednia lokatorka za Śpiącym Pniem była taka zła, ale ostatecznie chyba nie chciał mieć znowu z nią kontaktu… ostatnim razem trochę za bardzo go wystraszyła, ale też… miała trochę racji! Czuł się jednak jakby pozostawiała mu groźby, a tego nie chciał, brr. Szlak wyglądała jednak zestresowana, a pół uderzenia po tym jak – najwyraźniej jej się wtrącił w słowa – wypowiedział swoje, usłyszał coś bardzo niezrozumiałego. Jaką odpowiedź? Zapomniał o czymś??? Otworzył szerzej oczy i cały się spiął… o czym on zapomniał? Zamilkł. Nie wiedział co miał powiedzieć. Niedobrze. — A- hm… o-o-o czymś… za-za-zapom-zapomniałem? — zapytał garbiąc się i nie rozumiejąc do czego nawiązywała. Co miała oznaczać gałązka brzozy i pytanie? Czy to nie miało nic wspólnego? O Gwiezdni, ale było mu głupio…
➡ They call you cry baby ⬅xxxxxxxxx
【 CrY bAbY 】xxxxxxxx

xxxxxxxxxxxx[Obrazek: dao7sq9-ac61d9c1-4283-424e-b785-178a174b...8tWwD1Kxnw]
You S E E M to ( replace ) your brain with your heart
xxxYou take things so hard and THEN you fall apart
xxxxxxYou try to explain but __before__ you can START
xxxxxxxxxTHOSE cry baby tears < come out of the dark >
-ˋˏ✄┈┈┈┈
Someone's turning the handle to│that f a u c e t│in your eyes
You pour it out where everyone can s e e
Y o u r heart's too BIG f o r your body it's why IT won't fit inside

You pour it out where everyone can SEE
LVL 3 165 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  — Brzózka? — Teraz to ona była skołowana. Wręcz totalnie wybita z rytmu, w który już tak dobrze się wpasowała. Ale nie mogła się złościć bo przynajmniej jego ton był radosny, jakby... mu ulżyło. Nawiedza? Kim jest Brzózka i czemu miałaby go nawiedzać? Może Czarny Koń będzie wiedzieć?
  Do rzeczy. Jednak ulżyło mu tylko na chwilę, a potem rudy pyszczek wyraził mniej więcej takie samo niezrozumienie, jakie ona odczuwała w tej chwili. Chyba go nie wystraszyła przez przypadek tym pytaniem? Chyba, że go wystraszyła w ogóle... Brzózka. Brzozowa gałązka. Kropki w jej głowie zaczynały się łączyć w całość, a szylkretka myślała intensywnie w tempie kilkunastu myśli na jedno okrążenie zegara. Tej najdłuższej rączki, którą zawsze lubiła śledzić.
  On chyba... nie wiedział, o co pytała? Nie wiedział, że pytała w ogóle? Żbik mówiła o tej tradycji jak o czymś żywym, na równi z malowaniem kociąt... chyba nie udawał? Nie, to do niego nie pasowało w ogóle. On naprawdę nie wiedział. A ona naprawdę wybrała akurat brzozę.
  Przebiegło jej przez głowę, że mogłaby teraz po prostu uciec i nie tłumaczyć już nic więcej.
  Zamiast tego westchnęła, nabrała głęboko powietrza i zawiesiła wzrok na rudawym nosku.
  — Żbik – Żbikopręga – mi mówiła, że w Wichrze jest taka tradycja, że podarowuje się liściastą gałązkę kotu... który ci się podoba. — Ton jej głosu słyszalnie ucichł na końcu, ale zaraz wrócił do normalnej głośności. Szlak pokręciła głową, a na jej długi pyszczek wylał się ciepły uśmiech. — Przepraszam, nie chciałam ciebie straszyć. Myślałam– myślałam że to mniej ciebie zestresuje niż pytanie wprost, ale chyba nie trafiłam. — Kolejny głęboki wdech i teraz zawiesiła wzrok na jego niebieskich oczach.   — Prawda jest taka, że... — słowa zawiodły. W głowie miała pustkę, wszystkie ładne określenia które przygotowała sobie wcześniej rozpierzchły się gdzieś i zostały jej tylko te najprostsze — lubię ciebie inaczej niż przyjaciela. W ten romantyczny sposób.
  Nabrała powietrza i opuściła wzrok na swoje własne łapy. Zanim zdążył dość do słowa – o ile w ogóle próbował – uniosła na chwilę lewą łapkę, żeby dał jej skończyć mówić.
  — Dlatego chciałam wykorzystać gałązkę, bo... poza tym, że to urocze, to nie wiem czy masz już kogoś. Czy w ogóle interesują ciebie kotki. Próbowałam wypytać twojej mamy ale zrobiła się zbyt podejrzliwa, a w ten sposób... oszczędziłabym nam obojgu stresu. — I niezręczności. Przede wszyatkim niezręczności.
  Uśmiechnęła się przepraszająco i uniosła wzrok, ale dalej nie patrzyła na jego mordkę, a jedynie na pierś. Czekała na werdykt.
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie wspominał nigdy nikomu o Brzózce. Zapomniał o tym. No tak… w sumie też nie wspominał, ponieważ wydawało mu się to nieuprzejme marudzić na nią, skoro to on tak jakby zabrał jej legowisko. Nie żeby jej się jeszcze przydało, ale trzeba było być miłym dla przodków, Gwiezdnych… w końcu to oni kiedyś żyli tam gdzie on. Lubił myśleć, że gdzieś się należało, dlatego chciał ostatecznie pokazać że klan też może na nim polegać! Że nie jest tylko darmozjadem!
— Ojej… długa hi-hi-historia — odpowiedział, a uszy zapiekły go przez zawstydzenie. — In-in-innym razem — dodał trochę niepewnie, ale nie chciał się skupić na czymś co nie miało chyba… związku z sytuacją? Nie był przekonany. Może miało? Nie bardzo wiedział o czym właśnie rozmawiali. Wyczytywał z kotki tyle, że była równie zmieszana i zestresowana co on, ale nie rozumiał czemu. On? Jasne, jak zwykle zrobił coś źle, ale czemu jego… przyjaciółka czuła się tak? Chociaż miał wrażenie, żę nie zasługiwał na nazywanie jej przyjaciółką, była zbyt dobrym i wspaniałym kotem dla Wichru. On natomiast? No właśnie. Tylko przecież mówiła mu, że są przyjaciółmi! Czemu więc musiał zawsze psuć wszystko swoją głowa? Ojej, ale… no tak, nie o tym była rozmowa znowu.
Żbik, co z nią? Ach, tradycja! No tak, była taka to prawda, przytaknął nawet łagodnie na to chociaż za oczami nie tliła się żadna konkretna myśl. Dlaczego by miała? On sam raczej po prostu nie rozumiał. Tego. Starał się nie raz, nawet czasami wydawało mu się, że mógłby komuś podarować, ale zarazem potem wycofywał się z tego, bo patrząc na wszystkich innych to nie odczuwał nawet połowy tego co inni. Brzeg była pierwszym kotem, który rozumiał go z frajerstwem, lubił ją! Ale to tyle. Nic więcej. Jak był w Rzece to czasami o nie myślał, ale myślał też o Szlak, siostrze, mamie i Gęsi. Więc jaka była różnica? Kiedyś Złota Gęś mu powiedział, że robił maślakowe oczka do niej, ale nie rozumiał nawet co to znaczy, bo… no była ładna, ale ładne koty istniały, istniało też to uczucie w nim, że Brzeg była super koleżanką, tyle mu starczyło.
Tak samo jak to co było tu i teraz, to też mu starczyło.
Słuchał, słuchał przeprosin i nie rozumiał ich kompletnie, co miało go zestresować? Prawda… znaczy stresował się teraz niesamowicie, ale nie wiedział nawet co było powodem, nie miał pewności. Myślał, że to on coś źle zrobił, nie powiedział, zapomniał, może coś źle zrozumiał. Ale to on był przepraszany. Trochę się bał. Nie rozumiał czemu był przepraszany. Nie powinien. Szlak nie musiała go przepraszać, bo nie czuł się przez nią źle, ani nie kojarzył żeby zrobiła mu nic co by go zabolało. Czemu więc przepraszała?
Usiadł. Nagle. Usłyszał coś czego się nie spodziewał. W ten romantyczny sposób. Przełknął gule w gardle i opuścił uszy, a szczękę lekko zacisnął z niedowierzania, jakby nie chciał nic powiedzieć, bo bał się, że zrani szylkretkę czymkolwiek co teraz powie. Bo szczerze mówiąc nie wiedział co miał powiedzieć. Nie sądził, że ktokolwiek mógłby na niego spojrzeć. I no zobaczyć coś chyba? Szczególnie, że on sam miał trudność. Nie widział w sobie kota wartego przyjaźni, a każdy zawsze wydawał się stawiać miłość jeszcze wyżej, więc… jak?
— J-ja… — I zamilkł. Tak samo jak wcześniej milczał. Nie umiał ustawić sobie tego w głowie i zrozumieć co powinien powiedzieć, bo nie rozumiał co mógł, nie wiedział jakie ma opcje. A przy tym wszystkim nie chciał zranić Szlak. Patrzył na swoje własne łapy i milczał. — N-nie wp-wpad-wpadłbym na to, że gałązka jest wy-zn-zn-znaniem. Wiedziałem o tradycji, ale nie zro-zro-zrozum-zrozumiałem — przyznał w końcu cicho. Nie wiedział ile cisza pomiędzy nimi trwała, ale nie chciał żeby wszystko się posypało przez jego brak reakcji. — Szczerze nie w-wie-wie-wiem. Nie znam odpowiedzi. — Pewnie powinien ją znać, ale nie znał. Szczególnie, że nijak się nad tym nie zastanawiał, nie było mu to nigdy szczególnie potrzebne, może fajnie byłoby mieć obok siebie kota, takiego na zawsze? Ale mógł mieć koty na zawsze chyba bez tego wszystkiego? — J-jeste-jesteś dla mnie ważna. Lub-lu-lu-lubię cię. Ty-ty-ty-tylko nie wiem co-o–o-o mogę więcej powiedzieć. Przepraszam. — Niedobrze, nie chciał jej robić przykrości. — M-mo-mo-mogę się dla c-ci-ci-ciebie postarać. — Nie chciał tracić Szlak, a nie wiedział czy to nie psuło wszystkiego. Gęś teoretycznie nigdy nie popsuł sobie relacji z jego matką tym, że miał do niej uczucia, ale obawiał się. Obawiał się, że to było wyjątkiem. Może mógł coś do niej poczuć? Zmusić się? Wtedy wszyscy byliby szczęśliwi, prawda?
➡ They call you cry baby ⬅xxxxxxxxx
【 CrY bAbY 】xxxxxxxx

xxxxxxxxxxxx[Obrazek: dao7sq9-ac61d9c1-4283-424e-b785-178a174b...8tWwD1Kxnw]
You S E E M to ( replace ) your brain with your heart
xxxYou take things so hard and THEN you fall apart
xxxxxxYou try to explain but __before__ you can START
xxxxxxxxxTHOSE cry baby tears < come out of the dark >
-ˋˏ✄┈┈┈┈
Someone's turning the handle to│that f a u c e t│in your eyes
You pour it out where everyone can s e e
Y o u r heart's too BIG f o r your body it's why IT won't fit inside

You pour it out where everyone can SEE
LVL 3 165 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  I werdykt padł. Kompletnie nie taki, jakiego się spodziewała. Myślała, że dostanie łatwą odpowiedź, tak albo nie. Gałązka liściasta albo iglasta. A on... nie wiedział. Właściwie poetyckie, w pewien sposób, skoro połowę zimy i całą wiosnę zajęło jej zrozumienie swoich własnych uczuć. Może powinna wrócić do tematu zimą.
  Uniosła głowę i znowu spojrzała na rudą mordkę, na którą tak lubiła patrzeć. W międzyczasie zdążył położyć uszy i trochę się spiął. Było jej głupio że go zestresowała. Chciałaby go teraz przytulić do siebie i powiedzieć, że to okej i nie jest zła. Ale chyba nie powinna. Nie w takiej sytuacji, prawda? Gwiezdni, nie miała pojęcia. Może lepiej nie?
  Kiwnęła głową.
  Czy było jej przykro? Tak. Czy miała nadzieję na inną odpowiedź? Oczywiście że tak. Za daleko pogalopowała w swoich rozmyślaniach przed snem, za wielką zrobiła sobie nadzieję, że może kocur odwzajemnia jej uczucia, chociaż trochę. Zresztą kompletnie bezpodstawnie, poza tym, że tak bardzo chciała. Gdzieś głęboko, głęboko w sercu liczyła na wielką miłość, taką, jaką mieli Żbik i Bocian. Tak bardzo chciałaby przeżyć coś podobnego. Ale czy mogła go winić za swój zawód? Nie. To nie było by fair. Było jej przykro, to prawda, ale nie była na niego zła, wręcz przeciwnie. Zrobiło jej się bardzo ciepło gdzieś w okolicy serca, kiedy wspomniał, że jest dla niego ważna. Dzięki Gwiezdnym, nie zrujnowała tej relacji. Ba, obiecał nawet, że może się postarać– cokolwiek to znaczyło. Uniosła brwi w szczerym zaskoczeniu. Czy on sugerował, że mógłby spróbować się zakochać? W niej, dla niej? Gwiezdni, trzymajcie ją. Przez to właśnie się w nim zakochała. Który inny kot zasugerowałby coś takiego?
  — Nie chcę żebyś do niczego się zmuszał. — Stwierdziła z przekonaniem po kilku uderzeniach serca ciszy, kręcąc głową na boki. Jeżeli czegoś była w tej chwili pewna, to właśnie tego, więc od tego postanowiła zacząć. — Jeśli ty się tak nie czujesz to... okej. Rozumiem. — Bardziej niż mógł wiedzieć. Wzięła głęboki oddech. — Też jesteś dla mnie ważny. Dlatego nie chcę żebyś cokolwiek udawał. Bardzo. Martwiłam się jak zniknąłeś, to już wiesz, ale… dopiero kiedy wróciłeś zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi ciebie brakowało. I że chyba czuję coś innego niż gdyby Czart albo Mordka zniknęły. — Wzruszyła lekko ramionami i uniosła kąciki pyszczka do góry. — A potem przyszła Pora Młodych Liści i doszłam do wniosku, że to chyba… no wiesz, zauroczenie. Chyba tak wyszło. Nie wiem. Jesteś miły i mądry i odważny i nigdy nie patrzyłeś na byłych samotników jak na koty drugiej kategorii. No i masz śliczne futerko. I oczy! — Zaśmiała się. Uchodziły z niej nerwy i plotła głupoty, czuła to. Czuła też, że dzisiejszy wieczór i pewnie również noc spędzi na myśleniu co dalej. Nie żeby miała o czym myśleć; pozostawali przyjaciółmi, taką miała nadzieję, a jej uczucia... może znikną. Może rozproszą się jak to dziwne wrażenie które kiedyś miała w obecności Pola? Cokolwiek miało przynieść lato, patrzyła na nie optymistycznie. Mimo wszystko była... szczęśliwa, tak. Wiedziała jak wygląda i wyglądać będzie ich relacja. Nie wyśmiał i nie odrzucił jej, chociaż tego by się po nim nie spodziewała nigdy (ale jej najczarniejsze myśli już tak). Trochę bolało, trochę była zawiedziona, ale koniec końców... mogło być gorzej. Mogło być znacznie gorzej. Wybrała dobrego kota, nawet jeśli jej marzenia pozostały tylko marzeniami. Czuła się wyjątkowo lekko. — Gdybyś kiedyś zmienił zdanie... to powiedz. A ja obiecuję, że więcej nie poruszę tego tematu. — Odchrząknęła i zdobyła się na trochę szerszy uśmiech. Na moment zapadła cisza, podczas której szylkretka myślała intensywnie nad jeszcze jedną kwestią. Dużo pytań miała dziś dla Pożarka, na to wyglądało.
  — Ej, a... a mogę ciebie nazywać przyjacielem? Szczególnie... teraz. — Strzepnęła uchem niepewnie, skupiając się całkowicie na tak drogim dla niej pyszczku. Jeśli odpowiedź była pozytywna, rozłożyła przednie łapki na boki, zapraszając kocura do przytulenia się.
  — Naprawdę ładnie ci z tą koniczyną, wiesz? Będzie trzeba uprosić Jaśmina żeby nauczył nas robić wianki, potrzebujesz takiego na następny Wyścig...
[zt <3]
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie chcę żebyś do niczego się zmuszał.
Zmuszał. Może tak właśnie by robił… ale czy to nie znaczyło, że coś dla niego znaczyła? Po prostu nie to co chciała, po prostu nie to co pewnie powinien czuć żeby uszczęśliwić przyjaciółkę. Pewnie powinien mieć jakieś konkretne uczucia, coś powinno się w nim dziać, jakieś… jakiekolwiek reakcje, ale zawsze był chyba wybrakowany. Tak mu się wydawało. Czuł się wybrakowany. Pogodził się z tym, chociaż nie rozumiał czemu tak się czuł, co było w nim tak innego? Nie wiedział. Chciałby wiedzieć, bo zrozumienie siebie było czymś niesamowicie ciężkim, nigdy mu się nie udało, nigdy nie rozumiał swoich myśli, swojego bycia i tego jak powinien żyć, ale chciałby. Może kiedyś? Może kiedyś zrozumie… ale czy wtedy nie będzie za późno na wszystko? Nie wiedział. Czemu on nigdy nic nie wiedział? Również nie wiedział i było to strasznie męczące, zawsze być w mroku swojego własnego niezrozumienia.
— Ojej — wymsknęło mu się w pewnym momencie słów Szlak, a on poczuł jak nerwy przejmują jego barki i przez to wystrzeliwują do góry. Zaczął się garbić, zmniejszać, czuł się mały. Czemu musiał ranić swoich bliskich? Może gdyby nie był tak dziwnie wybrakowany? A może gdyby nie jego długie życie jak własny cień? Może wtedy byłby inny? Może wtedy wiele rzeczy udałoby mu się inaczej. Może. — D-dz-dz-dz-dziekuję. — Speszył się. Wymieniała jego cechy, takie… dobre, chociaż odrobinę w nie nie wierzył. Przede wszystkim w bycie odważnym… fakt że nie traktował innych kotów źle brzmiało dla niego jak abstrakcja. Jasne, jego siostra była kotem, który tak traktował innych, ale w przeciwieństwie do niej on rozumiał szacunek i fakt, że każdy na niego zasługiwał. Może gdyby był odważniejszy to by jej to powiedział, a tak to? No właśnie. — Jesteś o-o-o-o-piekuńcza i troskliwa. I myślę, że t-t-t-t–tto bardzo dobrze cechy, masz też ładne futerko, ale… n-n-n-n-nie w-w-wiem. — Pokręcił głową i poczuł jak uszy go pieką. Ona może się rozluźniała, on zaś czuł się źle z tym. Szczególnie po tym jak zaczęła go komplementować, chyba wolał bez tego. Może nie czułby się winny jeszcze bardziej, ale mimo to uśmiechnął się i raczej wyglądał jak typowy on – niezręcznie.
— Przyjacielem zawsze — odpowiedział miękko i prychnął lekko na następny komplement. Będzie musiał się przyzwyczaić, że teraz miały chyba kompletnie inny wydźwięk. — D-d-d-doby pom-m-m-m-mysł!

zt <3
➡ They call you cry baby ⬅xxxxxxxxx
【 CrY bAbY 】xxxxxxxx

xxxxxxxxxxxx[Obrazek: dao7sq9-ac61d9c1-4283-424e-b785-178a174b...8tWwD1Kxnw]
You S E E M to ( replace ) your brain with your heart
xxxYou take things so hard and THEN you fall apart
xxxxxxYou try to explain but __before__ you can START
xxxxxxxxxTHOSE cry baby tears < come out of the dark >
-ˋˏ✄┈┈┈┈
Someone's turning the handle to│that f a u c e t│in your eyes
You pour it out where everyone can s e e
Y o u r heart's too BIG f o r your body it's why IT won't fit inside

You pour it out where everyone can SEE
LVL 3 165 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości