Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Zboże zaklęło pod nosem. Co to miało być?! Dziwne takie, wydało dźwięk, a wcześniej było przysypane i nie dało się zauważyć. Westchnęło niechętnie, gdy zauważyło, że ptak się spłoszył. No niefajnie tak.
Postanowiło zrobić chwilę przerwy od polowania i zająć się butelką. Ostrożnie wyciągnęło ją z ziemi i zaniosło pod jakiś krzak, gdzie ustawiło ją pionowo, tak by była wyraźnie widoczna. Wydawała przy tym okropne dźwięki, ale no cóż. Zostawiło ją w takim dość widocznym miejscu, mając nadzieję, że nie zapomni i po polowaniu po nią wróci, by zanieść ją... Gdzieś. Poza tereny?? Coś w tym stylu. Daleko od domu, by już nigdy nikomu nie przeszkodziła w polowaniu, a już na pewno by nie przeszkodziła samemu Zbożu.
Gdy już uporało się z butelką odeszło kawałek od miejsca gdzie wcześniej szukało, by wrócić do polowania. Było trochę rozgniewane tą całą butelką, ale odetchnęło i wróciło do pozycji łowieckiej. Miało nadzieję, że nawet jeśli spłoszyło zwierzynę w tamtej okolicy to kawałek dalej coś znajdzie. Ruszyło znowu przed siebie, pod wiatr, szukając nowej ofiary.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Szylkretka była przerażona. Jeszcze chwilę temu skakała jej adrenalina łapiąc zająca, a teraz skończyło jej raczej ciśnienie. Wielki cień okropnie ją wystraszył. Obawiała się spojrzeć za siebie, lecz musiała to zrobić. Od razu gdy to zrobiła jej oczom ukazało się coś ABSOLUTNIE OKROPNEGO. Czy coś takiego w ogóle było możliwe? Nigdy w życiu nie myślała, że stworzenie tak ogromne może istnieć. To przerastało jej wszelakie wyobrażenia. Co ona teraz niby miała zrobić? Jedno machanięcie skrzydłem i już po Rybiej Łapie. Co jednak okazało się gorsze. Już ktoś został dorwany w szpony brutalnej bestii w cętki. Ostre szpony sciskały boleśnie ciało kota. Przynajmniej tak jej się zdawało. Jej źrenice zwężone do szpilek szamotały się na wszystkie strony. Dlaczego..? Nigdy, ale to nigdy nie słyszała tak brutalnych historii. Największym z leśnych zabójców o jakim kiedykolwiek usłyszała był dzik. A to? Co TO BYŁO? Nie wiedziała już czy coś jej się nie pomieszało w głowie. To co dzisiaj ujrzała było absolutnie nie realne. Nie dopuszczalne do myśli. A jednak widziała to. Widziała, słyszała. Poczuła. Poczuła kroplę krwii spływającą po jej pysku. Czuła wzrok złapanego kota na sobie. Ich spojrzenia skrzyżowały się. Czuła... tak ogromny strach... Jednocześnie nie potrafiła współczuć kotu w szponach stworzenia. Nie było jej go nawet żal.
Bo dzięki temu kotu to nie ona znalazła się w szponach tego potwora.
Nie za bardzo obchodził ją teraz patrzący na nią w szoku nieznajomy. Musiała uciec. Uciec, ostrzec Zboże, ojca i powiadomić koty w obozie. Czy oni jej uwierzą? Sama by sobie nie uwierzyła. Uznają ją za nienormalną. Może jest nienormalna? Nikt normalny nie widziała jeszcze nigdy takich paskudztw. Spięła mieśnie chcąc uciekać lecz nie była niczego więcej w stanie zrobić. Jej drżące, chude ciało chciało się jedynie poddać w szoku. Może byłoby dla niej lepiej jakby stwór ją teraz zabił? Nie będzie musiała do końca życia męczyć się z tytułem nienormalnej. Jednocześnie Rybia Łapa wiedziała, że jeśli nie powie nikomu o tym szkaradztwie to więcej kotów będzie ginąć. A Klan był najważniejszy prawda? Co jeśli Zboże przez nią umrze? Nie chciała tego. Ogromne przerażenie szarpało jej ciałem. Terminatorka nie mogła nabierać powietrza w panice. Opadła na ziemię bezsilnie. Orała ziemię łapami chcąc odetchnąć się jak najdalej od przerażającego ptaka. Czy nie mógł być to koszmar? Zwyczajny nieprawdziwy twór w jej głowie? Który... zniknie? Była przerażona i jednocześnie czuła potrzebę by działać. Strach jednak był większy.
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Ptak zniknął... za drzewami. Może i był to tylko nieprawdziwy twór w jej głowie, ale krew na jej pysku wydawała się całkiem realna. Rybia Łapa: lvl: 1 | S: 4 | Zr: 5 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 55 | W: 43/45
Zboże bezskutecznie przeszukiwało Ptasie Krzewy - zwierzyna nie garnęła się dzisiaj do niego. Udało mu się jednak natrafić na stosik drobnych odchodów, chyba wiewiórczych. Zbożowa Łapa: lvl: 2 | S: 6 | Zr: 7 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 55 | W: 52/55
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Ptak rozpłynął się kiedyś drzewami. Dosłownie. Załzawione oczy szylkretowej kocicy potrafiły jedynie odczytać plamę potwora odchodzącego w dal.
Była uratowana?
Czyli krwiożercze ptaszysko jej nie zauważyło prawda? A może jego chęć mordu została zaspokojona tym jednym kotem zwisającym pół martwo z jego szponów. Ten koci trup zdecydowanie uratował jej życie. Była tego pewna w tym momencie. Czuła jedynie szczęście, że to nie ona zawisła martwo z wyrazem pyska pełnym w szoku. Co jednak teraz ma zrobić z tym faktem? Że to coś spotkała.
Czy to było prawdziwe?
Może to wszystko to był jakiś wyjątkowo realny znak. Gwiezdny Klan próbował ją o czymś ostrzec? A może najzwyczajniej w świecie oszalała. Nie potrafiła myśleć jasno w tym momencie. Nie wiedziała co ma z sobą teraz począć. Leżała w ziemi starając się dalej uspokoić. Jej szorstkie, najeżone futro oblepiła cienka warstwa błota. Nabierała dalej szybko powietrza do swych płuc wypełniona strachem i szczęściem jednocześnie. Potrzebowała... rady. Pomocy w tym momencie. W jej głowie kłębiły się myśli co powinna zrobić w takiej sytuacji. Nie myślała teraz o tym, że pytając się kogoś o zdanie wpląta go w to bagno.
Zboże i ojciec.
Nie była sama na tym polowaniu. Jeśli ten ptak okaże się nie być złym omenem to zagrażał on życiu jej rodzeństwa i Słonemu Wiatrowi. Serce Rybiej Łapy zamarło. Nie zwracała większej uwagi na ofiarę stwora z koszmarów. Była zbyt sparaliżowana mając przed sobą coś tak ogromnego i przerażającego.
Któryś z nich umarł?
Szylkretowa kocica niemal natychmiastowo wstała z ziemi. Stanęła chwiejnie lecz pewnie. Miała teraz cel do wykonania zanim zrobi coś z faktem tego ptaka, czy nawet zanim wróci na polowanie. Musiała się upewnić, że wszystko z nimi w porządku. Czy oboje żyją. Czy też to przerażające stworzenie widzieli. Była zakęcona w swych myślach i działaniach. Szybko zaczęła kierować się jak najdalej od miejsca w którym znalazła ptaszysko. Odejdzie jak najdalej z tamtąd.
- ZBOŻE! TATO! - zawołała rozpaczliwie.
Nie zdawała sobie nawet sprawy jak wyglądała. Pokrywa w błocie, od stóp do głów. Jej sierść sterczała niczym kolce jeża. A pysk wyrażał jedno. Przerażenie. Uszy po sobie. Oczy otwarte szeroko, źrenice niczym igły. Tak właśnie czekała. Czekała na nich.
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
No dobra, Zboże nic nie znalazło, znaczy nic żywego, ale odchody wydawały się być dość świeże, to znaczy że coś w okolicy musiało być, racja? Więc jak postara się trochę bardziej to na pewno to coś znajdzie, nie? Więc no zaczęło rozglądać się po okolicy i niuchać, starając się znaleźć jakiś trop zwierzęcia....
Gdy paniczny krzyk siostry rozległ się po okolicy.
Zboże nawet nie musiało się zastanawiać co zrobić. Od razu porzuciło myśl szukania zwierzyny do polowania i zaczęło biec w kierunku krzyku. Wkrótce jej oczom ukazał się obraz bliski rozpaczy - siostra w błocie, a na jej czole krew. Zboże, które samo zdążyło spanikować nie wiadomo kiedy, podbiegło do niej i zaczęło oglądać z każdej strony, szukając obrażeń.
- Rybka! Co się stało!? Zraniłaś się? Walczyłaś?? Masz krew na czole!
Zboże patrzyło, ale nie wyglądało na to, by Rybka miała na tym czole ranę, ale coś się musiało stać. Swoimi szeroko otwartymi oczami Zboże zerkało na Rybkę, jednocześnie rozglądając się po okolicy za ewentualnym niebezpieczeństwem.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Chwile mijały. Ten czas gdy oczekiwała na przybycie Zboża i ojca czas niesamowicie się jej dłużył. Cisza ją niepokoiła. Najmniejszy szelest ją niepokoił. Myśl, że mogła oszaleć była... okropna. Czym ona sobie zasłużyła by zostać świrem? Stała mocno wbita w ziemię pazurami, lecz jej nogi z powrotem zaczęły drżeć. Bała się. O siebie. O bliskich.
W pewnym momencie szylkretka mogła usłyszeć odgłosy biegu. Jej wielkie oczy rzuciły się od razu w stronę skąd dobiegał hałas. To było Zboże. Żyło. Łzy od razu zaczęły napływa napływać do jej oczu. Ze szczęścia tym razem. Podeszła do niej zaczynając robić to samo co Zbożowa Łapa. Rodzeństwo było całe... nie miało na sobie żadnych śladów by można było stwierdzić, że też napotkało to coś. - Ja... Zboże... - zaciągnęła się i wtuliła w kark kota - chyba... chyba oszalałam.
Zacinęła zęby i pozwoliła by zapach Zboże dotarł do jej nozdrzy. Jak ona w sumie zamierzała wytłumaczyć jej co właśnie spotkała na terenach własnego Klanu? Czy rude... też uzna, że poskradała zmysły? Ten obraz migający w jej głowie był... odrażający. Czy w jej umyśle na prawdę potrafiło czaić się coś tak koszmarnego. - Widziałam coś... czułam. Wielki. Ogromny. Ptak... To był ptak... Miał skrzydła. Dłuższe od drzew. W jego szponach... Kot. Chyba... Kot... Umierał. Patrzył na mnie. Krew. Potwór. Ten ptak był okropny. Czy coś takiego w ogóle może być prawdziwe..? Ja... nie dobrze mi.
Była w szoku. Dalej po prostu nie potrafiła zrozumieć co się właśnie wydarzyło. Wszystko co do tej pory widziała zdawało się być takie normalne i nie groźne porównując do tego ogromnego ptaka. - Gdzie jest tata... gdzie on jest - niecierpliwiła się.
Odeszła kawałek od Zboże by zagubiona spoglądać na tereny za ojcem. Jeszcze nie przyszedł. Może... może odszedł za daleko by ją usłyszeć. A może to on spoczywał w szponach ptaka. - TATO! - zawołała jeszcze raz a łapy drżały jej niemożliwie.
Przyjdzie. Tak, wróci. Usłyszy ją.
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Tak szczerze to Zboże się tak troszeczkę, odrobinkę, ociupeńkę czuło, jakby wszystko się zaraz miało rozpaść. W pył obrócić, rozmieść na wietrze, jakby ciało miało odpaść z jej szkieletu, jakby miała się ugiąć pod własnym ciężarem, jakby to wszystko było nie tak, nie tak, nie tak.
No ogółem panika Rybki się jej udzielała.
- No już, już... - wymruczało, przytulając siostrę. By spróbować siebie... Znaczy ją, uspokoić, zaczęło nawet delikatnie mruczeć, z nadzieją, że to sprawi, że poczuje się, no, spokojniejsza??? Spokojniejsi?? Co to w ogóle miało być.
Przełknęło ciężko, próbując się skupić na myśleniu. Nie było to za proste, i w sumie to nawet Zboże nie czaiło co siostra mówiła. Jakieś słowa? Wielkie ptaszysko? Porwało kota?? Chyba?? Bardziej niż słowa podziałały na nie zachowanie siostry i jej panika i chaos, i uhhh, co Zboże chciało zrobić?
- Powinniśmy wrócić do obozu. O, patrz, tata już idzie, wytłumaczysz mu wszystko po drodze, dobra?
I faktycznie - zaniepokojony Słony Wiatr zbliżał się szybkim krokiem. Zboże spróbowało skierować Rybkę w stronę nadchodzącego ojca i postąpić kilka kroków. Plan był prosty: wracamy do domu, bo jak cała trójka zacznie panikować to w sumie nic z tego nie będzie, a jak cała trójka sobie zrobi krzywdę to mama się załamie. Potrzebowali teraz znaleźć się no w bezpiecznym miejscu.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Rybka wtuliła się w Zboże, gdy to się do niej przytuliło. Tak się cieszyła, że nic jej nie jest. Oddychała szybko, a nie potrafiła uspokoić się dopóki ojciec nie przyjdzie. Wsparcie rodzeństwa jednak wiele robiło. Delikatne mruczenie otuliło ją ze strony Zboże. A szylkretka dalej panikowała. Była przerażona. Miała mętlik w głowie. Targał nią ogromny chaos. Rozglądała się szybko we wszystkie strony poszukując ojca. Ten w końcu się zjawił z niepojojem wymalowanym na pysku. Rybia Łapa od razu wyrwała się z objęć Zbóże by sprawdzić czy Słony Wiatr jest cały. Tak było. Ani jednego zadrapania. On też żył. Niepotrzebnie panikowała? Może ten ptak to był tylko zwid. Nic się nie stało prawda? Musiała jednak wytłumaczyć co się stało ojcu. Zaczęli wracać do obozu, a szylkretka nieco uspokojona zaczęła opisywać niebieskiemu co widziała. Szybko. Chaotycznie. Bez szczegółów.
//zt x2
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Skrzące Słowo ostatnio ponownie dał się pochłonąć obowiązkom, przez co było go mniej. Tu trening, tu polowanie, tu patrol, i tak w kółko, co mogło odbić się na jego relacji z Księżycowym Jeziorem. Kiedy więc znalazł troszkę czasu, zaprosił ukochaną na spacerek, a za cel obrał Ptasie Krzewy. Roiło się tu od ptaków, które swoim śpiewem umilą im rozmowy, ale nie brakowało także roślin, dzięki którym mogli nacieszyć swoje oczy - w końcu wszystko już powoli kwitło i leśny krajobraz miał całkiem sporo do zaoferowania. Wiosna była czasem narodzin, miłości.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Jezioro była bardzo wyrozumiałą małżonką - oczywiście, że zdawała sobie sprawę, że jej partner miał dużo do zrobienia i nie miała mu za złe, gdy wieczorem przychodził i zmęczony prawie od razu zasypiał u jej boku. Dbała o ich wspólny kącik, codziennie ozdabiając go świeżymi kwiatami i mchem, jednocześnie nie zaniedbując też swoich wojowniczych obowiązków, takich jak polowanie czy patrole. Ostatnia ceremonia dała jej trochę po głowie, gdy to Ćma nie przydzieliła jej żadnego terminatora - już trochę minęło od jej mianowania na wojowniczkę, każdy miał kogoś, z kim trenował a Jezioro... praktycznie się nudziła. Co popchnęło ją do zapoznawania się z najmłodszymi mieszkańcami Chruśniaka, a niektóre spotkania naprawdę zapadły jej w pamięć. Niezwykle miłą niespodzianką była nieoczekiwana randka, na którą zaprosił ją Skra i na którą natychmiast się zgodziła. Żałowała jedynie, że nie ułożyła sobie futerka dokładniej, by wyglądać jeszcze lepiej. Słuchali śpiewu ptaków, powolnie spacerując i zażywając delikatnego, ciepłego powietrza. Było cudownie.
Chcąc nie chcąc, rozpoczęła temat: - Podobno... Zachodzące Światło jest w ciąży. Chruśniak... znowu będzie pełny. - powiedziała, z lekkim wahaniem zaczynając temat. Wiedziała, jak bardzo zależało mu na potomstwie, bała się, że samo naruszanie tematu o cudzym potomstwie może powodować u niego ból. Jednak wiedziała, że nie mogą omijać tematu, zwłaszcza, że Jezioro była bliżej niż dalej gotowości. - Wiesz... ostatnio trochę myślałam i uznałam, że dobrze by było mieć... trochę przestrzeni w Chruśniaku, gdy... już się zdecydujemy. Obawiam się jednak, że towarzystwo Zachód... nie jest ani miłe, ani zwyczajnie komfortowe, licząc jeszcze liczne pociechy Pajęczej Nogi... Och, nie wiem, gdzie się pomieszczą, jeśli Zachód również będzie miała osiem pociech! - powiedziała lekko zszokowana, mając nadzieję, że Skra załapie, do czego dąży - i była pewna, że chce dla ich przyszłych dzieci komfortu równie mocno, jak ona.
Zerknęła na niego nieśmiało, po czym zapytała cicho: - Czy... uważasz... że byłabym dobrą matką?
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Jezioro była wyrozumiała i Skrzące Słowo bardzo to doceniał. W ostatnim czasie jednak był zbytnio skupiony na swoich obowiązkach, by zauważyć, że ukochanej jest przykro z powodu nie otrzymania żadnego terminatora pod swoje skrzydła. Liczył jednak na to, że jeśli coś będzie nie tak, to ukochana sama go o tym poinformuje. Nie był za dobry w domyślaniu się, jak to mężczyzna.
Cieszył się chwilą, co jakiś czas ocierając się barkiem o szylkretkę, gdy ta nagle zdecydowała się przerwać ciszę. Przyznał jej rację i początkowo nie załapał aluzji, dopiero po dalszych słowach rozumiejąc do czego dąży córka Świetlikowego Zagajnika. Uśmiechnął się spokojnie i polizał ją po czole.
- Wolałbym, żeby nasze potomstwo początkowo wychowywało się w norze. Kocięta lubią chorować, w Chruśniaku mogłyby się pozarażać od jakichś innych dzieci - odpowiedział najpierw, zgodnie z prawdą. Do ukończenia przez swoje dzieci jednego księżyca, wolałby mieć je na oku. Zresztą, tak samo ich matkę. Nie widziało mu się spanie w Chruśniaku z oczywistych przyczyn, dlatego dopóki byłoby to możliwe, chciałby mieć Jezioro i dzieci przy sobie, a dopiero potem odprowadzić ich do kociarni. - Ale rozumiem do czego dążysz. I nie musisz się spieszyć, kochanie. Jeśli próbujesz mi przekazać, że jeszcze nie jesteś gotowa, to w porządku. Czasu masz tyle, ile potrzebujesz - dodał spokojniej i cieplej. Nie zamierzał wywierać presji na partnerce, nawet jeśli marzyła mu się wspólna rodzina. Zwłaszcza teraz, kiedy nawet ktoś taki jak Zachodzące Światło potrafił się rozmnożyć. Najważniejszy był jednak komfort jego ukochanej, to ona musiała być na to wszystko gotowa i tego wszystkiego chcieć.
- Myślę, że najlepszą - odparł bez zastanowienia. Gdyby tak nie było, nie rozważałby jej w kategorii potencjalnej matki jego dzieci. Musiał ją uznać za idealną na to stanowisko. Miała wszystko, czego oczekiwał - była piękna, silna, o odpowiedniej posturze. Z pewnością da mu wielu silnych synów. Czuł to.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Nie dzieliła się ze Skrą tymi narzekaniami, bo wiedziała, że byłoby to dziecinne z jej strony - marudzenie, że nie ma się terminatora tylko by ją ośmieszyło i pokazało z bardziej niedojrzałej strony. Była jednak cierpliwie i czekała na swoją kolej - a jako że niebawem futrzane kuleczki Gęsiopiórego i Pajęczej Nogi osiągną odpowiedni wiek, wiedziała, że prędzej czy później doczeka się jakiegoś podopiecznego.
Kiwnęła potwierdzająco na jego słowa. - Mam nadzieję, że pomieścimy się wszyscy w Norze. Jeśli będę już w zaawansowanej ciąży mogę utknąć w wejściu, jak kiedyś... - zachichotała, mrugając do Skry. Czułaby się lepiej, gdyby mogła rodzić i wychowywać maleństwa w tak dobrze znanym jej miejscu jak ich Norka. Chciała jednak upewnić się, że wszystko będzie przygotowane na ich przyjście - lubiła mieć wszystko pod kontrolą i wszystko poukładane, aby nie mieć żadnych niemiłych niespodzianek. Jej dzieci nie mogły mieć żadnych niemiłych niespodzianek.
Przytuliła się do niego, słysząc te pokrzepiające słowa. Nie mogła przestać dziękować Gwiezdnym, że wszystko się ułożyła. Zdążyła nawet zapomnieć o wichrzaku i ich spotkaniu, które miało się odbyć, które jednak Jezioro postanowiła nie realizować, głównie przez te ich głupie przymierza z samotnikami Pożogi. To było zbyt niebezpieczne, a Zioro nie zamierzała umierać, nie teraz, gdy miała wszystko co potrzebowała.
Uśmiechnęła, się gdy usłyszała jego zdanie, po czym odkleiła pysk od jego futra i powiedziała. - Ostatnio nie mogłam uwierzyć, że rozmawianie z maluchami stresuje mnie bardziej, niż jakakolwiek walka. Bałam się, że maluch się rozpłacze, albo że coś zrobię źle... Chciałabym być naprawdę... naprawdę idealną matką. Bo wiem, że ty będziesz idealnym ojcem. - wyszeptała miękko, z powrotem wtulając się w Skrzące Słowo, czując ukojenie.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- Miejsca jest tam wystarczająco, by pomieścić nas wszystkich. Osobiście dopilnuję, żeby wejście było odpowiedniej wielkości, kiedy już przyjdzie na to czas - odparł, a jego wibrysy zadrżały w rozbawieniu. Doskonale wiedział do czego nawiązywała Jeziorko i samo wspomnienie tamtej chwili go rozśmieszyło. Jeśli jednak mieliby spodziewać się kociąt, i to dużych, silnych, w dużej ilości, dołożyłby wszelkich starań aby sytuacja nie miała miejsca po raz drugi. Chodziło wszak o komfort Księżycowego Jeziora.
- Kocięta są dość... delikatne, ale wierzę, że idealnie sobie poradzisz w roli matki. Jesteś wyrozumiała, nie brakuje ci cierpliwości i bije od ciebie dużo ciepła. Maluchy to lubią. Jak dla mnie, już jesteś idealną kandydatką na mamę. Pomyśl co będzie, jak uznasz się za gotową - powiedział, przytulając się do niej. Stanął w miejscu i usiadł, zarządzając postój. Słońce powoli zachodziło, a niebo przybierało pomarańczowo-różowy odcień. Prześliczny. Taki w sam raz do popatrzenia.
-Kocham cię - wymruczał, przytulając ją do swojej kryzy. Chyba jej tego nie mówił za często, a czuł, że powinien.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Uśmiechnęła się szeroko, widząc jego rozbawienie. Tak, dokładnie do tego nawiązywała. Wtedy wszystko było tak beztroskie a jednocześnie dla Jezioro każdy jego gest było niczym karuzela emocjonalna. Teraz, to wszystko - wydawało się jak sen, jak spełnione marzenia, jak coś, co mogłaby wyobrażać sobie tylko w scenariuszach przed snem, a jednak był tu i teraz, obejmując ją jako ukochaną. - Cieszę się, że tak uważasz. Skoro ty tak uważasz, to musi to być prawda. - uśmiechnęła się do niego, przytulona, podnosząc łebek aby spojrzeć mu w oczy. Niezależnie ile czasu minęło, ona wciąż tonęła w jego oczach, kompletnie się w nie zapatrując. Uniosła łapkę i pogładziła delikatnie jego bliznę na szyi, przypominając sobie jedno z pierwszych wspomnień z nim. Zerknęła wtedy na zachodzące słońce, które przybrało cudne kolory, a ona cicho zaczerpnęła powietrza, wpatrując się w tą niebiańską scenerię. To było coś nie z tego świata. Czy kochała ten widok dlatego, jak wyglądał, czy dlatego, że była tu z nim?
Na jego nagłe wyznanie natychmiast oderwała oczy od słońca i spojrzała na Skrę. Zmrużyła oczy wzruszona i zbliżając pyszczek do jego uszka, szepnęła: - Ja również cię kocham, Skrzące Słowo. - po czym pocałowała go w policzek i wtuliła się mocniej, kątem oka obserwując zachód słońca.
Mogła stać tak bez przerwy. - Jak sprawuje się twój nowy uczeń? - zapytała, zaciekawiona. Nie przeszkadzała jej cisza - nie, gdy była z nim. Ale uwielbiała z nim rozmawiać, dlatego poruszyła kolejny temat. Mogłaby z nim rozmawiać bez końca.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- Nasze córki będą najpiękniejszymi kotkami w Czterech Klanach, a synowie wyrosną na najpotężniejszych i najmężniejszych wojowników, jakich widział las - dodał jeszcze spokojnie, liżąc partnerkę po uchu. Choć zdecydowanie wolałby mieć samych synów, których od dawna już wiedział jak chciał wychować, nie zamierzał także narzekać na córki - te mogły wdać się w matkę i onieśmielać swoją pięknością, a następnie dać mu równie silne wnuczęta. Z pewnością także dzielnie zasiliłyby szeregi Rzecznych wojowniczek, aczkolwiek bardziej w tej roli swoich silnych, podobnych sobie synów. Po prostu. Tak został wychowany przez Bukową Korę i taki miał światopogląd - kotki powinny być subtelne i delikatne, a kocury winny ich bronić.
Zmrużył oczy i dotknął swoim nosem nosa partnerki, gdy odpowiedziała na jego wyznanie. Wiedział o tym. Doskonale wiedział, że ona też go kocha, ale usłyszenie tego było czymś zupełnie innym, czymś... magicznym i w pewien sposób onieśmielającym. Był jednak, w swoim mniemaniu, zbyt męski, by okazywać coś takiego jak zawstydzenie, czy speszenie. Zawsze próbował się sprawiać pewnego siebie.
Widok, który im towarzyszył był niesamowity i Skra nie wiedział dlaczego tak bardzo mu się to podoba. Nigdy nie zachwycał się nad kolorem nieba, jednak teraz, mając u swego boku Księżycowe Jezioro, wszystko było inne. Wszystko było piękniejsze, choć w dalszym ciągu nie mogło się równać z jego ukochaną. Nawet najpiękniejszy zachód słońca nie miał szans z jej pięknymi, oliwkowymi oczami.
Z zadumy wybudził go głos partnerki, gdy po chwili czułości i pomruków przemówiła.
- Paprociowa Łapa posiada sporą wiedzę, ale swoim... zachowaniem nie reprezentuje zbyt wiele. Czeka nas długa droga - przyznał niechętnie. Kocur posiadał sporą wiedzę, ale wszystko inne pozostawiało wiele do życzenia, niestety.