Syn Olchowego szeptu, z biegiem czasu, zaczął coraz bardziej przypominać ojca nie tylko z charakteru, ale i z wyglądu. Jest na pewno jednym z najwyższych kocurków w miocie. Cechuję go mocna sylwetka, o szerokich barkach oraz długim, puchatym ogonie i długie, atletyczne łapy. Futro Szrona jest wyjątkowo puszyste i gęste, czasami nawet potargane w niektórych miejscach, a jego odcień to bury. Przepasają je również smolisto-czarne, tygrysie pręgi, które tworzą charakterystyczne "M" na głowie. Jeżeli już mowa o głowie, to na pysku widnieją piaskowe przejaśnienia, a powyżej pyszczka można ujrzeć parę ślicznych blado-zielonych ślepi w których kryję się tajemniczość. Jeszcze wyżej można dostrzec duże uszy z jaśniejszymi pędzelkami na końcach.
Zapraszam do KP : )
Fiołkowe wzgórze [Krz], Jeżynowy Jar [KG], Burzowa Łapa, Śnieżyczka [KW]
Szron, czyścił swoje przepiękne futro, siedząc niedaleko jednego z drzew i nawet nie musiał długo czekać aż mała Modliszka do niego zagada. Odwrócił wtedy głowę z udawanym zaskoczeniem i wbił w szylkretkę spojrzenie, unosząc jedną z brwi.
- bo ja wiem. Na pewno będzie lepsza od Wężowej Gwiazdy - przynajmniej ceremonie będą na czasss - odparł zresztą zgodnie z prawdą. Wąż strasznie spóźniał ceremonie i Szron sam był zirytowany iż jego ceremonia odbyła się tak późno. Powinien być już dawno terminatorem a nie grubo po czasie. Miejmy nadzieję, że Płomykówkowa Gwiazda opanuje klan i dopilnuje aby wszystko działo się na czas.
- Jednak zdecydowanie lepszym przywódcą byłby Olchowy Szept. On ssskinieniem pazura ogarnąłby cały Cień i dopilnował porządku, którego trochę tutaj brakuje - mruknął, uśmiechając się szarmancko. Nie wiedział tak naprawdę dlaczego Wąż nie wybrał na zastępcę Olchy. Może mieli jakiś konflikt albo coś się stało? tego tak naprawdę nie wiedział nikt. Ani Szron ani Cis ani nikt z braci Burasa. Temat tabu normalnie. Trzeba by było spytać kiedy nadejdzie odpowiednia okazja.
Mistrz: Chrząszcz -> Jasna Kropla -> --- Płeć: kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot [*] Partner: Można ufać tylko sobie
Niebiesko-kremowa, pręgowana klasycznie szylkretka z krótkim futerkiem. Nosek przybiera barwę prawie czarną. Po prawej stronie głowy a także lewej stronie bródki przeważa odcień kremowy, to samo dzieje się na szyi. Reszta ciała wypełniona jest równomierną ilością niebieskiego oraz kremowego. Oczy ukazują barwę pomarańczową. Po tylu księżycach można stwierdzić, że Cisowa Łapa jest jedną z najmniejszych kotów jakie można spotkać w lesie. Choć jest ona bardzo zawziętą i charakterną kocicą (kiedy akurat nie udaje super biednego bobo), to jej mały wzrost oraz masa nadają jej dość... Niewinnego wyglądu, przez który może zostać odbierana jako mały, niedoświadczony bachor.
Nadal egoizm, ciętość i sarkastyczność przeważają w jej mowie. Nie zmieniła się na pewno na lepsze po opuszczeniu klanu, może nawet nieco na gorsze, bo teraz ma jeszcze większy dystans do otaczającego ją świata i we wszystkim widzi przekręt. Ah, co ten instynkt przetrwania robi z kotami...
Szkarłatny Zachód [KRz], Ostowy Krzew [KG]
Cis jakoś za bardzo nie odczuła przesunięcia ceremonii. Powód był prosty - była to ceremonia Szrona, a nie jej. Ona sama miała ceremonię... sama nie pamięta kiedy. A czy w ogóle mocno jej wyczekiwała? Oj jeszcze jak. Uwolniła się w pewien sposób od kociaków i tych energicznych kul, choć żyli teraz dalej w jednym legowisku, ale na jej szczęście znaczna większość z niego wybywała kiedy ona akurat tam przebywała. Kotka pominęła tą odpowiedź, tylko przyjęła jego słowa i w sumie ani się zgodziła ani nie zgodziła. Ot, przyjęła. Dalej jednak wzdrygnęła uszami na jego słowa, zastanawiając się nad jedną sprawą... dlaczego tak było? - Powiedz mi tak szczerze, normalnie, bez czepianek i zbędnych dogryzań. Dlaczego twój ojciec tak nienawidzi kotów z brudną krwią? - Nie wstydziła się tego określenia, bo sama się za taką uważała. Nie była czysta, była brudna, jednak nie była przez to wcale gorsza. Choć nie była najlepsza, nie była nawet trochę dobra, to nadal nie była najgorsza i w ogóle gorsza.
='Causeallof mydemons are myfriends,are myfriends,
Nadeszła i Pora Nagich Drzew. Była to moja pierwsza pora. Nasłuchałem się już o okropnym śniegu leżącym na ziemi i klejącym się do sierści, jednak do tej pory było po prostu chłodniej i wietrzniej, niż do tej pory. Moja długa, puszysta sierść jednak w większości chroniła mnie przed jednym i przed drugim. Czasem owszem, z nieba zamiast deszczu leciały białe drobinki, które spadały na ziemię i rozjaśniały ją, jednak w końcu niebo się rozpogadzało a słońce sprawiało, że ziemia była znów ciemna. Tylko nieco bardziej błotnista, jednak na naszym terytorium to nie nowość.
Podczas jednego z takich chłodnych dni wybrałem się na spacer. Nie wyszedłem jednak sam. Udało mi się zabrać razem ze sobą moją drogą matkę, Ciemną Toń. Dawno nie było okazji do spędzenia czasu tylko we dwójkę, a że przy okazji miałem do niej parę pytań o różne rzeczy, to cieszyłem się, że idziemy razem.
Ciemna Toń to długowłosa, czarna kocica o smukłej sylwetce, która porusza się na masywnych łapach. Zalicza się do przeciętnych wielkością kotów. Jej chód jest pełny gracji i wdzięku, a przez jej wyprostowaną postawę może się wydawać nieco wyższa niż w rzeczywistości jest. Warto także zaznaczyć, że na przednich łapach posiada niewielkie blizny, które nabyła podczas jednej polowania w starciu z łasicą. Kiedy mamy już zarys jej sylwetki, możemy przejść do okrągłej głowy, na której wręcz od razu w oczy rzucają się dwie mocno odznaczające się od pospolitej barwy futra wojowniczki; bursztynowe kule, które dopełnia nieschodzący z pyska szeroki uśmiech. Nos koteczki jest czarny, dlatego też bardzo łatwo wtapia się w jednolity włos. Natomiast białe wąsiska, są rozchwiane praktycznie na wszystkie strony. Na czubku głowy mieszczą się dwie średniej wielkości delikatnie zaokrąglone na końcach antenki z szaro-różowym wnętrzem.
Ciemna Toń zatraciła w sobie wysokie ambicje, stała się cichsza, a także wolipo przystawać przy czyjejś racji niżeli wyrazić własne zdanie. Dla niektórych, w szczególności swoich kociaków może wydawać się natrętna i nadopiekuńcza, mimo iż nigdy nie ma złych intencji. Jednak pomimo tego wciąż nie zatraciła swej pogodnej natury. Lubi pomagać innym w rozwiązaniu ich problemów, wdać się w przyjemną rozmowę z innymi Klanowiczami, pójść na spacer, polowanie, czy po porstu pożartować, choć nie zawsze jej to wychodzi.
Dni mijały i z każdym kolejnym dniem Ciemna Toń coraz bardziej niepokoiła się o Chłodną Lapę, który pewnego dnia po prostu wyparował, albo jak to woli wsiąkł w ziemię i przepadł bez wieści. Długowłosa kocica nie wierzyła, iż jej syn, który był jako jedyny najbardziej podobny do niej, mógł tak po prostu uciec z klanu. Dlaczego? Ponieważ tyle razy opowiadał jej, jak wielkie ma ambicje, jak bardzo chciałby zostać Gwiazdą i przynieść chlubę swojej rodzinie dlatego dziwne było, że ot tak nagle zniknął. Nawet jeśli było to dawno temu, długowłosa wciąż się o niego martwiła. Nawet bardziej niż o Krę, ponieważ on w porównaniu do czarnego brata był w obozie, a tamten? Cóż, musiał być gdzieś daleko, ponieważ przez ten czas Ciemna dziesiątki razy przeszukiwała Cieniste terytorium wszak i wszerz w jego poszukiwaniu i nic nie nakierowało ją na jego trop.
Tego dnia, wyruszyła na spacer wraz z Mknącą Łapą. Swoją drogą długi czas nie rozmawiała ze swoimi dziećmi, oprócz odbywania treningu z Zimnem i Zawieją. Jakoś tak się zdarzyło, że i córkę Świerkowej Igły złapało delikatne przeziębienie, przez co niezbyt miała jak z nimi rozmawiać, myśląc tylko i wyłącznie o spaniu. W każdym razie, jak już wspomniane było, tego dnia przybył po nią Zawierucha z propozycją wspólnego spaceru, na co oczywiście z miłą chęcią przystała. - W takim razie, o czym chciałeś ze mną porozmawiać synu? - bo zakładam, że nie wyciągnąłeś mnie na spacer bez żadnego powodu, chcoiaż kto wie...mogę się mylić. - zapytała kończąc zdanie w myślach. Jeśli zaaś chodzi o samo pytanie, to zadała ja kiedy oboje znikli w przejściu do Cienistego obozu.
Również zastanawiałem się, gdzie podział się Chłód. Czyżby aż tak nie podobało mu się w klanie, że uciekł przy pierwszej lepszej okazji i zdecydował się zostać pieszczochem? A może wyszedł pozwiedzać na własną łapę i zgubił drogę? Nie wiedziałem. Byłem jednak pewny, że jeśli mój czarny brat zechce powrócić, to to zrobi, bez względu na okoliczności. Nie martwiłem się więc o niego. Skupiłem się zamiast tego na własnym życiu.
Nie odpowiedziałem od razu na pytanie matki, zastanawiając się, czy od razu zaczynać od kwestii, która nurtowała mnie od rozmowy z Jasną Kroplą. Co takiego było w tworzeniu kociąt, że kotka odmówiła mi odpowiedzi? Cóż, dzisiaj się dowiem, na pewno.
- Chciałem zadać parę pytań. Po prostu. - powiedziałem, decydując się nieco odwlec to w czasie. Oczywiście zauważyłem, że czarna kocica przez pewien czas była w lecznicy i spędzała większość czasu w obozie z powodu choroby. To więc obrałem za pierwszy temat do rozmowy. - Dobrze się już czujesz, matko? - zapytałem, przypatrując się jej badawczo. Skoro jednak zdecydowała się ruszyć ze mną poza obóz, nie mogło być już źle, a kto wie, może już się wyleczyła?
Ciemna Toń to długowłosa, czarna kocica o smukłej sylwetce, która porusza się na masywnych łapach. Zalicza się do przeciętnych wielkością kotów. Jej chód jest pełny gracji i wdzięku, a przez jej wyprostowaną postawę może się wydawać nieco wyższa niż w rzeczywistości jest. Warto także zaznaczyć, że na przednich łapach posiada niewielkie blizny, które nabyła podczas jednej polowania w starciu z łasicą. Kiedy mamy już zarys jej sylwetki, możemy przejść do okrągłej głowy, na której wręcz od razu w oczy rzucają się dwie mocno odznaczające się od pospolitej barwy futra wojowniczki; bursztynowe kule, które dopełnia nieschodzący z pyska szeroki uśmiech. Nos koteczki jest czarny, dlatego też bardzo łatwo wtapia się w jednolity włos. Natomiast białe wąsiska, są rozchwiane praktycznie na wszystkie strony. Na czubku głowy mieszczą się dwie średniej wielkości delikatnie zaokrąglone na końcach antenki z szaro-różowym wnętrzem.
Ciemna Toń zatraciła w sobie wysokie ambicje, stała się cichsza, a także wolipo przystawać przy czyjejś racji niżeli wyrazić własne zdanie. Dla niektórych, w szczególności swoich kociaków może wydawać się natrętna i nadopiekuńcza, mimo iż nigdy nie ma złych intencji. Jednak pomimo tego wciąż nie zatraciła swej pogodnej natury. Lubi pomagać innym w rozwiązaniu ich problemów, wdać się w przyjemną rozmowę z innymi Klanowiczami, pójść na spacer, polowanie, czy po porstu pożartować, choć nie zawsze jej to wychodzi.
Tak jak podejrzewała - Mknąca Lapa wyciągnął ją na spacer, aby zadać swojej rodzicielce kilka dręczących go pytań. Wnet Ciemna Toń zaczęła zastanawiać się, jakież to mogą być pytania, z którymi postanowił zwrócić się do swojej matki, a nie do kogoś innego na przykład ojca, chociaż tak naprawdę mógł być to czysty przypadek, że właśnie padło na nią. Tak czy inaczej długowłosa posłała delikatny uśmiech swojemu synowi, po czym przytakując łbem i mówiąc "W porządku. Słucham." zamilkła majtając lekko ogonem na boki. Pierwsze pytanie było lekkie i sprawiło, że córce Świerkowej Igły zrobiło się ciepło na sercu. To miłe, że Zawierucha zapytał o jej samopoczucie, chociaż nie musiał. Był to miły gest, na co bursztynowooka poszerzyła swój dotychczas niewielki uśmiech. - Miło, że pytasz Mknąca Łapo. Czuje się znacznie lepiej. - wymruczała w jego kierunku. Fakt, ziółka, które podawał jej Szczypiąca Łapa pomogły zarówno jej, jak i Królewiczowi, który również wstawał na łapy.
Ciepły powiew wiatru otulił przemarzającą Cieniste tereny dwójkę. Pierwszy raz odkąd Ciemna żyła na tym świecie zdarzyło się, że Pora Nagich Drzew przyszła taka łagodna. Przyzwyczajona do pokrytego białym puchem krajobrazu, nie mogła uwierzyć, że go nie ma, a zamiast tego wszędzie znajdują się kałuże, czy to miejsce, czy to większe. A do tego zamiast mroźnego wiatru, od czasu do czasu wiał ciepły tak jak zresztą dzisiaj.
Cóż, byłem młody i nie wiedziałem jeszcze wszystkiego, a pewne rodzaje wiedzy mogłem, a raczej chciałem zdobyć od rodziców. Być może porozmawiałbym o tym z Olchowym Szeptem, jednak Ciemna Toń również była moją rodzicielką, i znalazła dla mnie czas, gdzie mogliśmy być tylko we dwoje. A ja mogłem w końcu zapytać kogoś o pytania niekoniecznie związane z edukowaniem się na wojownika, i tym razem nie chciałem słyszeć odmowy.
- To dobrze. - mruknąłem łagodnie, przypatrując się Ciemnej Toni. Wyglądała już znacznie lepiej. Mróz dobrze się nią opiekował, więc Ciernisty Kwiat dobrze go szkoliła. Byłem z tego zadowolony, nie chciałem, by brat zostawał w tyle z własną nauką. Pewnego dnia będzie wielkim medykiem, jestem tego pewien.
Przez chwilę szedłem w milczeniu. Reakcja Jasnej Kropli już mi dała poznać, że temat, który chciałem poruszyć, nie należał do najprzyjemniejszych w rozmowie. Ciekaw byłem, jak zareaguje na niego moja matka. Delikatny wiatr owionął mój pysk. Myślałem, że Pora Nagich Drzew jest zimniejsza, a dookoła leży pełno śniegu, przynajmniej tak słyszałem, natomiast tak naprawdę było chłodno i dość mokro, ale niewiele gorzej w porównaniu do poprzedniej pory. Nie wiedziałem, co było obieg pór temu bo jeszcze mnie wtedy nie było na świecie.
- Jakiś czas temu rozmawiałem z Jasną Kroplą. - zacząłem, a mój głos przybrał dość ostrożny ton. - Odmówiła mi odpowiedzi na jedno pytanie, wydawała się nim speszona. - podniosłem wzrok znowu na pysk córki Świerkowej Igły, ciekawy jej reakcji. W końcu Ciemna Toń była starsza i już na pewno znała odpowiedź, bo przecież wydała już jeden miot na świat. - Jak się robi kocięta? - nie chciałem dać jej uciec przed tym tematem. Ktoś mi w końcu musiał odpowiedzieć na to pytanie, a któż by się do tego lepiej nadawał, jak nie moja własna rodzicielka?
Ciemna Toń to długowłosa, czarna kocica o smukłej sylwetce, która porusza się na masywnych łapach. Zalicza się do przeciętnych wielkością kotów. Jej chód jest pełny gracji i wdzięku, a przez jej wyprostowaną postawę może się wydawać nieco wyższa niż w rzeczywistości jest. Warto także zaznaczyć, że na przednich łapach posiada niewielkie blizny, które nabyła podczas jednej polowania w starciu z łasicą. Kiedy mamy już zarys jej sylwetki, możemy przejść do okrągłej głowy, na której wręcz od razu w oczy rzucają się dwie mocno odznaczające się od pospolitej barwy futra wojowniczki; bursztynowe kule, które dopełnia nieschodzący z pyska szeroki uśmiech. Nos koteczki jest czarny, dlatego też bardzo łatwo wtapia się w jednolity włos. Natomiast białe wąsiska, są rozchwiane praktycznie na wszystkie strony. Na czubku głowy mieszczą się dwie średniej wielkości delikatnie zaokrąglone na końcach antenki z szaro-różowym wnętrzem.
Ciemna Toń zatraciła w sobie wysokie ambicje, stała się cichsza, a także wolipo przystawać przy czyjejś racji niżeli wyrazić własne zdanie. Dla niektórych, w szczególności swoich kociaków może wydawać się natrętna i nadopiekuńcza, mimo iż nigdy nie ma złych intencji. Jednak pomimo tego wciąż nie zatraciła swej pogodnej natury. Lubi pomagać innym w rozwiązaniu ich problemów, wdać się w przyjemną rozmowę z innymi Klanowiczami, pójść na spacer, polowanie, czy po porstu pożartować, choć nie zawsze jej to wychodzi.
Miło było i się...skończyło. Jak pierwsze pytanie należało do tych przyjemniejszych oraz ukazujących troskę o drugiego kota...tak kolejne, już takie nie był. Zastrzygła uchem, słysząc ostrożny ton syna Olchowego Szeptu. Na dodatek zastanawiało ją, dlaczego kocica, z która rozmawiał Mknący odmówiła mu odpowiedzi. Czy to pytanie było doprawdy aż tak ciężkie do odpowiedzenia na nie? Przymrużyła bursztynowe ślepia, czekając na słowa burego...a kiedy już je usłyszała...zamurowało ją.Jak się robi...kocięta? Otwarła delikatnie pyszczek, poruszając białymi wibrysami, a wzrok utkwiła w jasnozielonych oczach Zawieruchy, tak podobnych do jego ojca. Zastanowiła się chwilę..chociaż ta chwila była znacznie dłuższa niż Ciemna Toń myślała. Musiała odpowiednio dobrać słowa, gdyż nie było już odwrotu. Ponadto uważała, że jej kocięta są już na tle duże, że mają prawo to wiedzieć.
- Cóż...Nie spodziewałam się usłyszeć takiego pytania, lecz dobrze. Skoro tego chcesz...Jak się robi kocięta, powiadasz? Kiedy kocur i kotka bardzo się kochają oraz pragną mieć ze sobą kocięta, za zgoda obopólną udają się do jakiegoś od osobnego miejsca, gdyż nie wypada robić tego wśród innych. Wtedy kocur może wejśći na kotkę i właściwie to tyle. - odparła, przyglądając się Mknącej Łapie. Powiedziała to w dużym skrócie, niezbyt szczegółowo toteż spodziewała się w ostateczności usłyszeć kolejne niezbyt przyjemne pytanie dotyczące tego tematu. Majtnęła na koniec puszystą kitą, przecinając nią powietrze i w napięciu oczekiwała reakcji syna lub kolejnych pytań. W końcu powiedział, że ma ich w zanadrzu kilka.
Milczałem, dając matce czas na uformowanie odpowiedzi dla mnie. To była kwestia, która niezwykle mnie nurtowała, więc nie przyjąłbym odmowy, ale też nie chciałem pospieszać Ciemnej Toni, by dobrze przemyślała to, co mi powie. Moje uszy były zwrócone w jej stronę, tak jak i pysk, by wyłapać wszelkie niuanse tej wypowiedzi. Myślałem jednak, że wypowiedź matki wiele mi wyjaśni, tymczasem nie wyjaśniła nic. Zmarszczyłem swoje brwi, zastanawiając się nad ostatnim zdaniem.
- Kocur może wejść na kotkę? To znaczy? - dopytałem. Nie zamierzałem odpuścić, a matka powinna mi wszystko wyjaśnić. Im szybciej jej to przyjdzie, tym szybciej dobrniemy do końca tego tematu, najwidoczniej nieprzyjemnego.
Ciemna Toń to długowłosa, czarna kocica o smukłej sylwetce, która porusza się na masywnych łapach. Zalicza się do przeciętnych wielkością kotów. Jej chód jest pełny gracji i wdzięku, a przez jej wyprostowaną postawę może się wydawać nieco wyższa niż w rzeczywistości jest. Warto także zaznaczyć, że na przednich łapach posiada niewielkie blizny, które nabyła podczas jednej polowania w starciu z łasicą. Kiedy mamy już zarys jej sylwetki, możemy przejść do okrągłej głowy, na której wręcz od razu w oczy rzucają się dwie mocno odznaczające się od pospolitej barwy futra wojowniczki; bursztynowe kule, które dopełnia nieschodzący z pyska szeroki uśmiech. Nos koteczki jest czarny, dlatego też bardzo łatwo wtapia się w jednolity włos. Natomiast białe wąsiska, są rozchwiane praktycznie na wszystkie strony. Na czubku głowy mieszczą się dwie średniej wielkości delikatnie zaokrąglone na końcach antenki z szaro-różowym wnętrzem.
Ciemna Toń zatraciła w sobie wysokie ambicje, stała się cichsza, a także wolipo przystawać przy czyjejś racji niżeli wyrazić własne zdanie. Dla niektórych, w szczególności swoich kociaków może wydawać się natrętna i nadopiekuńcza, mimo iż nigdy nie ma złych intencji. Jednak pomimo tego wciąż nie zatraciła swej pogodnej natury. Lubi pomagać innym w rozwiązaniu ich problemów, wdać się w przyjemną rozmowę z innymi Klanowiczami, pójść na spacer, polowanie, czy po porstu pożartować, choć nie zawsze jej to wychodzi.
Oczywiście nie mogło pójść za łatwo i tym samym temat nie mógł zakończyć się tak szybko. Musiał pójść dalej, zmrużyła więc delikatnie ślepia, biorąc głębszy oddech, a kiedy już je otwarła wlepiając jarzące bursztynowe oczęta w te bladozielone należące do Zawieruchy, swoją drogą bardzo podobne do jego ojca, rzekła dobierając, jak najbardziej odpowiednie słowa.
- Wiesz, chodzi o to, że przez to wejście na kotkę hm...Kocur jest w stanie się z nią połączyć na chwile i później z tego połączenia tworzą się kocięta. - mruknęła, nie będąc do końca przekonanym czy dobrze w ogóle to tłumaczy, dlatego też wykrzywiła delikatnie pysk w grymasie, a jej ogon zawirował w powietrzu, na końcu je przecinając. Liczyła, że temat ten dosyć szybko zostanie zmieniony, w końcu Zawierucha powiedział, że ma jeszcze jakieś pytania, które chciał jej zadać. W duchu jednak miała nadzieję, że nie będą one tak ciężkie, jak te, z którym miała do czynienia w tym momencie.
Cóż, ogólnikowe stwierdzenia do mnie nie trafiały. Ciemna Toń wyglądała jednak na wielce zmieszaną podjętym przeze mnie tematem i nie wydawała się rozszerzać go na tyle, bym dokładnie zrozumiał o co chodzi. Połączenie dwóch kotów, ale w jaki sposób? Strzepnąłem ogonem, zastanawiając się, czy był sens drążenia dalej tego tematu, uznałem jednak, że odpuszczę. Dopytam kogoś innego, lepiej kocura, co to dokładnie znaczyło owo połączenie. Dowiedziałem się jednak, że to właśnie ten konkretny akt jest odpowiedzialny za powstawanie kociąt, a to już było coś.
- Rozumiem. - mruknąłem więc, w ten sposób dając matce znać, że na tym w temacie robienia kociąt zamierzałem poprzestać. Jednak nie zamierzałem jeszcze kończyć naszej rozmowy, o nie! Była jeszcze inna kwestia, która mnie nurtowała. Choć nie tak bardzo, bo póki jeszcze nie skończyłem treningu, nie zamierzałem się tym zajmować.
- A... Jak rozpoznać, że kocica jest tą właściwą, odpowiednią partnerką? - zapytałem, zastanawiając się, czy odpowiednio dobrałem słowa i Ciemna Toń zrozumie, o co mi chodziło.
Ciemna Toń to długowłosa, czarna kocica o smukłej sylwetce, która porusza się na masywnych łapach. Zalicza się do przeciętnych wielkością kotów. Jej chód jest pełny gracji i wdzięku, a przez jej wyprostowaną postawę może się wydawać nieco wyższa niż w rzeczywistości jest. Warto także zaznaczyć, że na przednich łapach posiada niewielkie blizny, które nabyła podczas jednej polowania w starciu z łasicą. Kiedy mamy już zarys jej sylwetki, możemy przejść do okrągłej głowy, na której wręcz od razu w oczy rzucają się dwie mocno odznaczające się od pospolitej barwy futra wojowniczki; bursztynowe kule, które dopełnia nieschodzący z pyska szeroki uśmiech. Nos koteczki jest czarny, dlatego też bardzo łatwo wtapia się w jednolity włos. Natomiast białe wąsiska, są rozchwiane praktycznie na wszystkie strony. Na czubku głowy mieszczą się dwie średniej wielkości delikatnie zaokrąglone na końcach antenki z szaro-różowym wnętrzem.
Ciemna Toń zatraciła w sobie wysokie ambicje, stała się cichsza, a także wolipo przystawać przy czyjejś racji niżeli wyrazić własne zdanie. Dla niektórych, w szczególności swoich kociaków może wydawać się natrętna i nadopiekuńcza, mimo iż nigdy nie ma złych intencji. Jednak pomimo tego wciąż nie zatraciła swej pogodnej natury. Lubi pomagać innym w rozwiązaniu ich problemów, wdać się w przyjemną rozmowę z innymi Klanowiczami, pójść na spacer, polowanie, czy po porstu pożartować, choć nie zawsze jej to wychodzi.
Na szczęście temat kociaków został zakończony na co Ciemna odetchnęła w duchu z wielką ulgą. Jednak na jego miejsce weszło kolejne, na co ponownie zamrugała parokrotnie i nim jeszcze cokolwiek odpowiedziała, dała sobie chwilę na przemyślenie swojej odpowiedzi. — Jak rozpoznać czy kocica jest tą właściwą? Myślę synu, że nie ma co tu tak naprawdę dużo rozważać. To musisz sam wiedzieć. To musi być kocica, z którą z miłą chęcią spędzasz czas, przy której się nie nudzisz, przy której się uśmiechasz, która sprawia, że twój dzień jest lepszy, która jest przy tobie w najgorszym momencie, a potem przy której czujesz tak zwane motylki w brzuchu. — wymruczała, przyglądając się synowi z zaciekawieniem. Czyżby miał kogoś na oku, że tak interesowały go te tematy, czy po prostu dorastał? Ciężko było stwierdzić, jak się nie zapytało! — Czyżbyś miał kogoś na oku, Mknąca Łapo? — zapytała po chwili ciszy, a w jej jarzących się bursztynowych oczach pojawił się błysk zainteresowania, a już po chwili puchata kita Ciemnej Toni przecięła powietrze. Jeśli Zawierucha oglądał się za kimś, jego rodzicielka bardzo chciałaby dowiedzieć się za kim. Kim tak właściwie była kocica, która przykuła uwagę jej syna.
Owszem, temat kociąt został zakończony, jednak na jego miejsce wszedł dość daleko, ale pokrewny temat, temat uczuć do drugiego kota. W milczeniu wysłuchałem tego, co matka miała mi do przekazania; tym razem powiedziała o wiele więcej, niż poprzednio. To sam muszę wiedzieć? Moje ucho drgnęło. Nie za bardzo wiedziałem, jak to rozpatrywać. Kocica, z którą miło spędza mi się czas, z którą każda chwila jest cenna. Jednak motyle w brzuchu to jest coś, czego nie potrafiłem sobie wyobrazić. Poza tym opis pasował mi zarówno do spędzania czasu z drogą siostrą, jak i przyjaciółką, Jasną Kroplą. Czy to mogło znaczyć, że się w niej zakochałem? Nie czułem tak tego. Po prostu uwielbiałem z nią rozmawiać, a czas z nią leciał mi zbyt szybko.
- Raczej nie. - powiedziałem odwracając wzrok. Poniekąd była to prawda, nie miałem nikogo na oku. Nie myślałem jeszcze o wiązaniu się z kimś, raczej skupiałem się na trenowaniu. Słowa matki jednak utkwiły mi w głowie. Czy przyjaźń i miłość mogło być tym samym?
Ciemna Toń to długowłosa, czarna kocica o smukłej sylwetce, która porusza się na masywnych łapach. Zalicza się do przeciętnych wielkością kotów. Jej chód jest pełny gracji i wdzięku, a przez jej wyprostowaną postawę może się wydawać nieco wyższa niż w rzeczywistości jest. Warto także zaznaczyć, że na przednich łapach posiada niewielkie blizny, które nabyła podczas jednej polowania w starciu z łasicą. Kiedy mamy już zarys jej sylwetki, możemy przejść do okrągłej głowy, na której wręcz od razu w oczy rzucają się dwie mocno odznaczające się od pospolitej barwy futra wojowniczki; bursztynowe kule, które dopełnia nieschodzący z pyska szeroki uśmiech. Nos koteczki jest czarny, dlatego też bardzo łatwo wtapia się w jednolity włos. Natomiast białe wąsiska, są rozchwiane praktycznie na wszystkie strony. Na czubku głowy mieszczą się dwie średniej wielkości delikatnie zaokrąglone na końcach antenki z szaro-różowym wnętrzem.
Ciemna Toń zatraciła w sobie wysokie ambicje, stała się cichsza, a także wolipo przystawać przy czyjejś racji niżeli wyrazić własne zdanie. Dla niektórych, w szczególności swoich kociaków może wydawać się natrętna i nadopiekuńcza, mimo iż nigdy nie ma złych intencji. Jednak pomimo tego wciąż nie zatraciła swej pogodnej natury. Lubi pomagać innym w rozwiązaniu ich problemów, wdać się w przyjemną rozmowę z innymi Klanowiczami, pójść na spacer, polowanie, czy po porstu pożartować, choć nie zawsze jej to wychodzi.
XX— Mhm... — mruknęła, zawieszając się na moment, bowiem nie była przekonana czy tak naprawdę syn nikogo na oku nie ma, bo gdyby właśnie tak było, to czy by pytał o takie tematy ot tak? A może faktycznie tak było, a jedynie Ciemna nie mogła przyjąć sobie do wiadomości i dokładała sobie jakąś historyjkę. Być może. Ciemna Toń skinęła więc synowi łbem i spoglądając wprost w jego jasnozielone ślepia, jakby chcąc zauważyć czy syn kłamie, oddała się dalszemu spacerowi, co jakiś czas wymieniając zdanie z Mknącym, bo przecież nie po to ją wyciągnął na spacer po długiej chorobie, żeby między nimi przez resztę drogi była głucha cisza, czyż nie? Poza tym długowłosa cieszyła się, jego towarzystwem i nawet jeżeli początkowa rozmowa, którą odbyli była dla niej...no bardzo ciężka, to cieszyła się, że może z nim spędzić czas i porozmawiać o tym i o tamtym. W końcu trzeba było jednak wracać do domu, toteż wojowniczka z synem lub bez skierowała się w stronę obozu, w którym przejściu możliwie się pożegnali i wtedy także każdy mógł udać się we własną stronę, a bursztynooka wiedziała, że będą musieli to szybko powtórzyć.
Pytałem o takie tematy, bo byłem po prostu ciekaw. Do tej pory nie myślałem jeszcze o tworzeniu stałego związku, a więc, co za tym idzie, nie oceniałem potencjalnych kandydatek do takowego. Miałem jeszcze księżyce czasu na zastanawianie się, w końcu byłem młodym kocurem, jeszcze podczas treningu, który po prostu chciał uzupełnić niekompletną wiedzę. A u kogóż lepiej zasięgnąć porady jak nie u własnej rodzicielki?
Oczywiście to nie był koniec naszego spaceru. Szedłem dalej z matką, tym razem jednak nie poruszając już ciężkich tematów, a jedynie dotrzymując jej towarzystwa podczas lekkich, nic nie znaczących rozmów. Nie wyszedłem z nią przecież tylko dlatego, by uzyskać wiedzę, jakiej pożądałem, nie byłem aż takim egoistą.