Logo Artemidy
Czaple Gniazda
Zaciskając lekko zęby, stanął na progu lecznicy.
Jeżeli akurat we wnętrzu zastał Lśniącą Sadzawkę, kiwnął jej lekko głową – bez słowa. Medyczka na pewno wiedziała, o co chodzi i po co tu przyszedł; w końcu sama poprzedniego wieczora poinformowała go o stanie Dyniowej Łapy. Skoro jego rany jak się nie zaleczyły do końca, to na pewno były na ostatniej prostej do wyleczenia, co oznaczało tylko jedno: jego dni w klanie Wichru właśnie nadchodziły końca i to jemu przypadło upewnienie się, że ten opuści terytorium… i że będzie miał świadomość, że ma tu nie wracać. Miał wrażenie, że syn Czerwonego Pazura jest lekko… niepoczytalny, a na pewno głupi i nieodpowiedzialny, więc kto wie, co by mu strzeliło do łba.
Z każdym kolejnym dniem, w którym kocur przebywał w obozie, z syna Fiołkowego Świtu nie schodziło napięcie, nawet jeżeli gniew, jaki wobec niego żywił, na szczęście nieco zelżał. Na szczęście… dla samej Dyniowej Łapy, bo na początku w głowie Porywistego Wiatru pojawiła się myśl, by może odprowadzić go na Grzmiącą Ścieżkę, z którą tak bardzo pragnął się spotkać. To byłoby jednak niehonorowe i okrutne, a poza tym nie zamierzał mu ułatwiać zejścia z tego świata. Żabia Łapa spędzał dnie w bólu i cierpieniu i ten rudy kłak powinien za to zapłacić, owszem, ale na własną odpowiedzialność.
Na początku skierował kroki do legowiska rannych, gdzie przebywał także Żaba. Z lekkim ukłuciem w środku obrzucił brata spojrzeniem, jednak tego dnia nie przybył tu po to, by rozwiązać z nim pewne sprawy; chciał jedynie upewnić się, że ten wciąż żyje, oddycha, nie stracił siły woli. Następnie ruszył w stronę legowiska pomocnika medyka, w którym medyczka umieściła Dyniową Łapę dla bezpieczeństwa innych chorych i rannych.
– Idziemy – rzucił sucho, stając nad synem Czerwonego Pazura. To jak, po dobroci… czy siłą? Wolałby nie robić przedstawienia z wyciąganiem Dyniowej Łapy przez Kolczasty Łuk, ale, tak czy siak, zamierzał skierować się w stronę Czarnego Ogona.
LVL 5 260 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Panika uderzyła w byłego już Wichrzaka na sam szelest oznajmiający czyjeś przybycie. Od momentu osądzenia go i wygnania, spał jak na igłach nie mogąc powrócić do swojej dawnej sprawności psychicznej. Chociaż jego ciało zdrowiało a rany goiły się jak najlepiej; utracona równowaga psychiczna nie powróciła pozostawiając Dynie w stanie wręcz agonalnego szaleństwa. Nie kontaktował, mamrotał, dygotał i wodził wzrokiem wokół siebie ciągle słysząc wyimaginowane szepty. Bał się, tak bardzo się bał! Wmawiał sobie, że to wszystko tylko sen, taki realny, taki z którego się obudzi i będzie dobrze. Jego matka próbowała go odwiedzać, nie zgadzała się z tym co na niego spadło, ale nie mogła również pogodzić się ze śmiercią córki. Dynia nagle przestał być jej oczkiem w głowie a bolesnym powodem do ogromnych rozterek. Podczas w miarę spokojnego okresu w ciągu dnia, zjawił się Porywisty Wiatr i oznajmił nieuniknione; to koniec. Prawdziwy koniec! Rudzielec wlepił w niego przerażone spojrzenie i zadygotał w miejscu. Nie chciał odchodzić, to jego dom, on...on tak żałuje! Chyba...Bo nie do końca mógł to sobie poukładać. Wiedział, że to on wskoczył na Grzmiącą Ścieżkę, widział jak Żaba i Sadza za nim gonią. Co było dalej? Jedynie stos rozwianych, mglistych wspomnień bez celu obijających się o jego czaszkę. Nikt nie był wstanie opisać tego jak kocur się czuł kiedy wszystko waliło mu się pod łapami bez kontroli. To, co przeżywał przed tym wszystkim było niczym w porównaniu z tym. Marzenia o byciu wielkim wojownikiem runęły i utonęły już na dobre. Ciężkie jak głaz serce biło jak oszalałe, zaciśnięte w panice płuca odmawiały posłuszeństwa tak samo jak mięśnie, jednak wygnaniec się podniósł i z szurającym o ziemię niegdyś wiecznie uniesionym i puchatym ogonem podszedł do kocura i wyszedł z lecznicy. Miał spuszczoną głowę, położone po sobie uszy i zamglone spojrzenie wbite w ziemie. Czuł, jak te wszystkie spojrzenia wyżerają mu wiele dziur w ciele, jak obrywają ze skóry, karcą i katują. Od tego uciekł, a uderzyło ze zdwojoną siłą. Głupota, głupota! Strach, ból i obłęd...To wszystko krążyło w jego głowie kiedy nieubłaganie był prowadzony na śmierć. Bo jak inaczej można to nazwać? Był tylko i wyłącznie na nią skazany. Jego klan się go wyparł, wywalił. Było to jednak zrozumiałe - był niebezpieczeństwem. Jakoś udało mu się dojść do Czaplich Gniazd. Pomimo wielu momentów zatrzymania się czy zwykłego napadu paniki oraz płaczu. Tyle sprzecznych emocji, tyle niezrozumiałych obrazów... Kiedy stanął i wyczuł słabą woń granicy, podniósł wzrok i wbił go prosto w ślepia syna Malinowej Gwiazdy w milczącym...pożegnaniu? Nie wiadomo, czy w ogóle da się je takowym nazwać. Stał tak kilka uderzeń serca po czym zgarbił się i chwiejnie zaczął odchodzić w nieznane. Kierując się prosto ku...nicości.

//zt
⚠️
there's a red light up ahead
I drive my car into it
I'm a little kid, big death wish
I bite the lips, the lips that kiss

baby boy, baby brother
we're losing you, is it forever
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Całe szczęście obyło się bez szopki i ostentacyjnego wyciągania kocura za kark. Chciałby to załatwić jak najszybciej, ale Dyniowa Łapa odwalał jakieś przedstawienie, po drodze zatrzymując się, becząc, panikując. Porywisty Wiatr wszystko to tolerował z zaciśniętymi zębami, powstrzymując się przed uderzeniem przerośniętego kociaka prosto w pysk. Dobrze wiedział, że to nic nie da; synowi Czerwonego Pazura nie pomogły poważne rany po walce z psem, z której musieli go wyciągać inni wojownicy, nie pomogło mu też bycie odpowiedzialnym za śmierć własnej siostry i poważne okaleczenie Żabiej Łapy. Nic nie sprawiło, że otrzeźwiał i wreszcie dorósł, więc strzelenie go w pysk tym bardziej nic nie da.
Wyprostował się i zatrzymał tuż przed granicą, wyczekująco spoglądając na Dynię. Gdy ten wreszcie przeszedł na drugą stronę, kocur w głębi poczuł ulgę, ale zamierzał upewnić się, że ten na pewno się oddali, a nie zacznie znowu odwalać jakieś głupoty.
– Nigdy tu nie wracaj, Dynio – warknął na pożegnanie, gdy syn Czerwonego Pazura spojrzał mu w oczy. Nie powinien tego robić. Nie zasługiwał na patrzenie komukolwiek z klanu Wichru w oczy, a już na pewno nie własnej rodzinie i rodzinie Żabiej Łapy. Nie zasługiwał nawet na miano terminatora, na miano klanowicza, był wygnańcem i tym miał pozostać do końca swojego marnego żywota. Poczekał, aż wygnaniec zniknie na horyzoncie i odwrócił się, by wrócić do obozu.

zt
LVL 5 260 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W życiu Jagody wydarzyło się dużo. Za dużo.
Po śmierci Węgorza kotka była cieniem samej siebie. Praktycznie odcięła się od całego świata, prawie z nikim nie rozmawiała, odpychała od siebie przyjaciół, którzy chcieli jej pomóc. Przestała radośnie hasać po obozie czy terenach Klanu Wichru, jej oczy stały się puste, a zawsze uśmiechnięte lico - pozbawione emocji. Sama zaczęła zaniedbywać treningi Krowiej Łapy na rzecz samotnych, pozbawionych celu spacerów. Potrafiła nie wracać do obozu przez całą noc. Życie poniekąd straciło dla niej sens.
Podczas jednej z takich wędrówek wojowniczka zaszła nieco za daleko, była nieco zbyt zamyślona i stało się najgorsze - została porwana przez Dwunożnych. Jagódka oczywiście próbowała się bronić za wszelką cenę, ale niestety starsze koty miały rację - te łyse dziwadła były nie do pokonania. Nim kotka zdążyła się obejrzeć, została zamknięta w brzuchu potwora i mogła tylko patrzeć, jak z każdym uderzeniem serca coraz bardziej oddala się od domu.
Później było tylko gorzej. Została zamknięta w ogromnym pudle razem z Dwunożnymi i wiodła żałosną egzystencję Pieszczocha. Spełnił się najgorszy koszmar Jagody. Musiała żywić się mysimi bobkami, które były obrzydliwsze niż sobie wyobrażała, zdążyła zapomnieć, jak pachnie świeże powietrze i wiecznie tylko chowała się po kątach, bo młode Dwunogi stale próbowały ją napastować. Upływ czasu stracił dla byłej wojowniczki znaczenie. Pogodziła się z myślą, że straciła nie tylko Węgorza, ale i każdego członka swojego klanu, że zdechnie w męczarniach jako Pieszczoch.
Pewnego dnia jednak szczęście uśmiechnęło się do pogrążonej w depresji Jagódki. Stosunkowo niewielki otwór w tym wielkim pudle był otwarty, wpuszczając do niego lekkie podmuchy wiatru, za którym kotka tak tęskniła. Czyżby Gwiezdni w końcu się nad nią zlitowali? Może to sprawka jej starszego brata, który z Nimi polował? Cóż, niebieska nie śmiała się nad tym zastanawiać, tylko niewiele myśląc skorzystała z niepowtarzalnej okazji. Pędem wybiegła ze swojego więzienia. Znów czuła wiatr mierzwiący jej futro, słyszała za sobą wściekłe okrzyki Dwunożnych, ale oni nie mieli z nią żadnych szans. Była za szybka. Biegła przed siebie ile sił w łapach, mając w końcu jakiś cel - musiała wrócić do domu.
Wędrówka Jagodowej Gałązki trochę trwała. Poznała po drodze sporo samotników, którzy nieraz pomagali jej obrać poprawny kierunek, uciekała przed zagrożeniami i znów mogła zasmakować w normalnym jedzeniu. Czuła się wolna, ale jednocześnie przeraźliwie samotna. Było gorzej, niż po śmierci Węgorza. Gdyby nie nadzieja, że kiedyś dotrze do domu, pewnie dawno zwinęłaby się w kłębek gdzieś w rowie i grzecznie czekała na śmierć.
Jednak długa wędrówka w końcu przyniosła efekty. Pewnego dnia, gdy słońce zachodziło już za horyzont, Jagoda ujrzała Łan Rzepaku i już wiedziała - wreszcie była u siebie! Początkowo biegła tak szybko, jak tylko mogła, lecz z każdym krokiem zaczynały dopadać ją wątpliwości. A co jeśli wcale nie zostanie ciepło przyjęta? Co wszyscy sobie o niej pomyślą gdy dowiedzą się, że wiodła życie Pieszczocha, podczas gdy oni walczyli o każdą, najmniejszą myszkę? W końcu trwała Pora Nagich Drzew. A co jeśli nie zostanie przyjęta do klanu i będzie skazana na życie samotnika? W końcu po śmierci brata kotka była bardziej obciążeniem dla klanu, niżeli jego podporą. W oczach Jagody znów zebrały się łzy. Może wcale nie powinna tu wracać... Ale zaszła już tak daleko! Musiała chociaż spróbować!
Nad ranem, po krótkim odpoczynku, dotarła do granicy Klanu Wichru, jej ukochanego domu i spojrzała tęsknie na te wszystkie tereny. Oby szybko ktoś się tu zjawił... Zdawała sobie sprawę z faktu, że wygląda żałośnie - chudsza niż zwykle, potargana i pozbawiona chęci do życia. Kto by chciał kogoś takiego w klanie? Mimo wątpliwości Jagodowa Gałązka położyła się tuż przy brzegu rzeki, oparła głowę na łapach i z nadzieją wypatrywała znajomych pysków.

/ Mięta uwu
[Obrazek: 7luHN9y.png]

┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑
I know it's hard to keep an. o p e n .heart
When even friends seem out to harm you
♡ But if you could heal a broken heart ♡
Wouldn't time be out to
????? you
┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tym razem to Jodłowa Igła zaprosiła Miętę na wspólny spacer. Dwie srebrne kotki wyruszyły koło pory szczytowania słońca poza obóz, stąpając wśród ciężko położonej trawy. Śniegu nie było, nocą natomiast było zimno, a woda obecna w powietrzu osadziła się na źdźbłach, tworząc szron. Ten jednak stopniał dzięki słońcu, które świeciło na niebie, wysoko jak na tę porę roku, ale dość nisko ogółem, a jednak trawa nie podniosła się, pełna życia. Mięta czuła się podobnie. Jodła jednak była dość podekscytowana zbliżającą się ceremonią swoich pierwszych wnuków, że po czasie i młodszej z kocic udzielił się dość pozytywny nastrój.
Kotki ruszyły z obozu w stronę dzikiego sadu, po drodze gawędząc na różne, mało ważne tematy. Jodłowa Igła zgrabnie omijała rozmowy, które mogłyby prowadzić do wycofania się Mięty, za co córka była jej wdzięczna. Dobrze było czasem tak pogawędzić, poudawać, że wszystko jest okej. I tak uczennica Lśniącej Sadzawki wyglądała lepiej, niż parę księżyców. Mimo wszystko jadła, więc waga utrzymała się w jej normie, jednak sierść, która nieco obrosła na Porę Nagich Drzew nie była jeszcze do końca tak lśniąca jak wcześniej, i miejscami nieułożona starannie, jednak ogólnie nie prezentowała się najgorzej.
Dwie kotki doszły do brzegu Czarnego Ogona i ruszyły dalej wzdłuż niego. W pewnym momencie Mięta poczuła zapach samotnika, w którym wyczuła znajomą nutę... Zwolniła, nadal wciągając powietrze i próbując przypomnieć sobie, cóż to było, kiedy jej matka wypowiedziała imię, które jej wszystko rozjaśniło. Jagódka.
To Jodłowa Igła pierwsza dostrzegła byłą członkinię klanu, ale to Mięta, gdy podniosła wzrok i zobaczyła znajome, niebieskie futerko, ruszyła w jej stronę jako pierwsza. Przypatrywała się jej z ostrożnością, jakby myślała, że pomyliła koty, że ta zaraz ucieknie, ale kiedy napotkała wzrok tych różnokolorowych oczu, była pewna. Jej przyjaciółka, pierwsza wytrenowana terminatorka wróciła.
- Cześć. - mruknęła, stając przed nią i przypatrując jej się z typową dla niej dozą łagodności. Wzruszenie jednak sprawiło, że wypowiedziane słowo zadrżało, jakby chciało uciec, a następne nie potrafiły wydostać się z kotki. Z pomocą przyszła jednak Jodłowa Igła, która stanęła obok córki i posłała niebieskiej uśmiech, który był dodatkiem do jej słów "Witaj z powrotem".
Yet I feel my ♥ heart ♥ is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d

[Obrazek: RCty4E2.png]
Yet it seems that I still have some tears to shed
LVL 4 245 / 300
MedLVL 0 63 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jagoda nie miała pojęcia, ile czasu tak tu czekała. Czasami zdarzało jej się przymknąć oczy, jednak szybko się opamiętywała. W końcu mogła spotkać przyjaźnie nastawionego klanowicza, ale równie dobrze jakiegoś samotnika, lub co gorsza... Kolejnego Dwunożnego. W każdym razie, w pewnej chwili kotka dostrzegła w oddali dwie zbliżające się sylwetki. Nie rozpoznała ich od razu, ale jednego była pewna - wreszcie przyszedł ktoś z Klanu Wichru. Jej klanu. Chociaż czy na pewno? Jagodowa Gałązka czujnie wpatrywała się w nadchodzące kotki, gdy nagle doznała olśnienia. Przecież to była Jodłowa Igła ze swoją córką, mistrzynią i najlepszą przyjaciółką zaginionej. Mięta! W sercu Jagódki wybuchł płomień ogromnej nadziei, szczęścia i jednocześnie żalu. Chyba nie mogła trafić na lepszego kota! Jak ona mogła dopuścić do zniknięcia tak wspaniałej przyjaciółki ze swojego życia? Podniosła się na równe łapy i patrzyła załzawionymi oczami to na Miętę, to na Jodłę.
- Miętowy Pąku... - zdołała wyszeptać przez ściśnięte gardło. Cóż ona miała teraz powiedzieć? Starsza kotka w żadnym wypadku nie wyglądała tak, jakby była na nią zła, jednak sama Jagódka czuła się winna. Gdyby tylko była troszkę ostrożniejsza nie musiałaby teraz błagać o litość... Spuściła wzrok na swoje łapy, które zaczęły nerwowo dreptać w miejscu i spróbowała jakoś dobrać odpowiednie słowa. Przecież to nigdy nie sprawiało jej problemu! Co się z nią stało? - J-ja nie chciałam... Zo-zostałam porwana przez Dwunożnych. - wydusiła z siebie, cały czas nie podnosząc wzroku. Tak bardzo chciała znów zostać przyjęta do klanu, znów normalnie żyć i zapomnieć o śmierci Węgorza, ale na tę chwilę zdawało się to być niemożliwe.
[Obrazek: 7luHN9y.png]

┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑
I know it's hard to keep an. o p e n .heart
When even friends seem out to harm you
♡ But if you could heal a broken heart ♡
Wouldn't time be out to
????? you
┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie mogła wytrzymać, po prostu nie mogła. Po tym wszystkim, co się stało do tej pory, po tym, jak prawie się poddała sama przed sobą chyba sami Gwiezdni zesłali jej przyjaciółkę, pomogli jej powrócić do klanu! Kotka podeszła parę kroków i przytuliła się do niebieskiego futerka. To, że Jagódka była od niej większa wcale jej nie przeszkadzało. Pociągnęła nosem, próbując się nie rozpłakać.
- Już, już, cii, już będziesz bezpieczna. - obiecała, uspokajając kotkę. Musi być dobrze, przecież się znalazła, a Malinowa Gwiazda już wcześniej przyjmowała zaginione koty do klanów, prawda?
Jodłowa Igła natomiast została tam, gdzie stała, a po paru uderzeniach serca powiedziała, że pójdzie po kogoś, i ruszyła prosto do wichrowego obozu.
Yet I feel my ♥ heart ♥ is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d

[Obrazek: RCty4E2.png]
Yet it seems that I still have some tears to shed
LVL 4 245 / 300
MedLVL 0 63 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jagódka ewidentnie była na skraju jakiegoś załamania nerwowego po tych wszystkich wydarzeniach, jednak bliskość Miętowego Pąku przyniosła jej chwilowe ukojenie. Znów miała przy sobie kogoś bliskiego, znów poczuła zapach Wichrzaków, i choć nie był to jej ukochany brat, to niebieska przez chwilę poczuła, że wcale nie jest taka samotna. Dlaczego wcześniej odrzucała od siebie pomoc najbliższych? Może gdyby po śmierci Węgorza dała sobie pomóc, a nie odcinała się od wszystkich, to nie doszłoby do tego wszystkiego. Spojrzała pustym wzrokiem na Jodłową Igłę, która oznajmiła, że pójdzie po kogoś z klanu. Może znów zobaczy rodziców? Albo kogoś ze swojego rodzeństwa? Ciekawe jak oni się trzymali. Oh, jakaż ona była egoistyczna! Pogrążyła się w żałobie zapominając, że nie była jedyną rodziną czarnego kocura.
Po chwili jednak spokój znów ustąpił miejsca fali wątpliwości. To, że Mięta była do niej przychylnie nastawiona było logiczne, ale co zrobi Malinowa Gwiazda?
- A co jeśli Ma-Malinowa Gwiazda nie będzie chciała mnie w klanie? - załkała cicho w gęste futro swojej mentorki. - Ja nie mogę żyć jako samotniczka... - dodała po chwili i pociągnęła nosem. Musiała jakoś się ogarnąć. I tak już wyglądała jak siedem nieszczęść, nie chciała dodatkowo się mazgaić. Nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby mieć w klanie wojowniczki w takim stanie. Ale to wszystko było dla młodej Jagódki takie skomplikowane...
[Obrazek: 7luHN9y.png]

┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑
I know it's hard to keep an. o p e n .heart
When even friends seem out to harm you
♡ But if you could heal a broken heart ♡
Wouldn't time be out to
????? you
┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nadal przytulała niebieską kotkę. Nie mogła jej tak po prostu odsunąć od siebie, zostawić, nie po tylu księżycach bez niej. Musiała też przyznać, że sama czerpała z tego pociechę. Oto powróciła kotka, którą niemal uznała za zmarłą, jej droga przyjaciółka, której jej tak bardzo brakowało. Mięta powoli zaczynała wierzyć, że od tego momentu wszystko w jej życiu zacznie się układać, jako tako, ale układać. Wreszcie postawi kres własnej samotności i tym okropnym myślom, które jej czasem towarzyszą.
- Nie mów tak. Malinowa Gwiazda na pewno cię przyjmie. - zamruczała spokojnie, choć sama taka pewna nie była. Owszem, przywódczyni przyjmowała inne koty do klanu, ale na jakiej podstawie? Poza tym mogła być nadal zła na szylkretkę i jeszcze ukarać ją dodatkowo zabraniem przyjaciółki? Może były to głupie myśli, ale srebrna kotka nie potrafiła się od nich opędzić i gdzieś tam w głębi jej umysłu się pojawiły i twardo trzymały.
Yet I feel my ♥ heart ♥ is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d

[Obrazek: RCty4E2.png]
Yet it seems that I still have some tears to shed
LVL 4 245 / 300
MedLVL 0 63 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kotka cały czas wtulała się w miękkie futro swojej mentorki - to przynosiło jej choć trochę pociechy. Ciekawe czy już zasmarkała jej całą sierść. Mięta chyba jej to wybaczy, prawda? Pokiwała powoli głową na jej uspokajające słowa, nie wiedząc, co może więcej powiedzieć. Nie miała ochoty wracać do tych wszystkich wydarzeń, chociaż i tak pewnie gdy zjawi się Malinowa Gwiazda, będzie musiała się ze wszystkiego wyspowiadać. Choć Jagódką targały wątpliwości co do tego, czy będzie mogła wrócić do klanu, to musiała przyznać, że córka Jodłowej Igły trochę ją uspokoiła. W końcu była od niej starsza i bardziej doświadczona, więc czemu miałaby się mylić?
Po chwili ciszy panującej między kotkami, Jagodowa Gałązka powoli odsunęła się od przyjaciółki i otrzepała swoje futro, żeby wyglądać choć trochę normalnie. Posłała jej słaby, nieco wymuszony uśmiech, w którym starała się zawrzeć całą swoją wdzięczność i utkwiła spojrzenie dwukolorowych oczu w oddali. Ciekawe kiedy Jodła tu wróci. Niebieska nawet nie wiedziała, ile czasu minęło. Czy to miało jakiekolwiek znaczenie? No, w sumie, to teraz już chyba miało.
[Obrazek: 7luHN9y.png]

┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑
I know it's hard to keep an. o p e n .heart
When even friends seem out to harm you
♡ But if you could heal a broken heart ♡
Wouldn't time be out to
????? you
┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jodła. To ona powiadomiła go, że jest potrzebny na granicy, bo oto odnalazł się jeden z członków ich Klanu. Nie mówiła zbyt wiele, być może nie chcąc, żeby Sokół wyrabiał sobie jakiekolwiek zdanie, przedwczesne do tego, co go spotka i co sam usłyszy. Nie zamierzał jednak jakoś szczególnie zwlekać, tym bardziej że sam uważał, iż zbieranie zagubionych owieczek i sprowadzanie ich na nowo do Klanu, to coś dobrego. Oczywiście, o ile nie był to ktoś, kto świadomie opuścił rodzinę i zrobił to z całkowitą premedytacją albo też został wygnany, ale z jakiegoś powodu nie przyjmował tego po prostu do wiadomości. Nie sądził jednak, by był to którykolwiek z tych kotów, uznał jednak, że na granice ruszy z całkowicie otwartym umysłem, bowiem po co właściwie miałby się jakoś nastawiać i z góry decydować o tym, co dalej?
- Jagoda - powiedział, kiedy już stanął na granicy, w okolicy Czaplich Gniazd i uważnie przyglądał się kocicy będącej jego siostrzenicą. Zastanawiał się, gdzie ta właściwie się podziała, a teraz proszę, stała przed nim i czekał na to, że wyjaśni mu, gdzie była, co robiła i jak to się stało, że jednak postanowiła wrócić na łono rodziny. Skinął w formie powitania Miętowej, ale widać było, że całą swą uwagę skupia na córce marnotrawnej, mając nadzieję, że usłyszy od niej jakieś przekonywające wyjaśnienie, a nie stek bzdur, który zmusiłby go jedynie do tego, by się skrzywić. Poruszył lekko końcówką ogona, a następnie usiadł wygodnie, w całej jego postawie widać było oczekiwanie. Nie przyszedł tutaj, by mówić, ale by słuchać, to była jego pierwsza rola, podejmowanie decyzji znajdowało się dopiero na końcu.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przytulanie się niosło jej ogromną pociechę. Wiedziała jednak, że nie może trwać wiecznie, więc po pewnym czasie z cichym westchnięciem odsunęła się od swojej terminatorki i razem z nią czekała na kogoś z klanu. I oto wkrótce pojawił się Sokoli Cień. A więc to jego matka szylkretki przysłała tutaj.
Mięta również przywitała się z zastępcą skinięciem głowy. Przez jeden krótki moment zastanawiała się, czy nie błagać go o przyjęcie Jagódki z powrotem, jednak było widać, że swoją uwagę dymny kocur skupia na niej. Z tonu jego głosu Mięta nie potrafiła nic wyczytać, czy się cieszy, a może czy jest zły na Jagódkę. Stanęła więc po prostu z boku, zostawiając niebieskiej kotce opowiedzenie jej całej historii.

/możecie mnie pomijać jeśli nic nie będzie wymagało reakcji Mięty c:
Yet I feel my ♥ heart ♥ is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d

[Obrazek: RCty4E2.png]
Yet it seems that I still have some tears to shed
LVL 4 245 / 300
MedLVL 0 63 / 100
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czekanie na przybycie Maliny było dla Jagody jakimś koszmarem. Miała przy sobie Miętę, która powitała ją z otwartymi łapami, ale i tak bała się reakcji przywódczyni. Niby nie miała wpływu na to, że została porwana, ale gdyby potrafiła normalnie funkcjonować po śmierci brata, to może nie doszłoby do czegoś takiego.
Wreszcie zobaczyła w oddali szybko zbliżającą się sylwetkę, która na pewno nie była przywódczynią Klanu Wichru. Spojrzała tęsknie na ciemne futro kocura. Węgorz? Tak, zstąpił na ziemię, żeby przyjąć cię z powrotem do klanu. Weź się ogarnij. Po kilku uderzeniach serca zrozumiała, że był to Sokoli Cień - jej wuj, zastępca Malinowej Gwiazdy, przed którym Jagoda czuła ogromny respekt. Zawsze był taki poważny i opanowany, przy spotkaniu z nim nie było miejsca na mazgaje. Skinęła mu lekko głową. Wiedziała, że czeka na wyjaśnienia. Kotka odetchnęła głęboko i spojrzała w złote oczy kocura.
- Sokoli Cieniu... - zaczęła siląc się na spokojny ton. - Pewnego dnia wyszłam na spacer i zostałam porwana przez Dwunożnych. Próbowałam z nimi walczyć, ale nie miałam żadnych szans. Zo-zostałam zamknięta z nimi w jakimś pudle i musiałam tam żyć. - przymknęła na chwilę dwukolorowe oczy czując, że głos jej się łamie. - Kilka wschodów słońca temu wreszcie znalazłam drogę ucieczki i udało mi się wrócić do... Domu. I bardzo proszę o ponowne przyjęcie do klanu, j-ja... Ja nie mogę żyć jako Pieszczoch czy samotnik, to było straszne! - skończyła i poczuła, że kamień spadł jej z serca. Powiedziała wszystko, co musiała; próbowała wyczytać coś z nieodgadnionego lica kocura. Jej los leżał teraz w jego łapach.
[Obrazek: 7luHN9y.png]

┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑
I know it's hard to keep an. o p e n .heart
When even friends seem out to harm you
♡ But if you could heal a broken heart ♡
Wouldn't time be out to
????? you
┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czekał. Nie spodziewał się nie wiadomo jakiej historii, mógł się domyślać, co się wydarzyło, ale jednak chciał, żeby Jagoda to wszystko z siebie wyrzuciła. Patrzył na nią uważnie, starając się jednocześnie dociec, w jakim stopniu mówiła prawdę, a jak dalece starała się wybielić, bo przecież takie sytuacje również się zdarzały. Niezależnie od tego wszystkiego, wojownik uważał jednak, że każdy kot powinien mieć prawo do ponownej szansy, nie mogło być ich jednak niezwykle dużo, bo to nigdy niczego nie uczyło, ograniczał się więc do jednorazowego kredytu zaufania, później jego cierpliwość po prostu się kończyła. Nie pamiętał, by jego siostrzenica miała jakoś sporo za uszami, a śmierć brata z całą pewnością mocno na nią wpłynęła, tego nie mógł jej w żaden sposób odmówić, nic zatem dziwnego, że ostatecznie całkiem spokojnie skinął łbem na znak, że przyjmuje jej wyjaśnienia.
- Rozumiem. Jeśli jednak chcesz powrócić do Klanu, musisz wiedzieć, że to twoja jedyna szansa na to, by w nim pozostać. Jesteś wojownikiem, nie kocięciem ani zbłąkanym terminatorem, więc wierzę, że rozumiesz, dlaczego mówię tak, a nie inaczej. Wierzę również, że twoje doświadczenie pozwoli ci uniknąć podobnej, nieprzyjemnej sytuacji w przyszłości. Jesteś pewna, że zdołasz podjąć obowiązki, jakie spoczywają na tobie z powodu rangi? - powiedział w końcu, spokojnie, bez żadnych porywów, podnoszenia głosu, czy czegokolwiek takiego, po prostu przemawiał w swój zwyczajny, nieco burkliwy sposób, który nie zmieniał się zupełnie na przestrzeni czasu.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
klik
Nieszczęścia chodzą parami. A szczęście? Czy szczęście musi być jedną, pojedynczą, samotną kropelką miodu w beczce dziegciu? Kilka księżyców temu z ponurą powagą odpowiedziałby, że tak. Ale teraz? Gwiezdny Klan chyba postanowił się nad nim ulitować, tak samo zresztą jak i nad Miętą, udowadniając, że dla nich nie ma rzeczy niemożliwych – i szczęście także może się mnożyć.
Dość krótko po wyruszeniu dotarł do rzecznej granicy. Z jednej strony dobiegał zapach Klanu Gromu, z drugiej żadnego klanu, więc skierował się właśnie tam, pamiętając, że Wicher z Gromem nie graniczy. Szedł wzdłuż krańca ziem Rzeki, a choć jego spacer tą trasą trwał dość długo, nie napotkał ani patrolu, ani samotnego klanowicza. Towarzyszyło mu jedynie mroźne powietrze, stawiające włoski na baczność, by zapewnić ich właścicielowi chociaż trochę ciepła. Zapolował tylko okazjonalnie, uważając, by przypadkiem nie podebrać Rzece zwierzyny. W różnych etapach tułaczki dopadały do niego różnorakie wonie; czasem zwierzyna, czasem stary trop drapieżnika lub patrolu, coraz silniejsza woń Grzmiącej Ścieżki, im był dalej. Budził się jednak jeszcze jeden zapach, bliższy orlikowemu sercu ponad wszystkie inne: aromat Wichru. Im niżej schodził po mapie, tym woń była silniejsza.
Kluczył pośród Szarych Topól, trzymając się ścieżki zapachowej oznaczającej kraniec terytoriów rodzimego klanu. Liczył, że natknie się na jakiś patrol. Oczekiwał, że spotka kogoś znanego, ale z pewnością nie aż tak jak ci, na których się ostatecznie natknął. Zauważył parę sylwetek majaczących przy granicy. Podszedł bliżej, stopniowo przyspieszając, najpierw nie mogąc ich rozpoznać. Zauważył, że do tych siedzących na granicy dochodziła dwójka innych, idących z głębi wichrowego terytorium. Wtedy rozpoznał wielobarwną sierść… swojej matki.
Wpierw poczuł się, jakby go wmurowało w ziemię. Stanął w miejscu, dając dwójce kotów czas na dojście do pozostałych. Nie wierzył. Jodłowa Igła. Drugi kot był ciemny niczym Chłodny Powiew, jednak miał inną sylwetkę, o długości futra nie mówiąc. Sokoli Cień? Może pomyślałby, że to Węgorzowy Grzbiet, ale ten przecież stracił ogon w pechowej walce z borsukiem. Swoją drogą, ciekawe, jak się ma. Orlik, choć oczami wyobraźni wiele razy widział scenę swojego spotkania z pobratymcami, nagle stracił cały pomysł na działanie. Będzie musiał powiedzieć Jodle i Miętce, że dał się porwać. Od razu stanie twarzą w twarz z tymi, których kocha najbardziej. Będzie musiał stawić czoła wyrzutom sumienia wobec tych, których opuścił. Zamknął oczy, czując, jak przetacza się przez niego fala miliona mieszanych emocji. Zaczął jednak powoli iść w stronę zebranych.
Stopniowo dawał sobie radę z uczuciami, przyspieszając. Miętka, Jodła, Sokół – tak, to był on – i Jagódka. Nieznacznie uniósł brwi w geście pełnym niedowierzania, gdy od tej ostatniej poczuł zapach samotnika. Ona też zaginęła, ale teraz się znalazła? Naraz odniósł wrażenie, że cel spotkania pobratymców został osiągnięty, a oni sami zaczynają się zbierać do powrotu. Niezależnie czy to prawda, czy nie, zaczął pędzić, bojąc się, że bliscy wypadną mu z łap niczym śliska ryba wyciągnięta z wody. Kiedy jednak dotarł do czwórki Wichrzaków, poczuł, jak nogi znowu stają się ciężkie, a wątpliwości powracają.
— Miętka… Mama — wychrypiał cichutko. Lewa powieka zadrgała mu w szalonym tempie… ale te skurcze nie wydawały się pełne strachu, jak to było wcześniej… Gościło w nich coś na kształt wzruszenia.
LVL 4 185 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości