Logo Artemidy
Wydeptane Ścieżki
Cóż, Toń niestety nie był aż tak domyślny i nie przyszło mu do głowy, żeby tak oszukiwać. Nie wiedział zresztą tak naprawdę, czy mu wypadało siedzieć w ogóle tak blisko Lawendy, tym bardziej że musiałby wtedy niewątpliwie wkraczać nieznacznie na tereny Wichru, a kto wie, kto mógł się tutaj pojawić? Nie chciał zaś na pewno, żeby kocica miała przez niego problemy, w końcu doskonale pamiętał, że lojalność zawsze musi pozostawać przy Klanie, nawet jeśli można zawierać przyjaźnie ponad granicami. To było strasznie skomplikowane, a jednocześnie, o tyle prostsze, że on był po prostu samotnikiem i zdaje się, że nie mógł brać udziału w żadnych sporach i wielkich bitwach, jakie mogły toczyć się pomiędzy Klanami. W pewnym sensie można było zatem uznać, że byli bezpieczni, ale jednocześnie Toń nie wiedział, na jak wiele może sobie pozwalać, w końcu nie chciał wychodzić na jakiegoś lisiego bobka, który ma tylko pszczoły w głowie, ale nie chciał również Lawendy w żaden sposób rozczarować, toteż ostatecznie siedział tuż przy granicy, gdzie nuta zapachowa była najmocniejsza i obserwował kocicę z uśmiechem, reagując jednak wyraźnie na każde jej słowo.
- Najpierw w takim razie gratuluję! I szkoda, że twoi terminatorzy i Wilk zaginęli, to na pewno wielka strata dla Klanu, ale i dla ciebie. Musisz jednak bardzo cieszyć się z tego, że wyszkoliłaś wojowników, ale nie wyobrażam sobie chyba opieki nad taką liczbą kociąt! Jak ty sobie dawałaś radę? - odpowiedział, a później na jego pysku na moment zagościł wyraz melancholii i smutku, potrząsnął jednak prędko łbem, bo nie chciał całkowicie zapadać się w to, co było smutne. Uśmiechnął się nawet do Lawendy, a jego wejrzenie powędrowało do liścia, z którym prezentowała się naprawdę uroczo. - Może ich matka zginęła. Albo zostały porzucone tak jak ja kiedyś. To wspaniale, że Malinowa Gwiazda pozwoliła je przygarnąć i odchować - powiedział całkiem poważnie, bo faktycznie tak czuł i tak uważał. Jeśli wszystko będzie z nimi dalej dobrze, to tylko będzie jeszcze lepiej i cudowniej. Kiedy zaś wojowniczka rzuciła, że jego kolej, nieznacznie się wyprostował.
- Przyszła do mnie Czosnek po prośbie, zabrałem więc pajęczynę i wężowy korzeń, które miałem w norze i poszedłem za nią. Okazało się, że Wróbelek została ranna w czasie walki, a ja musiałem bardzo improwizować. Wiesz, oczyścić ranę i zakleić ją pajęczyną... To nie aż takie trudne, ale to zioło tak naprawdę służy na użądlenia owadów. Pomyślałem jednak, że skoro tak, a to też paskudne i niemiłe, to może i z raną sobie poradzi? I wiesz co? Poradziło sobie! - Toń był tak rozentuzjazmowany, że aż nie mógł usiedzieć w miejscu, a jego zielone oczy błyszczały bardzo mocno, na moment zapomniał nawet języka w gębie, niezdolny do dodania niczego nowego.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Lawenda przyjęła gratulację kiwnięciem głowy. Uśmiechnęła się delikatnie i na tym poprzestała. To nie był aż tak wielki sukces, gdyż oba treningi musiała dokończyć i co dziwne w obu była do przerobienia tylko walka. Walka... coś za czym nie przepada. Nie lubi chodzić poobijana i obolała, a tu spotkał ją taki pech w postaci dwóch treningów. Gdy padły kolejne słowa z pyszczka Tonącego Słońca, uśmiech Lawendy momentalnie znikł. Skuliła lekko uszy i spojrzała w ziemię. Nie było dla niej nowością, że bliskie jej koty umierają czy znikają bez śladu. Tylko dlaczego w takiej ilości i dlaczego koty dla niej ważne? Jakby od urodzenia ciążyła na niej przepowiednia, że prawie każdy, kto coś dla niej znaczy za jej życia zniknie. Lawendowy Kwiat przełknęła głośno ślinę i zganiła siebie za takie myślenie. W końcu niektórzy są z nią odkąd przyszła na świat, na przykład Sokoli Cień, Miękki Obłok czy Lniane Futerko!
- Cieszę się, że mogłam dokończyć im treningi, tylko szkoda, że od początku ich nie prowadziłam. Nawet nie zdążyłam z moimi podopiecznymi nawiązać jakiś lepszych relacji... - odpowiedziała pogodnie. Mimo wszystko cieszyła się, że spod jej łapy została wyszkolona dwójka terminatorów. Była z nich bardzo dumna. Jedynie w przypadku Gołębia nie wszystko poszło tak jak należy. Malinowa Gwiazda dała mu okropne imię i Lawenda nie wiedziała dlaczego. Była wtedy oburzona na Przywódczynie.
-Ach, przecież nie opiekowałam się nimi sama. Zawsze była Zaśnieżona Ścieżka, a czasem inne matki w kociarni rzucały okiem na maluchy! - powiedziała śmiejąc się. Niebieskiej kotce nie raz było ciężko i ogólnie była zmęczona tym wszystkim, ale dzielnie dawała radę. Robiła to dla Wilka oraz Śnieżynki i można powiedzieć, że już niedługo jej szlachetna misja dobiegnie końca.
- Może... Wiadomo, nie można opuścić kociaka w potrzebie! - powołała się na Kodeks Wojownika. Ostatnio Malinowa Gwiazda podpadała Lawendzie, więc w jej oczach chociaż coś zrobiła dobrego przyjmując do Klanu bezbronne istoty. Córka Mknącego Ptaka zamieniła się w słuch. Patrzyła intensywnie na Toń, że nawet nie mrugnęła. Odnotowała sobie w myślach, że wężowy korzeń jest na użądlenia i skupiła się dalej na wypowiedzi.
- Ojej! To cudownie!- zareagowała podekscytowana i podskoczyła z radości! No, proszę! Tonące Słońce okazał się fantastycznym Medykiem!
- Musisz koniecznie współpracować z Krzywuchą! A nawet kiedyś ją zastąpić!- dodała uradowana.
[Obrazek: t5l0DMD.png]
LVL 7 525 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
16
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Walka wcale nie była taka przyjemna, ale koty musiały wiedzieć, jak się bronić, a już na pewno takie jednostki, jak Toń. Co prawda sam preferował raczej ucieczkę, bo doskonale wiedział, że z wielkim przeciwnikiem po prostu sobie sam nie poradzi, ale to też nie zawsze było możliwe. Terminatorzy jednak, a obecnie wojownicy, mieli tę sprawę mimo wszystko ułatwioną, ostatecznie bowiem w Klanie były mnóstwo innych kotów, które w razie konieczności po prostu ruszyłyby z pomocą. On zaś był sam jak palec i to czasem go martwiło, ale nie zamierzał o tym mówić głośno, bo chyba każdy wiedział, jak się sprawy miały w przypadku samotników i nie było sensu tego roztrząsać. Przekrzywił lekko łeb, gdy Lawenda posmutniała i chciał już ją zapytać, co się właściwie stało, ale zaraz niemalże uderzył się w czoło, bo przecież na pewno nie było jej miło z myślą, że kolejni członkowie jej Klanu, na dokładkę jej bliscy, po prostu gdzieś zaginęli i nie było nawet wiadomo, czy ich szukać, czy może odeszli z własnej woli i chcieli wieść takie, a nie inne życie. Poruszył lekko uszami, chcąc chyba nieco rozśmieszyć kocicę, a kiedy się znowu odezwała, uśmiechnął się do niej lekko.
- Nikt nie powiedział, że nie będziesz miała na to jeszcze czasu, prawda? Tak samo z innymi członkami Klanu, chociażby z tymi wszystkimi kociętami! Ile ich właściwie jest? Czy za chwilę zostaną terminatorami? To musi wyglądać niesamowicie, kiedy jest ich tak wiele - powiedział całkiem pogodnie, bo nie chciał, żeby Lawenda się smuciła, czy zastanawiała nadmiernie nad tym, co by było, gdyby, bo mimo wszystko podobne zabiegi nigdy nie przynosiły odpowiednich efektów i nie chciał, żeby wracała ze spotkania zasmucona, niepewna albo z poczuciem, że wolałaby już z nim nie rozmawiać, bo jedynie wprawia ją w zły nastrój. - Prowadziłaś im nauki? Teraz na pewno masz tak duże doświadczenie, że wszystkie kocięta by siedziały i cię cały czas słuchały - dodał jeszcze i mrugnął do niej na znak, że nieznacznie się wygłupia, ale na pewno nie powinna brać tego do siebie. To była taka zabawna przepychanka, która nie miała właściwie zbyt wielkiego znaczenia i nie musiał się nad nią za mocno pochylać, tak samo, jak na uwagę o kociętach w potrzebie, na co skinął tylko łbem, ale wewnętrznie aż uśmiechnął się krzywo. Sam kimś takim był, księżyce temu i skończyło się, jak skończyło, życzył zatem tym młodym, by ich życie potoczyło się mimo wszystko lepiej, żeby stanęły na łapach i były po prostu całkowicie bezpieczne, miały schronienie i swój własny świat, w którym mogłyby żyć szczęśliwie aż po kres swoich dni.
- Żeby ją zastąpić, potrzebuję znacznie większej wiedzy - rzucił, wzdychając lekko, ale nie chciał teraz za mocno się nad tym pochylać, bo pewnie wbiłby na bardzo poważne tony, a nie był pewien, czy Lawenda na pewno chce tego słuchać. Zerknął na nią kontrolnie, nieznacznie zawieszając głos, jakby chciał jednak sprawdzić, co ona na to. Być może jednak była skłonna podjąć się z nim dyskusji nieco mniej radosnej, niż Klan Karpia, który pływa pod Srebrną Skórką? Zabawnie było się z nią śmiać i wygłupiać, ale czy odpowiednie było zrzucanie na nią własnych zmartwień, skoro sama miała na głowie część problemów Klanu?
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Toń jak zwykle swoimi niezwykłymi uszami rozbroił Lawendę. Uśmiechnęła się ona cały czas wpatrując się w jego małżowiny uszne. Niby Tonące Słońce miał racje, tylko jej terminatorzy do najłatwiejszych nie należeli. Zresztą oboje po ceremonii wycofali się z życia Klanowego i są mało obecni.
- Prawda. Och, czekaj muszę policzyć... dwanaście! Było ich trzynaście, ale cóż... Tak, pierwszy miot zostanie za niecały księżyc, natomiast kolejny za trzy. Zgadza się to jest niesamowite jak trzy mioty kłębią się w kociarni i ogólnie, gdzie się nie obejrzysz tam widzisz jakiegoś malucha. Powiedziałam, że trzy, bo najpierw był jeszcze miot mojej bratanicy, a później Krokusowej Łąki, także cały czas w Splątanych Korzeniach, znaczy w kociarni była rotacja! - opowiadała z wielkim zaangażowaniem na wszystkie zadane przez Tonące Słońce pytania. Sama nie mogła uwierzyć, że nawet nie wiedziała ile jest kociąt. Dobrze, że potrafiła szybko policzyć. Szkoda, że jedno nie przeżyło, ale czasem tak się zdarza. Najbardziej smutne w tym wszystkim jest to, że próbowano obarczyć winą Zaśnieżoną Ścieżkę. A ten nie cały księżyc do ceremonii minie jak z bicza strzelił, Lawenda nawet się nie obejrzy, a maluchy zostaną terminatorami i każdy zacznie podążać własną ścieżką.
- Tylko Trawce. Myślisz? No... nie wiem... To były dopiero moje trzecie nauki, a wcześniej prowadziłam je będąc terminatorką. Chociaż w sumie Trawka był bardzo zadowolony, więc chyba dobrze mi poszło- odpowiedziała skromnie, chociaż po mimice Toń odniosła wrażenie, że przyjaciel nie mówił wszystkiego na poważnie. Ogólnie Lawendowy Kwiat nie uważała się za idealną kotkę do przekazywania wiedzy. Często miała obawy, że zanudzi swojego podopiecznego czy po prostu będzie przekazywać informacje w sposób niezrozumiały. Ale na szczęście nikt zażalenia nie składał i wszyscy i z uśmiechem na pyszczku dziękowali jej za przeprowadzone nauki.
- To wiadomo, choć sam przyznaj, że już sporą wiedzę posiadasz! Sam uczyłeś mnie rozpoznawać niektóre zioła i przedstawiłeś ich właściwości na przykład opowiadałeś mi o skrzypie, który ma wąsy i o ogóreczniku, który jest włochaty! A pamiętasz jak tłumaczyłeś mi co to jest miód? - opowiadała i śmiała się wspominając ich pierwsze spotkanie na Granicy, które zaowocowało wspaniałą znajomością na dobre i na złe.
- A tak na poważnie to jest jakaś szansa, żebyś mógł się u kogoś podszkolić? Może u Lśniącej Sadzawki skoro Krzywucha nie jest zbytnio chętna?- wyraziła swoja opinię. Naprawdę chciała, aby Tonące Słońce mógł rozwijać swoją pasję. Widać, że leczenie, zioła i te wszystkie inne sprawy sprawiają mu radość i on tym żyje. Nie można zmarnować takiego potencjału! Lawenda dobrze wiedziała, że Lśniąca nie pomoże w tej kwestii Tonącemu Słońcu, gdyż już raz przerabiali ten temat, ale może zmieni zdanie? Bo jak nie ona i Krzywucha to kto?
[Obrazek: t5l0DMD.png]
LVL 7 525 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
16
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wiedział doskonale, że jego uszy ją bawią i w pewien sposób bezczelnie to wykorzystywał, w końcu nie chciał, żeby w ogóle się smuciła, chciał, żeby była radosna, bo przecież nie widywali się tak często, nie chciał więc, by i przy nim musiała pochylać głowę i zapadać się pod ziemię, z drugiej jednak strony czuł, że chce uczestniczyć w całym jej życiu, to zaś wiązało się z koniecznością poznawania jego cieni. Nie oznaczało to jednak, że z tego powodu miał zostawiać ją samej sobie, tak więc robił co mógł, żeby tylko wnieść w jej życie chociaż trochę radości, dodatkowy promyk, który mogłaby wykorzystać później. Teraz jednak musiał wyglądać zabawnie, bo jego oczy zrobiły się wielkie jak spodki i lekko rozchylił mordkę, kiedy usłyszał jej odpowiedź o liczbie kociąt i miotach, jakie przewinęły się przez ich Klan, co było niesamowite, a jednocześnie nieco szalone, jeśli tak o tym pomyśleć. Tym bardziej że trwała właśnie Pora Nagich Drzew.
- Dwanaście! Chyba wkrótce będziesz miała łapy pełne roboty! W końcu tylu terminatorów do wyszkolenia będzie potrzebowało licznych, wspaniałych mistrzów. Cieszę się, że macie się tak dobrze, w końcu o to chodzi, by rodziny stały się silne, prawda? Dzięki temu będziecie mogli się wspierać i pracować na siebie - powiedział po chwili i uśmiechnął się do niej ciepło, choć doskonale wiedział, że w pewnym sensie jego słowa nie są do końca szczere, bo coś go mimo wszystko bolało i uwierało - to, że nie mógł tego doświadczać, a liczne koty z Klanu mogły ostatecznie stanowić przeszkodę dla jego bezpiecznego, samotniczego życia w pobliżu. Myśli te jednak na pewno nieznacznie odmalowały się na jego pysku, gdy przyglądał się z uwagą miejscu, gdzie czysto teoretycznie przebiegała granica i zastanawiał się, czy wkrótce nie okaże się, iż nie ma tutaj dla niego miejsca i lepiej by było, żeby się w ogóle nie pokazywał na oczy, jeśli chciał przeżyć.
- Myślę, że powinnaś próbować dalej, to na pewno strasznie przyjemne, kociaki w końcu są zabawne i często słuchają uważniej, niż młode koty - powiedział, a później zaśmiał się ciepło, na wspomnienie nauczania o skrzypie i całej reszcie. Nadal uważał, że roślina ta posiada zielone wąsy, ale jednocześnie ta sprawa kojarzyła mu się z Łososiem, który niestety już nie żył i mimo wszystko go zasmucała, stulił więc na krótki moment uszy i widać było, że błądzi w zupełnie innym świecie, później zaś spojrzał na Lawendę całkiem poważnie.
- Lśniąca mi odmówiła, pamiętasz? Prosiła nawet, żebyś przekazała mi tę informację. Łosoś zmarł, ale nie sądzę, by chciał przekazywać mi wiedzę ze Srebrnej Skórki, a medyków z Cienia i Gromu nie znam, do Rzeki zaś, jak podejrzewasz, nie pójdę. Nie mam zbyt wielu opcji, ale ciągle mam nadzieję, że mój przyjaciel zechce ze mną porozmawiać w snach i chociaż wskazać drogę - stwierdził i tym razem zabrzmiał naprawdę poważnie, bo i sprawa, o której rozmawiali, nie była byle jaka, a zdecydowanie głębsza i istotniejsza, niż śmianie się z Klanu Karpia, czy czegoś podobnego.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Córka Czyżykowego Głosu zachichotała widząc reakcję Tonącego Słońca. Jego mina była zabawna. Sama dziwiła się, że ostatnimi czasy jest tyle kociąt. Praktycznie miot po miocie, także Splątane Korzenie są cały czas wypełnione po brzeg i w najbliższym czasie to się nie zmieni. Ledwo przyszły na świat maluchy Krokusowej Łąki, a niedługo pojawią się kocięta Zwinnej Łapy.
- Raczej nie. Może dostanę jednego, ewentualnie dwóch terminatorów. Na więcej nie liczę. Prawda, ostatnimi czasy bardzo dobrze nam się powodzi, jeśli chodzi o nowych członków Klanu. Zgadza się.- zareagowała pogodnie. Właściwie to Lawendowy Kwiat bardziej liczy na dużą ilość wolnego czasu niż łapki pełne roboty. Również nie spodziewa się, aby Malinowa Gwiazda powierzyła jej więcej niż dwóch terminatorów, co oznacza, że będzie miała mnóstwo czasu na spotkania z Tonącym Słońcem i to jest dla niej chwilowo najważniejsze. Niebieska kotka uśmiechała się promiennie, jednak po chwili spojrzała na Toń pytająco. Odwróciła się i próbowała zorientować się, na co przyjaciel patrzy, lecz jedyne, co widziała to tereny Klanu Wichru. Lawenda od razu zaczęła snuć domysły, że pewnie rozmowa o kociętach i terminatorach przywołały u niego jakieś wspomnienia z Klanu. Niebieska kotka spojrzała w zielone oczy Tonącego Słońca i uśmiechnęła się ciepło. Chciała mu dodać trochę otuchy.
-Pewnie, że będę próbować dalej! Nauki to coś niesamowitego! I masz rację, że kocięta bardziej słuchają niż młode koty. One są wtedy tak przejęte. Chłoną wszystkie informacje, zadają pytania! Traktują nauki bardzo poważnie!- odpowiedziała śmiejąc się. Większość kociaków nie może doczekać się swoich nauk. Jest to dla nich przygoda i pierwsze w życiu takie doświadczenie.
Rozmowa stała się poważna. Przez moment Tonące Słońce wyglądał na przygnębionego. Lawendowy Kwiat przełknęła głośno ślinę i przestała już się uśmiechać. Ze spokojem w oczach patrzyła na przyjaciela. Pokiwała ze zrozumieniem głową. Dobrze pamiętała sytuację jak musiała przekazać złe wieści Tonącemu Słońcu, i również słyszała o śmieci Łososiowej Łuski oraz o tym, że zastąpił ją czy go Księżycowy Pył.
- To może przyjdzie... I w sumie liczysz, że wyśle cię do jakiegoś Medyka na szkolenie albo pośle do ciebie jakiegoś innego kota z wiedzą medyczną?- zapytała z powagą w głosie. Następnie serce zaczęło jej szybciej bić, bo zdała sobie sprawę z pewnej rzeczy.
- Tonące Słońce, chcesz zostać Medykiem?- spytała. Była opanowana i spokojnie oddychała, choć w środku była złamana i bliska rozpaczy. Bała się, że jeśli Toń chce podążać ścieżką Medyka to go w pewnym sensie straci. Na początku myślała, że chodzi o zwykłe zaspokojenie wiedzy, ciekawość i takie zainteresowanie, jednak teraz zdała sobie sprawę, że mogła się mylić.
[Obrazek: t5l0DMD.png]
LVL 7 525 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
16
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Toń cieszył się, uśmiechał, aczkolwiek widać było w nim również cień smutku i melancholii, które na pewno nie dziwiły Lawendy, w końcu była na tyle mądra, by rozumieć, z czym wiążą się te wszystkie jej opowieści i co mogą oznaczać dla niego. Nie chciał jej jednak zasmucać, bo rozumiał doskonale, jak ważne są dla niej sprawy Klanowe, jak bardzo ich potrzebuje i w jak dalekim stopniu jest to jej życie, do którego nie ma zbyt wielkiego wstępu. Cieszył się, bo jej Klan miał się dobrze, nie miała problemów i dzięki temu miała również czas, by widywać się z nim. Było to bardzo egoistyczne myślenia, ale Toń doskonale wiedział, że gdyby tylko mógł, spędzałby z Lawendą każdy dzień. Była jednak wojowniczką Klanu, a on musiał dbać o własny byt i ich drogi często zupełnie się rozmijały.
- Nie umiem sobie nawet wyobrazić tych wielkich ceremonii! Musi być u was naprawdę miło, tak sądzę, a to bardzo dobrze. Cieszę się, że masz co robić i na dokładkę jest to takie wspaniałe. Chyba, tak mi się wydaje, lubisz spędzać czas nie tylko z terminatorami, ale i kociętami? - powiedział na to, starając się nieco otrząsnąć i wrócić na normalne tory rozmowy. Było to również delikatne pytanie, bardziej osobiste, jak mu się zdawało, ale w końcu znali się nie od dzisiaj i mogli, jego zdaniem, rozmawiać o podobnych kwestiach. Zwłaszcza że jak widać, zaczynali powoli zbiegać na zdecydowanie poważniejsze, niż do tej pory, tematy.
- Chciałbym z nim móc porozmawiać. Zapytać, chociaż o jakąś radę. Sam też się starzeję i może pewnego dnia po prostu zostanę sam, bez żadnej pomocy - stwierdził prosto, przez chwilę przyglądając się swoim łapom. Nie wiedział, czy Lawenda zdawała sobie z tego sprawę, nie wiedział również, czy ich radosne spotkania nie są aż nazbyt szczęśliwe, bo jak widać, cienie również istniały, a oni być może nazbyt długo je ukrywali. Mieli jednak dla siebie tak mało czasu, że wcale się nie dziwił, iż starali się go wykorzystywać najlepiej, jak umieli. Nawet kiedy coś ukrywali. Kiedy jednak zadała mu kolejne pytanie, spojrzał na nią uważanie i bardzo poważnie.
- Chcę móc leczyć koty spoza Klanów, Lawendo. Pomagać im, bo w końcu Krzywucha raczej chyli się już ku końcowi swoich dni, a wtedy zostaniemy bez jakiejkolwiek pomocy. Nie jestem i nie będę medykiem w takim pojęciu, jakie ty znasz. Bardziej, jak to się mówi, uzdrowicielem? Po prostu chcę, żeby samotnicy wiedzieli, że w razie problemów jest ktoś, kto wie, jakie podać im zioła. Chciałbym również móc umieć pomóc sobie samemu, bo być może wyprawa na tereny Klanów okaże się pewnego dnia zabójcza - powiedział na to całkiem szczerze. Nie wiedział do końca, o co chodzi Lawendzie, ale zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że nigdy nie zostanie prawdziwym medykiem, zresztą, nie o to mu szło. Zamierzał po prostu mieć wiedzę, chciał ją zdobyć, by móc pomagać tym, którzy byli skazani na całkowitą pustkę i samotność, którzy nie wierzyli Klanom albo nie mieli czasu do nich iść tak jak Wróbelek. Był dumny, że ją uleczył, ale zdecydowanie nie chodziło mu o to, by w oczach Gwiezdnych cokolwiek przysięgać, nigdy nawet nie przyszło mu to do głowy. - Nie znam i nie mogę postępować zgodnie z Kodeksem Medyka, po prostu wierzę w to, że Gwiezdni chcieliby, bym pomagał innym. Co zresztą mam robić poza Klanem, Lawendo? Mam cel i uważam, że jest słuszny. Ale mam też ciebie i cieszę się za każdym razem, kiedy cię widzę. Nie wyobrażam sobie tego porzucać! - dodał jeszcze, by dać jej pewność, o co dokładnie mu chodzi, w końcu chyba wypadało, bo wyglądało na to, że kocica nieco opacznie rozumiała jego plany i nadzieje, które trudno było wyjaśnić tak po prostu, tym bardziej kotu, który jednak całe życie spędził w Klanie.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Córka Mknącego Ptaka wróciła myślami do ostatniej ceremonii. Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak wiele kotów się na niej gromadzi! Zawsze rozdaje na prawo i lewo uśmiechy, ale nie liczy już ilu osobnikom. Po prostu na każdy znajomy pyszczek stara się zareagować, aby nikt nie został pominięty i otrzymał należytą uwagę.
- Są naprawdę ogromne i przeważnie oblegane przez kociaki. Ich jest zawsze mnóstwo! Bardziej bym powiedziała, że wole spędzać czas z kociakami niż terminatorami! Są one nie przewidywalne, ciekawe wielu rzeczy i chcą się bawić!- opowiadała podekscytowana. Lawenda lubi spędzać czas z terminatorami i prowadzić im treningi, jednak kociaki to kociaki, są takie urocze i niewinne. Z nimi nie da się nudzić. Z kolei terminatorzy już sa różni, jedni bardziej dojrzali, drudzy nie, niektórzy się buntują lub ciężko się z nimi współpracuje. Na kolejne słowa Tonącego Słońca, niebieska kotka pokiwała potakująco głową. Zaczęła ją bardzo ciekawić kwestia Łososia, co może powiedzieć i jakiej rady udzielić. Może naprawdę to będzie dobra wskazówka, która naprowadzi życie Toń na pewne tory i zmieni je na lepsze? Jedno jest pewne, będzie wtedy szczęśliwszy i spokojniejszy wiedząc jaką drogą ma podążać. Tak jak Lawenda początkowo myślała, Toń chce posiadać wiedzę medyczną, ale nie chce być prawdziwym Medykiem. Kamień z serca. Córka Czyżyka odetchnęła z wyraźną ulgą. Po tych wszystkich wyjaśnieniach jest już dużo spokojniejsza.
- Rozumiem- odpowiedziała uśmiechając się. Dalsze słowa również ją uradowały. Nie będzie przestrzegał Kodeksu Medyka, a to oznacza, że będzie mógł posiadać partnerkę i ewentualnie kocięta! Cudownie! Oby Gwiezdni oraz Łosoś dobrze go prowadzili.
- No, nie wiem. Zwiedzać, przeżywać przygody, poznawać inne koty?- rzuciła paroma pomysłami zaczepnie. Humor tak jej się poprawił, że postanowiła z lekka rozluźnić rozmowę.
- Też uważam, że twój cel jest słuszny. Na pewno pomożesz wielu kotom i uratujesz nie jedno życie... Toń? Jestem dla ciebie ważna?- zapytała cała się rumieniąc. Podeszła niepewnie kroczek do przodu, aby być bliżej Tonącego Słońca. Spojrzała mu głęboko w oczu i czekała na odpowiedź. Ona od dłuższego czasu myśli o kocurze na poważnie, więc chce być w końcu pewna jakie jest stanowisko przyjaciela.
[Obrazek: t5l0DMD.png]
LVL 7 525 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
16
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Och, opowiadałaś im już o Klanie Karpia? - spytał nagle, nieco rozbawiony kocur, przypominając sobie, o czym rozmawiał z lawendą i jakie podsyłał jej pomysły. Było tego oczywiście o wiele więcej, w końcu kiedyś próbowali łapać chmury i to również było całkiem przyjemne, ale faktycznie, kojarzyło mu się w dużej mierze z kociętami. Prawda była taka, że nawet kocica właśnie z dziećmi kojarzyła mu się w dużej mierze, pasowała do nich, był pewien, że potrafi się nimi świetnie zająć, że ma dla nich dużo czasu i cierpliwości, a co za tym idzie, jest w stanie przekazać im wiele ze swojej wiedzy, co było niesamowicie istotne w całym procesie nauczania. Uważał nawet, ze może powinna w większej mierze poświęcić się naukom, a nie treningom, ale z drugiej strony - wspaniale opowiadała o swoich terminatorach i sądził, ze i to daje jej naprawdę wiele przyjemności.
- O, na pewno terminatorzy są już poważniejsi, ale odnoszę wrażenie, że zarażasz ich wszystkich swoim entuzjazmem. Chociaż pewnie trafiają się oporne jednostki, które wcale nie mają ochoty polować na podniebne myszy - rzucił, poruszając jeszcze lekko uszami, nim ostatecznie przeszedł do udzielania jej bardzo istotnej odpowiedzi, która, jak mu się zdawało, może w dużej mierze zaważyć na ich dalszych losach, a jemu bardzo zależało na tym, by Lawenda dobrze zrozumiała jego zamiary i intencje, jak również nadzieje, jakie nim kierowały. Jego uwadze nie uszły jej zmiany nastroju, ale można powiedzieć, że jemu również spadł kamień z serca, gdy zorientował się, iż jego wyjaśnienia spotkały się z pełnym zrozumieniem wojowniczki.
- Och, myślę, że to robię cały czas. Nieustannie podróżuję i oglądam świat. Zabrałbym cię chętnie do Paśnika albo dalej, na Kamienne Pazury, ale na to trzeba nam czasu i najlepiej Pory Zielonych Liści, gdy dzień będzie już długi. To będzie mała wyprawa, naprawdę! - powiedział na to, a jego oczy zabłyszczały, gdy przyglądał się Lawendzie z nadzieją, iż zgodzi się na tę mała podróż, być może niezbyt mądrą i niezbyt odpowiedzialną, ale jeśli na jeden dzień wymknie się z Klanu, raczej nic złego się nie stanie, w końcu wszystko wskazywało na to, że swoje obowiązki wypełniała z należytą starannością. Może coś jeszcze by dodał, gdy nagle kocica zadała pytanie, które nieco zbiło go z pantałyku, było bowiem bardzo bezpośrednie i spowodowało, że serce zabiło mu mocniej.
- Oczywiście, że tak! Mam nadzieję, że nigdy nie miałaś innego wrażenia! - powiedział prędko, niemalże na jednym wdechu, bo przeraził się, że jego długa nieobecność mogła mimo wszystko zmienić jej postrzeganie ich wzajemnej relacji.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niebieska kotka słysząc pytanie zmarszczyła brwi i zaczęła intensywnie wracać do każdej rozmowy z kociakami. Po dłuższej chwili westchnęła głośno i dała za wygraną. Tyle historii opowiadała, ale o Klanie Karpia najprawdopodobniej nie wspomniała.
- Nie... ale Gałązce opowiedziałam o zdobyciu kaczego gniazda i mojej pierwszej lekcji pływania. Była zachwycona moimi osiągnięciami!- pochwaliła się. Ogólnie chyba jest za późno, aby opowiadać o Klanie Karpia, w końcu jeden miot to już młodzież, a drugi lada moment też będzie. Raczej nie wypada im wciskać takich historyjek. Jeszcze wezmą ją za nie poważną czy coś. No, chyba, że znajdzie się jeszcze osobnik o bujnej wyobraźni i mentalności kociaka, wtedy jak najbardziej można mu opowiedzieć o słynnym Klanie Karpia.
- Znów trafiłeś w sedno. Były terminatorki będące pełne energii, ale miałam też, terminatorów, którzy nawet się nie potrafili uśmiechnąć, nie ważne jak ja byłam pozytywnie nastawiona. Hm... Z tego wynika, że miałam wesołe kotki i poważne kocury- powiedziała rozbawiona swoimi wnioskami. Tak w sumie było. Górski Strumień i Sikorcza Łapa były gadułami i wulkanami energii, z kolei Gołębi Upadek i Łososiowa Łuska byli oszczędni w słowach i robili to, co musieli. Natomiast Mleczna Łapa to już zupełnie inna historia, on był przerażony treningiem i nie potrafił mówić. A Sucha Łapa był taki neutralny. Słuchał, angażował się w rozmowę, a później nagle unikał treningów jak ognia.
- Ooo! Super! Pójdźmy tam! O Paśniku coś tak słyszałam, to są dziwnie ułożone drzewa i stoją na jakby czerech łapach, ale o Kamiennych Pazurach nic nie wiem. Pewnie są daleko?- mówiła z wielkim entuzjazmem. Jej! Kolejne wycieczki i dalsze zwiedzania świata, który ma prawie pod nosem! Ekstra! Dobrze, że teraz będzie miała na to wszystko czas! A zresztą nawet jeśli nie, to i tak go znajdzie, w końcu żyje się raz i nie można całego życia zmarnować na obowiązki, trochę rozrywki i pasji się przyda!
Lawendowy Kwiat z szybko bijącym sercem oczekiwała odpowiedzi, która pojawiła się niemal natychmiast. Ogólnie niebieska kotka była bardzo zestresowała i miała wrażenie, że zaraz zwymiotuje. Wzięła głęboki oddech i na chwilę go wstrzymała. Po usłyszeniu odpowiedzi wypuściła głośno powietrze z płuc. Wstała i uniosła ogon na sztorc.
- Nie, skąd...- zapewniła. Zdawała sobie sprawę, że nie jest zupełnie obojętna Tonącemu Słońcu, ale nie była pewna czy to coś więcej niż tylko przyjaźń. Lawenda nieśmiało, na trzęsących się łapkach podeszła do Toń i wtuliła się w jego szyje, po czym zamruczała głośno.
- Kocham Cię!- wyszeptała Tonącemu Słońcu do ucha. Z emocji cała się trzęsła, gdyż bała się reakcji burego kocura na takie wyznanie.
[Obrazek: t5l0DMD.png]
LVL 7 525 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
16
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- O, to wspaniale! To była taka niesamowita przygoda! - powiedział na to niesamowicie wręcz entuzjastycznie, a w jego oczach pojawił się głęboki błysk, na samo wspomnienie tamtego dnia robił się radośniejszy i szczęśliwszy, czuł się niemalże lekki i to było, jego zdaniem, wręcz oszałamiająco cudowne. Nie umiał powiedzieć, by jakikolwiek inny czas był dla niego aż tak dobry, choć oczywiście, bywały dni, kiedy cudownie bawił się z Bartkiem, jednak to nie było to samo. A teraz, kiedy historia ruszyła dalej... Och, jak te kocięta musiały wtedy spoglądać na Lawendę!
- Masz też mnie, jestem całkiem niepoważny! - powiedział jeszcze zaczepnie, jakby chciał sprawdzić, jak Lawenda na to zareaguje i co z tym fantem zrobi, a później przekrzywił nieznacznie głowę. Toń zaśmiał się głośno na ten opis paśnika, bo w życiu chyba by na to nie wpadł, ale to na pewno przez to, że bywał już w tym miejscu. Ba, sypiał na sianie, jakie zostawiali tam Dwunożni dla leśnych stworzeń, nic zatem dziwnego, że w jego oczach to miejsce wyglądało nieco inaczej, może bardziej jak całkowicie niepoważny stos zwierzyny, aczkolwiek trudno było dokonywać takich porównań. Chciał już nawet opowiadać Lawendzie co i jak i zdradzić jej, o co w tym wszystkim chodzi, gdy doszedł do wniosku, że nie. Zrobi jej niespodziankę, niech sama się głowi, co czym jest, a potem będą mogli wspólnie budować następne, nieco szalone, teorie, które przecież tak do nich pasowały i którymi uwielbiali się bawić. Kocur niemalże podskakiwał w miejscu na myśl, że czeka ich jeszcze tyle przygód, ale najcenniejsze w tym wszystkim było to, że będzie mógł dzielić je z Lawendą. Nic nie wprawiało go w tak doskonały humor i nie dodawało tak wiele sił, jak myśl, że kocica pójdzie razem z nim.
- Tak, kawałek stąd, dlatego lepiej będzie, kiedy przyjdę po ciebie o świcie i wyruszymy z okolic granicy z Klanem Cienia, będzie to dla ciebie na pewno wygodniejsze - powiedział i uśmiechnął się do niej, dodając również, że jeśli jemu samemu zabraknie sił na powrót, to będzie mógł przenocować w owym paśniku, ona zaś już od granic własnego Klanu nie będzie musiała się tak niesamowicie spieszyć. Wiadome było zaś, stuprocentowo, że nie puściłby jej nigdzie samej, chociaż przecież była na pewno dobrą wojowniczką.
Uśmiechnął się ciepło, kiedy zapewniła go, że nigdy nie miała innego wrażenia i poczuł, że właściwie kamień spadł mu z serca, bo było to jednak coś, czego się obawiał, a bardzo nie chciał, żeby Lawenda czuła się źle w jego obecności albo miała wrażenie, że nie jest dla niego ważna. Szukał jej na granicach, starał się nie przychodzić nazbyt często, bo też doskonale wiedział, że miała swoje obowiązki, ale chętnie spędzałby z nią całe dnie, na patrolach, polowaniach i spacerach, w których czasie mogliby się wygłupiać i opowiadać niesamowite historie albo wspominać o swoich terminatorach. Wiedział jednak, że to niemożliwe, szukał zatem rozwiązań, jakie pozwoliłyby im oboju na chwile szczęścia, jakich mu potwornie wręcz brakowało. Na pewno jednak nie spodziewał się słów, które wypowiedziała kocica, były dla niego nieoczekiwane i jednocześnie wspaniałe, jak grom z jasnego nieba. Co prawda sam nigdy nie analizował aż tak bardzo swoich uczuć, ale wiedział jedno: chciał być z nią jak najczęściej i nawet był skłonny nieść jej ryby, jeśli tylko byłby w stanie każdego poranka spotykać ją na patrolu. Tęsknił za nią, brakowało mu jej i kiedy tylko te słowa wyrwały się z jej pyska, nie mógł powiedzieć nic innego niż:
- A ja kocham ciebie, Lawendo! - co było prawdą i jedną z najbardziej oczywistych rzeczy pod słońcem. Może to było szczeniackie uczucie, choć przecież oboje byli dorośli, może było niepoważne, bo jakże tak, samotnik i wojowniczka, ale widać taki był im pisany los.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Lawenda również wróciła myślami do dnia, kiedy uczyła się pływać oraz zdobyła kacze gniazdo. Była to niezwykła i bardzo owocna przygoda. Zdobyła cenne umiejętności, złowiła pierwszą w życiu rybę i do tego świetnie się bawiła. Szkoda, że nie mogą częściej spędzać w ten sposób czasu. Gdyby Lawendowy Kwiat opuściłaby Klan wtedy każdego dnia mogliby robić coś ciekawego, a tak muszą zadowolić się czasem, który niebieska kotka ma do dyspozycji. Na pewno córka Czyżyka nie jest wstanie odejść z Klanu, gdyż jest tam za dużo kotów, które kocha. Nawet nie chce sobie wyobrażać jak rodzina byłaby rozczarowana jej decyzją.
- Tak! Trzeba to kiedyś powtórzyć!- odpowiedziała z entuzjazmem. Chętnie znów by popływała i udoskonaliła tę umiejętność. Ponownym łowieniem i jedzeniem ryby też by nie pogardziła, jeszcze przydałoby się znów coś zdobyć tak jak kacze gniazdo, wtedy byłaby spełniona.
- Ale ty nie jesteś moim terminatorem! Ale masz rację, mam ciebie! Ja bym nie nazwała cię nie poważnym, ale wesoły i pozytywnie nastawionym do życia osobnikiem! - zareagowała rozbawiona. Po co używać słów nie poważny czy niedojrzały? Czyż nie ładniej brzmi radosny, pełny pozytywnej energii, ciekawy świata? Choć prawdę mówiąc Lawenda też określa siebie jako nie poważną kotkę, zwłaszcza jeśli rozmawia ze starszymi osobnikami od siebie.
- Całodniowa wycieczka? Wchodzę w to!- odpowiedziała bez chwili wahania, a jeszcze jak Tonące Słońce dodał, że może z noclegiem w paśniku to już w ogóle była bardzo podekscytowana tymi planami. Oj, już Lawenda się postara, żeby spędzili noc w tym miejscu. Będzie się specjalnie ociągać, albo wymyśli coś, żeby nie wrócić na Granicę przed wschodem księżyca. Jeśli chodzi o takie atrakcję to obowiązki się nie liczą. Zresztą jak zniknie na dwa dni to chyba się nic nie stanie. Ewentualnie będzie ją czekać rozmowa z Sokolim Cieniem, ale może brat ją zrozumie, że od czasu do czasu potrzebuje takiego wypadu. Jak będą konsekwencję to wtedy będzie się martwić.
Lawendowy Kwiat słysząc odpowiedź Tonącego Słońca westchnęła z ulgą. Przestała się tulić do szyi przyjaciela, a raczej od teraz partnera i spojrzała mu głęboko w oczy. Po kilku uderzeniach serca w jej szmaragdowych ślepiach pojawiły łzy szczęścia i jedna z nich spłynęła jej po policzku. Lawenda pociągnęła nosem i uśmiechnęła się.
- Przepraszam, wzruszyłam się z tych emocji- powiedziała drżącym głosem, po czym druga łezka wydostała się z oka. Niebieska kotka była tak szczęśliwa i jednocześnie sparaliżowana tym wszystkim, że nie była w stanie ich otrzeć.
[Obrazek: t5l0DMD.png]
LVL 7 525 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
16
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To był piękny dzień i Toń również do niego tęsknił. Tak wiele przygód, radości i szczęścia, tak wiele śmiechu, którym chciał się z nią dzielić! Doskonale wiedział, że nie może spędzać z nią każdej chwili, ale nie było szans na to, by stał się częścią Klanu Wichru, nie było również możliwości, by ona opuściła swoją rodzinę, a nawet gdyby chciała to zrobić, to Toń z pewnością zrobiłby wszystko, by zmieniła zdanie. Życie samotnika było trudne, nie odpowiadało każdemu, a poza tym zmuszało cię do tego, byś zapomniał o niektórych kotach, żebyś od nich siłą rzeczy odszedł, bo nie było szans, żebyś nadal spędzał z nimi czas. Rodzeństwo, uczniowie, przyjaciele, to wszystko zostawało za tobą, a ty nie byłeś w stanie do tego wrócić. Zresztą, teraz kiedy oboje byli już raczej dojrzałymi kotami, z wieloma księżycami na karku, taki krok byłby co najmniej szalony i na pewno nie byłby dobry dla Lawendy, która znała jedynie klanowe życie. Wierzył jednak, że cokolwiek się stanie, kocica nie będzie podejmowała tak szalonych decyzji. Bo choć czuli się razem cudownie, to byli również kotami odpowiedzialnymi i zdawali sobie sprawę z tego, iż posiadają obowiązki, z jakich powinni się wywiązywać, że mają własne cele i małe marzenia, o jakich nie można w żaden sposób zapominać.
- Kiedy tylko zrobi się naprawdę ciepło, będziemy mieli na pewno sporo możliwości, by spotkań się znowu. Jeśli przyjdziesz przed nastaniem Pory Zielonych Liści, to pewnie zobaczysz jeszcze małe kaczki! - powiedział. I chociaż oboje przecież wiedzieli, czym jest polowanie, czym jest instynkt łowiecki, to równie dobrze wiedzieli, jak nad nim panować. Musieli polować wtedy, gdy to było konieczne, a nie dla własnego widzimisię, nie gonili za każdą rybą, czy bażantem, gdy go dostrzegli, więc mogli pooglądać również małe kaczki, prawda?
- Nie, ale na pewno nie jestem kotem, który zachowuje się, jakby połknął jakiś patyk - stwierdził jeszcze i mrugnął do niej na znak, że tak tylko mówi, dodał również, że owszem, może nie jest jej uczniem, ale przyjacielem już tak, poza tym, naprawdę, czy nie można powiedzieć, że wzajemnie uczyli się nowych rzeczy, pokazywali sobie miejsca, jakich nie znali i wpływali pozytywnie na tę drugą stronę? Toń postrzegał to zagadnienie bardzo szeroko i miał nadzieję, że Lawenda również to dostrzeże, na razie zaś uśmiechnął się do niej szeroko. - W takim razie będę niecierpliwie wyglądać Pory Młodych Liści, a kiedy uznam, że słońce tak długo wędruje po niebie, że zdążymy, przyjdę po ciebie - obiecał jeszcze, czując, że serce mocno mu bije z ekscytacji, bo naprawdę nie mógł się doczekać tego spotkania. To było coś, czego wyglądał właściwie każdego dnia. Niezaprzeczalnie można było powiedzieć, że darzył Lawendę takim uczuciem, jakim nie darzył nikogo i jeśli był w stanie nazywać to miłością, to tak to właśnie określał. Dlatego odpowiedział tak, a nie inaczej na jej słowa, bo czuł to samo, aczkolwiek gdyby ktoś kazał ubrać mu to w jakieś wyznanie, musiałby opisać te ich przygody, łapanie chmur i inne rzeczy, jakie stały się ich udziałem, by moc przekazać, do czego tęskni, gdy tęskni do kocicy.
I już miał nieco spanikować, kiedy zobaczył jej łzy, gdy wszystko wyjaśniła, a on trącił ją nosem w policzek na znak, że przecież nic się nie dzieje, że tak było od samego chyba początku. Zażartował nawet, że to najwyraźniej przodkowie zadecydowali kiedyś, że powinni się spotkać, a teraz na pewno przychylnie spoglądali na nich ze Srebrnej Skórki, choć to akurat było z ich strony nieco nieuprzejme. Takie podglądanie!
- Zawsze do ciebie tęsknię. Poprosiłem nawet kiedyś Węgla, by przekazał ci moje pozdrowienia - powiedział jeszcze szczerze.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdy tylko Tonące Słońce powiedział, że wycieczki zaczną się jak tylko zrobi się odpowiednio ciepło, Lawenda w myślach zaczęła analizować, kiedy to nastąpi. Pora Nagich Drzew jest wyjątkowo łagodna i nawet nie spadł śnieg. Temperatura również jest przyjemna. Takiej Pory Nagich Drzew niebieska kotka jeszcze nie przeżyła, więc biorąc pod uwagę zmianę klimatu najprawdopodobniej ciepło będzie już niedługo. Księżyc, może dwa? Lawendowy Kwiat już się nie może doczekać!
-Ojej! Małe kaczuszki! To na pewno przyjdę! Takiej okazji nie mogę przepuścić! I gdzie one będą? Na Dzikiej Plaży czy przy Czarnym Ogonie?- dopytała. I znowu kolejna atrakcja, którą muszą zaliczyć. Czeka ich intensywna Pora Nowych i Zielonych Liści! Odbędą tyle wycieczek, że będą mieli popękane łapy! Córka Mknącego Ptaka zaczęła sobie wyobrażać małe stadko puchatych kaczuszek. Będzie to uroczy widok, choć z drugiej strony bardzo kuszący. Młodziutka kaczyna w zasięgu wzroku i tylko do obserwowania? Brzuszek musi być wtedy pełny, żeby nie był górą nad rozumem. Na kolejną wypowiedź Tonącego Słońca Lawenda zaśmiała się. Od razu przypomniała jej się rozmowa o twardych kręgosłupach. Swoją drogą jakby brać to dosłownie to ciężko to sobie wyobrazić. Włożyć patyk do pyszczka i, żeby przechodził przez całe ciało, aż do ogona. Lawenda zamrugała szybko oczami i uspokoiła śmiech. Wizja, która pojawiła jej się przed oczami była obrzydliwa. Musiała szybko skupić się na czym innym, aby tego nie rozpamiętywać. Na szczęście Toń kontynuował swoją wypowiedź, więc Lawenda skierowała swoje myśli na inne tory.
- Dobrze! Będę częściej przychodzić na Granicę! Nie będę miała za wiele obowiązków, więc dam radę!- zareagowała podekscytowana. Lawenda może się nawet poświęcić i codziennie chodzić na Granicę i wypatrywać Tonącego Słońca z dobrą nowiną! Nawet jeśli nie ruszą na wycieczkę to przynajmniej spędzą ze sobą czas na wymianie informacji i ewentualnie jakiejś zabawie, która tak znikąd wpadnie do głowy.
Lawenda wzięła się w garść i zdobyła się na otarcie łez. Gest Tonącego Słońca sprawił, że uspokoiła się. Pociągnęła nosem i zaczęła chichotać się z żartów pręgowanego kocurka. Tak naprawdę potraktowała je poważnie. Może naprawdę Gwiezdni to wszystko zaplanowali, że mieli się spotkać i być razem? Może mają w tym jakiś cel? Przygotowali dla nich specjalną misję, o której jeszcze nie mają pojęcia? Niebieska kotka spojrzała na Srebrną Skórkę i zastanawiała się czy naprawdę Gwiezdni ją obserwują. Mama, tata, rodzeństwo. Co oni powiedzieliby na jej związek z Samotnikiem? Mimo uśmiechu na pyszczku, Lawenda zaczęła mieć wątpliwości. Spojrzała na Tonące Słońce z miłością w oczach i stwierdziła, że niech wszyscy myślą sobie, co chcą. Ona kocha Tonące Słońce i nic tego nie zmieni!
- Też za Tobą strasznie tęsknie. Zwłaszcza ostatnio, gdy pomagam przy opiece i nie mam za bardzo czasu na dłuższe wyjście, ale niedługo to się zmieni- powiedziała i wtuliła się w puszyste futerko Toń. Wzięła głęboki oddech i zamruczała cicho.
- Węgiel przekazał mi pozdrowienie. Szkoda, że na ceremonii, bo chciałam znać więcej szczegółów. Miałam zamiar z nim porozmawiać, ale nie wyszło. Zaprzyjaźniliście się?-dodała. Miło słyszeć, że Tonące Słońce zawiera znajomości z jej Klanowiczami. Zna dobrze Lśniącą Sadzawkę, rozmawiał z Węglowym Pyłem, więc może ma więcej przyjaciół w Wichrze?
[Obrazek: t5l0DMD.png]
LVL 7 525 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
16
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Może tak, może nie, trudno powiedzieć, bo pogoda w tym roku była niesamowicie dziwna, a Pora Nagich Drzew nie przypominała żadnej, jaką do tej pory widzieli. Toń nie do końca rozumiał, skąd to się brało, ale też z drugiej strony nie interesowało go to aż tak bardzo, by jakoś zagłębiał się w temat, czy zaczynał wypytywać o to każdego napotkanego kota albo biegł do przodków, błagając, by zdradzili mu nieco sekretów nieznanych ziemskim kotom. To jednak nie było ważne, bo entuzjazm, z jakim Lawenda podeszła do kwestii zobaczenia małych kaczek, był tak wielki, że kocur aż zaśmiał się radośnie i zdawało się, że wręcz cały promienieje szczęściem. Bo mógł sprawić jej radość, a to było nie byle co!
- Mają gniazda nad Topiołkami, więc prędzej zobaczymy je tam, Czarny Ogon nie ma raczej tak wielu miejsc, w których naprawdę mogłyby się schować, przejdziemy więc przez Grzmiącą Ścieżkę i wybierzemy się na spacer w ich poszukiwaniu - stwierdził prosto, kiedy tak patrzył, jak Lawenda właściwie rozkwita na myśl o tym, co ich jeszcze czekało. Wspólne przygody! Cieszył się na nie, jak dziecko, nie mógł się ich doczekać, niemalże przebierał łapami w miejscu, a kiedy zapewniła go, że postara się przychodzić częściej na granice, uśmiechnął się tak szeroko, jak tylko było to możliwe. Jego oczy po prostu błyszczały, jakby ktoś wsunął w nie gwiazdy. Oczywiście, że nie chciał odciągać jej od jej obowiązków, więc jeśli tylko dowie się, że dostała nowego terminatora albo cokolwiek podobnego, to bez dwóch zdań poprosi ją, by wyznaczała mu konkretne pory, w których powinien się pojawiać, zresztą, tak może byłoby łatwiej?
- Posłuchaj, może najlepiej będzie, jeśli potraktujesz mnie jak swojego terminatora i powiesz mi, Tonące Słońce, spotkamy się jutro o świcie nad Czarnym Ogonem? - powiedział, żartobliwie oczywiście, ale jednocześnie w jego tonie dało się wyczuć powagę, tak samo jak w spojrzeniu, jakim obdarzył Lawendę czując, że to może być idealne rozwiązanie. Wtedy będą wiedzieć, kiedy dokładnie i w jakim miejscu się zjawiać i będą mogli widywać się zdecydowanie częściej. Na Gwiezdny Klan, dlaczego właściwie wcześniej na to nie wpadli? To było tak oczywiste! Pokręcił aż lekko łbem i on również rzucił prędkie spojrzenie ku niebu, ale nie miał takich wątpliwości, jak Lawenda, być może dlatego, że wiedział doskonale, iż w razie gdyby kocica miała problem, kogo wybrać - jego czy Klan, po prostu usunąłby się w cień, by nie zniszczyć jej całego życia. To, jego zdaniem, również był przejaw uczucia, jakim ją darzył.
- W takim razie teraz będziemy mogli wszystko dobrze zorganizować i widywać się zdecydowanie częściej! Jestem pewien, że nam się uda, ale jeśli tylko byłabyś bardziej potrzebna w obozie, zjawię się po prostu nieco później, nie martw się tym - powiedział jeszcze i dotknął nosem jej nosa, by przekazać jej, że cokolwiek by się nie działo, on w razie czego po prostu poczeka, nie mogła stawiać go wyżej niż Klanu.
- O nie, nie sądzę. Ale całkiem przyjemnie było z nim pogawędzić, tak samo z Porywistym Wiatrem, którego poznałem ostatnio. Ciekaw był życia samotnika, a to bardzo miłe, miałem też do kogo otworzyć pysk - zauważył i uśmiechnął się do niej lekko.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości