Logo Artemidy
Księżycowe Jezioro
Będąc nieco młodszym, głupszym stworzeniem niż był teraz, Czosnek również bał się ciemności. Z wiekiem jednak mu to przeszło - ciemność była sojusznikiem ich, kotów, jako gatunku, i jego konkretnie, jako żałosnej wymówki samozwańczego partyzanta. Nie potrafił pozbyć się napięcia i nerwów pod skórą, tego, co sprawiało, że włos mu stawał dęba, choć bardzo chciał. Chciał wyglądać jak kot a nie jak nastroszone, przerażone pisklę które wypadło z gniazda, gdy przyjdzie tu Okruszek.

Właśnie, Okruszek. Pogrążony w swoich myślach Czosnek nie zauważył nawet, kiedy Skruszone Serce się tu znalazł; niemal podskoczył w miejscu, wyrwany z transu, dzikim spojrzeniem wpatrując się w swojego przyjaciela. Bicie serca uspokoiło mu się po chwili, dłuższej chwili, gdy zrobił krok, drugi, trzeci do przodu, aby podejść bliżej kocura.

- Zrobiłem coś głupiego - wyznał, zduszonym głosem, opierając czoło na pręgowanym czole wojownika. Wzrok miał nieskupiony na niczym konkretnym, oddech drżący. - Zrobiłem coś skrajnie głupiego, Okruszek. Coś... Gwiezdny Klanie, nie wiem, czy złego, czy dobrego, ale to było głupie, nie powinienem był. Nie wiem, co robić. Przy- przy Czterech Dębach wpadłem na... na Nocny Szkwał, zastępcę Łabędziej Gwiazd, z Klanu Rzeki.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk

let me rest
LVL 4 160 / 300
MedLVL 5 619 / 700
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
15
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zapowiadało się... lepiej, niż Okruszek się spodziewał, szczerze powiedziawszy. Wiedział już, jak surowo jego przyjaciel potrafił się oceniać, więc głupia decyzja niekoniecznie taka była. Po tym wstępie usiadł, gotów, by zupełnie skupić się na słuchaniu, by może - jakkolwiek mało możliwe to się wydawało - jakoś doradzić Czosnkowi. W końcu to nie tak, że medyk kogoś otruł, jak Ciernista Łapa jakiś czas temu, prawda? Nie mógł zrobić czegoś aż takiej skali!
A nawet jeśli... Skruszone Serce wierzył w tego kota całym sercem. Uniósł brwi w zdziwieniu na wspomnienie o zastępcy w Klanie Rzeki. Nie słyszał o nim niczego szczególnego, ale wierzył, że to ktoś podobnie dobry, co Łabędzie Gwiazda.
- I-i co się stało? Wiesz, jak powiedziałeś coś, no, niechcący niemiłego, albo coś, to myślę, że będzie w porządku..? Chyba- chyba nie jest tam tak... surowo. Jak u nas. - chlapnął szybko, próbując wyrzucić z siebie napięcie, udzielające mu się chyba od samego zainteresowanego, i od otaczającej ich ciemności. - Ale czekaj, przerywam ci, p-przepraszam! Mów dalej. I ja-ja na pewno ci spróbuję jakoś pomóc!
[Obrazek: rCY2ZFc.png]
LVL 4 135 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To, czy Czosnek powiedział komuś coś niemiłego, przypadkiem lub nie, to była rzecz która martwiłaby młodszego Czosnka. Takiego, którym nie szargała nienawiść do władzy w Klanie Cienia. Takiego, który faktycznie przejmował się wszystkim, a ten Czosnek miał kilka rzeczy którymi przejmował się bardzo, a resztą nie przejmował się wcale. Urażenie rzecznego zastępcy było jedną z tych rzeczy, które miał głęboko gdzieś, nie, to naprawdę była głupia decyzja.

Przełknął ślinę, robiąc krok bliżej Okruszka; usiadł na kościstym zadzie, ogonem szurając po ziemi w nerwach. Przełknął ślinę znowu, z większym trudem, szukając odpowiednich słów. - Powiedziałem mu. O Psie. O tym, jakim jest okropnym przywódcą - wydusił z siebie w końcu, boleśnie odrywając opatrunek. To, co nastąpiło dalej, było dla Czosnkowego Kwiatu procederem bardzo standardowym - młody medyk zrobił się skrajnie wylewny, z każdym kolejnym słowem coraz bardziej spanikowany i rozdygotany. - I on- on pytał o swojego zaginionego brata, wiesz? Prosił Kundla księżyce temu, aby przekazał całemu Klanowi wieść, o tym, że szukają tego kota. Ciemny, postawny kocur ze złotymi oczami, srebrzyste przebłyski w sierści. Mówi ci to coś? A Pies nie pisnął o tym ani słowem- i- ja myślę, że ten cały Zbutwiały Pień, to on jest zaginionym bratem Nocnego Szkwału, i- rozmawialiśmy, doszliśmy do wniosku, razem, że to bardzo prawdopodobne. A ja jak mysi móżdżek mu to wszystko powiedziałem, wszystko, co zrobił Pies, to, jak źle jest w Klanie Cienia, i on teraz- Nocny Szkwał chce się ze mną spotkać ponownie, niedługo, bardzo niedługo. Nie wiem, co mam robić. Gwiezdny Klanie, nie wiem. Powiedziałem zastępcy Łabędziej Gwiazdy, że chcę, aby Pies umarł. Zdradziłem- zdradziłem Klan Cienia.

Wzrok Czosnkowego Kwiatu był rozbiegany, szalony; wiercił dziury w ślepiach Skruszonego Serca, z dwubarwnych oczu potokami lały się łzy. Jak on mógł to zrobić mając świadomość, jak ważne ma koty w Klanie? - A- a wiesz, co w tym wszystkim najgorsze, Okruszku? Nie było mi z tym nawet źle. Jak skończony samolubny, parszywy, zdradziecki szczur byłem z siebie dumny. Dopóki- dopóki nie przypomniałem sobie, że... że mam w Klanie ciebie, i Wiklinę, i Lisówkę, och, i Huraganowy Szept, a teraz... teraz w tak głupi sposób naraziłem was wszystkich, bo- bo jestem... - żałosny szloch wyrwał się z gardła roztrzęsionej pstrokacizny; zrobił gwałtowny krok do tyłu, jakby dotyk Okruszka parzył, jakby nagle Czosnek coś zrozumiał. - Bo jestem tak zaślepiony- tą nienawiścią wobec Psa.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk

let me rest
LVL 4 160 / 300
MedLVL 5 619 / 700
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
15
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No dobrze... To jednak był ogromny kaliber. Wielki kaliber. Bardzo niespodziewany. Wiele księżyców temu rozmawiali przecież o próbie uzyskania pomocy od innego klanu, szczególnie od Rzeki. Obaj słyszeli o Łabędziej Gwieździe same dobre rzeczy, co wzbudzało w ówczesnym terminatorze nawet trochę nadziei... Ale wtedy Czosnek stanowczo zaprzeczył, by wierzył w tę możliwość pomocy.
Szeroko rozdziawił mordkę, ale już w tym momencie dało się zauważyć, że zdecydowanie zrozumiał wiadomość, ten pierwszy ból po zerwanym opatrunku. Nie jeżył się tak bardzo, jak przyjaciel, ale jednak sierść uniosła się na szylkretowym ciele, ogon zaczął się ruszać... Oczy przez chwilę zbłądziły po Czosnkowym Kwiecie, gdy głowa przypominała sobie, że przecież Skruszone Serce też podzielił się tą tajemnicą z kimś spoza Cienia, może o niższej randze, ale... Czy to też było głupie? Ostatecznie jednak wzrok spoczął stabilnie na terminatorze Huraganowego Szeptu. Na razie wojownik dał mu mówić, bo sam nie do końca przetwarzał informacje.
- Zbutwiały Pień... z Klanu Rzeki? - szepnął, nie dowierzając. Niemo pokręcił głową, kiedy Czosnek się obwiniał. - N-nie, to nie była zdrada, nie... nie klanu, Czosnek, nie. - cicho powtarzał, mamrotał.
I zaczął kręcić głową jeszcze szybciej, kiedy znowu usłyszał, jak źle mówi o sobie medyk. Nie, nie, nie, nie mógł tak... Bardzo chciał się wtrącić, i jemu także napłynęły łzy do oczu, ale nie potrafił przerwać, porażony wszystkim naraz i z osobna, także nagle czując się przerażony tym, do czego mogła popchnąć dobrego kota nienawiść. Nie, ta rozmowa, o której mówił, nie była złym czynem, absolutnie, ale co, jeżeli taka sama nienawiść panowała nad Ciernistą Łapą, gdy..?
Tyle do przetworzenia. Nie zwrócił uwagi na zachowanie Czosnkowego Kwiatu i po prostu go przytulił.
- Nie, nie, żaden szczur, nie jesteś samolubny, nie mów tak, nie- proszę. Ja... Ja nie wiem, co powiedzieć, ale... O rany. O rany. - plątał się w wypowiedziach. - Ktoś- ktoś musiał wiedzieć, zawsze chciałem, żeby ktoś pomógł, i- i to wszystko, co się dzieje... Psia Gwiazda robi źle. Tak. Wiesz, ja... jak jeszcze byłem terminatorem... Jest taka kotka z Klanu Rzeki, Cyprysi- Cyprysowa Łapa... Kiedyś też jej trochę powiedziałem, bo- bo... Przepraszam, nie powinienem, ale obiecała, że nikomu nie powie. A ty- ty byłeś bardzo odważny, i Klan Rzeki... może oni coś zrobią, coś zmienią, muszą, prawda? - ciągnął płaczliwie, próbując pocieszyć i siebie, i Czosnka. - Ja... po prostu... nienawiść nie jest dobra, ale- nie daj się jej. Bo... bo jesteś inny niż on, dobrze?
[Obrazek: rCY2ZFc.png]
LVL 4 135 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Patrzenie na reakcję Skruszonego Serca bolało bardziej, niż jakikolwiek czyn Psiej Gwiazdy kiedykolwiek. Niż jakiekolwiek słowa, gorzkie, negatywnie nacechowane słowa skierowane w jego stronę - nic nigdy nie bolało go bardziej, niż patrzenie teraz Okruszkowi w oczy. Co sobie myślał? Znienawidzi go, nie będzie chciał go znać, będzie... przerażony? Będzie się go bał, tak, jak- jak Orzechowa Łapa, dawno temu, gdy ujrzała prawdziwe oblicze Czosnka? Czosnka przepełnionego nienawiścią i paniką? Bo tylko to kierowało jego ciałem, słowami, czynami. Panika. Strach. Nienawiść wobec Psiej Gwiazdy.

Miłość... była na drugim planie. A czasem czuł, jakby wcale jej tam nie było. Jakby nienawiść wobec Kundla przyćmiewała jakiekolwiek pozytywne emocje, prawdziwe, istotne rzeczy które czuł wobec Okruszka, czy Lisówki czy Wikliny, czy Huragan... czy Czaszki. Czasem nic innego poza tą nienawiścią się nie liczyło i Czosnek zaczął przez to nienawidzić samego siebie - bardziej, niż dotychczas.

Załkał głośno, gdy Okruszek go przytulił. Nie miał siły odwzajemnić tego gestu, nie na początku, zajęło mu to chwilę, musiał dokładnie wysłuchać tego, co mówił szylkret. Dokładnie wsłuchać się w sens jego słów, a te zdołały przebić się przez czarne chmury które przyćmiewały Czosnkowy umysł, te słowa dotarły do jego serca i roztrzaskały je na setki kawałków. Wydobyły na wierzch tą miłość jaką czuł wobec Okruszka, swojego najbliższego przyjaciela. Nie nienawidził go, nawet po tym wszystkim? Och, Okruszek zasługiwał na kogoś lepszego, doprawdy.

Czosnek objął młodszego kocura łapami po dłuższej chwili, jakby się wahając, ale w końcu to zrobił - mocno, i nie chciał puścić. Nie zamierzał się nawet przejmować tym, że Okruszek najwyraźniej komuś też się wygadał. Skoro ufał tej całej Cyprysowej Łapie... niech będzie. Nie mógł być na niego zły, Okruszek nigdy nie mógłby zrobić niczego, za co Czosnek byłby na niego zły. - Nie- nie przepraszaj. To ja- ja przepraszam. Boję się, Okruszku. Nie wiem- nie wiem, co dalej, co zrobić. Co Klan Rzeki może zrobić, ale- nie chcę... dłużej żyć w strachu, mam dość- mam dość tego, że nie czuję nic oprócz tej nienawiści wobec Kundla. Chcę coś- coś zmienić. Odejść stąd, jeśli będzie trzeba, nie wiem - wziął głęboki wdech, wciskając nos w futerko z boku szyi Skruszonego Serca. - Chodź ze mną. Na- na spotkanie z Nocnym Szkwałem. Proszę.

Wiklinie... powie później. Gdy wrócą z tego spotkania. Wtajemniczy ją. I Lisówkę też, Huragan też, w swoim czasie. Odejdą z Klanu Cienia? Wypowiedzą wojnie Psiej Gwieździe? Nie wiedział, sam nie wiedział, ale miał dość stania w miejscu. Ciernista Łapa jednak miała rację. Muszą coś zrobić, coś zmienić. Cokolwiek się nie wydarzy, jeśli Czosnek miał u swojego boku koty takie, jak Okruszek, to wszystko się ułoży. Jakoś. Prędzej czy później. Musiał w to wierzyć.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk

let me rest
LVL 4 160 / 300
MedLVL 5 619 / 700
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
15
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie było niczego, co mogłoby sprawić, że Czosnek pogniewałby się na Okruszka. Nie było także niczego, co mogłoby sprawić, że Okruszek nie chciałby znać Czosnka. Pomijając wszystkie zalety, która widział w przyjacielu, oraz wszystkie trudności, które przeszedł młody medyk... wojownik po prostu nie należał do typu kotów, które szybko przestawały wierzyć w kogoś, kto zdobył ich zaufanie. Przecież nawet, gdy widział zachowanie samego przywódcy, długo jeszcze próbował tłumaczyć sobie jakiekolwiek motywy, które pomogłyby mu z powrotem widzieć go w lepszym, choćby neutralnym świetle. A co dopiero, gdy mowa była o przyjacielu, kimś tak istotnym dla Skruszonego Serca!
Nie puszczał więc Czosnkowego Kwiatu, w duchu czując ulgę, że nie został odtrącony.
- Też- też się boję. - przyznał się wprost, po cichu. Jego naiwność nie zacierała obrazu tylu bliskich, których miał w Klanie Cienia. Rodzice, młodsze rodzeństwo... rodzeństwo z miotu, jeśli kiedykolwiek wrócą. Niepylak, biedna Niepylak. Wiedział, co mogło ich czekać, gdyby wystawił siebie - i ich - na gniew przywódcy. Musieli zadbać o bezpieczeństwo wszystkich, w jakiś sposób.
Kiwał jednak głową. To, co mówił Czosnek teraz, brzmiało już stabilniej. Lepiej. Pozytywniej. Nie chciał, by jego przyjaciel żył w nienawiści, nawet, jeśli ktoś... mógł na tę nienawiść zasługiwać. Zesztywniał, słysząc o odejściu. Z początku chciał protestować, ale nie mógł się przemóc. Wiedział, jak ciężko było jego przyjacielowi w Klanie Cienia. Widział, jak dobry wpływ na koty ma Klan Rzeki. Nie wyobrażał sobie jednak życia bez kogoś tak bliskiego obok. A gdyby sam miał odejść, tak samo skryty zdradą przywódcy? Ale co wtedy z Niepylącą Łapą, biedną Storczykową Łapą, Szronem, Próchnem... Ze Sztorm, Jaskierkiem, Komosą? Mamą, ojcem? Och, ile musieliby znieść...
- Ja p-pójdę, jasne, że tak. - potwierdził praktycznie automatycznie. Oczywiście, że musiał tam być. - J-jak... jak zadbamy o wszystkich? Żeby... żeby byli bezpieczni. W razie czego. - zapytał drżąco.
[Obrazek: rCY2ZFc.png]
LVL 4 135 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jakże nie chciał wciągać Okruszka w to bagno za sobą. Ale też - chyba nie było innego wyjścia. On i tak, prędzej czy później, by się dowiedział, wyciągnąłby to wszystko z Czosnka choćby siłą, bo tak na niego działał Okruszek. Taki był, po prostu, że wyciągał z Czosnkowego Kwiatu wszystko, sprawiał, że ten aż chciał się uzewnętrznić. Przy Okruszku czuł, że może. Przy garstce kotów tak się czuł, była to Wiklina i Okruszek, i kiedyś, dawno temu, Czaszka, zanim nie zniknął. Chyba taki już był jego i Okruszka los - byli ze sobą połączeni, jakby los zszył ich dusze ze sobą czerwoną nitką. Tam gdzie był Czosnek tam był Okruszek, i na odwrót, i tak... tak będzie zawsze, miał nadzieję.

Ale i tak czuł się źle, z tym wszystkim, że do tego doprowadził, że teraz, przeżywając żałobę po bracie, Okruszek jeszcze przeżywa taki szok, takie coś. Czosnek westchnął głęboko, przełknął ślinę. - ... tak długo jak mam cię u boku, ciebie, Wiklinę... wszystko będzie dobrze, muszę w to wierzyć. Chcę w to wierzyć - nie miał już nic więcej, nic poza tą wiarą mu nie pozostało. - I- ja jeszcze nie wiem, ale wszystko mi się wyklaruje, po tej rozmowie z Nocnym Szkwałem, dobrze? Coś... wymyślę. Wymyślimy razem. Nikogo więcej nie narazimy - nikogo więcej, niż to konieczne przez okoliczności, rzecz jasna.

- Nie mogę po ciebie przyjść, wiesz o tym. Zostawię kwiat, pod lecznicą, gdy będę wychodzić. Spotkamy się tu i pójdziemy do Czterech Dębów. Za kilka wschodów słońca.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk

let me rest
LVL 4 160 / 300
MedLVL 5 619 / 700
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
15
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wyrażenie wiary przez Czosnka znaczyło o wiele więcej, niż mogło mu się wydawać. Na pewno znaczyło wiele dla Skruszonego Serca, który w tym momencie czuł się jeszcze bardziej zagubiony, niż normalnie. Z łatwością złapałby od kogoś najmniejszą iskierkę nadziei, ale tę konkretną wydał z siebie jego zwykle pesymistycznie nastawiony przyjaciel. Dodała mu porządnej porcji sił i odwagi. Skoro Czosnkowy Kwiat w to wszystko wierzył, to on tym bardziej powinien. Może nie pewności - szczególnie nie w otoczeniu nocy - ale wystarczająco, by wydobył z siebie smutny uśmiech.
- Też- w to wierzę. Więc... na razie będę po prostu ostrożny, bardzo. A potem wymyślimy, jak wszystkich chronić. Na pewno. - zadeklarował pod wpływem tej nowej odrobiny energii. Nie dodał w myślach żadnego ograniczenia. Nie wyobrażał sobie, by ktokolwiek, szczególnie ktokolwiek bliski, miał ucierpieć w wyniku ich działań. Ale wierzył, że te działania są dobre. Konieczne.
Musiał w nie wierzyć.
- Dobrze, będę wypatrywać. Będzie- dobrze! - odparł natychmiast. W tej chwili tym bardziej zdawał sobie sprawę z konieczności stosowania wszystkich środków ostrożności, jakie mieli. - Kiedyś... kiedyś będziemy się spotykać po to, żeby rozmawiać o miłych rzeczach. - dodał już ciszej, wzdychając ciężko po tym, jak ponownie rozejrzał się kontrolnie dookoła.
[Obrazek: rCY2ZFc.png]
LVL 4 135 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Starałem się ostatnio na treningach z Wiklinowym Życzeniem jak mogłem, zdobywając już większość potrzebnych wojownikowi umiejętności. Jednak nie sprawiało to, że czułem się całkiem bezpiecznie chodząc samotnie po naszych terenach, szczególnie nie po zmroku, a już na pewno nie w miejsca tak pełne tajemnic jak bagna, do których powoli się zbliżaliśmy. Całe szczęście, że znalazł się ktoś, kto zgodził się mi towarzyszyć – i to nie byle kto, bo Spróchniała Łapa. On był silny. On był odważny. On był kimś idealnym, by chronić mnie przed upiorami, na które mogliśmy natrafić.
- Słyszałeś też te historie o duchach? – spytałem przyciszonym głosem, jakby i tutaj coś niepowołanego mogło nas usłyszeć. Sam właściwie nie mogłem przestać o nich myśleć, od kiedy po raz pierwszy doszły do moich uszu, już od kogoś w legowisku terminatorów. I były przerażające, to prawda, a jednocześnie coś w nich przyciągało mnie tak bardzo, że nie mogłem po prostu nie spróbować ujrzeć ich na własne oczy choć raz… Nawet jeśli jednocześnie niepokoiły mnie na tyle, że musiałem dla bezpieczeństwa iść tuż obok drugiego kocura.
LVL 5 395 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
19
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Spróchniała Łapa, upewniwszy się wcześniej, że spacer na bagna nie będzie mu kolidował z żadnym patrolem, do którego tego dnia przypisał go Ośmiooki, przystał na propozycję Topieliskowej Łapy. Nie był aż tak przejęty, jak buras, ale chyba nie zaszkodzi wyjść na krótką przechadzkę. Zwłaszcza, że dzisiejszy trening miał już zaliczony, a Psia Gwiazda wydawał się być z niego umiarkowanie zadowolony. Spróchniała Łapa szedł spokojnie, z niewzruszonym wyrazem pyska, odkąd wyszli z obozu. Słońce już chyliło się ku horyzontowi, chociaż chyba jeszcze nie było aż tak późno.
Kiwnął głową w odpowiedzi na pytanie Topieliskowej Łapy.
- Trochę - stwierdził po chwili, starając się mówić cicho. Wyszło tak samo płasko, jak zwykle, ale ważne było, że się starał. Syn Psiej Gwiazdy chyba próbował zachować ten nastrój; cisza, spokój, raczej właściwe tej Porze, ale mimo to lekko niepokojące, jeśli ktoś myślał tylko o duchach. Nie Spróchniała Łapa - on myślał o stawianiu łap pewnie, aby nie wylądować pyskiem w podmokłym poszyciu albo zadkiem w jeziorze. A trochę o tym, co zrobić, jeśli Topieliskowa Łapa postanowi sam się wywrócić. Jeśli zrobiłby sobie krzywdę, Psia Gwiazda przestałby być zadowolony. Dla bezpieczeństwa zmniejszył jeszcze dystans między bokiem swoim, a buro-białego terminatora. Na wszelki wypadek.
- A ty co słyszałeś o nich. Tych duchach. - Nie do końca pytanie, raczej próba podtrzymania rozmowy. Chociażby dlatego, że jego towarzysz zdawał się tylko czekać na zachętę do mówienia dalej.

toporny
1. «niezgrabny, nieforemny»
2. «prostacki lub mało zdolny»
LVL 2 65 / 150
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Od kiedy usłyszałem o nich po raz pierwszy, starałem się dowiedzieć więcej. Może nie za dużo, nie było tak, że chodziłem do wszystkich w klanie i pytałem o historie o duchach – to byłoby pewnie dziwne, musiałem się skupić na prawdziwym treningu, potrzebnych dla wojownika umiejętnościach, a nie takich historiach. Tak prawdopodobnie powiedzieliby rodzice, a wciąż starałem się nie ściągać na siebie jakiejkolwiek ich uwagi (chociaż teraz pewnie ciąża matki interesowała ich zdecydowanie bardziej niż ja). Jednak skoro te duchy naprawdę tu były, to stanowiły część istot żyjących na naszych terenach i należało też dowiedzieć się o nich wszystkiego.
- Słyszałem historie o dwóch duchach. Jeden nazywa się Nienasyceniec i ukrywa się pod powierzchnią bagien, skąd może wabić koty. Podobno umie naśladować ich głosy i w ten sposób zachęca je do przyjścia. A gdy ktoś podejdzie zbyt blisko, wciąga go pod wodę, a wtedy… – Zacząłem opowiadać głosem również przyciszonym. Właściwie byłem całkiem zadowolony z faktu, że Próchno mnie o to spytał, mogłem pokazać mu, że rzeczywiście trochę wiedziałem i nie wyruszyłem na te poszukiwania bez absolutnie żadnego przygotowania. Jednak nim zdążyłem chociaż zacząć opowiadać o drugim z duchów, jakby nowy dźwięk dotarł do moich uszu. Jakby rzeczywiście mógł być tu ktoś jeszcze poza naszą dwójką, gdzieś trochę dalej, jakieś skrzypnięcie, szelest, poruszona gałązka…
- Słyszałeś coś? – Spytałem od razu, trzymając się dla bezpieczeństwa wciąż tuż obok drugiego kocura.
LVL 5 395 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
19
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Spróchniałej Łapie brakowało tego rodzaju ciekawości - jeśli coś usłyszał, po prostu to akceptował i szedł dalej. Tak samo było w przypadku tych duchów, o których terminatorzy opowiadali sobie przyciszonymi głosami, gdy tylko słońce schowało się za horyzontem. Słyszał właściwie to samo, co Topieliskowa Łapa - jeden duch siedzi w wodzie i próbuje utopić nierozsądnego kota, a drugi szukający swojego dziecka. Ciężko było się oprzeć wrażeniu, że to tylko opowiastki dla kociąt, choć co bardziej utalentowani Cieniści potrafili naprawdę dobrze poprowadzić historię i wywołać dreszcz przerażenia u dowolnego słuchającego kota. U Spróchniałej Łapy również, w niektórych momentach.
Teraz podobny dreszcz przebiegł mu po kręgosłupie, kiedy kocur obok zadał bardzo ważne pytanie. Poruszył uchem. Czy coś słyszał? Pociągnął nosem, próbując coś wyczuć, wytężył wzrok.
- Patrol może… - powiedział, właściwie bez przekonania. Byli daleko od typowych tras obejścia granic, więc może szansa na to była niezerowa, ale na pewno niska. Zerknął kątem oka na kocura obok.
- Chcesz wracać? - Nie oceniałby Topieliskowej Łapy (zbyt mocno), gdyby taką podjął decyzję. Mogli iść dalej, mogli stać w miejscu, mogli wrócić do obozu. Był tu tylko dla towarzystwa, nie miał więc za dużo powodów, aby naciskać na wędrowanie w głąb podmokłych terenów.

toporny
1. «niezgrabny, nieforemny»
2. «prostacki lub mało zdolny»
LVL 2 65 / 150
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Nie wiem, brzmiało bardziej jakby to było jedno coś, a nie cały patrol… – Tak mi się przynajmniej wydawało, bo teraz właściwie też zaczynałem wątpić. Co słyszałem? Czy właściwie cokolwiek słyszałem? Las wokół nagle zaczynał wydawać się taki inny, jakby nie były to już te same drzewa i krzewy, które mijałem podczas treningów, a całkiem nieznany świat.
Może gdzieś w moim umyśle pojawiła się myśl o wracaniu. I pewnie, gdybym był tu całkiem sam, to mógłbym się właśnie na to rozwiązanie zdecydować. Jednak teraz, po pierwsze miałem przy sobie kogoś, kto mógł mnie uratować przed wciągnięciem do bagna, a po drugie i kogoś, przed kim nie chciałem wyjść na całkowitego tchórza.
- Nie, dopiero przyszliśmy, chodźmy podejść trochę bliżej. Tylko ostrożnie. I dalej trzymamy się blisko, żeby żadnego z nas nie złapał, jeśli to rzeczywiście duch. – Teraz już naprawdę stałem na tyle blisko Próchna, by czuć jego futro ocierające się o mój bok. Co było samo w sobie nieco rozpraszające, ale chodziło przecież o bezpieczeństwo, nie powinienem myśleć o tym za dużo. Czy drugi kocur o tym myślał? Spojrzałem na moment w jego stronę, odrywając spojrzenie od miejsca, która starałem się obserwować, ale szybko wróciłem do tych prawdziwych obserwacji.
LVL 5 395 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
19
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Wychodzenie nocą było czymś, na co zapewne nigdy bym się nie zdecydował... Ale potrzebowałem odetchnąć nocnym powietrzem. Słyszałem od paru kotów - a raczej obiło mi się o uszy - iż tereny Klanu Cienia wyglądają zdecydowanie inaczej w nocy. No ale ja nie miałem jak ich widzieć. Nocne powietrze natomiast to zupełnie coś innego! Zdecydowanie bardziej wolałem ten rześki zapach, niż ten, który czuć było za dnia. Poza tym nie czułem na futrze promieni słońca, a jedynie lekką, nocną bryzę.
Zaszedłem aż do Księżycowego Jeziora, wdychając głęboko w płuca jego zapach. Cudowne. Nowe. Teraz mogłem się pochwalić matce, ojcu i swojemu rodzeństwu, iż to JA byłem tutaj. JA. W NOCY. Nie oni.

[ Topielisko ]
THIS night is sparkling, don't you let it go
I'm wonderstruck, BLUSHING all the way home

[Obrazek: dc7ybhi-d48f3b46-bf3e-450e-aead-a32f43a5...DjHpLoMf-s]
I'll spend FOREVER wondering if you knew
I was enchanted to meet YOU


LVL 4 35 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Moje poszukiwania duchów razem ze Spróchniałym Zębem niestety nie przyniosły żadnych konkretnych odkryć. Nie oznaczało to jednak, że moje zainteresowane ich obecnością na naszych terenach zmalało. Wciąż było równie obecne, jedynie będąc wojownikiem, miałem mało odpowiednich okazji, by skupić się akurat na tym.
Jednak myśląc wciąż nad usłyszanymi kiedyś legendami, doszedłem do wniosku, że być może następnym razem powinienem przejść się w okolice bagien sam. Tak, dalej uznawałem to za niebezpieczne i niepokojące, jednak może, jeśli będę bardzo ostrożny, uda mi się coś zobaczyć, a jednocześnie wyjść z sytuacji bezpiecznie,
To, co dostrzegłem, nie było jednak zjawą. Nawet jeśli pomyślałem tak przez moment, zamierając bez ruchu, wstrzymując nawet oddech, by na pewno nie zostać wykrytym. Był to kot, Mętna Łapa z mojego własnego klanu. I nawet nie znajdowaliśmy się jeszcze na samych mokradłach, a jedynie w ich pobliżu.
Podszedłem cicho do terminatora, uznając, że mógł zaraz znaleźć się w złej sytuacji, jeśli nie był świadomy tego, co robi. A może po prostu jednak za bardzo bałem się tu być sam i ucieszyłem się z towarzystwa.
- Uważaj. Nie wiesz, że niebezpiecznie tu przychodzić samemu po zmroku? Bagna zaczynają się już niedaleko. – Wyszeptałem, stając kilka kroków za nim.
LVL 5 395 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
19
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości