Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Z ostrożnością i precyzją Goryczka zebrała jeden motek pajęczyny. Ale jako że pajęczyna wciąż na krzakach była, i w taki sposób, że wciąż mogła się do niej dostać, po chwili udało jej się też zebrać drugi motek. Niestety więcej pajęczyny dosięgnąć nie mogła, bo krzaki i kolce rosły zbyt gęsto by między nie wejść.
Uderzenie serca, dwa, później ptak już się nie szarpał. Życie uleciało z wielkiego cielska z szybkością, która mogłaby przestraszyć. Pożar mógł się poszczycić tylko jedną zdobyczą, ale za to dużą.
+40 EXP
z tego miejsca kończę akcję, dziękuję za udział
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
W końcu udało mu się zadusić kruka, na szczęście. Chwilę mu to zajęło, definitywnie więcej czasu niż przy zwykłym wróbelku albo sikorce. Chwycił go w zęby, unosząc nad ziemię, ale ofiara była spora i ciężka. Kruki były chyba jednymi z większych ptaków jakie Pożar kojarzył przynajmniej takich na jakie polowały koty, bo nie liczył chociażby łabędzi, czapli czy żurawi. Nie było raczej opcji, by był w stanie wziąć w pysk na raz coś jeszcze poza ptakiem.
Dlatego też odszukał Goryczkę, i gdy kotka zdecydowała się wracać do obozu z czymkolwiek, co sama znalazła, on poszedł z nią, niosąc kruka, którego planował zanieść Bukowej Korze i Cisowej Jagodzie. Miał nadzieję, że będzie tacie smakował.
//zt
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Była zmęczona. Powtarzała to niemalże cały dzień, a to uczucie nie odchodziło, jedynie się nasilało. Dzisiejszą noc spędziła na trzymaniu warty, przez tradycję, której musiała się trzymać zaraz po mianowaniu na wojownika. Nie narzekała, bo noc nie była chłodna, ku jej zaskoczeniu. W dodatku obok miała Łabędzią Szyję, którego nie znała prawie że wcale, ale był pocieszeniem w temacie, że przynajmniej nie tkwi tutaj sama. Później, po nieprzespanej nocy położyła się wygodnie w nowym legowisku, nie za bardzo wtedy zwracając uwagę na szczegóły Jałowcowego Gąszczu. Jej matka, zgodnie z obietnicą, przygotowała wcześniej legowisko, dzięki czemu spokojnie mogła opaść z nóg i zanurzyć się w głębokim śnie. Obudziła się jednak szybko, zbyt szybko, to z pewnością, bo po paru godzinach. Nie potrafiła zasnąć dalej, dlatego wybrała się do obozu, gdzie rozmawiała z Oleandrową Łapą, między innymi także o Węgorzowym Gardle. Bo spędzeniu czasu z koleżanką urządziła swoje pierwsze rozpoczęcie treningu, gdzie znosiła towarzystwo Złocistej Łapy. To wszystko zabrało jej wystarczająco dużo energii, jedynie, o czym myślała, to o położeniu się spać. Niestety w jej obowiązkach było jeszcze zapisane polowanie, i choć Bawełniana Nić nigdy nie trzymała się swoich zadań, odstawiając je na później, to przez pierwsze dni wojownikowania chciała pokazać się z dobrej strony. Wybrała więc sobie Trawiastą Dolinę, gdzie miała spędzić resztę dnia. Słońce powoli zmierzało ku ziemi, dzięki czemu niebo nabrało pięknych, różowo-fioletowych kolorów. Nie zwracała na to jednak większej uwagi, nigdy nie fascynowała się zachodami słońca i nie uważała, że są specjalnie piękne. Chodziła wolno w pozycji łowieckiej, starając się wyczuć choć pojedynczego piszczka w pobliżu.
Nie tylko Bawełniana Nić nie miała energii na cokolwiek. Węgorz też czuł się wypompowany po treningu z terminatorką. Nie dlatego, że aż tak wiele robili. Po prostu Węgorz zaprzątał sobie głowę w jaki sposób może poprowadzić treningi z terminatorką tak, aby nie sprawiały jemu trudności, a dla niej by nie były udręką. Chociaż, ciężko mu nad tym myśleć. Z Muszelkową Łapą miałby może łatwiej, nie wydawała się być problemowa. Ale cóż, przecież nie wszystkie koty w Klanie Rzeki takie będą. Po treningu postanowił udać się na przechadzkę. Biedny Węgorz, uważany za rzep na psim ogonie, a tak naprawdę to zwykły los przynosi go pod Bawełnę, a miły charakter nie pozwala na ucieczkę. Tak było i tym razem (niestety). Węgorzowe Gardło przedzierał się przez trawę, dostrzegł kremowe futerko nowo mianowanej wojowniczki. Podniósł ogon zadowolony, zbytnio nie wracając myślami do tego, jak oberwał rykoszetem na ceremonii przez Kremówkę. — Cześć - zawołał jak pełen nowej energii podchodząc do Bawełny, z nieułożonym futrem. Nie miał jeszcze czasu na pielęgnację. — Nie zdążyłem ci pogratulować nowego imienia, pasuje ci - powiedział poruszając wąsami z serdecznym błyskiem w oku, a na mordce czarnego wojownika malował się szczery uśmiech.
Po dłuższej chwili tropienia do jej niedużego nosa dotarł silny zapach myszy, którą niedługo później zobaczyła. Biedny, szary gryzoń nie zdawał sobie sprawy z czyhającego zagrożenia - kopała sobie malutki dołek, jakby chciała coś tam ukryć. Bawełniana Nić oblizała się chciwie, bo choć miała już jedną, naprawdę pulchną popielicę, to nie zignorowałaby tak łatwego celu. Była gotowa się nawet za nią rzucić, bo choć padała z nóg, to nie chciała wrócić do obozu z jedną zwierzyną w pysku. Zaraz jednak przekonała się, że jej polowanie z góry zostało skreślone. Usłyszała bowiem głośny szelest, głośne kroki, a zaraz po tym głośny głos, który ewidentnie układał się w słowa kierowane prosto do niej. Nie musiała nawet sprawdzać, by wiedzieć, że jej upatrzona myszka zwiała gdzie pieprz rośnie, rozumiejąc, że znajduje się w śmiertelnej pułapce. Zielonooka poderwała się z miejsca, wiedząc dobrze, że nie może kontynuować tego, co sobie zaplanowała. Spojrzała z wyrzutem na ciemnego wojownika, przeklinając wszystko, że to znów on musiał się pojawić i wszystko zepsuć. Córka Słonego Wiatru robiła wszystko, by trzymać się jak najdalej od kocura, by nie mieć z nim nic wspólnego, bo jeśli on będzie blisko niej, to Płotka też. Nie chciała tego, ale ten durny wojownik pchał się do niej na przymus, choć nikt go o to nie prosił. Naprawdę lubił wyzwania. - Znowu przeszkadzasz - westchnęła ciężko, bo wyjątkowo nie miała siły się kłócić. Usiadła przy niedużej norze, która jednak wydawała się pusta - absolutnie żaden zapach nie pojawiał się ani obok niej, ani wewnątrz niej, więc najwyraźniej mieszkańcy zorientowali się, że to teren łowiecki i postanowili się wynieść. Mądrze. - Słyszałam, że się wahałeś. Na ceremonii. Chciałeś mi pogratulować, ale się bałeś, dlaczego? Oleander cię widziała - powiedziała do niego głosem neutralnym, nie wykazującym zbytnio dużo emocji. Ogonem pokazała też miejsce obok siebie, nie, że od strony nory, tylko tej drugiej. Jeszcze Węgorzowe Gardło wziąłby jej 'zaproszenie' za zbyt dosłowne i skończyłby siedząc w norze. Po nim to się wszystkiego można spodziewać.
No i znowu wyczucie czasu Węgorza bije rekordy w najmniej odpowiednich wejściach. Głupi powinien mieć zazwyczaj szczęście, a w tym przypadku jest inaczej: nie dość że głupi to pecha ma jak za wszystkich. Zastygł z jedną łapą uniesioną w powietrzu, kiedy młoda wojowniczka zauważyła, że kocur przeszkodził jej. Najpewniej w polowaniu. Jest starszy od niej, a wypełnia swoje obowiązki lepiej niż on! Uśmiechnął się nerwowo czując to zakłopotanie z braku kompetencji. — Wybacz - powiedział poruszając jednym uchem i rozglądając się na boki, jakby szukał tej myszy co mu uciekła. No jeszcze czekaj aż ci na łapę wejdzie by ją złapać. Gdyby ranga wojownika była nadawana na podstawie wojownika, a nie przerobionego materiału, Węgorz do tej pory byłby Węgorzową Łapą. — A jeśli chodzi o tamto, po prostu nie chciałem cię znowu denerwować. Wolałem dać ci spokój - powiedział spokojnie pełen przekonania, siadając we wskazanym miejscu przez Bawełniany Nić. — Wiesz, chciałem cię przeprosić za tamto moje zachowanie. Nie chciałem, abyś się zdenerwowała, zależy mi na dobrych relacjach z kotami, które spotykam. Co powiesz na wspólny patrol? Albo polowanie? - zaproponował podnosząc uszy, a jego oczy rozbłysły tak jak u kociaka, chcąc nimi zagrabić sobie łaskę Bawełnianej Nici. — Obiecuję, że słowem się nie odezwę.
Rzeczywiście, Bawełniana Nić robiła dwa razy więcej niż zwykle, odbierając tym samym trochę roboty innym wojownikom. Nigdy nie miała zapału do pracy, jako terminator robiła wszystko, by zwalić własne obowiązki na kogoś innego, uciekała od nich najdłużej jak tylko się dało. Teraz, przez pierwsze dni swojego wojownikowania faktycznie stara się i robi wszystko, by pokazać jak bardzo użyteczna jest. To była najcięższa część jej prostego planu; najpierw wyrobić sobie wokół wojowników, a także nowej Gwiazdy opinię pracowitej i sumiennej, by później nie robić absolutnie nic przez cały dzień, zajmując się samą sobą. Mogła się założyć, że znajdzie sobie kogoś, kto będzie ją krył i na pytanie 'czy Bawełniana Nić robiła dziś cokolwiek?', odpowie, że owszem, odwaliła kawał dobrej roboty. - Nie wiem, czy pochwały by mnie zdenerwowały - wzruszyła ramionami, spoglądając na maleńkie stokrotki, które już próbowały się rozwinąć i swoim przyjściem ogłosić, że Pora Nagich Drzew nareszcie dobiegła końca. Kremowa kocica wiedziała jedynie jak wyglądają te mroźny pory - moment, gdzie z drzew spadają liście, a także ten, gdzie liści już nie ma w ogóle. Zamiast nich spada... biały puch, który zmrozi nawet najcieplejsze ciałka. - Nie zrobiłeś nic na ceremonii, żeby zasłużyć na takie krzyki z mojej strony. Dostałeś rykoszetem, zapomnij - powiedziała po chwili, nieco ciszej, tylko po to by zaraz wstać i rozciągnąć się szybko. Propozycja Węgorza była dobra, gdyby nie to, że musiał być gdzieś w pobliżu, musiał dotrzymywać jej towarzystwa. Skoro jednak chciał rozruszać nogi, to była skora spełnić jego życzenie. - Chodź. Możemy przejść wzdłuż granicy z Szarymi Topolami, pod warunkiem, że ten jeden raz będziesz gadał. Na polowanie możemy iść... nie wiem, kiedy indziej. Mam parę pytań - mruknęła, po czym nie interesując się zbytnio tym, czy Węgorzowi pasuje taki układ, ruszyła w stronę granicy. Mogą przejść się aż do okolic Ptasich krzewów i wrócić, córka Słonego Wiatru nie miała siły by iść gdziekolwiek dalej. - Płotka. To ona kazała ci za mną latać i starać się zakolegować? Jestem przekonana, że zrobiłaby to z czystej złośliwości. Ostrzegam cię, że wyczuję kiedy kłamiesz, nie próbuj tego powtarzać.
Chwila, czy to naprawdę ta chwila? Kiedy, niby groźna i markotna Bawełna, na swój sposób, przeprosiła Węgorzowe Gardło? No, może to nie były jawne przeprosiny, ale prosto zakomunikowała, że podczas ceremonii nie zrobił niczego złego, co zdenerwowało by kocicę. Tyle wystarczyło, aby Węgorzowe Gardło śmiało się uśmiechnął i cicho zamruczał zadowolony. — Jak już się zdenerwowałaś wolałem ci w drogę nie wchodzić, ale miło słyszeć, że to nie moja wina - opatulił swoje duże, czarne łapy puszystym ogonem, starając się już nie robić tyle szmeru dookoła siebie. A kiedy Bawełna przystała na propozycję wspólnego spacery, kocur był jeszcze bardziej zadowolony, ale wolał swoją radość schować w puchate futro, aby nie zirytować Bawełnianej Nici ekscytacją jak u kociaka. Na warunek na patrolu nie odpowiedział, a tylko przytaknął energicznie głową. Wojownik ruszył zaraz za nią dotrzymując jej tempa. Teraz nie miał zamiaru owijać w bawełnę, a szczerze odpowiadać. — Płotka pół żartem pół serio podsunęła mi zapoznanie się z tobą. A nie chcę pozostawić kota o złej opinii na mój temat. Sam chcę cię poznać - rzucił podnosząc uszy do góry w geście zadowolenia. Teraz mówił szczerze, nic nie ściemniał. Bawełniana Nić nie wydawała się mu tak wredna, no, może po części. Ale co mu zaszkodzi zapoznanie się z nią lepiej i trochę za nią połazić? Najwyżej dostanie w pysk, ale do wesela się zagoi.
Posłała mu ostrzegawcze, ostre spojrzenie, gdy ten zaczął cieszyć się jak głupi do sera po jej niemych przeprosinach. Czy rzeczywiście przepraszała? W jej odczuciu nie. Tylko informowała, że jej nagły wybuch nie był spowodowany samą jego obecnością, tak, by po prostu wiedział. Ciemny wojownik zdecydowanie interpretował jej słowa tak, jak nie chciała, by zostały odebrane, ale nie powiedziała w tej sprawie już nic. Jeśli chce sobie myśleć, że okazała skruchę, to niech myśli. Ale jak odważy podjąć się tego tematu na głos, to dokładnie da mu do zrozumienia, że się myli. Na jego słowa sztywno kiwnęła głową i ruszyła w stronę granicy z Szarymi Topolami, tak, jak się umówili. Czas mieli do końca tej wyraźnej linii, dojdą do Ptasich Krzewów i kremowa zamierzała wracać, więcej nie marnując czasu. Z tyłu głowy miała też myśl o tym, że poniekąd zgodziła się na polowanie z Węgorzem, ale nie powiedziała dokładnie kiedy, więc termin mogła wybrać sama. I mogło być to albo za kilka dni, albo wcale, kto wie. - Jesteś naiwny - odpowiedziała od razu, słysząc następne zdanie towarzysza. Jej białe wąsiska drgnęły też wyraźnie z rozbawienia. Płotkowy Potok była wredną jędzą najwyraźniej i dla własnego brata. Szylkretowa dobrze wiedziała, jaka jest jej terminatorka, wiedziała, że Węgorz będzie ją irytować i skazała go na dość wiele nieprzyjemnych chwil u boku córki Słonego Wiatru. Pewnie chciała zrobić na złość jej, Bawełnie, ale wyrządziła krzywdę ciemnemu wojownikowi, własnemu bratu. A Węgorzowe Gardło był głupi, że dał się w to wciągnąć. Teraz nowa Nitka wiedziała już dwie rzeczy - kocur był uparty, ale też naiwny, bardzo łatwowierny. Tylko czekać, aż ktoś to wykorzysta. - Nie dogadywałam się z Płotką na treningu, a ostatniego dnia nawet płakała. Myślisz, że puściłaby cię do mnie, żebyś sobie poznał nową, fajną koleżankę, czy po to, byś się trochę pomęczył, finalnie uznając że to nie ma sensu? Porażka pewnie jest gorzka - uśmiechnęła się ironicznie, specjalne zaznaczając, że ona nie wiedziała jak smakuje porażka. Ona odnosiła sukcesy, tylko sukcesy. - Opowiedz mi o swojej rodzinie. Bardziej. Znam Płotkowy Potok i Amurową Łapę, zdążyłam z nim porozmawiać zanim zwiał, pewnie nie mając siły żyć w Rzece. Wiem, że twoją matką jest Wydmowy Wiatr, a ojciec? Kto był jej partnerem, że aż zdecydowali się na kocięta? - bo skoro mieli się poznać, to Bawełna zrobi to najpierw - przepyta go, o samej sobie nie mówiąc zupełnie nic. Informacje o rodzinie nie były jej potrzebne, ale ciekawiło ją to, czemu Płotka nigdy nie wspominała o ojcu. Teraz miała możliwość się dowiedzieć.
Gdyby ktoś podsłuchał by ich rozmowę, na pewno kilkukrotnie by się zastanowił, czemu Węgorzowe Gardło zadaje się z taką żmiją a nie kotem. W sumie, sam Węgorz nie potrafiłby dobrze tego określić. Po prostu trzyma się Bawełnianej Nici i już. W oczach Bawełny to raczej Węgorz się jej uwiesił, ale jak zwał tak zwał. Zignorował prześmiewczą uwagę kotki, gdyż nie rozumiał do czego to się miało odnieść. Jeśli by nawet powiedziała wprost, że chodzi o jego siostrę, za nic w świecie by na to również uwagi nie zwrócił. Nigdy by o cokolwiek nie obwiniał siostry. Nigdy. — Pewnie spodziewała się, że zignoruje jej słowa odnośnie ciebie. Ale tego nie zrobiłem. Nie chce ograniczać się do znajomości z zaledwie paroma kotami. Wolę poszerzyć to grono - powiedział pogodne, zastanawiając się nad momentem płaczu Płotki. Naprawdę trening z kremową kotką tak ją przytłoczył? Być może było jak z czarnym wojownikiem. Spodziewała się łatwiejszej terminatorki na start i osobowość Bawełny trochę ją przytłoczyła. Może, nie trochę. Kiedy temat zszedł na jego rodzinę, przypomniała mu się rozmowa z Mętną Łapą. Również i tam padło takie zapytanie. — Cóż, poza Płotką i Amurem mam jeszcze kilku braci. Ciernistą Łapę, Karpią Łapę, Śliską Łapę i Pstrągową Łapę. Ale, gdzie się teraz podziewają, to nie mam pojęcia. Dawno ich nie widziałem - nie lubił przechodzić do części o jego ojcu. Był to dla niego temat, trochę krępujący. Kiedy większość Rzeczniaków ojca znała, on nawet o nim wzmianki nie słyszał. Może kiedyś się dowie. — Mama nam nigdy nie mówiła kto jest naszym ojcem, a my nie dopytujemy. Kiedyś może nam powie, albo i nie.
Ta żmija też zastanawiała się, po jaką cholerę ciemny wojownik dalej tutaj był. Dalej z nią rozmawiał, dalej próbuje się jakoś polubić, mimo, że Bawełniana Nić daje mu milion znaków, by po prostu spadał. Nie była zainteresowana znajomością z Węgorzem, bo ten nie miał jej nic do zaoferowania. Nie miał ciekawej osobowości, był naiwny i okropnie głupi, a także oddany rodzinie, siostrze, która jako jedyna nie zwiała gdzie pieprz rośnie z klanu. Był bardzo troskliwy i milusi, czyli słaby. Łatwo się przywiązywał, przez co łatwo było go też zranić. Miał pełno tych cech, których Bawełna unikała jak tylko może. Śmiała się z kotów, które je posiadały i uważała je za gorsze. Był jedynie przystojny, naprawdę umięśniony i zdecydowanie wpisywał się w jej typ, ale co z tego, skoro kremowata nawet partnera nie szukała? Nie chciała mieć swojej własnej miłości, bo uznawała to za stratę czasu. Nie chciała się do nikogo przywiązywać, chciała jedynie oddać się obowiązkom klanowym, jak i własnym przyjemnościom. Bliskie koty w jej życiu były zbędne. - A uczepiłeś się tak tylko mnie, czy też kogoś innego? W końcu nie ograniczasz się z znajomościami, więc jest wiele kotów, których też możesz tak męczyć - uśmiechnęła się krzywo, ironicznie, dając jasno do zrozumienia, że jego towarzystwo ją irytuje i zdecydowanie wolałaby być teraz sama. Mocno wątpiła, by Węgorzowe Gardło zraził się po takich słowach, bo choć wcześniej nie mówiła tego wprost, to dawała wyraźne znaki że może sobie już pójść. - Uciekli. Opuścili klan, jak ty - powiedziała tym razem szczerze zaintrygowana tematem, choć słowa te powiedziała nieco ciszej i zdecydowanie do siebie. Banda tchórzy. Banda, która uciekła bo nie są w stanie przeżyć w klanie. Bo są za słabi, by nazywać się rzeczniakami, bo są tchórzami i boją się życia w lesie, w grupie. To pasuje do całej rodzinki Wydmy. Wszyscy byli tak samo słabi, Płotka, Węgorz i te zaginione rodzeństwo, o którym nikt już nie pamięta. - Więc jest możliwość, że w twoich żyłach nie płynie Klan Rzeki tylko i wyłącznie, tak? Pomyśl o tym, jeśli Wydmowy Wiatr związałaby się z kimś z klanu, jaki miałaby powód, by o tym wam nie mówić? Coś ukrywa. I co, i nigdy nie naciskałeś, by w końcu powiedziała? - Wydma była już starszą kotką. Zastraszenie jej brzmiało jak pestka, gdyby Węgorz wziął się w garść, to własną łapą zdobyłby tę informację już dawno temu. Tyle tracił na tym, że jest po prostu miękki... - Nie mówię, że to cos złego. Nie miałeś wpływu na to, kto jest twoimi rodzicami, przynajmniej to cię robi trochę... wiesz, ciekawszym. Na twoim miejscu dawno dążyłabym do tego, by się dowiedzieć. - jej głos zdecydowanie się zmienił. Mówiła zaintrygowana tematem, szczerze zaciekawiona. Jej słowa były żywsze, a zielone oczy nawet na chwilę zaświeciły się pod wpływem emocji.
Temat rodziny dla Węgorza zawsze był, krępujący? Cóż, nie to że się swojej rodziny wstydził. Kocha ją całym swoim serduchem skrytym pod warstwą czarnego futra. Jednak, kiedy rozmawiał o swojej rodzinie, czuł coś dziwnego. Zawsze w jego łebku, od najmłodszych lat, rozrastał się obraz rodziny idealnej - mama, tata, on i rodzeństwo razem zostają wojownikami. Jako kociak tak zawsze marzył. Ale, ma tylko mamę i Płotkowy Potok, a obecny status jego rodzeństwa jest nieznany. Nawet nie wie czy ich kiedykolwiek za życia spotka. Ciężko mu było o tym mówić. Chciałby mieć z nimi wszystkimi dobre relacje, ale ledwo co z nimi rozmawiał. Nawet nie odpowiedział na pierwsze pytanie. Zamruczał tylko cicho rozbawiony, jednak to rozbawienie ustąpiło przygnębieniu. Bawełniana Nić nie była by sobą, gdyby tego nie drążyła, prawda? Ten jad chyba jej wystarczająco żołądka nie wyżarł. — Mów co chcesz, ale wierzę że wrócą. Nie odszedłem z własnej woli. Możecie mówić, że głupio postąpiłem tak odchodząc... Ale wróciłem. Bo chciałem - powiedział to prawie że pomrukiem, całą głębią swojego grubego głosu, ani razu nie patrząc na Bawełnę, a w dal przed sobą. Jakby z nadzieją, że spotka tam rodzeństwo? Albo i nie. Wie tylko gdzie jeden z braci się pałęta. Los reszty jest mu nieznany. Jeszcze musiała drążyć temat jego pochodzenia. A niech się ugryzie w język i zatruje własnym jadem! Już mi się odechciało rozmowy na ten temat. — Nieszczególnie mnie obchodzi skąd pochodzę, ani kto jest moim ojcem. Gdyby był kimś wyjątkowym, Wydma nie raz by o nim wspominała. A nawet jeśli jest z innego klanu, koło ogona mi lata kim on jest. Może nam kiedyś powie, może nie. Możemy, proszę, zmienić temat? - Węgorzowe Gardło bardzo nacisnął na prośbę o zmianę tematu. Co mu się dziwić. Jak ma mówić w jakiś sposób o kimś, kogo nawet nie zna? Nawet jak Wydmowy Wiatr powie mu z imienia kto jest jego ojcem, nawet by go nie skojarzył. Jest za krótko wśród starszych kotów by znać wszystkich.
Jeśli temat rodziny dla Węgorza był ciężki, to tylko podsycało jej ciekawość. Ciężkie tematy zawsze były najciekawsze, bo koty nie mówią o nich byle komu. I ciężko z nich wycisnąć jakiekolwiek informacje. A posiadając je, Bawełna czułaby się wyjątkowo, bo wiedziałaby tylko ona, nikt inny. I nie próbowałaby pomóc ciemnego wojownikowi. W żadnym wypadku, wyciągnięcie od niego informacji to jedno, a pomoc to drugie. Prędzej chciałaby to wykorzystać. W końcu różnorodne haczyki zawsze były potrzebne, nawet na koty, z którymi nie za bardzo się zadawała. Strzepnęła ogonem, niezadowolona z tego, że kocur uniknął odpowiedzi na jej pierwsze pytanie. Chciała wiedzieć, czemu to właśnie ona padła wyborem Węgorza, ale zaś głupio by było naciskać, skoro weszli na temat o wiele ciekawszy. - Wiem, że nie odszedłeś z własnej woli. Twojego rodzeństwa to też wcale nie musiał być ich wybór. Ale jednak go opuścili. Nie było cię w klanie, ich też teraz nie ma. Aż nie do wiary, że to akurat Płotka wytrwała najdłużej - przewróciła oczami, bo znając szylkretową wojowniczkę to ona złamałaby się pierwsza pod wymogiem życia w lesie. Nie spotkała jeszcze ani borsuka, ani nic tak groźnego, by zobaczyć, że nie da rady. I Bawełna miała cichą, malutką nadzieję, że w końcu na coś takiego napotka, uzna, że już woli żyć na osiedlu i się stąd wyniesie. - Więc sugerujesz, że Wydma związałaby się z kimś nie-wyjątkowym? To dość okrutne, mówić tak o matce, wiesz? Jesteś dziwny, jeśli cię to nie interesuje. Odpowiedź masz na wyciągnięcie łapy. Wystarczy porozmawiać z Wydmą - zasugerowała, ponownie na to naciskając. Porozmawiać, ale nie tak milusio, jak pewnie zawsze z nią gada, a w końcu nacisnąć na temat i czekać, aż sama wszystko wyśpiewa. Zastanowiła się na chwilę. Równie dobrze sama mogła porozmawiać z Wydmą. Trochę ją zastraszyć, trochę parę ostrzejszych słówek i by powiedziała. Wydma była stara, z pewnością podatna na taką gadkę. Ale to nie było w jej interesie. Jak bardzo temat jej nie interesował, to nie będzie odwalać roboty za Węgorza. Nie chciał wiedzieć, to nie, w końcu Wydma zdechnie i już nigdy się nie dowie. Co za dureń. - Dobra, wrażliwcu, to zmieńmy. Powiedz coś o sobie. Ty zacznij temat, po prostu, nie będę prowadzić tej rozmowy cały czas - mruknęła, wyraźnie zaznaczając, by temat trzymał się jego osoby, nie jej. Ta rozmowa nie była po to, by on poznał ją, tylko po to, by ona poznała go.
Coraz to bardziej go niepokoiło czemu Bawełniana Nić tak bardzo się interesuje jego rodziną. Przecież gardziła Płotką, nie ukrywała tego zwłaszcza przy nim. Sądził, że tym samym zraziła się do całej rodziny kotki. Więc skąd takie zainteresowanie jego pochodzeniem? Może i jest pół krwi albo i nie, nie chce naciskać na matkę. Pod takim wpływem mogła by powiedzieć więcej kłamstw swojemu synowi tylko po to, by zaspokoić jego ciekawość. Nadejdzie czas, że im powie to sama, jest tego pewien. Nie chce na nią naciskać. A nawet jeśli chciałby bardzo wiedzieć, kto jest jego ojcem, nie potrafiłby wyciągnąć tego z matki. Być może ma lepszy pretekst do tego, by nie zbliżać się do granic - pomyślał. Po jego opowieści kotka z pewnością nie będzie się tak bardzo zapuszczać na granice, dla własnego bezpieczeństwa. Ale nigdy by nie chciał, aby to ona była na jego miejscu. Nawet nie chciał wiedzieć co kotka musiała odczuwać, kiedy z całego rodzeństwa na tamtą chwilę została w obozie sama. Pewnie myślała, że rodzeństwa nie zobaczy aż do śmierci. — Co- Oczywiście że nie! Nie to miałem na myśli - aż się zatrzymał, kiedy Bawełna podsunęła mu swoją sugestię. Nie miał nawet tego na myśli! Po prostu, może i Wydmowy Wiatr z nikim się nie wiązała? Może po prostu odszukała kocura, który pomógł jej w zrealizowaniu szczęścia. Albo może ich ojciec zmarł i nie chce go wspominać? Przez wojowniczkę temat go coraz bardziej zastanawiał, ale nie był przekonany, aby wypytywanie o to Wydmowy Wiatr było najlepszym pomysłem. Sierść na ogonie opadła spokojnie, kiedy Bawełniana Nić zgodziła się na zejście z tego tematu. Ale ciągle to on musiał go prowadzić. Faktycznie chce o nim coś usłyszeć czy po prostu nie chce o sobie nic mówić i chce czymś zająć czarnego wojownika? Trochę się bał zaczynać tematu o sobie by nie wyjść na chwalipiętę albo debila. — No cóż... Coś o sobie... Jestem w trakcie szkolenia mojej drugiej podopiecznej w życiu, Koperkowej Łapy. Ale, treningi z nią idą bardzo licho, bo nawet na nich się nie stawia.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Niektóre matki, kiedy wypuszczały swoje kocięta na świat, czuły pustkę. Czasem nie potrafiły sobie z tym tak po prostu poradzić, długo przyjmowały do wiadomości, że ich kocięta zostały terminatorami. Zachód zdecydowanie należała do tej grupy w jakieś ćwiartce. Bardziej jednak czuła się wreszcie... wolna. Mogła wychodzić bez proszenia się o popilnowanie małych Światłokonarków, mogła wrócić do patroli i polowań. W każdym razie prawie wolna. Mrozik nie został mianowany, ponieważ zamarł w miejscu, zestresował się tak, że nie przyszedł na mianowanie. W jakimś procencie jednak nadal bała się o swoje kocięta. Został jej macierzyński instynkt, którego nie potrafiła wyłączyć. Poza tym... te kociaki teraz reprezentowały ją i Kornika, jako ich idealne kopie. Poza tym nie potrafiła od tak przestać interesować się swoimi kociętami... nawet tym nieszczęsnym Cisem, który zdecydował się zostać medykiem. Chociaż jeśli o to chodzi, to zaczęło jej powoli przechodzić i zbierała się do rozmowy ze swoim drugim dzieckiem. Nie chciała.... Nie mogła go stracić, nie mogła go stracić jak każdego z nich. Musiała jednak przyznać, że jej kondycja nieco upadła i musiała to naprawić - chociaż może to przez fakt, że miała już ponad osiemdziesiąt księżyców na karku?
Z nieukrytą przyjemnością przyjęła również zaproszenie Kornika na wspólny spacer. Jakaś część niej potrzebowała po prostu z nim pobyć, porozmawiać... może utopić w Grzmiącej Rzece. Tak naprawdę, po prostu spędzić z nim czas.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas