sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
- Sam nie wiem. Szukaliśmy kiedyś duchów z Szepczącym Topieliskiem, jeszcze gdy byliśmy terminatorami, ale nic nie udało nam się znaleźć. Ale kto wie, co czai się w lesie i pod powierzchnią wody. - miauknąłem w odpowiedzi na jej pytanie. Nie wiedziałem, czy wierzyłem w duchy, ale kto wie? Coś musiało być na rzeczy, skoro tyle o tym mówiono.
Słyszałem, jak kotka podchodzi nieco bliżej, jednakże nie zareagowałem na to niczym większym ja strzepnięciem uchem. Jednocześnie wziąłem głębszy wdech, chłonąc zapach zimnego, wieczornego jeziora. Wsłuchałem się uważnie w słowa młodszej kotki, po czym skierowałem pysk w jej stronę.
- Czyli to samo co mnie - miauknąłem, owijając ogonem łapy. Czyli w tym klanie faktycznie był ktoś, kto potrzebował odpoczynku od klanowego życia. I to do tego ktoś taki, jak córka Psiej Gwiazdy. Interesujące.
- Dużo się podziało... prawda? W klanie.
Pokiwała ze zrozumieniem głową. Dopiero po krótkiej chwili przypomniała sobie, że kocur tego nie zobaczy. Ugh... - Rozumiem. Kto by pomyślał, że mój brat gonił kiedyś za duchami... - szepnęła do siebie. Topielisko był... Dziwny. Wciąż nie pojmowała, czemu nagle zmienił swój kąt patrzenia i stał się Wiernym Cieniem, sługusem ich ojca.
Wypuściła powietrze z płuc. Chciała spytać, czy nie widział... Co się dzieje. Ale nie... Nie frustrowało go to? Pewnie... Pewnie był przyzwyczajony.
- Aż za dużo - powiedziała. Dopóki Psia Gwiazda żyje... Klan nie ma barwnej przyszłości. - Zwykle w samotności mogłam obserwować panoszące się po obozie koty. A teraz? - zaśmiała się gorzko. - Teraz każdy by wskoczył sobie do gardeł, gdyby Psia Gwiazda tak kazał. Dlatego jedynym wyjściem dla mnie jest ucieczka stamtąd, jeśli ten mój głupi uśmiech nie pomaga - nie wiedziała, czemu to wszystko mu mówi. Czy to dlatego, że był ślepy? Że nie widział jej reakcji na wszystko, co miało miejsce i dlatego postanowiła go tak wykorzystać? By się wygadać?
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
W ciszy wysłuchałem tego, co mówiła wojowniczka, jednocześnie zgadzając się z tym, co powiedziała. Co jakiś czas jedynie żaby wciskały się do jej wypowiedzi, jednakże nie przeszkadzało mi to. Jej głos miał jedną z przyjemniejszych barw, jakie kiedykolwiek słyszałem. Brzmiała dla mnie tak, jakby była... właśnie, jak ze snu. Jej imię pasowało idealnie, chociaż nie odpisałbym jej jako "marę". Chociaż czy ktoś opisałby mnie jako mętnego? Może...
- To, że klan jest podzielony, nie jest niczym dobrym. Mój ojciec podąża za Psią Gwiazdą bez większych przemyśleń... Chyba to właśnie nas gubi. Większość nie myśli samodzielnie, mimo, że przecież Gwiezdna zeszła na jedną z ceremonii. Czułem to. Pachniała tak... inaczej, tak zimno, chociaż myślę, że tak właśnie mogłyby pachnieć... no cóż, gwiazdy? I miała niezwykle widmowy głos, taki głębszy, pochodzący zza światów. - opisałem, chociaż w sumie nie wiedziałem czemu. - Lubię tu przychodzić. Odciąć się od tej złej atmosfery. Tutaj przynajmniej nikt się nie rzuci na nas z zębami, gdybyśmy wyrazili głośniej swoją opinię. Co najwyżej duch nas wciągnie pod wodę. - zaśmiałem się nerwowo. Może po prostu potrzebowaliśmy się wygadać, a skoro ona już zaczęła, to ja zdecydowałem się za tym pójść.
- Mamy szczęście do rodziców, nie? - uznałem, że rzucę jakąś taką aluzję, aby nieco się rozluźnić.
Zerknęła na niego kątem oka, a potem cały jej pysk odwrócił się w jego stronę. Nie musiała bać się na niego patrzeć. Choć zwykle patrzyła na wszystkich z ukrycia, gdy byli czymś zajęci. Zrobiła na chwilę skwaszoną minę, której po raz kolejny kocur nie widział. Patrzyła na jego profil, wpatrujący się w taflę jeziora. Miał tak jasne oczy... Wcale nie były mętne, one... Odbijały niebo, łącznie z gwiazdami, chmurami i księżycem. Były piękne w swym rodzaju. Pora się obudzić Sen...
Oddaliła szybko myśli od wojownika i skupiła się na tym co mówił. Słuchała opisu Gwiezdnej. No tak, Sen wyszła wtedy wcześniej i nie widziała tego zajścia. Jedynie słyszała hałas łamiącego się Martwego Drzewa.
- Mhm... - przytaknęła. Banda mysich móżdżków. - Ten opis Gwiezdnej brzmi bardzo wiarygodnie, szczególnie, że zdołałeś uchwycić jej zapach - rzekła. Zaśmiała się później razem z nim. - Masz rację, jest tu bardzo spokojnie - wzrok przeniosła na jeziorko. Małe światełka zdawały poruszać się po jej powierzchni. Popatrzyła wyżej. Świetliki. Uśmiechnęła się łagodnie na ich widok.
- Tak... Zdecydowanie - wypaliła lekko, kręcąc głową. Było... Przyjemnie miło.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
- Myślę, że gdyby reszta skupiła się na innych zmysłach, a nie samym wzroku, to nie byłoby wątpliwości, że to Gwiezdna. - miauknąłem, czując leciutki powiew nocnego powietrza na mordce. - Ojciec stwierdził, że to musiała być Bezgwiezdna. - dodałem, nieco ciszej, prawie do siebie. Ojciec bardzo wierzył w Psią Gwiazdę. Aż za bardzo. Tak jak większość klanu, której brakowało własnego zdania i ślepo podążali za wszystkimi. Sam nie opowiedziałem się po żadnej ze stron. Żadna nie miała według mnie większej racji.
Wziąłem ponownie większy wdech, czując chłodne powietrze. Usłyszałem także sowę, która zahuczała gdzieś nad nami. Jakaś żaba również postanowiła zabrać głos i zakumkała głośno. Jakaś ryba w jeziorze musiała spróbować wypłynąć na powierzchnię, ponieważ nagle usłyszałem cichy chlust wody.
- Cieszę się, że też doceniasz ten spokój. Zdecydowanie za mało kotów to potrafi... - powiedziałem wreszcie, kierując mordkę w stronę zapachu Sen. - Opiszesz mi, co widzisz? - zapytałem po chwili. Lekko przydreptałem przednimi łapami w miejscu. Tak naprawdę chciałem po prostu posłuchać jej głosu... No a każdy pretekst był dobry, aby go usłyszeć. Już dawno zdałem sobie sprawę, że nie wiem, jak wyobrazić sobie świat. Nigdy go nie widziałem w taki sposób, jak inni. Natomiast mogłem przypisać konkretne dźwięki do konkretnych, opisywanych obiektów.
- Są po prostu bandą mysich móżdżków. Bezgwiezdna pewnie od razu by wszystkich zabiła. A przez zawalenie się Martwego Drzewa nikt nie ucierpiał, prawda? - spytała. Od dawna nasuwało jej się to pytanie. Dlaczego? Klan Cienia wciąż żyje, skalany rządami złego tyrana. Sen miała dość swego ojczulka i tego, jak część klanu patrzy ślepymi oczami i go miłuje, za to co robi. Przywódca powinien troszczyć się o swój klan. A troska Psiej Gwiazdy, była zepsuta.
Skierowała ponownie wzrok na Mętną Wodę, w tym samym czasie, kiedy on na nią. Zamrugała szybko, chcąc odgonić dziwne ciepło kumulujące się w jej środku. Otworzyła na chwilę pysk, po czym zamknęła go, gryząc wargę. Przeniosła po raz kolejny wzrok na taflę wody. Odetchnęła płytko.
- Widzę... Wysoko nad nami księżyc, gwiazdy i jasne chmury, powoli szybujące po niebie. Korony drzew szumiące raz po raz, gdzie na jednej z gałęzi siedzi sowa. Patrzy się na nas, raz po raz, ale bardziej zajmuje się czyszczeniem piórek. Trzcina spokojnie powiewa tu i ówdzie na wietrze, czasem porusza się bardziej, gdy jedna z żab przeskakuje w inne miejsce. Dalej... Spokojną taflę wody, na której widać małe, tańczące na jej powierzchni robaczki. Tafla odbija światło księżyca oraz gwiazd. Natomiast nad nią latają świetliki - mówiła spokojnie, łagodnie. Tak, by nie zepsuć tej chwili. Jeden ze świetlików zbliżał się powoli do nich. Czasem od smagnięć wiatru zmieniał kierunek, lecz wciąż się zbliżał. Senna Mara obserwowała go, patrzyła, dokąd leci. Już zaraz. Niedługo. I doleciał. - A jeden z nich... Usiadł ci na nosie - szepnęła, tak by nie spłoszyć owada.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
- Widzący są większymi ślepcami, niż im się wydaje... - miauknąłem, czując przyjemne ciepło, rozlewające się po moim ciele. Dobrze było mieć obok kota, który rozumiał, co w klanie się faktycznie dzieje, a nie podążał ślepo za nikim. Sen miała swoje zdanie, trzymała się go. Nie podążała ślepo za wolą swego ojca, jak ja nie podążałem ślepo za wolą mojego. Podczas naszego spotkania, jeszcze za jej kocięcego życia, nie spodziewałem się, że wyrośnie na kogoś, kto mógłby stać mi się tak... bliski. Zaledwie przez parę wymienionych zdań - jednakże to one oddawały esencje jej natury, tego, jakim kotem była. Tyle mi wystarczyło.
Wsłuchiwałem się w jej wypowiedzi w ciszy, chłonąc każde z wypowiedzianych słów głęboko w swoją duszę. Księżyc, gwiazdy i chmury... wiedziałem, że one są tam wysoko w górze. Słyszałem je w ciszy - a przynajmniej wyobrażałem sobie, że je słyszę. Chciałem je słyszeć. Słyszałem ten szum drzew, o którym mówiła, słyszałem sowę, trzcinę, żaby oraz wodę, która co jakiś czas była wprawiana w ruch przez ryby i inne zwierzęta. Nie słyszałem świetlików. Nawet nie wiedziałem, że tu są, gdyż nigdy ich nie słyszałem. I już chciałem się odezwać, kiedy poczułem maluteńki ruch skrzydełek na nosie.
Świetlik. To był świetlik. Czułem go. Nie był ciepły, raczej zimny, może bardziej letni? Ale czułem jego skrzydełka, jak siedzi na moim nosie. Nie wiedziałem co powiedzieć... Może nawet nie chciałem. Nie zamierzałem go spłoszyć. Nie teraz, kiedy wiedziałem, że tu jest.
Słyszałem bicie swojego serca. Słyszałem swój cichy oddech, jak i oddech Sennej Mary. Czułem jej zapach obok. Ta chwila była dla mnie... wyjątkowa. Naprawdę wyjątkowa. Poczułem, jak robaczek nagle zatrzepotał skrzydełkami i odleciał, gdyż na nosie ponownie poczułem powiew wiatru.
- Nigdy nie zobaczę świata tak jak ty... - zacząłem, nie wiedząc czemu, ale zniżając swój ton do szeptu. Nie chciałem psuć tego momentu. - ...ale mogę pokazać ci, jak ja go czuję... - dodałem, nieco niepewnie. Nie wiedziałem czy się zgodzi. A chciałem, aby się zgodziła. Mi... zależało, aby wiedziała, jak ja postrzegam otaczający nas teren. Pierwszy raz zależało mi na tym, aby ktoś mnie naprawdę zrozumiał...
Patrzyła uważnie na pysk kocura. Jak rusza się jego nos. Jak rusza się jego powieka. Jak jego wibrysy delikatnie drżą. Czuła, jakby serce zaraz miało jej wyskoczyć z piersi i pognać hen daleko, zakłócając spokój i ciszę tego miejsca. Odetchnęła, wypuszczając ze świstem. Pokręciła głową, szybko przestając. Spłoszy świetlika... Nie, nie... Nie zgadzaj się. Jednak odezwała się. - W... Jaki sposób? - spytała, nie rozumiejąc. Zaatakuje ją? Obruszyła się nerwowo.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Wyczułem, że kotka się nieco spięła na moje pytanie. Może nie o tyle co w głosie, co po prostu wyczułem, że chyba stała się bardziej nerwowa… Nie chciałem długo jej zostawiać w niepewności. Chciałem, aby ta magiczna chwila trwała między nami dłużej. Przez chwilę martwiłem się, że mi odmówi całkowicie, teraz bałem się, że odmówi mi po tym, jak jej wyjaśnię, o co mi chodzi… Chyba wolałbym odmowę od razu…
- Musisz… zamknąć oczy - poprosiłem cicho. Nie wiedziałbym, gdyby tego nie zrobiła. Nie widziałem, czy zamknie ślepia czy nie - mogła mnie okłamać albo podążać za moimi wskazówkami… Zależało mi, aby jednak wolała iść za moimi słowami, aby mogła poczuć to co ja. Wyjątkowo zależało mi na tym, aby to wiedziała - ją pragnąłem, aby to wiedziała. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, gdyż… nie powinno mi tak zależeć. Nie tak szybko, przecież nie powinno się ufać komuś od razu, zwłaszcza w tym klanie… a jednak. Wystarczyło parę zdań, aby zaczęło mi zależeć, parę chwil, abym jej zaufał i chciał, aby zaufała mnie. Parę chwil, abym chciał, abyśmy byli ze sobą związani…
Ciepło rozlało się po moim ciele, a ja nie wiedziałem, co powinienem uczynić dalej. Czekałem na odpowiedź z szybko bijącym sercem, a wokół nas gościły jedynie dźwięki nocnego, leśnego życia.
Zamrugała. Zamknąć oczy? Ahhh... Odetchnęła już normalnie. Nie chciał jej zranić. Widocznie... Widocznie źle to odebrała. Po raz kolejny kiwnęła głową, zapominając, że kocur tego nie zauważy. Po kilku ciężkich uderzeniach jej serca w końcu się odezwała. - Dobrze... - odpowiedziała. Przeniosła znów wzrok na taflę jeziora i zamknęła oczy. - Zamknęłam. Co teraz?
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Nie potrafiłem opisać jak bardzo ucieszył mnie fakt, iż postanowiła zrobić to, o co ją poprosiłem. Co prawda nie mogłem sprawdzić, czy faktycznie zamknęła oczy, ale ufałem, że właśnie to zrobiła. Nadstawiłem uszu, przysłuchując się przez chwilę otoczeniu.
- Teraz po prostu... czuj. Bez otwierania oczu. Wsłuchaj się w otoczenie, poczuj te wszystkie zapachy... - poinstruowałem cicho, jednocześnie samemu słuchając otoczenia. Sowa pohukiwała co jakiś czas, świerszcze cykały w pobliżu. Co jakiś czas usłyszeć można było kumkanie żab, a nawet jakaś ropucha postanowiła się odezwać. Liście szeleściły nad naszymi głowami, a powiew wiatru czasami uderzał mnie delikatnie w pysk. Czułem zapach jeziora, świeżego, nocnego powietrza... Jak i zwierzyny. Myszy i innych gryzoni. Wyczuwałem również wilgoć, która o tej porze i w tym miejscu nie była niczym nadzwyczajnym. Czułem również zapach Sen, która znajdowała się obok.
Jej zapach był inny, niż reszty otoczenia. Pomijając cienisty aromat, jaki każdy z nas miał, miałem wrażenie, jakbym wyczuwał od niej nieco mocniejszą woń chłodnego wiatru oraz przyjemnie pachnących liści. Byłem ciekawy, jak ona odbierze moją próbę pokazania jej tego, co chciałem, aby zrozumiała. Nawet nie do końca wiedząc kiedy, ogon opuścił me łapy i powędrował bliżej zapachu wojowniczki...
Poruszyła się niepewnie, lecz zrobiła to, o co prosił. Zaczęła słuchać. Słuchać otoczenia, w którym się znajdowali. Wyciszyła jeszcze specjalnie oddech, by bardziej się wczuć w odgłosy natury. Słyszała... Sowę, którą wcześniej widziała, słyszała... Świerszcze, kumkanie żab i... Takie mocniejsze kumkanie? Ropuchy? Możliwe. Słyszała szelest liści i czuła lekki wiaterek smagający jej futro. Wciągnęła powietrze nozdrzami. Czuła mokre, nocne powietrze. Coś zaszeleściło nieopodal, skierowała tam swój łeb. Miała już otwierać oczy, by zobaczyć, co tam jest, ale w ostatniej chwili zaprzestała czynności. Powąchała. Mysz? Może też jakieś inne gryzonie i piszczki... Spały, zapadły w sen. Były przyzwyczajone do panującej wokół wilgoci. Powróciła łbem do poprzedniego miejsca, jednak skierowała go bardziej w stronę Mętnej Wody. Wyczuła jego zapach. W większości cienisty, ale zdawał się mieć nutę zapachu kory drzew. Zadziwiająco uspokajający zapach... Trwała tak dłuższą chwilę, a potem uchyliła powoli powieki, znajdując jego rozłożony ogon. Wcześniej... Miał go chyba przy łapach? Odtrąciła myśli i spojrzała w jego czyste oczy.
- Więc... Tak postrzegasz świat? - spytała, na usta cisnął jej się uśmiech. Ale... Ten nie był wymuszony. Prawdziwy, najprawdziwszy uśmiech.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Trwaliśmy w dłuższej ciszy. Nie była ona jednak krępująca, była taka... Komfortowa. Wsłuchiwałem się w to, co oferowało nam otoczenie i okoliczna zwierzyna. Wyczuwałem to, co dawała dam natura. Skierowałem pysk w jej stronę, po dłuższej chwili ciszy, kiedy to wreszcie usłyszałem jej głos. Naprawdę miała piękny głos - przeszło mi przez myśl, że może faktycznie znajdowałem się we śnie, a nie na jawie?
- Owszem - powiedziałem, mając cały czas pysk skierowany w stronę jej zapachu, tak więc liczyłem, że i również jej pyska. - To będzie dziwne pytanie. - miauknąłem, prostując się nieco. - Opiszesz mi, jak wyglądasz?
Przekręciła łeb w bok i zamrugała trochę zaskoczona jego pytaniem. Ale było ono zrozumiałe. Opisała wszystko. Wszystko oprócz siebie. Nie mógł wiedzieć, jak ona wygląda.
- Uh... Mam zielone oczy, koloru świeżej trawy - powiedziała niepewnie. Skąd w niej to uczucie... Chciała opisać mu, jak najdokładniej tylko mogła. Kolory... Z nimi będzie ciężko, skoro nie wie, jak wyglądają. Może spróbować jednak opisać ich zapach. - Jestem, raczej średnia, niższa niż ty. Mam ciemne, niebieskie, trochę szarawe futro, praktycznie burzowe. Mam na ogonie i łapach ciemne pręgi, a palce łap i spód ciała dużo jaśniejszy niż reszta. A i moje futro jest długie, tak, jak twoje. I nos mam ciemnoróżowy, jak zwiędła róża - wymieniała ostrożnie, zastanawiając się raz po raz, z czym można skojarzyć dany kolor. Miała nadzieję, że tak będzie mu łatwiej wyobrazić sobie, jak ona wygląda.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Nie wiedziałem jak wyglądają kolory, jednakże znałem zapach, teksturę albo dźwięki tego, jak opisywałam mi siebie kotka. Nie spotkałem się jeszcze z tym, aby ktoś opisywał mi siebie tak dokładnie, używając nietypowych dla innych określeń, abym mógł ją w całości poznać. Świeża trawa była aromatyczna, czasami wilgotna od rosy. Burzowe futro, a podczas burzy padał mokry deszcz, grzmiało i pachniało deszczem oraz świeżością. Nie wiedziałem jak określić jaśniejsze i ciemniejsze, więc po prostu przyjąłem to do wiadomości - już słyszałem te określenia wiele razy. Zwiędłej róży nie miałem jeszcze okazji powąchać ani dotkąć. Najwyraźniej nadszedł czas, aby to nadrobić i wtedy miałbym pełen obraz kotki.
- Czyli musisz być wyjątkowo ładna - miauknąłem, ośmielając się użyć takiego określenia. - Niewiele kotów docenia burzę. Większość po prostu na nią marudzi. Gdy jednak się wsłuchasz, brzmi ona niezwykle. Grzmoty niekiedy pojawiają się niemalże po tylu samych ilościach uderzeń serca, a czasem zaskakują, wyprzedzając lub spowalniając wyznaczony rytm. Burza pokazuje, że nawet... Nawet natura potrzebuje się czasem wyżyć. - otworzyłem się nieco, po czym wstałem ze swojego miejsca i skierowałem swoje kroki bliżej kotki. Stanąłem blisko, czując jej zapach bliżej, niż poprzednio. Uniosłem jedną z łap, ale to tylko tyle.
- Mogę... Cię dotknąć?