Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
Nie było tak źle, skoro kotka nie zawyła z bólu ani nie miała mu tego za złe, lecz mimo to pozostał posmak niezadowolenia z siebie. Mógł być przecież ostrożniejszy!
- Dobrze - odpowiedział na wskazówki Lwiego Płomienia. Czemu sam wcześniej nie wpadł na taką taktykę? Wydawała się przecież bardzo logiczna i oczywista. Krótkowłosemu jednak brakowało doświadczenia w czyszczeniu puchatego futerka. Tym razem działał jeszcze delikatniej i według podpowiedzi jasnobrązowej. Najpierw pazurami rozdrabniał błoto, które już w czasie tego procesu w dużej części samo spadało - a potem wystarczyło raz czy dwa przejechać łapką po futrze i voila, grudka zniknęła. Po pierwszym sukcesie powtórzył działanie przy innej plamie brudu, potem kolejnej, potem przeszedł z drugiej strony kotki by i stamtąd wyskubać błoto.
- Chyba gotowe - powiedział po dłuższej chwili pracy, jeszcze raz obchodząc kotkę dookoła i szukając pozostałości torfu na jej ciele.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
To dobrze zbudowana, proporcjonalna koteczka z puchatym, gęstym futrem w kolorze, hehe, jasnobrązowym przywodzącym na myśl kawę z mlekiem. Dużą ilością mleka, która w słońcu sprawia rudawe wrażenie, może dlatego, ze była posłodzona miodem. Jej oczy są intensywnie niebieskie a całe ciało jest pokryte pręgami. Ogółem to opis się nie zmieścił dlatego dla większej liczby informacji zerknij sobie do KP.
Ciężko coś powiedzieć o kociaku, gdyż kocięcy charakter z reguły ulega diametralnym zmianom wraz z rozwojem i mijaniem księżyców. Lwica należy do maluchów ciekawskich oraz tych o niewyparzonym języku. Nie jest celowo chamska, broń Gwiezdny Klanie. Po prostu, jak to kociak, jest szczera i bezpośrednia, przez co brak jej taktu. Z reguły mówi to, co myśli, nie owijając w bawełnę. Bywa uparta i bardzo stanowcza, ewidentnie przejawia duże pokłady determinacji. Nie jest wszędobylska ani entuzjastyczna, nie rzuca się wszędzie jak piskorz, jak co poniektóre kocięta. Ale bez problemu można wyczuć jej obecność. Ma silny charakter i trudno wpłynąć na jej decyzje ale nie jest to niemożliwe. Trzeba po prostu podać argumenty, które ją przekonają, bowiem lubi słuchać i nie upiera się nigdy przy czymś tylko dla samego faktu postawienia na swoim. Ma swój honor.
- Całkiem nieźle - odpowiedziała Dymkowi, obracając się i zerkając na swoje boki. Nie było idealnie, jasne, że nie, ale było ewidentnie LEPIEJ. Przestała mieć ciężkie, zbite grudy błota na kołtunach swojej sierści, a zamiast tego miała po prostu gdzieniegdzie wilgotne plamy albo trochę ziemi. W ten sposób na pewno będzie jej łatwiej się później doczyścić. - Mam teraz ja spróbować z tobą? - zaproponowała swoje usługi, ale nie poruszyła się, dopóki Dymna Łapa nie wyraził zgody na jej próbę czyszczenia siebie. Nie chciała być natrętna i nie wiedziała, na ile Dymna Łapa lubi swoją prywatność i na ile czuje się komfortowo z byciem dotykanym przez inne koty, zwłaszcza, gdy takie dotykanie mogło się wiązać z, na przykład, wyrwanym futrem i innymi nie przyjemnościami. (Zły dotyk boli przez całe życie, kek)
Dziśosiem serc,w szklance na dnie.................................................... Przezlodową taflę przedrzeć się chce................................................ Ja szukamciebie, ty szukaszmnie...................................................... A międzynami sześć obcychserc....................................................... ......................................................I możemiłość stopi tenlód ...............................................Aciepłosprawi, że stanie sięCUD ................................................Szesnaście połówekpołączy się
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
- Jakbyś mogła, to chętnie - zgodził się i zachęcił kotkę uśmiechem. Nie poruszył się czekając, aż jasnobrązowa kotka rozpocznie swoją pracę. Dymna Łapa zakładał, że ze strony Lwiego Płomienia raczej nie czeka go jakiś zły dotyk bolący przez całe życie. W jego krótkiej sierści skrywało się z resztą zdecydowanie mniej zaschniętego błota i wyciąganie go będzie na pewno łatwiejsze. Lwiemu Płomieniowi powinno pójść szybko, a potem będą mogli przenieść się w ciekawsze miejsce albo porobić coś fajniejszego, bo w końcu obydwoje będą wyglądać względnie reprezentatywnie.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
To dobrze zbudowana, proporcjonalna koteczka z puchatym, gęstym futrem w kolorze, hehe, jasnobrązowym przywodzącym na myśl kawę z mlekiem. Dużą ilością mleka, która w słońcu sprawia rudawe wrażenie, może dlatego, ze była posłodzona miodem. Jej oczy są intensywnie niebieskie a całe ciało jest pokryte pręgami. Ogółem to opis się nie zmieścił dlatego dla większej liczby informacji zerknij sobie do KP.
Ciężko coś powiedzieć o kociaku, gdyż kocięcy charakter z reguły ulega diametralnym zmianom wraz z rozwojem i mijaniem księżyców. Lwica należy do maluchów ciekawskich oraz tych o niewyparzonym języku. Nie jest celowo chamska, broń Gwiezdny Klanie. Po prostu, jak to kociak, jest szczera i bezpośrednia, przez co brak jej taktu. Z reguły mówi to, co myśli, nie owijając w bawełnę. Bywa uparta i bardzo stanowcza, ewidentnie przejawia duże pokłady determinacji. Nie jest wszędobylska ani entuzjastyczna, nie rzuca się wszędzie jak piskorz, jak co poniektóre kocięta. Ale bez problemu można wyczuć jej obecność. Ma silny charakter i trudno wpłynąć na jej decyzje ale nie jest to niemożliwe. Trzeba po prostu podać argumenty, które ją przekonają, bowiem lubi słuchać i nie upiera się nigdy przy czymś tylko dla samego faktu postawienia na swoim. Ma swój honor.
To była prawda - Lwi Płomień była wyjątkowo delikatna w swoich działaniach. W pierwszej chwili Dymna Łapa mógł w ogóle nie poczuć, że coś go dotyka. Dopiero po chwili faktycznie dało się wyczuć, że kremowa wojowniczka dzielnie pracuje pazurami na boku terminatora. Najpierw ostrożnie rozrobiła swoimi szponami grudki błota by następnie ściągać je łapami z sierści kolegi. Poszło dużo sprawniej i szybciej niż w jej wypadku, ale to głównie ze względu na krótkie futro ucznia Porannego Szrona. - Chyba jest w porządku, co sądzisz? - Miauknęła wesołym tonem, całkiem zadowolona z efektu swojej pracy. Zrobiła dwa kroki do tyłu by przyjrzeć się Dymnej Łapie. Wciąż gdzieniegdzie było trochę błota, ale nie było żadnych dużych plam ani grubych grud, po prostu troszkę brudu z rozdrobionego przez jej pazury torfu. Chyba zadowalająco. - Od teraz będę musiała pamiętać, by trzymać się z dala od Torfowiska podczas Pory Nowych Liści... oraz po deszczach - zauważyła z przekąsem.
Dziśosiem serc,w szklance na dnie.................................................... Przezlodową taflę przedrzeć się chce................................................ Ja szukamciebie, ty szukaszmnie...................................................... A międzynami sześć obcychserc....................................................... ......................................................I możemiłość stopi tenlód ...............................................Aciepłosprawi, że stanie sięCUD ................................................Szesnaście połówekpołączy się
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
Gdy wojowniczka skończyła, czarno-biały wyginał szyję i głowę na wszelkie możliwe sposoby, aby jak najlepiej obejrzeć swoje futro. W miejscach, które był w stanie dostrzec nie widział już plam błota - była więc poprawa. - Jest dobrze. Dzięki! - zawołał, uśmiechając się do jasnobrązowej. - Tak, masz rację. Przeklęte miejsce! Myślisz, że inne klany też mają takie mokre i klejące się od błota miejsca na swoich terenach? - do tej pory nie bywał poza ziemiami Klanu Cienia, nie miał więc pojęcia, jak wygląda las poza najbliższymi okolicami. Może jednak starsza od niego kotka miała więcej wiedzy w tym temacie? A jeśli tak, to może będzie mógł ją dokładniej wypytać o inne klany? To byłyby ciekawe informacje!
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
To dobrze zbudowana, proporcjonalna koteczka z puchatym, gęstym futrem w kolorze, hehe, jasnobrązowym przywodzącym na myśl kawę z mlekiem. Dużą ilością mleka, która w słońcu sprawia rudawe wrażenie, może dlatego, ze była posłodzona miodem. Jej oczy są intensywnie niebieskie a całe ciało jest pokryte pręgami. Ogółem to opis się nie zmieścił dlatego dla większej liczby informacji zerknij sobie do KP.
Ciężko coś powiedzieć o kociaku, gdyż kocięcy charakter z reguły ulega diametralnym zmianom wraz z rozwojem i mijaniem księżyców. Lwica należy do maluchów ciekawskich oraz tych o niewyparzonym języku. Nie jest celowo chamska, broń Gwiezdny Klanie. Po prostu, jak to kociak, jest szczera i bezpośrednia, przez co brak jej taktu. Z reguły mówi to, co myśli, nie owijając w bawełnę. Bywa uparta i bardzo stanowcza, ewidentnie przejawia duże pokłady determinacji. Nie jest wszędobylska ani entuzjastyczna, nie rzuca się wszędzie jak piskorz, jak co poniektóre kocięta. Ale bez problemu można wyczuć jej obecność. Ma silny charakter i trudno wpłynąć na jej decyzje ale nie jest to niemożliwe. Trzeba po prostu podać argumenty, które ją przekonają, bowiem lubi słuchać i nie upiera się nigdy przy czymś tylko dla samego faktu postawienia na swoim. Ma swój honor.
- Szczerze, to nie sądzę żeby aż tak bardzo - odpowiedziała Dymnej Łapie, jednocześnie po raz kolejny dokładnie przyglądając się swojemu dziełu. Serio nie poszło jej tak źle, terminator wyglądał... akceptowalnie. Na tyle, że można mu pozwolić wejść do Podziemia bez strachu, że uwali kogoś błockiem albo naniesie tego bajora do środka. - Na pewno mają gdzieś takie miejsca, ale raczej żadne z nich nie przebija naszego Torfowiska. A teraz proponowałabym już wrócić do obozu. Robi się późno, i ta cała walka z błotem trochę mnie wymęczyła - westchnęła, po czym skierowała się do obozu Klanu Cienia prowadząc za sobą Dymną Łapę. Gdy w okolicy nie było jego mistrza, to Lwi Płomień czuła się po części za kocura odpowiedzialna, jako ta starsza rangą (i w ogóle starsza) z ich dwójki.
//zt
Dziśosiem serc,w szklance na dnie.................................................... Przezlodową taflę przedrzeć się chce................................................ Ja szukamciebie, ty szukaszmnie...................................................... A międzynami sześć obcychserc....................................................... ......................................................I możemiłość stopi tenlód ...............................................Aciepłosprawi, że stanie sięCUD ................................................Szesnaście połówekpołączy się
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
- Tak, masz rację, niedługo będzie ciemno... lepiej chyba stąd odejść. Jak najdalej od tego bagna - zgodził się spokojnie z wojowniczką i razem z nią odszedł w stronę Obozu Klanu Cienia. Uczucie błota na futrze było okropne, ale z drugiej strony... dzięki temu spędził sporo czasu z Lwim Płomieniem, więc nie można było spisać tego dnia na straty!
/zt
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór nie wrócił do obozu po treningu Zjeżonej Łapy. Poszedł na spacer, potrzebował się wyciszyć, mieć czas tylko dla siebie. To nie tak, że miał dość swoich kociąt, skądże, uwielbiał wręcz spędzać z nimi czas, po prostu dziś miał zły dzień. Wyjątkowo zły dzień. W nocy śniło mu się, że Krogulec w końcu odwzajemniła jego uczucie, wybaczyła mu za ten... incydent z kociakami i wszystko było w porządku, po staremu wręcz. Poza tą jedną zasadniczą różnicą - rudzielec nie musiał się już martwić, że pewnego dnia po prostu się obudzi, a jego ukochana będzie z Porannym Szronem. Był w końcu szczęśliwy. Niestety, nic nie trwa wiecznie, także o poranku, gdy nadeszła pora się obudzić, rzeczywistość uderzyła syna Świerkowej Igły tam, gdzie najbardziej boli. Wojownik nie widział zatem innego wyjścia, niż po prostu przejść się, przemyśleć to wszystko i nie dopuścić do tego, żeby ktokolwiek go zobaczył, a zwłaszcza ona.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Rudy chciał odpocząć, a co robiła Krogulec? Praktycznie to samo. Pozostawiła kociaki pod opieką ich wujostwa, sama ruszając w stronę wyjścia z obozu, a następnie na tereny klanu Cienia. Męczyło ją tak długie przebywanie w obozie. A Wiewiór co? Nie dość, że dostał terminatora na ceremonii, to jeszcze przejął trening Ryjówkowej Łapy i to tuż po tym, jak zdążył ukończyć trening Ćmy! A ona co? Była praktycznie skazana na obóz, bo nie mogła cały czas podrzucać komuś kociaków, a teraz mogła wychodzić jedynie pod pretekstem polowań, bo do patroli jej nie przydzielali. I to wszystko dlatego, że była matką. Czuła się już znakomicie i nie zamierzała więcej księżyców spędzić z kociakami. Jej łapy poprowadziły ją na torfowiska, gdzie morskim oczom ukazała się czyjąś aż nazbyt znajoma sylwetka. Ruszyła powoli w jego stronę, marszcząc lekko pysk i uważnie go obserwując. Ostatnio stał się jakiś... Dziwny? Tak, tak chyba można ten stan nazwać.
- Wyglądasz fatalnie - powiedziała bez ogródek, mierząc go wzrokiem od góry do dołu. Po tym skierowała wzrok wprost na jego ślepia, chcąc utrzymać kontakt wzrokowy. Zauważyła też, że kocur próbuje się jakoś od niej odłączyć, co nie było normalnym zachowaniem u niego. Może był chory, a w swojej upartości nie chciał iść do Ciernistego Kwiatu, bo wie, że ta by go usadziła w lecznicy na najbliższe pół księżyca? I to co najmniej.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór tak bardzo starał się uciec od wszystkiego, na chwilę utonąć we własnych marzeniach i myślach, zapomnieć o szarej rzeczywistości, ale nawet to nie było mu dane. Najpierw poczuł znajomy zapach, a zaraz potem usłyszał głos. Ten głos, który z jednej strony uwielbiał, kochał, mógłby słuchać go godzinami, bez przerwy, ale z drugiej strony go nienawidził. Ostatnio jedyne słowa, które słyszał, były ganiące, szorstkie, nieprzyjemne. Chciał się odciąć, uciec od tego na chwilę, nie przejmować się że ona zaraz się zjawi, że znowu zacznie czegoś wymagać, czepiać się o wszystko, zabraniać się zbliżać. Spojrzał w jej morskie oczy swoimi żółtymi ślepiami, kryjącymi ból, rozczarowanie, nienawiść, złość, wszystkie te negatywne emocje, choć wyraz pyska pozostał niezmienny, obojętny, bez żadnego wyrazu. Kiedy patrzył na Krogulec, czuł się rozdarty. Chciał być od niej jak najdalej, sam. Próbował ją znienawidzić, może wówczas to wszystko nie bolałoby aż tak, ale nie potrafił. Patrząc na nią, cały czas widział tę zadziorną kotkę, którą kochał nad życie, za którą był w stanie umrzeć, która była jego całym światem.
- Staram się - rzucił w odpowiedzi. Jego ogon nerwowo się kołysał. Zbierał się do tego, żeby coś powiedzieć. Chciał wyrzucić z siebie wszystko to, co zaczęło się w nim zbierać już od rozmowy z Motylim Lotem, ale nie potrafił. Nie potrafił wyrzygać jej wszystkiego prosto w pysk, nakrzyczeć na nią, po prostu... nie mógł.
- Czego chcesz? - zapytał w końcu, długo zastanawiając się nad tym, co powinien powiedzieć. Skoro nie odeszła, kiedy tylko go zobaczyła, tylko zdecydowała się zacząć rozmowę, musiała mieć jakiś cel. W końcu jakie były szanse, że się stęskniła?
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Stara się? Stara się co? Wyglądać jak wrak kota, który jedyne, na co ma ochotę to umrzeć gdzieś pod łapami potwora na Grzmiącej Ścieżce? Jak tak, to nieźle mu to wychodziło. Co mogło go doprowadzić do takiego stanu? Ostatnio była zbyt zajęta swoimi nowymi obowiązkami oraz chęcią chociaż chwilowego wyrwania się z obozu, aby dostrzec powód od razu. I ewentualnie pomoc go zneutralizować. Nie przeszło jej przez myśl, że te wszystkie źle myśli, które krążą w głowie rudzielca są spowodowane jej osobą i jej zachowaniem. No bo niby skąd miała to wiedzieć? Domyślić się? Do Gwiezdnego Klanu nie należy, na szczęście.
- Dołączyć do spaceru. Chyba mogę? - zapytała, chociaż wydawała się od razu wiedzieć, jaka będzie odpowiedz Wiewiorczego Ogona. Sama wznowiła swój marsz, trącając go końcem ogona, aby również i on się przyłączył. W końcu mogą jednocześnie i rozmawiać, i chodzić, więc dlaczego mają się ograniczyć jedynie do jednej czynności? Strata czasu. A Krogulec rozpierała energia. Najchętniej to by coś zrobiła... Ale co? Oderwała wzrok od towarzysza, rozglądając się uważnie dookoła, a jej wzrok spoczął na drzewie, które ledwo było widoczne z ich punktu widzenia. A potem spojrzała na podłoże. Miękkie, zapadające się, trzeba uważać na łapy... Jej końcówka ogona lekko drgnęła, kiedy z lekko zamyślonym pyskiem obmyślała powoli swój plan. Ciekawe, czy wojownik będzie mieć w ogóle siły, żeby powalczyć o swój honor i uznanie.
- Co się dzieje? - rzuciła w jego stronę, przenosząc wzrok na kocura. I dopiero tutaj mogła się zorientować, czy syn Łaciatej Skóry rzeczywiście za nią podążył czy stal, czy w ogóle poszedł w innym kierunku, niż ona.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Stara się choć przez chwilę zaznać szczęścia. Czegoś, czego nie jest w stanie chociażby musnąć końcówką ogona w szarej, otaczającej go rzeczywistości. Wiewiórowi nawet nie przyszło do głowy, że czekoladowo-ruda mogłaby się domyślić, o co mu chodzi. Nigdy nie była dobra w takie rzeczy. Nie domyśliła się przecież, że po tylu księżycach wzdychania do niej gdzieś w ukryciu, rudzielec naprawdę coś do niej czuł.
Kiedy znowu się odezwała, po jego karku przeszedł dreszcz, a sierść delikatnie się zjeżyła. Była teraz taka miła, jak... jak kiedyś. Kocur jednak obiecał sobie coś i zamierzał się tego trzymać.
- Nie zabronię ci tego, ale pozwól, że zapytam. Już nie przeszkadza ci moje towarzystwo? Jeszcze niedawno wyganiałaś mnie z legowiska - mówił oschle, a jego pysk nie zmieniał wyrazu. Cały czas był taki sam, chłodny, pozbawiony jakichkolwiek emocji. Z trudem było mu to utrzymać, zachowywać się tak, wobec niej. Czuł, jak serce mu przyspiesza, jak każe przestać, ale nie mógł ulec. Nie tym razem.
Kiedy końcówka jej ogona go dotknęła, odsunął się jak oparzony.
- Zdaje się, że miało też nie być żadnego dotykania - burknął. Krogulec przecież nieustannie unikała kontaktu fizycznego z nim. Kocur to szanował, nawet nie próbował jej tknąć, a teraz? Cóż takiego się nagle stało. Czyżby kocica zapomniała o wszystkim? Już jej przeszło? A może to była chwilowa zmiana nastroju i za parę uderzeń serca znowu zacznie się po nim wydzierać? Bardzo możliwe.
Pomimo tego, że rudzielec wiele rzeczy powstrzymywał, nie był w stanie okiełznać pragnienia jakiejkolwiek bliskości z ukochaną. Skoro chciała spędzić z nim czas podczas głupiego spaceru, nie mógł się temu oprzeć. Podążał za nią, chociaż był na siebie zły. Zły, że nie potrafił nad tym zapanować, że pozwolił, żeby to uczucia nad nim górowały, prowadziły go i wpływały na jego decyzje, chociaż obiecał sobie, że będzie inaczej. Co się dzieje? Wiewiór zastanowił się nad tym, co powinien powiedzieć. Prawdę? Że miłość do niej niszczy go od środka? Że go to wszystko boli? Że zaczyna mieć dość? Nie. To nie była dobra odpowiedź.
- To, co zawsze. Użalam się nad sobą - rzucił w końcu. Tak, to było dokładnie to co robił. Krogulec zawsze tak mówiła, kiedy jej mówił, co się dzieje. Z pewnością więc zrozumie i tym razem.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Humorki związane z ciążą i wychowywaniem małych klusek nieco jej przeszły, a były one głównie spowodowane tym, że kocica była wyłączona z klanowego życia na czas… Nieokreślony wtedy. I nie wiedziała, kiedy znowu będzie mogła się do niego włączyć. Trenować terminatorów, rozmawiać z innymi i nauczać młodsze pokolenie. Los spłatał jej psikusa, bo teraz zamiast wychowywać nieswoje dzieciaki, będzie musiała zająć się tymi, w których płynie jej krew. Jej i rudzielca. Całe szczęście, że kocięta nie były do niego aż tak bardzo podobne, a przynajmniej z wyglądu. Charakter da się jeszcze ukształtować.
- Jakbyś nie zauważył, było mnie wtedy dwie i nie bardzo było tam miejsce – odpowiedziała, a jej ton był czymś pomiędzy warknięciem a normalnym tonem. Jakby się powstrzymywała jakąś częścią siebie przed nawrzeszczeniem na niego.
- Nie przypominam sobie, żebyś mi zabraniał siebie dotykać – stwierdziła, chociaż z pewną satysfakcją patrzyła, jak odskakuje pod wpływem muśnięcia jej ogona. Na początku trochę się zdziwiła, ale już po chwili zaczęła ją ta sytuacja bawić i powodować, że odczuwała w środeczku uczucie przyjemności. A jednak zamiast pójść sobie w inną stronę to poszedł razem z nią! Więc jednak coś mu jeszcze zależało, chociaż szylkretka uległa paru wątpliwościom, kiedy tak oschle się do niej zwracał. A przynajmniej tak się Krogulec wydawało… Jako, że nie była pewna, na ile dobrze odczytała uczucia Wiewióra to porzuciła te rozmyślania ze stwierdzeniem w myśli „co będzie to będzie”.
- Tak myślałam – mruknęła jedynie w odpowiedzi, nawet nie była zdziwiona! Wiedziała, że kolejne myśli, które były zupełnie bezsensowne toczą się po jego głowie, a jeszcze rudzielec był na tyle głupi, że się nimi przejmował! Krogulec nie widziała sensu w rozpamiętywaniu bolesnych doznań, dlatego też stwierdziła, że chować urazy aż tak długo nie będzie. I że syn Świerkowej Igły zrozumiał już swój błąd. Raczej.
- Nie ma po co się tyle zamartwiać. Złe myśli tylko zatruwają życie, a po co to komu? Nie lepiej się skupić na tych przyjemniejszych? – zadała retoryczne pytanie, które nie kierowała nawet w stronę wojownika, a przed siebie, kiedy wzrok badał teraz pod łapami. Mokradła nie były w niczym podobne do tych poprzednich, dlatego wolała najpierw spojrzeć na to, czy ziemia jest po prostu miękka i czy się w niej nie zapadnie.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
- Nieważne - mruknął. Miejsca trochę tam jeszcze było, ale zachowanie Krogulec był zrozumiałe, w tamtej chwili przynajmniej. Nie oznaczało to, że Wiewiórowi nie było przez to przykro. Nie chciał się kłócić.
- Rozumiem - rzucił. Czyli już jej przeszło? Już wszystko było w porządku? Nie musiał się już powstrzymać? Mógł po prostu się przytulić do córki Traszki bez żadnych konsekwencji? Zbliżył się do niej i przewrócił na grzbiet, najszybciej jak umiał, żeby nie miała czasu na reakcję. Następnie obrócił się w taki sposób, żeby to właśnie Kroguelc była na nim, nie odwrotnie. Swoje przednie łapy trzymał na czekoladowo-rudych barkach. Trzymał ją mocno przy sobie, żeby się nie wyrwała, dopóki jej nie uspokoi.
- Poczekaj - powiedział, gdyby wojowniczka próbowała się wyrywać. - Nie zrobię nic, na co mi nie pozwolisz. Chcę cię po prostu mieć blisko, chociaż na chwilę - gdy skończył mówić, splątał swój ogon z jej. Chciał czuć swoją ukochaną, mieć ją bliżej, niż przez ostatnie księżyce. Musiał jakoś pokazać, że ją kocha, że mu zależy, że się stara. Poluzował w końcu uścisk. Jeżeli tylko chciała, mogła się wyrwać.
- Masz rację - uśmiechnął się. Nie powinien się przejmować tymi złymi rzeczami, kiedy działo się tyle dobrych. - Powiedz mi, Krogulec, zależy ci na mnie chociaż trochę? - zapytał po chwili. To pytanie... nurtowało go od dawna.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Oczywiście, że Wiewiórowi było przykro. Miało być. Taki był zamiar, żeby poczuł wyrzuty sumienia za to, że musiała przez jego władczość siedzieć parę księżyców w jednym miejscu. Cieszyła się, że mogła teraz wyjść i pooddychać świeżym powietrzem cienistych terenów, których nawet nie miała okazji w pełni poznać. I chyba rudzielec coś źle zrozumiał. Chodziło jej o to, że to on nigdy jej nie zakazał jej się dotykać, zaś to, co powiedziała Krogulec, nadal obowiązywało. Następne, co zrobił zadziało się bardzo szybko. Szylkretka otworzyła szerzej ślepia, a jej mięśnie się już spięły, gotowe zareagować. Już nawet zdołała uwolnić jedną łapę z uścisku, gdzie podczas szamotania się z kocurem zdołała zadrapać go w policzek. Nie było to jednak nic groźnego, zagoi się dość szybko i śladu po tym nie będzie, ale zawsze było to ostrzeżenie dla syna Świerkowej Igły. Jeszcze większym zaskoczeniem było, jak przekręcił się na grzbiet, pozwalając na to, żeby to tym razem ona była na górze. Spojrzała na niego zaskoczona, chociaż nadal pysk miała zmarszczony. Zupełnie nie wiedziała, co się dzieje, co wyraźnie odmalowało się na jej pysku. Gdy jej wyjaśnił, co chciał zrobić, nieco się rozluźniła, chociaż nadal nie wyglądała na zbyt zadowoloną z takiego obrotu spraw.
- Mhm. No dobra – odpowiedziała jedynie, chcąc machnąć ogonem, ale ten szybko został spacyfikowany przez wiewiórczą kitę, przez co musiała ograniczyć się do drgania końcówki ogona. Rzuciła mu ostatnie, niezbyt spokojne spojrzenie, by już po chwili zacząć się rozglądać, jednocześnie wygodniej usadawiając na brzuchu rudzielca. Spokojnie się na nim mieściła. Pomimo dość muskularnej postawy, nadal była mniej masywna od Wiewióra, który chyba całą energię poświęcił na rośnięcie.
- Oczywiście, że zależy. Co to za pytanie w ogóle? – zapytała, nawet się nie zastanawiając, a waląc prosto z mostu. Nigdy nie próbowała kłamać… No dobra, raz. Dla dobra Króliczej Łapy. Ale tamta sytuacja była jedynie wyjątkiem, przez co rudzielec mógł się domyślać, że mówi prawdę. No i w trakcie odpowiadania mu, kątem oka spojrzała na niego, patrząc niemal z wyrzutem. Byli przecież przyjaciółmi. Chyba? Sama do końca nie wiedziała, jak się nazywa ta dziwna relacja, co zaczęła ich łączyć. Niby tak miało na początku być, a teraz przed kociętami są parą rodziców, która ich wychowuje, część klanu pewno postrzega ich jako partnerów… Więc jak to było? Co to za dziwna sytuacja?
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.