Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór jeszcze nigdy w życiu nie uderzył tak mocno. Wbił swoje kły w szyję lisa i niemalże natychmiast poczuł jak z drapieżnika ulatuje życie. Czy był z siebie dumny? Ależ oczywiście! Co prawda nie spodobało mu się to, że przy okazji oberwał i potrzebował pomocy medyka, ale jakby nie patrzeć, pozbył się lisa całkiem sam, prawda? Pszczela Łapa jedynie skakał w te i wewte, nie mogąc w trafić w psowatego, ale na całe szczęście jego pomoc nie była przydatna.
- Nie masz za co przepraszać. Wszystko dobrze się skończyło, to najważniejsze - odparł, chcąc jakoś pocieszyć kocura. Co by nie było, był jeszcze terminatorem, nie musiał być zaprawiony w walce, ani nic z tych rzeczy. Rudzielec jedynie skonsultuje się z Ciemną Tonią, aby przećwiczyła ze swoim uczniem walkę, bo z pewnością mu się to przyda.
- Dobrze. Pójdę do Ciernistego Kwiatu. Uważaj na siebie - mruknął, zbierając się do obozu. Po drodze wziął to, co złapał, odłożył na stos i skierował swoje kroki do lecznicy.
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Lubił się szwendać po okolicy bez żadnego większego celu. Lubił też kręcić się przy czterech dębach, bo tam zawsze istniała szansa na to, że trafi na jakiś patrol lub samotnego wędrowca, który poszukiwał towarzysza do luźnej, niezobowiązującej rozmowy tak samo, jak i on. Nie pamiętał już, ile kotów z klanu cienia znał, jednak nie było to istotne. Na pewno kojarzył tę szylkretową, chociaż nie mógł przypomnieć sobie jej imienia. Czy w ogóle powiedziała mu jak się nazywa?
Zatrzymał się niebezpiecznie blisko granicy, tam gdzie zaczynała się skarpa o kamiennej ścianie. Zmarszczył czoło i wyciągnął szyję, spoglądając w dół, jakby w nadziei że dostrzeże tam kota. Nie było jednak nawet jednej żywej duszy, na co Głóg cmoknął ciche "tsk" i wycofał się o pół kroku, na bezpieczniejszą odległość. Nie miał zbyt wiele doświadczeń z cienistymi, nie wiedział więc czy czasem ktoś mu nie oderwie uszu za samo chuchanie na granicę. Wolał nie ryzykować.
Bluszcz uvu
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Czułam się… rozstrojona, to było chyba najlepsze określenie. Powinnam się czuć dobrze, albo chociaż swobodnie, w końcu byłam terminatorką, rozpoczęłam trening, mogłam chodzić, gdzie chciałam, miałam wolność nie tylko od zakazów obowiązujących kocięta, ale i od swojej nadopiekuńczej matki, która chyba w końcu zrozumiała, by dać mi spokój, bo nie byłam już dzieckiem, które potrzebowałoby jej troski. Mimo to cały czas czułam się niekomfortowo i przed oczami stawał mi Płonąca Łapa razem z Barszcz. Potrząsnęłam lekko głową, próbując wyzbyć się tego obrazu… i, z determinacją stawiając kroki, wyruszyłam z obozu.
Obrałam losowy kierunek i parłam przed siebie przez śnieg, który nie tylko prószył mi na futro, ale wpadał także do oczu i nosa, jednak nie zwracałam na to większej uwagi. Może na terenach odnajdę spokój i równowagę, jakiej mi teraz brakowało. Rozglądałam się na boki, oglądałam mijane przeze mnie drzewa, nory, polany, pagórki, kamienie, aż teren zaczął się zmieniać – drzewa się zaczęły przerzedzać, a ziemia się podnosiła. Oddychałam ciężko, ale… nie miałam ochoty się zatrzymywać. Okazywało się, że ruch jest całkiem dobry, by uspokoić moje zszargane nerwy. Zmarszczyłam lekko nos, idąc dalej przed siebie, dalej na wzniesienie, które pięło się coraz wyżej i wyżej. Nim zdążyłam się zastanowić, co z niego zobaczę, już tam stanęłam, sapiąc ciężko i czując przyspieszone bicie serca, jednak dominowało nieprzyjemne uczucie, wywołane… obecnością innego kota, zaledwie parę kroków dalej. Przyglądałam się mu w milczeniu, studiując sylwetkę obcego.
– Nie jesteś z Cienia – zauważyłam nagle płaskim głosem, dając wyraz nieufności wobec czarno-białego kocura. Pachniał inaczej, nawet jeżeli nie potrafiłam określić, czym. Nie wiedziałam sama, na jakiej granicy się czułam, chociaż wyczuwałam woń moczu w pobliżu.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
A jednak. Nie musiał czekać jakoś szczególnie długo by ktoś zaczął zmierzać w jego stronę. Ze względu na kierunek wiatru, który nadciągał nie wiadomo skąd, ale z całą pewnością nie od strony gromowo-cienistej granicy nie wyczuł jej - ale dostrzegł rdzawo-czarną kotkę, która miejscami wyraźnie odcinała się od białego tła tworzonego przez śnieg. Wyprostował się lekko i... czekał, bo tak naprawdę nic więcej nie mógł robić.
- Bystrzacha z ciebie - mruknął w odpowiedzi i przymrużył bladożółte ślepia, których spojrzenie wbił w nieco ciemniejsze oczy cienistej terminatorki. Wyglądała na gówniarę, pewnie ledwo co dostała imię i legalnie wolno było jej wyłazić z obozu więc myślała, że może wszystko. Bo, jak wiadomo, lisy i borsuki atakują tylko tych doświadczonych wojowników, a nie jakieś szczawie, które myślą że dzień po ceremonii mogą już na luzie łazić i szukać szczęścia na granicach. Nie żeby szczególnie narzekał, takie małolaty zawsze były cudownym źródłem lolcontentu. Usiadł więc, a jego pierzasty ogon luźno klapnął sobie obok jego boku. - Nie. Ale nazwali mnie Cień.
Bo to nie było jego imię. Nazywał się Głóg, a miano Głogowego Cienia było niechcianym prezentem, który musiał przyjąć w zamian za ochronę, jaką zapewniał mu klan.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Milczałam i próbowałam uspokoić oddech, a moje mięśnie były lekko napięte przez samą obecność innego kota, na dodatek – najwyraźniej spoza klanu, w którym się urodziłam… i to blisko naszych terenów. Nie byłam jednak pewna, czy kocur przekroczył granicę… czy może ja to zrobiłam, dlatego wolałam nie poruszać tego tematu, przynajmniej na razie. Spięłam się jeszcze bardziej, słysząc słowa kocura. Ironia… to musiała być ironia. Bystrzacha z ciebie, odbiło się echem w mojej głowie. Więc to tak, kpił sobie ze mnie. Ścisnęłam wargi i odwróciłam wzrok, nie odpowiadając na to stwierdzenie.
Nie pytałam o imię, ale je dostałam – jakżeby inaczej. To było tak przewidywalne, że już nudne, i nawet nie drgnęła mi na to powieka, chociaż nie zamierzałam się też przedstawiać, bo w gruncie rzeczy pytanie o moje miano wcale nie padło. Zastanowiłam się przelotnie nad tym, co usłyszałam. Cień. Nazywał się… tak jak mój klan? Czy to zbieg okoliczności, czy… kłamstwo? Czy potrafił to wyczuć po zapachu? Na dodatek… jak kocię. Zaraz jednak wydało mi się to głupie – kocur był kilka razy ode mnie starszy, przecież to byłoby niedorzeczne, gdyby miał taką rangę. Więc tak czy siak było to kłamstwo, chociaż połowiczne, bo raczej powinno być Cieniste Coś.
– Cieniste co – mruknęłam więc, mrużąc złote ślepia.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Kpił? Być może, odrobinę. Nieprzyjemny uśmiech i złośliwości były jednak nieodzowną częścią jego osobowości i nie potrafił do końca funkcjonować w żaden inny sposób. A może po prostu nie chciał, bo tak było zwyczajnie wygodniej. Tak samo jak wygodnie było mu udawać głupiego przez dużą część swojej terminatorskiej przygody... i w sumie cały czas, choć o wiele mniej.
- Głogowy Cień - odparł, a czarny ogon zafalował za jego grzbietem przesuwając przy tym suche liście i gałązki. Pierzasta kita zaraz jednak opadła luźno na poszarzałą od chłodu pory nagich drzew trawę, a Głóg uniósł brwi. Pierwszy raz przedstawił się komuś imieniem, które otrzymał od Świetlikowej Gwiazdy. Nie miał z tym większego problemu, to nie tak, że jakoś szczególnie mocno walczył z ideologią klanową czy nie lubił swojego wojowniczego miana. Po prostu nigdy nie rozumiał potrzeby wydłużania imion, nie rozumiał w jakim celu są wciąż zmieniane i modyfikowane, dlaczego byli zdani na łaskę i gust przywódcy w wyborze miana, którym mieli się przedstawiać do końca życia. Klan rzeki miał w swojej historii kilka takich uroczych głupotek, dlatego naprawdę, nie zdziwiłby się gdyby został Głogową Głową lub Głogowym Palcem tylko dlatego, że Świetlikowa Gwiazda mógł tak zrobić.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Poruszyłam nieznacznie swoimi powykrzywianymi wibrysami na odpowiedź, której udzielił mi czarno-biały kocur. Więc wojownik… chociaż skąd miałam wiedzieć, że nie kłamał? Równie dobrze mógł być jedynie marnym terminatorzyną, ale celem pokazania swojej wyższości przedstawić się imieniem świadczącym o wyższej randze. A może po prostu miał dwuczłonowe imię, ale był samotnikiem?... Bezpiecznie było założyć, że nie można mu ufać i może nie mówić prawdy, jednak milczałam, wbijając tylko spojrzenie lekko zmrużonych oczu w obcego kota. Wiedziałam, że jestem na granicy, dlatego stwierdziłam, że nie powinnam się stąd ruszać, dopóki i on nie pójdzie, żeby nie wlazł na tereny, gdy tylko się odwrócę na pięcie. Dlatego tkwiłam tak w bezruchu, próbując nie okazać napięcia i dyskomfortu, jakiego doznawałam w tej sytuacji.
– Skoro nie z Cienia, to skąd? – przeszło mi w końcu przez gardło pomimo niechęci do rozmowy z kimś innym, kimś obcym, komu nie mogłam ufać, kto równie dobrze i teraz mógł skłamać.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Patrzył na nią spokojnie spod na wpół przymkniętych powiek, próbując odgadnąć co też mogło kryć się w głowie tej pstrokatej kotki, która też przecież się na niego patrzyła i badała go wzrokiem. Z tą różnicą, że Głogowi nie zależało szczególnie na tym, by wiedzieć jak się zachowa, czy skłamie mu prosto w twarz czy też nie. Zwracał bardziej uwagę na jej wygląd, na to jak się prezentowała, a tym samym jak to się przekładało na jej charakter, biorąc pod uwagę także i jej sposób wymowy oraz treść słów. O ile nie kłapała dziobem bez przerwy ani nie miała jakichś dzikich teorii jak połowa kotek w klanie rzeki, to wciąż miał jakieś takie dziwnie wrażenie że to podobny typ opóźnienia który reprezentowały takie jednostki jak chociażby ich upośledzony dream team medyków, który z trudem wypluwał z siebie jakieś zlepki słów.
- Rzeki - odparł więc i kiwnął głową, by nonszalanckim gestem wskazać tereny które miał za swoimi plecami. Jego czarny ogon znów poruszył się i prześlizgnął po trawie, by luźno opaść przy drugim boku Głoga.
- Z kim mam przyjemność, tak w ogóle? - spytał jeszcze nieznacznie pochylając się w stronę szylkretki. Bo zawsze mogła dla niego zostać Bystrą. Bystrą Kałużą na przykład.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Rzeka. Klan Rzeki. Nie wiedziałam za wiele na temat innych klanów, granic z nimi; nie żeby mi zależało. Wiedziałam dobrze, żeby trzymać się na terenach własnego klanu i nie ufać obcym, i tyle mi wystarczyło… ale też świadomość, z kim ma się do czynienia, była lepsza od niewiedzy, nawet jeżeli nie miałam bladego pojęcia na temat tego, w jaki sposób koty z Rzeki różnią się od tych z mojego klanu. Miałam ochotę parsknąć, słysząc „z kim mam przyjemność”. Dobrze wiedziałam, że ta rozmowa nie jest ani porywająca, ani przyjemna, nie starałam się nawet, by taka była.
– Wilcza Łapa – odparłam mechanicznie z pewnym opóźnieniem, mierząc spojrzeniem czarno-białego kocura. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie, jakby mu miało coś powiedzieć. Nie bawiłam się już w to kocięce podszywanie się pod moją siostrę, ale nie zamierzałam mu też ufać na tyle, by faktycznie podać swoje (czy jej) prawdziwe imię, by mógł to kiedyś wykorzystać. To, które z siebie wyrzuciłam, było pierwszym z brzegu, którego chyba nikt w klanie nie nosił. – Ile czasu trwał twój trening na wojownika? – spytałam, mrużąc lekko ślepia. Brak zaufania to jedno, jednak nigdy nie gardziłam wiedzą, zwłaszcza praktyczną, a odpowiedź na to pytanie była mi potrzebna do tego, by oszacować, jak długo zazwyczaj się trenuje i jaka jest szansa, że zostanę wojowniczką za parę księżyców.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Wilcza Łapa. W porządku. Nie przejmował się do końca tym, czy imię kotki było prawdziwe czy nie - nie pomyślał nawet że mogłoby być fałszywe. I tak prawdopodobnie zapomni jak się nazywa w ciągu kilku dni, o ile ta informacja nie wywietrzeje mu z głowy w ciągu kilku następnych uderzeń serca. A prawdopodobieństwo, że znów się spotkają i tak było niewielkie, biorąc pod uwagę to, że rzadko kiedy zaglądał na granicę z Klanem Cienia. Niewielki skrawek do którego miał dostęp jako Rzeczniak zdecydowanie nie zachęcał do nawiązywania szczególnie silnych relacji z dawnymi sąsiadami.
- Nie wiem. K'ótko - odparł wzruszając barkami. - Znaczy sam t'ening to była kwestia księżyca. Tyle że jeden mistrz był bezużyteczny, a drugiego zabił pies, to się rozwlekło w czasie - dodał po chwili, tym samym dzieląc się swoją fantastyczną historią. Dawno chyba nikomu nie opowiedział o tym, jak bezużytecznym frajerem był Śnieżne Skrzydło, a Biedronkowy Nos - bezmyślną małpką. I trochę mu się teraz ulało. Bo raczej nie miał konkretnego celu w tym dzieleniu się wspomnieniami na temat treningu.
- A co, aż tak ci się spieszy? - spytał przekrzywiając lekko głowę. Nie wiedział w jakim wieku była, ale wyglądała na... no, dzieciaka. Czyli była kolejną z tych, którzy chcieli już teraz natychmiast być wojownikami bo to takie super i w ogóle chałwa wielkiemu klanowi.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Bezużyteczny mistrz… zmarszczyłam niemal niezauważalnie nos. Zapewne niczego go nie nauczył, a przynajmniej ja bym przyjęła takie kryterium. Pod tym względem Olchowy Szept był bardzo użyteczny: już teraz umiałam polować, a przynajmniej wiedziałam, jak powinno się to robić, bo efekty jeszcze bardzo częste bywały po prostu mierne. Najwyraźniej jednak pomimo tych problemów z samymi mistrzami poznany przeze mnie kocur nie trenował specjalnie długo, co oznaczało tyle, że umiejętności dawało się szybko nabyć.
– Do końca? Do rangi? Bez znaczenia. Chcę już wszystko umieć – odparłam po prostu. Polowanie, walka, wspinaczka na drzewa, kamuflaż. Chciałam tego wszystkiego nauczyć się jak najszybciej i jak najlepiej, dlatego od dnia nauk ćwiczyłam wspinaczkę w obozie, a od pierwszego dnia w treningu szlifowałam łowienie zwierzyny. W przeciwieństwie do mojego całego rodzeństwa nie zamierzałam marnować czasu, leżąc w lecznicy, w kociarni albo bawiąc się w lekceważenie mojego mistrza i marnowanie czasu na czcze dyskusje w ramach treningu. Łapy mnie jednak świerzbiły, by nauczyć się już walki… Ach, no i w ten cały trening była wpisana jakaś teoria, z tego co się zorientowałam, ale dla mnie nie miało to większego znaczenia. Zapewne dla mojego mistrza miało. Wysunęłam pazury i wbiłam je w ziemię, by znowu je ukryć. A może by tak… zacząć naukę walki teraz. Na własną łapę. – Umiesz walczyć? – spytałam, wysuwając lekko podbródek.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Ach, to był ten typ. Jak najszybciej posiąść całą wiedzę, nie przejmując się szczególnie rangą. Chciała się usamodzielnić? Zamierzała wykorzystać trening i dać nogę z klanu, gdy tylko będzie miała ku temu okazję? To była chyba najbardziej prawdopodobna odpowiedź. Chyba że po prostu chciała to mieć z głowy, wyklepać regułki i mieć święty spokój do końca życia, mając nadzieję że łaskawie panującemu przywódcy nigdy nie przyjdzie do głowy dać jej jakiegoś szczawia na terminatora. To również było prawdopodobne... a on chyba nie interesował się tym aż tak, by prowadzić szczególną psychoanalizę zachowania terminatorki. Pierzasty, czarny ogon poruszył się za jego plecami na słowa Wilczej Łapy. Głóg spojrzał na nią unosząc przy tym brwi w nieco kpiącym wyrazie.
- Mam cię nauczyć? - spytał bezpośrednio, bo szczerze mówiąc nie miał zbytniej ochoty na tańczenie wokół terminatorki. A potrafił dodać dwa do dwóch i wiedział, że nie zadała tego pytania tylko dlatego, że dostrzegła jego nad wyraz rozwiniętą muskulaturę i chciała dotknąć naprężonego bicepsa. Który z całą pewnością był gdzieś pod cienką warstwą tłuszczu i potarganej, czarnej sierści. - A co niby dasz mi w zamian? - rzucił jeszcze przekrzywiając głowę i nie spuszczając z niej spojrzenia bladożółtych ślepi. Nie odrzucał jej propozycji od tak. Być może miał szansę dowiedzieć się czegoś ciekawego (choć nie wiedział jakie interesujące ploteczki o klanie cienia niby mogłaby mu sprzedać i czy w ogóle był tym zainteresowany) lub otrzyma od szylkretowej coś bardziej... materialnego?
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
– Mhm – potwierdziłam pomrukiem, utrzymując kontakt wzrokowy z kocurem. Nie byłam tylko pewna, czy powinnam podpytać go o teorię, czy próbować z nim walczyć… jednak smak porażki mógłby być zbyt gorzki, zbyt ciężki do przełknięcia, stwierdziłam po chwili zastanowienia. Niby jego budowa ciała nie sugerowała wielkiej siły, ale mimo wszystko był wytrenowanym wojownikiem, a ja wciąż w miarę świeżą terminatorką, która dopiero od niedawna polowała, walki zaś jeszcze nie liznęła.
– Chciałabym się… czegoś dowiedzieć – dodałam więc w pewnym pośpiechu, żeby Rzeczniak nie zdążył pomyśleć, że chce się z nim bić na ubitej ziemi. Nie chciałam, nie miałam nawet zamiaru. Poza tym nie mogłam ufać kotom we własnym klanie – a on był z Rzeki i na pewno nie zależało mu na moim interesie, na mojej nauce. Nie, lepiej nie dawać mu okazji do zranienia mnie. Byłam daleko od obozu i nie powinnam ryzykować.
– A co chcesz – spytałam, marszcząc nieco nos. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Polować zapewne sam umiał, ja nie miałam żadnych materialnych rzeczy, które kolekcjonowały inne koty, typu kolorowe pióra ptaków… Mogłam wymienić się tylko wiedza, a i tę miałam niewielką.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Patrzył na nią przez chwilę nieruchomym wzrokiem i milczał, czekając aż powie coś więcej. Nie to, że miał coś przeciwko walce z nią - w końcu zgodził się na trening walki z Stokrotkową Łapą (czy w końcu została wojownikiem? teraz nie mógł sobie przypomnieć), o który dawno temu poprosiła go Lniane Futerko z Klanu Wichru. Problemem bardziej było to, że miał do czynienia z dzieciakiem z obcego klanu, kto wie co strzeli takiej do głowy. W tym wypadku, jako starszy kocur i wojownik, byłby na przegranej pozycji, bo każdy nieszczęśliwy wypadek sprowadziłby go do pozycji celowo wywołanej krzywdy, "wiadomo było że potomstwo Chabrowego Pąka jest zepsute", "można było się tego spodziewać po bracie Chmielograba". Zmarszczył czoło.
- Nie wiem - stwierdził na jej pytanie. - Plotki zawsze są przydatne. Wężowej Gwieździe nie powinęła się noga, ktoś wam nie nasikał na zły krzaczek na g'anicy i został wytrzewiony? - wymruczał w końcu wzruszając barkami. Lubił mieć informacje, lubił je zbierać. Niewiele z nimi później robił, choć zawsze mógł je sprzedać, jeżeli miał w tym jakiś interes.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Plotki… plotki. Problem był tylko taki, że o życiu klanu wiedziałam tyle, co wywnioskowałam z ceremonii, a to, co się tam działo, zazwyczaj było niezbyt interesujące i momentami wręcz żenujące. Co mogłam powiedzieć? Że wyszłam z siostrą z obozu jakiś czas po kocięcych naukach i wyszłyśmy z tego bez jakichkolwiek konsekwencji? Że dwie kocice puściły się z kotami spoza klanu, płodząc jakieś dziwnouche stworzenia? Że przyniesiono jakiegoś paskudnego, śmierdzącego kociaka i z jakiegoś powodu pozwolono mu zostać w klanie? Że zastępca jest nieudolny i nie ma żadnego autorytetu? Nie brzmiało to jak coś po pierwsze interesującego dla kota z Rzeki, a po drugie jak coś, co powinnam mu mówić. Po zastanowieniu odpowiedziałam w końcu:
– Wytrzewiony… nie. Ale wyrzucono od nas ostatnio dwa koty – rzuciłam, zastanawiając się, czy złapie przynętę, czy go to jakoś bardziej zainteresuje. „Ostatnio” to było parę księżyców temu, ale dobre cokolwiek; może Rzeczniacy nic jeszcze nie wiedzieli na ten temat.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare