Ach, ach.
Zioła, zioła, zioła. Głównie pokrzywa. Zioła.
Nie miał zamiaru narzekać na swoje życie. Było idealne. Lepsze niż idealne. Składzik był pełny, Klan zdrowy, a mu brakowało przypadków do leczenia. Po co Klanom więcej niż jeden medyk? Po co im pomoc? Nie było im za ciasno w lecznicy w tym Cieniu?
Debile. Idioci.
Poeta niechętnie kręcił się koło granic z Wichrem. Liczył, że tu będą pokrzywy; musiały gdzieś być. Nie lubił Klanu i nie lubił gości. Wyszedł tak po południu, żeby nie natknąć się na żaden patrol.
Oby było spokojnie.
//Ważka!
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Ważka z kolei narzekała, choć teoretycznie dopiero co osiągnęła swój cel. Bynajmniej nie na głos, dusiła bowiem w sobie wszystko, nie widząc żadnej możliwości uwolnienia emocji w obozie. Nie mogła wyżywać się na pacjentach...a więc względem wszystkich utrzymywała tę samą nijaką fasadę, co zawsze. Tylko tego jej brakowało, żeby ktoś poszedł żalić się Roziskrzonej Gwieździe.
W środku była jednak zła, zła i bardziej niż zwykle rozdrażniona. Była zła, gdy Źdźbło zniknęła nie zjawiając się nawet na ceremonii i niemalże wściekła, gdy dowiedziała się, że zniknęła w jakimś stopniu celowo. Tak samo jak Pszczoła...której decyzję z początku uszanowała, teraz jednak darzyła ją podobnym poziomem złości, co matkę. Nie miała już ochoty zobaczyć ich pysków, tych, które rzekomo tak bardzo o nią dbały. Tak bardzo, że siostra opuściła ją goniąc za wyimaginowanym szczęściem niewiadomo gdzie, a matka ruszyła w świat by znaleźć córkę...która zniknęła w pełni celowo. Przyszła medyczka zmarszczyła brwi, zaciskając mocniej szczęki.
Choć od czasu leczenia u Poety unikała okolic granicy z Klanem Rzeki, niechęć do zbliżania się do terenów niczyich przygnała ją w te okolice. A nuż w okolicach wody rośliny lepiej rosły. Czego szukała? Na pierwszym miejscu pajęczyny. Skupiona na poszukiwaniach poczuła zbliżającego się kota z opóźnieniem; z niepokojem mogła stwierdzić, że pachniał podejrzanie znajomo. Wielką głupotą byłoby nagłe zrywanie się, zwracając jednocześnie na siebie uwagę; schyliła się do najbliższego napotkanego krzaka, jednocześnie faktycznie szukając na nim pajęczyny, jak i licząc na to, że kocur - o ile to był ten kocur - nie zwróci na nią uwagi. A jeżeli zwróci, nie rozpozna jej od tyłu, szczególnie na tak...pozornie nietypowych terenach.
Poeta był medykiem. Medycy mieli to do siebie, że mieli wrażliwy węch.
Kocur dość dobrze musiał operować tym zmysłem. Polegała na tym cała jego ranga. Poza tym, musiał mieć podzielną uwagę. Ktoś rzygał, kogoś trzeba było łatać i jakiś kolejny dureń pakował mu się do lecznicy bez żadnego konkretnego powodu.
Kocur już wcześniej zarejestrował ruch po stronie granicy Klanu Wichru, ale nie do końca chciał na to reagować. Może to patrol. Był medykiem, więc nie szukał problemów. Ciekawie zaczęło się robić, gdy do jego nozdrza doleciał znajomy zapach. Ważka. Powąchał jeszcze raz, chcąc upewnić się, że to na pewno ona. Przemknęło mu jeszcze jej czarne futerko w tle.
Tak. Ważka.
- Och, kogo moje oczy widzą! - Zawołał pozytywnie, chcąc przywołać kotkę do siebie. - Ważka. - Teraz miała na sobie stabilny zapach Wichru. Musiała do niego dołączyć. Może niedawno. Może wczoraj? Biorąc pod uwagę jej wiek, musiała być raczej terminatorką, więc nie pozwolono by jej raczej odchodzić tak daleko bez wcześniejszego przeszkolenia. Zaskakujące. Coś mu to nie grało. - Miło cię znowu widzieć. Trochę się pozmieniało, co? - Zagaił, chcąc się dowiedzieć, co się stało. Nie było w nim negatywów ani podejrzliwości. Nieważne, co by mu powiedziała, pewnie by go to zadowoliło.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Choć Ważce daleko było do medycznego doświadczenia Sennego Świtu, ciężko było nie potwierdzić takich domysłów słysząc od strony Rzecznej granicy swoje własne imię.
Z pełną premedytacją przycisnęła jedną z gałązek, którą zamierzała zebrać medykamenty do ziemi, nim nie usłyszała głośnego trzasku. Dopiero wtedy niechętnie odwróciła się w stronę Rzecznego medyka. Nie miała pojęcia, jak się wytłumaczy, choć kocur zdawał się być wobec niej wyjątkowo pozytywnie nastawiony. Sama więc...starała się wykrzesać z siebie odrobinę entuzjazmu. Tyle, ile była w stanie. Podeszła do granicy, upuszczając pod łapy drugą gałązkę, tę, która została oszczędzona. – Poeta – tudzież Senny Świt, skoro jednak kocur przedstawił się innym imieniem, Ważkowej Łapy nie interesowało to bynajmniej na tyle bardzo, by wnikać w szczegóły. Był medykiem. Ona również za pewien czas medyczką będzie. Powinna poznać kocura i utrzymać z nim dobrą relację, a przynajmniej...neutralną. Nie wiedziała, na ile nie było to marzeniem ściętej głowy, bowiem kłamstwo zdawało się być niezmiernie głupie; a chociaż nie wiedziała, jakie podejście miał Poeta, ona nie byłaby zadowolona, gdyby Klanowy kot przyszedł do niej pod przykrywką na leczenie. – Nie miałam dotychczas okazji przynieść niczego w podzięce – odparła ni z tego ni z owego, zupełnie nie odpowiadając na pytanie kocura. A nuż nie zainteresuje go to na tyle, by wnikać. – Lis odgryzł mi kawałek łapy...nieco utrudniało mi to mobilność.
Łysy, nieciężki do zauważenia placek na lewej łapie działał potwierdzająco dla jej słów. Które, zresztą, były niemalże szczere, choć konieczność odwdzięczenia się Rzecznemu medykowi faktycznie zeszła w jej głowie na dalszy plan.
Poeta potrafił wyczuwać, kiedy coś było dobitnie nie tak.
Kocur znał się poniekąd na kłamstwach kotów. Sam łgał na potęgę, zmyślając to i owo o byciu medykiem. Noc kazał mu wybrać ucznia - Poeta nie dość, że nie miał zamiaru tego robić, to jeszcze miał to zamiar przekładać to jak najdłużej może. Wybór dobrego kandydata będzie przecież długotrwałym procesem. Męczącym procesem. Może mu zajmie cały rok.
Ważka kłamała. Wymijała pewne kwestie, licząc, że Poeta się nie zorientuje. Kocur uśmiechnął się do niej szeroko, z dokładną wiedzą, że kłamała i że nie przeszkadzało mu nic w tym kłamstwie.
- Daruj sobie - mruknął pośpiesznie. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, widząc, że ma łapę, więc nic jej nie odgryziono; zaledwie skórkę. - Medycy mają pomagać niezależnie od klanowych konfliktów. Wybacz moją ciekawość, ale od jak dawna jesteś Wichrzaczką? - Zagaił dość bezpośrednio. - Kiedy cię spotkałem, podawałaś się za samotniczkę. Było to dość niedawno: wydaje mi się to lekko dziwne, żeby Roziskrzona Gwiazda puszczała wolno świeżo przyjętego kota tak daleko na granice bez wyraźnego patrolu. Masz w nim rodzinę czy tak po prostu? - Spytał wyjątkowo luźno, wręcz przyjaznym tonem. - To medykament? - Spytał, widząc tajemniczą gałązkę, której nie był w stanie rozpoznać z tej odległości. - Jak tam twoja medyczna wiedza? Zatrucie przeszło? Potrzebujesz wiedzieć coś więcej?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Poeta okazał się być wścibski, a Ważkowa Łapa zaczęła zastanawiać się, co było większą głupotą; to, że poszła tamtego dnia na Rzeczną granicę i spytała o leczenie, czy że nie wzięła nóg za pas, kiedy tylko rozpoznała znajomy zapach. Chyba to pierwsze. Bowiem w obliczu funkcji, jaką oboje sprawowali, powinna się liczyć z szansą, że w ten czy inny sposób może go kiedyś spotkać. To, że to kiedyś nadeszło tak szybko i w tak głupi sposób było zupełnym przypadkiem.
...będzie szczera. Przez myśl nagle jej przeszło, że w gruncie rzeczy opinia Poety na jej temat prawdopodobnie w najmniejszym stopniu nie wpłynie na jej życie. Może nawet nie powinna jej obchodzić. Była dziś w koszmarnym nastroju i nie miała nawet chęci kleić kolejnych opowiadań, które miałyby ją wytłumaczyć. –...większość życia. Moja matka była Wichrzaczką – i już nie była; z pełną premedytacją użyła tu czasu przeszłego, dostrzegając nieczęstą okazję pośredniego wyrzucenia z siebie złości na Źdźbło. Obcy kocur nie zrozumie aluzji, choć najpewniej założy, że kotka nie żyje. Zdawała sobie sprawę, jak absurdalny i niepotrzebny był to komentarz, a jednak nie powstrzymała się. Mimo, że przeczyło to jej niechęci do zbytecznego tłumaczenia się kocurowi. – Nie powiedziałam wprost, żebym była samotniczką, ale to prawda. Żyłam już wtedy w Klanie Wichru.
No i proszę, kawa na ławę. Senny Świt mógł zareagować jak tylko zechce; terminatorka wbiła ślepia prosto w jego pysk, obserwując, czy przesadzenie uśmiechnięta mimika się zmieni. Może jednak będzie życzył sobie zapłaty. Prawdopodobnie domyśli się, że mieli w Wichrze wybrakowaną kadrę, jeśli ta informacja jakimś cudem nie rozeszła się wśród klanów. – Szukam pajęczyny – odparła prosto, zerkając na leżącą u jej łap gałązkę. Nie wiedziała, co to za drzewo i nieszczególnie ją to interesowało. – Zatrucie przeszło. I zostałam terminatorką medyka – proszę bardzo, kolejna przełomowa informacja. – Więc szkolę się. Wiem...więcej, niż wiedziałam wtedy, kiedy nie wiedziałam nic.
Dramy, dramy, kłamstwa. Poeta konflikty lubił najbardziej.
Kocur niewiele wzruszył się jej opowieścią. Wyłuskał zaledwie parę istotnych wątków: o drugim rodzicu wspominki nie było, co pozwalało zakładać, że był samotnikiem. Lub też nie; kotka mogła uciec i wrócić do Klanu. Możliwe też, że jej matka była wygnana z Klanu. Albo była martwa. No cóż. Nie jego problem; ale współczuł kotce na takim etapie, bo wiedział, jak bardzo rozdzierające potrafią być różnice klanowe.
Następna część historii nie była wiele interesująca: skłamała, ale została terminatorką medyka. Uniosła się z honorem, albo była zbyt dumna lub zbyt zdesperowana by szukać pomocy w Klanie.
- Ach - zaintrygował się Poeta. - Więc awans. - Podsumował zgrabnie jej opowieść.
Dał sobie chwilkę przerwy, by przeanalizować jej słowa i jakoś sensownie na nie odpowiedzieć.
- Też bym tak zrobił - wyjaśnił najpierw. - Czasami po prostu nie lubisz się z medykiem. Albo Klan jest wyjątkowo irytujący. Albo bardzo chciałaś zostać terminatorką medyka i potrzebowałaś zabłysnąć wiedzą. Gdybyś przedstawiła sytuację otwarcie, z pewnością udzieliłbym ci większej pomocy. Medycy są ponad klanowe konflikty, czy coś - wrzucił to lekką dozę ignorancji do zasad. - Ale rozumiem. Kłamałaś całkiem nieźle. - Dorzucił uśmiechem. - Pozostaje mi życzyć ci powodzenia na ścieżce medyka. To wyczerpująca, ale korzystna droga. Jak tam trening z Bryzgającą Falą? - Miał nadzieję, że dobrze zapamiętał imię medyka. - Masz też w konkurencji Niezapomnianą Łapę, prawda? Dobrze ci się z nią uczy?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Awans, tak, awans. Skinęła delikatnie głową, słuchając dalszej części jego wypowiedzi w pełni uważnie. Nie wiedziała, na ile sobie dopowiada, a na ile za słowami kocura kryła się niejako niechęć...nie do niej, a raczej do własnego klanu. Nie wypowiedziała tych myśli na głos, obawiając się, że wyjdzie na głupca; zaszufladkowała jednak odczucia w głowie, jeśli coś miałoby potwierdzić je później.
I nie wiedział. Niewiadomo, czy informacja o śmierci medyka nie dotarła jeszcze do całego Klanu Rzeki, czy może akurat tego tylko kocura, jednak postawienie jej przed koniecznością odpowiedzi - czy to kłamstwa, czy prawdy - spowodowała u niej nagły napływ niechęci do Rzecznego medyka. Jego zachowanie było uprzejme...aż nazbyt, i na siłę wręcz próbowała doszukać się w tym jakiegoś podstępu. Przez chwilę świdrowała wzrokiem pysk kocura w ciszy, nim gwałtownie zastrzygła uszami. Jakby nagle doszła do wniosku, że w tym momencie w gruncie rzeczy niewiele ją to obchodzi. – Gdyby Bryzgająca Fala żył, nie prosiłabym obcego kota o leczenie pod przykrywką – w ówczesnej decyzji nie było ani krzty czy to honoru, czy dumy, ani nawet jakkolwiek wyrafinowanego planu, o jakim myślał Poeta. Desperacja? Prędzej. – Teraz sytuacja jest pod kontrolą. Niezapomniana Łapa się doszkala, ja...pośrednio – to akurat niesamowicie nie podobało się Ważce, choć nie śmiała wyrazić słowa sprzeciwu, gdy jej pozycja była w dalszym ciągu tak krucha. Pewne rzeczy trzeba było zaakceptować i przeboleć; była to jedna z nich. – A Niezapomniana Łapa jest...w porządku. Przyzwyczaiłam się do jej towarzystwa. W porządku. Taka była z tego informacja, że równie dobrze mogłaby nie powiedzieć nic, a jednak...nie musiała się tłumaczyć wcale.
Och, och, och. To się wkopał.
Zauważył po tonie Ważki, że jej raczej lekko cięta, nienagtywna postawa nagle zmieniła ton. Stała się bardziej sucha. Oschła. Nie dziwił jej się, kompletnie. Śmierć to kiepska kwestia. Nie wiedział nawet, czy kotka nie była blisko z byłym medykiem. Mogła być. Gdyby ktoś spotkał go świeżo po śmierci Cisa... Lepiej było z nim wtedy nie rozmawiać.
Poeta błyskawicznie stracił uśmiech i przyłożył uszu do siebie. - Och - mruknął zdziwiony. - Och, wschodzące słońce. Nie wiedziałem.
To było przykre. Pokiwał powoli głową na wiadomość o Niezapomnianej Łapie - niech się dogadują, nie jego problem. - Wiem, jak to jest. Cis też zmarł i zostawił mi lecznicę. Wiem, że to pewnie nie ta sama sytuacja, ale... Kiepsko. Po prostu, cholera, kiepsko - ciągnął zbędnie.
Pozwolił ciszy zapaść, licząc, że kotka sama się jakoś otworzy. - Jak ty się trzymasz? Może mogę ci jakoś pomóc?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Miała silne przeczucie, że Poeta zupełnie na opak zrozumiał jej nagle oschlejszą postawę.
W gruncie rzeczy temat śmierci Bryzgającej Fali nie ruszał jej wcale; jakkolwiek absurdalnie to nie brzmiało, stukrotnie gorszy wpływ wywarło na niej opuszczenie klanu przez Źdźbło i Pszczołę. Nienawidziła być stawiana pod ścianą, w konieczności tłumaczenia się, a jak na razie dokładnie w ten sposób ta rozmowa wyglądała. A jednak zszedł mu w końcu z pyska ten głupi, wręcz sztucznie wyglądający uśmiech. Nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło. – Współczuję – odbiła piłeczkę, jak wypadało. Nie miała pojęcia, kim był Cis; nie słyszała tego imienia, odkąd żyła w Klanie, musiał zatem umrzeć już szmat czasu temu. Ją samą może faktycznie bardziej powinno boleć odejście wujka, choć w gruncie rzeczy nie miała okazji bliżej go poznać. W praktyce...stało się wręcz pretekstem, by ubiegać się o posadę medyka. Momentem, w którym postanowiła w ogóle wkroczyć na tą ścieżkę widząc, jak bardzo śmierć jednego - tak ważnego! - kota mogła zatrząść klanem. – Dlaczego tak bardzo chcesz mi pomóc? – jej ton głosu stracił odrobinę na oschłości, ale był równie...płaski, co od początku. Jej słowa sugerowały, jakoby faktycznie potrzebowała tej pomocy, a jednak zdecydowała się tego nie prostować. – Nie widzę żadnych korzyści, jakie mógłbyś z tego mieć. Zatem?
Zdecydowanie nie uwierzy w żadną łzawą historię. Byli...niemalże obcymi kotami, a jeśli chodzi o pierwsze wrażenie - zrobiła je subiektywnie jak najgorsze.
Współczuję.
Och, jak niewiele to znaczyło. Współczuję, że twój przyszywany ojciec się zabił. Że jak idiota nażarł się cisu i stwierdził, że rozsądnym będzie zostawić go samego, porzuconego, zniszczonego. Żeby go totalnie zlać, zignorować, gdy miał problemy z miłością i wszystkim innym. Wschodzące słońce, jego mistrz był takim idiotą. Takim wielkim idiotą.
- Było, minęło - mruknął wymijająco.
Następne pytania go zastanowiły. Dlaczego chciał jej pomóc? Nie wiedział. Po prostu czuł taką potrzebę. Przeanalizował ostrożnie jej historię i zastanawiał się, jak sensownie jej odpowiedzieć.
- Medycy są ponad klanową konkurencją. Nie we wszystkim muszę mieć korzyść. Czasami po prostu czuję, że coś właściwe. Macie krucho z medykiem; możliwe nawet, że masz krucho emocjonalnie. Znam się na ziołach. A bycie medykiem to w połowie rozwiązywanie problemów emocjonalnych innych kotów. Skoro już dzielimy rangę, dlaczego nie możemy mieć dobrych relacji? Powinniśmy sobie pomagać w czasie kryzysów. - Wyjaśnił pośpiesznie. - A tak naprawdę? Jestem z pochodzenia z Nowego Świtu. Z obu rodziców. Przyszedłem do Rzeki jako kocię i rozumiem, jakie to może być uwłaczające mieć nie-do-końca klanowe pochodzenie. Poza tym przypominasz mnie z młodości. Masz charyzmę. Siłę. Potrafisz sobie poradzić nawet, jeśli warunki są trudne.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Dobre relacje, właśnie. Z tą myślą podeszła do granicy z Rzeką i to właśnie powstrzymywało ją przed potraktowaniem Poety oschlej. Powoli pokiwała głową. Niech będzie, choć nie kupowała słów o poczuciu, że coś jest właściwe, o jej rzekomo kruchym stanie emocjonalnym, o porównaniu jej charakteru do jego samego, na co nieznacznie się skrzywiła. Był to komplement, a jednak - a może dlatego - było dla niej niezrozumiałe, dlaczego kocur to powiedział.
A może, mimo wszystko, powinna zaufać bardziej jego słowom i przyjąć oferowaną pomoc, jakakolwiek by ona nie była; nawet, jeśli słowa Sennego Świtu nie były w pełni szczere, cóż ona mogła stracić? – Przyznam, że nigdy nie słyszałam o Nowym Świcie – wypuściła powietrze nosem, przeszukując zakamarki pamięci, a jednak - miała wrażenie, że nawet nie obiło się jej o uszy.
Jeszcze jedna rzecz zwróciła jednak jej uwagę, wracając myślami do przypuszczenia, jakie popełniła zaledwie chwilę wcześniej. – Zdajesz się być...nie do końca zadowolony z życia w Klanie Rzeki – zaczęła ostrożnie, łypiąc na niego okiem. Mogła zupełnie się mylić; może po prostu nie lubił pewnych kotów w swoim Klanie. W tym nie byłoby nic zaskakującego, bowiem Ważkowa Łapa również mogłaby wymienić całą listę. – Sama nigdy nie odczułam, by ktoś traktował mnie inaczej ze względu na pochodzenie. Mamy trochę kotów, które nie mają ani kropli klanowej krwi.
To nic dziwnego, że o nim nie słyszała. Choć Poeta nie znał wszystkich Nowoświtoców jakoś wybitnie dobrze, był prawie pewien, że żadne z nich nie miało w sobie Wichrowej krwi. Miał czasami wrażenie, że wyłącznie przez Raniuszka i parę innych kotów Rzeka miała jakieś połączenie ze stadem, a poza tym jednym Klanem, nie istniało ono nawet w pamięci klanowej. - Spłonął parę lat temu. To pewien dlatego - wyjaśnił pokrótce. Może mogła domyśleć się po jego drobnych oparzeniach, że był fizycznym świadkiem tych wydarzeń. Może chodziło o coś innego. Nie widział potrzeby, by jakkolwiek bardziej rozwijać ten temat.
- Każdy Klan się różni, mało tego, każdy przypadek się różni. W Rzece jest sporo kotów bez klanowej krwi, jednak dość szybko asymilują się. Ja nie. Jestem Poetą. Wielu kotom z mojego Klanu nie podoba się, że okazuję moje rodzime korzenie. Celowo nazywają mnie moim klanowym imieniem albo poprawiają mnie, gdy używam języka ludzi - westchnął.
Chciał wiedzieć więcej o Ważce. Wydawała mu się pozytywnie fascynująca i w pewien sposób bliska Poecie. Skłamała mu prosto w twarz i jeszcze miała czelność się do tego przyznać. Sprytnie wymijała niektóre fakty. Widział w niej siebie i jeśli czuła się teraz choć w ćwierci tak samo zirytowana na wszystkich jak on po śmierci tego idioty Cisa, uważał, że przydałby się jej ktoś do pokierowania złości. Złość była całkiem fajna. Pozwalała sypiać z żonatymi kocurami bez żadnych wyrzutów sumienia i wyzywać wszystkich tak otwarcie, jak tylko mu się podobało. - Dlaczego zdecydowałaś się zostać terminatorką medyka?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Ilekolwiek trwały lata - tak szerokiego, ludzkiego zasobu słów nie miała okazji zdobyć - musiało to być jednak dawno. Dopiero teraz zwróciła uwagę na drobne, zdecydowanie starsze blizny pokrywające kocurze ciało; domyślała się, że to właśnie mogło być ich pochodzenie. Nie było to coś, o co zamierzała się dopytywać teraz...zwłaszcza, że mógł być to temat drażliwy. A co jak co, nie zamierzała w tej sytuacji drażnić kocura.
I z tego samego powodu zastanowiła się, nim odpowiedziała Poecie na kolejne słowa. Nie była w stanie, znając kocura zaledwie chwilę, stwierdzić, na ile jego współklanowicze faktycznie byli nietolerancyjni, a na ile...sam medyk faktycznie powinien się nieco bardziej wpasować. Bowiem o ile nie widziała problemu w zachowaniu swojej tożsamości, ba, było jej w stu procentach obojętne, jakim imieniem ma się do niego zwracać - tak więc zapamiętała sobie, by nie nazywać go Sennym Świtem - to jednak dołączając do Klanu powinien być przygotowany na dopasowanie się, mniej lub bardziej, do ich zwyczajów. – Jeśli wypełniasz swoje obowiązki jak należy...nie rozumiem, jaki jest problem – odparła ostatecznie, nawet nie kłamiąc, a raczej...pomijając część toku myślenia, jaki zaszedł w jej głowie. Łypnęła na niego wzrokiem. Te słowa chyba go nie urażą.
Postanowiła być szczera - więc będzie szczera, szczególnie, że podskórnie wyczuwała, że nie wciśnie Poecie żadnych bajek o tym, jak to bardzo nie kocha pomagać innym kotom. Nie na łapę byłoby jej stawianie pod ścianą po raz kolejny tego dnia; jednakże z całą pewnością zamierzała szeroko wyminąć to, jak na jej decyzję wpłynęła śmierć wujka. – To ważna funkcja. Powiedziałabym, że najważniejsza w całym klanie. Zastępcą może zostać pierwszy lepszy wytrenowany kot – i może nieco odbijało się to na Klanie Wichru – medyka nie wyczarujesz nagle, a jednocześnie jego rola jest ciężka do zastąpienia. Z tego z całą pewnością zdajesz sobie sprawę – kto w końcu miałby, jeśli nie Klanowy medyk? W dodatku jedyny w swoim klanie. – Interesują mnie zioła i mam większe ambicje, niż bycie kolejnym z pachołków i bieganie za zającami. Może to nie być najszlachetniejsza motywacja, a jednak, zdaje się, do tej pory nikt nie narzekał na moje leczenie.
Wzruszyła lekko barkami. Żaden z jej pacjentów - nie licząc jej własnego ogona - nie musiał się do tej pory wracać na powtórkę z leczenia. A to chyba było najważniejsze.
Poeta zacisnął kły. - Ja też nie.
Liczył, że tą skrótowością wyjaśni się wszystko. Dla Poety było to instynktowne, by nienawidzić wszystkich i że każdy medyk tak ma, ale może czymś się różnili. Może inne Klany były milsze. Lepsze.
- Bycie medykiem jest trudne - zgodził się. - Jesteś jednocześnie wsparciem przywódcy, zastępcy, a jeśli oni między sobą się kłócą, stajesz się mediatorem. Koty przychodzą do ciebie oczekując, że ich problemy emocjonalnie rozwiąże kawałek pokrzywy albo innego listka. Trening jest trudny. Wymagający. Rzadko kiedy opuszczasz lecznicę - wysłuchał jej dalszych wyjaśnień, zgodnie kiwając głową. - I masz do tego potencjał. Jesteś twarda, a tylko taki powinien być medyk. Nie musisz być nadmiernie szlachetna, ani wrażliwa czy współczująca. W niektórych przypadkach lepiej jest nie mieć empatii niż mieć jej za dużo - westchnął. - Wyznaczono ci już mistrza czy aktualnie nie macie żadnego w pełni wytrenowanego medyka?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek