Logo Artemidy
Jeżynowy Zagajnik
***

Tego, że Ognistopręga, wierna wojowniczka oraz była Zastępczyni, w wieku przeszło stu księżyców zniknie z Klanu Rzeki, nie spodziewał się chyba nikt nawet bardziej, niż nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji.
Córka Burzowego Serca była całkowicie świadoma swojego stanu. Starość nie pozostawiała złudzeń; jej ciało z dnia na dzień coraz bardziej odbiegało od formy, w jakiej było podczas gdy kotka aktywnie uczestniczyła w polowaniach i patrolach; a i umysł czasami nie reagował tak szybko jak powinien. Być może to właśnie fakt, że niemalże śmiała się śmierci w oczy spowodował, że na chwilę była znów niczym młoda Ognista Łapa wymykająca się z Obozu, żeby trochę się powłóczyć po lesie. Drugim powodem była nadzieja, której bursztynowooka nigdy do końca nie porzuciła. Nie było dnia żeby choć przez chwilę nie myślała o Rudziku czy o zaginionych kociętach - i pewnie dlatego w rudej głowie zrodził się pomysł, by ich poszukać.
Nie mówiła nikomu o swoich zamiarach. Wiedziała, że chcieliby ją zatrzymać. Mieliby na to nie tylko solidne argumenty, ale i możliwości, żeby fizycznie ograniczyć jej wyjście z Obozu – tak, być może chcieliby ją zatrzymać siłą. I absolutnie nie miała im tego za złe. Nie była już w pełni sprawnym kotem i minęły księżyce, odkąd ostatnio polowała czy walczyła. Jej wyjście było niewyobrażalnie nieodpowiedzialne i gdyby jakiś inny kot próbował tak postąpić, Ognistopręga byłaby pierwszą do powstrzymania go. Na szczęście po niej nikt tego się nie spodziewał – nikt nie pilnował jej jak wszędobylskich kociaków czy dorastających terminatorów, którzy lubili się włóczyć – w końcu była poważną Zastępczynią, prawda?
Nie planowała znikać na tak długo. Dzień, może dwa czy trzy. Chciała jeszcze raz na własne oczy zobaczyć tereny poza Obozem, poza ziemiami Klanu Rzeki. Poczuć inne zapachy i dreszczyk adrenaliny po raz ostatni przed śmiercią. Przy tym wszystkim dalej miała nadzieję, że natrafi na ślad kotów, które kochała całym sercem. W praktyce jednak odeszła nieco za daleko, może zbyt długo spała, może miała problemy ze złapaniem czegoś do jedzenia. Trochę jej nie było – sama dokładnie nie wiedziała ile. Już dawno temu straciła rachubę dni. Nie była jej do niczego potrzebna – już nie była odpowiedzialna za to, kto kiedy idzie na patrol i którego wojownika ile dni nie widziała. Mogła po prostu żyć z dnia na dzień.
Jej misja poszukiwawcza nie zakończyła się sukcesem. Nie planowała jednak szukać dalej. Samotne wędrówki pomogły zrozumieć jej jedno – jej serce było w Klanie Rzeki. Brakowało jej wielu kotów w Obozie. Tęskniła nie tylko za najbliższymi, ale i za wszystkimi swoimi terminatorami, jak i za wojownikami, z którymi razem nie raz walczyła w imię klanu. Rodziły się i dorastały kolejne pokolenia, z którymi już nie miała tego typu więzi – i prawdopodobnie już nie zdąży ich nawiązać. Wszystko to było jednak jej klanem, Rzeką, którą kochała. Wiedziała, że chce odejść właśnie tam. Tam spędzić ostatnie dni słuchając codziennie opowieści z życia Rzeczeniaków – nawet, jeśli miała nie potrafić już zapamiętać imion młodszych kotów. To nie miało znaczenia; liczyło się tylko to, że całym sercem należała do klanu. Tam było jej miejsce.
Uśmiechnęła się szeroko, gdy znowu poczuła znajomy zapach. Zapach domu. Westchnęła głęboko i poszła za tropem zapachów, mając nadzieję, że doprowadzą ją do jakiegoś klanowicza i w ten sposób dostanie się do Czerwonej Gwiazdy.

Wracała.


/Czerwia i guess
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
LVL 7 240 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Była zastępczyni w sumie miała szczęście - dosyć szybko udało jej się wpaść na akurat Czerwoną Gwiazdę. Ostatnio nie było na to aż tak dużych szans jak wcześniej, gdyż, ze względu na swój podeszły już wiek, przywódczyni nie zwykła zbyt często wychodzić na patrole albo polowania. Dzisiaj jednak szła wraz z Lisim Ogonem i Barwnym Niebem przez granicę obok Jeżynowego Zagajnika.
Martwiła się o Ognistopręgą, była jednak już wcześniej przygotowana na śmierć albo zniknięcie rudej kotki. Jej pierwsza terminatorka była... bardzo stara. Poza nią była najstarszym kotem w Klanie Rzeki... w sumie wraz z Kolczastą Mordką. W tym wieku już śmierć albo wypadek mogły spotkać cię na każdym kroku, i sytuacja, w której pręgowana kotka wyszłaby na spacer a skończyłaby w zębach psa, lisa czy borsuka, albo potrącona przez potwora, nie byłaby niczym dziwnym wręcz przeciwnie. Siła już nie ta, refleks już nie ten, szybkość umysłu już nie taka sama, jak wcześniej. Dlatego też gdy niedawno przestała mijać Ognistopręgą w obozie, a Kolczasta Mordka nie wiedziała, gdzie jest jej koleżanka z legowiska starszyzny, przywódczyni w głębi serca pogodziła się z faktem, że pewnie ją straciła. Gdzieś na boku, po cichu, jak wielu innych. Miała tylko nadzieję, że ruda kocica w spokoju trafiła na srebrną skórkę i dobrze się tam czuje wraz z resztą rodziny i przyjaciół, których musiała w swoim życiu pochować. A szkoda, bo Kasztanowa Łapa i Wrzosowa Łapa nawet nie miały szansy się z nią spotkać po swoim powrocie do Klanu. Kałużowy Krok nie miał szansy usłyszeć gratulacji dotyczących nowej rangi i imienia od swojej matki.
Idący na przedzie Lisi Ogon powiadomił ją, że kawałek przed nimi znajduje się jakiś kot, dlatego popielata nastawiła uszy i podniosła głowę, szukając wzrokiem ewentualnego intruza. Aż w końcu dostrzegła jakiegoś rudego kota, z daleka jednak nie była w stanie rozpoznać, że była to akurat Ognistopręga. Nie miała żadnych specjalnie wyróżniających się elementów wyglądu, była po prostu rudym pręgowanym kotem jak całe multum innych, dlatego Czerwona Gwiazda w pierwszej chwili nawet nie pomyślała, że była to ona. Ruszyła żywszym krokiem w kierunku intruza, a gdy po drodze uświadomiła sobie, kto to jest, tylko przyśpieszyła kroku.
xxx - Ognistop'ęga! - wykrzyknęła, dobiegając do kotki - Czy wszystko w po'ządku? Od jakiegoś czasu nie było się w obozie, co się stało?
★

Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz

Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów

Czy w milczeniu białych, haniebnych flag
Zejść z barykady

Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać


Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
┍━━━━━━━━━━━━━━━┑
N I E P O K O N A N Y M
┕━━━━━━━━━━━━━━━┙

Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas


.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
24
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Starsza kotka uśmiechnęła się lekko widząc, na kogo trafiła. Prawdę mówiąc nie spodziewała się, że od razu trafi na Przywódczynię – w końcu ta ma na głowie multum obowiązków, a zwykłe patrole raczej zleca innym wojownikom. Jednak z jakiegoś powodu wpadła właśnie na szarą kotkę, co w zasadzie ją ucieszyła.
- Wszystko dobrze – odpowiedziała spokojnie. – Ja… poszłam na spacer i wydawało mi się, że wyczułam zapach kogoś znajomego. Pomyślałam, że może ktoś z zaginionych kotów kręci się w okolicy i miałam przejść tylko kawałek, żeby sprawdzić. Dawno jednak nie byłam w okolicy i nieco się zgubiłam… chciałam wrócić szybciej, ale dopiero teraz odnalazłam dobrą drogę – mówiła spokojnie, ale nieco cicho jak na siebie. Przez chwilę poczuła przyjemne uczucie nostalgii; czuła się nieco tak, jakby miała jakieś sto księżyców mniej i właśnie tłumaczyła się Czerwonemu Makowi, co robiła gdy opuściła na jakiś czas klan; gdy z zawstydzeniem przyznawała, że nie potrafiła wtedy nawet polować i przeżyła żywiąc się jedynie padliną. Jako młoda, nie potrafiąca niczego terminatorka, przeżyła poza klanem głównie dzięki szczęściu – tak jak i teraz, jako starsza kotka, której refleks i zmysły już często zawodziły. – Mam nadzieję, że Wiewiórka i Kałuża mają się dobrze? – zapytała po chwili, zanim w ogóle poruszyła jakąkolwiek inną kwestię. Nie udało jej się odnaleźć nikogo więcej z rodziny, ale w Obozie wciąż ktoś na nią czekał.
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
LVL 7 240 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przyjrzała się kotce uważnie. Przypomniało jej się, jak Łabędzia Pieśń pod koniec swojego życia zaczynała mieć problemy z pamięcią i orientacją. Coś takiego zdarza się czasem u starszych kotów i przywódczyni zaczęła się zastanawiać, czy podobnie nie było właśnie z Ognistopręgą. Kocica była już od jakiegoś czasu w starszyźnie, i nawet, jeśli była trochę młodsza od Czerwonej Gwiazdy, to nie miała przywileju dziewięciu żyć i mogła starzeć się w zupełnie innym tempie od swojej mistrzyni.
xxx - Sp'óbuj na p'zyszłość nie wychodzić z obozu bez towa'zystwa jakiegoś wojownika albo te'minato'a - odpowiedziała rudej kotce, w dalszym ciągu się jej przyglądając. Całe szczęście, że nic złego jej się w tym czasie nie stało, wyglądała na zdrową. Wiedziała, że kotce może nie spodobać się chodzenie z obstawą, ale w takiej sytuacji nie miały już za bardzo innego wyjścia. Popielata przywódczyni nie chciała dopuścić do tego, by Ognistopręga po raz kolejny się zgubiła albo w ogóle zapomniała o tym, gdzie jest Klan Rzeki. No i jej kocięta znowu by się martwiły.
xxx - Tak. Kałuzowy K'ok został wojownikiem na ostatniej ce'emonii. Ponadto, w obozie są Kasztanowa Łapa i W'zosowa Łapa, więc będziesz mogła się z nimi zobaczyć jak tylko w'ócimy. Chodź - powiedziała, po czym dała znać towarzyszącym jej wojownikom, by kontynuowali patrol bez niej. Ona zamierzała odprowadzi Ognistopręgą w spokoju do obozu, gdzie starsza miałaby możliwość zobaczenia się z rodziną.


//zt
★

Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz

Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów

Czy w milczeniu białych, haniebnych flag
Zejść z barykady

Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać


Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
┍━━━━━━━━━━━━━━━┑
N I E P O K O N A N Y M
┕━━━━━━━━━━━━━━━┙

Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas


.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
24
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- W porządku - odpowiedziała popielatej, spokojnie kiwając głową. Nie zamierzała próbować się oddalać. Podczas kilku dni w samotności zrozumiała, że to nie ma sensu. Poza Klanem Rzeki staje się nie tylko bezbronna, ale i... niepotrzebna. Będąc w Obozie może się jeszcze komuś przydać. Nie obroni już nikogo w walce z borsukiem czy psem, ale może poopowiadać o dawnych czasach, pomóc radą czy po prostu być wsparciem. Jako kotka, która praktycznie całe życie spędziła w klanie, poświęcając mu bardzo wiele i bardzo wiele rozmyślając na jego temat wiedziała, że to organizm, w którym każdy element jest istotny. Potrzebni są nie tylko Przywódcy, Zastępcy, Medycy czy Wojownicy; ale nawet Starszyzna ma swoją odpowiednią funkcję, którą Ognistopręga zamierzała wypełniać tak długo, jak tylko będzie jej dane.
Kotka zastrzygła rudymi uszami słysząc bardzo dobre wieści. Na jej pyszczku pojawił się szeroki uśmiech, a w bursztynowych oczach dostrzec można było iskierki. Przez chwilę wyglądała nawet, jakby wcale nie miała na karku tak wielu księżyców. - To cudownie! - zawołała, nagle mówiąc nieco głośniej niż chwilę temu. - Nie mogę się doczekać spotkania i rozmowy z nimi - dodała jeszcze wesołym tonem, jednocześnie ruszając wraz ze swoją dawną Mistrzynią w stronę Obozu.

/zt
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
LVL 7 240 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Po ceremonii od razu wyszła z obozu szybkim krokiem. Miała nadzieję, że z Szumiącą Łapą pójdzie jej tak samo dobrze, jak z Węgorzem, ale tego pewna być nie mogła. W każdym razie zmierzała nie na zwyczajny spacer, a na spotkanie z Wróbelek, która to miała pokazać jej co nieco fajnych miejsc na Ziemiach Niczyich. Była ciekawa, co tam może być - kręciła się tylko przy okolicach Klanu Rzeki. Coś czuła, że do obozu dziś wróci niewyspana. Było już późne popołudnie, światło słoneczne przebłyskiwało na pomarańczowo przez drzewa i tworzyło piękne obrazy na niebie, odbijając się od chmur. Ładna pora.
Umówiła się z nią gdzieś przy Kłującym Gąszczu - północnej granicy z samotnikami. Przeszła więc przez Mszar i Ptasie Krzewy, by wreszcie wyjść z murów Klanu Rzeki. Powietrze na Ziemiach Niczyich pachniało inaczej. Pachniało lepiej, niż ich rybny mocz. Przeszła kilka kroków, a po zauważeniu, że Wróbelek na razie nie ma nigdzie w okolicy, przysiadła i czekała na przyjaciółkę.

ćwir ćwir
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jak się czuła? Można by to określić za pomocą wielu słów, ale podsumujmy to dwoma: jak gówno. Nie była gotowa na ten moment, miała ochotę wskoczyć pod samochód za to, że pozwoliła temu przeklętemu lisowi na tknięcie jej matki. Była gotowa na wszystko – na poświęcenie swojego własnego życia, na bycie kaleką do ostatnich dni, choćby na możliwość bycia pozbawioną jakiegoś zmysłu… ale w najgorszych koszmarach nie mogła przewidzieć, że znajdzie śmierdzące, zjadane przez larwy ciało rodzicielki, że będzie parę godzin wrzeszczała nad jej zwłokami, że będą drżały jej łapy podczas marnych prób jej pochowku. Gdy tylko przypominała sobie tamtą chwilę, odczuwała potrzebę do spojrzenia w niebo i krzyknięcia, jak bardzo nienawidzi życia. Właściwie… nie miała już po co żyć. Odebrano jej każdego – Modrzewia, Mech, Jaskółkę, a na dodatek nie mogła znaleźć nigdzie Bogatki, jak gdyby rozpłynęła się w powietrzu. Nie zaglądała zbyt często na Dziką Plażę, chociaż to może lepiej? Życie ze świadomością, że siostra cię zostawiła, brzmi łagodniej, niż wtedy, gdy wiesz, że ona również… odeszła, w najboleśniejszym tego słowa znaczeniu. Nie mogła powstrzymać cisnących się do powiek łez, ale był ktoś, kto na nią czekał – jej przyjaciółka. Gdyby ją teraz wystawiła, pokazałaby, że patrzy tylko na siebie, ale chociaż zdawało się, że wyprało z niej wszystkie emocje, a sama nie dawała po sobie żadnych znaków, wewnątrz wiedziała, że ma kogoś, kto liczy na jej nadejście. Tylko to motywowało ją do stawiania kroków, poruszania się. W przeciwnym razie, całkiem możliwe, że po prostu poddałaby się na tym etapie i pozwoliłaby nadjeżdżającemu potworowi zmiażdżyć jej wnętrzności. Wreszcie dotarła na granicę, choć zajęło jej to więcej czasu, niż zazwyczaj. Jej krok nie był energiczny, szybki, radosny – teraz poruszała się powoli, zgarbiona, jakby nie miała w ogóle ochoty przychodzić. Na jej pysku nie było już charakterystycznego uśmiechu, była wyprana z jakichkolwiek emocji, na dodatek po jej policzkach spływały łzy. Nie ukrywała swojego zwalonego samopoczucia. Nie miała na to siły.
– Cześć. – I… tyle. Nie krzyknęła przyjaciółce do ucha, nie otarła się o nią, nawet się nie uśmiechnęła. Stanęła przed nią tylko zgarbiona, załzawiona, i bynajmniej nie chcąca ruszać się spod granicy. Tutaj było bezpieczniej.
LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bratkowa Łąka oczekiwała, że będzie tak samo, jak zwykle. Zobaczy cętkowane, brązowe futerko idące w jej stronę z uśmiechem na pyszczku, wesoło krzyczące do niej "Cześć!" albo "Braaaateeeek!". Powiedzą sobie, co stało się ostatnio w ich życiu, porozmawiają o pogodzie, wymienią się poglądami na temat różnych spraw i poznają siebie jeszcze lepiej. Zrobią coś głupiego: wejdą na drzewo, zrobią wyścig do tamtego kamienia, będą grać w berka na terenach Klanu Rzeki. Bo tak było zawsze, Wróbelek była tą wiecznie szczęśliwą, kreatywną koteczką z mnóstwem pomysłów.
Więc jak wielkie było zaskoczenie córki Głogowego Cienia, gdy bengalka po prostu...przyszła. Nie podskakiwała, nie krzyczała, nie machała ogonem na prawo i lewo, zamiast tego wlokła się jak ślimak, zgarbiona do tego. Bratek była zdezorientowana. To na pewno ona, ćwir ćwir? Pachnie jak ona, wygląda jak ona, nie ma mowy o pomyłce. Zresztą, koty z takim umaszczeniem nie rosną na drzewach, szczególnie tych klanowych. A gdy Wróblica zbliżyła się na wystarczającą odległość, Bratek zauważyła, że jej mordka była zalana łzami.
Owinęła ciało ogonem i zacisnęła mocno, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, dlaczego przyjaciółka jest w takim stanie. Nic nie przychodziło jej do głowy, dosłownie nic. Bratka nigdy się nie rozpłakała. Gdy miała zły humor, ignorowała go i wykonywała swoje obowiązki tak, jak zwykle (czyli niezbyt wzorowo i obowiązkowo), czasem po prostu spała więcej. Tak właściwie to czasami stała gdzieś - w lesie, w obozie, przy stosie i bez powodu czuła, że chce płakać. Zawsze wtedy jednak tłumiła to w sobie, bo zrozumiałaby jeszcze, gdyby miała do tego powody, ale...w środku obozu? Bo tak? Płacz był głupi. Bratkowa Łąka go nienawidziła.
— Cze...Cześć — wymamrotała w odpowiedzi, nie wiedząc co ma zrobić. Przycisnęła ogon bliżej do ciała i przygryzła wargę. Powinna teraz...poczekać, aż Wróbelek coś powie? Zapytać? Coś zrobić??? Przełknęła ślinę. Płaczące koty zdawały się takie kruche. Najmniejszy szczegół, jedno słowo mogło sprawić, że znowu zaczynały beczeć. A Bratka przecież nie chciała, żeby ćwir czuła się jakkolwiek źle, jakkolwiek...skrzywdzona. A już szczególnie nie przez nią. Ale czuła, że musi jakoś zareagować, zainteresować się. Westchnęła i spojrzała na przyjaciółkę. — Coś...coś się stało, prawda? — jej głowa była teraz pełna najróżniejszych emocji. Była zdezorientowana, była zmartwiona, była zła, chociaż nie wiedziała na co - że życie nie zawsze jest takie, jak ona przewidywała? Właściwie to po raz pierwszy miała problem z normalnym składaniem zdań, trochę jak Śliwka lub ten kocurek, którego kiedyś spotkała, Ruda Łapa. Ale to liczyło się dla niej teraz najmniej...chociaż jej piramida wartości naprawdę była teraz w niezłym chaosie.
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
A więc niestety musiała się w tym momencie mocno zawieść. Być może, owszem, dojrzała bure, cętkowane futro, te same cyjanowe oczy, na dodatek uderzył w nią znajomy zapach, ale… to nie była ta sama kotka. Nie, była zupełnie inna. Nie biła od niej radość, nie uśmiechała się. W jej oczach zebrały się słone łzy, powoli spływające jej po policzkach, aż po pyszczek, z którego szybko je zlizywała. Nie wiedziała, jak się zachować, wobec tego postawiła na najprostszy sposób. Zwyczajnie się nie odzywała, co jakiś czas unosząc jedynie wzrok, by przyjrzeć się stojącej naprzeciw kotce, upewnić się, że wciąż pozostaje na miejscu, nie zostawia jej, po prostu dotrzymuje jej towarzystwa. Chciała czuć jej obecność. Tam, skąd przyszła, nie czuła się już bezpiecznie. Czuła, że pozostaje jej jedynie trzymanie się blisko granic. Może i nie miała po co żyć, ale nie chciała zostawiać swojej przyjaciółki samej… była jej ostatnią nadzieją, ostatnim kotem, do którego mogła się odezwać; nie chciała, żeby przechodziła przez to samo, co ona. Postanowiła wreszcie postawić krok w przód. Ostrożnie, wolno. Przy tym obserwowała niepewnie kocicę, doszukując się potwierdzenia, że może podejść. Nie była sobą, nie wiedziała, czy wojowniczka wciąż będzie chciała się z nią przyjaźnić, więc jej ruchy były dbałe i przemyślane. W końcu zaprzyjaźniły się, gdy Wróbelek była zupełnie inna; nie mogła mieć gwarancji, że jej przyjaciółka ją teraz zaakceptuje, że będzie chciała utrzymywać z nią kontakt. Nie wyglądała na kogoś, kto chciałby spędzać czas z ofiarami losu, a przecież taką była cętkowana kotka. Wreszcie usiadła, zgarbiona, i delikatnie pochyliła głowę, wbijając wzrok w swoje przednie łapy. Nie miała nawet siły, żeby otworzyć pyszczek. Nie potrafiła się odezwać, nie potrafiła odpowiedzieć na zadane pytanie, a to sprawiało, że łzy spływały z jeszcze większą prędkością. Czuła się żałośnie. Przyjaciółka się o nią martwiła, a ona nie potrafiła nawet z nią porozmawiać. Otworzyła wreszcie pysk, ale chwilę później go zamknęła. Czuła, jak słowa grzęzną jej w gardle, jak nieprzyjemna siła nie pozwala jej się odezwać. Czy tak właśnie czuła się jej matka? Ona od zawsze nie potrafiła rozmawiać, czy to właśnie było to uczucie bezsilności? Wróbelek podniosła się i podeszła do swojej towarzyszki. Pokiwała twierdząco głową, nim zwyczajnie nie wcisnęła głowy w jej szyję, po prostu potrzebując jej bliskości i dotyku. Tylko tyle mogła jej dać. Nic więcej.
LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bratek nie do końca wiedziała, co ma teraz zrobić. Nigdy nikogo nie pocieszała, właściwie to nigdy nie miała do czynienia z kotami w takim stanie. A raczej - miała, ale to nie były koty takie jak Wróbelek, to nie były koty, które ją obchodziły. Czuła się źle z tym, że Wróbelek coś dla niej...znaczyła. Całe życie żyła w przeświadczeniu, że nikogo nie potrzebuje. Że nie musi się z nikim bliżej związywać. Że bliskie relacje są głupie, sprawiają że koty czują zbyt wiele emocji i robią przez to głupie rzeczy. Nigdy nie sądziła, żeby uczucia kiedyś ogarnęły ją w taki sposób - żeby posunęła się do czegoś durnego, to jest - ale gdzieś w podświadomości nadal czuła ukłucie strachu, że kiedyś tak się stanie, szczególnie od momentu, gdy Wróblica zaproponowała jej przyjaźń.
Uderzenia serca mijały, a Wróbelek nadal siedziała cicho, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Zauważyła, że przez chwilę otworzyła pyszczek i już nastawiała uszu, ale ona nadal milczała i szybko ów pyszczek też zamknęła. To było...frustrujące. Była zła na przyjaciółkę, że nie potrafi się odezwać, ale też zła na siebie, że nie potrafi być bardziej empatyczna i wspierająca. Cała ta sytuacja wprawiała ją w zakłopotanie, które z kolei prowadziło do irytacji. Ale nie chciała tego pokazać, bo czuła, że coś takiego skrzywdziłoby Wróbelek. A tego naprawdę nie chciała, jakkolwiek głupio by to w kontekście Bratek nie brzmiało.
Co musiało się stać, że była w takim stanie? Ciekawość zżerała córkę Głogowego Cienia. Ale gdy tak o tym myślała, to bengalska koteczka kiwnęła jej w końcu głową i...wtuliła się w futro na jej szyi. Nie spodziewała się tego. Wzdrygnęła się cała. Nie była przyzwyczajona do dotyku. Uhh. Co teraz. Zdawało się, że próby wyciągnięcia z niej jakiegokolwiek słowa nie skończą się dobrze. Ale czy jeżeli będzie tak po prostu stać, to czy będzie dobrze? Czy to będzie wystarczająco? Nie miała pojęcia. Nie potrafiła się postawić w ciele Wróblicy, nigdy nie była w takim stanie, nie wiedziała czego by oczekiwała, gdyby była swoją przyjaciółką.
W końcu jednak połączyła ze sobą kilka kropek - Wróbelek się do niej przytuliła, powiedzmy. Czy to jakkolwiek pomagało? Bratek nie rozumiała idei takich gestów jako forma pocieszenia, bo przecież...nie rozwiązują problemu. Ale zdaje się, że cętkowana kocica widzi w nich jakiś komfort, nawet jeśli chwilowy. Niepewnie ruszyła swoim ogonem i otuliła go wokół samotniczki, posunęła się troszkę do przodu. Ale to nadal nijak nie odpowiadało na jej zagwozdki - co doprowadziło ją do takiego stanu?
— Uhh. Zgaduję że to dla ciebie trudne, ale nie rozwiążę twojego problemu, jeżeli nie wiem co się stało, ćwir-ćwir — powiedziała. Nie była najbardziej taktowną osobą, huh.
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bliskość kotki była kojąca. Czasem nie są konieczne słowa – wystarczało, że mogła poczuć jej zapach i to sprawiało, że czuła się bezpieczna. Możliwość objęcia swojej przyjaciółki zupełnie ją uspokajała, nie potrzebowała niczego więcej. Nawet nie przyjmowała do wiadomości, że jej zachowanie mogło irytować starszą kotkę. Po raz pierwszy w życiu pozwoliła sobie być egoistką. Lekko przymknęła pyszczek i zadrżała, czując, jak wojowniczka się przybliża i osłania ją swoim ogonem, niegotowa na taki gest. Sama chwilę później przekręciła ten należący do niej i musnęła nim końcówkę ogona towarzyszki, nie dodając nic więcej. Cisza była zbawienna. Była odskocznią od niedawnych zdarzeń, których może nie była świadkiem, ale to niczego nie zmieniało, gdyż słyszała krzyki i ból swojej matki w głowie. Widziała jej śmierć oczami wyobraźni. A tragiczne okoliczności wzbudzały w niej lęk i parzący ucisk w klatce piersiowej. W pewnym momencie nawet wysunęła pazury, starając się obronić przed swoją imaginacją, która echem odbijała się od jej czaszki, i wbiła je w ziemię, na oślep, ledwo nie zahaczając nimi o łapy przyjaciółki, prawie że robiąc jej krzywdę. Podniosła wreszcie głowę, która przez cały ten czas wciśnięta była w szyję wojowniczki, słysząc jej głos. Łzy zniknęły, przynajmniej na razie.
– N-nie da się go r-r-rozwiązać – wykrztusiła ciężko. Bratkowa Łąka, nieważne jak wspaniała była, nie mogła przywrócić jej matce życia. Nie mogła cofnąć czasu, zapobiec jej śmierci. To był koniec. Gorzki koniec, z którym nie można było już nic zrobić. W jej oczach zauważalny był żal i cierpienie; postawiła krok w tył i spojrzała w niebo, po raz pierwszy mając nadzieję, że Gwiezdni istnieją, a jej rodzicielka patrzy na nią z góry. Późna pora, ciemność i towarzystwo tylu lśniących gwiazd jakkolwiek ją uspokajały. Chciała w to wierzyć.
LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie da się go rozwiązać? Podejrzane. Po Wróbelek nie spodziewałaby się takiego podejścia, w końcu była raczej optymistką i ze wszystkiego widziała wyjście. Bratkowa Łąka wypuściła głośno powietrze z nosa w westchnięciu. Co, na ostry i ciernie, musiało się stać, że cętkowana była w takim stanie?
— Mn. A powiesz mi przynajmniej, o co chodzi? — mruknęła już głośniej i pewniej, próbując wyciągnąć z samotniczki odpowiedź. Była roztrzęsiona, dobra, ale nie może jej chociaż jednym zdaniem przekazać, dlaczego? Bratek byłoby zdecydowanie łatwiej dobierać jakieś słowa pocieszenia, jeżeli już jakieś. A fakt, że córka Jaskółki się teraz w nią wtulała nie pomagał wojowniczce w utrzymaniu jej typowej, opanowanej postawy.
— Tylko...może pójdźmy już na ten spacer? Przechadzki zawsze pomagają mi się uspokoić — zasugerowała. Przebieranie nóżkami po rzecznych terenach stało się jej chlebem powszednim każdego dnia każdego księżyca. A oprócz tego...powiedzmy, że nie do końca chciałaby się tłumaczyć rzeczniakom, dlaczego wyszła w nocy przytulać się z samotniczką na granicy, gdyby ktoś wybrał się tu na nocny patrol.

duzy gniot
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– O… Gwie-gwiezdny k-klan. – Czy to było wystarczające? Czy kotka zrozumie, do czego jej przyjaciółka zmierza? Słowo „śmierć” było zbyt bolesne, nie potrafiło przejść jej przez gardło, tak samo jak nie potrafiła jasno określić, że chodzi o odejście jej matki. Czuła, że te całe duchy na chmurach to prawdopodobnie zwykła bajka, ale klanowe koty zdawały się w to wierzyć, więc miała nadzieję, że niebieska kocica w ten sposób zrozumie. Dla niej bliskość kotki była czymś wspaniałym, w jakiś sposób ją uspokajała, nie mogła więc sobie wyobrazić, że dla wojowniczki mogłoby być to niekomfortowe, a także rozpraszające. Przez to wszystko również zaczęła bardziej doceniać jej obecność, w końcu tylko ona jej została, była jej teraz najbliższa.
– T-tam nie jest be...bezpiecznie – mruknęła cicho, starając się odwieść ją od tego pomysłu. Nie miała zamiaru wracać za ulicę, a tym bardziej zaprowadzać tam swojej przyjaciółki.

duzy gniot v2 kiss
LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gwiezdny Klan? Bratek nic nie rozumiała. Jej wiara nigdy nie była głęboka i silna, właściwie to wątpiła w ich istnienie (chociaż to, że Czerwona Gwiazda żyła tak długo było podejrzane), więc dlaczego Wróbelek - samotniczka, która gdyby nie cała sprawa z Klanem Gromu, nie wiedziałaby nawet co to - jej teraz o tym mówiła? Smutne koty były skomplikowane.
— Co z gwiezdnymi? Objawili ci się? — zapytała, nieco żartobliwym tonem, mając nadzieję, że może to jakoś podniesie Wróbelek na duchu, czy coś. Właściwie to żartowanie sobie z problemów brzmiało jak całkiem dobry sposób na poradzenie sobie z nimi, przynajmniej dla Bratkowej Łąki.
Tam nie jest bezpiecznie...to znaczy gdzie? Za granicami? Na Grzmiącej Ścieżce? U niej w legowisku? Wszystko, co mówiła Wróbelek było takie dziwne i niezrozumiałe, jakby gadała jakimś szyfrem. Nie wiedziała, co ma zrobić, więc po raz kolejny milczała, dając Wróbelek dalej się do niej przytulać. W międzyczasie zaczęła myśleć nad wszystkimi dotychczasowo powiedzianymi w tej rozmowie słowach, gestach, czymś, co może ją naprowadzić na właściwy tor myśli. I to był dobry wybór, bo dopiero gdy połączyła ze sobą zapłakany pyszczek przyjaciółki, "tego problemu nie da się rozwiązać" i "gwiezdny klan" to zrozumiała, o co tu biega. Chyba. Przełknęła więc ślinę, po raz kolejny, po czym się odezwała.
— Ktoś...umarł, tak?

dramatyczne pytanie na końcu posta, uuuu
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przymknęła pyszczek. Nie miała nastroju na żarty, chociaż widok jej przyjaciółki mówiącej w ten sposób… był ciekawy. Z pewnością gdyby nie okoliczności to nawet by się zaśmiała. Było to coś nowego, krótko mówiąc. Była przyzwyczajona do jej pyska bez wyrazu, krótkich odzywek i spokojnego głosu. Tym razem jednak jej ton przybrał żartobliwy akcent i Wróbelek się to podobało, mimo że przez wszystkie zdarzenia nie potrafiła nic więcej, niż jedynie pokiwać przecząco głową, unikając bardziej rozbudowanej, lakonicznej odpowiedzi. Nie mogła się odezwać. Czuła się jak ściana, której również nie można było przesunąć. W tym momencie jej miejsce było przy Bratkowej Łące, kotce, przy której czuła się bezpiecznie. Pozostała jej jako ostatnia… i awansowała na najbliższą dla niej istotę.
Kiedy jednak wojowniczka wypowiedziała to masakryczne słowo, Wróbelek nie mogła się powstrzymać. Zacisnęła mocno wargi, a z jej oczu znowu polał się wodospad łez. Nie chciała o tym rozmawiać, jednocześnie chcąc, żeby jej przyjaciółka się domyśliła i miały to już za sobą… Ale gdy Bratkowa Łąka już zdała sobie sprawę, o co chodzi, samotniczka nie poczuła się lepiej, ponieważ ponownie przypomniała sobie tę tragiczną scenę z pochowku jej matki. Nie przytaknęła, nie pokiwała twierdząco głową, ale reakcja powinna być wystarczająca. Tak, ktoś umarł. I to ktoś piekielnie dla niej ważny.
LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości