Masywny, wysoki, dumny, kopia ojca; Niczym własny ojciec z łatwością zalicza się do tych większych i wyższych. Kocur ma dobrze zbudowaną, masywną sylwetkę o szerokich barkach i krępym karku oraz gruby, puchaty ogon, pokryty kudłatą sierścią. Na ciele królewicza znajduje się długa, wiecznie nieskazitelnie ułożona, bura sierść bez żadnej kropli bieli, którą przecinają grube, smoliste i klasyczne pręgi. Niewątpliwie cechą charakterystyczną syna Olchowego Szeptu są szlachetnie uwydatnione bokobrody czy zachwycająca, puchata kryza pokrywająca jego kark, gardło i pierś. Jego oczy są jadowicie żółte, a ich spód otoczony jest jasno-kremową sierścią - nos natomiast jest w kolorze ciemnej cegły z ciemno-szarym nalotem. Uszy trójkątne, zakończone gęstymi, ciemnymi frędzlami o wystającym, jasnym futerku. Porusza się z dumą i gracją, przykładając do każdego kroku ogrom uwagi. Blizny ma na grzbiecie nosa; wyszczerbione ucho; na lewym policzku oraz tuż przy początku ogona.
Opanowany, pewny siebie; dojrzały; Kocur został obdarzony sporym ambicjami, które planuje zrealizować jak najlepiej. Tym bardziej teraz, kiedy ma szanse na odbudowę zawalonych fundamentów. Tak jak i reszta rodziny uznaje wyższość własnej krwi i nie sposób odnaleźć u niego szacunku do kotów tej mieszanej. Tym razem w odpowiedni sposób pojął przekazywane przez ojca wartości, a dzięki długiej chorobie delikatnie się wyciszył co pozwoliło na przemyślenie wielu spraw. Dalej jednak nie obchodzi go zdanie kotów, które uznaje za głupsze, bądź "brudne". Stara się zmienić pogląd na siebie w oczach innych. Zaczął respektować zasady Kodeksu oraz szanować koty starsze czy wyższe rangą; a co najważniejsze, te będące jego rodziną; czego zdawał się w przeszłości nie robić, wierząc we własną nieomylność. Pomimo wysokiej samooceny i poglądu na siebie nie jest delikatnym kwiatuszkiem i krytyka nie podcina mu skrzydeł jak kiedyś. Nie obawia się mówienia o swoich poglądach, potrafi postawić na swoim i ostro się wyrażać. Stał się rozważniejszy, bardziej opanowany, dzięki czemu przykłada sporą wagę do wypowiadanych słów i zapamiętywanych informacji.
Popielny Żar, Olcha [KC], Cyprysowa Łuska [KG]
— Dla mnie, Gwiezdny Klan nie ingeruje aż tak w nasze życia. Istnieje i czuwa nad nami, jednak nie układa naszego przeznaczenia, a daje nam wolną łapę. To ode mnie zależy co zrobię, do jakiego kota podejdę, z kim porozmawiam...Sam kształtuje swój los. Gwiezdni są w moich oczach ostoją, co innym pomaga wstać z legowiska, daje nagrodę za dobre życie, nic więcej. Gdyby cały czas zerkali i tylko zajmowali się dawaniem znaków czy też kierowaniem ścieżkami...Czy bylibyśmy wolni? — temat religii był dla mnie dość obojętny. Wierzyłem w Przodków, bo było mi to wpajane od dziecka. Nie widziałem w tym nic niesamowitego, ani też złego. Taka była nasza tradycja, która przekazywana z pokolenia na pokolenie przybierała taką a nie inną formę, nie miałem an to wpływu. Każdy kot jednak miał swojego rodzaju dowolność w jej interpretacji i rozumieniu. Jedni żyli tak jak robiła to Kurze Ziarno; przypisując swoim przodkom każdą, najmniejszą pierdołę. Czy była ona pozytywna, czy też negatywna - we wszystkim maczali palce Gwiezdni, dla których życie w lesie się tak naprawdę zakończyło w tylko małym procencie. Inni jednak nie stawiali ich aż na takim piedestale i do takich kotów należałem właśnie ja. Jako kocię kategorycznie zaprzeczałem ich istnieniu pewien, że jak zginę nic mnie nie otoczy, zniknę w ciszy i niebycie, co było z jednej strony przerażające, a z drugiej bardziej realniejsze niż niekończące się krainy dobrobytu. Nadal nie do końca mogłem sobie wyobrazić samo szczęście i brak smutku czy bólu. To...było tak naturalne, że wyzbycie się tego musiało być naprawdę czymś dziwnym. Gdy kotka zaczęła tłumaczyć swoje słowa, spojrzałem na nią przez chwilę i...Zaśmiałem się ciepło, lekko kręcąc łbem. — Spokojnie, Kurze Ziarno. Tylko żartowałem — zapewniłem, posyłając jej lekki, ciepły uśmiech, ponownie wracając spojrzeniem do tafli jeziorka, która przez fakt, że zarówno kotka, jak i ja się z niej napiliśmy; była zmącona, a moje odbicie w niej falowało i zniekształcało się. Chwile wcześniej to Kura podziwiała się w zburzonej tafli, pewnie w poszukiwaniu jakiś niedoskonałości jak patyczek, który wyciągnąłem jej z kryzy jeszcze przy Łabędzim Gnieździe. Ja w swoim odbiciu jednak nie dojrzałem tego typu niespodzianek. Moje bure futro było równo ułożone i wyczyszczone jak należy. Nie pozwoliłbym sobie na wyjście poza obóz w nieodpowiednim stanie i ceniłem podobną postawę u szylkretowej wojowniczki. W końcu schludność była naprawdę dobrą cechą, tym bardziej u kotki. W końcu jednak postanowiłem zrobić coś, czego roześmiana kocica na pewno się nie spodziewała. Sięgnąłem łapą w stronę wody i i chlapnąłem nią tak, by lekko zmoczyć jej łapy, po czym odchrząknąłem i odwróciłem niewinnie spojrzenie tak, jakbym wcale nie wykonał żadnego, dziecinnego ruchu. Byłem ciekawy jej reakcji. A skoro nikt nas nie obserwował to...Kto mi tego mógł zabronić?
i triedto besomeoneelse butnothingseemed tochange i knownow,this iswhoi reallyam inside
Całkiem smukła, zgrabna i wysoka koteczka, ale z pewnością nie najzgrabniejsza i najwyższa w klanie - po prostu poprawnie przeciętna. Jej krótkie i nieco szorstkie futerko zdrowo błyszczy i niemal w całości wygląda tak, jakby dosłownie przed chwilą córka Deszczowej Chmury wytarzała się w jasnym popiele - włącznie z nosem. Tylko na wąskiej piersi kotki wyrosło kilkanaście białych włosków, które utworzyły tam małą, nieforemną łatkę. Pysk Szarówki zachowuje rozsądne, nieprzykuwające uwagi proporcje. Ciekawe są natomiast jej oczy, ponieważ jedno z nich (lewe) przybrało odcień chłodnej bladej żółci, wydając się przez to wręcz białe, z kolei drugie (prawe) jest intensywnie niebieskie. Jej wywinięte wąsy chętnie tańczą, gdy zagra im lekko chociażby polny wiaterek. Ogon ma natomiast gruby i gęsty, nieco podobny do drucianej szczotki.
Wojowniczka klanu Cienia, jakich wiele, a przynajmniej tak sama o sobie myśli, nie dostrzegając zbytnio posiadanych zalet. Na pewno jest poprawna - rozmowna, ale nie gadatliwa, skrupulatna przy wykonywaniu powierzonych jej obowiązków, ale nie przesadnie ambitna, nie najbardziej asertywna na świecie i nie nazbyt uległa. Po prostu przeciętna. Nie zapada rozmówcom w pamięć na długo, jednak nauczyła się żyć w cieniu kotów o bardziej wyrazistych osobowościach. Nadal uwielbia spędzać czas poza gwarnym obozem, kiedy jej myśli zostają puszczone luźno z wiatrem, by pędzić wraz z nim w nieznane. Dawniej wyobrażała sobie, że za jej smutnym usposobieniem i zgorzkniałymi myślami stoi inny kot - taki, który tragicznie zmarł i po swojej śmierci, pełen cierpienia, postanowił w niej zamieszkać. Czas oraz zdobywane doświadczenia, zwłaszcza te z wypraw do Szepczącej Sadzawki, nieco osłabiły te fantazje, lecz mimo to w głębi duszy nadal wierzy, że odpowiedzią na wszystko jest reinkarnacja. Skoro ma cudownych rodziców, co jeść oraz gdzie spać, to nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do czucia się tak źle w swoim życiu... Takim to sposobem Szara Kora uparcie odsuwa od siebie najprostsze (a zarazem najlepsze) wyjaśnienie, dlaczego ma zawsze zgaszoną barwę głosu, rzadko kiedy czuje coś ponad obojętność, a w jej oczach brakuje zdrowego blasku...
Gorzka i Aroniowa Łapa, Krew
Jeżeli zostanie wojowniczką klanu Cienia coś, cokolwiek zmieniło, to mobilność Szarówki, która nareszcie bez poczucia winy i bez potrzeby tłumaczenia się mamie mogła chodzić na długie samotne spacery... Koteczka doceniała ten luksus, ale stwierdzenie, że nowa ranga odmieniła ją wewnętrznie byłoby mocno na wyrost. Ta wspaniała, ozdobiona przysięgą lojalności ceremonia, jak i wiele innych rzeczy w jej życiu, jak wyprawa do Szepczącej Sadzawki chociażby, okazała się dla młodej wojowniczki zwyczajnie rozczarowująca i pusta. Nie rozpoczął się dla niej żaden nowy rozdział, wciąż nie mogła przewrócić tej jednej strony... Szarówka, Szara Łapa i Szara Kora stanowiły jedność. Nadal przez większość dnia miała wrażenie, jakby trzymała głowę pod wodą i dusiła się raz po raz w zwolnionym tempie, chociaż przecież nie miała ku swojemu cierpieniu żadnych, ale to żadnych powodów. Jeszcze kiedy spotykała się regularnie z Polnym Westchnieniem na treningach przynajmniej nie miała czasu na czucie i zastanawianie się nad tym, co czuła, ale teraz? Teraz nie pozostawało jej praktycznie nic poza okazjonalnymi polowaniami oraz smętnym snuciem się jak w tej chwili...
Wczesnym rankiem dotarła do Księżycowego Jeziora; mleczna mgła unosiła się nad błyszczącą, idealnie gładką powierzchnią wody. Cała okolica była odświętnie przybrana srebrnym szronem, więc popielata koteczka postanowiła posiedzieć chwilkę czy dwie przy tym magicznym jeziorze, nawet jeśli ku niej ciągnął zdecydowany, odstraszający chłód... Przycupnęła przy brzegu na wszystkich czterech łapkach, robiąc najgorszą z możliwych rzeczy - pozwalając sobie obcować z pięknem w nostalgii. Jak to jest, że przyroda potrafiła być taka hojna dla traw, zsyłając im przymrozek, a jednocześnie takiej Szarej nie obdarzyła... niczym?
Zapalony miłośnik przyrody. Koneser dobrze brzmiących imion oraz symetrii. Perfekcjonista i kujon. Jako rozmówca przejawia skłonności do słowotoku. Łatwo się ekscytuje. Emocjonalnie dość zagubiony: raz zbyt empatyczny, raz w ogóle. Trochę aspołeczny, ale na ogół przyjazny i opanowany. Fan #1 Polnego. Chodząca definicja transparentności. Wszystkich mierzy swoją miarą, więc i ciągle się dziwi.
Bury
Już-nie-Figielek, wibrując z niepokoju i ekscytacji, wędrował wzdłuż południowej granicy Klanu. Dotąd nie wyściubiał nosa poza tereny Liściastego Gąszczu, pełnego znajomych zapachów. Teraz jednak był Lepką Łapą, nowo mianowanym Terminatorem Cienia. Czas zapoznać się z terytorium, którego już niedługo będzie bronił! No, może nie tak niedługo… Wyprostowany na sztorc ogon podrygiwał nerwowo. Kocurek z zafascynowaniem rozglądał się wokół, poruszając nastroszonymi wąsami. Wiele razy zrywał się o tej porze, tylko po to, by móc w ciszy podziwiać świat na chwilę przed jej zburzeniem – nigdy jednak nie widział czegoś równie pięknego. Nie wiedział, w którym kierunku zmierzał, tym bardziej nie spodziewał się więc widoku Księżycowego Jeziora. Jego wyłonienie spośród gęstwin, w połączeniu z unoszącą się nad nim poranną mgłą, zaparło Lepkiemu dech w piersi. Co prawda... miał dokładnie takie samo wrażenie, gdy po raz pierwszy przyglądał się wpadającym do jamy rodziców promieniom słonecznym, tworzącym niemożliwe do upolowania plamki światła... albo gdy po raz pierwszy ujrzał Krogulczą Gwiazdę, w pełni swojego majestatu zwołującą Klan na Ceremonię... niemniej, za każdym razem był w tych odczuciach całkowicie szczery. Za każdym razem przepełniały go zachwytem, który sprawiał, że zapominał o wszystkim, co było wcześniej.
Kocurek nagle przystanął, widząc skuloną nad brzegiem szarą kulkę. Niepokój przyśpieszył mu tętno. Pora Nagich Drzew rozpoczęła się na dobre, a poranki były szczególnie mroźne. Owa szara kulka zaś, choć przynajmniej dwa razy od niego większa i o nieznanej tożsamości, trwała w kompletnym bezruchu, niebezpiecznie blisko tafli wody, i to w pozycji mogącej wskazywać na odczuwany ból. Biały, niewiele myśląc, gwałtownie ruszył do przodu. Znalazłszy się wystarczająco blisko, zacisnął szczęki na puszystym ogonie Wojowniczki i, zapierając się wszystkimi łapkami, zaczął desperacko ciągnąć go w swoją stronę, chcąc odciągnąć jego posiadaczkę od krawędzi. Kimkolwiek by nie była.
I'llbeyourfriendinthedaylightagain ⁞⁞ Therewewillbe,likeanoldenemy ⁞⁞ Like the salt and the sea...
Całkiem smukła, zgrabna i wysoka koteczka, ale z pewnością nie najzgrabniejsza i najwyższa w klanie - po prostu poprawnie przeciętna. Jej krótkie i nieco szorstkie futerko zdrowo błyszczy i niemal w całości wygląda tak, jakby dosłownie przed chwilą córka Deszczowej Chmury wytarzała się w jasnym popiele - włącznie z nosem. Tylko na wąskiej piersi kotki wyrosło kilkanaście białych włosków, które utworzyły tam małą, nieforemną łatkę. Pysk Szarówki zachowuje rozsądne, nieprzykuwające uwagi proporcje. Ciekawe są natomiast jej oczy, ponieważ jedno z nich (lewe) przybrało odcień chłodnej bladej żółci, wydając się przez to wręcz białe, z kolei drugie (prawe) jest intensywnie niebieskie. Jej wywinięte wąsy chętnie tańczą, gdy zagra im lekko chociażby polny wiaterek. Ogon ma natomiast gruby i gęsty, nieco podobny do drucianej szczotki.
Wojowniczka klanu Cienia, jakich wiele, a przynajmniej tak sama o sobie myśli, nie dostrzegając zbytnio posiadanych zalet. Na pewno jest poprawna - rozmowna, ale nie gadatliwa, skrupulatna przy wykonywaniu powierzonych jej obowiązków, ale nie przesadnie ambitna, nie najbardziej asertywna na świecie i nie nazbyt uległa. Po prostu przeciętna. Nie zapada rozmówcom w pamięć na długo, jednak nauczyła się żyć w cieniu kotów o bardziej wyrazistych osobowościach. Nadal uwielbia spędzać czas poza gwarnym obozem, kiedy jej myśli zostają puszczone luźno z wiatrem, by pędzić wraz z nim w nieznane. Dawniej wyobrażała sobie, że za jej smutnym usposobieniem i zgorzkniałymi myślami stoi inny kot - taki, który tragicznie zmarł i po swojej śmierci, pełen cierpienia, postanowił w niej zamieszkać. Czas oraz zdobywane doświadczenia, zwłaszcza te z wypraw do Szepczącej Sadzawki, nieco osłabiły te fantazje, lecz mimo to w głębi duszy nadal wierzy, że odpowiedzią na wszystko jest reinkarnacja. Skoro ma cudownych rodziców, co jeść oraz gdzie spać, to nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do czucia się tak źle w swoim życiu... Takim to sposobem Szara Kora uparcie odsuwa od siebie najprostsze (a zarazem najlepsze) wyjaśnienie, dlaczego ma zawsze zgaszoną barwę głosu, rzadko kiedy czuje coś ponad obojętność, a w jej oczach brakuje zdrowego blasku...
Gorzka i Aroniowa Łapa, Krew
Depresyjne rozmyślenia Szarej Kory nie trwały zbyt długo; życie prędko wgryzło się w nią najdosłowniej bo za pośrednictwem białego kocurka, który desperacko usiłował urwać jej ogon. Och. Mogła się spodziewać naprawdę wielu porannych incydentów na przykład w wykonaniu dzikich, budzących się po nocy zwierząt, ale coś takiego nawet przy nieźle wyćwiczonej wyobraźni koteczki odstawało od szeroko rozumianej normy.
Jej powieki, podparte teraz przeogromnym zaskoczeniem niby wykałaczkami, uwydatniły wielkość oczu, a te z kolei z impetem rozbiły się na wizerunku zbója. Wojowniczka wykręciła się ku niemu i pacnęła go lekko przednią łapą między uszami. Była zdecydowanie zbyt oszołomiona, żeby przebierać w środkach i wybierać spośród nich te dyplomatyczne, zwłaszcza że młody napastnik wcale nie wyglądał na skorego do pokoju i coś tak rozpaczliwie szamotał tym pyszczkiem, jakby przyświecał mu jakiś wyższy cel...
- Puść mnie! Co Ty wyprawiasz? - wydała z siebie zdębiały okrzyk sprzeciwu, ostrzejszy niż spodziewała się kiedykolwiek w sobie zrodzić. Jej rozczapierzone palce zawisły w pogotowiu o mysi ogon nad śnieżnobiałą łepetynką, zdradzając gotowość Szarówki do ponownego walnięcia agresora po głowie, ale tym razem mocniej, gdyby pozostał głuchy na werbalny protest.
Zapalony miłośnik przyrody. Koneser dobrze brzmiących imion oraz symetrii. Perfekcjonista i kujon. Jako rozmówca przejawia skłonności do słowotoku. Łatwo się ekscytuje. Emocjonalnie dość zagubiony: raz zbyt empatyczny, raz w ogóle. Trochę aspołeczny, ale na ogół przyjazny i opanowany. Fan #1 Polnego. Chodząca definicja transparentności. Wszystkich mierzy swoją miarą, więc i ciągle się dziwi.
Bury
Figielek pisnął z bólu, tym samym otwierając pyszczek i wypuszczając z niego ogon Szarej. Celne uderzenie skutecznie wyrwało go z trybu zbawcy. Cóż. Tego się nie spodziewał. Dama w opałach okazała się całkowicie zdolna do obrony i niepotrzebująca jakiejkolwiek pomocy. Nie zdarzyło mu się jeszcze tak błędnie odczytać sytuacji. Z drugiej strony… wszystkiego przecież doświadczał po raz pierwszy.
Kocurek zamrugał kilkakrotnie, tępo wpatrując się w pełne zdziwienia dwukolorowe ślepia kotki. Ze zwisającą nad jego łebkiem łapą, uzbrojoną w pazury i gotową do ponownego ataku, musiał prezentować się dość zabawnie.
- Uch – wydobył z siebie w końcu głos, przełykając. – Czyli… nic ci nie jest?
Nie był pewien, czy pyta czy stwierdza.
I'llbeyourfriendinthedaylightagain ⁞⁞ Therewewillbe,likeanoldenemy ⁞⁞ Like the salt and the sea...
Całkiem smukła, zgrabna i wysoka koteczka, ale z pewnością nie najzgrabniejsza i najwyższa w klanie - po prostu poprawnie przeciętna. Jej krótkie i nieco szorstkie futerko zdrowo błyszczy i niemal w całości wygląda tak, jakby dosłownie przed chwilą córka Deszczowej Chmury wytarzała się w jasnym popiele - włącznie z nosem. Tylko na wąskiej piersi kotki wyrosło kilkanaście białych włosków, które utworzyły tam małą, nieforemną łatkę. Pysk Szarówki zachowuje rozsądne, nieprzykuwające uwagi proporcje. Ciekawe są natomiast jej oczy, ponieważ jedno z nich (lewe) przybrało odcień chłodnej bladej żółci, wydając się przez to wręcz białe, z kolei drugie (prawe) jest intensywnie niebieskie. Jej wywinięte wąsy chętnie tańczą, gdy zagra im lekko chociażby polny wiaterek. Ogon ma natomiast gruby i gęsty, nieco podobny do drucianej szczotki.
Wojowniczka klanu Cienia, jakich wiele, a przynajmniej tak sama o sobie myśli, nie dostrzegając zbytnio posiadanych zalet. Na pewno jest poprawna - rozmowna, ale nie gadatliwa, skrupulatna przy wykonywaniu powierzonych jej obowiązków, ale nie przesadnie ambitna, nie najbardziej asertywna na świecie i nie nazbyt uległa. Po prostu przeciętna. Nie zapada rozmówcom w pamięć na długo, jednak nauczyła się żyć w cieniu kotów o bardziej wyrazistych osobowościach. Nadal uwielbia spędzać czas poza gwarnym obozem, kiedy jej myśli zostają puszczone luźno z wiatrem, by pędzić wraz z nim w nieznane. Dawniej wyobrażała sobie, że za jej smutnym usposobieniem i zgorzkniałymi myślami stoi inny kot - taki, który tragicznie zmarł i po swojej śmierci, pełen cierpienia, postanowił w niej zamieszkać. Czas oraz zdobywane doświadczenia, zwłaszcza te z wypraw do Szepczącej Sadzawki, nieco osłabiły te fantazje, lecz mimo to w głębi duszy nadal wierzy, że odpowiedzią na wszystko jest reinkarnacja. Skoro ma cudownych rodziców, co jeść oraz gdzie spać, to nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do czucia się tak źle w swoim życiu... Takim to sposobem Szara Kora uparcie odsuwa od siebie najprostsze (a zarazem najlepsze) wyjaśnienie, dlaczego ma zawsze zgaszoną barwę głosu, rzadko kiedy czuje coś ponad obojętność, a w jej oczach brakuje zdrowego blasku...
Gorzka i Aroniowa Łapa, Krew
Czyli... nic ci nie jest?
Pozornie niewinne jak i sam kocurek pytanie (lub stwierdzenie) runęło w przepaść bez dna. Wiedziała, że coś jej dolega, a świadomość, że ten prawie kociak również wiedział bądź raczej... widział wprawiła ją w nieswój nastrój. Owszem, czuła głęboki nieracjonalny smutek spotęgowany faktem, iż nowych doświadczeń nie postrzegała wcale jako nowych... Bo nawet podczas pierwszego polowania ominął ją ten legendarny wyrzut adrenaliny i zamiast tego dopadło jej znużenie całą sytuacją... Niemniej to nie było coś dostępnego, czym by epatowała, co miało prawo zaprzątać... Właśnie. Kogo?
Młoda wojowniczka dokładniej przypatrzyła się jasnej sylwetce i już po chwili gonitwy wspomnień rozpoznała Figielka, nowego ucznia jej Mistrza, a co ważniejsze, praktycznie fundamentalne - brata Polnego Westchnienia. Natychmiast opuściła łapę i w niejakim popłochu dołączyła ją równo do drugiej.
- Nie rozumiem... Skąd Ci to przyszło do głowy? - szepnęła ostrożnie, cofając delikatnie uszy.
- Jesteś... Lepka Łapa, prawda? - zapytała dla samego porządku. Towarzyszyła jej absolutna pewność co do tego, z kim ma do czynienia, ale chyba łudziła się, że dzięki oficjalnemu zapoznaniu anulują te pierwsze niefortunne doświadczenia wynikające z obustronnej pomyłki. Nie wybaczyłaby sobie nigdy, gdyby młodszy brat Polnego Westchnienia przez nią ucierpiał...
Zapalony miłośnik przyrody. Koneser dobrze brzmiących imion oraz symetrii. Perfekcjonista i kujon. Jako rozmówca przejawia skłonności do słowotoku. Łatwo się ekscytuje. Emocjonalnie dość zagubiony: raz zbyt empatyczny, raz w ogóle. Trochę aspołeczny, ale na ogół przyjazny i opanowany. Fan #1 Polnego. Chodząca definicja transparentności. Wszystkich mierzy swoją miarą, więc i ciągle się dziwi.
Bury
Źrenice kocurka nieznacznie się rozszerzyły. Nagła zmiana postawy Szarej zdezorientowała go jeszcze bardziej. Trwając nieruchomo w przyjętej po uderzeniu pozycji, Figielek nieświadomie odzwierciedlał ruchy kotki, jednocześnie nie spuszczając wzroku z jej oczu.
- Jestem Fig… to znaczy, tak. Tak. To ja. Lepka Łapa. Przepraszam. Nie chciałem ci nic zrobić, naprawdę. Po prostu… jest… zimno – zaczął, w ślad za nią delikatnie cofając uszy. W pierwszym odruchu w ogóle go nie zdziwiło, że Wojowniczka zna jego imię. Nie do końca nawet zarejestrował ten fakt. Przymus wytłumaczenia się był zbyt naglący, nie mógł się skupić na niczym innym. Słowa wychodziły z niego coraz szybciej, jednocześnie tracąc na głośności. – Zwłaszcza tak wcześnie rano. Nie spodziewałem się nikogo spotkać. A ty… w ogóle się nie ruszałaś. Byłaś skulona, tak jakby… jakby coś cię bolało. I tak blisko wody! Ja… bałem się, że wpadniesz. Bałem się, że wpadniesz. Biały skurczył się wewnętrznie z zażenowania, słysząc własny głos. Czuł się, jakby obserwował całą scenę z zewnątrz. Nie miał kontroli ani nad sobą, ani tym bardziej nad sposobem, w jaki Szara Kora odbierze jego improwizowaną przemowę. Zupełnie nieświadomy gonitwy myśli, którą rozpętał swoim pytanio-stwierdzeniem, nowo mianowany Terminator w napięciu utrzymywał spojrzenie kotki, nie wydając z siebie żadnych więcej dźwięków.
I'llbeyourfriendinthedaylightagain ⁞⁞ Therewewillbe,likeanoldenemy ⁞⁞ Like the salt and the sea...
Całkiem smukła, zgrabna i wysoka koteczka, ale z pewnością nie najzgrabniejsza i najwyższa w klanie - po prostu poprawnie przeciętna. Jej krótkie i nieco szorstkie futerko zdrowo błyszczy i niemal w całości wygląda tak, jakby dosłownie przed chwilą córka Deszczowej Chmury wytarzała się w jasnym popiele - włącznie z nosem. Tylko na wąskiej piersi kotki wyrosło kilkanaście białych włosków, które utworzyły tam małą, nieforemną łatkę. Pysk Szarówki zachowuje rozsądne, nieprzykuwające uwagi proporcje. Ciekawe są natomiast jej oczy, ponieważ jedno z nich (lewe) przybrało odcień chłodnej bladej żółci, wydając się przez to wręcz białe, z kolei drugie (prawe) jest intensywnie niebieskie. Jej wywinięte wąsy chętnie tańczą, gdy zagra im lekko chociażby polny wiaterek. Ogon ma natomiast gruby i gęsty, nieco podobny do drucianej szczotki.
Wojowniczka klanu Cienia, jakich wiele, a przynajmniej tak sama o sobie myśli, nie dostrzegając zbytnio posiadanych zalet. Na pewno jest poprawna - rozmowna, ale nie gadatliwa, skrupulatna przy wykonywaniu powierzonych jej obowiązków, ale nie przesadnie ambitna, nie najbardziej asertywna na świecie i nie nazbyt uległa. Po prostu przeciętna. Nie zapada rozmówcom w pamięć na długo, jednak nauczyła się żyć w cieniu kotów o bardziej wyrazistych osobowościach. Nadal uwielbia spędzać czas poza gwarnym obozem, kiedy jej myśli zostają puszczone luźno z wiatrem, by pędzić wraz z nim w nieznane. Dawniej wyobrażała sobie, że za jej smutnym usposobieniem i zgorzkniałymi myślami stoi inny kot - taki, który tragicznie zmarł i po swojej śmierci, pełen cierpienia, postanowił w niej zamieszkać. Czas oraz zdobywane doświadczenia, zwłaszcza te z wypraw do Szepczącej Sadzawki, nieco osłabiły te fantazje, lecz mimo to w głębi duszy nadal wierzy, że odpowiedzią na wszystko jest reinkarnacja. Skoro ma cudownych rodziców, co jeść oraz gdzie spać, to nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do czucia się tak źle w swoim życiu... Takim to sposobem Szara Kora uparcie odsuwa od siebie najprostsze (a zarazem najlepsze) wyjaśnienie, dlaczego ma zawsze zgaszoną barwę głosu, rzadko kiedy czuje coś ponad obojętność, a w jej oczach brakuje zdrowego blasku...
Gorzka i Aroniowa Łapa, Krew
Chcąc nie chcąc, Lepka Łapa nie mógł zbyt długo podtrzymać kontaktu wzrokowego, ponieważ kotka wkrótce uciekła od niego oczami w kierunku stojącej w jeziorze wody. Na pewno terminator nie spowodował tego nagłego odwrotu swoim wyglądem prosto ze Srebrnej Skórki - nieskazitelnie bielutkim futerkiem oraz ślipkami niebieskimi jak niebo w Porze Młodych Liści... Raczej zupełnie przypadkowo wpadł na trop czegoś, co córka Skocznego Kroku raz lepiej, a raz gorzej ukrywała przed światem, przy czym wszystko zawsze można było i tak ostatecznie zwalić na jej niezbyt wyrazistą osobowość, w której leżało społeczne wycofanie...
Słabo wycyzelowane sylaby mknęły do uszu wojowniczki; strzygła nimi pomocnie co jakiś czas, aby kocurek nie miał wrażenia, że jest kompletnie ignorowany, skoro już na niego nie patrzyła. Szara Kora dała mu rozwinąć wszystkie chaotyczne myśli, a po wszystkim dopuściła do głosu ducha ledwo słyszalnym szeptem:
- Może masz rację, może coś mnie boli...
I wpadła. Nie do wody, przed czym uchronił ją dzielny Figielek, lecz w popłoch. Powiedziała za dużo, nie, w ogóle tego nie powiedziała, to przecież nie ona. To nie była ona. Nie ona!!! To nie ją bolało, więc dlaczego... Dlaczego rozpoznała swój głos, ściszony tak bardzo, jakby właśnie obnażyła przed tym niebiańskim terminatorem-bratem swojego Mistrza największą tajemnicę, odłamek roztrzaskanej duszy?
Zagryzła wargę i pokornie wróciła spojrzeniem z jeziora do Lepkiej Łapy, czując, że jest mu winna wyjaśnienia.
- Ja... Ostatnio nadwyrężyłam łapę, może to dlatego... - powiedziała powoli, suwając matowe oczy po pyszczku z naprzeciwka. Kąciki jej warg załamywały się lekko w dół, gdy mówiła, jednak nie odnosiło się wrażenia, że kłamie. Wypadała bardzo naturalnie. - Mi na imię Szara Kora, bardzo miło Cię poznać... Twój starszy brat był moim Mistrzem, właściwie... Dalej nim jest, tak go postrzegam - dodała po chwili znacznie pogodniej, by na koniec obdarzyć kocurka przyjaznym uśmiechem. Przyziemne tematy takie jak rodzinne koneksje czy trening powinny skutecznie zakopać dół, który pod sobą lekkomyślnie wykopała.
Zapalony miłośnik przyrody. Koneser dobrze brzmiących imion oraz symetrii. Perfekcjonista i kujon. Jako rozmówca przejawia skłonności do słowotoku. Łatwo się ekscytuje. Emocjonalnie dość zagubiony: raz zbyt empatyczny, raz w ogóle. Trochę aspołeczny, ale na ogół przyjazny i opanowany. Fan #1 Polnego. Chodząca definicja transparentności. Wszystkich mierzy swoją miarą, więc i ciągle się dziwi.
Bury
Moment, w którym Szara Kora uciekła wzrokiem w bok, był końcem nieuświadomionego naśladownictwa Figielka. Niebieskie ślepia pozostały utkwione w szarym pyszczku, śledząc mimowolne ruchy gałek skupionych na odbijającej światło tafli wody. Nie rozumiał tego odruchu. W gruncie rzeczy mało jednak pojmował z całej tej sytuacji, a co dopiero z reakcji Wojowniczki, których podłoża być może sama nie potrafiła precyzyjnie zidentyfikować. Słowa Szarówki jakby zawisły w przestrzeni między nimi. Był zbyt skoncentrowany na jej osobie, by mógł mu umknąć ten szept. Łebek białego niczym w zwolnionym tempie przekrzywił się na bok. Zdawało mu się, że dostrzegł w dwukolorowych oczach towarzyszący owemu wpadnięciu błysk paniki… miał jednak do czynienia z prawdziwą mistrzynią kamuflażu emocjonalnego. Wrażenie szybko się ulotniło, choć pozostawiło po sobie dziwny niepokój.
- Na pewno o to chodzi? Bo gdy cię pierwszy raz zobaczyłem, nie przechylałaś się na żadną ze stron, ani nic – zauważył, marszcząc nosek. Tak. Gdyby ją bolało, z pewnością przeniosłaby ciężar ciała na sprawną łapę. Chociaż w sumie… wszystko działo się tak szybko. W jednej chwili dostrzegł jej nieruchomą postać, w drugiej już był w ruchu. Mógł to przeoczyć, prawda? Wzrok Lepkiej Łapy powędrował ku (hehe) łapom Szarówki, w automatycznym refleksie sprawdzenia ich stanu. Kolejne słowa sprawiły, że gwałtownie poderwał go ku górze. Odpowiadający uśmiech przyszedł z łatwością. – Och, w ogóle ci się nie dziwię! Polny Chwast jest wspaniały. Zawsze chciałem być taki jak on.
I'llbeyourfriendinthedaylightagain ⁞⁞ Therewewillbe,likeanoldenemy ⁞⁞ Like the salt and the sea...
Całkiem smukła, zgrabna i wysoka koteczka, ale z pewnością nie najzgrabniejsza i najwyższa w klanie - po prostu poprawnie przeciętna. Jej krótkie i nieco szorstkie futerko zdrowo błyszczy i niemal w całości wygląda tak, jakby dosłownie przed chwilą córka Deszczowej Chmury wytarzała się w jasnym popiele - włącznie z nosem. Tylko na wąskiej piersi kotki wyrosło kilkanaście białych włosków, które utworzyły tam małą, nieforemną łatkę. Pysk Szarówki zachowuje rozsądne, nieprzykuwające uwagi proporcje. Ciekawe są natomiast jej oczy, ponieważ jedno z nich (lewe) przybrało odcień chłodnej bladej żółci, wydając się przez to wręcz białe, z kolei drugie (prawe) jest intensywnie niebieskie. Jej wywinięte wąsy chętnie tańczą, gdy zagra im lekko chociażby polny wiaterek. Ogon ma natomiast gruby i gęsty, nieco podobny do drucianej szczotki.
Wojowniczka klanu Cienia, jakich wiele, a przynajmniej tak sama o sobie myśli, nie dostrzegając zbytnio posiadanych zalet. Na pewno jest poprawna - rozmowna, ale nie gadatliwa, skrupulatna przy wykonywaniu powierzonych jej obowiązków, ale nie przesadnie ambitna, nie najbardziej asertywna na świecie i nie nazbyt uległa. Po prostu przeciętna. Nie zapada rozmówcom w pamięć na długo, jednak nauczyła się żyć w cieniu kotów o bardziej wyrazistych osobowościach. Nadal uwielbia spędzać czas poza gwarnym obozem, kiedy jej myśli zostają puszczone luźno z wiatrem, by pędzić wraz z nim w nieznane. Dawniej wyobrażała sobie, że za jej smutnym usposobieniem i zgorzkniałymi myślami stoi inny kot - taki, który tragicznie zmarł i po swojej śmierci, pełen cierpienia, postanowił w niej zamieszkać. Czas oraz zdobywane doświadczenia, zwłaszcza te z wypraw do Szepczącej Sadzawki, nieco osłabiły te fantazje, lecz mimo to w głębi duszy nadal wierzy, że odpowiedzią na wszystko jest reinkarnacja. Skoro ma cudownych rodziców, co jeść oraz gdzie spać, to nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do czucia się tak źle w swoim życiu... Takim to sposobem Szara Kora uparcie odsuwa od siebie najprostsze (a zarazem najlepsze) wyjaśnienie, dlaczego ma zawsze zgaszoną barwę głosu, rzadko kiedy czuje coś ponad obojętność, a w jej oczach brakuje zdrowego blasku...
Gorzka i Aroniowa Łapa, Krew
Mistrzyni emocjonalnego kamuflażu? Zdecydowanie nie. Przecież syn Jaskółczego Głosu przechylił głowę, wciąż będąc na tropie, i tylko typowa w tym wieku tendencja do szybkiego rozpraszania się oraz szczypta łatwowierności uratowały Szarą Korę przed doszczętnym zdemaskowaniem. Zresztą wcale nie było powiedziane, że popielata już wybrnęła z opresji - Lepki wciąż dopytywał i drążył, czym ciągle zmuszał wojowniczkę do poszerzenia zasięgu nieprawdy jak myśliwskich wnyków...
- Na pewno, nie przejmuj się - zapewniła łagodnie kocurka oraz jego zmarszczony podejrzliwie nos. Była w kłamaniu na tyle uczciwa, że oszczędziła mu historyjki o trudnym polowaniu na królika, podczas którego krzywo postawiła łapę na oblodzonej ziemi, ale wciąż czuła się strasznie z łganiem w żywe oczy, a co gorsza... W figielkowe oczy. Biały terminator dał się bowiem poznać jak na razie od najlepszej strony, chciał ją ratować przed utonięciem, teraz wykazywał troskę niejednego dorosłego, a co otrzymywał w zamian? Zmyślony ból kończyny i oczy salwujące się ucieczką. Szarówka wiedziała jednak, że tak trzeba, a Figielkowi koniec końców lepiej będzie bez wiedzy, jaka mogłaby go przygnieść. Był taki młody i niewinny... Wytrzymała błękitne spojrzenie padające w okolice jej łap, nawet gdy te zaczęły lekko mrowieć, prześwietlane na wylot. Na szczęście zaraz po tym kocur skoczył gałkami w górę na wzmiankę o starszym bracie i wszystkie niewidzialne insekty zniknęły.
- O? Jesteś na najlepszej drodze jak sądzę. Może nie przypominacie siebie z wyglądu, ale obydwoje macie szlachetne, wielkie serca i... naprawdę dużo życia w sobie - skomentowała, nawiązując z delikatnym rozbawieniem do tego pospolitego ruszenia, jakie w nim zaszło ledwo padło imię Polnego.
Zapalony miłośnik przyrody. Koneser dobrze brzmiących imion oraz symetrii. Perfekcjonista i kujon. Jako rozmówca przejawia skłonności do słowotoku. Łatwo się ekscytuje. Emocjonalnie dość zagubiony: raz zbyt empatyczny, raz w ogóle. Trochę aspołeczny, ale na ogół przyjazny i opanowany. Fan #1 Polnego. Chodząca definicja transparentności. Wszystkich mierzy swoją miarą, więc i ciągle się dziwi.
Bury
- Naprawdę tak uważasz? – sapnął, zbyt gwałtownie zaczerpnąwszy powietrza.
Szarówka trafiła w czuły punkt młodziaka. Dotąd zmartwione ślepia rozbłysły nagle połączeniem zaskoczenia i ekscytacji. Pal licho, że na tym etapie znajomości trudno byłoby adekwatnie ocenić szlachetność czyjegoś serca, a kotka ewidentnie miała swój interes w odwracaniu uwagi od nierozważnie wyszeptanych słów. Ktoś uważał, że jest na n a j l e p s z e j drodze, by stać się takim jak Polnych Chwast! I to nie byle jaki ktoś, a jego była Terminatorka – na tyle przywiązana do swojego Mistrza, by wciąż go za takowego uważać. Powiedzieć, że „może nie przypominali siebie z wyglądu", to jak nic nie powiedzieć. Chuderlawy białas tworzył doprawdy komiczny obrazek, w podskokach przemierzając tereny Klanu w ślad za swoim masywnym, puchatym bratem, który z godną podziwu cierpliwością znosił rozpierającą kociaka energię. Na Gwiezdny Klan, kto by jednak zawracał sobie tym teraz łebek. Jestem!!! Na najlepszej drodze!!! By stać się takim!!! Jak Polny Chwast!!! W kocurku rozpaczliwie biły się dwa wilki. Wzrok skakał jeszcze po pyszczku rozmówczyni, wyczulony na jakikolwiek grymas bólu, ale wąsy już drżały z niezbyt umiejętnie skrywanego pobudzenia. Powstrzymywanie słowotoku wiązało się w jego przypadku z heroicznym wręcz wysiłkiem.
- Szara Karo… opowiesz mi o swoim treningu? Proszę?
I'llbeyourfriendinthedaylightagain ⁞⁞ Therewewillbe,likeanoldenemy ⁞⁞ Like the salt and the sea...
Całkiem smukła, zgrabna i wysoka koteczka, ale z pewnością nie najzgrabniejsza i najwyższa w klanie - po prostu poprawnie przeciętna. Jej krótkie i nieco szorstkie futerko zdrowo błyszczy i niemal w całości wygląda tak, jakby dosłownie przed chwilą córka Deszczowej Chmury wytarzała się w jasnym popiele - włącznie z nosem. Tylko na wąskiej piersi kotki wyrosło kilkanaście białych włosków, które utworzyły tam małą, nieforemną łatkę. Pysk Szarówki zachowuje rozsądne, nieprzykuwające uwagi proporcje. Ciekawe są natomiast jej oczy, ponieważ jedno z nich (lewe) przybrało odcień chłodnej bladej żółci, wydając się przez to wręcz białe, z kolei drugie (prawe) jest intensywnie niebieskie. Jej wywinięte wąsy chętnie tańczą, gdy zagra im lekko chociażby polny wiaterek. Ogon ma natomiast gruby i gęsty, nieco podobny do drucianej szczotki.
Wojowniczka klanu Cienia, jakich wiele, a przynajmniej tak sama o sobie myśli, nie dostrzegając zbytnio posiadanych zalet. Na pewno jest poprawna - rozmowna, ale nie gadatliwa, skrupulatna przy wykonywaniu powierzonych jej obowiązków, ale nie przesadnie ambitna, nie najbardziej asertywna na świecie i nie nazbyt uległa. Po prostu przeciętna. Nie zapada rozmówcom w pamięć na długo, jednak nauczyła się żyć w cieniu kotów o bardziej wyrazistych osobowościach. Nadal uwielbia spędzać czas poza gwarnym obozem, kiedy jej myśli zostają puszczone luźno z wiatrem, by pędzić wraz z nim w nieznane. Dawniej wyobrażała sobie, że za jej smutnym usposobieniem i zgorzkniałymi myślami stoi inny kot - taki, który tragicznie zmarł i po swojej śmierci, pełen cierpienia, postanowił w niej zamieszkać. Czas oraz zdobywane doświadczenia, zwłaszcza te z wypraw do Szepczącej Sadzawki, nieco osłabiły te fantazje, lecz mimo to w głębi duszy nadal wierzy, że odpowiedzią na wszystko jest reinkarnacja. Skoro ma cudownych rodziców, co jeść oraz gdzie spać, to nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do czucia się tak źle w swoim życiu... Takim to sposobem Szara Kora uparcie odsuwa od siebie najprostsze (a zarazem najlepsze) wyjaśnienie, dlaczego ma zawsze zgaszoną barwę głosu, rzadko kiedy czuje coś ponad obojętność, a w jej oczach brakuje zdrowego blasku...
Gorzka i Aroniowa Łapa, Krew
Prawdopodobnie miała interes w zmianie tematu, ale bez wystarczających pokładów wyrachowania udało jej się najwyżej przypadkiem zawrócić uwagę Lepkiej Łapy z powrotem w bezpieczne miejsce, gdzie nie groziło mu nic ze strony szarówkowej chandry. Żadne wspólne wylewanie łez.
- Naprawdę - obwiesiła białe uszy kolejną porcją pochlebstwa, bynajmniej nieszczerego. Otaczając się kotami z dobrą wibracją Szara Kora naprawdę czuła, jakby zdecydowanie więcej życia płynęło jej własnymi żyłami, w których krew zwykle bardzo ospale, poniekąd pod przymusem, wędrowała na przód. Taki parskający raźnie Figielek z rozedrganymi wąsami, pędzącym stale dokądś głosem oraz nie mniej ruchomymi oczami stanowił kwintesencję tego, jak zdaniem wojowniczki powinna wyglądać egzystencja; należało żyć wdzięcznie i z entuzjazmem, odważnie stawiać czoła wyzwaniom... Zarówno Polne Westchnienie, jak i jego młodszy brat rozwinęli w sobie tę cenną umiejętność widzenia kolorów, podczas gdy w otoczeniu Szarej wszystko traciło mocny kontrast i kształt, i na tak wiele wrażeń brakowało miejsca, a na tak wiele rzeczy siły... Może rzeczywiście to nie był etap znajomości, na którym mogłaby wnioskować o składzie oraz zawartości figielkowego serca, ale pocieszności nie mogła mu za nic odmówić. Podniosła się do siadu, pamiętając przy tym o nieco teatralnym drgnięciu rzekomo poszkodowanej na polowaniu łapy, a potem skinęła głową terminatorowi na znak zgody.
- Oczywiście... Mogę Ci się nawet przyznać do czegoś, jeśli obiecasz, że to co powiem zostanie między nami... - zaproponowała poufnie, patrząc w jasne przejrzyste ślipia z ulotnym rozbawieniem.
Zapalony miłośnik przyrody. Koneser dobrze brzmiących imion oraz symetrii. Perfekcjonista i kujon. Jako rozmówca przejawia skłonności do słowotoku. Łatwo się ekscytuje. Emocjonalnie dość zagubiony: raz zbyt empatyczny, raz w ogóle. Trochę aspołeczny, ale na ogół przyjazny i opanowany. Fan #1 Polnego. Chodząca definicja transparentności. Wszystkich mierzy swoją miarą, więc i ciągle się dziwi.
Bury
Na widok jakże rozmyślnie wyreżyserowanego drgnięcia biały momentalnie przestał się miotać z własnym egoizmem, już otwierając pyszczek w celu zapytania, czy aby na pewno Szczypiący Mróz miał okazję rzucić okiem na tę łapę, gdy wtem – !!! Uwaga świeżo mianowanego terminatora po raz kolejny całkowicie się rozproszyła. Nieświadomy ani straconej szansy podzielenia cudzego bólu, ani rozbawienia, jakie budził swoją osobą, Figielek dramatycznie się zapowietrzył. Błękit tęczówek w niepokojącym tempie przegrywał walkę z zawłaszczającą sobie jego przestrzeń czernią. Nim kotka zdążyła skończyć wypowiadane zdanie, wpatrzone w nią ślepia składały się głównie z rozszerzonych w emocjach źrenic.
- Obiecuję! – przyrzekł trochę zbyt szybko i zbyt głośno, nie marnując czasu na zastanawianie się. W przypływie autorefleksji ściszył jednak głos, jednocześnie nieznacznie wypinając pierś. Chciał w ten sposób sprawić wrażenie idealnego kandydata do wysłuchania szarówkowych zwierzeń. Prawdziwie godnego zaufania. – Twój sekret będzie ze mną bezpieczny, Szara Koro. Prędzej jeże zaczną latać, niż ktoś go ze mnie wydusi!
Kocurek w pełnej powadze czekał na poznanie wielkiej tajemnicy, czując na swoich barkach brzemię nowej odpowiedzialności. Rozejrzał się ukradkiem, upewniając, że są sami, po czym konfidencjonalnie przysunął się do swojej rozmówczyni o jeden, może dwa kocięce kroki. Postawione ku górze uszy w napięciu oczekiwały następnych słów wojowniczki.
I'llbeyourfriendinthedaylightagain ⁞⁞ Therewewillbe,likeanoldenemy ⁞⁞ Like the salt and the sea...
Całkiem smukła, zgrabna i wysoka koteczka, ale z pewnością nie najzgrabniejsza i najwyższa w klanie - po prostu poprawnie przeciętna. Jej krótkie i nieco szorstkie futerko zdrowo błyszczy i niemal w całości wygląda tak, jakby dosłownie przed chwilą córka Deszczowej Chmury wytarzała się w jasnym popiele - włącznie z nosem. Tylko na wąskiej piersi kotki wyrosło kilkanaście białych włosków, które utworzyły tam małą, nieforemną łatkę. Pysk Szarówki zachowuje rozsądne, nieprzykuwające uwagi proporcje. Ciekawe są natomiast jej oczy, ponieważ jedno z nich (lewe) przybrało odcień chłodnej bladej żółci, wydając się przez to wręcz białe, z kolei drugie (prawe) jest intensywnie niebieskie. Jej wywinięte wąsy chętnie tańczą, gdy zagra im lekko chociażby polny wiaterek. Ogon ma natomiast gruby i gęsty, nieco podobny do drucianej szczotki.
Wojowniczka klanu Cienia, jakich wiele, a przynajmniej tak sama o sobie myśli, nie dostrzegając zbytnio posiadanych zalet. Na pewno jest poprawna - rozmowna, ale nie gadatliwa, skrupulatna przy wykonywaniu powierzonych jej obowiązków, ale nie przesadnie ambitna, nie najbardziej asertywna na świecie i nie nazbyt uległa. Po prostu przeciętna. Nie zapada rozmówcom w pamięć na długo, jednak nauczyła się żyć w cieniu kotów o bardziej wyrazistych osobowościach. Nadal uwielbia spędzać czas poza gwarnym obozem, kiedy jej myśli zostają puszczone luźno z wiatrem, by pędzić wraz z nim w nieznane. Dawniej wyobrażała sobie, że za jej smutnym usposobieniem i zgorzkniałymi myślami stoi inny kot - taki, który tragicznie zmarł i po swojej śmierci, pełen cierpienia, postanowił w niej zamieszkać. Czas oraz zdobywane doświadczenia, zwłaszcza te z wypraw do Szepczącej Sadzawki, nieco osłabiły te fantazje, lecz mimo to w głębi duszy nadal wierzy, że odpowiedzią na wszystko jest reinkarnacja. Skoro ma cudownych rodziców, co jeść oraz gdzie spać, to nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do czucia się tak źle w swoim życiu... Takim to sposobem Szara Kora uparcie odsuwa od siebie najprostsze (a zarazem najlepsze) wyjaśnienie, dlaczego ma zawsze zgaszoną barwę głosu, rzadko kiedy czuje coś ponad obojętność, a w jej oczach brakuje zdrowego blasku...
Gorzka i Aroniowa Łapa, Krew
Wystarczyło tak niewiele - banalna, choć utrzymana dotąd w tajemnicy historyjka, żeby figielkowy entuzjazm wystrzelił jak korek od szampana. Czerń jego oczu nadała mu nawet nieco diabolicznego wyrazu, ale niepokojące wrażenia bledły sparowane z barwą głosu i mocno określonymi, dziecięcymi ruchami takimi jak chociażby wzdymana w jakże dorosłym geście pierś. Kora nie potrzebowała żadnego z tych zapewnień, by i tak zdradzić mu tę cząstkę siebie, ot tak, bo go polubiła. W najgorszym razie, gdyby nie zapanował nad pyszczkiem, skompromitowałaby się na kilka kolejnych księżyców, ale czy na pewno? Czy ktokolwiek pamiętał o jej istnieniu?
- Płomykówkowa Gwiazda mianowała mnie terminatorką i przydzieliła na Mistrza Twojego brata, Polnego... Chwasta. Gdy o tym usłyszałam byłam strasznie przybita. Miałam ochotę wybiec z własnej ceremonii. Zapytasz czemu... - miauknęła monotonnie i spojrzała znowu na jezioro, po którym pląsały teraz w najlepsze złociste, rozkołysane romby. Słońce stało na niebie coraz wyżej. - Jego wojownicze imię wydało mi się takie... Pospolite. W dodatku ja sama zostałam jakąś Szarą Łapą. Trudno o coś prostszego, prawda? Nijakiego... Pomyślałam, że Przywódczyni dobrała nas właśnie dlatego, że oboje jesteśmy kompletnie bez charakteru... Żeby poczuć się lepiej nazywałam więc Polnego w myślach Polnym Westchnieniem, wiesz... Jak westchnienie wiatru na polach - umilkła na moment i uśmiechnęła się słabo, przenosząc znowu kolorowe oczy na rozmówcę, jakby chciała zbagatelizować całą opowieść jednym prężnym skokiem w teraźniejszość.
- W trakcie treningu okazało się jednak, że Twój brat to wspaniały, silny i mądry kocur, ale nadal z przyzwyczajenia myślę o nim jak o Polnym Westchnieniu.
Zapalony miłośnik przyrody. Koneser dobrze brzmiących imion oraz symetrii. Perfekcjonista i kujon. Jako rozmówca przejawia skłonności do słowotoku. Łatwo się ekscytuje. Emocjonalnie dość zagubiony: raz zbyt empatyczny, raz w ogóle. Trochę aspołeczny, ale na ogół przyjazny i opanowany. Fan #1 Polnego. Chodząca definicja transparentności. Wszystkich mierzy swoją miarą, więc i ciągle się dziwi.
Bury
O tym, jak bardzo Szara Kora zawładnęła uwagą Figielka, najlepiej świadczył zupełny brak zachwytu otoczeniem. W normalnych warunkach terminator wręcz by nim wibrował, stanąwszy pyszczek w pyszczek z odgrywającym się tuż obok tańcem promieni słonecznych, mających taflę jeziora za parkiet. Tymczasem kocurek zdawał się w ogóle go nie zauważać! Wzrok czarnych z podekscytowania ślepi spoczywał nieruchomo na postaci wojowniczki. Monotonny ton, jakim zdecydowała się opowiedzieć swoją historyjkę, jedynie wzmagał miotające nim emocje. Czuł się częścią prawdziwie dorosłej konwersacji.
- Pol-ne Wes-tchnie-nie – powtórzył powoli, smakując brzmienie wypowiadanych słów.
Lepka Łapa bardzo lubił dobre brzmienie. Co poniektórzy mogliby nawet nazwać go koneserem imion. Właściwe połączenia wyrazów sprawiały mu prawdziwą przyjemność. „Chwast” było zbyt… bezwzględne. Krótkie. Zdecydowane. Nie pasowało więc do jego brata również na poziomie samego dźwięku. A „Westchnienie”? Wyjaśnienie Szarówki oddawało najlepiej uczucie, jakie towarzyszyło wymawianiu tego słowa: odpowiednio długiego, odpowiednio miękkiego, odpowiednio kierującego oddechem. Biały nawet nie spostrzegł, jak mimowolnie kiwa łebkiem na znak zgody. Westchnienie wiatru w polach. Piękne.
- „Polne Westchnienie” brzmi o wiele lepiej niż „Polny Chwast”. I o wiele lepiej do niego pasuje – zawyrokował z pełną powagą. Osobiście nie rozumiał, co czyniło tę opowiastkę tajemnicą. Na miejscu Zastępcy byłby wprost zachwycony! Ale nie był ani na jego miejscu, ani na miejscu kocicy; zamierzał więc dotrzymać złożonego słowa. – A co do „Szarej Łapy”, to chyba czułem się bardzo podobnie w czasie własnej ceremonii. Gdy zostałem Lepką Łapą… nie byłem zbyt zadowolony. Raz, że nijakie, ale na Gwiezdny Klan, jak to b r z m i. I z czym się kojarzy! Brr. – Biały grzbiet nosa wyraźnie się zmarszczył. A potem nagle się wygładził, gdy – ponownie niebieskie – oczy Figielka rozbłysły nowym pomysłem. – ALE. „Szara Kora”! Pewnie też nie jesteś zbyt zadowolona z tego imienia? W sensie. Nie, żebym ja coś do niego miał, ale skoro niepospolitość jest dla ciebie ważna, to… - Stop. Zapętliłeś się. Stop. – Więc. Jak chciałabyś być nazywana? Gdybyś mogła wybrać?
I'llbeyourfriendinthedaylightagain ⁞⁞ Therewewillbe,likeanoldenemy ⁞⁞ Like the salt and the sea...