Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
...Aha. Najwidoczniej nicości ciąg dalszy. Może Gwiezdni sobie z niego żartowali? Cóż, nic nie było pewne, a Drżąca Łapa mógł snuć tylko domysły. W każdym razie, nie zaprzestawał poszukiwać czegoś, co można by złapać i zachowywał wszystkie te zasady co zawsze, ale userka ma dość przepisywania ich za każdym razem, kiedy wypada nic.
Klątwa trwała. Cóż, pomimo starań rudego wojownika, wytężania wszystkich zmysłów jakie miał - nie udało mu się namierzyć nic ciekawego. Cisza i pustka. Gdzieś tam wysoko na niebie zaświergotały sikorki, ale poza tym niestety zero. Okrągłe zero.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Świetnie. W dalszym ciągu nic. Ale patrząc na pogodę i na niską temperaturę, można się było tego spodziewać, dlaczego cienisty zastępca nie zamierzał jeszcze wracać do obozu. Szedł pod wiatr w dalszym ciągu, rozglądając się za zwierzyną. W końcu coś się musi pojawić, prawda?
Drżąca Łapa również nie miał się czym pochwalić. Szedł i szedł, nie mogąc niczego zlokalizować, aż w końcu do jego nozdrzy dotarł pewien zapach. Bardo nieprzyjemny, wręcz drażniący. Gdy obejrzał się w kierunku, z którego on dochodził, zobaczył małe, brązowe coś leżące na śniegu. Psia kupka. Widać, nieproszony gość zdecydował się pokazać, jak bardzo nie szanuje klanu Cienia. Super.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
...Odór, jaki doszedł do jego nozdrzy był co najmniej nieprzyjemny. Drżąca Łapa zmarszczył nos i aż jego futro na ogonie samo postawiło się na sztorc. Nieznośny pies, stfu. Skręcił więc, starając się ominąć kupę jak najszerszym łukiem, przez co musiał nieco przyspieszyć kroku, ale tylko, kiedy zapach stawał się coraz to mniej wyczuwalny, powrócił do wcześniejszego tępa, uginając łapy i ustawiając się w pozycji łowieckiej, stawiając radary na sztorc i skupiając się na poszukiwaniach.
Było minęło, znowu. Wiewiórczy Ogon po stosunkowo niedługim czasie poszukiwań mógł dojrzeć... ptaszka, który siedział sobie na gałązce jednego z gołych krzaczków. Nie był świadomy obecności potencjalnego zagrożenia, a więc rudy wojownik miał szansę na kolejną zdobycz.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
W końcu coś się pojawiło! Niedaleko rudzielca, na jakimś krzaczku siedział sobie ptaszek. Idealna okazja do przerwania złej passy. Wojownik upewnił się, że idzie pod wiatr i ugiął łapy. Ciężar ciała przeniósł na tylne łapy. Głowę, ogon i brzuch trzymał w jednej linii, prawie przy ziemi, jednak nie szurał po niej żadną częścią ciała. Spłycił również oddech. Następnie ruszył przed siebie, stawiając każdy krok bezszelestnie, patrząc również pod łapy, żeby w coś nie wdepnąć. Jeśli była taka możliwość, chował się za elementami otoczenia. Jeśli do tego czasu ptak go nie zobaczył, skoczył na niego, celując w jego skrzydła i zabił. Krzaczek, czy nie krzaczek, nic nie powstrzyma rudego zastępcy.
Klątwa trwa dalej. Drżąca Łapa pozostawił nieprzyjemny zapach za sobą, choć niesmak pozostał i cóż, to jedyne co mógł czuć w tej chwili. Po zwierzynie ani widu, ani słychu. Szkoda.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
...No spoko, Gwiezdni go chyba nie lubili. Szedł dalej, prąc pod wiatr, który szczypał go co jakiś czas nieprzyjemnie w oczy z każdym kolejnym, chłodnym podmuchem. Wytężał wszystkie zmysły i skupiał się najbardziej jak tylko mógł. Radary obracały się i gotowe były wyłapać każdy, nawet najcichszy dźwięk, a dwukolorowy nos zasysał powietrze, starając się wyniuchać coś ciekawego.
Hoho! Nie tak szybko! Skowronek najwidoczniej nie zamierzał skończyć na stosie, a potem w żołądku jakiegoś futrzaka. Co prawda Wojownik wszystkie czynności związane z podchodami wykonywał perfekcyjnie, jednak... nie wyszło. Ptaszek zorientował się o obecności zagrożenia, wzbił się w powietrze i odleciał, jednak nie na dużą odległość, bo wylądował jakąś długość drzewa od Wiewióra. Tym razem był jednak o wiele bardziej czujny niż wcześniej.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
No i lipa. Skowronek zobaczył kocura i odleciał, ale na szczęście nie na tyle daleko, by Wiewiór nie mógł go złapać. Kocur zgiął łapy i przeniósł ciężar ciała na tylne łapy. Głowę, ogon i brzuch trzymał w jednej linii, przy ziemi, jednak po niej nie szurając. Spłycił oddech i ruszył pod wiatr, uważając pod łapy, żeby na coś nie nadepnąć. Każdy krok stawiał jak najciszej. Upewniał się też, że ptak go nie zobaczy i chował się za elementami otoczenia, jeśli było to możliwe. Starał się skradać jak najciszej i być jak najmniej zauważalnym, widząc że skowronek jest czujniejszy, niż wcześniej.
Drżąca Łapa szedł i szedł... a tu dalej nic. Tylko on i śnieg. I ewentualnie stłumiony śpiew ptaków. Kocur nie miał dziś szczęścia, po prostu.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
...Znowu nic. To już zaczynało się robić nudne. Drżąca Łapa przeczesywał okoliczne tereny, jednak nie mógł znaleźć niczego interesującego. Może to ten pies wszystko wypłoszył? Nie wiedział. Dalej szedł na ugiętych łapach, pod wiatr, wytężając zmysły i skupiając się na poszukiwaniach.
Tym razem ptaszek miał mniej szczęścia. Rudy wojownik podkradł się do niego perfekcyjnie, nie wytwarzając żadnego głośnego dźwięku. Kiedy zaatakował, było już za późno na jakąkolwiek reakcję. Skowronek skończył w łapach Wiewiórczego Ogona. Kolejna zdobycz do kolekcji. Eh.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Poszło jak z płatka. Skowronek nie miał szans na reakcję, po prostu skończył w paszczy Wiewiórczego Ogona, a życie powoli zaczynało z niego uciekać. Kiedy było już po wszystkim, kocur zakopał ofiarę i ruszył na dalsze poszukiwania, uginając łapy i idąc pod wiatr.
Czekoladowo-białemu w końcu się poszczęściło. Szedł i szedł, aż do jego uszu dotarł trzepot skrzydeł. Natychmiast spojrzał w kierunku, z którego dobiegał dźwięk i ujrzał ptaszka lądującego na ziemi. Ot, zwykły rudzik, ale lepszy rydz niż nic, prawda?
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
...Nareszcie! Przywarł do ziemi od razu, kiedy tylko dojrzał rudzika. Nie mógł popełnić żadnego błędu. Przeniósł ciężar ciała na tyły, uważając, aby nie zahaczyć ogonem o nic. Ruszył naprzód, pod wiatr, wyciszając oddech i uspokajając go. Każdy jego krok był przemyślany i bezszelestny, a przynajmniej czekoladowy starał się, aby taki był. Patrzył, gdzie chodzi, aby nie nadepnąć na żadną gałązkę czy inny śmieć, a także starał się zamierać w bezruchu, kiedy ptaszek na niego spoglądał, robił wszystko, aby go nie dojrzał. Kiedy dotarł na odpowiednią odległość - wybił się tylnymi łapami, chcąc przygnieść cel do ziemi i szybko, bezboleśnie zabić.
A Wiewiórczy Ogon nie był w stanie znaleźć niczego konkretnego. Jakkolwiek by się nie starał, nie wychodziło, nie wyczuwał niczego ciekawego, żadnych dźwięków, nic. Idąc dalej, w pewnym momencie, przechodząc obok drzewa, dojrzał rudą, puszystą wiewiórkę, przeskakującą sobie między gałęziami. Zapewne miałby szanse ją złapać, jednak zaistniał jeden szkopuł - gryzoń skoczył na gałąź tuż nad Cienistym wojownikiem, przez co śnieg osadzony na niej osunął się i spadł prosto na Wiewióra, przysypując go prawie całego. Nie mógł nawet dojrzeć, gdzie czmychnęła ruda sprawczyni tejże zbrodni, bo śnieg wpadł mu do oczu, a puszystoogoniasta przyjaciółka już dawno schowała się w swojej bezpiecznej dziupli.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Cienisty zastępca nie był w stanie zlokalizować niczego w pobliżu, do czasu. W pewnym momencie jego oczom ukazała się ognistoruda wiewiórka, na którą wojownik miała ogromną ochotę, jednak... cóż, ta skoczyła na gałąź, która to znalazła się tuż nad nim i kocur został zasypany. Otrzepał się pospiesznie, czując jak zimno przeszywa całego jego ciało, a kiedy spojrzał do góry, gryzonia już nie było. Świetnie. W takim razie, syn Świerkowej Igły musiał się obejść smakiem. Ugiął łapy i ruszył pod wiatr, dalej szukając czegoś do złapania.
Drżąca Łapa bardzo się starał podejść do ptaka niezauważonym, jednak coś poszło nie tak. Coś mu umknęło i zaszurał ogonem po ziemi, na co rudzik zareagował od razu. Nie było to jednak stworzenie specjalnie inteligentne, zatem zamiast odlecieć poza zasięg wzroku czekoladowo-białego, znalazło się jedynie parę długości ogona dalej. Była jeszcze szansa.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
...Nie wyszło, ale na szczęście miał drugą szansę! Ugiął łapy, wyciszając oddech i ustawiając się pod wiatr. Tym razem starał się zachować jeszcze większe skupienie i ostrożność. Uważał pod łapy, a także na to, gdzie idzie i w jaki sposób. Ciężar ciała przeniósł na tylne łapy, a ogon i głowę trzymał na równej lini z grzbietem. Starał się również kryć między innymi w krzewach czy zastygać w bezruchu, aby rudzik go nie dojrzał. Był pewnie teraz bardziej uważny, bo wiedział, że w okolicy czai się drapieżnik. Kiedy dotarł na odpowiednią odległość - wybił się łapami, chcąc przyszpilić stworzenie do ziemi i zabić. Szybko.
Po wygramoleniu się z zaspy, rudy wojownik mógł kontynuować poszukiwania czegoś, co dałoby się wrzucić na stos i ku jego wielkiej uldze - znalazł. Skowronek siedział na wystającym korzeniu jednego z potężniejszych drzew, jakie rosły w okolicy. Nie był zajętym obserwacją otoczenia, ponieważ czyścił sobie swoje brązowe pióra. Wiewiór miał szansę na kolejny łup.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Na szczęście, bo wygramoleniu się z zaspy, rudzielec nie musiał długo szukać. Jego oczom ukazał się skowronek. Wyśmienicie. Kocur nie zamierzał wybrzydzać i natychmiast wziął do dzieła. Ugiął łapy i przypadł do ziemi. Upewnił się, że głowę i ogon ma zrównaną z linią grzbietu, a brzuchem nie szura po podłożu. Przeniósł ciężar ciała na tylne łapy. Spłycił również oddech i upewnił się, że idzie pod wiatr po czym ruszył w kierunku ofiary. Poruszał się bezszelestnie i patrzył pod łapy, żeby w coś nie wdepnąć. Starał się też chować za elementami otoczenia na tyle, na ile było to możliwe, a będąc odpowiednio blisko, skoczył na ptaka, celując w jego skrzydła, z zamiarem oczywiście zabicia go. Pytanie tylko czy się uda?
Drżąca Łapa nie zamierzał się poddawać! Jeszcze raz ustawił się w pozycji łowieckiej i ruszył w kierunku rudzika, niezauważenie. Tym razem mu się powiodło, ptak go nie zauważył, więc będąc w odpowiedniej odległości skoczył i bez problemu pozbawił go życia. Bez żadnych utrudnień.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
...Bardzo dobrze. Co prawda rudzik nie był jakąś ogromną i wielką zdobyczą, ale zawsze to lepsze niż nic, czyż nie? Zakopał ptaka w śniegu, a następnie ruszył naprzód, pod wiatr, na ugiętych łapach, starając się upolować coś jeszcze. Miał nadzieję na coś lepszego, jakiegoś królika, albo coś takiego. Zawsze to więcej jedzenia dla innych. Wytężył zmysły, rozglądając się uważnie i cicho stąpając po ziemi, aby nie nadepnąć na śnieg zbyt mocno, bo ten zacznie skrzypieć pod jego łapami.
To nie wymagało jakiś wielkich umiejętności. Rudy wojownik zrobił to, co powinien był zrobić. Poprawnie, szybko, bezboleśnie. Podkradł się do skowronka bezszelestnie, skoczył prosto na niego i zabił szybkim kłapnięciem szczęk. Ptaszek zmarł szybko, będąc w szoku nie zdążył nawet wydać z siebie żadnego dźwięku.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiórczy Ogon nie miał problemu ze złapaniem ofiary i tym razem. Uznał jednak, że jak na jedne łowy wystarczy, dlatego postanowił wziąć wszystko, co dotychczas schwytał i wrócić do obozu. Nie wiedział sensu w dalszych poszukiwaniach. Nie widział nigdzie w pobliżu syna, dlatego też domyślił się, że ten nadal poluje.
/zt
Tymczasem czekoladowy terminator zamiast znaleźć coś, co można by złapać i zanieść na stos, nie znalazł nic. Wręcz przeciwnie, to COŚ znalazło jego. Na szczęście nie było to nic groźnego. Ot, zwykła wydra, która zdaje się zmierzała do swojego legowiska nieopodal najbliższego zbiornika wodnego. Widok Drżącej Łapy jednak ją zainteresował i postanowiła zatrzymać się, aby się w niego wpatrywać. Nie robiła nic poza tym. Jedynie się patrzyła.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
...O nie, nie, nie, tak to się nie bawimy. Kiedy tylko dostrzegł wydrę, stanął jak wryty. Nie miał najmniejszego zamiaru atakować tego zwierzęcia, bo nie miał z nim szans w walce. Nie on, nie ten chuderlak. Zawrócił więc powoli, nie patrząc na stworzenie, by go nie sprowokować. Na szczęście te nie rzuciło się w pogoń, więc było w sumie spoko. Postanowił, że dość już ma na dzisiaj tych wrażeń. Wrócił do szukania upolowanej zwierzyny, odkopał je, kilka zarzucił na grzbiet, aby było mu lepiej je nieść, a następnie po prostu wrócił do obozu, po drodze doganiając ojca i chwaląc mu się tym, co udało mu się dorwać.