Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Krok królewicza był długi i gładki oraz przede wszystkim bardzo płynny. Sprawiał wrażenie, jakby nie dotykał ziemi, chociaż był przecież sporej wielkości kotem. Prezencji dodawało mu starannie wypielęgnowane gęste, czarne futro gdzieniegdzie poprzecinane pasami o barwie jasnego piachu. Okazało się, że ten lisi bobek po raz kolejny powtórzył słowa Olchowego Szeptu, co tylko utwierdziło wojownika w przekonaniu o tym, że trafił na okropnego przygłupa. Czy właśnie tak wyglądał Klan Wichru? Czy to była ich wizytówka? Nawet Motyli Móżdżek miał w sobie więcej rozumu, a bycie głupszym od niego było nie lada osiągnięciem. Przynajmniej w oczach siódmego syna Lamparciego Płomienia. Uwierzyć, że zarówno w jego żyłach, jak i w żyłach intruza płynęła przywódcza krew, a dawno temu, w zamierzchłej przeszłości, mieli oni wspólnego przodka. Szczęśliwie dla Iskrzącej Łapy faktycznie nie stawiał on oporu, dlatego Olchowy Szept jedynie od czasu do czasu patrzył za nim, czy aby na pewno idzie, a gdy znaleźli się na granicy odczekał aż na horyzoncie nie pojawi się wichrowy patrol i odrzekł:
- Wracaj do ssssiebie, myssssi móżdżku. - Odczekał jeszcze aż Iskra faktycznie wróci na ziemie własnego klanu, a dopiero potem, o ile młodzik to zrobi, Król Olch powrócił do patrolowania.
Krok królewicza był ciężki do naśladowania. W klanie Wichru nie spotkał osoby, która by kroczyła w taki sposób - odnosiło się wrażenie, że nieznajomy jest mityczną istotą. Pochodzący wprost od tego Gwiezdnego Klanu czy co co tam w górze świeci. Oboje doszli do granicy pomiędzy klanami, w oczekiwaniu na patrol jednak nie zrezygnował z zrzucania wojownikowi zaciekawionych jego osobą spojrzeń, wyłapujących każde drgnienie mięśni, aby powtórzyć to samo u siebie. Nowa osoba była zawsze czyms fascynującym, szczególnie jeśli nie wpisywała się w kanon osób, które już zdołał poznać. Widział, jak patrol klanu Wichru, ten sam, co go wcześniej zgubił teraz wraca po zagubionego terminatora, który zdecydował się zrobić klanowi trochę przypału. Czy jednak zdecydował się powrócić tam, gdzie wszystko znał i wszystko działo się niemal tak samo? Hm... Jakoś mu się nie spieszyło. Spojrzał na znajome pyski, po czym ponownie skierował ucho w stronę nieznajomego, kątem ona spoglądając w jego stronę. Nie przekroczył granicy ani nie odszedł ze swoimi. Spodobało mu się denerwowanie kogoś innego.
- Wracaj do ssssiebie, myssssi móżdżku - odpowiedział w jego stronę uderzenia serca po tym, jak ostatnia nuta wyrażenia zanikła w szumie wiatru. Nigdzie mu się nie chciało, no bo i po co? Skoro jest mu tu dobrze to wolał tutaj jeszcze posiedzieć, bo jeśli ma taką możliwość... To nie zamierzał z niej rezygnować. Chociaż wojownicy wichrowi, za pozwoleniem pana włości, zdecydowali się przekroczyć granicę tylko po to, aby... Usunąć z niej niesfornego terminatora i wrócić do obozu. I koniec wspaniałej przygody. A szkoda, bo bawił się wybornie... Do czasu, kiedy nie zaczął pudlowac.
zt
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Wyższy niż przeciętny dachowiec. Jeż ma półdługie futro które pomału odrasta. Nie posiada już łysych placków, jednak nadal jest nieregularne. Od nasady czaszki aż po tyłek włosy rosną w inną stronę. Jest czarno-białym tuxedo. Ma złote oczy.
Życie nigdy nie było miłe dla Jeżyka sprawiając, że można je było porównywać z serią niefortunnych zdarzeń. Co odbiło się na kocurku, nawet bardzo. Panika, wstyd, strach, niepewność kumulowała się w nim od kiedy tylko pamięta. Po każdej małym zwycięstwie; po dwóch krokach na przód następował krok do tyłu i niczym taniec tańczył tak z życiem przez kilka księżyców. Z deszczu pod rynnę, a potem mordą w jezioro. Jeż zaczął kumulować wszystkie emocje w środku, pod skorupą z cierpkiego humoru i ironii. Nie jest typem, który wskakuje do akcji w uderzenie serca - wręcz przeciwnie. Zjeż analizuje, jest bystrym i spostrzegawczym kocurem. Chętnie szuka alternatyw. Kieruje się raczej uczuciami niż zasadami, choć i te bierze pod uwagę. Uczy się wielu rzeczy, jak na przykład być facetem.
Krzemienna Łapa, Ropucha [W]
Tereny wyglądały tak spokojnie, kiedy przechodziło się przez nie o brzasku. Obóz również był jeszcze cichy, z kilkoma kotami wędrujących w swoje strony. Słońce jeszcze nie zaczęło nagrzewać ziemi, więc powietrze było jeszcze chłodne i przyjemne, szczególnie dla kotów z dłuższym i ciemnym futrem jak on. Szczególnie po tym co się stało z jego matką… Nie, nie, nie! Miałeś o tym przestać myśleć, Jeż!
Może kocurek nie wyszedł na spacer, może nie spał nie dlatego, że uważał poranki za taką wspaniałąi magiczną porę dnia, ale może dla tego, że nie mógł. Tylko hipotetycznie nie mógł zasnąć bo jedna z ważniejszych osób w jego życiu umarła. Przez słońce.
- Durniej się nie dało zdechnąć, co nie Igło - syknął i wlepił nienawistne spojrzenie w niebo, które jak jego oczy przybrały złotego koloru przez poranne promyki słońca. Jeż wiedział, że nie zachowuję się racjonalnie. Brak winowajcy jeszcze pogarszało jego stan, a może był jeden i to była sama pręgowana kotka i jej upartość. Nie mogła wyjść zapolować w nocy? Tereny klanu Cienia były obwite w lasy a ona wybrała sobie akurat polankę bez nich, wredne babsko. Innego kota lub zwierze mógł skaleczyć, wmawiając sobie, że przez obcy ból czuję się lepiej, ale co mógł zrobić słońcu? Wpatrując się w nie aż oślepnie? Z motyką na słońce…
Może polowanie pomoże mu w odwrócenia uwagi. Już i tak szedł pod wiatr, więc co mu szkodzi ugiąć łapy i aktywnie poszukać zwierzyny?
Modliszkę można by opisać bardzo krótko: po prostu ładna. Ale dla wszystkich tych, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej, jest ona zgrabną, choć nie maleńką i nie wychudzoną kotką, plasującą się gdzieś w okolicach średniego wzrostu. Porusza się wdzięcznym krokiem, z lekko uniesionym kolorowym ogonem i zawsze szeroko otwartymi zielonymi ślepiami. Jej krótkie futro jest kolorystycznie idealną mieszanką tego rodziców. Brzuch, przednie łapy i część mordki pokrywa śnieżna biel, resztę ciała natomiast czarne i rude łaty, w tym po jednej na każde oko: ruda na prawym i czarna na lewym. Jedna niesforna plamka usadowiła się również zaraz przy jej różowym nosku.
Kotka, przez swoją chorobę nigdy nie miała szansy wyzbyć się swojej dziecięcej nieśmiałości i niepewności co do otaczającego ją świata. Wszystko co nieznane budzi w niej mniejszą lub większą dozę nieufności, lub nawet strachu który jednak powoli stara się przełamywać. Wyjątkiem jest otaczająca ją natura, której z pewnością jest największą fascynatką w klanie. Potrafi godzinami przyglądać się kroplom deszczu, robakom między źdźbłami trawy, czy też ptaszkom w gnieździe, na które wszak powinna polowa. Potrafi nawet w trakcie spotkania z innym kotem odpłynąć do swojego własnego świadka przemyśleń i fantazji. To może w jakiś sposób pozwala jej wynagrodzić brak możliwości konwersacji z innymi kotami, gdyż Modliszka w skutek traumy stała się niemową.
Mrówcza Łapa [KG], Żaba [KW]
Niektórzy mówili, że zachód był najpiękniejszą porą dnia, ale, nie odejmując mu oczywistego uroku, Modliszka nie zgadzała się z nimi. Za każdym razem budziła się gdy na bladym niebie uważny obserwator dojrzałby słaby blask znikających gwiazd, a koty pogrążone były w swoich własnych sennych marzeniach. Jedynymi dźwiękami były przytłumione przez gęste gałęzie drzew trele ptaków, a czasem również trzaskająca gałązka, gdy nieporadnie wdrapywała się po powalonym drzewie na wyższą gałąź, aby stamtąd móc dojrzeć rozpoczynające się widowisko natury. Krótkie języki pojawiały się na horyzoncie, zabarwiając go różami i pomarańczami, powoli, nieśpiesznie wydłużając się, dobierając przy tym do swojej palety barw jasne żółcie. Z lekkim uśmiechem na pyszczku obserwowała jak granat sklepienia ustępuje barwie chabrów, przybiera modry odcień wody, a w końcu, gdy słoneczne ozory przybrały kształt świetlistej kuli, pozostawiały je błękitnym, niczym płatki maleńkich niezapominajek.
W tym momencie, stojąc na wysokiej gałęzi, dało się zaobserwować pierwsze koty wychodzące ze swoich legowisk, a pomiędzy drzewami zbliżające się sylwetki wojowników wracających przez las z nocnego patrolu. Wiedząc, że niedługo zacznie robić się tłoczno w Obozie, Modliszka zwykle decydowała, że jest to dobra pora na poszukania świeżego mchu, tym jednak razem ujrzała wychylającego się z podziemi biało-czarnego kocura. Zjeżona Łapa był... no cóż nie wiedziała kim dokładnie. Bardzo go lubiła, do tego był on pierwszym kotem spoza rodziny, z którym kiedykolwiek "rozmawiała" i możliwe, że kiedyś mogliby się zaprzyjaźnić prawda? Szylkretka od zawsze chciała mieć kogoś, kogo mogłaby określać tym mianem. ....Przyjaciel.
Głosik w jej głowie odezwał się ponownie przywracając uśmiech na pyszczku koteczki. Tak, na pewno mogliby nimi zostać, musiała jedynie nieporadnie zejść z gałęzi i ruszyć w stronę wyjścia z obozu, gdzie kocur zniknął jej z oczu. Długi czas mogła dojrzeć jedynie jego oddaloną sylwetkę, pojawiającą się i znikającą między pniami drzew, doganiając go dopiero gdy ten przystanął patrząc przed siebie. Znajdowali się głęboko na terenach Klanu Cienia. Terminator ugiął łapy i nastawił pysk pod wiatr, jednak Modliszka odczytała w tym postury łowieckiej. Gdyby tylko wiedziała, że ten planuje swoje pierwsze samodzielne polowanie, z pewnością postanowiłaby nie przeszkadzać mu w owym zajęciu, ale teraz podbiegła i dotknęła go nosem w bok, aby zauważył jej obecność.
Wyższy niż przeciętny dachowiec. Jeż ma półdługie futro które pomału odrasta. Nie posiada już łysych placków, jednak nadal jest nieregularne. Od nasady czaszki aż po tyłek włosy rosną w inną stronę. Jest czarno-białym tuxedo. Ma złote oczy.
Życie nigdy nie było miłe dla Jeżyka sprawiając, że można je było porównywać z serią niefortunnych zdarzeń. Co odbiło się na kocurku, nawet bardzo. Panika, wstyd, strach, niepewność kumulowała się w nim od kiedy tylko pamięta. Po każdej małym zwycięstwie; po dwóch krokach na przód następował krok do tyłu i niczym taniec tańczył tak z życiem przez kilka księżyców. Z deszczu pod rynnę, a potem mordą w jezioro. Jeż zaczął kumulować wszystkie emocje w środku, pod skorupą z cierpkiego humoru i ironii. Nie jest typem, który wskakuje do akcji w uderzenie serca - wręcz przeciwnie. Zjeż analizuje, jest bystrym i spostrzegawczym kocurem. Chętnie szuka alternatyw. Kieruje się raczej uczuciami niż zasadami, choć i te bierze pod uwagę. Uczy się wielu rzeczy, jak na przykład być facetem.
Krzemienna Łapa, Ropucha [W]
Jego myśli były gęste, łatwo zagłuszając otoczenie wokół niego. Czy to śpiew ptaków, cykanie świerszczy, szelest trawy, szumu drzew czy też kroki młodej terminatorki, która jak cień śledziła go od obozu. Wszystko co nie znajdowała się w jego głowie, było stłumione.
Kiedy coś dotknęło jego boku, przestraszył się. Ignorował otoczenie wokół niego, co mogło znaczyć, że jakiś drapieżnik lub samotnik mógł go podejść i zaatakować go z łatwością. Czego łaciaty nadal się bał. Może dla tego, że jego pierwsza i ostatnia walka była z Okopconą Łapą, i szczerze, nie wyszła mu jakoś wybitnie dobrze. Oprócz drobnej stłuczki między nimi, Jeż nawet nie mógł go trafić. Więc co by się z nim stało gdyby jakiś prawdziwy przeciwnik go dopadł? No świetnie Jeż, teraz również zdechniesz przez własną głupotę. Oh, ironio.
Na jego szczęście, to nie był żaden pies czy ryś, który z chęcią chciałby użyć go jako zabawkę lub drapaka, a jedynie córka Motyla. Ale czy ona miała szczęście, że chciała z nim porozmawiać? To już coś innego.
- Modliszka co ty ru robisz? - syknął kiedy już zdał sobie sprawę, że może nie umrze tego ranka. Jednak nawet w tedy, Jeż nie rozluźnił się. Jego futro nadal było nastroszone zdradzając jego paskudny humor.
Modliszkę można by opisać bardzo krótko: po prostu ładna. Ale dla wszystkich tych, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej, jest ona zgrabną, choć nie maleńką i nie wychudzoną kotką, plasującą się gdzieś w okolicach średniego wzrostu. Porusza się wdzięcznym krokiem, z lekko uniesionym kolorowym ogonem i zawsze szeroko otwartymi zielonymi ślepiami. Jej krótkie futro jest kolorystycznie idealną mieszanką tego rodziców. Brzuch, przednie łapy i część mordki pokrywa śnieżna biel, resztę ciała natomiast czarne i rude łaty, w tym po jednej na każde oko: ruda na prawym i czarna na lewym. Jedna niesforna plamka usadowiła się również zaraz przy jej różowym nosku.
Kotka, przez swoją chorobę nigdy nie miała szansy wyzbyć się swojej dziecięcej nieśmiałości i niepewności co do otaczającego ją świata. Wszystko co nieznane budzi w niej mniejszą lub większą dozę nieufności, lub nawet strachu który jednak powoli stara się przełamywać. Wyjątkiem jest otaczająca ją natura, której z pewnością jest największą fascynatką w klanie. Potrafi godzinami przyglądać się kroplom deszczu, robakom między źdźbłami trawy, czy też ptaszkom w gnieździe, na które wszak powinna polowa. Potrafi nawet w trakcie spotkania z innym kotem odpłynąć do swojego własnego świadka przemyśleń i fantazji. To może w jakiś sposób pozwala jej wynagrodzić brak możliwości konwersacji z innymi kotami, gdyż Modliszka w skutek traumy stała się niemową.
Mrówcza Łapa [KG], Żaba [KW]
Pokryta łatami kotka powinna była dostrzec jak niemądrym pomysłem było śledzenie i zaczepianie kotów, z którymi wszak mogłaby spędzić czas w Obozie, jeszcze zanim Zjeżona Łapa odskoczył przestraszony. Mało kto wybierał się przecież na takie przechadzki z powodu znudzenia swoim własnym bezpiecznym kątem, zwykle kryły się za tym obowiązki, lub po prostu chęć odetchnięcia w samotności... lub, kiedy było się nią, zdobycia przestrzeni dla swojego światka marzeń. Potrzeba bliskości często jednak przesłania realny osąd sytuacji, a Modliszka pragnęła jej chyba bardziej niż kiedykolwiek.
Chąszczowy Brzuch zniknął jako pierwszy, zanim zdążyła na nowo poznać, jawiącego się w jej oczach za tak dorosłego i mężnego braciszka. Któregoś wieczoru w jej dzielonym z ojcem i siostrzyczką legowisku pozostała sama. Już dawno znikla jej początkowo wiara w dziwny zbieg okoliczości, który zatrzymałby ich gdzieś na terenach klanu, tak samo jak nadzieja, że po słodkim, troskliwym Żuczku słuch jeszcze nie zaginął.
Podniosla swoje seledynowe ślepia na Zjeżoną Łapę nie potrafiąc wymusić tego zwykle towarzyszącego jej lekkiego uśmiechu. Nie potrafiąc, mimo swojej dziecięcej wstydliwości i niepewności patrzeć na niego z tymi wesolymi iskierkami w oczach, zdradzającymi jedynie, jak wiele myśli może kryć się za jej fasadą ciszy. ....Chci-iałam... Chci-iałam...
Szorstki ton speszył ją do tego stopnia, nie potrafiła zebrać swoich rozrzuconych myśli w jedną całość. Chciała z nim porozmawiać? Koń by się uśmiał. Więc może po prostu zobaczyć? Czy nie brzmiało to bezsensownie? Wszak już go zobaczyła, mogła sobie pójść.
Wyższy niż przeciętny dachowiec. Jeż ma półdługie futro które pomału odrasta. Nie posiada już łysych placków, jednak nadal jest nieregularne. Od nasady czaszki aż po tyłek włosy rosną w inną stronę. Jest czarno-białym tuxedo. Ma złote oczy.
Życie nigdy nie było miłe dla Jeżyka sprawiając, że można je było porównywać z serią niefortunnych zdarzeń. Co odbiło się na kocurku, nawet bardzo. Panika, wstyd, strach, niepewność kumulowała się w nim od kiedy tylko pamięta. Po każdej małym zwycięstwie; po dwóch krokach na przód następował krok do tyłu i niczym taniec tańczył tak z życiem przez kilka księżyców. Z deszczu pod rynnę, a potem mordą w jezioro. Jeż zaczął kumulować wszystkie emocje w środku, pod skorupą z cierpkiego humoru i ironii. Nie jest typem, który wskakuje do akcji w uderzenie serca - wręcz przeciwnie. Zjeż analizuje, jest bystrym i spostrzegawczym kocurem. Chętnie szuka alternatyw. Kieruje się raczej uczuciami niż zasadami, choć i te bierze pod uwagę. Uczy się wielu rzeczy, jak na przykład być facetem.
Krzemienna Łapa, Ropucha [W]
To nie była wina Modliszki, że kocur był zły. Jej chęć bliskości i dziecięca chęć zaprzyjaźniania się z łaciatym, była całkowicie czysta i niewinna. Młoda terminatorka po prostu wybrała zły dzień na rozmowę z Jeżem.
Ale szczerze, od kiedy tylko Świerkowa Igła odeszła do Gwiezdnego Klanu, czy przeżył jakieś jeszcze dobre dzień? Ostatnio odizolował się od wszystkich, szlajając się po terenach klanu bez jakichkolwiek celu, oprócz tego by być daleko od obozu. Chciał uciec, ale sam nie wiedział gdzie i po co, i od czego. Od życia w klanie który się nim zaopiekował, czy od życia w klanie bez Igły? A może od samego siebie? Z dnia na dzień, jego zdrowie psychiczne staczało się i powoli znowu czuł się jak w lecznicy, kilkadziesiąt księżyców temu, kiedy prawie wykaszlał swoje płuca z klatki piersiowej.
Jednak jak na codzień jego dni były złe, ten był gorszy. W nocy śniła mu się ostatnia rozmowa z Igłą. Ostani raz kiedy rozmawiali pysk w pysk i Jeż oczywiście nie mógł przymrużyć ślepia na jedną z jej uwag i musiał dodać swoje trzy grosze. Co nie było dobrym pomysłem, po skończyło się to w wielkiej kłótni między synem a matką i od tamtej pory, łaciaty omijał rodzicielkę jak ognia. Czego teraz tak żałował, tak bardzo chciałby cofnąć czas. Jeż był taki zły na siebie, na Igłę, na wszystko. Był zły na to, że nie udało mu się udowodnić swojej wartości, że miał taką potrzebę, żeby ją udowadniać.
Dodać jeszcze fakt, że chciał zapolować, chciał przestać o tym myśleć i ktoś mu przerwał, i do tego wystraszył dodało tylko oliwy do już płonącego ognia złości.
- Zapomniałaś języka w gębie? - Warknął bez zastanowienia. Jego złote oczy lustrowały kotkę patrząc się na nią z góry. Gdzieś tam cichy głos, szeptał mu, że to co robi nie jest dobre, jednak złość która od dobrych księżycy w nim dojrzewała w końcu musiała znaleść jakieś ujście. I pech chciał, że Modliszka musiała być odbiorcą. - Czy nie masz lepszych rzeczy do roboty, zamiast łazić za mną i przerywać mi polowanie? Czy może jest to dla ciebie gra? Może myślisz, że i tak nic nie złapie, więc mi przeszkadzasz?
Modliszkę można by opisać bardzo krótko: po prostu ładna. Ale dla wszystkich tych, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej, jest ona zgrabną, choć nie maleńką i nie wychudzoną kotką, plasującą się gdzieś w okolicach średniego wzrostu. Porusza się wdzięcznym krokiem, z lekko uniesionym kolorowym ogonem i zawsze szeroko otwartymi zielonymi ślepiami. Jej krótkie futro jest kolorystycznie idealną mieszanką tego rodziców. Brzuch, przednie łapy i część mordki pokrywa śnieżna biel, resztę ciała natomiast czarne i rude łaty, w tym po jednej na każde oko: ruda na prawym i czarna na lewym. Jedna niesforna plamka usadowiła się również zaraz przy jej różowym nosku.
Kotka, przez swoją chorobę nigdy nie miała szansy wyzbyć się swojej dziecięcej nieśmiałości i niepewności co do otaczającego ją świata. Wszystko co nieznane budzi w niej mniejszą lub większą dozę nieufności, lub nawet strachu który jednak powoli stara się przełamywać. Wyjątkiem jest otaczająca ją natura, której z pewnością jest największą fascynatką w klanie. Potrafi godzinami przyglądać się kroplom deszczu, robakom między źdźbłami trawy, czy też ptaszkom w gnieździe, na które wszak powinna polowa. Potrafi nawet w trakcie spotkania z innym kotem odpłynąć do swojego własnego świadka przemyśleń i fantazji. To może w jakiś sposób pozwala jej wynagrodzić brak możliwości konwersacji z innymi kotami, gdyż Modliszka w skutek traumy stała się niemową.
Mrówcza Łapa [KG], Żaba [KW]
Terminatorka cofnęła się o krok patrząc z niepewnością i strachem na wybuch złości kocura, a wątłe ciałko zamarło w bezruchu. Jej nastoletnie życie, życie które straciła, na pewno pomogłoby jej nauczyć się rozróżniać wiele rodzai szarości pośród bieli i czerni, które w tym momencie cechowały jej światopogląd. Co prawda wciąż chciała naiwnie widzieć w każdym odrobinę dobra i wierzyć, że nie potrafią po prostu dostrzec niektórych rzeczy, ale nie umiała przypisać takich sytuacji do szufladki "gorszy dzień", jednej z tak wielu w życiu i charakterze każdego. Zjeżona Łapa wydawał jej się być tak miły i pomocny i do tej pory miała tak wielką nadzieję, że... że może przynajmniej ją akceptował, bo naiwna nadzieja o tym, że widziałby w niej nie miała już odwagi pojawić się w głowie kotki. Teraz wierzyła, że jej nienawidzi. "Zapomniałaś języka w gębie?" Wysunęła go mimowolnie, dotykając jego czubkiem swojego różowego noska, podczas gdy serce wybijało szaleńcze rytmy. Nie potrafiła wydać z siebie choćby najmniejszego dźwięku, czy zmusić się do gestu, który można by było uznać za odpowiedź. Może winny był fakt, że nigdy nie udało jej się wyhodować na grzebiecie grubej skóry, która niczym tarcza, chroniłaby ją w takich sytuacjach. Wszak jedyny kot, który nie był dla niej miły, wzbudzał w niej po prostu strach, nie nabrała jednak większych doświadczeń w tej dziedzinie życia.
Modliszka cofnęła się o krok, a potem jeszcze jeden, patrząc z mieszaniną lęku i smutku na Terminatora Wiewiórczego Ogona. Jedyne czego chciała, to znaleźć kogokolwiek, kto byłby. Po prostu byłby, kiedy jej rodzina rozpadała się, a z każdym zniknięciem kolejnego jej członka serduszko szylkretki wydawało się łamać na drobniejsze kawałki. ....Ma-amo... Ma-amusiu...
Wyższy niż przeciętny dachowiec. Jeż ma półdługie futro które pomału odrasta. Nie posiada już łysych placków, jednak nadal jest nieregularne. Od nasady czaszki aż po tyłek włosy rosną w inną stronę. Jest czarno-białym tuxedo. Ma złote oczy.
Życie nigdy nie było miłe dla Jeżyka sprawiając, że można je było porównywać z serią niefortunnych zdarzeń. Co odbiło się na kocurku, nawet bardzo. Panika, wstyd, strach, niepewność kumulowała się w nim od kiedy tylko pamięta. Po każdej małym zwycięstwie; po dwóch krokach na przód następował krok do tyłu i niczym taniec tańczył tak z życiem przez kilka księżyców. Z deszczu pod rynnę, a potem mordą w jezioro. Jeż zaczął kumulować wszystkie emocje w środku, pod skorupą z cierpkiego humoru i ironii. Nie jest typem, który wskakuje do akcji w uderzenie serca - wręcz przeciwnie. Zjeż analizuje, jest bystrym i spostrzegawczym kocurem. Chętnie szuka alternatyw. Kieruje się raczej uczuciami niż zasadami, choć i te bierze pod uwagę. Uczy się wielu rzeczy, jak na przykład być facetem.
Krzemienna Łapa, Ropucha [W]
Nawet najcierpliwszy kot, pod takim ciężarem złości i żalu, kiedyś pewnie by w końcu wybuchł. I tak to było z terminatorem. Te całe negatywne emocję, które gotowały się w nim od kiedy tylko pamiętał, przez wiele księżyców dojrzewały jak wyborne wino; znalazły ujście. Cel na którym można było się wyżyć, łatwy i słaby. Jeż nawet nie wiedział co się dzieje, gadał bez nawet jednej myśli zastanowienia, sycząc na kotką co tylko mu ślina przyniosła na język. Nie myśląc o konsekwencjach jego zachowania. Nie myśląc o tym, że jeszcze jakiś czas temu chciał ją sam poznać. Że to on pierwszy do niej zagadał i teraz, kiedy ona zrobiła to samo z nim, zachowuję się jak ostatni mysi bobek. Łaciaty pewnie dopiero wieczorem zrozumie, że jego zachowanie sięgnęło dna, co spędzi mu sen z powiek. Może nawet dziś nie pójdzie spać do legowiska terminatorów, przez wstyd jaki będzie czuł na wpomnienie tej rozmowy.
Rozmowy która przypominała mu tak bardzo… Jego własną z matką. Tylko, że tym razem, to on był Igłą… - Pff! - Łaciaty prychną i odwrócił się o 180 stopni od dziecka Motylego Lotu. I niczym tchórz, nawet nie czekając na reakcję kotki, pobiegł przed siebie. Chcąc uciec, uciec jak najdalej. Od obozu, od Modliszki, od samego siebie.
Modliszkę można by opisać bardzo krótko: po prostu ładna. Ale dla wszystkich tych, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej, jest ona zgrabną, choć nie maleńką i nie wychudzoną kotką, plasującą się gdzieś w okolicach średniego wzrostu. Porusza się wdzięcznym krokiem, z lekko uniesionym kolorowym ogonem i zawsze szeroko otwartymi zielonymi ślepiami. Jej krótkie futro jest kolorystycznie idealną mieszanką tego rodziców. Brzuch, przednie łapy i część mordki pokrywa śnieżna biel, resztę ciała natomiast czarne i rude łaty, w tym po jednej na każde oko: ruda na prawym i czarna na lewym. Jedna niesforna plamka usadowiła się również zaraz przy jej różowym nosku.
Kotka, przez swoją chorobę nigdy nie miała szansy wyzbyć się swojej dziecięcej nieśmiałości i niepewności co do otaczającego ją świata. Wszystko co nieznane budzi w niej mniejszą lub większą dozę nieufności, lub nawet strachu który jednak powoli stara się przełamywać. Wyjątkiem jest otaczająca ją natura, której z pewnością jest największą fascynatką w klanie. Potrafi godzinami przyglądać się kroplom deszczu, robakom między źdźbłami trawy, czy też ptaszkom w gnieździe, na które wszak powinna polowa. Potrafi nawet w trakcie spotkania z innym kotem odpłynąć do swojego własnego świadka przemyśleń i fantazji. To może w jakiś sposób pozwala jej wynagrodzić brak możliwości konwersacji z innymi kotami, gdyż Modliszka w skutek traumy stała się niemową.
Mrówcza Łapa [KG], Żaba [KW]
"Pfff", czy tak właśnie brzmiało serce łamane po raz kolejny? Najpierw Chrząszcz, potem tata, Pchła, Żuczek, Królicza, a teraz i Jeż. Seledynowe ślepia utkwione w przestraszonym ciałku spojrzały przepełnione bólem na odchodzącego kocura. Czy w lesie można by jeszcze znaleźć taką ilość żywicy, żeby posklejać te coraz drobniejsze kawałeczki? ....Mamo... Mamusiu, proszę bądź tu...
Łzy potoczyły się po kolorowym futerku, gdy bezradnie położyła się na trawie patrząc na samotnie rosnący krzew jeżyn. Jego ciemne liście zwisały z rezygnacją, jakby stracił wszelką nadzieję na czyjąś bliskość, ale mimo to zaciskał zęby i dalej porastał kolcami, nie zachęcając nikogo by się do niego zbliżył. Czy ona też miała stać się taka? Opuszczona powoli przez wszystkich i jakiegoś powodu również nikt nie chciał pozostać przy niej na dłużej. ....Ma-amusiu...
Aż do zmierzchu nie przyszedł nikt. Nikt jej nie szukał i nikt nie znalazł, Żmija również się nie pojawiła. W końcu sama wróciła więc do obozu. Smutniejsza niż była o poranku.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Przemyślawszy radę Jadowitej Łapy kocur zdecydował się wreszcie wyjść z obozu. Nie mógł jednak w tej sytuacji zapomnieć o swojej partnerce w zbrodni, Pustułce. Zagadnął do niej w jakimś bardziej dyskretnym miejscu i ustalili, że wyjdą po kryjomu, żeby ewentualnie móc się trochę przejść zanim jakiś wojownik ich zauważy i zacznie suszyć uszy. Uznawszy, że jeszcze było dostatecznie dużo liści na drzewach, postanowili wpierw dostać się na gałęzie tych poza obozem, a gdy ta opcja przestała wchodzić w grę, zwyczajnie zeszli na ziemię i starali się trzymać bardziej zakrzaczonych terenów. Wreszcie jednak okolica się przerzedziła, a teren stał się bardziej falisty. Nie było to nic interesującego, ale wciąż lepiej niż w obozie. Było tu dużo więcej interesujących zapachów i dźwięków, których źródło bury kocur chętnie by poznał. Choć miał czas, kiedy obawiał się światu zewnętrznego i się nim nie interesował, teraz czuł się dziwnie rozluźniony. Odetchnął i rozejrzał się. Nie było na razie dookoła ani śladu innych kotów. Miła odmiana. Spojrzał na swoją szylkretową siostrę, która kroczyła u jego boku.
- To jak z treningiem? Ta cała Bezsenna Noc już cię czegoś nauczyła - zagadnął, uznawszy, że dostatecznie oddalili się od obozu.
Ostrożność może i nie była aż taka ważna, w końcu na spokojnie można było ich uznać za już nieco bardziej doświadczonych terminatorów. Do wieku, w którym mogliby zostać mianowani, brakowało im dwóch księżyców, na dodatek już niemal przestali rosnąć, a ich rysy nie wyglądały już tak kocięco. Mimo to bury kocur starał się być bardzo dyskretny w trakcie wychodzenia i pilnował, by Pustułka również zachowywała się tak samo. Choć otoczenie go zdecydowanie zawiodło, póki co postanowił po prostu napawać się każdą chwilą swojej-prawie samotności w towarzystwie siostry. Co jakiś czas również jakiś dźwięk czy zapach przyciągał jego uwagę. Podobno drapieżniki miały tendencje do wyskakiwania zza krzaków. Był już na tyle dorosły, by wiedzieć, że była w tym jakaś prawda, ale nie zamierzał pozwolić, by to zepsuło jego umiarkowanie dobre samopoczucie. Dookoła wciąż były drzewa, na których można by się ukryć, a on miał długie łapy i był szybki.
//pustułka
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Posiada harmonijną budowę, średni wzrost i szczupłą sylwetkę z dobrze rozwiniętą tkanką mięśniową. To wszystko pokrywa gęste, długie futro mieniące się w barwach czarnej i rudej tygrysio pręgowanej. Na mordce samotniczki dwie barwy się równoważą - lewa strona pokryta czernią, zaś prawa rudością. Na scene wkracza jednak trzeci kolor - biel, która ujawnia się pod postacią kreski na brodzie Pustułki oraz jako większa plama na jej szyi. Centralnym obiektem na mordce szylkretki są dwa, okrągłe, świdrujące oczy - prawe złotobursztynowe, natomiast lewe niebieskie. Pod ślepiami znajduje się różowo-czarny nos otoczony białymi, lekko powyginanymi wąsami. Jedna z blizn znajduję się na lewej tylnej stopie, zaraz pod piętą - ślad po ugryzieniu; kolejna blizna to niewielkie rozerwanie prawej małżowiny usznej; trzecia z blizn to ślad po pazurze na grzbiecie nosa; ostatnia, najbardziej widoczna z blizn to szrama przecinająca lewe oko i pod nim zmieniająca się w dwie, lekko wykrzywione.
xxNa propozycję brata przystała niemal natychmiast i ze sporym entuzjazmem, jednak starała się tego aż zanadto nie pokazywać. Chciał wyjść po kryjomu z obozu? Pustułka bardzo chętnie mu potowarzyszy! Podekscytowana pod zasłoną pogodnego spokoju udała się wraz ze Szopem poza obóz, a gdy dotknęła wreszcie łapami ziemi poza bezpiecznym Zapadliskiem, zatrzymała się na moment, aby rozejrzeć się dookoła. Już wcześniej wychodziła parę razy poza obóz, nie za daleko, ale za każdym razem wielki, tajemniczy i niezbadany świat ją fascynował. Szybko zrównała krok z bratem, wciąż jednak rozglądając się na boki błyszczącymi, dwukolorowymi oczami. xx– Bezsenna Noc? Pf – spojrzała na brata, po czym zmarszczyła nos w niezadowoleniu – To jakiś żart, a nie mistrz. Przyszła tylko dwa razy i więcej się już nie pojawiła. Na szczęście mama mnie trochę uczy... – miauknęła tonem pełnym zniesmaczenia i irytacji. Co to w ogóle miało być? Dostała mistrza, który jej w ogóle nie trenował? Czy przywódca i jego nienormalna córka sobie z niej żartowali? – A twój trening? – zapytała, a z mordki zniknął grymas i zastąpiło go zaciekawienie i lekki uśmiech. Oczywiście podczas całego tego spaceru starała się iść ostrożnie i nie robić hałasu, jednak czuła się dość pewna siebie i niczego się nie bała. Nasłuchiwała równych odgłosów i spoglądała w stronę, gdzie dostrzegła jakiś ruch, ale nie spodziewała się żadnego zagrożenia. Wcześniej już wychodziła i jakoś nic jej się nie stało.
leavebehindyourheartandcastaway ratherbethe.h un te r.thantheprey «.you.are.n atura l.» abeatingheartofstone you.gotta.be.so.cold to.make.it.in.this.world
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
A więc ta Bezsenna Noc nie była taka dobra, huh. Kiedyś Jadowita Łapa o niej mu wspomniała i nie mówiła nic złego, ale może to dlatego, że wtedy oboje dopiero rozpoczęli terminatorskie życie. I choć perspektywa braku nauki była kusząca, Plusk był pewien, że po czasie stałaby się równie nudna co siedzenie na tyłku w obozie. Już lepiej było zostać tym całym wojownikiem i dostać przy okazji jakieś fajne imię. I oby, o zgrozo, nie brzmiało ono jak coś w stylu "Pluskający Szop".
Kocur parsknął cicho, gdy Pustułka wspomniała o tym, że teraz poduczała ją mama, a później parsknął jeszcze głośniej, gdy zapytała jak jego trening. Najwyraźniej szylkretka dużo lepiej dogadywała się z Krogulec, skoro na szczęście była przez nią uczona. Bury terminator nie miał tak dobrze. Jego pysk wykrzywił się w nieprzyjemnym uśmiechu.
- Od prawie dwóch księżyców mam trening i jeszcze nic nie umiem. To chyba mówi samo za siebie - odparł, starając się brzmieć jak najbardziej rezolutnie, ale pod koniec do jego głosu wkradła się gorzka nuta, której nie był w stanie powstrzymać. - Nic tylko na mnie wrzeszczy, i to za byle pierdoły, jak chęć pozostania w miejscu, żeby nie łazić po pełnym kotów obozie - dodał, żeby nie było żadnych niejasności - to Krogulczy Szpon była tu winnym, a on tylko... nie zamierzał jej iść na łapę, z winy jej własnej głupoty.
Ogon Plusku poruszył się gwałtownie na boki, jednak zaraz kocur odetchnął głęboko, wymuszając na sobie zachowanie jako takiego spokoju. Mimo wszystko to nie wina siostry, że ich matka była taka beznadziejna i nie umiała się z nim dogadać, a także była taka strasznie uparta i głupia.
- Szkoda gadać. Chyba poszukam sobie kogoś innego, kto mógłby mnie czegoś nauczyć bez czepiania się o byle pierdoły - mruknął, mrużąc przy tym oliwkowe oczy, po czym odwrócił pysk nieco bardziej w stronę długowłosej szylkretki. - Wiesz, podobno możesz poprosić o zmianę mistrza. Jak dostaniesz nowego i nie będzie nim mama, to się chyba do ciebie wproszę. - Wyszczerzył zęby, tym razem w bardziej szczerym uśmiechu, a jego wąsy zadrżały lekko.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Posiada harmonijną budowę, średni wzrost i szczupłą sylwetkę z dobrze rozwiniętą tkanką mięśniową. To wszystko pokrywa gęste, długie futro mieniące się w barwach czarnej i rudej tygrysio pręgowanej. Na mordce samotniczki dwie barwy się równoważą - lewa strona pokryta czernią, zaś prawa rudością. Na scene wkracza jednak trzeci kolor - biel, która ujawnia się pod postacią kreski na brodzie Pustułki oraz jako większa plama na jej szyi. Centralnym obiektem na mordce szylkretki są dwa, okrągłe, świdrujące oczy - prawe złotobursztynowe, natomiast lewe niebieskie. Pod ślepiami znajduje się różowo-czarny nos otoczony białymi, lekko powyginanymi wąsami. Jedna z blizn znajduję się na lewej tylnej stopie, zaraz pod piętą - ślad po ugryzieniu; kolejna blizna to niewielkie rozerwanie prawej małżowiny usznej; trzecia z blizn to ślad po pazurze na grzbiecie nosa; ostatnia, najbardziej widoczna z blizn to szrama przecinająca lewe oko i pod nim zmieniająca się w dwie, lekko wykrzywione.
xxJej spojrzenie stało się jeszcze bardziej pytające, gdy brat parsknął z jakiegoś powodu po usłyszeniu pytania o trening. Czyżby szło mu podobnie jak jej? Po chwili otrzymała odpowiedzieć, na co uniosła lekko brwi. Ona sama miala całkiem dobre stosunki z Krogulczym Szponem i nie wiedziała, że Szop nie. xx– Serio? Wiem, że mama potrafi krzyczeć i być... nie delikatna, ale że aż tak? I serio czepia się o byle co? – zawsze widziała mamę jako dobrego wojownika i mało cierpliwą, ale nie złą nauczycielkę. Jak widać jednak trening Szpopa jej nie wyszedł, jednak Pustułka nie zamierzała na tek podstawie zmieniać swojej opinii o mamie, tak jak kiedyś to zrobiła w przypadku Wiewióra. Ot, jedni mają dobre relacje, a inni nie. Szkoda jej było tylko brata, który tak samo jak ona praktycznie nie miał treningu, a zapewne by chciał. – Ja się z nią dogaduję, szkoda, że ty nie... xx– Hm, a wiesz, że to brzmi jak dobry pomysł? Chyba tak zrobię. – zainteresowała się propozycją burego brata i uznała, że czemu by tak nie zrobić. Porozmawia na następnej ceremonii z Wężową Pokraką i spróbuje coś wskórać. xx– Co ty na to, żeby zmienić temat? Patrz, pagórek! Idziemy tam? – wskazała ochoczo na jedno ze wzniesień, za którym, ku niewiedzy dwójki terminatorów, krył się Kamienny Stróż. Uśmiechnęła się do brata, czekając na jego odpowiedź.
leavebehindyourheartandcastaway ratherbethe.h un te r.thantheprey «.you.are.n atura l.» abeatingheartofstone you.gotta.be.so.cold to.make.it.in.this.world
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Plusk kiwnął energicznie głową, strzelając ogonem na boki. Na jego pysku pojawił się na moment krzywy grymas. Może nie dla wszystkich Krogulec była taka zła, ale prawdę mówiąc... nie obchodziło to burego kocura. Wobec niego zachowywała się BARDZO niesprawiedliwie i traktowała go jak głupiego kociaka, którego można zbyć byle bajeczką.
- Mhm. Na przykład o to, że wolałem siedzieć w miejscu w trakcie treningu zamiast chodzić za nią po obozie. Wieczorem. Kiedy większa część kotów odpoczywała po całym dniu w środku obozu - odparł, prychając cicho. - I to nie tylko ta jedna rzecz, ale już nie chce o tym mówić - dodał, kładąc uszy po sobie.
Wzruszył barkami mimochodem. Dogadywała się z matką? Dobrze dla niej. Przynajmniej nie musiała się użerać z tą irytującą stroną Krogulec, która niczym cień osiadła na barkach kocura. Nie zdziwiłby się, gdyby lada chwila szylkretka wyskoczyła na nich z wrzaskiem, grożąc piąstką, że mają wracać do do obozu. Kiwnął głową na propozycję zmiany tematy i spojrzał na wskazany przez siostrę pagórek. Tajemniczy uśmiech wstąpił na jego pysk, kiedy odwrócił głowę ku siostrze. Nachylił się lekko w jej stronę jakby zaraz miał jej zdradzić jakąś wielką tajemnicę wszechświata.
- Kto pierwszy - powiedział cicho i, nim zdążyła zareagować, ruszył galopem przed siebie, najszybciej jak tylko był w stanie.
Znalazłszy się na szczycie pagórka wyjrzał z zaciekawieniem. Jego wzrok natychmiast natknął się na całkiem sporą, kamienną skarpę. Obejrzał się za siebie, by sprawdzić, czy Pustułka do niego dobiegła. Gdy to się stało, przestąpił z łapy na łapę i znów odwrócił pysk ku Kamiennemu Stróżowi.
- Hej, widzisz to? - zagadnął. - Jadowita Łapa mówiła mi, że jedynym interesującym punktem na terenach Klanu Cienia jest jakieś Księżycowe Jezioro, ale TUTAJ chyba jeszcze nie zawędrowała. Myślisz, że widać stamtąd tereny innych klanów? - W oliwkowych oczach czaiło się wyzwanie.
No, Pustułka, wchodzimy na górę czy nie? Wątpliwe, by Plusk musiał się pytać, bo w jego głowie odpowiedź była tylko jedna: oczywiście, że TAK.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx