Logo Artemidy
Kamienny Stróż
Poruszył uszami. Dobre było i to.
- Kto? I za co? - spytał w końcu po krótkiej chwili milczenia. Kotka wyglądała na dość młodą, być może jeszcze nie do końca posiadała informacje, które mogłyby być w jakikolwiek sposób istotne albo nie potrafiła ich filtrować na tyle, by wyławiać te najcenniejsze w takiej transakcji. Wzmianka o wygnańcach była... połowicznie interesująca. Mogło się kryć za tym coś, co naprawdę było smacznym kąskiem dla Głoga, ale również mogło to być zwykłe, no nie wiem, "spojrzał krzywo na przywódcę i dlatego go wywalili", jak było w przypadku chociażby Tonącego. Rzeczniacy w istocie nie wiedzieli nic na temat cienistych wygnańców, bo z reguły jeżeli banita nie stanowili zagrożenia dla innych to nie było sensu w tym, by informować pozostałe klany. Mimo wszystko jednak posiadanie wiedzy było dla niego cenną wartością, dlatego nawet jeżeli powód wygnania okaże się błahy, to zamierzał zaakceptować to jako płatność za podzielenie się swoją własną wiedzą.
if i took you everywhere, then well, you wouldn't know how to walk
if i spoke
on your behalf, then well, you wouldn't know how to talk
if i gave you everything and everything is what i bought
i
can take it all back, i never cared 'bout what you thought

i didn't mean to make you mad, i don't like when you're upset
i'ma call
you later on, baby girl, don't you forget
LVL 5 75 / 400
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
16
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Najwyraźniej jednak informacja ta była na tyle interesująca, że mój rozmówca pytał dalej. Jeżeli to go zadowalało, to proszę bardzo, jednak nie zamierzałam mu mówić więcej niż to, o co sam pytał.
–- Słodki Język. Grzmiąca Łapa – bez choćby mrugnięcia okiem podałam ich imiona. Niech wie, niech wiedzą. Natomiast co do tego, „za co”… Tu nieco zwlekałam z odpowiedzią. Byłam bowiem świadoma, że nie powinnam zdradzać mu zbyt wiele… chociaż z drugiej strony: w tej sytuacji i tak niewiele było do powiedzenia. Poza tym kotek wyglądających podobnie do mnie było parę w klanie, a ja podałam mu nieprawdziwe imię, więc nawet jeżeli jakimś cudem powiedziałabym za wiele, a informacja o tym dotarła do moich klanowiczów, nie byłoby im tak łatwo określić, kto dokładnie wypuścił takie dane poza klan, o ile w ogóle by komuś zależało na wyśledzeniu tego. – Pogwałcenie klanowych praw, zachowanie które nie przystoi wojownikowi… podważanie decyzji starszych i mających wyższą rangę kotów – odparłam beznamiętnie, z pamięci przywołując słowa Wężowej Gwiazdy, a w mojej głosie nie zabrzmiała niepewność, którą przez chwilę poczułam, zastanawiając się, ile dokładnie powinnam mu powiedzieć. Nie czułam jednak potrzeby wchodzenia w szczegóły, które dla mnie były prywatne. Nie musiał wiedzieć, że ta Rycząca była okropną jazgotką, która nie szanowała czyjegoś zdania. Byłam wtedy kociakiem, ale do dziś pamiętałam, że całkowicie olała moje słowa. Nie musiał wiedzieć, że od czasu spotkania ze Słodkim Język czułam niechęć do propozycji takich jak „chcesz obejrzeć moje legowisko?”.
– Słodki Język był nazywany pedofilem. Cokolwiek to znaczy – dorzuciłam jednak po kolejnej chwili zastanowienia.
i don't wanna be any part of your scene
i don't believe what you believe
i'd rather be faceless in the dark
than be so
F A K E................
.................
like the way you are


:pustka:
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
7
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nadstawił uszu, chłonąc ploteczki, które przekazywała mu szylkretowa kotka tak, jak mech chłonął wodę. Lubił wiedzieć, nawet jeżeli teraz te informacje wydawały mu się być kompletnie zbędne, to i tak być może w przyszłości okaże się, że ocali mu to skórę... lub będzie mógł je sprzedać dalej, wymieniając je w zamian za inną przysługę. Handel wymienny był niezwykle istotną częścią życia i chociaż do końca nie potrafił funkcjonować w jako-takim kocim społeczeństwie jakie tworzyły klany, to opanował do perfekcji pewne zależności i schematy społeczne, którymi powinien operować by sprawnie poruszać się pomiędzy kotami zarówno w klanach, jak i poza nimi. Zwłaszcza, że poza klanami również znajdowały się koty, które miały na pieńku z jednym bądź wszystkimi ugrupowaniami; przepędzeni samotnicy, koty którym klanowi zabili bliskich, wygnańcy którzy krzywo spojrzeli na przywódcę.
- Pedofilem. Huh - powtórzył za nią powoli, jakby trochę nie dowierzając tego, że pierwszy raz usłyszał to słowo w połączeniu z konkretnym imieniem. To nieźle się bawili w tym cieniu, nie można im tego było odmówić. Ciekawe tylko, czy faktycznie zdołał kogoś skrzywdzić, czy tylko miał kosmate myśli jak patrzył na mieszkańców kociarni. Huh.
- W porządku - mruknął po krótkiej chwili milczenia. - Co do walki. Celuj głównie w brzuch albo ga'dło. Jak się zawahasz to przeciwnik pie'wszy ci wyp'uje bebechy, więc walcz żeby zabić, a nie miziać pazu'ami.
if i took you everywhere, then well, you wouldn't know how to walk
if i spoke
on your behalf, then well, you wouldn't know how to talk
if i gave you everything and everything is what i bought
i
can take it all back, i never cared 'bout what you thought

i didn't mean to make you mad, i don't like when you're upset
i'ma call
you later on, baby girl, don't you forget
LVL 5 75 / 400
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
16
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie sądziłam w zasadzie, że te informacje będą mu jakkolwiek przydatne, jednak… nie ryzykowałam praktycznie niczym, a jeżeli to miało być wystarczającą zapłatą, to nie zamierzałam jakkolwiek tego kwestionować. Kiwnęłam lekko głową dla potwierdzenia słowa wypowiedzianego przez Rzeczniaka, ale tu również zwarłam pysk, nie dopytując o znaczenie tego słowa, nawet jeśli zareagował tak, jakby je znał, rozumiał jego znaczenie. Marnowanie czasu. Nie po to tu byłam, nie po to z nim rozmawiałam, zresztą mógł mi udzielić odpowiedzi niezgodnej z prawdą.
Moje uszy lekko się poruszyły, gdy kocur zaczął wreszcie mówić to, co mnie najbardziej interesowało: informacje związane z walką. Brzuch, gardło… Nie musiałam się nad tym zastanawiać jakoś głębiej, na pewno miało to większy sens niż celowanie w łapy, chociażby, albo grzbiet, który był twardy. Walcz, żeby zabić… Kiwnęłam jeszcze raz lekko głową, ale… czy powinnam walczyć w ten sposób na treningu, chociażby? Z mistrzem? Czy mogłam zabić Płonącego Frajera? Wyleciałabym z klanu na zbity pysk, i to w trzy uderzenia serca, a nie jak Słodki Język, który dostał, ha tfu, szansę. Nasunęło mi się wiec pytanie.
– A… w klanie? Jeżeli chcę kogoś… nastraszyć, powiedzmy? – spytałam powoli, nieco wręcz niechętnie. Musiałam spytać. – Hipotetycznie.
i don't wanna be any part of your scene
i don't believe what you believe
i'd rather be faceless in the dark
than be so
F A K E................
.................
like the way you are


:pustka:
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
7
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Hipotetycznie - parsknął, powtarzając za nią wyraźnie rozbawiony. A więc o to chodziło? Chciała komuś sprać pysk, ale żeby mu za dużej krzywdy nie zrobić bo wtedy będzie przypał? No... w porządku. Zmarszczył na moment pysk w zamyśleniu nad tym, co mogłoby na pewno nastraszyć drugiego kota. Jego ogon kołysał się lekko.
- Porządny kopniak w brzuch, tuż pod żeb'ami - odparł w końcu uśmiechając się do niej półgębkiem. - Wyciśniesz z niego powietrze i przez chwilę nie będzie mógł oddychać. Śmieszna sp'awa - dodał uczynnie, by była świadoma konsekwencji jakie może mieć taki kopniak. Tego, że jeżeli kopnie za nisko to skończy obrzygana już nie wspominał, bo takie smaczki najlepiej poznawać na własnej skórze. Zwłaszcza kiedy jego rozmówca był tylko jednym z wielu szczawi, których pewnie nigdy więcej nie spotka na swojej drodze.
if i took you everywhere, then well, you wouldn't know how to walk
if i spoke
on your behalf, then well, you wouldn't know how to talk
if i gave you everything and everything is what i bought
i
can take it all back, i never cared 'bout what you thought

i didn't mean to make you mad, i don't like when you're upset
i'ma call
you later on, baby girl, don't you forget
LVL 5 75 / 400
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
16
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Hipotetycznie – potwierdziłam, wbijając wzrok w czarno-białego kocura. Na jego odpowiedź czekałam cierpliwie i nie naciskając, nawet jeżeli w środku mnie skręcało, by dostać jakąś przydatną informację jak najszybciej. Chciałam wiedzieć, co zrobić następnym razem, gdy zobaczę Płonącą Kanalię czy Barszcz. Chciałam wiedzieć, jak pozbyć się innych natrętów. Chciałam wiedzieć, co zrobić, gdy Olchowy Szept każe mi walczyć z kimś innym…. kopniak w brzuch. Kopniak w brzuch, który sprawiał, że nie mogło się oddychać. Brzmiało idealnie. Kiwnęłam lekko głową, po czym uznałam, że w zasadzie tyle mi wystarczy. Jedna drobna informacja za inną… w sumie dobry sposób na uzyskanie tego, co się chciało. – Dziękuję – powiedziałam po chwili milczenia z pewnym oporem i niechęcią, bo nie używałam zbyt często tego słowa i nie chciało mi przejść przez gardło. Dla zachowania zdrowych stosunków… czasami trzeba się przemóc. Kiwnęłam w końcu Rzeczniakowi głową i, o ile nic więcej już nie chciał, oddaliłam się w stronę obozu.

zt
i don't wanna be any part of your scene
i don't believe what you believe
i'd rather be faceless in the dark
than be so
F A K E................
.................
like the way you are


:pustka:
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
7
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Krogulec od czasu ceremonii unikała przebywania w obozie. Nawet spała poza nim, chociaż od czasu do czasu się pojawiala, rzucając jakies marne zdobycze na stos i biorąc sobie coś do jedzenia i opuszczając ponownie bezpieczny kawałek terenu. Krogulec aktualnie dużo lepiej się czuła chodząc po terenach, spiąc na drzewach i unikaniu towarzystwa, chociaż nie zawsze się jej udawało. Jednego wieczoru zdecydowała się ruszyć na Kamiennego Stróża, wpinając się po niewielkim pagórku i siadając na jego szczycie, bardzo blisko krawędzi skarpy, spoglądając na dół i analizując otoczenie chłodnym spojrzeniem spod półprzymkniętych powiek. Nie spodziewała się dzisiaj towarzystwa, szczególnie nie o takiej porze i nie o takim miejscu.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pech chciał, że nie tylko Krogulec upodobała sobie tego dnia Kamienny Stróż. Roztaczał się z niego ładny widok na tereny poniżej, a także na Cztery Dęby, nic więc dziwnego, że nie pobyła sama zbyt długo. Choć wybrałem się na spacer bez konkretnego celu, moje łapy szybko zaprowadziły mnie ku centrum klanowych terytoriów. Upodobałem sobie pokrywające te tereny pagórki, a szczególnie skalistą skarpę. Liczyłem po cichu, że uda mi się dostrzec patrol z innego klanu gdzieś w dole, albo większe zwierzęta. Zamiast tego jednak, po dotarciu na miejsce, moim oczom ukazała się znajoma sylwetka. Stanąłem gwałtownie w miejscu, wbijając spojrzenie w Krogulec, która siedziała blisko krawędzi. Ostatnio prawie jej nie widziałem w obozie, co było mi bardzo na łapę, bo po treningu pod okiem Olchowego Szeptu miałem... co najmniej mieszane uczucia. I zupełnie nie wiedziałem co z tym zrobić, w którą stronę powinienem pójść. Zmrużyłem oczy, zakładając obojętną, chłodną maskę.
- O. Mama - bąknąłem, mówiąc prawie przez zaciśnięte zęby.
Miałem ochotę odwrócić się na pięcie, ale coś mnie uparcie trzymało w miejscu. Może to była okazja, by rozwiać swoje wątpliwości raz na zawsze. Przypomnieć sobie dlaczego na pierwszym miejscu byliśmy skłóceni. Mógłbym w ten sposób odzyskać przynajmniej część mojego spokoju, ilekroć kocica pojawiała się w okolicy. Być może to właśnie takiej konfrontacji potrzebowałem po długim czasie milczenia. Płomień gniewu zdążył przygasnąć, ale nietrudno było go rozniecić ponownie, potrzeba było tylko odpowiedniej rozpałki. A Krogulec pokazała, że potrafiła jej dostarczyć.
<center><table><tr><td>[Obrazek: O5u4QFO.png]</td><td> </td><td>
boli łeb i dzień mi umyka
tuż przed mym nosem trzaskają drzwi
mój bóg z ł y nie mówi o n i c nie pyta

- ̗̀ ★ SAM NIE WIERZY W NIC ★ ̖́-


coś się wierci w mej duszy....................
....................coś kotłuje się w g ł o w i e
jakby chciało się przebić na drugą połowę
w głowę walą jak w bęben słowa z ekranu

「xTRZEBA DUSZĘ OCZYŚCIĆx」
「xTYLKO POMAŁUx」


trzeba ciągle wiosłować wieczorem i r a n o........
........trzeba zraszać nadzieją to co jeszcze zostało
xxx
</td></tr></table></center>
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Krogulec usłyszała czyjeś kroki, kierując ucho w tamtą stronę, jednak łba na razie nie odwracając. Były to typowe kocie kroki, a że byli na środku terenów to nie bała się, że zaatakuje ją jakiś samotnik. Poza tym, pewno by sobie z nim poradziła. Albo przynajmniej zginęła w obronie klanu. Głos, który dotarł do uszu kocicy był aż nazbyt znajomy, dlatego skierowała łeb w tamtą stronę, wzrokiem napotykając samotnie stojącego, burego syna. Przez moment w milczeniu patrzyła się na wojownika, po czym posłała mu lekki, próbujący udawać zadziorny uśmiech, pomimo że wcale nie była w dobrym humorze i do śmiechu jej nie było, co wyszło co najmniej przykro w wykonaniu szylkretki.
- Cześć Plusk. Chcesz posiedzieć z głupią matką i pogapić się trochę na Cztery Dęby? – zaproponowała Szopowi, a pomimo że w słowach używała epitetów na siebie, których by nie użyła, jej pysk się nieco bardziej ocieplił, kiedy tak patrzyła na wyrośniętego, już dorosłego wojownika. Dobrze, że skończył trening. Miała nadzieję, że Bezsenna Noc dobrze go poprowadziła przez trening, pomimo całej niechęci do osoby srebrzystej. Zajmowała się jednak dwójką z dzieci zdegradowanej wojowniczki, która przestała w pewnym momencie kontrolować ich postępy i… Odpuściła. A teraz chciała po prostu nadrobić czas, jaki straciła przez głupie kłótnie i bycie upartym w obronie swojego zdania, proponując synowi coś, czego raczej się nie spodziewał. Bo kto by pomyślał? Krogulec i siedzenie w miejscu, a na dodatek gapienie się na spokojny teren? Normalnie wolałaby spacer, ale sytuacja była taka, jaka była.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oboje próbowaliśmy pokazać coś innego, niż czuliśmy, choć na dwa różne sposoby. Ja ukrywałem moje emocje pod maską obojętności, zaś Krogulcza Łapa chciała zmusić swoje mięśnie mimiczne do uśmiechu, który nie wyszedł jej najlepiej. Nie byłem jednak wiele lepszy od niej—moje napięcie zdradzały zaciśnięte zęby, nieco sztywna postawa i kołysząca się niespokojnie końcówka ogona. Ledwie byłem świadom tych drobnych gestów, skupiony na kocicy siedzącej przede mną. Gdzieś w zakamarku mojego umysłu pojawiła się myśl, by zepchnąć kocicę ze skarpy, przy odrobinie szczęścia mógłbym pozbyć się problemu... jednak szybko odrzuciłem te fantazje. Nie spieszyło mi się do własnego grobu; nie miałem wątpliwości, że mama zdążyłaby zareagować odpowiednio szybko, nawet jeśli nie spodziewała się po mnie takiego ruchu. Poza tym, obiecałem sobie tym razem nie uciekać przed konfrontacją, a próba morderstwa niewątpliwie czymś takim była. Nie sądziłem, bym był w stanie kogokolwiek zabić, już nawet nie przez moją znikomą tężyznę fizyczną, a sam fakt, że... zwyczajnie nie byłem mordercą. Mogłem nienawidzić, mogłem gardzić danym kotem, ale nigdy by mi przez myśl nie przeszło, by snuć plany dotyczące ukrócenia czyjegoś życia w ten czy inny sposób. Nawet ja, postrzegający umiejętność manipulacji jako przydatne narzędzie, nie miałem aż tak zimnego serca. Wbrew pozorom pod tym luzackim, pewnym siebie, wesołym obrazem, który stworzyłem, działo się bardzo dużo. Więcej niż chciałbym dać po sobie poznać. Owszem, nie wszystko co robiłem było sztuczne, nawet jeśli w wielu sytuacjach musiałem sam siebie popychać do tego, by zareagować w taki sposób, jakby mnie coś obchodziło—tak po prostu było łatwiej. Miałem z kim spędzać czas, nie miałem wielu wrogów. Gdybym pozostał taki jak za kociaka, najpewniej nie miałbym nikogo u swego boku. Nawet jeśli czasem męczyło mnie ubieranie się w emocje, których nie czułem, wielokrotnie sprawiało mi to również przyjemność. Lubiłem obserwować reakcje innych kotów, wywoływać je.
Wpatrywałem się uparcie w mamę, jednak gdy ta wreszcie się odezwała, uciekłem spojrzeniem w bok, nie wiedząc jak zareagować. Dawno nie czułem się tak zbity z tropu, zagubiony. Nie lubiłem tego. Powinienem zawsze wiedzieć jak zareagować. Jednak jedyne co cisnęło mi się w tej chwili na język to ostre słowa. Próba wypomnienia przyszłości. Ironiczny uśmiech prawie znalazł swoje miejsce na moim pysku, jednak szybko wykrzywiłem go w bliżej nieokreślony, nieprzyjemny grymas.
Kiedy ja składałem propozycję, by siedzieć w miejscu, TY chciałaś na siłę przeciągnąć mnie po obozie.
Uparcie trzymałem usta zamknięte, mając świadomość, jak dziecinnie to brzmiało. Uwaga godna kociaka, który rozpaczliwie chwytał się wszystkiego, byle wypomnieć coś, co już dawno nie miało znaczenia, licząc na to, że przy okazji wytrąci drugiego kota z równowagi. Choć byłem bardziej niż gotów kontynuować, nie chciałem niczego inicjować. Chciałem... sam nie byłem pewien co chciałem osiągnąć w ten sposób. Dać szansę? Najeżyłem się wewnętrznie na tę myśl, spychając ją na samo dno mojego umysłu. Na osty i ciernie, ta konfrontacja już teraz zaczynała mnie przerastać. W tym tempie sam się rzucę w dół skarpy, by oszczędzić sobie tej męki. Napiąłem mięśnie przednich łap, aż moje pazury zetknęły się z kamienną powierzchnią. Najgorsze w tym wszystkim było to, że jakaś część mnie nie miała nic przeciwko temu, by usiąść obok mamy, jakby nic się nie wydarzyło pomiędzy nami. Jakby ten cały gniew—stres—który przeżyłem, nigdy nie istniał. Jednak większa część mnie, nie potrafiąca tak po prostu odrzucić przyszłości i pozwolić, by te wszystkie negatywne emocje poszły na marne, skutecznie mnie powstrzymywała. Inni mogli uznawać to za olbrzymią wadę, ale nie ja. W końcu jeśli ktoś raz mnie skrzywdził, równie dobrze mógł to zrobić ponownie. Między innymi dlatego, chociaż ociepliłem swój stosunek względem ojca, wciąż pozostawałem ostrożny—a przynajmniej nie dopuszczałem do siebie myśli, że mogło być inaczej.
Nie mogąc znaleźć żadnych stosownych słów, które mógłbym powiedzieć, napiąłem mięśnie jeszcze mocniej. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tego, co robiłem i jak to musiało wyglądać; zmusiłem się do przyjęcia luźniejszej postawy, choć nawet wtedy pozostawała ona nienaturalnie sztywna jak na mnie. Z niemałym oporem przeniosłem spojrzenie na szylkretową kocicę.
- Dlaczego. - Mój głos był cichy i lekko zachrypnięty, co mnie zirytowało.
Pytanie zadane przeze mnie było niejasne, nie wiedziałem w jakim celu w ogóle je zadałem. Było to jednak jedyne, co dałem radę z siebie wydusić po długiej chwili milczenia. Otworzyłem jeszcze raz pysk, jednak nie znalazłem żadnych słów, w które mógłbym ubrać to co czułem, więc ponownie zacisnąłem zęby, zdenerwowany na samego siebie. Normalnie zdania same wychodziły z mojego pyska, nie musiałem nawet wiele nad nimi myśleć. Czemu nie mogło być tak zawsze? Przekląłem samego siebie w myślach—chociaż to przyszło mi z łatwością.
<center><table><tr><td>[Obrazek: O5u4QFO.png]</td><td> </td><td>
boli łeb i dzień mi umyka
tuż przed mym nosem trzaskają drzwi
mój bóg z ł y nie mówi o n i c nie pyta

- ̗̀ ★ SAM NIE WIERZY W NIC ★ ̖́-


coś się wierci w mej duszy....................
....................coś kotłuje się w g ł o w i e
jakby chciało się przebić na drugą połowę
w głowę walą jak w bęben słowa z ekranu

「xTRZEBA DUSZĘ OCZYŚCIĆx」
「xTYLKO POMAŁUx」


trzeba ciągle wiosłować wieczorem i r a n o........
........trzeba zraszać nadzieją to co jeszcze zostało
xxx
</td></tr></table></center>
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Krogulec nie miała zbyt wielu przyjaciół ostatnimi czasy. Motyli Lot zniknął, podobnie jak większość jej rodzeństwa, z Dymkiem ledwo co zamieniała słowo. Jedynymi bliższymi osobami byli oczywiście Wiewiórczy Ogon i Mrówczy Kopiec, bo z większości jej dzieci tylko nieliczne zdecydowały się utrzymywać jakikolwiek kontakt z matką. Zdała sobie sprawę, że jej nerwy do niczego nie doprowadzą, a jedynie pogorszą sytuację, wiec... Czemu by nie spróbować naprawić w jakiś sposób relacji? Zaczynając od tej z Szopem, której negatywne zabarwienie było działaniem ich obojga, ale... To Krogulec zaczęła. Będąc uparta i nie dopuszczając do siebie innego zdania, które wtedy już miał bury syn. Zamiast go posłuchać, ona szła w zaparte. I po co jej to było? To wszystko doprowadziło do zmiany mistrza, potem długiej chwili ciszy, gdzie oboje byli zbyt uparci, żeby porozmawiać, a potem do sytuacji na treningu prowadzonym przez Olchowego Szepta. I do tego, że obecnie są razem na skarpie, zaczynając nieudolne próby dialogu ze sobą, ktory był bardzo ciężki, nawet i dla szylkretki, która cały czas obserwowała reakcję wojownika, jaką były spięte mięśnie i wysunięte pazury. Mogła się domyśleć, że to dla niego też nie było łatwe. Zawsze chciała, aby jej dzieci mogły widzieć w zdegradowanej kocicy oparcie, żeby mogły przyjść do niej z każdym problemem. A sama niektórych z nich tego wsparcia pozbawiła. Na zadane pytanie uśmiechnęła się lekko, przenosząc wzrok najpierw na drzewa poniżej skarpy, a następnie na Cztery Dęby doskonale z tej pozycji widoczne.
- Dobre pytanie - odpowiedziała początkowo na jego słowa, poruszając wąsami w praktycznie niemym prychnięciu, które wydawało się, że było skierowane do kocicy, nie jej rozmówcy stojącego nieopodal. Poświęciła chwilę ciszy, która między nimi zapanowała nad pomyśleniem, jak ładnie ułożyć słowa w zdanie. Jak zawrzeć to, co czuła w jednej wypowiedzi. Czy w ogóle tak się dało?
- Chciałam Cię przeprosić. Za to, co się działo i na naukach, i na twoim treningu. Nie zdawałam sobie sprawy, że jesteś tak inteligentny w tak młodym wieku. I uparty, jak ja i ojciec razem wzięci. Byc może wtedy jeszcze nie dorosłam wystarczająco do tego, żeby być wojownikiem... Ani matką. Wiem, że już tego, co się stało nie da się naprawić, ale... Gdybyś chciał poprzebywać ze mną trochę czasu kiedyś to zawsze będę chętna - mówiła spokojnie, ostrożnie dobierając słowa na początku. Pomimo całej zmiany, jaka w niej zaszła, nadal ciężko jej było wypowiedzieć magiczne słowa, ale były one szczere. Podczas wypowiadania ich skierowała wzrok na pysk syna, odwracając się cała w jego stronę i utrzymując kontakt wzrokowy. Było szylkretce autentycznie przykro, że tak to się wszystko potoczyło... Jednak miała nadzieję, że chociaż będą mieć oboje szansę na odbudowanie relacji. W końcu, matkę się ma tylko jedną, nie?
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Sam miałem ochotę prychnąć, słysząc zdawkową odpowiedź mamy. Gdzieś w głębi duszy doceniłem jednak, że nie siliła się na żadne puste słowa pokroju: "zrozumiałam, że jako rodzina nie powinniśmy się kłócić, bo to niezdrowe". Nie miałem najmniejszego zamiaru zaakceptować słów, które rzucone były z moją stronę z jakiegoś poczucia obowiązku, nawet jeśli na pierwszym miejscu nigdy nie miałem w planach wchodzić w stan wojny z rodzicami. Wciąż pamiętałem jak mocno się to na mnie odbiło na samym początku, jak wiele stresu mi to sprawiło. Nie zamierzałem jednak się przez to ugiąć i wrócić ze zwieszoną głową, bo to z kolei sprawiłoby mi jeszcze większy kłopot. W tamtym czasie dużo gorzej mi przychodziło maskowanie szczerego gniewu. Teraz też miałem z tym problem, choć zdecydowanie mniejszy. Nigdy nie byłem uległą, pozbawioną dumy owieczką, która godziła się na los, który jej w ogóle nie odpowiadał. Potrafiłem postawić na swoim, choć nie zawsze tak otwarcie jak przy mamie i tacie.
Z lekkim wahaniem wyszedłem naprzeciw spojrzeniu szylkretki, jednak z każdym jej słowem coraz trudniej było mi utrzymywać kontakt wzrokowy. Zaskoczenie, które czułem, zepchnąłem na samo dno mojego serca, starając się utrzymać obojętny wyraz pyska, choć miałem świadomość, że moje starania tym razem nie przynosiły tak dobrych efektów jak zawsze. Jednak usłyszawszy, jak mama przyznała mi rację i na dodatek wspomniała o mojej inteligencji w tak dobry sposób... poczułem się trochę jakby grunt osunął mi się spod łap. Nie wiedziałem zupełnie jak na to zareagować. Trwałem w ciszy, mając niemały problem z przetrawieniem tej sytuacji.
- Mhm - mruknąłem niechętnie, spuszczając nieco głowę i uciekając spojrzeniem w bok.
Moje mięśnie napięły się jeszcze mocniej, ale trwało to tylko chwilę. Nie chciałem od razu pokazać, że pochlebstwa mamy wywarły na mnie wrażenie—byłem na to zbyt dumny. W mojej głowie pojawiła się myśl: może była jeszcze nadzieja na naprawienie tego wszystkiego? Jednak, przygotowany na kolejną wojnę słowną, nie pozwoliłem sobie na nieostrożność. Musiałem- musiałem mieć całkowitą, bezwzględną pewność. Ale do tego czasu byłem skłonny spróbować... poprzebywać trochę czasu z kocicą. Zirytowałem się na tę część mnie, która gotowa była bez wahania odpuścić, pomimo tych wszystkich księżyców wypełnionych gniewem na mamę. Na szczęście była to tylko mała cząstka, którą łatwo było odsunąć na bok. Mimo wszystko uraza wciąż była mocno zakorzeniona w moim sercu, i nie zamierzała tak łatwo dać się wyrwać. Choć lubiłem sprawiać pozory lekkoducha, którego nie trzymały się negatywne emocje, tak naprawdę było zupełnie inaczej. Mimo wszystko żaden kot nie mógł zmienić swoich pręg, a ja nie urodziłem się jako osobnik o lekkim charakterze, z uśmiechem wiecznie przyklejonym do pyska. Po prostu w ten sposób było łatwiej w towarzystwie innych. Mogłem z tego wyciągnąć więcej korzyści, nawiązać lepsze relacje. A może tylko to sobie wmawiałem? Może po prostu nawiązanie kontaktu z klanowymi wojowniczkami pozwoliło mi odkryć tę część siebie, której wcześniej nie znałem, tylko ja po prostu nie potrafiłem dostrzec, że to od początku była część mnie. Nie żeby to miało dla mnie duże znaczenie. Szczególnie w tej chwili. Spojrzałem ponownie na Krogulec, która była odwrócona do mnie przodem. Po dwóch uderzeniach serca ponownie zawiesiłem wzrok na jakichś okolicznych drzewach. Zakołysałem niespokojnie ogonem i położyłem uszy po sobie.
- Skoro już tu jestem, to równie dobrze mogę zostać - burknąłem pod nosem.
Nie wiedziałem zupełnie, z której strony ugryźć tę sytuację, ale postanowiłem ostatecznie zostać i wybadać grunt. Tak jak z ojcem, choć nigdy nie darzyłem go tak silnymi uczuciami jak mamę, jeśli chodziło o gniew czy urazę. Nie wiedziałem jednak co więcej mogłem powiedzieć, dlatego zamilkłem. W gestii szylkretki leżało poprowadzenie naszej rozmowy. Z reguły było na odwrót—ja podtrzymywałem dyskusję z innymi kotami—jednak ta sytuacja już od samego początku nie była normalna. Poza tym, w ten sposób dawałem jej szansę. Co prawda niebezpośrednio, ale prędzej odgryzłbym sobie język niż zrobił coś takiego otwarcie.
<center><table><tr><td>[Obrazek: O5u4QFO.png]</td><td> </td><td>
boli łeb i dzień mi umyka
tuż przed mym nosem trzaskają drzwi
mój bóg z ł y nie mówi o n i c nie pyta

- ̗̀ ★ SAM NIE WIERZY W NIC ★ ̖́-


coś się wierci w mej duszy....................
....................coś kotłuje się w g ł o w i e
jakby chciało się przebić na drugą połowę
w głowę walą jak w bęben słowa z ekranu

「xTRZEBA DUSZĘ OCZYŚCIĆx」
「xTYLKO POMAŁUx」


trzeba ciągle wiosłować wieczorem i r a n o........
........trzeba zraszać nadzieją to co jeszcze zostało
xxx
</td></tr></table></center>
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dużo przebywał poza obozem. Najczęściej włóczył się po terenach niczyich, ale były dni w których ograniczał się tylko do terenów. Obóz był nudny, nic do roboty, obecność samych bezmózgów, którą trzeba znosić. Za to tutaj miał spokój i nie musiał patrzeć na te wszystkie tępe gęby. Poza tym podczas swoich spacerów mógł patrolować teren i wygonić jakiegoś śmiałka, gdyby się tu znalazł. Nie pogardziłby walką z takim samotnikiem albo kotem z innego klanu. Nie miał okazji jeszcze z nikim walczyć tak na poważnie, liczył że okazja kiedyś się znajdzie. No bo ile można. Po drugie może gdzie przypadkiem zobaczyć Strugę i zgarnąć go spowrotem do obozu. Już raz go widział, ale niewiele mógł, bo nie bym jego mistrzem. Teraz może dać mu coś w stylu zakazu. Postanowil, że tak zrobi jeżeli tylko go gdzieś zobaczy. Gdzieś, to znaczy na terenach niczyich, bo po klanowych może sobie łazić.
Szedł przed siebie, dochodząc do Kamiennego Stróża. Miał wyjść do Czterech Dębów i tam właśnie zmierzał.
/Leszczyna
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Leszczyna siedział na jednym z drzew w okolicy Kamiennego Stróża. Jak tam przyszedł, to od razu wlazł na jednego z dębów, rosnącego w tamtym miejscu, bo bał się, że spadnie z ostro kamiennej, stromej skarpy. No więc siedział sobie oglądając teren, bo widoczki były.... co prawda na las, co jest nie aż takie zachwycające, no ale buremu się podobały.
W końcu ktoś przyszedł. To był nie obcy zapach, bo cieniasa z jego klanu. Ale jakoś nigdy nie zauważył tego wielkiego kocura. Więc... czemu by go nie poznać?
- Serwus! - wykrzyczał w stronę niebieskookiego. Miał nadzieję, że odpowie mu w przyjazny sposób, nie tak jak ta szylkretowa rzeczniaczka, która chciała go zaatakować. Albo Struga, który cały czas był na niego oburzony. Niech ten będzie choć trochę spoko, no kurcze.

//Nie masz nic przeciwko, jeśli do sesji dołączy Źródlana Łapa? uvu
LVL 2 30 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
//Niech wbija

Ktoś musiał, MUSIAŁ mu przeszkodzić. Kocur westchnął cicho, słysząc obcy głos. serwus. Obejrzał się i już po chwili dostrzegł burego kocura. Na szczęście należał on do klanu Cienia, tak przynajmniej wojownik myślał, bo czuł zapach swojego klanu. Obrócił się całkiem w stronę nieznajomego i spojrzał na niego. Nie miał zamiaru podchodzić.
- Cześć- powiedział. Jego głos nie był ani miły, ani wredny. Mówił jednak głośno, bo nie podszedł do Leszczyny, a chciał, aby tamten go usłyszał. Mówił głosem obojętnyn, wszystko mu było jedno. - Czegoś chcesz?- dodał po chwili. Co do rozmowy to nie był ani chętny, ani nie miał zamiaru jej podtrzymywać.
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości