Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Gdy Gwieździsta Łapa nie tylko nie pozwoliła się jej popchnąć na ziemię, a na dodatek odskoczyła i odwróciła się w jej stronę przodem, bura terminatorka wydała z siebie przesadzone, zaskoczone sapnięcie – teatralne wręcz, co można było łatwo odczuć, zwłaszcza że towarzyszył temu lekki, uroczy uśmiech numer trzy. Tak naprawdę to prędzej zdziwiłaby się w sytuacji, gdyby Gwieździsta Łapa jednak po prostu jej uległa, zwłaszcza że wydawała się nabrać pewności po wejściu do wnętrza borsuczej nory, nawet jeżeli wcześniej trochę na niej straciła. Poza tym… to byłoby zdecydowanie bardziej łatwe i mniej ekscytujące niż to, za czym goniła Zimno. O ile czasami przyjemnie było dostać coś tak po prostu, bez uciekania się do dodatkowych środków, to jednak o wiele większą (i bardziej długotrwałą) satysfakcję przynosiło to, o co trzeba było się postarać, a nawet zawalczyć. Zimno nie pozostawała dłużna; doskoczyła znowu do kocicy, tak blisko, że stały naprzeciwko siebie, jednak zdecydowanie w swojej przestrzeni osobistej; nie pysk w pysk, a raczej bokami pysków do siebie. Uniosła lekko głowę, sięgając do ucha swojej nowej… koleżanki.
– Tak pogrywasz? – mruknęła cicho, z nadmiaru nowych emocji zapominając o swojej charakterystycznej manierze, po czym podgryzła lekko małżowinę uszną srebrzystej terminatorki.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
To był dopiero początek tego, co Gwiazdka mogła jej zaoferować, ale również tego, co sama zamierzała w tej grze osiągnąć. Przecież nie chodziło tu tylko i wyłącznie o to, żeby to Zimno cokolwiek ugrała dla siebie, oj nie, i chyba burej nie przeszło to przez myśl. Obie świetnie grały i weszły w rolę zdecydowanie za bardzo, oddając całą siebie, zamiast jedynie dozować zachowania, uśmiechy i kontrolować sytuację na swój własny sposób. Granica już dawno została przekroczona i nie zapowiadało się, żeby... któraś miała to w jakiś sposób przerwać.
Szczególnie nie teraz. Nie w tym momencie.
Gwiazdka przygryzła wargę, patrząc się zaczepnie na Zimno, która nie pozostała jej dłużna. Bura szybko skróciła powstały dystans między nimi, doskakując do Gwiazdki, co przyprawiło młodszą o zadowolony z siebie uśmiech, ale gdy złapała ją za ucho... Przyjemne ciepło rozeszło się po ciele srebrzystej, sprawiając, że łapy lekko jej zadrżały i musiała zdusić w sobie stęknięcie, które z wielką ochotą chciało wydostać się z jej gardła. — Mhmmm.... — wymruczała lekko obniżonym głosem, poruszając długimi białymi wibrysami. Chciała połaskotać ją po policzku. Serce jej przyśpieszyło i wtedy właśnie Gwiazdka stanęła na tylnych łapach, łapiąc Kąska za szyję przednimi łapkami, po czym... liznęła ją różowym językiem po policzku i za moment chwyciła ją przednimi zębami za skórę na szyi, lekko szczypiąc.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Powstrzymała się przed kocięcym chichotem, gdy poczuła łaskoczące jej policzek wibrysy; nie była dzieckiem, na litość Gwiezdnych, a nawet jeżeli teraz ponosiły ją emocje, to musiała zachować godność i trzymać jakikolwiek poziom. W końcu… kto wie, czy się jeszcze nie spotkają, i w jakich okolicznościach to będzie – lepiej, żeby Gwieździsta Łapa zapamiętała ją jak najlepiej, a nie jako głupawego podlotka.
A o ile na początku lekko się wahała i dawała szansę srebrzystej terminatorce na wycofanie się z tego wszystkiego, to w momencie, gdy poczuła dotknięcie języka na policzku i lekkie uszczypnięcie za skórę na szyi, Kąsająca Łapa zaczęła być pewna, że jej nowa… znajoma chce tego samego, co ona. I nie zamierzała się już dłużej powstrzymywać. Wydała z siebie coś na pograniczu warknięcia, mruknięcia i stęknięcia, po czym naparła na kocicę pochodzącą z obcego klanu, by ostatecznie wylądować wraz z nią na ziemi, i przylgnąć jak najbliżej niej, (…), zaciągając się jej zapachem, tonąc w jej srebrnym futrze, zanurzając się w jej cieple, i nawet Gwiezdny Klan nie powinien interesować się tym, co między nimi zaszło.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Oj, z całą pewnością kocięcy chichot byłby wyjątkowo uroczy i, kto wie, czy nie złapałby Gwiazdki za serce bardziej, niż cała reszta. Kąsek postanowiła jednak być silna i nie pozwoliła sobie na takie rzeczy jak radosne chichotanie z powodu łaskotek. Gwieździsta zapewne zachowałaby się bardzo podobnie, chcąc jak najdłużej trzymać fason, którego rzadko kiedy się pozbywała, a jeśli już, to robiła to w większości przypadków interesownie. Poza tym srebrzystej w ogóle nie przyszło do głowy, żeby traktować swoją... towarzyszkę jak podlotka. Były sobie równe i to jej się podobało. Baaarrrdzo podobało.
Tak po prawdzie, to Gwiazdka jeszcze chwilę temu nie wiedziała, czego chce, ale im dalej w las, im głębiej w norze się znalazły, tym atmosfera gęstniała, a to wszystko zaczynało być wyjątkowo podniecające, sprawiając, że dreszcze przechodziły ją po karku i wzdłuż kręgosłupa, a przyjemne ciepło rozchodziło się po ciele. Jeszcze nigdy nie czuła czegoś takiego, ale... ale mmmm, jakież to było słodkie, przyjemne i intrygujące. Razem z burą runęła na ziemię, dając się ponieść chwili (...), a gardłowe pomruki rozbrzmiewały, gdy kocice grzały się własnymi ciałami, wpadając w swoje objęcia, w swoje długie futra, jak w miękką, puszystą pierzynę.
A po wszystkim leżały obok siebie jeszcze jakiś czas, wyjątkowo blisko. To, co przeżyły, dla Gwiazdki było... magiczne. Dopiero po jakimś czasie opuściła, sama czy też w towarzystwie, Borsuczą Norę, zderzając się z szaro-burą rzeczywistością i zimnym, porywistym wiatrem, który rozhulał się na powierzchni.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Kto by się spodziewał, że właśnie tak to się skończy? Całe szczęście, że spotkały się akurat w tym miejscu, tuż nad starą norą borsuka, bo miały przynajmniej gdzie się skryć i zająć sobą. Po wszystkim bura milczała; przymknęła ślepia i, choć nie spała, to odpoczywała. Choć Kąsająca Łapa nie nazwałaby tego magicznym, to już chyba bardziej rozumiała, czemu koty tak bardzo szukały sobie partnerów i czemu tak ochoczo płodziły sobie kocięta; w końcu sam akt okazał się być bardzo przyjemnym. Na szczęście ona sama nigdy nie odczuwała takiego pożądania wobec kocura, choćby dlatego, że w klanie Cienia nie było przystojnych, intrygujących kawalerów, którzy by jej nie znudzili po trzech uderzeniach serca, a i teraz miała do czynienia z drugą kotką, więc nie musiała się obawiać o to, że wróci z granicy z brzuchem, tak jak Trzcinowa, ha tfu, Sadzawka. Na pożegnanie otarła się o ciało Gwieździstej Łapy, a choć wydawała się bardzo zadowolona z tego, jak wyszło ich spotkanie, to nie obiecywała jej kolejnego.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Z klanu Wichru jeszcze nikogo nie poznał. W obozie było coraz nudniej, panowała w nim rutyna, a kocur, który chłonął każdą dramę i sprzeczkę niczym gąbka, nie był tym faktem usatysfakcjonowany. Nie pozostawało mu wobec tego nic innego, jak poszukać przygód gdzieś indziej, niż w klanie Cienia, bo chociaż nie wyglądał na kogoś, kto potrzebowałby nieco rozrywki, czuł potrzebę poznania kogoś wartego uwagi. W jego rodzimych stronach wszyscy byli przezroczyści, drętwi i męczący, zwłaszcza że Topniejący Lód miał wysokie wymagania, nawet jeżeli na pierwszy rzut oka nie było widać, żeby on sam mógł coś od siebie zaoferować. Rzecz jasna: nie oczekiwał też cudów, bo zdołał poznać już dwie kocice z klanu Rzeki, przy czym pierwsza była głupia i naiwna, a druga: za bardzo się narzucała, sama od siebie nic nie dając, ale miał nadzieję, że zmiana kierunku swojej wycieczki wyjdzie mu na dobre. Z tego więc powodu, doszedłszy do Kamiennego Stróża, nie skierował się na Cztery Dęby, jak to miał w zwyczaju, a zamiast tego zakręcił w stronę Trawiastych Grzbietów, gdzie też usiadł, bardzo blisko granicy z klanem Wichru, i oplótł puszystym ogonem białe łapy. Uniósł przednią łapę i zaczął ją metodycznie czyścić, co jakiś czas rzucając spojrzenie malującym się przed nim terenom, wodząc po nich wzrokiem i szukając sylwetki kota, z którym mógłby porozmawiać. Nie sądził, że kiedykolwiek dojdzie do tego, że sam będzie musiał szukać sobie towarzystwa. Zdecydowanie nie sądził.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Płatek, odkąd kojarzyła granicę z Cieniem, przechadzała się tędy dość często. Co prawda na początku zapach towarzyszący tejże granicy sprawiał, że niesamowicie ją mdliło i miała wrażenie, że lada moment zwymiotuje, ale po paru spacerkach było lepiej i nawet się do tego przyzwyczaiła. Nie to, żeby była przykładną terminatorką, tylko nie miała co robić w obozie. Toteż łaziła sobie po granicach, chcąc poznać kogoś nowego. Może pozna jakiegoś przystojnego kocura? Albo ciekawą koleżankę? Możliwości było wiele. Różana Łapa po prostu chciała poznać kogoś nowego i nawiązać ciekawe relacje, których nie miała okazji nawiązać w klanie.
I właśnie wtedy na jej drodze pojawił się Topniejący Lód, natychmiast skupiając na sobie jej uwagę. Mam śliczne futerko, wypielęgnowane, był nawet umięśniony, no, no, musiała przyznać, że był całkiem niezły. Nie miał żadnej blizny, co było wielkim minusem, ale nie można mieć wszystkiego, prawda? Może nadrobi charakterem.
— Hej, co tu tak siedzisz sam? — zapytała, siadając naprzeciwko cienistego wojownika. No, co taki przystojniak robi całkiem sam?
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Jak miło, nie musiał długo czekać, bo już po krótkiej chwili, którą spędził na pielęgnacji zawsze wyczyszczonego do perfekcji futra, w jego zasięgu wzroku pojawiła się jakaś obca kotka, która wyglądała, jakby na jej głowę spadło wiadro z różnymi odcieniami farb. Zaprzestał toalety, gdy młodsza sąsiadka usiadła tuż przed nim, a żeby tego było mało: od razu wystrzeliła pytaniem. Jeszcze lepiej. Nie będzie musiał inicjować rozmowy, a uwierzcie, był w tym kompletnym beztalenciem. Ewidentnie nie można było mieć wszystkiego, zwłaszcza gdy dostało się tak niesamowity wygląd, będący dla wojownika świętością. Miał zdecydowanie zawyżoną samoocenę, i zazwyczaj tego nie ukrywał.
− Siedzę. I czekam... na towarzystwo − stwierdził więc zimnym tonem, choć, o dziwo, nie był nieprzyjemny, jak zawsze w jego przypadku. Przyjrzał się również kotce złotymi oczami, analizując z kim ma do czynienia, i nie ciężko było się domyślić, że siedzi przed nim jakaś małolata. Z drugiej jednak strony postanowił dać jej szansę, bo obie członkinie klanu Rzeki, które spotkał, były w pełni dojrzałymi kocicami, a nie popisały się inteligencją, więc może powinien spróbować porozmawiać z kimś młodszym; kimś, komu jeszcze nie wyprali mózgu tymi idiotycznymi, klanowymi regułkami. − Mniemam, że ty również. Idealnie trafiłaś − dodał jeszcze tajemniczym głosem, lekko pochylając się w jej stronę, lecz po krótkiej chwili ponownie się wyprostował, wbił w nią nieco nachalny wzrok i zaczął niemal świdrować ją spojrzeniem, co mogło być dla niej nawet onieśmielające, ale nie dla niego. Był bezpośredni i pewny siebie, więc jakaś kotka z klanu Wichru po drugiej stronie granicy nie robiła na nim wrażenia.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
— Uuuuu, aż dostałam dreszczy, takim chłodem zawiało — skomentowała ton kocura dość niewybrednie. Nie było jednak słychać w jej tonie złośliwości - wręcz przeciwnie, była rozbawiona. — No to już znalazłeś! — dodała entuzjastycznie i owinęła swój puszysty ogonem wokół łap. Skoro czekał na towarzystwo, to... no, już nie musiał! Bo zjawiła się ona i gotowa jest się z nim w jakiś sposób przekomarzać, powygłupiać, albo po prostu porozmawiać, w zależności od tego, co kocur będzie wolał. Ale sądząc po jego tonie... raczej zwykła pogawędka będzie w jego stylu.
Czuła i widziała, jak kocur świdruje ją wzrokiem i odwdzięczyła się tym samym. Skłamałaby mówiąc, że jej się to nie podobało. Była małolatą z dość wysoką samooceną, więc taki komplement, bo tak odebrała zawieszony na niej wzrok, jak najbardziej jej odpowiadał. Tylko podbijał jej ego.
Wstała i nachyliła się do starszego, wyższego od siebie kocura na tyle blisko, że powietrze ulatniające się z jej nosa mierzwiło mu sierść na szyi. — Aż tak ci się spodobałam? — wymruczała cicho, po czym jakby nigdy nic wróciła do swojej poprzedniej pozycji i przeczesała sierść na przedniej łapie, przymykając przy tym oczy. Tylko w ten sposób ukryła rozbawienie. Oh, zapowiadało się ciekawie.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Rozluźnił mięśnie, słysząc jej niecodzienny komentarz zwieńczony rozbawieniem, a na jego pysku widoczne było zmieszanie. Nie miał pojęcia jak to rozumieć i, przede wszystkim, w jaki sposób na to zareagować. Z jednej strony mu to schlebiało, bo koty zazwyczaj nie komentowały sposobu jego mówienia, a z drugiej... gdzieś głęboko w środku miał przeczucie, że chciała go w ten sposób wyprowadzić z równowagi, wobec tego położył po sobie uszy, ukazując swoje niezadowolenie; nie odezwał się jednakże, w całości oddając się obserwacji kotki, która wcale nie miała być komplementem, jak zrozumiała to terminatorka, a zwykłym zaznajomieniem się i sprawdzeniem, z kim ma do czynienia. Widząc, że szylkretka również się pochyla, a następnie zbliża się do jego szyi, mechanicznie się odsunął − od bliskości zazwyczaj trzymał się z daleka, zwłaszcza gdy do czynienia miał z obcymi kotami. Nie mógł mimo wszystko powstrzymać nagłego parsknięcia śmiechem, gdy córka Zaśnieżonej Ścieżki wyciągnęła tak kuriozalny wniosek. Owszem, była dosyć ładna, musiał przyznać, ale ostatnie, co zrobiłby, to przyznanie jej tego; zazwyczaj nie komplementował innych, uważając, że tylko on zasługuje na pochwały, i tak samo było w tym przypadku.
− Nie, nieszczególnie − odezwał się, w dalszym ciągu rozbawiony. − Nie gustuję w młodych terminatorkach. Odezwij się, jak będziesz starsza. − Chociaż uczciwiej byłoby powiedzieć: „nie gustuję w nikim, poza sobą”. Cóż, to nie jego wina, że wszystkie kocice, które bliżej poznał, były głupie i naiwne, a on nie zawracał sobie byle kim głowy. I, hm, w ogóle nie interesował się romansami. Aczkolwiek... musiał przyznać, że nawet mu to zaimponowało, bo najczęściej to on zawstydzał kotki takimi pytaniami.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Czy chciała go wyprowadzić z równowagi? Niespecjalnie. Po prostu chciała zażartować, co zdarzało jej się dość często. Płatek słynęła z tego, że mówiła i robiło dokładnie to, co chciała, niespecjalnie patrząc na konsekwencje.
Gdy kocur odsunął się, na jej pyszczku pojawił się zadziorny uśmiech, który jedynie się rozszerzył po wypowiedzi niebiesko-białego. Oh, to tak chciał się bawić? Nie ma sprawy. Mógł mówić co chciał, szylkretka doskonale wiedziała jak było naprawdę, pff.
— Wolisz takie do połowy łyse ze starszyzny? — zapytała zaczepnie, robiąc krok do przodu, tym samym prawdopodobnie przekraczając granicę. Ponownie stanęła pysk w pysk z kocurem i tak jak poprzednio, powietrze wylatujące z jej nosa czochrało futro na szyi Topniejącego Lodu. Doprawdy, czyżby przeszkadzało mu, że ma do czynienia z młodą i atrakcyjną kotką? Płatek nawet nie brała pod uwagę tego, że widać było po niej, że nie jest w pełni dojrzało kocicą. W swoim mniemaniu była ideałem, takim niezwykle atrakcyjnym i nawet nie przyszło jej do głowy, że w oczach innych może być dzieckiem. Miała już 10 księżyców, przecież była praktycznie dorosła! — Różana Łapa — przedstawiła się, nie odsuwając od cienistego kocura. Chciała się z nim podroczyć. Podobało jej się to.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Zatem mieli ze sobą coś wspólnego. Niegdyś kocur również nie zwracał uwagi na konsekwencje i robił to, co żywnie mu się podobało, z wyjątkiem sytuacji, gdy naprawdę mogło to zaszkodzić jego reputacji, bo wtedy się jeszcze niechętnie hamował. Mimo wszystko nie był przy tym tak przebojowy, jak siedząca przed nim młoda kotka, już nie wspominając o tym, że sam nie należał do tych zwariowanych osobników, a chłód, który od niego bił, mógł świadczyć o jego braku poczucia humoru, lecz nic bardziej mylnego! Chociaż nie było tego po nim widać, znał się na żartach, ale większość z nich była dla niego albo żałosna, albo nieśmieszna, albo, co gorsze, brał je jako atak na siebie, więc zazwyczaj nie wyglądał na rozbawionego. Teraz bardziej zwracał uwagę na to, co mówi, bo sytuacja sprzed paru księżyców, gdy miał zostać awansowany, czegoś go nauczyła. A mianowicie tego, że koty to żmije; co z tego, że on również nie należał do najświętszych.
− Nie widziałem takiej, więc nie wiem. − Chyba, że Kukułcze Jajo się liczyła, ale romans z własną matką go nie kręcił. Z zadowoleniem przyglądał się, jak terminatorka się zbliża, ale nie dlatego, że w jakikolwiek sposób podobała mu się bliskość z szylkretką, bo wcale tak nie było, ale dlatego, że sama się narażała, a on jako, tsk, przykładny wojownik, chętnie wygoniłby ją z cienistych ziem... dość dotkliwym sposobem. W momencie, gdy oddech córki Zaśnieżonej Ścieżki ponownie zmierzwił jego sierść na szyi, poczuł nieprzyjemny dreszcz, i niemal mechanicznie się wzdrygnął. Obrzydlistwo. − Interesujące. A teraz wypad na drugą stronę − zagroził szorstkim tonem, nawet się nie przedstawiając, gdyż nie miał ku temu powodu.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
— A w jakich gustujesz? — zapytała, choć doskonale, że się do tej kategorii zaliczała. Możliwe, że miała trochę zbyt wybujałe ego, ale ciężko nie mieć, kiedy jest się taką uroczą, a do tego ładną i atrakcyjną kotką, prawda? Miała parę wad, jak na przykład to, że zrzucała kociaki z drzew, gdy ją denerwowały, ale w sumie dla niej to nie było nic złego. Nie uważała, by miała jakiekolwiek wady i mogłaby mówić o sobie w samych superlatywach. Dokładnie tak, jak jej rozmówca o sobie. Byli pod tym względem do siebie podobni, bez dwóch zdań.
Uśmiechnęła się, wyczuwając kolejną okazję do podroczenia się z nowo poznanym kocurem.
— Bo...? Pobijesz młodą terminatorkę? — zapytała, nie ruszając się z miejsca. Uznała to za pytanie retoryczne, bo oczywistym było, że rzucanie się na młodą terminatorką z pazurami raczej nie było za dobre odbierane. Nie miała pojęcia, że Topniejący Lód nie widział w tym nic złego i właśnie to gotowy jest zrobić, jeśli go nie posłucha. Upsi.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
A więc w jakich gustuje? Nieco głupio byłoby powiedzieć, że w żadnych. Tak naprawdę nigdy się nad tym nie zastanawiał, nie zawracał sobie tym głowy. Przede wszystkim taka kotka powinna być NORMALNA, no i może też ładna, bo nie chciałby, aby narobiła mu wstydu. Z drugiej strony, dlaczego miałby o tym mówić nowo poznanej terminatorce? Zastanówmy się... nie było ku temu powodu. Westchnął więc na to, uśmiechając się lekko w akcie rozbawienia, gdy wysunął pewien wniosek.
− A co cię to tak interesuje? A może to ja spodobałem się tobie, i sprawdzasz, czy masz szanse? − spytał, poruszając w rozweseleniu wąsami, gdzieś w środku zastanawiając się, czy naprawdę powinien rozmawiać w ten sposób z tak młodą kotką. Przyznajmy, nie wyglądała jeszcze w pełni dojrzale, ale zaś z charakteru sprawiała wrażenie niezwykle pewnej siebie i rozgadanej, więc co mu szkodziło? I tak już nigdy jej nie spotka; nie miał nawet takiego zamiaru, a zawrócenie jej w głowie mogłoby być zabawne. Widocznie było jednak coś, co zdołało go rozśmieszyć, ale cóż, ciężko było się nie śmiać, gdy taka małolata w zasadzie z nim flirtowała. Dosłownie, już lepiej wyglądałoby to, gdyby miała chociaż te trzy księżyce więcej, chociaż... gdyby tak było, już dawno by ją spławił, bo uznałby ją za kolejną podekscytowaną kocicę, która ożywiła się na widok tak przystojnego kocura. Przynajmniej w jej wykonaniu było to co najmniej śmieszne. Nie mógł tego nawet poważnie traktować.
− Owszem − odpowiedział bezpośrednio, niezwykle poważnym tonem, nie kryjąc się ze swoimi intencjami, a potem, uznawszy, że kotka jest taka do przodu, niemal stanął, wyciągając przed siebie przednie łapy, z zamiarem popchnięcia kotkę w klatce piersiowej, aby powalić ją na plecy i móc swobodnie nad nią stanąć. Nie wyciągał jeszcze pazurów, dając jej jeszcze szansę na zreflektowanie się, ale nie miałby problemów z przeoraniem jej szponami pyszczka, gdyby jednak nadal uznawała to za nic nieznaczące groźby. W takich sprawach nie żartował, ale pozwolił jej jeszcze się wycofać.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
— Nie interesuje — parsknęła. — Sprawdzam, na jak wiele mogę sobie pozwolić. Jesteś niczego sobie, ale mógłbyś wyjąć kij z tyłka i się trochę rozluźnić — dodała. Nie będzie ukrywać, że Topniejący Lód jest przystojny, bo, no, jest. Ale nie podobał jej się jakoś szczególnie. Ot, sprawdzała jak daleko może się posunąć i na jak wiele pozwoli jej kocur, nic więcej. Mogłaby się z nim trochę pomigdalić, jak jakaś małolata, ale to tyle. Był dla niej nieco za sztywny. Preferowała takich... z poczuciem humoru, o.
Obserwowała jak kocur staje na dwóch łapach i nim zdążyła zareagować, jego łapy już znalazły się na jej klatce piersiowej i wylądowała na grzbiecie. Nie mogła powstrzymać się od śmiechu, jakby nie rozumiejąc powagi sytuacji i zachichotała w najbardziej uroczy możliwy sposób, patrząc prosto w oczy znajdującego się nad nią kocura.
— Dopiero powiedziałeś, że nie gustujesz w młodych terminatorkach. Chyba jeśtem tloskę za mała na takie figle, hm? — wymruczała, wyraźnie rozbawiona, nawet nie wiedząc, że Topniejący Lód jest w stu procentach poważny. Cokolwiek chciał jej jednak udowodnić - nie udało się.