- No wiem, wiem... po prostu... No, nieważne. Ja też... się z nikim nie spotykam. Jeśli cię to interesuje. Jakkolwiek. - odpowiedziała, nadymając policzki, żeby powstrzymać się od palnięcia jakiejkolwiek głupoty. Już dość powiedziała.
- Szukamy! - zarządziła, odbiegając od Puchatka najszybciej jak mogła. Tylko w ten sposób mogła sobie oszczędzić dalszej kompromitacji. Teraz musiała znaleźć największego trzmiela, jaki tylko tu fruwał. Czuła się trochę jak na polowaniu. Zakradała się między kwiatkami, szukając tego najtłustszego, puchatego trzmielika. Nie mogła przecież pozwolić Puchatkowi wygrać, prawda? Gorzej, jeśli ją tutaj zaprosił właśnie dlatego, że już znał miejsce, gdzie znajdują się największe duże pszczółki.
To nie oznaczało jednak, że Rzeczka nie mogła próbować, prawda? Szła, i szła aż w końcu... zobaczyła tak ogromnego trzmiela, że nie mogła w to uwierzyć! Chciała go zobaczyć z bliska, ale trochę źle wymierzyła odległość i robaczek... usiadł jej na nosie. Gdyby to był motylek, zapewne napawałaby się tym widokiem. To był jednak robaczek, który w kuperku miał bardzo ostre żądło i Rzeczka nie chciała go poczuć na własnej skórze. Próbowała zachować spokój, jednak emocje wzięły górę.
-AAAAAAAA!!!! - pisnęła głośno i zaczęła biegać w kółko, trzęsąc głową. Trzmiel zdążył już dawno polecieć, ona jednak nie miała odwagi, żeby otworzyć oczy i to sprawdzić. Biegała tak więc w kółko z zamkniętymi oczami, licząc na cud.
niezgrabny, pulchny, przeciętnej wielkości, cynamonowy srebrny klasycznie pręgowany z bielą (nos, policzki, broda, pierś, końcówki palców przedniej lewej łapy, przednia prawa łapa poniżej nadgarstka, obie tylne stopy (do połowy długości do stawu skokowego), końcówka ogona, brzuch), o długiej sierści i błękitnych oczach, na zeza rozbieżnego w lewym oku
Łagodny, wesoły, naiwny. Przyjaciel wszystkich, nieświadomy większości zagrożeń i okrucieństw świata. Przez większość czasu aniołek, któremu czasami zdarza się jednak wybuchnąć, kiedy nie może zapanować nad co silniejszymi, lub nowymi emocjami. Ma nienajlepszą pamięć, a może po prostu nie zawsze ma dość skupienia, by postarać się zapamiętać to, co się do niego mówi. Właśnie dlatego Puchatkowi zdarza się złamać zasady czy dane obietnice. Zazwyczaj nie ze złości, a z nieuwagi i nieroztropności.
Niegroźne, głupiutkie stworzenie, które bez wątpienia będzie potrzebowało pomocy, by nie doprowadzić się do własnej zguby.
Różowa Łapa (Wicher), Helena (Pieszczochy)
Znowu zupełnie jej nie rozumiał i wciąż miał trudność z połapaniem się, dlaczego z takim trudem o tym rozmawiali i dlaczego wciąż miał wrażenie, że Rzeczna Łapa co kilka uderzeń serca gryzie się w język. Czuł, że ma w tej kwestii coś więcej do powiedzenia, ale z tylko jej znanego powodu, hamuje się i powstrzymuje od powiedzenia Puchatej Łapie wszystkiego, co myśli na ten temat.
- Pewnie, że intere… – zaczął odpowiadać Puchata Łapa, wciąż zaskoczony tym, jak dużo różnic i nieporozumień było najwyraźniej między nim i Rzeczną Łapą na tym polu. Zupełnie nie rozumiał, skąd one się brały. Do tej pory mówili sobie nawzajem prawie wszystko, dlaczego w kwestii ewentualnych partnerów miałoby się to zmienić? Powinien z nią o tym później porozmawiać? Dlaczego w ogóle miało to dla niego takie znaczenie? To chyba normalne, że kwestia ewentualnego partnera lub partnerki była ważna dla dorastającego kota? W każdym razie, cynamonek nie zdołał skończyć swojego zdania, bo jego towarzyszka odbiegła od niego, w ten czy inny sposób kończąc temat. Niech tak będzie, pomyślał i również ruszył biegiem. Zdążyło przejść mu jeszcze przez głowę, że właśnie uświadomił sobie, że nie przepada za bieganiem.
Truchtał jednak za przyjaciółką i obserwował, co się z nią dzieje. Uśmiechnął się mimowolnie, kiedy na nosie kotki usiadł trzmiel. Naprawdę duży, swoją drogą, prawdopodobnie jeden z większych, jakie widział. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko, Rzeczka zaczęła trzepać głową na boki i biegać w chaosie.
Widział dobrze, że trzmiel dawno odleciał od niej, ale ona wiedzieć tego nie mogła, w końcu oczy miała zupełnie zaciśnięte.
Ruszył w jej stronę z planem zatrzymania jej i zapewnienia, że wszystko już w porządku. Do głowy wpadł mu plan, zgodnie z którym mógł mieć szasnę względnie spokojnie ją zatrzymać.
Mianowicie, zaczekał chwilę i wysunął ogon tak, żeby ten znalazł się przed kotką. W ten sposób może i wpadnie na coś, ale nie będzie to całe jego ciało, tylko sam puchaty ogon terminatora
- Hej, już dobrze – przemówił łagodnie na uderzenie serca przed tym, jak wsunął przed nią swój ogon. Liczył, że kotka będzie miała dość czasu, żeby się zatrzymać. Wtedy on zrobi krok do przodu, by znaleźć się tam, gdzie przed chwilą był tylko jego ogon. Właściwie to, dlaczego? W ten sposób, kiedy kotka otworzy, będzie miała Puchatą Łapę trochę za blisko siebie. To znaczy, bliżej niż tego wymagała zwyczajna rozmowa. On, jak to często bywało, zanim coś zrobił, niewiele myślał. Tylko czy terminatorka rzeczywiście odbierze jego sygnał i się zatrzyma?
Gdyby wiedziała co siedzi w głowie Puchatka, zapewne nie zgodziłaby się ze stwierdzeniem „nieporozumienie”. Dla niej wszystko było jasne jak słońce! Ona sama nie myślała o partnerze - czy tez raczej o nikim konkretnym. Tak, chciałaby znaleźć taką… bratnią duszę. Kogoś, z kim będzie w stanie zrozumieć się bez słów, ale to były plany na odległą przyszłość, tak jak rodzina która pewnego dnia chciałaby założyć. Miała wrażenie że jej pytanie zabrzmiało dziwnie, tak… desperacko? Głupio jej było. Nie wiedziała do końca dlaczego. Obawiała się też, że kiedy Puchatek znajdzie partnerkę to będą musieli przestać się przyjaźnić. Mogli też zostać przyjaciółmi we trójkę, to byłoby super, ale sama nie wiedziała, czy nie czułaby się dziwnie w takim układzie, zwłaszcza jeśli sama nikogo by nie miała. To był bardzo, bardzo odległy problem ale zaczęła już trochę o tym myśleć, żeby pomartwić się na zapas.
Potem nastał czas paniki co zapewne w przyszłości będzie bardzo śmiesznym wspomnieniem. Teraz jednak była przerażona i pomimo sprytnego planu Puchatka, cóż… nie wszystko poszło tak, jak należy. Spanikowana, nie do końca usłyszała jego głos, wpadła w jego ogon, i choć otworzyła oczy, na zatrzymanie się było już za późno i wpadła prosto na przyjaciela. Uśmiechnęła się do niego przepraszająco, od razu zdając sobie sprawę z tego że to jego ogon był tą miękką przeszkodą na uderzenie serca przed upadkiem.
— Toooo chyba nie jest zabawa dla mnie. To znaczy, trzmiele są urocze, bardzo chętnie je z tobą pooglądam! Ale… z daleka. Boję się, że mnie użądlą, chociaż to chyba już wiesz. I przepraszam za twój ogon! Bardzo boli? Mogę podmuchać. Tata Białobrody zawsze tak robił. — zaproponowała. Przywaliła głową w jego policzek, pewnie go piekło.
Była nieco zażenowana swoim zachowaniem odkąd tutaj przyszli i miała ochotę uciec, ale z drugiej strony chciała spędzić z Puchatkiem więcej czasu. Tyle się namyślił żeby ją tutaj przyprowadzić, wymyślił nawet zabawę! Miała nadzieję, że nie był na nią zły.
Dopiero po chwili dotarło do niej jak blisko siebie się znajdują i poczuła jak pod futerkiem zalewa ją fala ciepła. Chciała wstać, bardzo szybko wstać, ale coś ją przed tym powstrzymywało. Zamiast tego, obserwowała przyjaciela z ciekawością, jakby jego reakcja miała jej powiedzieć coś ważnego. Żenujące, upokarzające, a jednak… w jakimś stopniu jej się to podobało. Nic w tym przecież dziwnego, od zawsze była kotem lubiącym przytulanie i kontakt fizyczny, co niekoniecznie pasowało na przykład Zaspie. Sama nie wiedziała do końca co się dzieje.
niezgrabny, pulchny, przeciętnej wielkości, cynamonowy srebrny klasycznie pręgowany z bielą (nos, policzki, broda, pierś, końcówki palców przedniej lewej łapy, przednia prawa łapa poniżej nadgarstka, obie tylne stopy (do połowy długości do stawu skokowego), końcówka ogona, brzuch), o długiej sierści i błękitnych oczach, na zeza rozbieżnego w lewym oku
Łagodny, wesoły, naiwny. Przyjaciel wszystkich, nieświadomy większości zagrożeń i okrucieństw świata. Przez większość czasu aniołek, któremu czasami zdarza się jednak wybuchnąć, kiedy nie może zapanować nad co silniejszymi, lub nowymi emocjami. Ma nienajlepszą pamięć, a może po prostu nie zawsze ma dość skupienia, by postarać się zapamiętać to, co się do niego mówi. Właśnie dlatego Puchatkowi zdarza się złamać zasady czy dane obietnice. Zazwyczaj nie ze złości, a z nieuwagi i nieroztropności.
Niegroźne, głupiutkie stworzenie, które bez wątpienia będzie potrzebowało pomocy, by nie doprowadzić się do własnej zguby.
Różowa Łapa (Wicher), Helena (Pieszczochy)
Kiedy planował zatrzymanie jej w ten dziwny sposób, brał pod uwagę, że mogło się to nie udać. Nie miał jednak lepszego pomysłu a bardzo chciał, żeby jej strach i stres jak najszybciej się skończyły.
Rzeczka zaczęła mówić, a on ledwie rozumiał jej słowa. Chyba za mocno biło mu serce, zrozumiał właściwie tylko tyle, że mówiła coś o byciu użądlonym przez trzmiela.
- Nie słyszałem jeszcze, żeby kogoś użądlił trzmiel – zauważył, a mówił teraz dużo ciszej, niż wcześniej. Głównie dlatego, że nie musiał. Byli tak blisko siebie, że równie dobrze mógłby szeptać, a i tak zrozumiałaby, co mówił. Ton jego głosu zmienił się prawdopodobnie jeszcze bardziej niż jego głośność. Mówił w tamtej chwili jakby bardziej… miękko? może ciepło?
Po jego ciele przebiegły dreszcze, a w brzuchu coś jakby się poruszyło. Czy to były te słynne motylki w brzuchu? Być może w jego przypadku były to trzmiele.
Nie zrobił w zasadzie nic, może tylko lekko przechylił na bok głowę, patrząc w jej niebieskie oczy. Nie odsunął się ani też nie przysunął bliżej, po prostu trwał tak zachwycony tym, jak bardzo niebieskie miała oczy. Jak mógł wcześniej tego nie zauważyć?
— Naprawdę? Byłam pewna że skoro wiesz, mają paski jak pszczoły i psy to też mają żądło. Myślisz że mają ale po prostu nie żądlą? — zapytała, ale chyba przestała liczyć na odpowiedź gdy patrzyła na Puchatka. Tak samo jak on poczuła takie dziwne uczucie w brzuchu. Jakby jelita jej się splątały w supeł. Jego glos też brzmiał jakoś inaczej, ale nie mogła powiedzieć że w negatywny sposób, wręcz przeciwnie.
Wpatrywała się w jego oczy tak jak on wpatrywał się w jej, jakby liczyła że coś w nich znajdzie, że coś się wydarzy. Dostrzegła jakiś dziwny błysk, którego nie widziała nigdy wcześniej i miała poczucie że on w jej oczach mógł dostrzec to samo. Przegrała tę walkę na spojrzenia i pospiesznie wstała, czując jakby jej pyszczek miał zaraz eksplodować od ciepła.
— Chcesz jeszcze… popatrzeć na trzmiele, skoro nie żądlą? Czy wracamy? — odkrząkneła nim zaczęła mówić, i zaczęła rozglądać się po okolicy, zupełnie jakby celowo unikała z nim kontaktu wzrokowego. Nie wiedziała co to było, to co właśnie się wydarzyło, ale było nowe i nie potrafiła tego nazwać. Towarzyszyło jej sporo całkiem sprzecznych emocji. Chciała z kimś o tym porozmawiać, ale nie mógł to być Puchatek, jako główna postać całego zajścia. Może Zaspa? Albo Przypływ, ona była dorosła. Na pewno będzie w stanie jej pomóc poukładać to sobie w głowie.
Teraz czuła zmieszanie, stres, ale też… szczęście? Uśmiech sam cisnął jej się na pyszczek, nie potrafiła go powstrzymać.
niezgrabny, pulchny, przeciętnej wielkości, cynamonowy srebrny klasycznie pręgowany z bielą (nos, policzki, broda, pierś, końcówki palców przedniej lewej łapy, przednia prawa łapa poniżej nadgarstka, obie tylne stopy (do połowy długości do stawu skokowego), końcówka ogona, brzuch), o długiej sierści i błękitnych oczach, na zeza rozbieżnego w lewym oku
Łagodny, wesoły, naiwny. Przyjaciel wszystkich, nieświadomy większości zagrożeń i okrucieństw świata. Przez większość czasu aniołek, któremu czasami zdarza się jednak wybuchnąć, kiedy nie może zapanować nad co silniejszymi, lub nowymi emocjami. Ma nienajlepszą pamięć, a może po prostu nie zawsze ma dość skupienia, by postarać się zapamiętać to, co się do niego mówi. Właśnie dlatego Puchatkowi zdarza się złamać zasady czy dane obietnice. Zazwyczaj nie ze złości, a z nieuwagi i nieroztropności.
Niegroźne, głupiutkie stworzenie, które bez wątpienia będzie potrzebowało pomocy, by nie doprowadzić się do własnej zguby.
Różowa Łapa (Wicher), Helena (Pieszczochy)
Kiedy się odsuwała, Puchata Łapa miał wrażenie, że sprawia mu to fizyczny ból. Jego część, której dotąd zupełnie nie znał, nie chciała żeby w ogóle kiedykolwiek się od siebie oddalali. Żeby dosłownie zrośli się ze sobą i zawsze zostali tak blisko. Jednak musiał pogodzić się z tym, że Rzeczna Łapa przerwała ich niespodziewaną chwilę bliskości. Zaakceptował to bez wahania, jednak pozwolił sobie na to, by jeszcze przez chwilę na nią patrzeć. Inaczej, niż do tej pory, z uczuciem, że nic już nigdy nie będzie takie samo.
- Może lepiej popatrzmy tym razem na motyle - zaproponował, kiedy po odchrząknięciu również on wstał. - Założę się, że ja pierwszy znajdę wszystkie kolory motyli, które są w tęczy. - rzucił szybko propozycję nowej zabawy, zastanawiając się w tamtym momencie, czy srebrzysta kotka już wcześniej wiedziała, że boi się trzmieli. Bo jeżeli wiedziała, to dlaczego nie zaooponowała, kiedy zaproponował ich szukanie? Czy dopiero teraz, podczas tej wizyty na łące się tego dowiedziała? Nie zamierzał jej pytać o ten szczegół, więc raczej nigdy nie pozna odpowiedzi.
Rzeka czuła coś przeciwnego do Puchatka. Miała wrażenie że jego dotyk sprawia jej fizyczny ból. Ale to z jednej strony. Z drugiej strony w zasadzie czuła to co przyjaciel. Było teraz w tym dużo sprzeczności. Nieprzyjemne, bo dziwne, ale też dziwnie przyjemne. Gdyby ktoś kazał jej to opisać, pewnie powiedziałaby, że nie czuje nic poza palącym gorącem pod futrem, którego nie potrafi w żaden sposób wytłumaczyć.
Nie umknęło też jej uwadze to, że Puchatek nawet gdy wstała patrzył się na nią. Unikała kontaktu wzrokowego jak tylko mogła, ale nie mogła oprzeć się wrażeniu, że ten jego zez jest całkiem słodki. Nie dawała tego jednak po sobie poznać, a przynajmniej taką miała nadzieję.
- Nie-e. Żeby być pierwszy, musiałbyś mnie przegonić, a póki co leżysz. Pa! - krzyknęła, po czym pobiegła w głąb łąki, wyszukiwać motyli. Jakże wielkie spotkało ich rozczarowanie, gdy żadnemu z nich nie udało się znaleźć chociaż jednego w każdym kolorze tęczy. Może prawdziwa tęcza to przyjaciele, których poznaliśmy po drodze, czy coś. W każdym razie, pokonani musieli wrócić do obozu i zmierzyć z konsekwencjami tego, co się tutaj wydarzyło. Rzeka też będzie musiała zmierzyć się z tym, że choć trzmiele są urocze, to musi obserwować je z daleka, bo w bezpośrednim kontakcie ją przerażają.