Logo Artemidy
Łabędzie Gniazdo
Dotarli w końcu do rozległej wody, a tam ukazał się ich oczom dziwny twor- stos gałezi i trzcin. Ewidentnie przypominało to gniazdo. Jakiegoś wielkiego ptaka. Albo ptaków. Czart nieufnie podszedł do owej rzeczy bliżej, i równie nieufnie go obwąchał. Nie wyczuł jednak zapachu żadnego zwierzęcia. Zauważył ponaglający gest Sowy, jednak on sam zwolnił na chwilę. Owszem, musieli iść na przód ale uważał że lepiej jednak uważać w obcej okolicy, na wypadek....czegoś. Powoli posuwał się naprzód, jednak rozglądał się i weszył po kątach. Odwrócił się na chwilę do Nocy, bo wiedział że brat nie ma pszczół w mózgu i myśli podobnie.
-Uwazam, że musimy uważać. Nie wiadomo co tu może czychać. - miauknął.
Ta niedziela jest jak film tani klasy "B"
Facet się pałęta w nim w nieciekawym tle
Scenarzysta forsę wziął, potem zaczął pić
I z dialogów wyszło dno, zero czyli nic

Wszyscy święci balują w niebie
Złoty sypie się kurz
A ja włóczę się znów bez Ciebie
I do piekła mam tuż

LVL 5 150 / 400
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I ruszyli dalej, dzielnie brnąc przed siebie pod osłoną nocy. Wtem wzrok kocura wyłapał piórko, i to dość spore, białe, długie. Stanął nad nim, pochylił się i je obwąchał. Widział już pióra, oczywiście, ale tak duże pióro musiało znaczyć dość dużego ptaka. W umyśle kocura od razu pojawił się widok ów stworzenia, co jeśli był to ptak drapieżyny? Wiedział, iż takie są, choć żadnego oczywiście nigdy nie widział. Zdecydował się na wszelki wypadek zabrać ów pióro, jakby miało mu posłużyć jako dowód w śledztwie.

I jak się okazało, tak się stało, bo chwilę potem natknęli się na dziwne, duże legowiska. Kocur trzymał piórko w zębach, gdy dotarli do dziwnych, wielkich posłań. Jego wzrok spotkał się ze wzrokiem Czartopłocha, który odwrócił się w jego stronę. Noc w odpowiedzi kiwnął mu krótko łbem. Wystąpił kawałek na przód, wpatrując się w ptasie leże, następnie odwrócił się do pozostałych, kładąc piórko na ziemi - Cokolwiek tu żyje, zdecydowanie jest większe od nas. - mruknął przyciszonym tonem i łapą wskazał na piórko, pokazując kolejny dowód na to, że jakieś ogromne ptaki faktycznie zamieszkiwały ów terytorium - ...Zachowajmy ostrożność. - słownie zgodził się z bratem - I lepiej się oddalmy od tego miejsca. - mówił dalej głosem cichym, jakby w obawie, że coś może z cieni może go usłyszeć.
‧₊˚ৎ౨﹒🦇 𝓥𝖆𝖒𝖕𝖎𝖗𝖊‎ 𝖆𝖙 𝖓𝖎𝖌𝖍𝖙 🦇﹒౨ৎ˚₊‧
⁺‧₊˚🩸ཐི⋆♱ 𝕊𝕖𝕖𝕜 𝕪𝕠𝕦𝕣 𝕓𝕝𝕠𝕠𝕕 𝕒𝕝𝕝 𝕥𝕙𝕖 𝕥𝕚𝕞𝕖 ♱⋆ཋྀ🩸˚₊‧⁺

⋆˖⁺‧₊☽◯☾₊‧⁺˖⋆
ℬℯℯ𝓃 𝓈ℴ 𝓁ℴ𝓃ℊ 𝓈𝒾𝓃𝒸ℯ ℐ 𝒹𝒾ℯ𝒹
╭──────────────────────.★..─╮
✧.*🍷'⁠⁠-⁠ ꃳ꒤꓄ ꊰ#ꉔꀘ꒐ ꋊꏂꏂ꒯ ꓄ꁝꋬ꓄ ꄲꋊꏂ ꂵꄲꋪꏂ ꓄꒐ꂵꏂ -'🍷⁠*⁠.⁠✧
╰─..★.──────────────────────
LVL 2 130 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kocięta miały niesamowite szczęście. Do tej pory nic ich nie zjadło i nic ich nie wyśledziło. Czy to oznaczało, że faktycznie dotrą do granicy nieznalezione i bez szwanku? Ich łapki były aktualnie w okolicy jeziora, natomiast okrążały je sprawnie i były coraz to dalej. Aby widzieć znalezione przed chwilą gniazdo, musiałyby odwrócić głowy, by spojrzeć za siebie i tam ujrzeć ciemną, stojącą wodę i to wielkie legowisko. Dopiero po faktycznym oddaleniu się od tego miejsca, mogły dotrzeć do nich niepokojące rzeczy.

