Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
W stwierdzeniu siostry cienistego królewicza nie było ani nic niezwykłego, ani tym bardziej odkrywczego, dlatego nie widział żadnego powodu, żeby jej na to odpowiedzieć. Uniósł jedynie wysoko brwi i rzucił spojrzeniem na siostrę z jawną dezaprobatą. Jak mogła odczuwać jakiekolwiek... pozytywne emocje do takiego śmiecia, takiej strawy dla wron, jaką była Ćmia Łapa? Dotychczas wydawało mu się, że mimo iż nie są z Jesion blisko, to jednak jego siostra ma rozum i nie będzie się za nią wstydził, jednakże teraz był wyraźnie zawiedziony.
- Ponieważ ta ssstrawa dla wron nie potrafi ssssię zachować. Jest butna, impertynencka i nie potrafi rozmawiać. Prosssiła sssię o to, abym potraktował ją jak niegdyś naszą sssiosstrę, Cisssową Łapę, lecz posssstanowiłem rozwiązać to inaczej i nie zniżać ssssię do poziomu błota i mułu, który ssssobą reprezentuje - śmiało wygłosił swoją opinię, w której raz jeden nie omieszkał nazwać szylkretowej bękarcicy tak, jak powinien, a jak nie można było wyrażać się przy obcych oraz kotkach, którym się nie ufało. Mimo wszystko rozmawiał z siostrą, więc nawet po takim wielkim zawodzie trochę jej ufał, a przynajmniej nie zamierzał jej okłamywać pod tym względem.
- Był, ale zossstał nim dopiero po tym, gdy zaszła w ciążę - odparł swoim niskim, niezbyt przejętym głosem. Króla Olch bardziej drażniło to, że ta szara przybłęda nazwała go kłamcą, ale nie podpadła mu aż tak, jak Ćma. Kątem oka spojrzał na wlatujące do jeziorka kamienie. Odniósł wrażenie, że kocica próbuje się czymś zająć, albo w cokolwiek wsadzić łapy.
- Nie wiem, ale na pewno nie Motylim Lotem. Rozmawiałem o tym z Wężową Gwiazdą zanim jeszcze Żmijowy Ogon urodziła. - Po raz kolejny powołał się na przywódcę, bo kto inny miałby być bardziej wiarygodnym źródłem informacji? Poza tym, wersja burego kocura była logiczna i pasowała do całej tej hałastry.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Westchnęła bardzo cicho, można wręcz rzec, że niesłyszalne. Widać już było, iż Olcha niezbyt lubi, ba! Nawet można powiedzieć, nienawidzi Ćmiej Łapy. Chyba nieźle zalazła mu za skórę. Ciekawe czym? Już po chwili, się dowiedziała. Może nie wprost ale jednak. Wąsy jej drgnęły, na wspomnienie ich siostry, Cisowej Łapy. Przypomniała sobie, czemu tak bardzo była kiedyś zła na Olcha. Zniknęło to jednak z czasem a teraz, gdy byli jednymi z ostatnich kotów z miotu Drobnego Ptaka i Lamparciego Płomienia, powinni się trzymać razem. Więc nie widziała sensu wykłócania się o dawną sprawę.
- Kiedy rozmawiała ze mną była bardzo miła - powiedziała to na głos? UPS... Słowo się rzekło, już tego nie zmieni - Oczywiście rozumiem, masz swoje zdanie, uszanuje to - dodała tak dla pewności. Lepiej aby Olcha nie miał jej za wroga. Jesion nawet do tego nie dążyła.
Ta sprawa z Motylim Lotem, była bardzo dziwna. Był partnerem Żmijowego Ogona ale dopiero po jej zajściu w ciążę. To oznacza, iż kotka musiała mieć dzieci z kimś innym. Z klanu bądź poza niego. Kiedy go kiedyś spotka, delikatnie podpyta srebrnego. Zrobi to jednak bardzo dyskretnie. Zdziwiła się, gdy zielonooki, wspomniał o rozmowie z przywódcą. Wężowa Gwiazda to wiedział? I nie ujawnił klanowi? Cóż, wychodzi szydło z worka jak to mówią. Spojrzała tylko na niego zdziwiona.
- Wracajmy już powoli. Opowiesz mi wszystko po drodze dobrze? - zapytała wstając, a następnie kierując w stronę obozu...
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Olchowa Łapa nie darzył Ćmy nienawiścią. Zwyczajnie nią gardził z powodu jej arogancji i zbyt wielkiego ego, a na dodatek pyskowania. Natomiast wyglądało na to, że Jesion jednak rzeczywiście woli tę czarno-rudą strawę dla wron, zamiast swojego rodzonego brata, który nigdy nie powiedział na nią złego słowa. Do czasu oczywiście, ponieważ po tej rozmowie wcale nie będzie to takie pewne.
- Najwyraźniej chciała wobec ciebie zachować pozory. Ja sssspotkałem ssssię z jeżeniem sssierści oraz obrażaniem mnie przy każdej możliwej okazji, ponieważ, zamiasst normalnej rozmowy, wolała kpić ze mnie oraz z naszej matki tylko dlatego, że mi nie uwierzyła - powiedział pewnie swego, a w jego oczach, które teraz zogniskowały się na siostrze, paliła się irytacja. Irytacja na to, że najwyraźniej siostra miała gdzieś to, jak Ćma się wobec niego zachowała. Czy właśnie tym była dla niej rodzina? Niczym? Królewicz majtnął puszystym ogonem, a jego chłodne, zielone oczy błysnęły.
- Mussssimy dokończyć tę rozmowę tutaj. Nie będę wracał jeszcze do obozu - odpowiedział buro-rudej. Jeśli jego siostra chciała z nim dalej rozmawiać, to musiała poświęcić mu jeszcze trochę czasu, bowiem smoliście czarny kocur nie wybierał się tam, gdzie ona, a miał jeszcze w planach krótki patrol wzdłuż granic zanim spotka się z Ciernistym Kwiatem.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Spojrzała na swojego brata, który to zaczął znowu. Zaczęła w sumie brać całkiem poważnie słowa Olcha. W końcu... To jest jej brat tak? I jej bardzo zależało na dobrym kontakcie z nim. I nie może ignorować zachowania Ćmy, jeśli to rzeczywiście była prawda. A już w szczególności, jeśli chodzi o obrażanie ich matki. Jeżeli tak było, to był to szczyt wszystkiego.
- Jeśli było tak jak mówisz, to muszę poważnie z nią o tym porozmawiać. Nie będę tolerowała obrażania naszej matki... I oczywiście Ciebie. Miała prawo Ci nie wierzyć ale to nie jest powód do obrażania i wyzywania - powiedziała po chwili ciszy. Serio zaczynała się zastanawiać, czy rzeczywiście tak nie było. Jej brat, nie wymyślał sobie jakiś historyjek. Zawsze spotykała się u niego z prawdą. Ćmę znała krócej, więc mogła jeszcze nie poznać jej prawdziwej natury.
Zawróciła z powrotem w stronę brata. I usiadła na swoim miejscu. Co prawda miała mieć jeszcze patrol... Ale to może poczekać. Rodzina jest najważniejsza. - Dobrze. Więc opowiedz mi wszystko tutaj - poprosiła, ponownie owijając ogon wokół łap.
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Zmrużone ślepia królewicza zlustrowały Jesionową Korę, gdy ponownie zabrała głos. Czyżby dopiero teraz do niej dotarło? Olcha równie dobrze mógł wtedy załatwić sprawę z Ćmią Łapą z użyciem pazurów, ale postanowił nieco namącić jej w życiu, zamiast dawać upust agresji. Odezwał się w nim zew ojca, a burzliwe emocje odziedziczone po matce zostały stłamszone przez rozsądek.
- Issstotnie. Nie zależało mi na tym, by mi uwierzyła. To nie moja sssprawa, ale mogłaby to zrobić na jakimś poziomie - powiedział już bardziej obojętnym tonem. Całe napięcie z niego zeszły, a barki królewicza się rozluźniły. Uniósł on swoją szlachetną głowę i pokrecił nią przez chwilę.
- Jeszcze gdy Żmijowy Ogon była w ciąży, to miałem okazję porozmawiać o niej z przywódcą. Wężowa Gwiazda sssstwierdził, że gdyby Motyli Lot był ojcem, to Żmijowy Ogon powiedziałaby o tym otwarcie. Tymczasssem zakomunikowała jedyni, że jesssst w ciąży i nie powiedziała kto jesssst ojcem, jeśli o to pytasz. - O tym miał jej opowiedzieć, czy może rozwinąć temat tej strawy dla wron, o której produkował się już wcześniej? Jesion w sumie nie była w swojej wypowiedzi precyzyjna i królewicz mógł się jedynie domyślać.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Jesion jedynie przyglądała się to bratu, to tafli wody. Wzięła wdech, a następnie cichy wydech. Ta cała sprawa była jakaś dziwna. Skoro Żmijowy Ogon, nie przyznała się do tego, iż Motyli Lot nie jest ojcem kociąt... Ta cała sytuacja była zagmatwana. W głowie szylkretki, zaczęła rodzić się pewna teoria. Może Żmija wybrała sobie partnera, który miał złą przeszłość? A nie chcąc, aby jej dzieci musiały ponosić winę za ojca, nikomu nie zdradziła jego tożsamości. Była jeszcze jedna a nawet dwie możliwe opcje. Ojcem mógł być kocur z innego, bądź poza klanu i nie chciała aby to się wydało. Najgorsza z tych trzech była taka, że została zgwałcona... Chociaż to w sumie mało możliwe ale jednak.
- Możliwe - odparła jedynie. Przełożyła ogon na drugą stronę, gdyż tak było jej już nie wygodnie. Ponownie owinęła nim łapy - Ich... To znaczy, kocięta Żmijowego Ogona, powinny poznać prawdę. - chodź dalej nie mogła uwierzyć, iż srebrny kocur nie wyjawił im tej tajemnicy...
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Olcha po rozmowie z Wężownikiem i napotkaniu tej butnej bękarcicy wartej nie więcej niż kłębek futra, parokrotnie zastanawiał się dlaczego właściwie Żmijowy Ogon nie powiedziała o tym swoim kociętom, jednakże doszedł do jednego prostego wniosku - były zbyt młode, a potem zdechła, uwalniając Klan Cienia od swojej osoby. Szkoda, że pozostawiła tu te półkrwiste bękarty, chociaż niektóre mogły się do czegoś przydać, jak na przykład jego przyboczny, Chrząszczowa Łapa. Motyli Lot był natomiast zbyt słaby, żeby w ogóle pociągnąć ten wątek. Był jak robactwo, które można by zgnieść naciskiem łapy. Królewicz zauważył, że jego siostra nie może skupić się na jednym miejscu, najwyraźniej zbyt przejęta informacjami, które usłyszała. Pierzasty ogon smoliście czarnego kocura przesunął się na lewą stronę.
- Powinny - odezwał się w końcu. - Wciąż jessstem zdziwiony, że nikt im nie powiedział. Prawda powinna być jawna nawet jeśli na nic nie wpływa. Gorzej, jeżeli wpłynie, ale wtedy będzie jasssne ile ich rodzina była warta - mruknął, dźwigając się na łapy. Gdyby Lamparci Płomień okazał się nie być ich ojcem, to Królewicz również by się zirytował, ale z powodu kłamstwa, którym go przez całe życie w takiej sytuacji raczyli. W takiej sytuacji i tak jego uczucie do ojca byłoby niezmienne. Jeśli zaś chodzi o samą sytuację... Królewicz namieszał tak, jak tego chciał, przyjmując pewną nie aż tak oceniającą i krytyczną postawę, jaką mógłby przyjąć.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
- Dobrze więc - odparła przyglądając się tafli jeziora. Następnie spojrzała na Olchę. - Tylko... A dobra w sumie nie ważne. Jeśli Ci nie wierzą, to już im tego po prostu nie mów. Proszę... - żółtozielone oczy śledziły ruchy brata szylkretowej kotki. I tak najbardziej wyczekiwały na jego odpowiedź. - Jeśli Motyli Lot naprawdę je kocha, a one kochają jego w co nie wątpię, to sam im powie... Mam nadzieję - dodała ciszej. Gdy i jej brat wstał, postąpiła tak samo. Ostatni raz przyjrzała się tafli wody. Jeszcze kiedyś tu zagości. I to niedługo.
Na razie gryzła ją bardzo ta sprawa z dziećmi Żmijowego Ogona, jak i sprawa Ćmy i Olchy. Naprawdę nie wiedziała co powiedzieć. W końcu kopia Żmii to jej przyjaciółka a syn Lamparciego Płomienia, brat. Oba koty były jej bliskie... Jednak już nic w tej sprawie nie dodała.
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
- Dlaczego mam im tego nie mówić? Sssama przed chwilą powiedziałaś, że powinny się dowiedzieć. Zdecyduj sssię - powiedział i spojrzał na siostrę z politowaniem. Zmieniła zdanie, jak zmieniała się pogoda. Czyżby jego siostrze brakowało zdecydowania? Czy te bękarty aż tak wryły się jej w głowę, że teraz nie potrafiła znieść choćby myśli o tym, że mogą się przez chwilę źle poczuć? Królewicz nie zamierzał na to przystać. On słaby nie był i miał swój własny kręgosłup, jak widać w przeciwieństwie do Jesionowej Kory.
- Ssskoro do tej pory im nie powiedział, to nie ssssądzę. Może po prostu ich nie kocha - mruknął rozbawiony słowami własnej siostry. Naprawdę minęło już tyle czasu i miał zapewne mnóstwo okazji do przekazania im prawdy. Na dodatek siostra Króla Olch użyła tak zabawnego sformułowania, że trudno było mu ukryć owe rozbawienie. Był już gotowy do drogi, ale chciał usłyszeć jeszcze odpowiedź Jesion. Może będzie musiał jeszcze coś dodać? Nie wiedział, ale bladozielone ślepia lustrowały przejętą sylwetkę kocicy.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
- Powinny ale nie od Ciebie. Myślałam raczej o Motylica Locie albo Wężowej Gwieździe... Chociaż i tak lepiej byłoby gdyby dowiedziały się od przybranego ojca. - odparła. I to wcale nie było tak, że zmieniała zdanie. Cały czas uważała, że dzieci Żmii powinny się dowiedzieć, lecz od przybranego ojca a nie od... Osoby trzeciej. Nawet, mimo iż wymieniła Wężownika, i tak nie była pewna, czy to był dobry pomysł, aby przekazał wieść rodzeństwu Ćmy. Nie powiedziała już nic w tej sprawie. Niech Motyl sam im powie, jeśli kochał maluchy. Jeśli kochał Żmiję. Dlatego tylko spojrzała na brata, swoimi żółtozielonymi oczami. Ona również była już gotowa do drogi.
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
- W issstocie byłoby lepiej, lecz Motyli... Lot sssię najwyraźniej nie kwapił do oznajmienia im tego - powiedział powoli z krótką pauzą w trakcie wypowiadania imienia biało-srebrnego kocura, żeby nie nazwać go czasem Motylim Móżdżkiem, choć zdaniem królewicza było to jedyne imię, które by mu pasowało. Zastrzygł eleganckimi, wykręconyni ku górze wąsami i jeszcze raz spojrzał na siostrę, szukając w niej więcej informacji oraz emocji. Nie wiedział, co teraz, a właściwie po tej rozmowie, powinien o niej myśleć. Z jednej strony była obecnie jego jedną z niewielu krewnych. Oprócz ojca i jej miał jeszcze Bagienną Trzcinę, z którą nigdy nie był blisko, a także tę zdradziecką Jałowiec, o której miał bardzo nieprzyjemne zdanie. Smoliście czarny kocur pożegnał się z siostrą lekkim kiwnięciem w jej stronę, a potem ruszył na patrol na swoich długich, smukłych łapach, stawiając lekko kroki, jakby w ogóle nie dotykał ziemi. Wił się niczym wąż aż w końcu zniknął Jesionowej Korze z oczu.
Ciemno-bury klasycznie pręgowany, krótkowłosy, wysoki kocur z nadwagą. Ślepia ma zielone. Jego prawe ucho jest oderwane w połowie, natomiast lewe lekko rozerwane. Ma też małą bliznę ciągnąca się znad brwi aż po oko. [KP]
[KP]
Pszeniczny Kłos, Kolczasta Łapa, Słoneczna Łapa
Nawet mając tak krótkie futro jak Tygrysiopręgi dało się odczuć ostatnie wysokie temperatury. Duża część obozu była osłonięta, skryta w chłodnym cieniu, ale nikt z wojowników czy terminatorów nie miał takich luksusów, aby móc spędzić tam cały dzień. Zaraz po zakończonym patrolu, gdy towarzyszący mu Chrzanowy Korzeń i Wrzosowa Ścieżka udali się prosto do obozu – bury zdecydował się zrobić krótki postój przy Księżycowym Jeziorze. Za dnia nie było zbytnio księżycowe, ale... co go to obchodziło. Równie dobrze mogło się nazywać Mokrym Bajorem i tak też byłoby dobrze. Dużo czasu poświęcił na wyuczeniu się nazw terenów, a także ich dokładnej lokalizacji – niekoniecznie na ich analizie i szukaniu sensu w tym jak zostały ponazywane.
Znalazł przerwę między zaroślami i wszedł do wody tak, aby ta nie sięgała mu wyżej niż niewiele ponad pazury. Nie lubił mieć mokrego futra. Wtedy się tak nieprzyjemnie lepiło i śmierdziało, fu. Potrzebował się nieco ochłodzić, więc na tyle niedogodności był w stanie się zgodzić. Wziął kilka łyków, aby ugasić pragnienie. Niedługo potem w pobliżu dostrzegł pstrokate brązowo-rude futerko Krogulczego Szponu, która najwyraźniej też potrzebowała małej przerwy od doglądania kociąt. A przynajmniej tak się Tygrysiopręgiemu wydawało. - Hej! - przywitał się z kocicą, posyłając jej lekki uśmiech. Czuł się trochę źle, że znów zaczął się wycofywać z życia klanu i skupiać na najbliższych. Przez co właściwie nie wiedział nic o terminatorce Śliskiego Brzegu (oprócz bycia pranerką Wiewiórczego Ogona i posiadaniu kociąt). Byli z raz czy dwa razem na patrolu, ale ich rozmowy skupione były głównie na wymienianiu suchych informacji, jak to zazwyczaj wygląda podczas sprawdzania i oznakowania granic. No nic, pora trochę poszerzyć swoją wiedzę o współklanowiczach, bo nim się odwróci to okaże się, że nie zna tu nikogo.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Pogoda była okropna. Było gorąco, duszno, zero wiatru... Ledwo dało się żyć. Całe szczęście, że Krogulec najbardziej przeszkadzał ten brak świeżego powietrza, bo lubiła od czasu do czasu wygrzewać się na takim słońcu i często wybierała się sama na różnorakie spacery czy też polowania, aby uwolnić się od natarczywych dzieciaków. Tak było i tym razem. Wybrała się w okolice Księżycowego Jeziora, przy którym było nieco chłodniej, przez co stwarzało iluzję większej ilości powietrza, którym można oddychać. Nie zauważyła na początku kocura z jej klanu, dopiero gdy krzyknął wesoło brzmiące przywitanie, odwróciła łeb w stronę burego, najpierw uważnym wzrokiem badając jego sylwetkę, by potem również się uśmiechnąć, jednak bardziej zadziornie.
- Hej! - odpowiedziała, po czym energicznym krokiem ruszyła w jego stronę, przekrzywiając delikatnie głowę. Stanęła obok, zanurzając opuszki łap w chłodnej cieczy, która nawet, jak nieco nagrzała się od palącego słońca to nadal dawała ulgę.
- Upały, co? - zapytała, zaciekawiona, jak inne koty znoszą taką pogodę. Najgorzej to chyba miały długowłose, których może i długa sierść przyjemnie grzała w porę Nagich Drzew... Ale podczas pory Zielonych Liści nie była zbyt praktyczna.
- Jak idzie trening Gradowej i Lisie Łapy? - zadała kolejne pytanie, jednak dopiero po chwili. Musiała z odmętów umysłu odkopać informacje o Tygrysiopręgim, który trenował część jej rodzeństwa z młodszego miotu. Z tego, co słyszała to jeszcze żadnego prowadzonego przez siebie treningu nie ukończył. Ciekawiło ją, dlaczego to wszystko tyle czasu zajmuje, chociaż niebieskiego kocura często w obozie widuje, a rudej kotki... Czasami nie mogła nawet złapać w tłumie, aby się przywitać.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz Płeć: Kocur Matka: Bagno Ojciec: who dis Partner: sb is watchin me
Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
Z czasem robił się coraz większym pustelnikiem w tej rosnącej, gęstej grupie wciąż nowych kotów. Nie chodzi o to, że było mu źle, bo nie czuł szczególnej różnicy dopóki miał do kogo jeszcze gębę otworzyć w razie czego. Przeszkadzało mu głównie to poczucie odrębności, inności. I to nie w tym negatywnym znaczeniu, poprzez które rozumie się bycie odmieńcem, wyrzutkiem społeczeństwa. Tu chodziło o wyczuwanie w sobie różnicy w stosunku do pozostałych w kategorii dojrzałości, intelektu, poziomu wiedzy, tego typu rzeczy. Innymi słowy, poza siostrą nie znajdywał w Klanie praktycznie nikogo, kogo uznałby za równego sobie na tyle, by móc przeprowadzić z nim dyskusję. Tak jak zostało powiedziane, nie przeszkadzało mu to jakoś bardzo głównie przez tą coraz mocniej nasilającą się osobowość samotnika. Brzmi to trochę absurdalnie w przypadku jednostki żyjącej siłą rzeczy w grupie... ale tu właśnie „siłą rzeczy”, a więc „przymus” pełni rolę kluczową w tej tezie. Żył tak, bo było mu tak wygodnie. Ale nie oznaczało to, iż był z tego powodu mniej lub bardziej szczęśliwy. O ile w ogóle. Swoją drogą, dawno nie widział Śliskiej. Trochę go to martwiło, jeśli mamy być kompletnie szczerzy, i to bardziej niż sam kocur, który nadal nie miał śmiałości nazywać tego uczucia po imieniu. Mimo, że posuwał się w księżycach, wciąż wolał trzymać swoją wrażliwą część siebie na dystans. Zbyt wiele bólu mu przyniosła, by mógł ot tak sobie ją nagle zaprosić do swojego wnętrza. Bratanie się z nią również nie dała pozytywnych efektów. Emocje ciepłe, pozytywne musiał więc traktować jak pasożyta, gdyż była to jedyna możliwa i wciąż jeszcze w miarę działająca opcja.
Po przejściu krótkiej choroby ponownie zaczął jakoś funkcjonować w Cieniu. Po zapolowaniu oraz odbyciu treningu przyszedł nad jezioro, przy którym wdał się w pierwszą w życiu rozmowę z matką. Zakładając, iż tę wątpliwej jakości wymianę burknięć, a potem rychłe rozejście się w przeciwne strony dało się tak określić. Sięgnął wzrokiem ku tafli, długo się wpatrując w szkaradny pysk, który tam znalazł.
W pewnym momencie poczuł się bardzo staro.
//my gurl
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Biedny, stary Szron. Jeszcze chwila i go w krzyżu zacznie łupać i nie będzie mógł nadążyć za swoimi terminatorami... Albo zadecyduje przerwę w środku walki treningowej, bo... Się zmęczył. Hi hi. To byłoby ciekawe patrzeć, jak niebieski kocur by powoli zastygał w bezruchu, ponieważ każdy ruch by sprawiał mu okropny ból przez zastałe mięśnie i niechęć do ruchu przez bolące stawy. Dobrze, że przynajmniej w swoim uporze poszedł do medyka się leczyć z tego kaszelku, bo inaczej to by pewno pół klanu zaraził. Krogulec w sumie nie zaglądała do lecznicy, dopiero jak syn Bagiennej Trzciny z niej wychodził, przez co ujrzała jego zgrabną sylwetkę w wejściu. Oczywiście nie mogła na nim nie zawiesić chociaż na chwilę wzroku, wyłapując lekką utratę ciężko ćwiczonych wcześniej mięśni przez przebytą chorobę... Właśnie. Poranny Szron? Chory? Przecież złego licho nie bierze, jakim cudem on w ogóle coś złapał? Widocznie pałętał się tam, gdzie nie powinien albo miał styczność z kotami, którym ciekły gluty z nosa i przez to, że zrobiły zmasowany atak na jego odporność poprzez masowe kichanie to wojownik również się zaraził. To było jedyne sensowne wytłumaczenie... Czyli w sumie ktoś celowo zaraził je... dobrego znajomego Krogulec... I już ona się dowie kto i przetrzepie mu jego zakichane futro! Cóż... Szylkretka zupełnie przypadkowo przybyła nad Księżycowe Jezioro, nie śledziła go ani nic. Dopiero teraz jej zapach, który niegdyś towarzyszył starszemu kocurowi przez praktycznie cały czas zaczął być dla niemal białego kota wyczuwalny, a młoda matka na chwilę przystała, odchrząknęła, uniosła głowę i ruszyła energicznym, a nawet trochę dumnym krokiem dalej, ogon wznosząc wysoko. Nie mogła przecież się źle zaprezentować przed Porannym Szronem, toż to nie wypada!
- Heja - odezwała się dźwięcznym głosem, pozwalając sobie na przywitanie, którym raczy się bliższe osoby ciekawa, czy kocurowi będzie to przeszkadzać. Podeszła do niego bliżej, ze zmrużonymi ślepiami spoglądając na kota, a potem na odbicie w tafli wody. A cóż to?
- Podziwiasz się w wodzie? - zadała pytanie, można powiedzieć że głupie... Ale nadała wypowiedzi żartobliwy ton, uśmiechając się do niego lekko, może nawet i trochę zadziornie. Przystanęła prosto u jego boku, w bezpiecznej odległości aby nie naruszać jego strefy osobistej na samym starcie i... Czekała. Na jakąkolwiek reakcję terminatora Wężowej Gwiazdy.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.