Na pierwszy rzut oka Ziółko wyglądała... nieszczęśliwie. I Łabędź zwaliłby to na siebie, bo tak bezmyślnie wtrącił się w jej przestrzeń osobistą, nie myśląc, że mógł w czymś przeszkodzić, podczas gdy absolutnym minimum byłoby odczekać chwilę i poobserwować, czy siostrzenica nie przymierza się do złapania piszczki. Natomiast pamiętał, jaka mrukliwa i przygaszona była na poprzedniej ceremonii. Momentalnie połączył kropki i uznał, być może niesłusznie, że problem był bardziej złożony. I musiał ciągnąć się od pewnego czasu. Tak dawno ze sobą nie rozmawiali... Dlaczego? Zawsze popełniał te same błędy.
- Przyszedłem zapolować. Widzisz, tak się składa, że Ptasie Krzewy to moje ulubione ziemie łowieckie. Chociaż tak między nami, to trochę wymówka. Chciałem wyrwać się na chwilę z obozowego zgiełku - odpowiedział z drobnym uśmiechem świadomego winowajcy. Przechylił głowę do boku, wracając myślami do pierwszej wypowiedzi Ziółka. - Brak umiejętności, mówisz? Może mógłbym ci jakoś pomóc?
czarny lynx point pręgowany klasycznie z białymi znaczeniami na pysku, piersi, brzuchu i łapach / Będąc córką przeciętnego wzrostu rodziców, nie wyróżnia się z tłumu swoimi gabarytami - jest nieduża i delikatnej budowy. Gładkie, krótkie futerko ciemnieje z każdym księżycem, przybierając coraz wyraźniejsze barwy szarości i beżu. Proces ten najmocniej widać na ogonie, już od jego nasady, uszach oraz mordce wkoło oczu, gdzie wyraźnie rysują się grafitowe, klasyczne pręgi. Nietykalna pozostaje natomiast biel na znaczeniach, które zabierają sporo przestrzeni na ciele Ziółka - biały jest jej pyszczek, wraz z szeroką strzałką między oczami, szyja, pierś oraz brzuch, a także wszystkie cztery łapki, przy czym lewa przednia skarpetka jest podciągnięta prawie po sam łokieć. Na tle jasnej mordki wyróżnia się czarny nosek, z ciemnoróżową plamką pośrodku, a podobnie nakrapiane są poduszeczki łap. Ciemne uszy kończą grafitowe pędzelki. Bystre oczy koteczki mają chłodny kolor błękitu.
Ziółko wcale nie chce sprawiać kłopotów, ale one jakoś nie pytają jej o zdanie. Jak to mówią - dobrymi chęciami są wyłożone ścieżki w Ciemnym Lesie. Dość poważnie traktuje nadzieje rodziców i zamierza zostać wspaniałą i silną wojowniczką, chociaż niekoniecznie urodziła się z wymarzonym do tego charakterem. Tak naprawdę jest wrażliwa i subtelna, a przepychanki wydają się jej przykrą koniecznością niż świetną zabawą. Zgrywa znacznie bardziej hardą niż czuje się w rzeczywistości, nierzadko maskując krzykiem swoje obawy. Potrzebuje trochę czasu, by poczuć się swobodnie w czyimś towarzystwie, chociaż stara się nie zdradzać ze swoją nieśmiałością. Generalnie trochę z niej taki ślimaczek - twarda skorupka, skrywa miękkie wnętrze.
Wina leżała po obydwu stronach - Ziółko też niespecjalnie garnęła się do kontaktu, głównie przez swój podły nastrój. Wpadała przez to w błędne koło, bo jej problemy wcale nie należały do tych nierozwiązywalnych, więc gdyby zwierzyła się z nich komukolwiek wcześniej... cóż, może byłaby w tym momencie w innym miejscu. Jednak mówienie głośno o uczuciach, które ją trapiły nie przychodziło jej łatwo, więc wolała zamknąć się w sobie i wycofać, próbując rozwiązać na własną łapę. Jak widać - bezskutecznie.
Może to dobrze, że w końcu napatoczyła się na Łabędzia. - Hm. Całkiem tu ładnie. - Skomentowała trochę płasko, jednak nie chciała pozostawić słów wujka bez żadnej odpowiedzi. Wygięła lekko wargi w przekąsnym uśmiechu, słysząc o wymówce. - Ja to nawet lubię ten zgiełk. Z reguły. - Miauknęła szczerze. Kiedy coś działo się wkoło niej, nie zostawała sama z myślami. W ciszy dużo łatwiej się irytowała, bo nie miała na czym się skupić, poza sobą. Tym bardziej chciała mieć jakieś zajęcie i obowiązki, by czymś wypełniać wolny czas. - Myślę, że... mógłbyś. - Mruknęła powoli, spoglądając nie na Łabędzia, tylko gdzieś w bok. Bezpośrednia prośba o pomoc utknęła jej w gardle.
- Prawda? - podchwycił z uśmiechem. - Regularnie tu poluję, ale gdybyś obudziła mnie w środku nocy i powiedziała "Ptasie Krzewy", od razu pomyślałbym o mojej pierwszej wizycie tutaj. Jeszcze na początkach treningu przyprowadził mnie tu mój mistrz, Kałużowy Krok. I kazał polować! A ja tylko chciałem uczyć się Kodeksu, nie latać za piszczkami. Potykałem się o własny ogon; ja miałem zostać łowcą?
Nie w pełni przywykł do aktywnego zagadywania, a pomimo księżyców prób, nie nauczył się balansować po środku spektrum, którego jednym końcem było mówienie za mało, natomiast drugim: zalewanie rozmówcy potokiem niepotrzebnej paplaniny. Tym razem nie kierował się jednak osobistym wyobrażeniem etykiety. Trochę liczył na to, że Ziółko pójdzie w jego ślady i może nawet troszkę się rozgada.
Po kolejnej wypowiedzi, tej dotyczącej obozowego zgiełku, popatrzył na nią miękko. I pomyślał o Tojad, która miałaby odmienne zdanie. Nic dziwnego; cały miot Ciemnej Mordki złożony był ze zróżnicowanych, mocno zarysowanych charakterów. Gdyby nie charakterystyczne cechy wyglądu, których nie miał nikt spoza ich rodziny, pewnie ich pokrewieństwo byłoby zaskoczeniem dla wielu.
- Polowałaś wcześniej? - spytał. Wolał otwarcie nie zakładać, że tak, z obawy, że gdyby prawda okazała się inna, mógłby wprawić ją w dyskomfort. Niemniej musiał jakoś dotrzeć do tego, z czym kłopotała się Ziółko.
czarny lynx point pręgowany klasycznie z białymi znaczeniami na pysku, piersi, brzuchu i łapach / Będąc córką przeciętnego wzrostu rodziców, nie wyróżnia się z tłumu swoimi gabarytami - jest nieduża i delikatnej budowy. Gładkie, krótkie futerko ciemnieje z każdym księżycem, przybierając coraz wyraźniejsze barwy szarości i beżu. Proces ten najmocniej widać na ogonie, już od jego nasady, uszach oraz mordce wkoło oczu, gdzie wyraźnie rysują się grafitowe, klasyczne pręgi. Nietykalna pozostaje natomiast biel na znaczeniach, które zabierają sporo przestrzeni na ciele Ziółka - biały jest jej pyszczek, wraz z szeroką strzałką między oczami, szyja, pierś oraz brzuch, a także wszystkie cztery łapki, przy czym lewa przednia skarpetka jest podciągnięta prawie po sam łokieć. Na tle jasnej mordki wyróżnia się czarny nosek, z ciemnoróżową plamką pośrodku, a podobnie nakrapiane są poduszeczki łap. Ciemne uszy kończą grafitowe pędzelki. Bystre oczy koteczki mają chłodny kolor błękitu.
Ziółko wcale nie chce sprawiać kłopotów, ale one jakoś nie pytają jej o zdanie. Jak to mówią - dobrymi chęciami są wyłożone ścieżki w Ciemnym Lesie. Dość poważnie traktuje nadzieje rodziców i zamierza zostać wspaniałą i silną wojowniczką, chociaż niekoniecznie urodziła się z wymarzonym do tego charakterem. Tak naprawdę jest wrażliwa i subtelna, a przepychanki wydają się jej przykrą koniecznością niż świetną zabawą. Zgrywa znacznie bardziej hardą niż czuje się w rzeczywistości, nierzadko maskując krzykiem swoje obawy. Potrzebuje trochę czasu, by poczuć się swobodnie w czyimś towarzystwie, chociaż stara się nie zdradzać ze swoją nieśmiałością. Generalnie trochę z niej taki ślimaczek - twarda skorupka, skrywa miękkie wnętrze.
Kotce nie przeszkadzało zalewanie jej potokiem słów. Lubiła słuchać innych, zwłaszcza jak paplanina nie była bezsensowną sklejką słów, a konkretną opowieścią. Problemy z treningiem odbijały się też na tym, że niewiele wiedziała o przeszłości Klanu Rzeki, nie znała zbyt wiele historii ze starych czasów, więc tym chętniej poznała chociaż ten wycinek, której częścią był Łabędzia Szyja.
- Kałużowy Krok? - Zdziwiła się ze zmarszczeniem czoła. - Myślałam, że uczył cię Kornikowy Konar. - Mimo tej niezgodności znanej wersji, uśmiechnęła się jednym kącikiem pyszczka. Nie uważała wujka za przesadnie pewnego siebie, ale wydawał się jej przynajmniej spokojny i poukładany, więc zabawnie było usłyszeć jakie wątpliwości kotłowały się w nim na początku treningu. Zastanawiała się, czy rzeczywiście potykał się o własny ogon, czy tylko użył hiperboli.
Znowu przygasła i uciekła spojrzeniem, gdy temat znowu zszedł na jej własne polowanie. Chwilę pogrzebała łapką w ziemi, zanim nie odpowiedziała.
- No właśnie nie. Miałam trochę teorii na naukach, ale to było... dawno.
Krótko skinął głową.
- Miałem trzech mistrzów. Pierwsza była Przepiórcze Piórko, z którą spotkałem się tylko kilka razy nim nie zaginęła. Później był właśnie Kałużowy Krok, swoją drogą to dzięki niemu poznałem Kornikowego Konara; załatwił mi i swojemu drugiemu terminatorowi naukę walki u niego. Widzisz, Kornikowy Konar świetnie walczy. Niestety, Kałużowy Krok również zaginął... I tymczasowy trening z Kornikowym Konarem stał się... nietymczasowy - odpowiedział. Kiedyś ta rotacja mistrzów go stresowała. Ciężko przechodził przez jakiekolwiek zmiany, a do tego wydłużał mu się trening, co podświadomie uznawał za własną porażkę. Z czasem docenił doświadczenie, które dzięki temu nabył. Zyskał w życiu wsparcie wspaniałych osób, za co był im dozgonnie wdzięczny.
Ścisnęło mu się serce. Przygaszona Ziółko wydawała się taka mała. Bardzo chciał móc coś na to zaradzić, by na pyszczku koteczki na dłużej zagościł uśmiech. Tak przejmowała się swoim brakiem umiejętności? Czy problem leżał gdzie indziej?
- Nie ma sprawy, zaraz to ogarniemy - zapewnił z łagodnym uśmiechem, mrużąc przy tym oczy. - Najważniejsza jest odpowiednia technika podchodzenia do zwierzyny. Bez tego ani nadkocia prędkość, ani supersiła na nic się nie zdadzą. Popatrz.
Po tych słowach Łabędź ugiął łapy, obniżając brzuch nieco do ziemi, uważając na to, by o nią nie zahaczać. Zrównał głowę i ogon z linią grzbietu i w tej pozycji przeszedł kilka demonstracyjnych kroków.
- To pozycja łowiecka. Taka, można powiedzieć... podstawa, bo obowiązuje przy każdym polowaniu. Na co trzeba zwracać uwagę, to żeby nie jeździć brzuchem i ogonem po ziemi. Gryzonie natychmiast to wyłapują. Oczywiście ogon nie może być też za wysoko, bo od razu roześlesz wokół wiadomość "hej, jestem tutaj". Dlatego idealnie jest, kiedy ogon wraz z głową są na tym samym poziomie co grzbiet. Spróbujesz?
czarny lynx point pręgowany klasycznie z białymi znaczeniami na pysku, piersi, brzuchu i łapach / Będąc córką przeciętnego wzrostu rodziców, nie wyróżnia się z tłumu swoimi gabarytami - jest nieduża i delikatnej budowy. Gładkie, krótkie futerko ciemnieje z każdym księżycem, przybierając coraz wyraźniejsze barwy szarości i beżu. Proces ten najmocniej widać na ogonie, już od jego nasady, uszach oraz mordce wkoło oczu, gdzie wyraźnie rysują się grafitowe, klasyczne pręgi. Nietykalna pozostaje natomiast biel na znaczeniach, które zabierają sporo przestrzeni na ciele Ziółka - biały jest jej pyszczek, wraz z szeroką strzałką między oczami, szyja, pierś oraz brzuch, a także wszystkie cztery łapki, przy czym lewa przednia skarpetka jest podciągnięta prawie po sam łokieć. Na tle jasnej mordki wyróżnia się czarny nosek, z ciemnoróżową plamką pośrodku, a podobnie nakrapiane są poduszeczki łap. Ciemne uszy kończą grafitowe pędzelki. Bystre oczy koteczki mają chłodny kolor błękitu.
Ziółko wcale nie chce sprawiać kłopotów, ale one jakoś nie pytają jej o zdanie. Jak to mówią - dobrymi chęciami są wyłożone ścieżki w Ciemnym Lesie. Dość poważnie traktuje nadzieje rodziców i zamierza zostać wspaniałą i silną wojowniczką, chociaż niekoniecznie urodziła się z wymarzonym do tego charakterem. Tak naprawdę jest wrażliwa i subtelna, a przepychanki wydają się jej przykrą koniecznością niż świetną zabawą. Zgrywa znacznie bardziej hardą niż czuje się w rzeczywistości, nierzadko maskując krzykiem swoje obawy. Potrzebuje trochę czasu, by poczuć się swobodnie w czyimś towarzystwie, chociaż stara się nie zdradzać ze swoją nieśmiałością. Generalnie trochę z niej taki ślimaczek - twarda skorupka, skrywa miękkie wnętrze.
Przepiórcze Piórko... Ziółko pierwszy raz słyszała o wojowniczce, ale od razu pomyślała o Kukułczym Puchu i Kosowej Gwieździe. Czyżby koty z ptasimi imionami były przeklętymi mistrzami? Czy po prostu rodzinnie nie mieli do nich szczęścia? Skoro Łabędziowi udało się skończyć trening dopiero za trzecim "podejściem" koteczka też powinna się na to nastawić? Pokiwała łebkiem, przyjmując tę historię, ale nic nie powiedziała - w końcu to były zamierzchłe czasy i żadne "przykro mi" nie wydawały się na miejscu. Natomiast innego komentarza nie miała.
Technika podchodzenia zwierzyny była jej mniej więcej znajoma, ale odświeżenie się przydało - od czasu, gdy pokazywała ją Płotkowy Potok minęło trochę czasu. Oczywiście kotka próbowała coś sama ogarnąć w międzyczasie, ale teraz widziała, że pewne szczegóły jej się zatarły, w związku z tym jej pozycja wymagała sporo poprawek. Znowu skinęła łbem i natychmiast spróbowała powtórzyć to co pokazywał jej Łabędź. Wyszło jako tako, bez szału, ale też bez tragedii. Ziółko przeszła kilka kroków, próbując skupić się na wszystkich aspektach i sama się trochę korygując. Przystanęła, zawróciła i znowu przeszła lisią odległość.
- Podobno jest taka zasada, że ptaki cię zobaczą, króliki... hmmm, usłyszą, a gryzonie w takim razie? Też? - Zmarszczyła czoło. Tego nie pamiętała, a z informacji, że wyłapią szuranie ogona niewiele wynikało.
Trwał w niezmienionej pozycji, w razie gdyby Ziółko potrzebowała spojrzeć, upewnić się. Jednak widząc, jak bez jego dalszej pomocy koteczka doskonale radzi sobie z poprawą postawy i na koniec prezentuje mu przyzwoita pozycję łowiecką, Łabędź wyprostował łapy i zamruczał cicho.
- Gdybyś mi nie powiedziała, to nie pomyślałbym, że wcześniej nie polowałaś! - powiedział, całkowicie szczerze pod wrażeniem. Pamiętał, jak niekomfortowo czuł się podczas swoich pierwszych prób. Oglądanie kogoś z naturalnym talentem cieszyło jego oczy. Zwłaszcza, że chodziło o Ziółko. Chwila moment i polowanie będzie dla niej proste jak połknięcie płotki. - Jeżeli chodzi o samo ułożenie ciała to tyle, ale w skład pozycji łowieckiej wchodzą jeszcze dwa elementy. Pamiętasz jakie?
Nauki miała dobry kawał czasu temu, ale kto wie? Szybko okazało się, że siostrzenica pamięć miała dobrą - bez większego problemu przytoczyła drugą zasadę polowania. Kocur pokiwał głową.
- Wyczują - dopowiedział. - Gryzonie są bardzo czułe na drgania podłoża. Można powiedzieć, że w sporej części odbierają świat łapkami. - Poruszył palcami. - Dlatego jak podchodzisz do gryzoni... albo innych takich małych stworzonek, jak żaba czy jaszczurka... powinnaś przenieść ciężar ciała na tylne łapy. Przy zajęczakach należy pilnować swojego oddechu i go wyciszyć. Przy ptakach dobrze jest znaleźć ukrycie, tak by nie rzucać się w oczy. Na otwartej przestrzeni warto przystawać; ptaki mają świetny wzrok, ale chyba najcelniej reagują na ruch, dlatego ograniczenie go pomaga. Zwłaszcza gdy wydaje ci się, że akurat patrzy w twoim kierunku.
czarny lynx point pręgowany klasycznie z białymi znaczeniami na pysku, piersi, brzuchu i łapach / Będąc córką przeciętnego wzrostu rodziców, nie wyróżnia się z tłumu swoimi gabarytami - jest nieduża i delikatnej budowy. Gładkie, krótkie futerko ciemnieje z każdym księżycem, przybierając coraz wyraźniejsze barwy szarości i beżu. Proces ten najmocniej widać na ogonie, już od jego nasady, uszach oraz mordce wkoło oczu, gdzie wyraźnie rysują się grafitowe, klasyczne pręgi. Nietykalna pozostaje natomiast biel na znaczeniach, które zabierają sporo przestrzeni na ciele Ziółka - biały jest jej pyszczek, wraz z szeroką strzałką między oczami, szyja, pierś oraz brzuch, a także wszystkie cztery łapki, przy czym lewa przednia skarpetka jest podciągnięta prawie po sam łokieć. Na tle jasnej mordki wyróżnia się czarny nosek, z ciemnoróżową plamką pośrodku, a podobnie nakrapiane są poduszeczki łap. Ciemne uszy kończą grafitowe pędzelki. Bystre oczy koteczki mają chłodny kolor błękitu.
Ziółko wcale nie chce sprawiać kłopotów, ale one jakoś nie pytają jej o zdanie. Jak to mówią - dobrymi chęciami są wyłożone ścieżki w Ciemnym Lesie. Dość poważnie traktuje nadzieje rodziców i zamierza zostać wspaniałą i silną wojowniczką, chociaż niekoniecznie urodziła się z wymarzonym do tego charakterem. Tak naprawdę jest wrażliwa i subtelna, a przepychanki wydają się jej przykrą koniecznością niż świetną zabawą. Zgrywa znacznie bardziej hardą niż czuje się w rzeczywistości, nierzadko maskując krzykiem swoje obawy. Potrzebuje trochę czasu, by poczuć się swobodnie w czyimś towarzystwie, chociaż stara się nie zdradzać ze swoją nieśmiałością. Generalnie trochę z niej taki ślimaczek - twarda skorupka, skrywa miękkie wnętrze.
Coś zatrzepotało w piersi Ziółka i chyba było to zadowolenie z pochwały... ale zaraz zdusiła to uczucie bezlitośnie, tak jak zgniata się owada. Nie uważała, że zasłużyła na te pozytywne słowa, wiec nie uwierzyła w ich szczerość, nawet jeżeli mina Łabędzia i jego ciche mruczenie nie dawały jej odczuć, że udawał.
- Nie musisz mnie pocieszać. - Burknęła cicho, kolejny raz odwracając od niego wzrok. Niemniej nie była ani tak zirytowana, ani przygaszona jak na samym początku - w końcu dzięki wujkowi była już o prawdziwy milowy krok do przodu w swojej wiedzy na temat polowania. W końcu rzeczywiście miała nad czym ćwiczyć.
Spojrzała na kocura ponownie, gdy zadał pytanie. - Coś jeszcze wchodzi w skład pozycji łowieckiej? Chyba nie rozumiem. Masz na myśli ostrożne stąpanie i cichy oddech, czy coś innego? - Próbowała zgadywać, chociaż miała wątpliwości, czy wie o co pytał Łabędź. Nie chciała jednak zatrzymać na zwykłym "nie wiem".
Zamrugał kilkukrotnie, autentycznie zdumiony reakcją Ziółka.
- Pocieszać? Dlaczego myślisz, że próbuję cię pocieszyć? - spytał cicho i zbliżył się o nieśmiały kroczek do siostrzenicy. Tylko krok, bowiem zdecydowanie nie miał na celu pchać się w jej prywatną strefę.
Czy w ogóle potrzebowała pocieszenia? To pytanie wybiło się ponad wszelkie inne przemyślenia Łabędzia i pozostało tam, bez odpowiedzi. Z jakiegoś powodu uznał je za ważne. Mimo to, nie chciał zrobić się napastliwy i zadręczać biedną Ziółko wnikliwym przesłuchaniem; nie przerwał zatem tematu, którym kotka przejawiała zainteresowanie. Zebrał swój skołowany umysł do kupy i podniósł uszy; chyba wcześniej nieświadomie je cofnął.
- Poniekąd. Wspomniane zasady, odpowiednia poza - to ważne elementy, ale na nic się nie zdadzą, jeśli podczas skradania się zapomnisz o dwóch rzeczach: pilnowaniu kierunku wiatru i patrzenia pod łapy. Trzeba zawsze iść pod wiatr, inaczej nawet najmniej uważna piszczka wyczuje twój zapach i ucieknie. To samo w wypadku, w którym niefortunnie nadepniesz na gałązkę albo kruchy liść; usłyszy cię i koniec - wyjaśnił. - Dlatego jestem zdania, że to podlega pod pozycję łowiecką. Łatwo się zapomnieć, skupiając uwagę na odpowiednim ułożeniu ciała, ale już po kilku straconych okazjach zaczyna się tego pilnować.
Znał to z autopsji, jakżeby inaczej.
czarny lynx point pręgowany klasycznie z białymi znaczeniami na pysku, piersi, brzuchu i łapach / Będąc córką przeciętnego wzrostu rodziców, nie wyróżnia się z tłumu swoimi gabarytami - jest nieduża i delikatnej budowy. Gładkie, krótkie futerko ciemnieje z każdym księżycem, przybierając coraz wyraźniejsze barwy szarości i beżu. Proces ten najmocniej widać na ogonie, już od jego nasady, uszach oraz mordce wkoło oczu, gdzie wyraźnie rysują się grafitowe, klasyczne pręgi. Nietykalna pozostaje natomiast biel na znaczeniach, które zabierają sporo przestrzeni na ciele Ziółka - biały jest jej pyszczek, wraz z szeroką strzałką między oczami, szyja, pierś oraz brzuch, a także wszystkie cztery łapki, przy czym lewa przednia skarpetka jest podciągnięta prawie po sam łokieć. Na tle jasnej mordki wyróżnia się czarny nosek, z ciemnoróżową plamką pośrodku, a podobnie nakrapiane są poduszeczki łap. Ciemne uszy kończą grafitowe pędzelki. Bystre oczy koteczki mają chłodny kolor błękitu.
Ziółko wcale nie chce sprawiać kłopotów, ale one jakoś nie pytają jej o zdanie. Jak to mówią - dobrymi chęciami są wyłożone ścieżki w Ciemnym Lesie. Dość poważnie traktuje nadzieje rodziców i zamierza zostać wspaniałą i silną wojowniczką, chociaż niekoniecznie urodziła się z wymarzonym do tego charakterem. Tak naprawdę jest wrażliwa i subtelna, a przepychanki wydają się jej przykrą koniecznością niż świetną zabawą. Zgrywa znacznie bardziej hardą niż czuje się w rzeczywistości, nierzadko maskując krzykiem swoje obawy. Potrzebuje trochę czasu, by poczuć się swobodnie w czyimś towarzystwie, chociaż stara się nie zdradzać ze swoją nieśmiałością. Generalnie trochę z niej taki ślimaczek - twarda skorupka, skrywa miękkie wnętrze.
Nie cofnęła się, tylko stała sztywno, pozwalając by Łabędź zbliżył się do niej, ale równocześnie nie wyszła na przeciw jego kojącej obecności. - Po co innego miałbyś mnie chwalić? Robię to prawie pierwszy raz, przecież wiem, że nie wychodzi mi to wcale aż tak dobrze. - Miauknęła gorzko, dość spokojnie, chociaż w dolnych tonach jej głosu brzmiało napięcie. Ne zastanawiała się, czy potrzebuje pocieszenia, bo przede wszystkim była pewna, że go NIE chciała. Musiałaby przyznać, że coś jest nie tak, wywlec na wierzch wszystkie słabości i porażki. Nie wyszłoby z tego nic dobrego, lepiej było skupić się na rzeczach praktycznych, a nie babrać się w uczuciach. - To ma sens. - Wymruczała na kolejne wskazówki na temat polowania, powtarzając sobie w myślach nowo nabytą wiedzę. Teoria była logiczna, więc Ziółko sądziła, że nie będzie miała problemu z jej zapamiętaniem. Teraz tylko musiała się nauczyć wprowadzać ją w życie.
Uśmiechnął się mimowolnie, miękko.
- Jasne, brakuje ci wprawy, ale poradziłaś sobie naprawdę dobrze. Mówię zupełnie poważnie. O, widzisz, ja na przykład z początku nie potrafiłem ujarzmić swojego ogona... To coś, z czym ty wydajesz się nie mieć problemu. - To mówiąc, zamachał puchatą kitą. - Może chcesz to wszystko po prostu wypróbować w praktyce? - zaproponował. Pochwały swoją drogą, niech kotka na własnej skórze przekona się, do czego jest albo nie jest zdolna.
Nie miał nic przeciwko rozmowie, gdyby miał wybierać, to pewnie właśnie na niej by się skupił, jednak przede wszystkim interesowało go to, czego chciała (potrzebowała?) Ziółko. Tliła się w nim nadzieja, że być może polowanie nieco poprawi jej humor. Na niego czasami działało... W zależności, z czym akurat się zmagał. Był gotów jej w tym przedsięwzięciu towarzyszyć, zakładając, że obecność postronnego obserwatora by jej nie peszyła.
czarny lynx point pręgowany klasycznie z białymi znaczeniami na pysku, piersi, brzuchu i łapach / Będąc córką przeciętnego wzrostu rodziców, nie wyróżnia się z tłumu swoimi gabarytami - jest nieduża i delikatnej budowy. Gładkie, krótkie futerko ciemnieje z każdym księżycem, przybierając coraz wyraźniejsze barwy szarości i beżu. Proces ten najmocniej widać na ogonie, już od jego nasady, uszach oraz mordce wkoło oczu, gdzie wyraźnie rysują się grafitowe, klasyczne pręgi. Nietykalna pozostaje natomiast biel na znaczeniach, które zabierają sporo przestrzeni na ciele Ziółka - biały jest jej pyszczek, wraz z szeroką strzałką między oczami, szyja, pierś oraz brzuch, a także wszystkie cztery łapki, przy czym lewa przednia skarpetka jest podciągnięta prawie po sam łokieć. Na tle jasnej mordki wyróżnia się czarny nosek, z ciemnoróżową plamką pośrodku, a podobnie nakrapiane są poduszeczki łap. Ciemne uszy kończą grafitowe pędzelki. Bystre oczy koteczki mają chłodny kolor błękitu.
Ziółko wcale nie chce sprawiać kłopotów, ale one jakoś nie pytają jej o zdanie. Jak to mówią - dobrymi chęciami są wyłożone ścieżki w Ciemnym Lesie. Dość poważnie traktuje nadzieje rodziców i zamierza zostać wspaniałą i silną wojowniczką, chociaż niekoniecznie urodziła się z wymarzonym do tego charakterem. Tak naprawdę jest wrażliwa i subtelna, a przepychanki wydają się jej przykrą koniecznością niż świetną zabawą. Zgrywa znacznie bardziej hardą niż czuje się w rzeczywistości, nierzadko maskując krzykiem swoje obawy. Potrzebuje trochę czasu, by poczuć się swobodnie w czyimś towarzystwie, chociaż stara się nie zdradzać ze swoją nieśmiałością. Generalnie trochę z niej taki ślimaczek - twarda skorupka, skrywa miękkie wnętrze.
Uśmiechnęła się blado, ale uśmiech ten nie sięgnął oczu. Bardziej adekwatne byłoby stwierdzenie, że po prostu wykrzywiła wargi, by jakoś zakończyć ten temat. Łabędź nadal jej nie przekonał co do szczerości swoich pochwał, ale nie chciała się już z tym polemizować. Lepszym pomysłem było wypróbowanie nowo nabytych umiejętności w praktyce i Ziółko rzeczywiście trochę się ożywiła, gdy wojownik to zaproponował.
- Tak, chce popróbować. - Miauknęła, patrząc na kocura stanowczo i z determinacją. - Będziesz patrzył, czy też polował? - Zapytała. Nie preferowała żadnej opcji. Widownia na pewno dostarczy jej trochę stresu, ale też okazję do wyłapania błędów, a dzięki temu - poprawy. Zielnej Łapie niewiele udało się złapać czyjeś uwagi i chęci do nauczania, więc wolała wykorzystać szansę.
Odpowiedź Ziółka go ucieszyła. Mogła mu przecież kazać spadać na drzewo, a ostatnie czego chciał, to wprawić ją w zły nastrój, a w dodatku nadpsuć kolejną relację; był w tym całkiem niezły, aczkolwiek tak się akurat składało, że nie przejawiał chęci rozwijania tej umiejętności, wręcz przeciwnie. A już na pewno nie chciał zostać odepchnięty przez siostrzenicę, na której mu szczerze zależało.
- Popatrzę. Obiecuję, że będę chodził na paluszkach i nic ci nie spłoszę! - powiedział z humorem, ale zaraz dodał kontrolnie: - Jeżeli nie masz nic przeciwko, oczywiście.
Mógł zostać na miejscu, mogli się rozdzielić i polować w różnych częściach Ptasich Krzewów; był otwarty na każdą z opcji, byle na pewno Ziółko czuła się komfortowo. Jeśli jednak odpowiadało jej, by Łabędź tymczasowo wcielił się w rolę mentora i poprzyglądał jej poczynaniom, to wyraził swoją gotowość. Mogła ruszać, a on będzie kilka długości za nią.
czarny lynx point pręgowany klasycznie z białymi znaczeniami na pysku, piersi, brzuchu i łapach / Będąc córką przeciętnego wzrostu rodziców, nie wyróżnia się z tłumu swoimi gabarytami - jest nieduża i delikatnej budowy. Gładkie, krótkie futerko ciemnieje z każdym księżycem, przybierając coraz wyraźniejsze barwy szarości i beżu. Proces ten najmocniej widać na ogonie, już od jego nasady, uszach oraz mordce wkoło oczu, gdzie wyraźnie rysują się grafitowe, klasyczne pręgi. Nietykalna pozostaje natomiast biel na znaczeniach, które zabierają sporo przestrzeni na ciele Ziółka - biały jest jej pyszczek, wraz z szeroką strzałką między oczami, szyja, pierś oraz brzuch, a także wszystkie cztery łapki, przy czym lewa przednia skarpetka jest podciągnięta prawie po sam łokieć. Na tle jasnej mordki wyróżnia się czarny nosek, z ciemnoróżową plamką pośrodku, a podobnie nakrapiane są poduszeczki łap. Ciemne uszy kończą grafitowe pędzelki. Bystre oczy koteczki mają chłodny kolor błękitu.
Ziółko wcale nie chce sprawiać kłopotów, ale one jakoś nie pytają jej o zdanie. Jak to mówią - dobrymi chęciami są wyłożone ścieżki w Ciemnym Lesie. Dość poważnie traktuje nadzieje rodziców i zamierza zostać wspaniałą i silną wojowniczką, chociaż niekoniecznie urodziła się z wymarzonym do tego charakterem. Tak naprawdę jest wrażliwa i subtelna, a przepychanki wydają się jej przykrą koniecznością niż świetną zabawą. Zgrywa znacznie bardziej hardą niż czuje się w rzeczywistości, nierzadko maskując krzykiem swoje obawy. Potrzebuje trochę czasu, by poczuć się swobodnie w czyimś towarzystwie, chociaż stara się nie zdradzać ze swoją nieśmiałością. Generalnie trochę z niej taki ślimaczek - twarda skorupka, skrywa miękkie wnętrze.
Z nich dwojga zdecydowanie lepsza w psuciu relacji była Ziółko, jednak tak jak z dwóch minusów wychodzi plus, tak tym razem ich wspólna "umiejętność" niszczenia nie aktywowała się. Przynajmniej póki co nie wyglądało na to, że któreś zamierzało odwrócić się na pięcie z krzykiem. Wszystko przed nimi.
- Oby, bo nie wiem czy bym ci to wybaczyła. - To był żart, chociaż nieco szorstki. Skinęła krótko głową, dając wujkowi znać, że zgadza się na taki plan. Powoli przełączała się na tryb zadaniowy, co wyraźnie wygładziło zmarszczki na jej pyszczku, bo też przestawała czuć nieustannie towarzyszący jej w ostatnim czasie gniew. Posłała Łabędziowi ostatnie spojrzenie, sprawdzając, czy nie ma dla niej jakiejś rady na odchodne i bez względu an to, czy zdecydowałaby się coś powiedzieć, czy nie, odwróciła się by odejść kilka kroków i delikatnie ugiąć łapy do skradania się.
Ogon zadrgał jej nerwowo, gdy skierowała do przodu uszy i zaczęła czujnie się rozglądać w koło, w nadziei, że niedługo jej zmysłom ukaże się jakaś piszczka, na której będzie mogła potrenować.
Odpowiedział na jej słowa uśmiechem, który z kolei był odpowiedzią na wiele różnych emocji kłębiących się aktualnie w jego wnętrzu. Na wierzch przede wszystkim wybijała się ulga i szczęście, że ich przypadkowe spotkanie stało się czymś więcej niż minięciem się po drodze. I że być może na coś się siostrzenicy przyda.
- Powodzenia. - Nie było żadnych rad końcowych, żadnych kolejnych wytycznych. Jedno krótkie słowo i Łabędź zaraz zniknął. Zaszył się między krzewami, dając Ziółku niezbędną przestrzeń.
Początek był obiecujący; przybrała odpowiednią pozycję i ruszyła na poszukiwania. Niestety przed długi czas nie widziała nic godnego uwagi. Gdzieniegdzie mogła wyłapać świeższą woń piszczki, ale wyglądało na to, że rozmowa dwójki kotów skutecznie przepłoszyła pobliską zwierzynę. Jednak im dalej w las, tym więcej drzew, a im dalej w Ptasie Krzewy tym... więcej ptaków. Kotka przeszła jeszcze kilka lisich długości i wtedy jej oczom ukazał się drozd siedzący na gałęzi jednego z krzewów. Niewysoko, choć kłujące gałązki nie wyglądały sympatycznie. Siedział i nie wiadomo o czym myślał, bo na zajętego konkretną czynnością nie wyglądał. Pewnie spodziewał się, że tak nisko nie jest bezpieczny, na co wskazywało czujne rozglądanie się.