Sowa natrafić mogła na kolejną niespodziankę, ale tym razem niemiłą. Gdy rodzeństwo szło, to właśnie ona była ustawiona w tej małej eskapadzie w takim miejscu, by chwilowo widzieć niebo nad dwoją głową, spomiędzy gałęzi drzew. I to właśnie tam coś nad nimi przeleciało. Było duże, zdecydowanie większe od największego wojownika w Klanie Cienia, jakiego Sowa mogła kojarzyć, ale jednocześnie widać było od razu, że także wąskie i jedyne co sprawiało, że zwierzę wydaje się szersze, niż faktycznie jest, to rozłożyste skrzydła. Kotce nie udało się zauważyć żadnych innych szczegółów, które mogłyby nakierować grupę na ewentualne rozpoznanie, a ciemna noc nie ułatwiała zadania. Jedyne czym jeszcze ich uraczył, to dziwny dźwięk, który mogła słyszeć reszta, a który przypominał "trąbienie", ale tylko Sowa zauważyła przelatujące ciało. Skrzydła poruszyły liśćmi na drzewach, jakby chciały je z nich całkowicie zmieść. Ptak nie zdawał się lądować... ale co jeśli to właśnie było jego leże i chciał zaraz do niego powrócić? Może zapomniał czegoś i chciał to zabrać?

Sowa
lvl: 1 | S: 3 (7) | Zr: 3 (7) | Sz: 1 (2) | Zm: 2 (5) | HP: 55 | W: 45
>statystyki obniżone z uwagi na wiek (poniżej 6 ks)


Noc oraz Czartopłoch szli sobie bez większych niespodzianek czy zagrożeń. Nie słyszeli nic poza tym dziwnym dźwiękiem nad ich głowami, a że nie zobaczyli co to było i nie mogli tego z niczym skojarzyć, bo dźwięk nie był w stanie powiedzieć im praktycznie nic, to mogli się tylko zastanawiać i oprzeć swoje domysły o ewentualne informacje od Sowy, o ile ta będzie skora się nimi podzielić. Poza tym ścieżka pod ich nogami była twarda, piach nie wlatywał im do oczu, żadne pająki nie wchodziły na czoła, a myszy nie harcowały pod drzewami.

Noc
lvl: 1 | S: 3 (7) | Zr: 2 (5) | Sz: 2 (5) | Zm: 1 (3) | HP: 60 | W: 40
>statystyki obniżone z uwagi na wiek (poniżej 6 ks)

Czartopłoch
lvl: 1 | S: 4 (8) | Zr: 2 (4) | Sz: 2 (5) | Zm: 1 (3) | HP: 50 | W: 50
>statystyki obniżone z uwagi na wiek (poniżej 6 ks)


Ostatnia z rodzeństwa także usłyszała dźwięk, ale natrafiła na coś więcej. Wrona z całej czwórki musiała posiadać jakiś dar od Gwiezdnych, bo to właśnie ona jako kolejna i pierwsza znów zauważyła niepokojące ślady. Te bardziej przypominały ślady kota, aniżeli to coś z wcześniej, natomiast były większe i miały zdecydowanie dłuższe odbite pazury. I znów - kociakowi zapach mówił niewiele, ale tym razem pachniał po prostu ciężko, w charakterystyce tego czegoś, czym było nieznane jej zwierzę, ale zdecydowanie już nie rybnie. Ślady były skierowane na ukos, ale przy dokładniejszym przyjrzeniu się, Wrona mogła dostrzec, że już nie tak daleko od nich robiły one łuk w kierunku, w którym kocięta właśnie szły. Idąc na wprost, mogłyby natrafić na to coś, co się ich tam nie spodziewało.

Wrona
lvl: 1 | S: 1 (3) | Zr: 3 (6) | Sz: 3 (6) | Zm: 2 (5) | HP: 60 | W: 40
>statystyki obniżone z uwagi na wiek (poniżej 6 ks)


Koniec końców kocięta musiały wybrać - odbić na prawo, gdzie jeszcze byłyby na tyle w zasięgu jeziora, by ewentualnie napotkać ptaka, który mógłby chcieć się do niego zbliżyć, czy iść wprost na nieznajome im zwierzę? A może obrać drogę na lewo, która nie wiadomo dokąd konkretnie prowadziła i czy tam była granica, której szukały?
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Brnęła dalej razem z rodzeństwem, oddalając się od jeziorka, zachowując przy tym ostrożność, tak jak powiedział Noc. Nie trzeba było jej dwa razy powtarzać, od samego początku wyprawy Wrona starała się być uważna i ostrożna; przeszyć wzrokiem ciemność, szukać potencjalnego niebezpieczeństwa, gdyż jak się okazało - im dalej w las, tym więcej niespodzianek. Wpierw ślady, potem gniazdo, a teraz jakiś dziwny dźwięk, który przestraszył trochę ptaszynę. Zjeżyła futro, spięła mięśnie i zaalarmowana zaczęła rozglądać się po okolicy, aczkolwiek nie zauważyła źródła trąbienia. Co jednak zauważyła, to znów ślady na ziemi oraz towarzyszący nim dziwny zapach. Podeszła do nich, kładąc swoją łapę na jednym dla porównania wielkości i kształtu, uśmiechając się pewnie pod nosem. Nie była zadowolona z niebezpieczeństwa, ale była dumna, że znów to ona znalazła jakiś trop. Było to rzecz jasna zwykłe szczęście, ale Wrona tak nie uważała - dla niej to było jeszcze większe potwierdzenie, że miała dobre zmysły, co tylko powiększało jej pewność siebie. Szybko jednak uśmieszek z pyska jej zlazł, zastępując grymasem, jak tylko spojrzała przed siebie, śledząc ślady, które... szły w stronę tam, gdzie oni.
- Mmmm - miauknęła pod nosem do siebie z niezadowoleniem, po chwili odwracając się do rodzeństwa - Tam gdzie idziemy prowadzą ślady jakiegoś większego zwierzęcia z pazurami. Nie wiem czy to jest dobra droga, chyba że jakoś wyminiemy, ale to też ryzykowne, bo możemy tak zgubić naszą prosta linię do granicy - poinformowała szeptem wszystkich, wskazując na to co znalazła, ale również rozmyślając w trakcie. Nie miała pełnych informacji, więc skręcenie w lewo bądź w prawo brzmiały dobrze, pod warunkiem, że za jakiś czas znów skręciliby na właściwą ścieżkę, ale jaką mieli gwarancje, że tak się nie zgubią? Z następnym działaniem wstrzymała się, dopóki nie ustalą czegoś wspólnie.
[Obrazek: jDKPq3w.png]
the world's greatest actor doesn't need a stage
'cause they're so good at their craft that
《 ✦Xx✧Xx☾Xx✧Xx✦ 》
✦Xx✧Xx NOBODY KNOWS THEY'RE FAKE Xx✧Xx✦
the fools have no clue the one they knew was just a fraud
the master of pretending to be something that they're not
LVL 4 110 / 300
MedLVL 6 855 / 900
6
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Noc poderwał łeb do góry, gdy las przeciął nieznajomy im dźwięk, a liście drzew zadrżały. Nie był jednak spięty, dalej opanowywał go spokój, i zdawał się intensywnie analizować sytuację. Przymrużył oczy, gdy głos zabrała Wrona, bo ta raz jeszcze wpadła na nieciekawe znalezisko - Będziemy mieć większe szanse zgubieni... niż martwi. - stwierdził krótko - Uważam, że powinniśmy obrać jak najbezpieczniejszy kierunek, na około. Zbaczajmy na otoczenie, zapamiętujmy drogę, zapachy, kierunki... I trzymajmy się razem. Blisko. - dodał poważnie, spoglądając po reszcie rodzeństwa - Gdyby coś nas zaatakowało, nie powinniśmy się rozdzielać. Razem mamy większe szanse. - mówił dość surowo, ale cichuńko, tak, że jego głos nie wybudziłby nawet zająca o najczulszym słuchu na świecie. A przynajmniej na to liczył.
‧₊˚ৎ౨﹒🦇 𝓥𝖆𝖒𝖕𝖎𝖗𝖊‎ 𝖆𝖙 𝖓𝖎𝖌𝖍𝖙 🦇﹒౨ৎ˚₊‧
⁺‧₊˚🩸ཐི⋆♱ 𝕊𝕖𝕖𝕜 𝕪𝕠𝕦𝕣 𝕓𝕝𝕠𝕠𝕕 𝕒𝕝𝕝 𝕥𝕙𝕖 𝕥𝕚𝕞𝕖 ♱⋆ཋྀ🩸˚₊‧⁺

⋆˖⁺‧₊☽◯☾₊‧⁺˖⋆
ℬℯℯ𝓃 𝓈ℴ 𝓁ℴ𝓃ℊ 𝓈𝒾𝓃𝒸ℯ ℐ 𝒹𝒾ℯ𝒹
╭──────────────────────.★..─╮
✧.*🍷'⁠⁠-⁠ ꃳ꒤꓄ ꊰ#ꉔꀘ꒐ ꋊꏂꏂ꒯ ꓄ꁝꋬ꓄ ꄲꋊꏂ ꂵꄲꋪꏂ ꓄꒐ꂵꏂ -'🍷⁠*⁠.⁠✧
╰─..★.──────────────────────
LVL 2 130 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nieśmieszny żart.

To, że czwórka (jeszcze raz słownie: cztery!) latorośli wygnanych zdrajców zdołała, jakimś cudem, jakimś magicznym, niewyjaśnionym sposobem umknąć oku wszystkich matek w Liściastym Gąszczu, a potem wszystkim wojownikom w obozie i jego okolicach, było niesamowicie nieśmiesznym, żałosnym żartem. Spopielonej Gwieździe nie było do śmiechu.

Nie było jej do śmiechu, gdy Gasnący Dech niemal dławiąc się swoimi łzami spanikowana mówiła, że Sowy, Czartopłocha, Wrony i Nocy nie ma w Liściastym Gąszczu ani nigdzie w obozie i zupełnie nie do śmiechu jej było, gdy budziła Oszronionego Poranka, gdy wytargała go razem ze Zgniłym Jabłkiem i ruszyła tropem kociąt, tropem tak oczywistym, a jakimś cudem tropem najwyraźniej nie do odnalezienia dla jej wojowników.

Przed ruszeniem tropem młodych Polana rozesłała dwa patrole składające się z wojowników. Nie wiadomo, kiedy wyszły. Nie wiadomo, jak daleko poszły, nie wiadomo, czy znajdą je żywe, im więcej terenu teraz przetrzepią, tym lepiej, tym szybciej znajdą kocięta albo ich trupy. Nie pozwoliła, aby Gasnący Dech ruszyła wraz z nimi; zabrała ze sobą tylko Oszroniony Poranek i Zgniłe Jabłko, to oni, mieszkając w Liściastym Gąszczu, mieli tych kociąt pilnować. To Zgniłe Jabłko jako ich matka adopcyjna miała dopilnować, aby do tego nie doszło. To ona sama miała pilnować swoich wojowników i najmłodszych członków Klanu, aby nie stała im się krzywda, a zawiodła na każdej linii, ona i cały ten Klan, bo jakim sposobem wymknęła się niepostrzeżenie czwórka kociąt i jakim sposobem nikt tego nie zauważył aż do teraz?

Kamień spadł jej z serca gdy ruszając tropem kociąt, tak niebezpiecznie blisko tropu większego drapieżnika ujrzała czterech uciekinierów żywych. Ulżyło jej, zaraz tą ulgę zastąpiła druga emocja która wrzała jej pod skórą i rozpalała całe jej ciało do czerwoności. Wraz z Oszronionym Porankiem i Zgniłym Jabłkiem wyszła kociętom naprzeciw, żwawym, mocnym krokiem. Dobrze, że nie zabił ich lis albo borsuk, teraz mogła zrobić to osobiście.

Pierwsze, które napatoczyło jej się pod łapy - Wronę, zdaje się - przygniotła jedną z łap do ziemi, mocniej, niż planowała, choć daleko było Spopielonej Gwieździe od używania swojej pełnej siły i daleko jej było od chęci zrobienia kotce krzywdy. Przynajmniej na ten moment.

- Skoro macie wystarczająco dużo rozumu, siły i energii aby uciekać pod osłoną nocy z obozu, to może powiecie mi, co wyście sobie, na osty i ciernie, myśleli? - zaczęła mocnym, wściekłym tonem, mierząc wszystkie z kociąt wzrokiem tak lodowatym, że temperatura wokół spadła o kilka stopni. - Myślicie, że jesteście wystarczająco dorośli, że wiecie, co robicie? Zamieniliście się wszyscy z larwami na mózgi? Macie pojęcie, jakie mieliście szczęście, że wpadliście tylko na ślady drapieżnika, zamiast stanąć oko w oko z prawdziwym lisem, psem czy borsukiem? Czy którekolwiek z was ma pojęcie, ile mieliście szczęścia, że jeszcze w ogóle żyjecie?! - i ona wiedziała, dlaczego wyszli. Wiedziała, kogo szukali, wiedziała, i to sprawiało, że wściekała się jeszcze bardziej.

Spopielona Gwiazda cała wrzała. Czarny ogon obijał się agresywnie o jej boki, sierść na jej karku jeżyła się wściekle. - Wracamy natychmiast do obozu, prosto do Liściastego Gąszczu i zadbam o to, żebyście stamtąd nosa nie wyściubili nawet na pół uderzenia serca. I jeżeli nie chcecie pogorszyć swoje sytuacji jeszcze bardziej, radzę wam zamknąć mordy i nie stawiać dodatkowo oporu. Oszroniony Poranku, Zgniłe Jabłko, pomóżcie mi - niech do czegoś się, na osty i ciernie, przydadzą.

Wronę, którą i tak i tak trzymała przyszpiloną, chwyciła mocno za skórę na karku, jednego z jej braci - Czartopłocha czy Noc, nieistotne, wyglądali dla niej teraz tak samo gdy miała wizję zamazaną od gniewu - popychając najpierw nosem, potem łapą, zmuszając do skierowania się z powrotem ku obozowi Klanu Cienia. Z dala od granicy ku której kocięta zmierzały.

zapraszam jeszcze szrona ale tak wsm to zt <3 do domu bachory


always.X.begging, Xp l e a s e
yet the outcome i would dread
i'veX.fallenXxtoXxmyXknees
letXmy prideXget to..my head
nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark
iX,wanderX throughXtheXpast
seeingXx.m e m o r i e sXx.afar
all stay strong, we live eternally
all is well.in the AftonXfamily
★ ★ ★ ★ ☆ ★ ★ ★ ★
lives, they fell to pure insanity
ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
LVL 6 250 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
21
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dzień, a raczej noc stracona.

Miał właśnie cudowny sen, w którym złapał kuropatwę... A może to nie był sen? Niestety, raczej był. Już miał ją w garści, kiedy coś zaczęło go szamotać, przez co obudził się i nieprzytomnym wzrokiem spojrzał na... Spopieloną Gwiazdę? Co do... Gdy w końcu się dowiedział, co się stało, gdzie idą i po co, stracił chęć na dalszy sen.

Tak też razem ze Zgniłym Jabłkiem i Spopieloną Gwiazdą na czele ruszyli tropem kociaków Białego Kruka i Śpiewającego Raniuszka. To nie był sen, koszmar, który dopiero zaczął się, jak do jego nosa dopadła woń tej przemądrzałej zgrai. Skąd do głowy im przyszło, by w trakcie nocy uciekać się do czegoś takiego? Trzeba będzie zrobić warty nocne w kociarni... Do czego to doszło?

Gdy tylko zobaczyli bandę, ruszył szybszym krokiem za przywódczynią i Zgniłym Jabłkiem. Nie odzywał się ani słowem, Spopielona Gwiazda była wystarczająco zła, by na wszystkich wokół warczeć i syczeć. Poniekąd był to błąd Matek, że kociaki uciekły... Nie był z tego powodu zadowolony i dumny. Kiwnął głową na rozkaz. Polana ruszyła zająć się dwójką, sam Szron zatarasował przejście Sowie, pozostawiając ostatniego z kociaków dla Zgniłego Jabłka. Chwycił Mocno skórę na karku Sowy i zamierzał ruszyć do obozu zaraz za Spopieloną Gwiazdą, ignorując wszystkie wrzaski i narzekanie kociaków. Ogon cały czas mu nerwowo chodził.

//zt?
[Obrazek: Ovs3FPX.png]
art by 800ducks
LVL 5 125 / 400
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Otworzyła szeroko oczy i pyszczek oraz skuliła się, gdy zobaczyła cień, po czym podskoczyła, gdy nagle zjawiła się przywódczyni i wszystkie te dorosłe koty.
- Nie chcę do obozu! Chcę do mamy i taty! Noc, Wrona, Czart, w nogi! - krzyknęła jedynie po czym zaczęła uciekać w kierunku, w którym, jak miała nadzieję, była sławetna granica. Miała nadzieję, że zdoła do niej dobiec. Jeszcze nigdy nie biegła tak szybko, przynajmniej tak się jej wydawało. Miała nadzieję, że się uda - było ich więcej niż dorosłych, chyba, więc mieli szansę! Już mniejsza o ten cień który widziała wcześniej!
[Obrazek: 116251157_u6Z3KDNjsQhkEGJ.png]
LVL 1 95 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
7
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Z odsieczą do zgubionych na terenie klanu kociaków przyszły dwie kocice i jeden kocur. Przywódczyni wraz z dwoma matkami. Gwiazda Klanu Cienia miała już w pysku jedno z kociąt i poganiała przy okazji kolejne. Oszroniony Płatek chciał złapać za kark Sowy i przenieść ją bezpiecznie, ale złoto-srebrna nagłym ruchem wyrwała się z niedokończonego uścisku. Pomimo ostrego podejścia do sprawy przez Spopieloną Gwiazdę, to właśnie Sowa postanowiła zrobić coś, co mogło wzbudzić jeszcze gorsze nastroje - zaczęła uciekać. W tym momencie do akcji wkroczyła Zgniłe Jabłko. Matka szybkimi susami ruszyła za kociakiem i 5 lisich susów dalej trzymała już Sowę za kark. Uniosła ją i wróciła do Gwiazdy oraz biało-niebieskiego, aby wspólnie zabrać uciekinierów do obozu.
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niestety, daleko im nie było dane zwędrować. Noc postawił wysoko uszy od razu, gdy wyczuł, że ktoś się zbliża. Spiął mięśnie, podrywając łeb w stronę nowoprzybyłych, gotowy na najgorsze... ale to tylko koty z obozu, nie żaden drapieżnik. A raczej aż koty z obozu. Dwie matki i... przywódczyni we własnej osobie. No tak, mógł się spodziewać, że Spopielona Gwiazda będzie chciała osobiście wyruszyć na ich poszukiwania, gdy tylko się zorientują, że zniknęli. Zaklął w myślach, bo zaszli już tak daleko, byli tak ostrożni, a mimo to... nic nie osiągnęli. Jego oczy zwęziły się w szparki, a futro stanęło dęba, gdy zobaczył, jak przywódczyni depta jego siostrę. Zdusił jednak w sobie syk, wiedział, że impulsywne działanie nic im tutaj nie da, tamci mieli przewagę. Kiwnął Wronie głową, dając znak, by zachowała spokój. Sowa zdawała się jednak tego nie widzieć, na to wyglądało, bo krzyknęła i rzuciła się do biegu. Noc nie ruszał za nią, wiedział, że koty o wiele większe od nich prędko ich dogonią, a widząc jak została potraktowana Wrona obawiał się, co jeszcze mogliby zrobić. Byli dziećmi wyrzutków, byli niechciani, oceniani. Takich jak oni mogli traktować, jak tylko chcieli, zdawało się. Poza tym, gdyby wpadli na drapieżnika, narobiłoby się tylko problemów. Zgniłe Jabłko, ich fałszywa "matka", prędko dotarła do Sowy i złapała ją w szczęki. Tak, jak przewidywał. Wtem został pchnięty nosem przywódczyni, a potem łapą. Spojrzał na nią z dołu, jego oczy zmrużone, najbardziej widoczne w ciemnościach - Rozumiemy. - mruknął spokojnie, choć w jego głosie wybrzmiewała pewna nieufność, rezerwa. Ruszył z nimi, zatrzymał pióro, które znalazł, chowając je w swoim futrze. Szedł wolno, przynajmniej na tyle na ile mu pozwolono bez deptania ogona, rzucając jeszcze spojrzenie Czartowi. Nie mówiło ono dużo, ale można było się domyśleć, co Nocy chodziło po głowie. Teraz zrobią z nich najgorszych. Winnych. Czy ich też teraz wygnają?

// Zt
‧₊˚ৎ౨﹒🦇 𝓥𝖆𝖒𝖕𝖎𝖗𝖊‎ 𝖆𝖙 𝖓𝖎𝖌𝖍𝖙 🦇﹒౨ৎ˚₊‧
⁺‧₊˚🩸ཐི⋆♱ 𝕊𝕖𝕖𝕜 𝕪𝕠𝕦𝕣 𝕓𝕝𝕠𝕠𝕕 𝕒𝕝𝕝 𝕥𝕙𝕖 𝕥𝕚𝕞𝕖 ♱⋆ཋྀ🩸˚₊‧⁺

⋆˖⁺‧₊☽◯☾₊‧⁺˖⋆
ℬℯℯ𝓃 𝓈ℴ 𝓁ℴ𝓃ℊ 𝓈𝒾𝓃𝒸ℯ ℐ 𝒹𝒾ℯ𝒹
╭──────────────────────.★..─╮
✧.*🍷'⁠⁠-⁠ ꃳ꒤꓄ ꊰ#ꉔꀘ꒐ ꋊꏂꏂ꒯ ꓄ꁝꋬ꓄ ꄲꋊꏂ ꂵꄲꋪꏂ ꓄꒐ꂵꏂ -'🍷⁠*⁠.⁠✧
╰─..★.──────────────────────
LVL 2 130 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Na słowa Wrony postawił uszy. Drapieżnik. Jego sierść na karku odruchowo się nastroszyła. Odwrócił się na dźwięk słów Nocy, i powoli pokiwał głową przyznając mu rację. -Zgadzam się z Nocą. Nawet jak oznacza to że będziemy szli dłużej, jak cos nas zabije, nigdy ich nie znajdziemy. Ich. Jakby Czart, przytłoczony wszechobecną niechęcią panującą w klanie, bał się wypowiedzieć na głos imion przeklętych. Może to i lepiej, że te parszywe larwy o nich nie mówili. Przynajmniej nie kalali ich imion swoimi brudnymi jęzorami.


Wtem, za plecami usłyszał szelest, kroku, i zapach. Nie drapieżnika. Kotów. Kilku kotów. Zmrużył ślepia a serce mu zalomotalo, gdy dojrzał samą "najjaśniejszą" Gwiazdę, która wyskoczyła do nich z pyskiem. Warknął cicho, gdy zobaczył jak ta depcze jego siostrę, po czym strzepnal ogonem. Powstrzymał się jednak od wykonywania ruchów, gdyż w tej samej chwili, Polana się odezwała. Słuchał jej, mrużąc oczy, powstrzymujac syk, gdy kazała im zamknąć mordy. Krew w jego żyłach zawrzała. Gry został pchnięty łapą, zjeżył się, ale nic nie powiedział. Noc przytaknął, ale Czart milczał. Wtem do ucieczki zerwała się Sowa, na co odwrócił łeb, jednak stał w miejscu. To nie miało sensu. Nie uciekną już, a jedynie pogorszą sprawę. Chwilę później zgodnie z jego przewidywaniami Sowa została schwytana. Wyczuł na sobie spojrzenie brata, i odwzajemnił je, zaciskając szczęki, niemo przekazując słowa których nie mógł powiedzieć. Co teraz będzie? Co teraz z nimi zrobią? Ruszył, a jego pazury z każdym krokiem wbijały się w ziemię.


Zt.
Ta niedziela jest jak film tani klasy "B"
Facet się pałęta w nim w nieciekawym tle
Scenarzysta forsę wziął, potem zaczął pić
I z dialogów wyszło dno, zero czyli nic

Wszyscy święci balują w niebie
Złoty sypie się kurz
A ja włóczę się znów bez Ciebie
I do piekła mam tuż

LVL 5 150 / 400
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie dane im było dojść do granicy, nie dane było im nawet zdecydować w którą stronę chcą pójść, gdyż pojawiło się towarzystwo - tych, które korki Wrona usłyszała w chwili ciszy jaka nastała między rodzeństwem. Ptaszynie serce stanęło, ominęło uderzenie; wszystko na raz. Spięła mięśnie i nim miała czas w ogóle zareagować jakkolwiek, coś powiedzieć, to już przed swoim obliczem miała Spopieloną Gwiazdę. Z wszystkich kotów, wszystkich możliwych w całym klanie - trafiła się ona i Zgniłe Jabłko. Dwie kotki, które ptaszyna darzyła wielką niechęcią, a na dodatek przez jedną była obecnie uziemiona. Wydusiła z siebie ciche pisknięcie gdy to się stało, nienawidziła tego jak łatwo było ją wywrócić i przygwoździć.

Normalnie była w miarę dobra w ukrywaniu swoich emocji, jednak tylko jeden kot mógł spowodować przełamanie tego - sama przywódczyni. Wszystko wewnętrznie we Wronie wrzeszczało. Wszystko się gotowało można rzecz, każda komórka jej ciała nie chciała mieć kontaktu z nią, wszystko jej mówiło by się wyrwała z tego i to natychmiast. Widzieć źródło swoich problemów, wedle rzecz jasna dymnej kotki, w takiej sytuacji było chyba najgorszym czym mogło ją spotkać. Nastroszyła futro gdy ta tylko zaczęła gadać, mierząc ją ostrym wzrokiem. Czemu się nie wyrwała jak ją to tak irytowało. Każde kolejne słowo, wyzywanie ich, dłuższe przebywanie pod łapą, spowodowało że sama wbiła małe pazury w ziemię, lecz nadal nie działała. Trzymała to w sobie, a przynajmniej większość.
- Gdyby nie ty, to nie musielibyśmy wychodzić i szukać - syknęła, patrząc prosto na Polanę, lecz zrobiła to na tyle przyciszonym głosem, że tylko osoby blisko pewnie mogły to usłyszeć. Wedle kotki wszystko zapoczątkowała przywódczyni. Od wygnania rodziców, po tak właściwie okłamanie ich w żywe oczy z rzekomym złamaniem zasady, ukrywaniem prawdziwego powodu. Wrona przez to mogła mieć wiele złości w sobie, lecz wiedziała jedno - nie miała szans się wyrwać. Dał jej nawet znać o tym Noc, z którym chwile później wymieniła się wzrokiem. Zacisnęła mocniej zęby, na uderzenie serca przymknęła oczy, wzięła wdech i wydech, próbując się opanować.

Czuła złość tak, ale to wszystko zmieniło się szybko na rezygnację. Futro opadło, schowała pazury; im bardziej by stawiała opór tym gorzej wyjdzie dla wszystkich. Zaczęło do niej docierać, że odkrycie prawdy, wersji rodziców, odszukanie ich, było zwyczajnie niewykonalne. Nie na ten moment. Wcześniej już z tym się pogodziła, ale na początku wyprawy nabrała znów nadziei, że istnieje szansa, ta jednak teraz gwałtownie została złamana. Zaczęła zadawać nawet sobie pytanie czy w ogóle szukanie rodziców miało sens, czy miała od początku racje by to ignorować? Odszukanie prawdy było ważne dla niej, ale to również szukanie igły w stogu siana przecież. W dodatku czy na pewno rodzice byli tacy jak Wrona pamiętała? Po tym co się dowiedziała o nich, zaczęła wątpić. Może znów zwyczajnie źle pamięta.

Wtedy też uciekła Sowa, lecz ptaszyna nie drgnęła, jedynie spojrzała się w jej stronę; zupełnie obojętnym, lodowym wzrokiem. Ta miała jeszcze nadzieję, że może coś zdziałają - Wrona już się pogodziła z tym, że to koniec ich wyprawy. Wedle jej podejrzeń Zgniłe Jabłko, w przeciwieństwie do Oszronionego Poranka, złapała uciekinierkę, zaś ptaszynę wzięła sama Spopielona Gwiazda. Nie stawiała oporu, choć spięła mięśnie. Nadal z pasją tysiąca słońc nienawidziła kotki. Nie chciała być przez nią dotykana, a jednak pozwoliła na to. Czuła za dużo emocji na raz by próbować się wyrwać, musiała to wszystko poukładać w głowie. Wiedziała że spotka ich kara za to, co ją irytowało również w środku, ale czy też ich wygna? Przywódca przecież może robić co chce, Wrona była tego świadoma, więc nastawiała się na najgorsze. Nie zamordowali nikogo, ale z pewnością klan krzywo na nich patrzył, ona krzywo patrzyła.

// zt wybaczcie że takie długie asajg lubię opisywać myśli
[Obrazek: jDKPq3w.png]
the world's greatest actor doesn't need a stage
'cause they're so good at their craft that
《 ✦Xx✧Xx☾Xx✧Xx✦ 》
✦Xx✧Xx NOBODY KNOWS THEY'RE FAKE Xx✧Xx✦
the fools have no clue the one they knew was just a fraud
the master of pretending to be something that they're not
LVL 4 110 / 300
MedLVL 6 855 / 900
6
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Z każdym dniem robiło się coraz cieplej, nie było co ukrywać – przyroda ponownie budziła się do życia, a Nektar nie mogła przestać marzyć o tym, by ten paskudny śnieg wreszcie stopniał, a słońce wyszło zza chmur. Pora Młodych Liści… zdecydowanie bardziej ją motywowała. Do wszystkiego.
Zastępczyni usiadła na brzegu jeziora, wpatrując się w taflę wody.
LVL 7 375 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
16
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Często odczuwał upływ czasu.
A może to, jak prędko ten mu umykał. Wszystko budziło się do życia, a Zimna Krew jakby stale trwał w miejscu. Nie dało się sprawić, by myśli odeszły. Już dawno stracił na to nadzieję. Życie toczyło się dalej.
Nie mógł powiedzieć tego samego o Złocistym Nektarze. Ta pięła się coraz wyżej, zbliżając się do szczytu. Czy była szczęśliwa? I czy w jej życiu wciąż było dla niego miejsce...?
- Mógłbym się dołączyć? - zapytał, podchodząc do szylkretki - Co u ciebie? Tęskniłem.
Przysiadł przy partnerce, oplatając ją delikatnie ogonem. Niewiele mieli szans na podobne znaczące chwile.



ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj
ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy




ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat,
ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
O MESJASZU CO PRZYJDZIE BY ZBAWIĆ OD ZŁA
LVL 6 350 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
19
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Była szczęśliwa, pnąc się do góry. Oczywiście, nie napawały ją optymizmem warunki, w których do tego doszło – śmierć tak młodej przywódczyni była niemałym ciosem dla Klanu… choć, cholera, nie mogła pozbyć się myśli gdzieś z tyłu głowy, że może tak powinno być, że może na Klan czekał teraz rozkwit, gdy rodzina Psiego Serca już dłużej nie zajmowała najwyższych stanowisk w Klanie. Może tego właśnie potrzebowali; nieważne, jak nieodpowiednie były te myśli.
Jednocześnie, nie potrafiłaby zająć myśli jedynie tym. Dużą rolę w jej życiu odgrywał Zimna Krew. Kot, którego… kochała. Potrzebowała czasu, by oswoić się z tą myślą, ale teraz potrafiła powiedzieć to otwarcie. Był – tak jak Klan Cienia – niezmienną w jej życiu. Kimś, na kim zależało jej najbardziej.
– Zimno – mruknęła w odpowiedzi, spoglądając w jego stronę. Oczywiście, że możesz, głuptasie, dokończyła już w myślach. Sam zresztą o tym wiedział, skoro dosiadł się nawet bez odpowiedzi. Uśmiechnęła się do niego delikatnie na otulenie ogonem, żałując, że nie może odwzajemnić tego gestu; jej pyszczek oklapł na jego barku w delikatnym uścisku. Cieszyła się, że tu był. – Ach, cieszę się, że Pora Młodych Liści coraz bliżej… Nie będę ukrywać, mierzi mnie już ten przymrozek. Brakuje mi kwiatów, tego uczucia, że wszystko… wszystko się rodzi, budzi do życia. Nowego początku. Jak w Klanie zresztą. Jeszcze nie do końca oswoiłam się z myślą, że zostałam Zastępczynią. A to było moje marzenie – rozgadała się trochę, wieńcząc swoją wypowiedź kolejnym uśmiechem i dotknięciem kocura nosem w policzek. – Jak ty się czujesz?
LVL 7 375 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
16
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości