Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Topiołki? To fantastycznie! W tym miejscu jeszcze Lawendy nie było. Zresztą najdalej gdzie się wybrała to Dzika Plaża i sąsiadujące Wrzosowisko, także jej znajomość Ziem Niczyich jest skromna, ale wkrótce to się zmieni. Tonące Słońce zapozna ją z obszarami, które znajdują się blisko terenów Klanu Wichru! No, może do niektórych miejsc będzie pół dnia drogi, ale to nadal prawie jak pod nosem. Może kiedyś zaszaleją i pójdą do Siedliska Koni? Lawendowy Kwiat chętnie zobaczyłaby te stworzenia i rozejrzała się po terenach, którymi podążyła jej mama odchodząc od niej. Niebieska kotka nawet zaczęła rozważać wybranie się na odległe osiedle. Sama w życiu by się tak daleko nie wybrała, ale z Tonącym Słońcem jest wstanie zaryzykować tak długą podróż. Z przyjemnością pozna jakiegoś Pieszczocha i dowie się czegoś o ich życiu. - Cudownie! Te Topiołki to widzieliśmy z Dzikiej Plaży, prawda? Były dalej niż Nora Krzywuchy i ta pojedyncza wierzba?- upewniała się. Już nie mogła doczekać się tych wszystkich podróży! Teraz w głowie Lawendowego Kwiatu pojawił się problem od którego miejsca zacząć! Jednak dobrze wiedziała, że Tonące Słońce wszystko idealnie zaplanuje. Zapewne zaczną od Topiołków, żeby załapać się na kaczuszki, a później zwiedzą Kamienne Pazury i odbędą nocleg w Paśniku. Córka Mknącego Ptaka była bardzo podekscytowana tymi wszystkimi planami. Najchętniej to zaczęłaby je realizować już jutro, jednak wie, że musi uzbroić się w cierpliwość i czekać na odpowiednią porę. - Jak sobie życzysz!-powiedziała poważnym tonem głosu. Wstała i wyprostowała się dumnie. Postawiła ogon na sztorc i stanęła przed Tonącym Słońcem. Zgodnie z tradycją zetknęła się swoim niebieskim nosem z narządem powonienia burego kocurka. - Tonące Słońce, spotkajmy się jutro o wschodzie księżyca przy Szarych Topolach!- oznajmiła i następnie uśmiechnęła się promiennie do Tonącego Słońca. Miała nadzieje, że pora, jak również miejsce mu odpowiada. Dla niej wschód księżyca był idealny. Mniejsze prawdopodobieństwo, że będzie miała jakieś obowiązki. Szare Topole również uważała za lepsze miejsce, ponieważ przechodzenie przez Czarny Ogon będzie równało się z mokrym futerkiem, a z kolei mokre futerko może wywołać problem. Ogólnie dlaczego oni wcześniej nie wpadli na ten pomysł? Szukają się gdzieś po Granicach wypatrują, zamiast ustalić jedno miejsce i porę! Wiadomo, nie zawsze uda się przyjść, ale przynajmniej spotkania będą mogły odbywać się regularnie! - Dobrze!- odpowiedziała pogodnie. Jakie to wszystko wydaje się teraz proste. Będą się częściej widywać, planować różne rzeczy i ogólnie spędzać ze sobą czas. Wszystko to brzmi jak bajka, która najprawdopodobniej będzie rzeczywistością. Niebieska kotka po dotknięciu się nosami zamknęła na chwilę oczy i pozwoliła sobie na delektowanie się tym gestem. Myśl, że Tonące Słońce szanuje jej obowiązki i będzie rozumiał jej nieobecności była bardzo pokrzepiająca. Lawenda czuła się w pełni rozumiana.
Gdy Lawendowy Kwiat usłyszała imię Porywistego Wiatru, lekko skrzywiła się. Nie miała z rudym kocurem dobrych skojarzeń, ale nie chciała za bardzo tego tematu poruszać, więc zaledwie po kilku uderzeniach serca pojawił się na jej pyszczku uśmiech. - To w sumie ile kotów poznałeś z Klanu Wichru?- zapytała z błyskiem w oku. Ciekawiło ją czy oprócz Lśniącej, Kijanki, Węgla i jej zna kogoś jeszcze.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Nie, na osiedle na pewno by jej nie zabrał, mimo wszystko wiedział, co się tam czaiło i chociaż teoretycznie mógł liczyć na to, że spotkają Czosnek, a to uchroni ich przed pewnymi perturbacjami, wolał nie ryzykować. Wojny o terytorium, Dwunożni, którzy mogli mieć niezbyt czyste zamiary, to nie było miejsce, do którego chciałby ją zabierać, a i nie było w nim, o tym był przekonany, żadnej magii. Lepiej było wędrować po okolicy, tej najbliższej, zobaczyć może konie, ale nie było sensu wypuszczać się dalej, tutaj również było wiele niezwykłych miejsc i jeśli tylko Lawenda by zechciała i uznała, że ma na to czas, raz na jedną porę, być może mogliby pójść także nad Łan Rzepaku, by obejrzała sobie te złociste pola, które kołysały się na wietrze.
- Tak, dokładnie. Są całkiem spore i kryją na pewno wiele tajemnic, wiele kaczych gniazd i kto wie, czego jeszcze, jestem pewien, że nie widziałem jeszcze wszystkiego - powiedział na to i uśmiechnął się do niej ciepło, bo co to było za szukanie odpowiedzi w pojedynkę? Nie bardzo miał z kim dzielić się radością, jaka pojawiała się, gdy dostrzegał nowe rzeczy, nowe miejsca, gdy odkrywał, że otacza go coś niespodziewanego, coś, czego nawet nie umiał jeszcze nazwać. Widząc, że Lawenda się podnosi, on również się podniósł, by dopełnić wszystkich tradycji, a później przymknął lekko ślepia, gdy dotknęła go nosem, po czym uśmiechnął się do niej promiennie.
- Oczywiście, Lawendowy Kwiecie! Stawię się, jak każesz - powiedział na to, a jego ślepia zajaśniały mocno, gdy już teraz planował, jakiej dokładnie poszuka dla niej ryby i co przyniesie, bo był pewien, że nie może się tak po prostu zjawić z pustymi łapami, to byłoby co najmniej niewskazane i nie czułby się zbyt dobrze, gdyby po prostu się pojawił. W jego głowie trwało wciąż przekonanie, a jednocześnie wielka potrzeba, że w takich sytuacjach jednak warto byłoby coś przynieść, pokazać, pochylić się nieznacznie i tym samym wyraźnie wskazać, że mu zależy, a zależało bardzo, co już wcale nie było żadną tajemnicą. W pełni rozumiał i szanował to, że była wojownikiem i nie zamierzała z tego rezygnować, ale cieszyło go także to, że ona przyjmowała jego podejście do życia. Uśmiechnął się do niej lekko, a na jej pytanie zamyślił się nieco i przymknął powieki.
- Z Węglem i Porywistym rozmawiałem tylko raz, z Lśniącą kilkakrotnie i może spróbuję jeszcze się z nią zobaczyć, poznałem też, ale bardzo przelotnie, kocicę o takim dziwnym, biało-rudym futrze, które było całe poskręcane. Ale nie widziałem jej tutaj nigdy więcej. I to chyba tyle, nie przypominam sobie, żebym naprawdę kogoś znał, może poza przelotnymi spojrzeniami, jakie czasem wymieniam z waszymi patrolami. Chociaż miło mi się tak czasem rozmawia, może mogłabyś mi powiedzieć, do kogo ewentualnie powinienem otwierać pysk? - wyjaśnił, nastawiając zaciekawiony uszu. Lawenda pewnie zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo był złakniony jakichkolwiek informacji, rozmów, spotkań, jak bardzo tego po prostu potrzebował.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Skoro sam Tonące Słońce nie widział wszystkiego, co znajduje się na Topiołkach to koniecznie trzeba je zwiedzić! Może naprawdę znajdą tam coś niesamowitego, czego ich oczy nie widziały? Jakiś fajny gatunek zwierzęcia czy zjawisko? A może gdzieś tam się Dynia zawieruszył? W końcu był zmuszony przekroczyć Grzmiącą Ścieżkę i odejść w tamtym kierunku. Możliwe, że nie zaszedł za daleko i wciąż jest blisko Klanu! Myśl o Dyni zmotywowała Lawendowy Kwiat, aby przeszukać każdy centymetr Topiołków, byle tylko znaleźć go zdrowego i dobrze sobie radzącego. Wtedy niebieska kotka byłaby spokojniejsza z tą wiedzą. - Myślisz, że od wschodu do zachodu da radę zwiedzić całe to miejsce?- zapytała z entuzjazmem. Zaczęła pokładać w tej wyprawie pewne nadzieje, ale również zamierzała się dobrze z Tonącym Słońcem bawić. Nie chciała, aby jej zmartwienia popsuły wycieczkę. Córka Mknącego Ptaka zaśmiała się głośno rozbawiona całą tą sytuacją. Wychodzi na to, że teraz ma swojego podopiecznego, raczej towarzysza i będzie z nim odbywać regularne spotkania podczas, których nie będzie żadnego obijania! No, może trochę... Na pewno będą uzgadniać szczegóły wypraw oraz wymieniać się najnowszymi wiadomościami z ich życia. Już Lawenda nie może się doczekać takich regularnych spotkań! Właściwie to będzie wyglądało tak, jakby po wypełnieniu swoich obowiązków wychodzili gdzieś z Obozu, aby pobyć sam na sam. Może wtedy zniknie odczucie, że funkcjonują w zupełnie różnych środowiskach? Lawendowy Kwiat westchnęła głośno opanowując śmiech. Ciężko jej było uwierzyć, że potraktowała starszego kocura jak terminatora i do tego on zachował się jak grzeczny uczeń! Następnie córka Czyżyka uważnie słuchała imion wszystkich kotów z jakimi Tonące Słońce miał do czynienia. Dłuższą chwilę rozmyślała nad biało- rudą kotką. Ciężko jej było stwierdzić kto to mógł być, gdyż nie wiedziała jak dawno ją Toń widział, oraz ogólnie w Klanie Wichru jest sporo kotów o tym umaszczeniu. Gdy tylko Lawenda usłyszała pytanie przygryzła dolną wargę. Szybko przed oczami zaczęły jej się pojawiać różne koty, które są przyjazne i miło się z nimi rozmawiało. Po chwili znalazła paru kandydatów, jednak nie mogła mieć pewności, że wszyscy będą uprzejmi dla osobnika z poza ich Klanu. - Uważam, że Trawiasta Łapa byłby idealnym towarzyszem do rozmowy, jak również Makowa Łapa. Jest on bardzo uprzejmy i zawsze wita się ze mną na ceremoniach. Wydaje mi się, że również dobrze dogadałbyś się z Miodową Łapą. Jest ona wesołą kotką, pełną energii i jeszcze lubi pobawić się w różne zabawy. Mógłbyś jej opowiedzieć o Klanie Karpia! Na pewno byłaby zainteresowana! A z wojowników mogę polecić Zaśnieżoną Ścieżkę. Jest moją przyjaciółką i wspominałam jej o tobie. Jestem pewna, że z chęcią cię pozna!- wymieniła koty, które w pierwszej kolejności przyszły jej na myśl. Gdyby zastanowiłaby się dłużej to może znalazłaby więcej kandydatów. Niebieskiej kotce zrobiło się żal Tonącego Słońca. Nie mógł on do kogo otworzyć pyska, kiedy tego chciał. W Klanie zawsze znajdzie się ktoś z kim można nawiązać pogawędkę. Ten problem Lawenda dodała do coraz dłuższej listy problemów z jakimi zmaga się Samotnik. - Tak mi się wydaje, że te koty będą idealnymi rozmówcami, ale tak naprawdę nie wiem jak mogą zareagować na Samotnika. Raczej nie powinny być agresywne, a zaciekawione, ale kto wie jak się zachowują broniąc Granicy...- powiedziała swoje obawy patrząc w ziemię. Lawenda bała się, że dojdzie do sytuacji, gdzie poleci danego kota, a on okaże się być zupełnie inny niż go przedstawiła. Wtedy to chyba zapadłaby się pod ziemie.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Nie wiedział zupełnie, co jej chodziło po głowie. Gdyby zapytała go o kota podobnego do Dyni, z całą pewnością powiedziałby jej, ze kogoś takiego nigdy nie spotkał, więc raczej jej nadzieje były płonne. Mimo wszystko Toń orientował się, co dzieje się w jego okolicy, zatem dawny członek Klanu Wichru musiałby zamieszkiwać okolice jeszcze dalsze, niż Krzywucha, dalsze niż zachodzące słońce i to wszystko, co kocur do tej pory widział. Jeśli zaś Dynia przekroczył Grzmiącą Ścieżkę, gdyby tak miało być, to raczej zrobiłby to w okolicach, w których przebywał kocur o dziwnych uszach, ale oczywiście - niczego nie wykluczał. Nie mając jednak pojęcia, co myśli w tej chwili Lawenda, nie był w stanie się do tego odnieść i jedynie pokręcił nieznacznie łbem na jej pytanie.
- Nie, nie sądzę. Musielibyśmy chyba cały dzień biegać, a to też nie do końca o to chodzi, prawda? - powiedział na to z namysłem, jednocześnie zastanawiając się, jak wiele jest ziem w okolicach Topiołków. Nie zapuszczał się aż tak daleko, by znać każdy ich skrawek, obchodził je, to prawda, ale nie robił tego aż tak często, zdając sobie sprawę z tego, że musiał porzucać bezpieczną norę na rzecz spania pod krzewami. Podobne eskapady mógł zatem uskuteczniać raczej w Porze Zielonych Lisi, a nie teraz.
- Chętnie bym ich kiedyś poznał, ale nie będę się nikomu narzucał. Może jednak kiedyś moglibyśmy spotkać się w większym gronie, tak po prostu. Czasem miło mi pogawędzić z kimś, kogo widzę pierwszy raz - powiedział na to i uśmiechnął się do niej lekko. W końcu to nie było tak, że marzył jedynie o tym, żeby tkwić w miejscu i nic nie robić, nie zmieniać się, nie rozwijać, nie iść jakoś naprzód, a poznawanie kolejnych kotów na pewno sprawiało mu przyjemność. - Nie martw się, nigdy nie przekroczyłem żadnej granicy, nie zrobię tego, jeśli nie dostanę jakieś pozwolenia, czy jakiejkolwiek zgody, w końcu to niewłaściwe, a ja nie mam czego szukać na waszych ziemiach - dodał jeszcze, by nieco ja uspokoić i trącił ją nosem na znak, że nie musi martwić się tego typu sprawami, bo w końcu naprawdę nie zamierzał zachowywać się nierozważnie. Nie polował, nie walczył, nie wystawiał pyska na obicie z jakiejś własnej przekory, to wszystko musiałoby być ostatecznością, ale pewnie nawet wtedy prosiłby o możliwość przejścia przez cudze ziemie albo jakąkolwiek inną pomoc.
- Macie tutaj jakąś większą rzekę, niż Czarny Ogon? Albo jeziorko? Zobacz, nigdy o to nie pytałem, a jestem ciekaw, jak idzie twoje ściganie Klanu Karpia - rzucił jeszcze, ciekaw tego, czego może się dowiedzieć.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka była rozczarowana odpowiedzią Tonącego Słońca. Zdawała sobie sprawę z tego, że przeczesanie Topiołków w jeden dzień może być niemożliwe, ale mimo to i tak się łudziła. W poszukiwaniach dłuższych niż dwa dni nie widziała sensu, gdyż zarówno oni jak i Dynia by się przemieszczali i kto wie czy gdzieś by się w dużej odległości nie minęli. Lawenda wypuściła głośno powietrze z płuc. - Prawda... Chciałam po prostu na Topiołkach znaleźć Dynie. Został on wyrzucony z Klanu. Nawet nie ukończył treningu. Bardzo się o niego martwię- wyżaliła się. Niebieska kotka spuściła wzrok i przez chwilę patrzyła w ziemię. Głupio jej było, ale dla spokojnego sumienia postanowiła poprosić Tonące Słońce o małą przysługę. Lawenda podniosła głowę i smutnym wzrokiem spojrzała w oczy Toń. - Czy jakbyś go kiedyś spotkał, to przekazałbyś mu, że może liczyć na moją pomoc?- poprosiła i uśmiechnęła się delikatnie. Córkę Czyżyka w tej kwestii nie obchodzi słowo Przywódcy, które jest prawem. Dynia był jej przyjacielem i spędziła z nim wiele wspaniałych chwil. Codziennie z rana witały ją świeżo zerwane bukiety kwiatów, który rudy kocurek dla niej robił. Dyńka był naprawdę uroczym osobnikiem i według Lawendy nie zasługiwał na taki los. Do tego Córka Mknącego Ptaka bardzo żałuje, że Borsucze Futro zaginął, przez, co nie wie na jakim etapie w treningu był syn Czerwonego Pazura. Pozostaje jej tylko mieć nadzieje, że umie wszystko, co niezbędne do przetrwania. - Jasne! Świetny pomysł! Przyprowadzę, kogoś na któreś wspólne spotkanie przy Szarych Topolach! - obiecała. To naprawdę dobry pomysł! Teraz musi tylko znaleźć kota, który będzie chętny, z czym nie powinno być problemu. Raczej większość terminatorów chciałaby poznać osobiście Samotnika i zadać mu sporo pytań, trudniej może być z wojownikami, ale na pewno znajdą się zainteresowani. - Wiem, wiem!- zamruczała głośno i korzystając z tego, że Toń zbliżył się do niej wtuliła swój niebieski nos w futerko za uchem Tonącego Słońca. Przejechała nim parę razy w jedną i w drugą stronę. Następnie z zamkniętymi oczami cofnęła się, delektując się zapachem partnera. - Mamy Leśną Sadzawkę, ale nie sądzę, żeby tam mieszkał Klan Karpia. Jest za mała na tyle ryb!- odpowiedziała rozbawiona. Właściwie to musi się tam wybrać w Porze Nowych Liści i sprawdzić czy da się złowić jakieś ryby. Może zabierze, że sobą Miękki Obłok?
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Nie mógł jej okłamać, nawet jeśli domyślał się, jakiej tak naprawdę oczekiwała odpowiedzi. To mijałoby się z celem, a poza tym - nie pasowało mu zupełnie, choć widział teraz doskonale, że Lawenda jest dość mocno tym rozczarowana, to nie zamierzał cofać własnych słów. Uśmiechnął się do niej dość lekko, ale na pewno smutno, a następnie uważnie nastawił uszu, by później zmarszczyć lekko brwi. Wygnanie w tak młodym wieku było albo brakiem rozwagi ze strony przywódcy - w co raczej wątpił, bo Lawenda na pewno nie byłaby taka radosna i szczęśliwa, gdyby władał nią jakiś ciemiężyciel - albo Dynia dokonał jakiegoś strasznego czynu. Pod pewnymi względami był w stanie zrozumieć kocicę - znała go, wiedziała, jaki jest, choć pewnie też nie do końca, skoro ostatecznie nie było go już w Klanie.
- Jak on wygląda? - spytał zatem wyraźnie oferując swoją pomoc. - I co spowodowało, że... znalazł się w takiej sytuacji? - dopytał jeszcze, bo mimo wszystko musiał zastanowić się, czy jest sens szukać kota, który miałby okazać się mordercą. Z drugiej strony, czy Lawenda naprawdę wtedy by się o niego martwiła? Sprawa wydawała mu się dość mocno skomplikowana i nie był w stanie wydać w tej chwili jednoznacznego werdyktu. Na jej pytanie jeszcze nie odpowiedział, przypatrując się kocicy z wielką uwagą, bo chciał najpierw dowiedzieć się wszystkiego, zanim zaangażuje się w coś, co mogłoby ostatecznie okazać się tragiczne w skutkach, nie tylko dla niego, ale i dla Lawendy.
Na całe szczęście mieli również nieco cieplejsze tematy do rozmowy, które spowodowały, że Toń uśmiechnął się nieco cieplej, ciesząc się z tego, co miał, co jeszcze mogło go spotkać. Inne koty z Klanu, które Lawenda lubiła, z którymi się przyjaźniła, to było coś, co sprawiłoby mu na pewno przyjemność, ale jak podejrzewał, również jej, bo mogłaby po prostu spokojnie mówić innym, że się z nim akurat widziała, czy coś podobnego. Poruszył lekko uchem, gdy wspomniała o sadzawce.
- O, pewnie Klan Karpia nie miałby tam faktycznie dostatecznie wiele miejsca, ale są też inne ryby, o wiele, wiele mniejsze, które pewnie czują się tam doskonale i ukrywają przed waszym wzrokiem - stwierdził, jednocześnie do niej mrugając na znak, że to takie małe wyzwanie z jego strony. Może by tam poszła i przekonała się, czy faktycznie coś się tam czai, a później opowiedziała mu o tych wielkich przygodach? Dobrze wiedział, że nie we wszystkich będzie mógł uczestniczyć, więc chciał móc o nich słuchać.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawenda zamknęła swoje szmaragdowe oczy i przez parę uderzeń serca rozmyślała o Dyni. Chciała podać Tonącemu Słońcu bardzo szczegółowy opis, żeby mógł go w razie czego rozpoznać. Ogólnie z wielką ulgą przyjęła, że Toń zainteresował się tą sprawą. Co prawda jeszcze nie powiedział jakie podejmie w związku z tym kroki, ale Lawenda wierzy, że coś w tym kierunku zrobi. Po chwili namysłu córka Mknącego Ptaka przystąpiła do wypowiedzi. -Jest rudym, długowłosym, sporej wielkości kocurem. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, łapach oraz ogonie. Ma jeszcze na nosie taką zabawną białą plamkę. Jego oczy są żółte. Z cech charakterystycznych to posiada długi język, który czasem nie mieści mu się w pyszczku i wystaje.- opisywała Dynie najlepiej jak potrafiła. To pytanie było dla Lawendy proste jak połknięcie płotki. Teraz czekało ją dużo trudniejsze zadanie- przedstawienie całej tej skomplikowanej sytuacji, którą znała tylko z plotek. -Nie jestem do końca pewna co się wydarzyło. Wiem tylko, to , co słyszałam od innych. Podobno Dynia znalazł się na Grzmiącej Ścieżce i na pomoc ruszyli mu siostra oraz syn Przywódczyni. Nagle nadjechał potwór i zabił Sadzową Łapę, natomiast Żabia Łapa został połamany. Dyni nic się nie stało, ale będąc w szoku próbował popełnić samobójstwo, w czym przeszkodził mu Fiołkowy Świt. Wszyscy wrócili do Obozu i jak tylko Dynia został wyleczony to Malinowa Gwiazda go wygnała. Przecież to był wypadek! Nie powinna go wyrzucać! On na pewno nie zrobił tego specjalnie! - opowiadała opanowanym tonem głosu, dopiero pod koniec dała się ponieść emocją i załamanym głosem broniła swojego przyjaciela. Lawendowy Kwiat zamknęła oczy i próbowała się opanować. Przygryzła dolną wargę walcząc ze sobą, aby się nie rozpłakać. Nie chciała urządzać scen przed Tonącym Słońcem, zwłaszcza, że to miało być miłe spotkanie po wielu księżycach nie widzenia się. Ogólnie Lawenda pierwszy raz opowiadała tę historię, dlatego czuła ból, który wcześniej nie dawał się tak we znaki. Jeszcze nie pogodziła się z tą sytuacją i zapewne szybko to się nie zmieni. Po stracie taty bardzo długo jego temat oraz wspominanie o Dwunożnych wywoływało w niej negatywne emocję.
Lawenda w sumie nigdy nie przyglądała się Leśnej Sadzawce oraz jakie znajdują się tam okazy ryb. Nie miała powodu, aby się tym zainteresować, gdyż nie umiała łowić, więc ta wiedza nie była jej wtedy potrzebna. - Hmm... Wybiorę się tam i zobaczę czy kryją się w tym miejscu jakieś malusieńkie rybki. Obiecuje, że zdam relację następnym razem, a jeśli szczęście będzie mi sprzyjać to nawet opowiem jak smakują takie dobrocie ze środka lasu- zareagowała i również mrugnęła okiem. Na pewno w najbliższym czasie się tam wybierze i może zabierze kogoś do towarzystwa?
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń nie chciał z góry nic przesądzać, ani nic obiecywać. Sam był wygnańcem i wiedział, jak różnie postępują przywódcy, jednakże do tej pory nie znajdował żadnych powodów do tego, by sądzić, iż Malinowa Gwiazda - bo zdaje się, że tak się nazywała - była w jakiś sposób okrutna. Tymczasem słuchając opowieści Lawendy mógł odnieść wrażenie, że wszystko było jedynie nieszczęśliwym wypadkiem, a postępowanie przywódczyni - zemstą za to, że jej syn zaznał cierpienia. Czy jednak mógł tak pochopnie oceniać zachowanie kocicy? Nie sądził, mimo wszystko. W swoim własnym przypadku wiedział, że bronił innych, ale pewnie dla niektórych był kłamcą. Zatem sposób widzenia zależał zapewne od punktu siedzenia, co było prawdą uniwersalną i znaną, jak świat długi i szeroki. Trudno było mu to wszystko ocenić, ale też nie umiał sobie wyobrazić powodu, dla którego nagle na Grzmiącej Ścieżce znajdują się trzy koty - próbowali przebiec? Ale skoro tam znaleziono Dynię... Potrząsnął lekko łbem czując, że to niesamowicie skomplikowana sprawa i na pewno jej nie rozwiążę, ponieważ jednak Lawendzie niesamowicie zależało na tej sprawie, uznał, że rozejrzeć się może, ale nie będzie na pewno szukał kocura specjalnie, tym bardziej że nikt mu nie przychodził do głowy, gdy słuchał tego opisu.
- Będę się rozglądał, Lawendo. Jeśli go spotkam, przekażę mu, że się o niego martwisz - obiecał jej, dość miękko wypowiadając słowa, ale wyraźnie widać było, iż nie zamierza zabierać stanowiska w tej sprawie. Nie chciał z miejsca wyzywać przywódczyni Klanu Wichru, choć nieco go to kusiło, ale nie chciał również uważać, że cała wina leżała po stronie Dyni. Zapewne znajdowała się gdzieś idealnie pośrodku i tego powinni się trzymać. Delikatnie ułożył łapę na jej barku, a później trącił kocicę nosem, na znak, że tutaj jest, ale naprawdę, niewiele mógł pomóc na jej ból, niewiele również mógł poradzić na jej bolączki, bo bieganie po ziemiach niczyich w poszukiwaniu kogoś, kto dawno mógł odejść, mimo wszystko było dla niego czymś nazbyt wielkim i zupełnie niepotrzebnym.
- Nie mogę się doczekać. Jestem pewien, że znajdziesz tam jakieś niespodzianki! - powiedział, uśmiechając się do niej lekko, kiedy już nieco się opanowała i przeszli do zdecydowanie spokojniejszego tematu. Chciał, żeby tak zapamiętała to ich spotkanie, żeby była pewna, że wszystko jest dobrze, a on już wypatruje chwili, kiedy znowu na siebie wpadną. Czy raczej momentu, kiedy zjawi się na umówionym miejscu spotkania. Trącił ją znowu lekko nosem. - Będą cię szukać...
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Dla Córki Czyżyka obietnica Tonącego Słońca była balsamem dla jej duszy. Ufała mu bezgranicznie i wiedziała, że jak tylko spotka on Dynię to przekaże mu wiadomość. Również po cichu liczyła, że pomoże biednemu kocurkowi. Kto wie jak sobie radzi w tej sytuacji. Od jego wygnania minęło sporo czasu, więc w sumie powinien jakoś zaadaptować się oraz funkcjonować. Na razie opcji, że nie żyje, Lawendowy Kwiat w ogóle nie bierze pod uwagę. - Dziękuje! To wiele dla mnie znaczy!-powiedziała z wdzięcznością w głosie. Spojrzała na łapę pręgowanego kocura i walczyła ze swoimi emocjami. Po dotknięciu się nosami spojrzała w zielone oczy Tonącego Słońca. Pociągnęła narządem powonienia i uśmiechnęła się delikatnie. Powoli dochodziła do siebie. Ból związany ze wspomnieniami opuszczał ją, głównie dzięki obecności Toń i jego gestów. Miała w nim oparcie, pomoc i czuła się przy nim bezpieczna. Ma wielkie szczęście, że taki cudowny kocur jest jej partnerem. Co prawda od paru chwil, ale jest. Należy tylko do niej i już nic tego nie zmieni. - Czy taką niespodzianką może być żaba? Też znajduje się w wodzie. Może zamiast ryby uda mi się chwycić taką zdobycz?- zareagowała zaczepnie. W sumie ciekawiło ją czy w ten sam sposób można złapać żabę. Z jednej strony byłoby fajnie, a z drugiej po co łapać coś, co jest nie jadalne. Znaczy nie jadalne w teorii. Kto wie czy nie istnieją smakosze żabich udek. Te przemyślenia sprawiły, że w głowie Lawendy zrodziło się pytanie. - A czy oprócz ryb jadacie jakieś niespodzianki?- zapytała całkiem poważnie. Jest jeszcze opcja, że można jeść małże czy ślimaki wodne. Lawenda zachichotała, bo zdała sobie sprawę, że może odkryje jakąś tajemnice Klanu Rzeki. Jeszcze się okaże, że nie tylko ryby są w ich menu. - Ja też...-odpowiedziała uśmiechając się ciepło. Właściwie to Tonące Słońce słusznie zwrócił uwagę, że będą musieli się szukać. Szare Topole nie są aż tak małe, ale jakieś ogromne też nie są. Przynajmniej będą mieli małą rozrywkę, kiedy będą się szukać. Będzie to coś w stylu zabawy w chowanego. Ciekawego kto kogo pierwszego znajdzie oraz kto kogo zaskoczy.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Wiedział, już to widział, że dla Lawendy ten terminator musiał być ważny i nie chciał z tego powodu odmawiać jej pomocy. Nie wiedział jednak nadal, jak podejść do sprawy jego wygnania, która była dla niego nieco tajemnicza, ale z drugiej strony - jeśli faktycznie go spotka, zawsze może poznać jego historię i przekonać się, co powinien o tym wszystkim myśleć. Nie miał pojęcia, że sytuacja taka nie będzie mogła mieć miejsca z prostego powodu, iż Dynia po prostu nie żył, Ponieważ zaś obietnica, jaką złożył, nie obligowała go mimo wszystko do biegania po całych Topiołkach i szukania zguby, mógł ją spokojnie złożyć, by lawendzie było lżej, by poczuła się lepiej i nie musiała w żaden sposób pogrążać się na nowo w rozpaczy. Oczywiście, jeśli jakimś cudem dotrze do niej wiadomość o śmierci Dyni, niewątpliwie zapłacze rzewnie, ale wtedy przynajmniej sprawa będzie dla niej zamknięta, teraz zaś wyraźnie błąkała się po granicy nieświadomości tego, co się dokładnie dzieje i to musiało ją strasznie męczyć. Cieszył się, że próbowała jednak podjąć z nim dalszą rozmowę, dalsze zaczepki, bo dzięki temu nie popadała tak łatwo w zmartwienia, melancholię i cały ten problematyczny ból, a powoli i sukcesywnie odbijała się najwyraźniej od dna.
- O tak, na pewno. Żaby przesiadują nad wodą, a kiedy przyjdzie Pora Młodych Liści, będzie ich jeszcze więcej - powiedział na to i pokiwał głową, by wszystkie jej słowa potwierdzić. Potem zaś zamyślił się wyraźnie i było widać, że szuka jakiejś zabawnej odpowiedzi na jej pytanie, w końcu lubił ją rozśmieszać i doprowadzać do tego, by spoglądała na niego zachwycona, a nie smutna, jak chwilę temu. - Ależ tak, ale obiecaj, że nikomu o tym nie powiesz - powiedział cicho, tajemniczo, a później wyznał jej, że zjadą również całą wodną roślinność, łącznie z tatarakiem i wodnymi pałkami, co było oczywiście żartami z jego strony, to zaś było widać w jego błyszczących oczach. Trącił ją jeszcze lekko nosem.
- Nie martw się, już wkrótce się zobaczymy i obiecuję, że coś ci przyniosę - powiedział całkiem poważnie.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Jeszcze więcej żab? No, w sumie racja, teraz wszystkie zwierzęta budzą się powoli do życia, więc na pewno płazy też. Więcej żab to większa szansa, że się je złapie. Swoją drogą ciekawe czy Miękki Obłok skusiłby się na coś takiego? Kocha jeść i może nie pogardziłby żabami? Albo wręcz przeciwnie, już od dawna wie, że są paskudne i nie ma dla nich miejsca w jego jadłospisie. - Mmm, kuszące. Dużo żab może oznaczać świetną zabawę. Chętnie bym je goniła, skacząc tak jak one!-powiedziała i zademonstrowała jeden żabi skok, a drugim wróciła na swoje poprzednie miejsce. Oczy jej błyszczały z podniecenia na myśl o kolejnej wymyślonej zabawie! Chyba będzie musiała jakoś zrobić listę tych wszystkich rozrywek, aby przetrwały pokolenia, ewentualnie przekazać jakiemuś godnemu następcy. Niebieska kotka słysząc, że Tonące Słońce ma wyjawić jej pewien sekret odruchowo pochyliła się w jego stronę. Nastawiła zaciekawiona uszy i nie spuszczała swoich szmaragdowych oczu z partnera. - Obiecuje! Przecież, wiesz, że możesz mi zaufać!- zareagowała ściszonym głosem i z niecierpliwością czekała na sekrety związane z Klanem Rzeki. Gdy usłyszała, że jedzą wodną roślinność, spojrzała na Toń zdumiona i lekko otworzyła pyszczek robiąc pytającą minę. Pokiwała potakująco głową i dalej słuchała, co Toń ma do powiedzenia. Jego dalsza wypowiedź o tatarze i o pałkach wodnych od razu dała Lawendzie do zrozumienia, że stroi sobie z niej żarty. Szturchnęła go łapą w ramię i zaśmiała się. No ładnie, takie kity jej wciska! Ona mu zadaje w miarę poważne pytanie, a tu pada taka odpowiedź. Jeszcze do tego wszystkie brakowało rozbrajającego ruchu małżowin usznych! Za to Lawendowy Kwiat kocha Tonące Słońce, za jego niesamowite poczucie humoru i za to, że zawsze potrafi ją pocieszyć jak to miało miejsce przed chwilą. -Czyżby jakąś apetyczną rybę?- zapytała i zamruczała głośno.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń nie wiedział, czy Lawenda zdaje sobie w ogóle sprawę z tego, skąd dokładnie biorą się żaby, więc po chwili przypomniał jej o kijankach i fakcie, że w Porę Młodych Liści na pewno te zaczną pojawiać się w odpowiednich zbiornikach wodnych, a wtedy wszędzie będzie mnóstwo żab, może niektóre nawet będą wielkości tylko ich łap? Przecież takie maleństwa też się trafiały, prawda? Kiedy zaś kocica zaczęła skakać, kocur zaczął się ciepło śmiać, a jego oczy lśniły wielka radością, której nie chciał w żaden sposób ukrywać. Co prawda na razie do niej nie dołączył, ale obiecał jej, że kiedy tylko znajdą jakieś zbiorowisko żab, to będą skakać razem z nimi, co jawiło mu się jako prawdziwe, radosne szaleństwo, nad którym wcale nie chciał panować i nie chciał go zmieniać. To było coś doskonałego, zaraz obok tych wszystkich wypraw na koniec świata, zdobywania kaczych gniazd i innych rzeczy, jakie już razem przeżyli.
- Tylko nie możesz ich jeść za często, bo ci wyrosną płetwy! - rzucił jeszcze rozbawiony kocur, gdy opowiadał jej o tataraku i innych głupotach, jakie w tej chwili akurat przyszły mu do głowy i wcale tego nie żałował. Zmarszczył rozbawiony nos, gdy Lawenda go szturchnęła, a potem bardzo elegancko wytknął język i jej go pokazał na znak, że wcale się nie zna, a on jej tutaj opowiada o takich wielkich tajemnicach, jakich nikt inny jeszcze nie słyszał.
- O to na pewno Lawendo, ale poszukam czegoś jeszcze, czegoś wyjątkowego - stwierdził na to, ciesząc się niesamowicie mocno. Może nie teraz, ale kiedyś zamierzał poszukać lawendy właśnie, by przynieść ją jej imienniczce, by mogła udekorować nią własne legowisko. Żałował, że nie mógł go zobaczyć, ale pogodził się z tym już właściwie i tylko chciał teraz, by miała jakieś pamiątki po spotkaniach z nim. Żałował, że nie zabrali czegoś z tego kaczego gniazda, ale to można było jeszcze zmienić i poszukać kolejnego.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowy Kwiat z zainteresowaniem skierowała swoje uszy w kierunku Tonącego Słońca i grzecznie słuchała całego wykładu na temat kijanek i żab. Jakąś skromną wiedzę posiadała w tej tematyce. Wiedziała, że kijanka przekształca się w żabę, ale jakoś szczególnie nigdy się nad tym nie zastanawiała, a tym bardziej nie śledziła stadiów rozwoju. Przynajmniej teraz jej wiedza została wzbogacona o nowe fakty. - Taką kijankę to bym zjadła. Wygląda jak ryba, a jednak to płaz- zażartowała, a może nie? W sumie nie ma przeszkód, żeby sobie jako przekąskę zaserwowała. Takie maleństwo to na jednego hapsa będzie. Mmm... ciekawe jak smakuje? Żarty z związane z rzekomymi upodobaniami kulinarnymi Klanu Rzeki trwały w najlepsze. Lawenda śmiała się głośno, że w pewnym momencie nie mogła złapać tchu. Uspokoiła się i wzięła kilka głębokich oddechów. Znów Tonące Słońce się odezwał, co spowodowało u niej kolejną falę śmiechu. Gdy mniej więcej doszła do siebie od razu postanowiła coś dorzucić. - A może ja bym chciała mieć płetwy? Bym pływała sobie i zwiedzała podwodny świat, a najlepiej Wielką Słoną Wodę!- zareagowała rozbawiona. Lawenda przez chwilę próbowała wyobrazić siebie jako kota-rybę i nie mogła się zdecydować czy płetwa ogonowa byłaby zamiast kończyn tylnych czy ogona. Ta druga opcja wydawała jej się zdecydowanie lepsza. Wtedy by miała łapy i oczywiście płetwę do pływania! To by było idealne połączenie. Córka Mknącego Ptaka widząc wytknięty język Toń, spojrzała na niego poważnie i pogroziła paluszkiem. Niegrzeczny kocurek! Po zaledwie uderzeniu serca zaczęła się śmiać i jeszcze raz szturchnęła Tonące Słońce w ramię.
Na kolejną wypowiedź Toń, Lawendzie zabłyszczały oczy z zaciekawienia. Już w swojej głowie zaczęła snuć pomysły, co to może być. Jakaś inna zwierzyna? Kwiatek? Piórko? Możliwości jest wiele. Niebieską kotkę łapki swędziały, aby drążyć temat, jednak niespodzianka to niespodzianka, musi pozostać tajemnicą. Już nie może się doczekać tego spotkania. Oczywiście, nie tylko za sprawą prezentu. Sama musi wymyślić jakąś niespodziankę w formie kota chętnego poznać Tonące Słońce.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Mieszkał nad wodą i właściwie zawsze był z nią jakoś związany, nie mówiąc już w ogóle o tym, że nawet jego imię było takie, a nie inne, nic zatem dziwnego, że znał się na wszystkim tym co żyło pod powierzchnią. Może nie aż tak, może nie tak bardzo, ale jednak na pewno miał wiedzę większą, niż Lawenda, toteż całkiem poważnie powiedział jej, że taką kijankę to w sumie może połknąć i nawet się nie zorientuje, że to zrobiła, chociaż kto wie, czy ta nie postanowi jej potem wypłynąć nosem. Oczywiste było, że z jego strony była to kolejna niemądra zaczepka, ale przyjemność sprawiał mu śmiech kocicy, to, jak dobrze bawiła się w jego obecności. Chciał, żeby zawsze była taka zadowolona, żeby czuła się dobrze i swobodnie, żeby nie trzymały się jej żadne smutki, co oczywiście było z jego strony pewnie jedynie pobożnymi życzeniami, ale nie mógł poradzić nic na to, że naprawdę je posiadał i się na nich skupiał.
- Gdyby posiadanie płetw równało się możliwości pływania w Wielkiej Słonej Wodzie, to też chciałbym je mieć i to jak najszybciej! Wtedy na pewno znaleźlibyśmy wiele niesamowitych rzeczy i muszle, i dziwne ryby i pewnie całą masę tajemnic, o jakich nie mamy pojęcia - rzucił na to, aż oszołomiony taką możliwością i przez chwilę zastanawiał się nad tym, jak mogłoby to wyglądać i do czego mogłoby to doprowadzić. Czuł się naprawdę oszołomiony tym pomysłem, na który wpadła Lawenda i uznał go za niesamowicie satysfakcjonujący, potem zaś pokiwał lekko łbem i uśmiechnął się do niej smutno.
- Trzeba już iść, Lawendo. Obiecuję, że przyjdę w wyznaczone miejsce i o wyznaczonym czasie, więc nie smuć się za bardzo, dobrze? - powiedział do niej i dotknął nosem jej nosa, po czym delikatnie polizał ją po policzku, na znak, że jest i o niej pamięta. Oboje musieli jednak wracać do swoich światów, obowiązków, do wszystkiego tego, co było teraz dla nich najważniejsze, choć z wielką przyjemnością Toń po prostu poszedłby za Lawendą i spędził z nią jeszcze więcej czasu.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Znowu Lawenda otrzymała pewną dawkę wiedzy od Tonącego Słońca. Cały czas byli w temacie kijanek i ogólnie owoców wód. Niebieska kotka słuchała o połykaniu omawianych żyjątek i pewnym momencie zmarszczyła brwi. Nie podobała jej się wizja nieświadomego konsumowania kijanek. Wychodzi na to, że kot nie będzie mógł się spokojnie napić, bo to będzie grozić dodatkowym białkiem w diecie. Kolejne słowa Toń, uświadomiły ją, że po raz kolejny żartuje. Coś dzisiaj dużo tych nieprawdziwych informacji. Dobrze, że po Tonącym Słońcu to widać i córka Czyżyka nie daje się tak łatwo nabrać. Lawenda wykrzywiła pyszczek obrzydzona. - Fuj! O czym ty mi opowiadasz?- skomentowała rozbawionym głosem. Nawet nie chciała sobie wyobrażać kijanki dyndającej z nosa, próbującej wydostać się na zewnątrz! Ble.
Lawendowy Kwiat przytakiwała Tonącemu Słońcu i oczy błyszczały jej, kiedy bury kocur wymieniał wszystkie rzeczy, które mogą zobaczyć będąc w wodzie. Szkoda, że to tylko ich marzenia. Do tego byłby kolejny problem jak oddychaliby pod wodą? Paręnaście sekund się wytrzyma, ale żeby dłużej coś podziwiać to ciężko. - To by było coś wspaniałego!- powiedziała rozmarzona. I w sumie to tyle w tym temacie i tak nigdy nie zrealizują tych pomysłów. Lawenda zrobiła smutną minkę. Nie chciała rozstawiać się z Tonącym Słońcem, ale on miał rację, było już późno. Jej patrol od którego się odłączyła zapewne od dawna jest już w Obozie i po posiłku. Niedługą mogą zacząć się martwić gdzie się podziewa i jeszcze zaczną jej szukać. - Dobrze... I nie będę się smucić, masz moje słowo- powiedziała i uśmiechnęła się na koniec wypowiedzi, aby obietnica nie była tylko pustymi słowami. Również polizała Toń po policzku i spojrzała mu głęboko w oczy. - Do zobaczenia!-powiedziała cicho i zrobiła parę kroków w stronę Obozu. Zatrzymała się i odwróciła się biegnąc z powrotem do Tonącego Słońca. Wtuliła się w jego futerko i zamruczała głośno. Jeszcze raz się z nim pożegnała i w końcu ruszyła do Obozu. Co jakiś czas zerkała na Tonące Słońce, aż w końcu zniknął jej z pola widzenia i wtedy przyspieszyła, aby jak najszybciej znaleźć się wśród swoich. Właściwie to zamiast się smucić to była prze szczęśliwa. Oczywiście, nie z powodu rozłąki, ale z tego, że Tonące Słońce jest jej oficjalnym partnerem!