Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Cofnął nieco uszy, ukazując swoje niezadowolenie. Czyli jednak wziął to za obelgę? Albo za jakiś SŁABY żart?Jego żarty NIGDY NIE BYŁY SŁABE. Cmoknął z niezadowolenia, bijąc się ogonem po bokach. Czy ten wypłosz z Wichru w ogóle wiedział co mówi? Wyszczerzył nieco zęby w zadowoleniu.
- W takim razie, powiem to teraz. TO BYŁ ŻART - warknął po prostu, mierząc kocura przed sobą niezadowolonym spojrzeniem. - I tak dziwię się, żeś nie załapał od początku. W końcu wszystko co powiedziałem było tak bezsensowne, że aż uznałem, że od razu załapiesz i nie będziesz dociekał. A tu proszę, zaskoczenie! Musiałem improwizować! - dodał, wypinając nieco pierś z wyższością. Widocznie dymny kocur zaraz przed nim nie był jakimś najmądrzejszym osobnikiem z jego klanu. Ale, czego się spodziewać po wypłoszach z wichru?
Słysząc, że u nich się nic nie zmieniło, tylko trzepnął uchem. Spodziewał się tego, inaczej pewnie jakiś patrol już by ich o tym powiadomił, aczkolwiek warto było spróbować.
- U nas podobnie - wyrzucił tylko, odwracając wzrok.
Ton kocura, który momentalnie się zmienił, jeszcze bardziej zadziwił i oburzył Wrone. No przepraszam bardzo, ale szanujmy się. Mógłby mu to powiedzieć, ale przeczuwał, że tamten i tak nie zrozumie o co mu w ogole chodzi. No trudno. Musiał tak dobierać słowa, aby tamten zrozumiał (w dobry sposób) i nie rozjuszuł się jeszcze bardziej. Trochę go to irytowało, bo dla niego Wirek był... Nieprzewidywalny.
-Wiem, że to był żart, Wirujący Skrzydle. Oczywiscie wiedziałem o tym, jednak chciałem, abyś improwizował. Wiedziałem, że całkowice nie spodziewałeś się takiego obrotu sytuacji, prawda? Najwidoczniej tylko ja bawiłem się przewspaniale, a ty? No cóż, musiałeś trochę pomyśleć. Twoje oburzenie jest kompletnie zbędne, dałeś się sprowokować. Nie tędy droga. - powiedział, kryjąc rozbawienie w głosie. Mimo oburzenia, nie mógł się powstrzymać od śmiechu. Ten tutaj był dla niego tak żałosną jednostką, ale w ogóle nie żałował, że go spotkał. Przynajmniej się trochę pośmieją. No... Posmieją w myślach, bo dymek nie ma zamiaru ukazywać swojego rozbawienia.
-To dobrze. Czasami zmiany nie są dobre- odpowiedział, nie nawiązując w sumie do niczego. Po prostu od tak, uświadomił Wirka, tak jakby tamten tego nie wiedział.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Syknął, słysząc jego słowa, szczególnie, że wypowiedział jego imię ŹLE.
- Wirujące PIÓRO, tak się składa - warknął w połowie wypowiedzi dymnego, gniewnie machając ogonem na boki. - Tak trudno zapamiętać czyjeś imię? - burknął jeszcze. - Och, czyżby? Nie wyglądałeś mi na takiego, co by to załapał! - dodał, unosząc jedną brew. - Wyglądałeś raczej na zgubionego, który faktycznie uwierzył mi w to, że to ma znaczenie, ale próbowałeś jeszcze wywalczyć DLACZEGO. - Widocznie oboje mieli o sobie takie samo zdanie - żałosna jednostka. Otóż Wirek usilnie wierzył, że kocur zagrał teraz tak, żeby się nie ośmieszyć przed wojownikiem cienia, a w rzeczywistości faktycznie nie zajarzył, że to żart. W końcu, tak na niego dziwnie patrzył, jakby naprawdę oczekiwał odpowiedzi. Nie dlatego, by się pośmiać, a dlatego, iż faktycznie wziął do serca co bury powiedział.
- Czasami zmiany są dobre - rzucił, mając na myśli to, że chętnie skopałby już Węża ze stołka. Szkoda, że nie wiedział jeszcze, że wcześniej niż przywódca, ze stołka spadnie jego ojciec. Ale cóż.
Ah... Wirujące Pióro. Znowu się pomylił. Akurat Wronie pomylenie imienia zdarza się dosyć często, szkoda że Wirek tego nie wie. Z resztą nawet gdyby się dowiedział to i tak pewnie miałby to gdzieś. Przepraszanie go pewnie nie będzie miało sensu, bo znając życie i tak nie wybaczy, a odrzuci. Na szczęście nie ma dla dymka większego znaczenia, nie zależy mu na nim i ma gdzieś, czy będzie na niego obrażony czy też nie. Co prawda lepiej nie mieć za wielu wrogów, ale zbyt dużego wpływu na to nie ma. Nie zmusi przecież wszystkich, aby go lubili, prawda? Z resztą znajomość z przymusu nie jest dobra i nie chciałby tak żyć.
-Ah, przepraszam, czasami zdarza mi się pomylić imie. Ale to nic takiego, nie rozumiem twojego oburzenia. Dałeś się sprowokować, a to źle- powiedział mu ze stoickim spokojem. Sam starał się nie dać sprowokować, z resztą nie pamięta kiedy ostatni raz się złościł. Chyba tylko przy spotkaniu z Zachód, gdy z nim zerwała. W takich chwilach nie da się być spokojnym i nawet on nie dał rady. Z resztą źle by mu było z tym, gdyby zachował spokój podczas zerwania. Zachód pomyślałaby, że mu nie zależy.
-Wyglądałem tak, ponieważ chciałem, aby wyglądalo to jak najbardziej wiarygodnie. Dlaczego nie potrafisz mi przyznać racji, a na siłę bronisz własnego zdania, przecież ja lepiej wiem czy byłem agubiony, czy tylko udawałem. Ty możesz to stwierdzić tylko po obserwacji.- powiedział, podnosząc jedną brew do góry. Zabawnie się robiło, nie oczekiwał takiego czegoś. Był pewny, że porozmawiają chwilę i odejdą do siebie, a tu takie zaskoczenie.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Akurat Wirek był bardzo przewrażliwiony na punkcie swojego imienia. Nie lubił go. Ale było to chyba najlepsze wyjście do członu "Wirująca/ce/cy", więc przywykł do niego i już się tak nie pieklił, gdy ktoś nazywał go pełnym imieniem, a nie zwyczajnie "Puchacz", dodatkowo zaczął się tak przedstawiać. Jednak nic nie denerwowało go tak, jak przekręcanie tego imienia w coś znacznie gorszego. Jak właśnie Skrzydło. Gdy tylko słyszał to słowo w zestawieniu z pierwszym członem to coś w nim buzowało, dlatego tak się zdenerwował. I nie interesowało go, czy Wrona mylił imiona, czy nie, to jedno przekręcenie potrafiło doprowadzić go do białej gorączki.
Prychnął, słysząc jego słowa. Ale nie zamierzał się tłumaczyć. Trzasnął więc sobie ogonem po bokach, ale nie odezwał się, tylko piorunując kota spojrzeniem. Wroni Kuper.
Uniósł delikatnie brew słysząc tłumaczenia kocura. Ta, jasne, a on jest przywódcą klanu Cienia. Mhm. Widocznie próbował się jakoś wybielić, że cały czas wiedział o tym, że ten żartował, ale Puchacz wiedział, że tak nie było. On czuł to w kościach i dymny mógł próbować się wytłumaczyć, ale burek wiedział swoje, o.
- Dobra, dobra, wracaj do swoich kolegów, z nimi możesz prowadzić takie gierki, Wroni Kuprze - rzucił, po czym odwrócił się od niego i ruszył wgłąb terenów cienia. Nie miał ochoty na jakieś sprzeczki z dymnym, miał lepsze rzeczy do roboty.
A tak naprawdę nie, ale na prawdę nie miał ochoty na kłótnie. Więc zwyczajnie odszedł, po raz pierwszy orientując się kiedy jest na przegranej pozycji, by odpuścić.
W sumie to Wrona nic sobie nie zrobił ze zdziwienia Wirka. Powiedział mu jak było i wiadome, że to on wiedział najlepiej, a tamten i tak mi nie wierzył. A więc co jeszcze miał zrobić? Przeprosić go? Ale za co? To buras powinien go najwyżej przeprosić, nie na odwrót. Lecz nawet nie oczekiwał takich słów od niego, nie spodziewał się że byłoby go na to stać. Nie wyglądał mu na takiego kota jak on, może nie byli totalnymi przeciwieństwami, ale.... Nie byli podobni. Widać to na pierwszy rzut oka, choćby zwrócić uwagi na wygląd. Po charakterze także można to stwierdzić i Wronie chodziło właśnie o niego.
-Niestety, ale jeszcze nie skończyłem patrolować, a więc pobędę na waszej granicy jeszcze trochę.- powiedział, kryjąc złośliwośći w głosie. Nawet po takiej sytuacji nie chciał jej ujawniać, wolał pokazać mu że jest mądrzejszy i nie daje się sprowokować jak on przed chwilą.
-Może powinieneś się nauczyć, że zamiast krytykować innych, powinieneś spojrzeć także na siebie. Bo nie chcę cię zasmucać, ale wcale nie jesteś idealny, ani lepszy ode mnie.- dodał mu, po usłyszeniu obelgi. Wroni Kuper, bardzo śmieszne. Żarty na poziomie kilku księżycowego Kociaka. Może Wirek właśnie takim był? Możliwe, ale dymek nie chciał wysnuć zbyt pochodnych wniosków. Przeważnie nie ocenia książki po okładce, a w tym przypadku? Również tak było. Musiałby poznać go bardziej, żeby cokolwiek o nim powiedzieć. A pierwsze wrażenie? Nie polubił go.
-Żegnaj- rzucił do niego, gdy odchodził. Sam po chwili także wstał i udał się w przeciwna stronę, aby patrolować granicę dalej.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Musiałam wychodzić z obozu, przynajmniej czasami. Składzik sam się nie uzupełni, to po pierwsze, a po drugie, potrzebowałam zaczerpnąć świeżego powietrza z dala od obozu. Wyprawa po medykamenty wzdłuż granic wydawała się więc idealnym pomysłem i tak właśnie zamierzałam zrobić. Zrobiłam więc duże zawiniątko z liści, licząc na liczne zbiory i ruszyłam przed siebie. Udało mi się znaleźć dość sporo, ale w dalszym ciągu nie była to zadowalająca ilość.
Nim się zorientowałam, znalazłam się w okolicy granicy z klanem Cienia. Nie przeszłam jej, zbierałam medykamenty po swojej części, ale naraziłam się na ewentualny kontakt z kotami z ów klanu. Brr.
Mistrz: Zgłaszam sprzeciw! [Olchowy Szept] Płeć: kotka Matka: Dlaczego nas zostawiłaś? [Splątane Futerko] Ojciec: Gdzie jesteś [Iwan] Partner: samotność
czarna kotka, o żółtych oczach. Jest niska i chuda. Ma skarpetki i krawat. biała plama ciągnie się od pyszczka do miejsca pomiędzy oczami. Nos czarny.
Jej charakter też się ukształtował przez ten czas. Stała się bardziej radosna. Cieszy się z życia i rzadko kiedy jest smutna. Jedyne co ją dobija to brak posiadania umiejętności wspinaczki. Nie wynika to z braku trenowania, bo owszem, trenuje. Po prostu tego nie umie. Kocica jest miła i nie okazuje wredoty i pogardy. Jest wrażliwa. Pokazała to na pogrzebie swojej siostry- Kłębek. Stała się odpowiedzialniejsza od sytuacji z granicą. Teraz jest bardziej ostrożna i uważa, aby nie złamać zasad i nie wejść na nie swoje tereny. Bardzo chciałaby poznać kogoś z innego klanu, najlepiej z Rzeki, bo chce się nauczyć pływać. Niestety w jej klanie nikt tego nie potrafi, więc jest zdana na rzeczniaków. Lub na siebie.
Ziarenko był kotem, którego kompletnie nie spodziewałam się, że będę trenować. byłam pewna, że dostanie innego mistrza, na przykład Olchę. Jeszcze na początku myślałam sobie, że tak byłoby chyba lepiej, ktoś w końcu przemówiłby mu do rozsądku, ale teraz wiem, że on jest dobrym kotem, lecz mówi to co myśli i prawie w ogóle się nad tym nie zastanawia. Pewnie będzie się dało go tego oduczyć, ale ja chyba nie dam rady. Może i jestem dla niego o wiele bardziej nie miła i wymagająca, sama nie wiem dlaczego, lecz to chyba nic nie da. Moje słowa do niego nie docierają, mam takie wrażenie. Nie chcę prosić o pomoc... Nikogo, bo co sobie pomyślą inni? Że nie daje rady, że może lepiej byłoby, gdybym wyruszyła w końcu na osiedle i zostawiła wszystko, wszystkich. Kruk zaginął, tyle na niego czekałam! Gdyby nie on, to dawno by mnie tu nie było, mówię szczerze. Tylko trzymał mnie w obozie, niby trenując. A ja czekałam i marnowałam się. Kto by tak chciał?
Z natłoku myśli, wyruszyłam na granicę. Dręczyło mnie praktycznie wszystko! Trening Ziarenka, zaginięcie Kruka, odejście matki na osiedle... Czy ona jeszcze w ogóle żyje?! Czemu nic mi nie powiedziała, zostawiła mnie sama. Dosłownie S A M Ą. Podczas mojej drogi do miejsca, do którego właśnie szłam, sama nie wiem jakie to było, chyba kilka razy o mało nie uderzyłabym w jakieś drzewo. Przypomniało mi się nawet, jak szłam tą drogą jako kociak, właśnie na granicę Wichru. Lecz czy to było to samo miejsce co wtedy? Już nawet nie pamiętam. Najpierw wyczułam zapach kota, na pewno był to jakiś Wichrzak, a dopiero potem go zobaczyłam. Biała niczym Ciernisty Kwiat, która niosła mnie tamtego dnia do obozu, niezbyt lekko. I moja matka tam jeszcze wtedy była, Ha! Co ją skłoniła, aby zniknęła? Byłam sceptycznie nastawiona do obcej kotki, nie chciałam nawet do niej podejść, ale zaciekawiło mnie co miała ze sobą. Widziałam tylko liście, ale na pewno miała coś w środku, jestem tego pewna! Szłam coraz bliżej i bliżej granicy, pilnując aby jej nie przekroczyć i jednocześnie pozostać niezauważoną. Lecz zdradził mnie wiatr. Ah, wiatr, mój stary przyjaciel. O czym ja mówię!? Już chyba dostaję obłędu...
-Co tam masz?- spytałam tak nagle, nawet się nie witając. No cóż, ciekawość tym razem zwyciężyła. Lecz jeszcze nie jest za późno. -Oh, przepłaszam, zapomniałam się przywitać. Nazywam się Trzepoczące Skrzydło, jestem wojowniczką klanu Cienia.- Klanu Cienia?! Ha! Klanu Cienia. Sama nie potrafię w to uwierzyć. Z dnia na dzień coraz bardziej się oddalam i chyba nie powinnam tak się już nazywać. Lecz dalej jestem i nie zniknę, nie tym razem. Jeszcze można wszystko naprawić.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Spojrzałam chłodno w kierunku, z którego dobiegał głos, zdecydowanie zwracający się do mnie. Unikałam granic klanu cienia, jednakże dzisiaj nieco się zagalopowałam i od razu widać było tego konsekwencje. O tyle dobrze, że kotem, który się do mnie zwracał nie był ani Osa, ani Pszczoła, a jakaś zupełnie obca mi kotka, która, jak się chwilę potem okazało, nazywała się Trzepoczące Skrzydło. Jak uroczo.
Odłożyłam zawiniątko z liści na ziemie, aby nie mieć problemów z mówieniem. - Medykamenty - odpowiedziałam charakterystycznym, lodowatym tonem. - Witaj, Trzepoczące Skrzydło. Na imię mi Lśniąca Sadzawka - także się przedstawiłam, ciekawa, czy te bagienne móżdżki podczas przechodzenia treningu musiały znać imiona ważnych kotów z innych klanów. Jeżeli tak, to ta czarno-biała żabojadka nie powinna mieć najmniejszych problemów z dodaniem dwa do dwóch i zrozumieniu, że ma przed sobą medyczkę klanu wichru.
Mistrz: Zgłaszam sprzeciw! [Olchowy Szept] Płeć: kotka Matka: Dlaczego nas zostawiłaś? [Splątane Futerko] Ojciec: Gdzie jesteś [Iwan] Partner: samotność
czarna kotka, o żółtych oczach. Jest niska i chuda. Ma skarpetki i krawat. biała plama ciągnie się od pyszczka do miejsca pomiędzy oczami. Nos czarny.
Jej charakter też się ukształtował przez ten czas. Stała się bardziej radosna. Cieszy się z życia i rzadko kiedy jest smutna. Jedyne co ją dobija to brak posiadania umiejętności wspinaczki. Nie wynika to z braku trenowania, bo owszem, trenuje. Po prostu tego nie umie. Kocica jest miła i nie okazuje wredoty i pogardy. Jest wrażliwa. Pokazała to na pogrzebie swojej siostry- Kłębek. Stała się odpowiedzialniejsza od sytuacji z granicą. Teraz jest bardziej ostrożna i uważa, aby nie złamać zasad i nie wejść na nie swoje tereny. Bardzo chciałaby poznać kogoś z innego klanu, najlepiej z Rzeki, bo chce się nauczyć pływać. Niestety w jej klanie nikt tego nie potrafi, więc jest zdana na rzeczniaków. Lub na siebie.
Kocica od razu odłożyła liście na ziemie, aby nie przeszkadzały jej w mówieniu. No tak, na jej miejscu zrobiłabym to samo, mówienie nie wyraźne na pewno nie jest wygodne oraz grzeczne. Szczególnie, jeśli ma się wadę wymowy. Czy dałoby się cokolwiek zrozumieć z moich słów, gdybym coś niosła? Nie chcę nawet próbować, z resztą to byłoby dziwne. Po chwili odpowiedziała, że trzyma tam... Medykanty? Czy mam doczynienia z medyczką czy jakimś kotem, który jej pomaga? Na pewno nie jest to terminatorka medyka, klan Wichru takowej nie posiada. No chyba, że posiada, ale patrole nie zdążyły przekazach tej nowiny innym klanom. Lub w najgorszym przypadku tylko ja o tym nie wiem, bo za dużo przebywam poza obozem i nie rozmawiam prawie z nikim. No cóż, nie będę się narzucać, skoro inni tego nie chcą... Spojrzałam na nią ponownie, gdy tylko się przedstawiła. A jednak! Medyczka! Prawdziwa m e d y c z k a klanu Wichru! Pierwszy raz udało mi się spotkać kogoś tak ważnego, kto równocześnie nie należy do mojego klanu! Nie, do klanu Cienia. Czy można to nazwać osiągnięciem?
-medyczka.- powiedziałam, a raczej to samo wypłynęło z moich ust. Po chwili jakby się... Opamiętałam i spojrzałam znowu na kocicę z nadzieją, że tego nie słyszała. Co by sobie pomyślała?! Wojowniczka, która ekscytuje się spotkaniem medyka...
-Szukasz czegoś konkłetnego, czy zbiełasz to co znajdziesz? Mogę ci pomóc jeśli chcesz- zaproponowałam, rozglądając się. Pamiętam, jak tamtego dnia powiedziałam Cierniste mu Kwiatowi czy mogłabym zostać medyczką. Dobrze, że się nie zgodziła, bo teraz wiem, że to nie zajęcie dla mnie. Oczywiście od czasu do czasu mogłabym pozbierać jakieś zioła, z nudów, ale nic więcej! Nie wiem czy potrafiłabym działać w stresie podczas ratowania jakiegoś kota. Poza tym zapamiętac nazwy tych wszystkich ziół? Nie ma mowy!
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Cienista wojowniczka po usłyszeniu mojego miana zachowywała się, jakby zobaczyła ducha. Jakby nie mogła uwierzyć, że to naprawdę ja. Być może w innych klanach wieść o tym, że klan Wichru ma najlepszego medyka w całym lesie już się rozeszła, co mogłoby te czarno-białą dzikuskę nieco usprawiedliwić, ale nie zmieniało to faktu, że jej zachowanie było dziwne. Zwłaszcza jak powiedziała do siebie coś pod nosem.
Zmarszczyłam lekko brwi, co było jedyną oznaką tego, że w słowach tej kupy kłaków było coś nie tak. Czy w tym klanie wszyscy są tacy głupi? Ona właśnie zaoferowała mi pomoc w szukaniu medykamentów? Kotu z innego klanu? Kotu, którego w ogóle nie znała? To było niesamowicie głupie i lekkomyślne.
— Nie uważasz, że powinnaś zająć się własnym klanem i oferowanie mi pomocy przy zbieraniu medykamentów jest nieodpowiedzialne? Oznaczałoby to, że musiałabyś zbierać rośliny na swoich terenach i wręczyć je mnie, przez co okradałabyś swój własny klan i Ciernisty Kwiat, albo musiałabyś przekroczyć granicę i wejść na tereny klanu Wichru — a obie te rzeczy były karygodne i nie powinny przyjść do głowy żadnemu kotu, nawet młodemu terminatorowi, a co dopiero dorosłemu wojownikowi. Ale najwidoczniej klan Cienia był pełen mysich móżdżków, o czym stale dane mi jest się przekonywać.
Mistrz: Zgłaszam sprzeciw! [Olchowy Szept] Płeć: kotka Matka: Dlaczego nas zostawiłaś? [Splątane Futerko] Ojciec: Gdzie jesteś [Iwan] Partner: samotność
czarna kotka, o żółtych oczach. Jest niska i chuda. Ma skarpetki i krawat. biała plama ciągnie się od pyszczka do miejsca pomiędzy oczami. Nos czarny.
Jej charakter też się ukształtował przez ten czas. Stała się bardziej radosna. Cieszy się z życia i rzadko kiedy jest smutna. Jedyne co ją dobija to brak posiadania umiejętności wspinaczki. Nie wynika to z braku trenowania, bo owszem, trenuje. Po prostu tego nie umie. Kocica jest miła i nie okazuje wredoty i pogardy. Jest wrażliwa. Pokazała to na pogrzebie swojej siostry- Kłębek. Stała się odpowiedzialniejsza od sytuacji z granicą. Teraz jest bardziej ostrożna i uważa, aby nie złamać zasad i nie wejść na nie swoje tereny. Bardzo chciałaby poznać kogoś z innego klanu, najlepiej z Rzeki, bo chce się nauczyć pływać. Niestety w jej klanie nikt tego nie potrafi, więc jest zdana na rzeczniaków. Lub na siebie.
Hm... Może zaoferowanie pomocy rzeczywiście nie było czymś odpowiednim. Nie miałabym z resztą jak jej pomóc, więc... Było to totalnie bez sensu. No chyba, że wyszlibyśmy na tereny niczyje, ale czy medyczka zgodziłaby się na to? Mogłaby się wystraszyć, że to jakiś podstęp i chce ją zaatakować albo pozbawić ziół. Nie mam zlych zamiarów i nie wiem jak mam jej to udowodnić. Słowami nie dam rady, przecież każdy może powiedzieć, że niczego nie planuje, a tak naprawdę może to być kłamstwem. Nie jestem aż taka głupia, a ona pewnie nie jest aż taka naiwna. W sumie chyba w ogóle nie jest, medycy z reguły są mądrzy.
-Ja... Muszę odejść. To nie takie płoste, długo nad tym myślałam. Z łesztą nie chce ci się zwierzać, wiem że nawet cię to nie obchodzi. - powiedziałam, jakby z ulgą i zadowoleniem. Tak będzie lepiej, chyba każdy to wie. Jednak jeszcze nie jest za późno na zmianę decyzji. Ciągle się waham. Tak samo było w kwestii osiedla. Przemyślałam bardziej tą decyzję. Ta wyprawa jest niebezpieczna i zrezygnowałam z niej że względu na to. Ale teraz? Teraz sądzę, że i tak nie mam nic do stracenia. Właśnie dopiero po wyprawie mogę zyskać. Wiele zyskać.
-Mogę ci pomóc na tełenach niczyich. To przecież nie jest wbłew kodeksowi. Z łesztą Ciełnisty Kwiat... Nie mam z nią dobłych łejacji, nawet jakbym chciała to i tak by mnie wygoniła. Muszę uciec to jedyna dłoga.- odpowiedziałam, patrząc na medyczkę. Kompletnie nie znam się na ziołach, ale moge się nauczyć tych najpotrzebniejszych. O ile w ogóle ich szuka. Z resztą idąc na osiedle wypadałoby kojarzyć przynajmniej działanie i wygląd. Gdyby coś mi się stało mogłabym sama się uleczyć. Czy jest jakiś medyk dla samotników? Sama nie wiem. A w gangu mojego ojca pewnie też nie ma medyka...
-czy byłaś kiedyś na osiedlu? Muszę tam iść, to ważne- spytałam. Kilka kotów opowiadało mi o osiedlu i drodze na niej, każdy powtarzał, że jest tam niebezpiecznie, ale... Właśnie po wyprawie mogę zyskać. Wiele zyskać.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Słuchałam z zainteresowaniem słów tej cienistej przybłędy. Musi odejść? Dlaczegóż to? Została przyłapana na tym, że okrada swój klan z medykamentów czy zrobiła coś jeszcze głupszego? Nie zamierzałam jednak o to dopytywać. W gruncie rzeczy mnie to nie interesowało.
- Składałaś przysięgę, skoro nosisz wojownicze miano - chyba że jest samozwańczą wojowniczką. Wtedy to co innego. W każdym razie widać, że ma nie po kolei w głowie, skoro zamierza złamać przysięgę, którą złożyła przed całym klanem. Zobaczy, że jako samotniczka sobie nie poradzi, a do klanu z powrotem nie zostanie przyjęta bo już raz pokazała że nie wolno jej ufać i będzie płacz. Chyba że klan Cienia ma gdzieś takie rzeczy i liczy się dla nich tylko liczebność wojowników, a nie ich jakość i oddanie.
- Nie potrzebuję pomocy, zwłaszcza od kogoś obcego. Poza tym, nie uważasz chyba że zaufałabym komuś, kto planuje opuścić miejsce, które przysięgał chronić nawet kosztem własnego życia - odpowiedziałam, kompletnie ignorując sprawę z Ciernistym Kwiatem. Najwidoczniej ten czarno-biały mysi móżdżek sobie na to zasłużył. Widać, że coś z nią nie tak.
- Po co ci to wiedzieć? - zapytałam. Pragnęła odejść z klanu by pozostać pieszczochem? Myślałam, że nie może okazać się jeszcze bardziej żałosna.
Mistrz: Zgłaszam sprzeciw! [Olchowy Szept] Płeć: kotka Matka: Dlaczego nas zostawiłaś? [Splątane Futerko] Ojciec: Gdzie jesteś [Iwan] Partner: samotność
czarna kotka, o żółtych oczach. Jest niska i chuda. Ma skarpetki i krawat. biała plama ciągnie się od pyszczka do miejsca pomiędzy oczami. Nos czarny.
Jej charakter też się ukształtował przez ten czas. Stała się bardziej radosna. Cieszy się z życia i rzadko kiedy jest smutna. Jedyne co ją dobija to brak posiadania umiejętności wspinaczki. Nie wynika to z braku trenowania, bo owszem, trenuje. Po prostu tego nie umie. Kocica jest miła i nie okazuje wredoty i pogardy. Jest wrażliwa. Pokazała to na pogrzebie swojej siostry- Kłębek. Stała się odpowiedzialniejsza od sytuacji z granicą. Teraz jest bardziej ostrożna i uważa, aby nie złamać zasad i nie wejść na nie swoje tereny. Bardzo chciałaby poznać kogoś z innego klanu, najlepiej z Rzeki, bo chce się nauczyć pływać. Niestety w jej klanie nikt tego nie potrafi, więc jest zdana na rzeczniaków. Lub na siebie.
Miałam nadzieję, że na tym temat dotyczący mojego odejścia z klanu się skończy, ale jednak nie. Medyczka klanu Wichru postanowiła mnie uświadomić, że składałam przysięgę. Ah tak, przysięga... Zapomniałam o niej. Z resztą chyba każdy o niej zapomina. Czy ktoś zwraca uwagę na nią podczas swojej ceremonii? Chyba wszyscy mówią "przysięgam" odruchowo, tylko dlatego, aby zostać wojownikiem. Większość i tak w pewnym momencie zaginie albo odejdzie. A teraz przyszła też pora na mnie.
-Wiem o tym. Ale mimo myślę, że klan Cienia woli, abym odeszła. Mówiłam już, że to jedyna dłoga- odparłam, patrząc w ziemię. Wstyd mi było jej o tym mówić. Nie pomyślałam o tym, że może wszystko przekazać Wężowej Gwieździe. Ale nawet jeśli to co? I tak prędzej czy później by mnie wyrzucił. Jestem w klanie praktycznie niepotrzebna i bezużyteczna. Z resztą... I tak nikt mnie nie lubi, ani nawet nie zna. Wszyscy zaginęli.
-Ty tego nie łozumiesz! Nie ważne co bym powiedziała i tak będziesz twiełdzić, że to zła decyzja. A tak napławde nie wiesz nic! Czy każdy musi mnie kłytykować?!- powiedziałam uniesionym głosem. Ostatnio coraz częściej nie potrafię kontrolować siebie i swoich emocji. Na szczęście jeszcze nigdy nie doszło do czynów. No i dobrze, bo bycie wygnańcem jest o wiele gorsze niż normalne odejście. Wtedy przynajmniej mogę się pokazywać na granicach z klanem Cienia, a przy wygnaniu już nie. Ale czy przychodziła bym w ogóle tak blisko? Może i patrole by mnie szukały? W sumie sama nie wiem... Pewnie tak, ale tylko dlatego, że tak trzeba. Potem i tak każdy by o mnie zapomniał.
-Tam mieszka moja łodzina i chcę ją odnaleźć, aby być z nimi. Dobrze wiesz jak ciężko w klanie mają przybłędy - powiedziałam. Oczywiście nie jestem przybłędą, ale mam w sobie krew pieszczoszka. Wszyscy o tym wiedzą. Może i nie gnębią mnie tak jak innych, ale ona nie musi tego wiedzieć, prawda? Z resztą tak jak myślałam, pewnie i tak by to pominęła i dalej mnie obwiniała. Czy nie ma kogoś, kto mógłby poprzeć moja decyzję?
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Ostatnimi czasy jej życie zrobiło się potwornie nudne, ale przynajmniej Ciemna Toń jakiś czas temu pozwoliła jej opuszczać obóz samodzielnie. Nic zresztą dziwnego, skoro bura terminatorka ćwiczyła walkę razem z ojcem – a kim była jej matka, by podważać kompetencje swojego partnera? Zwątpienie byłoby zrozumiałe w przypadku takich ścierw, jak Wiewiórczy Ogon czy Dębowy Cień, który został wojownikiem w jeden dzień, a teraz się nawet nią nie interesował. Kotka miała co do tego swoją teorię, która tłumaczyła zarówno podejrzanie szybko zgłoszoną gotowość kocura do zostania wojownikiem, jak i mniejszą ilość czasu, jaką syn wygnanej kocicy jej poświęcał.
Irytowało ją to. Miała wobec niego plany, a najwyraźniej za słabo działała, by je zrealizować. Na dodatek przez powolne tempo treningu, braci, którzy nie mieli tak dużo czasu, jak kiedyś, i niesamowite znudzenie obozem… jej życie zaczęło być nie takie, jakie powinno być. Chciała ekscytacji. Chciała działania. Chciała poznania kogoś ciekawego, chciała zabawy (choć ta oznaczała dla niej niekoniecznie takie same rzeczy, jak dla innych kotów), wreszcie chciała poczucia wolności. I właśnie pod wpływem tego Kąsająca Łapa zdecydowała się po raz pierwszy wypuścić na granice bez czyjegokolwiek towarzystwa. Spacerowała już samotnie w okolicach obozu i trochę dalej, ale nie dotarła jeszcze do ziem innych klanów.
A teraz lekkim truchtem kierowała się w stronę granicy z klanem Wichru, czując, jak zimny wiatr mierzwi jej futerko. Obserwowała tereny, nie przejmowała się Cienistymi, których widziała z odległości, aż w końcu nie dotarła do miejsca, które pokazała jej już matka na treningu: borsucza nora. Nie wchodziła do środka, zamiast tego usiadła nad wejściem i skierowała pysk w stronę terenów obcego klanu. Co ciekawe, zaraz zauważyła jakąś sylwetkę nieopodal, na co pospiesznie przylizała sobie odstające kosmyki na piersi.