Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Położył uszy po sobie, słysząc słowa ukochanej. Nie to chciał usłyszeć i nie tego się spodziewał, a już w szczególności nie spodziewał się, że usłyszy te słowa wypowiedziane w taki... dziwny i niepodobny do Krogulec sposób. Nie zamierzył pytać dlaczego tak jest, bo doskonale zdawał sobie z tego sprawę, aczkolwiek mimo wszystko nie chciał słyszeć, że czekoladowo-rudej jest źle w obozie, jest źle w klanie, że nie chce przebywać wśród kotów, które się tam znajdują. Po jej następnych słowach postanowił zbliżyć się i otrzeć swoim policzkiem o jej, aby w jakiś sposób dodać jej otuchy, pokazać, że przy niej jest i że ją wspiera, choć nie jest łatwo. - Oczywiście, że ma, po prostu... nie możesz dać się złamać. Nie możesz dać Olchowemu Szeptowi tej satysfakcji. Kiedy zobaczy, że jego sztuczki na ciebie nie działają, to mu się znudzi - mruknął cicho, na wypadek gdyby ktoś zdecydował się ich podsłuchiwać. Zdawał sobie sprawę z tego, jak złośliwy musiał być smolisty kocur, skoro doniósł na Krogulec do Wężowej Gwiazdy a teraz znęcał się nad nią na treningu, z tego co córka Traszki zdążyła zakomunikować rudemu. - Wiem, że to dla ciebie ciężkie, ale jesteś silna i na pewno wytrzymasz jeszcze trochę. Pamiętaj, że jestem tu dla ciebie - dodał jeszcze, a ostatnie słowa jakby wyszeptał, nie będąc do końca przekonanym, czy powinien mówić to na głos. No ale stało się, najwyżej oberwie jak zwykle.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Krogulec nawet nie zareagowała jakoś szczególnie na to, że Wiewiór otarł się o jej policzek. Przymknęła jedynie oczy, czując chwilowe ciepło, które rudy kocur przekazał jej poprzez ten gest, ale szybko ono utonęło w morzu innych uczuć. Czuła się źle w klanie. Czuła się źle patrząc na te wszystkie koty i miejsca, które przypominały szylkretce przez cały czas o jej porażce. Chciała całkowicie się odłączyć, uciec od tego, co spędzało jej sen z powiek od pomad sześciu księżyców.
- Jak mam mu niby pokazać, że jego sztuczki nie robią na mnie wrażenia? Jak mam w ogóle go skończyć, skoro nawet nie wiem, czego mi brakuje do tego? - niemal warknela, jednak był jej ton bardzo widocznie zabarwiony smutkiem. Cały czas ignorowała jego durne teksty, ale Olchowy Szept nadal nie szczędził sobie złośliwości. Przełknęła ślinę przez zaciśnięte gardło, zatrzymując się i wbijając pazury w glebę, wzrok uparcie wlepiając pod łapy. Nie miala pojęcia, jakie było wyjście z tej sytuacji. Nic nie działało, była w punkcie bez wyjścia.
- Po co mam się w ogóle starać - wyszeptała jakby sama do siebie, zaciskajac zęby i oddechajac ciężko, próbując głębokimi wydechami uspokoić emocje. To nie Wiewiór był zdegradowanym wojownikiem bez żadnych perspektyw. To nie Wiewiór musiał obserwować mianowanie swoich potomków, którzy podostawali za mistrzów kogoś innego, bo on nawet nie miał szansy. Miała ochotę to wszystko rzucić, jednak lojalność zakorzeniona w niej przez Traszkowy Grzbiet była zbyt silna, aby została przyćmiona. Dlatego teraz stoi tutaj, czując jak bez jej zgody parę kropel opuszcza oczy i skapuje na ziemię, na co zareagowała wytrzeszczeniem w niemal przestrachu ślepi i silnym spięciem mięśni, przede wszystkim tych należących do przednich łap.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
- Ja... ja nie wiem. Po prostu... wytrzymaj jeszcze trochę, dla dzieci - dla mnie - cisnęło mu się na pysk, jednak się powstrzymał. Bał się, że kocicy przyjdą do głowy jakieś głupie pomysły. Bał się trochę, że byłaby w stanie pod wpływem emocji opuścić klan, zostawić go, zostawić dzieci, resztę rodziny. To nie była łatwa sytuacja, ale nie była też bez wyjścia. Mogła przeczekać, w końcu wszystko się ułoży, musi.
- Żeby pokazać Wężowej Gwieździe, że popełnił błąd, degradując się. Możesz też starać się dla dzieci, żeby dać im dobry przykład, zawsze znajdzie się jakiś powód - mruknął, ponownie ocierając się o policzek ukochanej, widząc, że nie ma z tym problemu. Kiedy jednak zobaczył, jak z jej oczu zaczynają lecieć łzy, przeraził się. Nie wiedział co zrobić, bo taka sytuacja miała miejsce właściwie pierwszy raz, ale starał się zachować zimną krew. Serce mu się krajało, był wściekły na Olchowy Szept, ale wiedział, że nie może w związku z tym za wiele zrobić. Jako zastępca musiał nad sobą panować.
Usiadł obok czekoladowo rudej i przytulił ją mocno do siebie. - Ćśśś, no już - szepnął jej do ucha, po czym czule przejechał po nim językiem. Nigdy się nie spodziewał zobaczyć jej w takim stanie. Nigdy.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Nie wiem. Nie wiedziała, dlaczego tak mocno zakuły ją te słowa i następujące po nich zdanie. Wytrzymać jeszcze trochę... To znaczy ile? Wraz z postępem czasu do głowy terminatorki wpadały coraz to głupsze myśli. I wpadały do niej coraz częściej, były wprost proporcjonalne do czasu, który spędzała poza obozem. A teraz coraz mniej było ją tam widać. Słysząc kolejne słowa, zęby zgrzytnęły przy ocieraniu się o siebie, gdy córka Traszkowego Grzbietu próbowała powstrzymać nadmiar emocji, które chciały się z jej wnętrza uwolnić. Przed odpowiedzią prychnęła cicho, gdy gula podchodziła jej do gardła. Na tym polu również nie była potrzebna. Kocięta wolały przebywać ze swoim starszym rodzeństwem lub z ojcem niż z nią, pomimo jej starań, żeby było wszystko poprawnie.
- Dobry przykład... Zdegradowana matka, która nie potrafi skończyć treningu pomimo, że wszystko już opanowała. Idealny przykład - burknęła, barwiąc ton wypowiedzi na ironiczny, marszcząc przy tym pysk z jednoczesnym zaciskaniem zębów. Już podczas ceremonii mianowania jej drugiego miotu było widoczne, że nie potrzebują matki. Nie potrzebują już kogoś takiego, jak ona. Klan Cienia również nie potrzebował kocicy jako wojownika, przecież miała na swoje miejsce zastęp innych, bardziej posłusznych i poddańczych jednostek, które będą wiernie służyć Wężowej Gwieździe, rzucając się z urwiska, jeśli on tak rozkaże. Pozwoliła się przytulić, początkowo nie odwzajemniając gestu, by po chwili położyć łeb na klatce piersiowej Wiewióra, kierując wzrok gdzieś na niedaleko rosnące drzewa, próbując uspokoić narastające emocje. Wszystko się waliło w jej życiu, krok po kroku. Starała się wcześniej być najlepszą matką, jakie mogły jej dzieciaki sobie wymarzyć, ale i na tym polu zawiodła.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
- Nasze dzieci nie są głupie. Wiedzą, jaka jest sytuacja i zapewniam cię, że zdają sobie sprawę z tego, jaki jest Olchowy Szept. Wiedzą, że kiedy znów zostaniesz wojowniczką, to będziesz najlepsza. Pokazując im, że pomimo przeciwności, nadal twardo stąpasz po ziemi i się nie poddajesz, dajesz im najlepszy możliwy przykład - rzekł pokrzepiająco. Domyślał się, że dla kocicy to tylko puste, nic nie znaczące słowa kogoś, kto zdegradowany nigdy nie był, a nawet uzyskał awans, ale Wiewiórczy Ogon mówił szczerze. Krogulec była dobrą matką. Po prostu... każdemu czasem coś nie wychodziło.
Powstrzymał się od zamruczenia, gdy czekoladowo-ruda wtuliła się w jego klatkę piersiową. Tak dawno nie czuł jej dotyku, tak dawno nie czuł jej uścisku. Brakowało mi tego.
Przytulił ją mocniej. - Po prostu nie rób niczego głupiego, dobrze? Pamiętaj, że w klanie masz rodzinę. Kocięta, które cię kochają i będą tęsknić... - mruknął jej do ucha spokojnie, wahając się przed dalszymi słowami. Uznał jednak, że nie ma nic do stracenia. - Ja będę tęsknił. Nie chcę cię stracić, Krogulec. Nie po tym wszystkim.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Krogulec wiedziała, jaka jest rzeczywistość. Nie jest dobrą matką i nigdy nią nie była. Prawdopodobnie też nie będzie, bo przy drugim miocie, nawet pomimo doświadczenia, teraz kontakt z dziećmi jej się praktycznie urwał. Starsze wydawały się być już od dawna odległe, zaś młodsze... Zaczynały odchodzić. Nawet Igła, która była niejako ulubienicą zdegradowanej wojowniczki gdzieś zaczęła się zawieruszać. Zacisnęła ślepia, próbując wyrzucić z siebie przykre myśli, które zaczęły ją nawiedzać coraz częściej, a ona nawet nie miała szansy się im przeciwstawić. Bo po co, skoro wszystkie z nich i tak były prawdą? Czuła, jak rudy kocur mocniej ją przytula, nie opierała się temu. Pierwszy raz potrzebowała takiego rodzaju czułości, wcześniej nie doceniając jego właściwości. Słysząc jego kolejne słowa, które dodał po zawahaniu się, nadstawiła ucha, po czym przytaknęła głową na znak, że zrozumiała. Dla córki Traszkowego Grzbietu abstrakcją by było, gdyby syn Świerkowej Igły nagle przestał ją kochać, nie oszukujmy się... Przeżył zazdrość o Porannego Szrona to przeżyje też ich kłótnie i rozstanie. Terminatorka nie wiedziała, na jakim etapie stoi ich relacja, była dziwnym zawieszeniem pomiędzy wrogością, przyjaźnią a partnerstwem, ale tym razem... Takim bardziej prawdziwym. Nie miała jednak ochoty dodatkowo przejmować się też stopniem relacji, dlatego korzystała z oferowanego jej ciepła tyle, ile mogła.
- W klanie mam tylko ciebie i dzieci, które mnie nie znoszą. A przynajmniej ich większość... Albo wolą mnie unikać. Wszyscy inni poodchodzili lub poumierali - mruknęła jakby w ogóle nie nawiązując do tematu, jednak chciała się tym również podzielić z zastępcą. Czuła się w klanie zbędna i niechciana. Wymienić mech może każdy terminator, zwierzyny mieli po czubek uszu, klanowej starszyzny nie mieli. Jakby odeszła to by się świat nagle nie zawalił. Przykre było również doświadczenie, że wcale nie była ważna jako wojownik, chociaż do ostatniej chwili się oszukiwała. Myślała, że na obóz spadnie jakaś klęska, że bez niej na tym stanowisku nikt sobie nie poradzi... I tu boleśnie wylądowała na ziemi. Mocno się myliła o swoim własnym wkładzie w klanowe życie. Była jedynie... Jedną z wielu. I to taką, która nie pasowała do jakiejś wizji przywódcy.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Relacja, jaka łączyła tę dwójkę, była bardzo skomplikowana i ciężko było doszukiwać się jakiejś oficjalnej nazwy. Można powiedzieć, że czasy nienawiści już minęły, choć w środku każdego z nich nadal coś tam jeszcze zostało. Nie było to jednak na tyle silne, by jakkolwiek dać się we znaki. Ciężko było jednak powiedzieć o przyjaźni, bo łączyło ich coś więcej, ale nie było to jeszcze partnerstwo. Było to coś... chyba pomiędzy, przynajmniej na razie. A przynajmniej takie sygnały od Krogulec odbierał Wiewiór.
- Nie nie znoszą cię, Krogulec. Kolec cię kocha, pomimo tego wszystkiego, Żądełko też cały czas o tobie mówi "najukochańsza mamusia", to samo Ostra. Kieł też cię kocha. Ci starsi są już po prostu w takim wieku, w którym rodzice się już tak dla nich nie liczą. Zresztą, za mną też większość nie przepadała. Bóbr nadal mnie nienawidzi, Pustułka chyba znowu się na mnie obraziła, Szop do niedawna mnie nie znosił. Spróbuj z nimi porozmawiać, jeśli tak bardzo cię to gryzie. To... naprawdę może pomóc, chociaż jak już mówiłem, one cię nie nienawidzą w żadnym wypadku - odpowiedział spokojnym, cichym głosem, po czym pozwolił sobie czule przejechać językiem po mokrym od łez policzku czekoladowo-rudej, by następnie ponownie mocno ją przytulić. Chciał jej wybić z głowy wszystkie głupie pomysły, na jakie mogłaby tylko wpaść. Chciał, żeby została w klanie, żeby przetrwała ten ciężki czas. Chciał ją mieć przy sobie. Nie potrafiłby bez niej żyć. Nie dałby rady.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
I prawdopodobnie Krogulec również była zlokalizowana gdzieś pomiędzy. Jednocześnie czuła coś więcej, jednak nie była do końca pewna, czy może sobie pozwolić na coś takiego. Przynajmniej na chwile obecną, a jeśli chodzi o wcześniejsze uczucia, jakimi darzyła zastępcę to... Nie była to w pełni dojrzała i poważna miłość, co było widać na pierwszy rzut oka, pomimo że kocięta numer dwa zostały poczęte za ich zgodą. Ale wszystko odbywało się tylko w teorii. Dopiero degradacja popchnęła córkę Traszkowego Grzbietu do zmian w swoim charakteru i... Stała się bardziej dojrzała. A tam mogło się przynajmniej wydawać w jej mniemaniu. Skierowała ucho w kierunku pyska Wiewióra, wysłuchując jego słów o kochających ja dzieciach. I, pomimo wszystko, poczuła ciepło, że niektóre z dzieci nadal ja kochały i być może będą chciały mieć z nią kontakt dalszy. Być może.
- Może masz rację... Mam nadzieję, że teraz nie zrobię niczego źle... - odpowiedziała cichym mruknieciem, podnosząc łapę i ścierając reszty mokrych dróg z policzków, odrywając się od piersi kocura i podnosząc wzrok, lekko zadzierając głowę w kierunku jego oczu.
- Zawsze myślałam, że byłeś niższy ode mnie... - powiedziała w zastanowieniu bardziej do siebie niż do niego, mrużąc przy tym podejrzliwie oczy. Czy to przez ukształtowanie terenu? A może zawsze tak było, tylko Krogulec nosiła cały czas głowę wysoko i na wszystkich patrzyła z góry. Nawet na przywódcę na Trzaskającej Gałęzi, który w jej oczach wydawał się mniejszy.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór natomiast nie zastanawiał się nad tym, czy może sobie pozwolić na więcej. Po prostu to zrobił. Przeżył już tyle fochów Krogulec, że jeden w te, czy wewte mu nie robił różnicy, doprawdy. Zwłaszcza, że widział w byłej partnerce zmianę. Widział, że... dojrzała, nie jest już tą samą kłótliwą kocicą, którą była jeszcze parę księżyców temu. Może zabrzmi to źle, ale degradacja, choć nie do końca zasłużona, dobrze jej zrobiła. Dzięki temu, kocica stała się lepszą wersją samej siebie.
- Oczywiście, że mam rację. I nic nie zrobisz źle. Po prostu z nimi porozmawiaj, to wszystko - mruknął, uśmiechając się ciepło. Cieszył się, że w jakimś stopniu udało mu się podnieść ukochaną na duchu, że przestała płakać, że czuła się lepiej. Chociaż trochę. To wystarczyło.
- Już dawno cię przerosłem - rzekł, nie spodziewając się takiego komentarza ze strony córki Traszki. - Tak właśnie zwracałaś na mnie uwagę. Taka właśnie jesteś - zaśmiał się, trącając ją lekko barkiem. Jak mogła tego wcześniej nie zauważyć?
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Oby tylko nie pozwolił sobie na zbyt dużo. Krogulec była obecnie już i tak w złym stanie psychicznym, a Wiewiór był jedną z jej nielicznych podpór, które przytrzymywały ją jeszcze przy normalności. Jeśli o normalności oraz szaleństwie mowa, szylkretowa kocica zaczęła się zastanawiać, co z nią potem będzie.
- Jak myślisz, skończę tak jak Króliczy Pląs? - zapytała, starając się nadać swojemu tonowi neutralny wydźwięk, chociaż i tak słychać w nim było nutę napięcia. Szalona matka, wyrzucona z klanu i skazana prawdopodobnie na śmierć na terenach wolnych, pozbawiona swoich dzieci. Sama nie wiedziała aktualnie, co ma do białej kocicy czuć. Jednocześnie czuła obrzydzenie jej zachowaniem oraz tym, że złamała zakaz Wężowej Gwiazdy, a z drugiej wiedziała, jak to jest stracić dziecko. A Królicza straciła wszystkie za jednym razem.
- No gdzie. Na pewno stoisz w jakimś wyższym miejscu i chwalisz się, że mnie przerosłeś - prychnęła cichutko, nieco rozbawiona, chociaż gdzieś tam w głębi zaczęła sobie parę spraw uświadamiać. Że była zapatrzoną w siebie kocicą, która nie zauważała innych. Chciała, aby świat się jej podporządkował, jedyne co dając od siebie w zamian to swoją własną ambicję. Czy tak była właśnie postrzegana przez innych w klanie? Może powinna nauczyć się nieco... Pokory? Czy jak to się nazywało? Trąciła lekko nosem policzek rudego, kierując swoje kroki w kierunku obozu, chcąc powoli wracać. Jednocześnie gest pełnił funkcję zaproszenia do spacerowania, ale jak to kocur odbierze? Kto wie?
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Słysząc pytanie Krogulec, Wiewiór zamrugał parokrotnie. Nie mógł za bardzo uwierzyć w to, że kocica zastanawiała się nad czymś takim, że była w stanie uwierzyć w to, iż mogłaby stać się taka jak Króliczy Pląs.
- Króliczy Pląs była głupia i nie miała przy sobie nikogo, kto byłby w stanie wybić jej z głowy głupie pomysły - mruknął, na końcu uśmiechając się ciepło. - Nigdy bym do tego nie dopuścił - dodał jeszcze, ocierając się policzkiem o jej policzek. Nigdy nie mógłby pozwolić na to, by jego ukochana stała się podobna do kogoś, kim tak bardzo gardził, kto został wygnany. Czekoladowo-ruda była na to za mądra, za silna. I miała przy sobie osoby, które przy niej po prostu będą, zawsze. Króliczy Pląs, z tego co rudzielec wiedział, nikogo takiego nie miała, zatem robiła wszystko, co jej przyszło do głowy, bo nikt jej powstrzymywał. Tyle.
- No to się zaraz przekonamy - także prychnął, przyjmując zaproszenie do spacerku, choć nie spodziewał się go w takiej formie. W ogóle nie spodziewał się czegoś takiego po córce Traszki. Była to... miła niespodzianka. - Coś bym ci powiedział, ale doskonale już o tym wiesz - mruknął, uśmiechając się i puszczając jej oczko, po czym ruszył równo z nią.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Przytaknęła głową na zapewnienia Wiewióra, że nigdy by nie dopuścił do tego, żeby stała się taka, jak Płomień czy wspomniana Króliczy Pląs. Miała taką cichą nadzieję, że rudy zdusi w zarodku to, co mogłoby się przyczynić do rozwoju szaleństwa u szylkretowej kocicy. Szła u jego boku spacerowym tempem, ze zgrozą zauważając, że RZECZYWIŚCIE był wyższy. No chyba nie. Przecież zawsze był dla niej ledwo wyrośniętym kociakiem, który czekał długo na swoją ceremonię na terminatora, a teraz? Teraz stał przy niej potężny zastępca klanu, który wytrenował tabun swoich uczniów i paru innych w klanie. A ona? Ona stała cały czas w miejscu. Gorzej, cofała się. Ta myśl była okropnie dołująca, dlatego nie odezwała się ani słowem w trakcie podróży do obozu, lekko zaciskając przy tym szczękę i wzdychając cicho, gdy byli już w pobliżu przejścia.
zt?
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Ciężko stwierdzić, czy Krogulcza Łapa się cofała. W gruncie rzeczy, odkąd została zdegradowana, bardzo się zmieniła i zdecydowanie była to zmiana na plus, a to raczej był duży krok do przodu, niźli do tyłu. Fakt, piastowała rangę terminatorki, aczkolwiek raczej była to jedynie kwestia czasu, aż Wężowa Gwiazda, czy Olchowy Szept zobaczą jej zmianę i to, jakie postępy w swoim zachowaniu zrobiła. Chyba.
- No już, nie smuć się tak - mruknął, uśmiechając się do niej, po czym otarł się o jej bark i ruszył w swoją stronę, czyli najpewniej do swojego legowiska.
Ciemna Toń to długowłosa, czarna kocica o smukłej sylwetce, która porusza się na masywnych łapach. Zalicza się do przeciętnych wielkością kotów. Jej chód jest pełny gracji i wdzięku, a przez jej wyprostowaną postawę może się wydawać nieco wyższa niż w rzeczywistości jest. Warto także zaznaczyć, że na przednich łapach posiada niewielkie blizny, które nabyła podczas jednej polowania w starciu z łasicą. Kiedy mamy już zarys jej sylwetki, możemy przejść do okrągłej głowy, na której wręcz od razu w oczy rzucają się dwie mocno odznaczające się od pospolitej barwy futra wojowniczki; bursztynowe kule, które dopełnia nieschodzący z pyska szeroki uśmiech. Nos koteczki jest czarny, dlatego też bardzo łatwo wtapia się w jednolity włos. Natomiast białe wąsiska, są rozchwiane praktycznie na wszystkie strony. Na czubku głowy mieszczą się dwie średniej wielkości delikatnie zaokrąglone na końcach antenki z szaro-różowym wnętrzem.
Ciemna Toń zatraciła w sobie wysokie ambicje, stała się cichsza, a także wolipo przystawać przy czyjejś racji niżeli wyrazić własne zdanie. Dla niektórych, w szczególności swoich kociaków może wydawać się natrętna i nadopiekuńcza, mimo iż nigdy nie ma złych intencji. Jednak pomimo tego wciąż nie zatraciła swej pogodnej natury. Lubi pomagać innym w rozwiązaniu ich problemów, wdać się w przyjemną rozmowę z innymi Klanowiczami, pójść na spacer, polowanie, czy po porstu pożartować, choć nie zawsze jej to wychodzi.
Wstając wcześnie rano, Ciemna Toń postanowiła przysłużyć się klanowi i wybrać się na polowanie, bo co jej zaszkodzi? Rany, które niegdyś odniosła od łasicy, już dawno się zagoiły, dzięki czemu długowłosa kocica mogła teraz skakać, biegać ile popadnie!
Zbliżając się do Zroszonego Torfowiska, stwierdziła, że to może być dobre miejsce do polowania, także przywarła do ziemi, ogon zrównała z resztą ciała i przeniosła ciężar na tylne lapy. Odwracając się w kierunku wiatru, ruszyła przed siebie, uważając na wszelakie gałązeczki, które wyłaniały się spod śniegu. Nareszcie Pora Nagich Drzew odchodziła. Miejscami już można było zauważyć niewielkie pączki. Wszystko się zazieleniło, co jeszcze bardziej zadowalało córkę Jodłowej Igły, jednakże nie to teraz było ważne. Najważniejsze było to, aby upolować jak najwięcej zwierzyny, bo Pora Nowych Liści, zwiastowała obfite łowy w ptactwo i gryzonie.
Wrzask jest masywnym, krępym kotem o przykrótkich, potężnych łapach. Na szerokiej, pełnej blizn głowie znajdują się nieduże uszy, z których pozostały już jedynie strzępy. Ma krótki, gruby ogon, który rzadko pozostaje w bezruchu dłużej niż kilka sekund, o ile kocica nie śpi. Jej futro jest nieco zaniedbane, krótkie i rude, pełne podłużnych pręg rozłożonych na całym ciele. Jedynymi białymi elementami są nastroszone wąsy, pyszczek i gardło, a także kilka pręg przy końcu ogona. Charakterystycznym elementem wojowniczki są intensywnie pomarańczowe oczy, z czego na lewe niedowidzi, a także masa blizn. W jej arsenale zębów brakuje lewego dolnego kła.
Wrzeszczący Pysk jest obojętnym na wszystko, skupionym na wykonywaniu swoich obowiązków kotem. Gardzi przepychankami słownymi, woląc uciekać się do przemocy niż niepotrzebnie strzępić język. Uznaje jedną rację - swoją. Łatwo wpada w gniew, prawie cały czas towarzyszy jej irytacja. Nienawidzi siedzieć bezczynnie. Stara się jednak postępować rozważnie, aby nie sprowadzić kłopotów na koty, na których jej zależy. Jej lojalność od zawsze leży po stronie Klanu Gromu, choć wobec samych jego członków przyjmuje postawę obojętną i szorstką. Nie uznaje władzy i działa według własnych zasad, chcąc jak najlepiej dla klanu. Nie boi się własnymi łapami wymierzać kary innym, gdy widzi, że na nią zasługują. Gdy widzi niebezpieczeństwo, eliminuje je, myśląc przyszłościowo - gdyby jakiś słabszy wojownik lub terminator na nie natrafił, mógłby zginąć. Wojowniczka jest silna, i chętnie z tej siły robi użytek. Nie brak jej przy tym pewności siebie i zdecydowania. Do kociąt podchodzi z dystansem, uznając je za nieco upośledzone i zupełnie bezbronne.
Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]; Czosnek[S]
Polowanie w okolicy Zroszonego Torfowiska z pewnością mogło przynieść wiele korzyści, ale również i parę nieprzyjemności. Jedna z nich spotkała kocicę, gdy przybrała pozę łowiecką i ruszyła przed siebie, uważnie rozglądając się za zwierzyną. Teren wyłaniający się spod śniegu był nieprzyjemny dla kocich łap, twardy i zmarznięty, a w innych miejscach wilgotny, jednak nie mniej lodowaty. W pewnym momencie lewa przednia łapa wojowniczki poślizgnęła się na nierównej powierzchni, sprawiając, że ta utraciła równowagę. Nie przewróciła się co prawda, ale jej kończyna wylądowała w błocie zmieszanym ze śniegiem. Nieprzyjemna papka pokryła połowę długości jej łapy, sprawiając, że szybko zaczęła czuć w niej nieprzyjemny chłód.