Kuleczka puchu i nieszczęścia, w niebieskim wydaniu. Taka jest właśnie Skra. Puchata i okrągła, niższa od swojego rodzeństwa i od raczej każdego kota w Klanie. Futerko długie i miękkie w dotyku, bardzo mocno zadbane. Niebieskie w kolorze, z delikatnym ciemniejszym nalotem na grzbiecie. Niektóre z niebieskich włosków jest rozjaśnione u nasadzie, co widać najlepiej na piersi, brzuchu oraz spodzie ogona. Niebieska dymna, tak się zwie. Ma również białe łatki, odziedziczone po mamie. Białe skarpetki na łapkach, biała plama pokrywająca pierś, brodę i prawą połowę górnej wargi, pod noskiem. Również na czole ostało się kilka białych włosków, które tworzą smugę. Białe wąsy, gładkie i spokojne. Wiecznie opadłe powieki zdają się jej dawać smutną minę, a oczy, koloru zielono-żółtego (za kociaka to jasnobladoniebieski), tylko dodają tego efektu. Czarny nosek.
Skra jest koteczką cichą, spokojną, dużo się ukrywającą. Dużo również skrywa, niechętnie rozmawia z obcymi. Zdaje się, jakby była przerażona wszystkiego, nawet swojego cienia. Jest delikatna jak płatki kwiatów kiedy nadchodzi szron, jak liść, który ledwo co się trzyma na wietrze. Ma w sobie również dużo uczuć, to dla rodziny i rodzeństwa, to dla innych. Chciałaby nieść pomoc wszystkim i wszystkiemu. Zdaje się, że nawet potrąconego ślimaczka chciałaby uratować i pomóc mu wstać na poziom.
Czyli faktycznie... coś zrobiła źle? Ale co?
Zielono-żółte oczy wojowniczki otworzyły się szerzej na kolejne słowa Spopielonej Polany, oh... oh ta ceremonia. Nie zabrała głosu, uciekła gdy tylko mogła, to prawda. Ale to nie było też miejsce dla niej, nie było. Przełknęła ślinę.
- Ja... - zaczęła mówić, gdy tylko wojowniczka od niej się odsunęła. Słowa jej uciekły, a smutny wzrok wbił się w córkę Psiej Gwiazdy. Nie, Skra chciała ją bliżej. Ale jak jej słabe słowa mogłyby ją przekonać, że tak, Spopielona Polana była dla niej ważna?
Znowu poczuła, jakby jej serce było rozrywane na kilka części. Jedna część biegła w stronę Spopielonej Polany, tak jak została przez nią nauczona. A druga biegła w swoją stronę, uważając, że to, co miało miejsce na ceremonii, mieć miejsca nie powinno, nigdy nie powinno się wydarzyć, a mianowanie kociąt, nazywanie ich potworami... było okropne.
- Przepraszam, moja Mistrzyni. Naprawdę przepraszam. Nie wiedziałam... - skłoniła się przed nią. - Nie wiedziałam, że tego pragniesz... Wolałam też zostawić tak ważne sprawy tobie. Jesteś... jesteś o wiele lepsza ode mnie - kontynuowała, nie patrząc się na czarną kocicę.
Nie zasługiwała.
Panie losie daj mi kogoś, kto nie zmąci wody w mym stawie
Kogoś, kto nie pryśnie jak zły sen gdy ryb w mym stawie zabraknie
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Nie patrzyła, nie zbliżała się w kierunku Skry. Stała do niej tyłem i uraczyła ją co najwyżej ciszą, ciszą głośniejszą niż jakiekolwiek słowa, ciszą dobitną, ciszą która ociekała zawodem i rozczarowaniem. Trwała w tej ciszy, zupełnie ignorując swoją uczennicę i czekała. Na jakąkolwiek reakcję z jej strony; poruszyła uszami gdy wyłapała ze strony Błędnej Skry jakieś słowo, lub raczej imitację słowa i zerknęła na nią jedynie kątem oka.
Odwróciła się dopiero, gdy Skra zaczęła mówić, poprawnie mówić. Zaskoczyło ją to co nie miara, bowiem spodziewała się raczej, iż Skierka roztrzaska się na setki kawałków - że pęknie, zapłakana będzie się próbować tłumaczyć, tego się spodziewał bo miałkiej, delikatnej Skrze... ale najwyraźniej, w istocie, Błędna Skra była kimś więcej. Umiała przyznać się do błędu, umiała mówić to, co Spopielona Polana chciała usłyszeć. Och, na wszystko, co najświętsze. Jakże to było proste, zbyt proste - mieć ją w garści i kontrolować nią, naginać do swojej woli tak, jak jej się to podobało.
Oczy Polany błysnęły, poruszyła się, zrobiła krok do przodu. Stanęła nad młodą wojowniczką, patrząc na nią z góry, rzucając na nią swój cień. - Nie wiedziałaś - zaczęła. Nie wiedziała? Ciekawe. Przyznała się do błędu, przeprosiła, ale och, jakże żałosna była to wymówka. - Gdzie podziała się lojalność, jeśli nie do swojej mistrzyni, to do swojej Gwiazdy? Pozwoliłaś, aby Ośmiooki i jego świta opluwali Psią Gwiazdę i brukali jego dobre imię. Nawet ta miernota, Niepyląca Jabłoń zebrała się w sobie aby stanąć w obronie swojego przywódcy, a ty? Córka swojego ojca i moja terminatorka? - Polana westchnęła. - Zaczynam myśleć, czy nie popełniłam błędu pozwalając ci zostać mianowaną na tamtej ceremonii. Czy nie popełniłam błędu wkładając w twój trening tyle czasu i zaangażowania... żywiłam nadzieję, że wyrosłaś na kogoś, kto nawet w tak trudnych chwilach pozostaje lojalny swojej mistrzyni.
always.X.begging,Xp l e a s e yettheoutcome iwould dread i'veX.fallenXxtoXxmyXknees letXmy prideXget to..my head nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark iX,wanderXthroughXtheXpast seeingXx.m e m o r i e sXx.afar all staystrong,we liveeternally all is well.in theAftonXfamily
★ ★★★☆★★★★
lives, they fell to pure insanity ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
Kuleczka puchu i nieszczęścia, w niebieskim wydaniu. Taka jest właśnie Skra. Puchata i okrągła, niższa od swojego rodzeństwa i od raczej każdego kota w Klanie. Futerko długie i miękkie w dotyku, bardzo mocno zadbane. Niebieskie w kolorze, z delikatnym ciemniejszym nalotem na grzbiecie. Niektóre z niebieskich włosków jest rozjaśnione u nasadzie, co widać najlepiej na piersi, brzuchu oraz spodzie ogona. Niebieska dymna, tak się zwie. Ma również białe łatki, odziedziczone po mamie. Białe skarpetki na łapkach, biała plama pokrywająca pierś, brodę i prawą połowę górnej wargi, pod noskiem. Również na czole ostało się kilka białych włosków, które tworzą smugę. Białe wąsy, gładkie i spokojne. Wiecznie opadłe powieki zdają się jej dawać smutną minę, a oczy, koloru zielono-żółtego (za kociaka to jasnobladoniebieski), tylko dodają tego efektu. Czarny nosek.
Skra jest koteczką cichą, spokojną, dużo się ukrywającą. Dużo również skrywa, niechętnie rozmawia z obcymi. Zdaje się, jakby była przerażona wszystkiego, nawet swojego cienia. Jest delikatna jak płatki kwiatów kiedy nadchodzi szron, jak liść, który ledwo co się trzyma na wietrze. Ma w sobie również dużo uczuć, to dla rodziny i rodzeństwa, to dla innych. Chciałaby nieść pomoc wszystkim i wszystkiemu. Zdaje się, że nawet potrąconego ślimaczka chciałaby uratować i pomóc mu wstać na poziom.
Patrzyła na swoją mistrzynię. Stała nad nią, tylko jej błękitne, zimne jak lód oczy były widoczne z jej całej sylwetki. Wbiła w nie swoje ślepia, chcąc nie chcąc podnosząc wzrok, kiedy Polana się do niej zbliżyła. Czuła, jak jej jelita się owijają wokół siebie, a łapy jakby zamrożone i przytwierdzają się gorącym lodem do ziemi.
Utknęła.
Była jak zwierzyna, jak mała i nic niewartościowa myszka, zagoniona w kąt. Nie miała gdzie i jak uciec. Stała w miejscu, jej zielono-żółte oczy szeroko otwarte. Lodowe oczy Spopielonej Polany błyszczały w księżycu, kiedy oczy Skierki błysku nie miały. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Co zrobić, jak zrobić. Przełknęła ślinę, a w jej oczach powstały pierwsze zalążki łez.
- Ja... ja jestem tobie lojalna, naprawdę - jej głos się załamał. Pokręciła łbem, przecząc. - Ja... ja przepraszam, tak bardzo przepraszam. Po prostu ty jesteś... mądrzejsza, i myślałam, że nie potrzebujesz mojej pomocy...! Jestem tobie lojalna, naprawdę, jak nikomu innemu. Moja Mistrzyni, jesteś pierwszą... pierwszą rzeczą, która mnie naprawiła. Jak... jak mam ci to pokazać?
Panie losie daj mi kogoś, kto nie zmąci wody w mym stawie
Kogoś, kto nie pryśnie jak zły sen gdy ryb w mym stawie zabraknie
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Bo w istocie nie potrzebowała jej pomocy. Nie potrzebowała jej w ogóle, jednak sytuacja miała się inaczej gdy tylko zamieniło się role - Skra potrzebowała Polany do normalnego funkcjonowania. Zadbała o to, ta ją wytrenowała i tego ją nauczyła. Uśmiech, nieważne jak fałszywy ze strony Psiej Córki był wszystkim, czego Skra pragnęła, jej pochwały, aprobaty, bycia zauważoną. Och, jakże to było banalnie proste. A mimo to tak... upajające, to uczucie władzy, kontroli nad czyimś życiem. Pełnej kontroli.
Może gdyby serce Spopielonej Polany nie było skute lodem od momentu wzięcia pierwszego oddechu, nawet by ją ta scena poruszyła, chociaż minimalnie. To, jak w oczach Skierki zbierają się łzy, jak głos jej się łamie, jak się kuli, jak panikuje. Nie czuła wobec córki Zbutwiałego Pnia jednak nic oprócz satysfakcji tym, z jak minimalnym wysiłkiem doprowadziła ją do takiego stanu.
Polana poruszyła się nagle, tak nagle jak wiatr zmienia kierunek, lecz był to ruch wykalkulowany, metodyczny, ruch który miał jakiś cel. Zrobiła jeszcze jedno kółko wokół Skry, lustrując ją od góry do dołu przenikliwym wzrokiem. Coś w niej... zaiskrzyło, rozpalił się jakiś żar, głęboko w jej ciele, żar, który jak dotąd kontrolowała i tłumiła bardzo skutecznie, bez większego wysiłku - teraz jednak chciała dać mu się pochłonąć, a raczej patrzeć, jak pochłania on Skierkę. Czarny ogon wojowniczki zawirował w powietrzu gdy zatrzymała się obok Błędnej Skry, pochyliła nad nią, oddechem muskała jej kark, nos wciskając w zagłębienie tuż za szarym uchem.
- Chcesz mi to pokazać? Chcesz udowodnić, że się co do ciebie nie myliłam? To twoja okazja - szepnęła melodyjnie, a czarny pióropusz smagnął delikatnie szare biodro. Polana uniosła jedną z łap, nakładając nią minimalny nacisk na kłąb Błędnej Skry. Zamruczała, pierwszy raz w życiu, prosto do ucha swojej uczennicy. - Udowodnij, jak jesteś mi oddana. Udowodnij, że jesteś tylko moja, Skierko - czarny język leniwie sunął po kosmatym karku.
always.X.begging,Xp l e a s e yettheoutcome iwould dread i'veX.fallenXxtoXxmyXknees letXmy prideXget to..my head nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark iX,wanderXthroughXtheXpast seeingXx.m e m o r i e sXx.afar all staystrong,we liveeternally all is well.in theAftonXfamily
★ ★★★☆★★★★
lives, they fell to pure insanity ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
Kuleczka puchu i nieszczęścia, w niebieskim wydaniu. Taka jest właśnie Skra. Puchata i okrągła, niższa od swojego rodzeństwa i od raczej każdego kota w Klanie. Futerko długie i miękkie w dotyku, bardzo mocno zadbane. Niebieskie w kolorze, z delikatnym ciemniejszym nalotem na grzbiecie. Niektóre z niebieskich włosków jest rozjaśnione u nasadzie, co widać najlepiej na piersi, brzuchu oraz spodzie ogona. Niebieska dymna, tak się zwie. Ma również białe łatki, odziedziczone po mamie. Białe skarpetki na łapkach, biała plama pokrywająca pierś, brodę i prawą połowę górnej wargi, pod noskiem. Również na czole ostało się kilka białych włosków, które tworzą smugę. Białe wąsy, gładkie i spokojne. Wiecznie opadłe powieki zdają się jej dawać smutną minę, a oczy, koloru zielono-żółtego (za kociaka to jasnobladoniebieski), tylko dodają tego efektu. Czarny nosek.
Skra jest koteczką cichą, spokojną, dużo się ukrywającą. Dużo również skrywa, niechętnie rozmawia z obcymi. Zdaje się, jakby była przerażona wszystkiego, nawet swojego cienia. Jest delikatna jak płatki kwiatów kiedy nadchodzi szron, jak liść, który ledwo co się trzyma na wietrze. Ma w sobie również dużo uczuć, to dla rodziny i rodzeństwa, to dla innych. Chciałaby nieść pomoc wszystkim i wszystkiemu. Zdaje się, że nawet potrąconego ślimaczka chciałaby uratować i pomóc mu wstać na poziom.
Nagle ich rozmowa zmieniła atmosferę w lesie. Było zimno, lodowato pod jej łapami, a lód palił jej łapy. Był ból, żal. Spopielona Polana nagle się poruszyła, wokół niej. Nagle Błędna Skra poczuła oddech na swoim karku, mokry nos wciśnięty za jej uchem. Łzy dalej były w oczach wojowniczki, ale sama Skra... nie wiedziała. Co miała zrobić w tej sytuacji?
Było teraz zimno. Ale to był chłód, który znała. Który pragnęła, który chciała. Chyba chciała. Usłyszała melodyjny szept swojej Mistrzyni, a ciarki przebiegły przez całe ciało niebieskiej kotki. Ogon jej Mistrzyni delikatnie i przelotnie dotknął jej biodra, poczuła jak łapa kotki ląduje między jej barkami i naciska. Delikatnie. Ale tylko ten delikatny nacisk był potrzebny, aby Skra się zniżyła na swoich łapach, tak, jak jej Mistrzyni chciała. Czuła jej szorstki język na swoim puszystym karku. Zadrżała pod łapami Spopielonej Polany, przymknęła oczy.
- Tak, moja Mistrzyni - powiedziała cicho, a ostatnia łza spadła na trawę pod nią.
Tylko tak będzie coś warta.
Panie losie daj mi kogoś, kto nie zmąci wody w mym stawie
Kogoś, kto nie pryśnie jak zły sen gdy ryb w mym stawie zabraknie
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Jak niewiele było potrzebne. Wystarczył sam dotyk, tak naprawdę samo spojrzenie, a Skra gięła się pod nią tak, jak ona tego chciała. W każdym sensie. Mentalnie, fizycznie - była jak glina z której Polana mogła uformować to, co było jej potrzebne. Potrzebni byli jej sojusznicy, potrzebne były jej koty które wskoczą za nią w ogień, Skra była takim kotem. Zadbała o to. A to, że przy okazji była idealną dla Psiej Córki zabawką, w chwili, w której Polana tak desperacko potrzebowała odzyskać choć część kontroli nad swoim życiem... cóż, zbieg okoliczności.
- Dobrze - mruknęła gładko, wyciągając szyję aby czarnym językiem musnąć żuchwę Skry, aby delikatnie dotknąć jej pyska swoim własnym. Jej oddech był cieplejszy niż zazwyczaj, smagał przyjemnie łaciatą mordkę młodszej kotki; nos docisnęła do futra Skierki i przesunęła nim powoli do jej szyi. Kąsała skórę, zostawiała mokre pocałunki, mruczała i oddychała tak głęboko, jakoby zapach Błędnej Skry był tlenem. Pierwszy raz w życiu sama Polana czuła... coś, czego nie potrafiła do końca nazwać. Żar płonął w jej wnętrzu, rozpalał ciało, lodowatą duszę, nawet, jeśli tylko na chwilę.
Niczego nie chciała w tej chwili bardziej, niż poczęstować Skierkę tym samym żarem, powoli, niespiesznie, patrzeć, jak córka Zbutwiałego Pnia tonie w tymże właśnie żarze. Och, co by o swojej córce pomyślał Zbutwiały Pień, gdyby wiedział, co pomyślałaby Rwąca Zawieja wiedząc, że ich córka spędza czas z pierworodną Psiej Gwiazdy w taki sposób? Cień uśmiechu zamajaczył na czarnym licu. - Moja Skierko, moja droga Skierko - zapewniła na bezdechu. Jej, tylko jej, była jej uczennicą i tym samym jej własnością w każdym tego słowa znaczeniu, jak sobie tylko Spopielona Polana wymarzy. - Rozluźnij się.
Psia Córka zaraz również zgięła łapy, napierając na ciało Błędnej Skry. Całusy i delikatne kąsanie szarej kryzy zmieniło się w pewne pochwycenie skóry na karku w zęby; pokierowała Skierką i bez żadnego wysiłku docisnęła ją do leśnego poszycia. Zaraz w mroku panującym na Paprociowym Ple, w gąszczu, we mgle, nawet jeśli miały świadków, nikt nie byłby w stanie zidentyfikować, gdzie zaczyna się a kończy się ciało którejkolwiek z kocic. Stały się jednością. Czy nie tego właśnie Błędna Skra chciała? Aprobaty, czułości, uwagi ze strony swojej mistrzyni? Czy nie spełniając swojej samolubnej zachcianki Spopielona Polana nie zrobiła dla Skry dokładnie tego, czego ona chciała?
[...]
always.X.begging,Xp l e a s e yettheoutcome iwould dread i'veX.fallenXxtoXxmyXknees letXmy prideXget to..my head nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark iX,wanderXthroughXtheXpast seeingXx.m e m o r i e sXx.afar all staystrong,we liveeternally all is well.in theAftonXfamily
★ ★★★☆★★★★
lives, they fell to pure insanity ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
Kuleczka puchu i nieszczęścia, w niebieskim wydaniu. Taka jest właśnie Skra. Puchata i okrągła, niższa od swojego rodzeństwa i od raczej każdego kota w Klanie. Futerko długie i miękkie w dotyku, bardzo mocno zadbane. Niebieskie w kolorze, z delikatnym ciemniejszym nalotem na grzbiecie. Niektóre z niebieskich włosków jest rozjaśnione u nasadzie, co widać najlepiej na piersi, brzuchu oraz spodzie ogona. Niebieska dymna, tak się zwie. Ma również białe łatki, odziedziczone po mamie. Białe skarpetki na łapkach, biała plama pokrywająca pierś, brodę i prawą połowę górnej wargi, pod noskiem. Również na czole ostało się kilka białych włosków, które tworzą smugę. Białe wąsy, gładkie i spokojne. Wiecznie opadłe powieki zdają się jej dawać smutną minę, a oczy, koloru zielono-żółtego (za kociaka to jasnobladoniebieski), tylko dodają tego efektu. Czarny nosek.
Skra jest koteczką cichą, spokojną, dużo się ukrywającą. Dużo również skrywa, niechętnie rozmawia z obcymi. Zdaje się, jakby była przerażona wszystkiego, nawet swojego cienia. Jest delikatna jak płatki kwiatów kiedy nadchodzi szron, jak liść, który ledwo co się trzyma na wietrze. Ma w sobie również dużo uczuć, to dla rodziny i rodzeństwa, to dla innych. Chciałaby nieść pomoc wszystkim i wszystkiemu. Zdaje się, że nawet potrąconego ślimaczka chciałaby uratować i pomóc mu wstać na poziom.
Przymknęła oczy.
Próbowała się skupić tylko na Spopielonej Polanie. Na jej głosie, na Mistrzyni oddechu na własnym karku. Kąsanie, delikatnie pocałunki. I trwało to przez jakiś czas.
Ciało Błędnej Skry się rozluźniło. Jej ciało nie było pewne tej całej sytuacji. Jednocześnie czuła... komfort. Przyjemność. A z drugiej strony coś w jej mózgu krzyczało, jakby wzniecał się właśnie pożerający jej duszę płomień. Poczuła delikatnie bolesne pochwycenie jej karku w zęby Spopielonej Polany, poczuła jak jej ciało nagle jest dociśnięte do mokrej od mgły trawy. Zamknęła oczy, chcąc jak najwięcej z tego wyciągnąć.
Czy to była czułość?
Czym na nią sobie zasłużyła?
[...]
Panie losie daj mi kogoś, kto nie zmąci wody w mym stawie
Kogoś, kto nie pryśnie jak zły sen gdy ryb w mym stawie zabraknie
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Gdy Polana dostatecznie się zmęczyła, gdy żar zanikł, gdy żar uleciał z jej ciała, gdy powrócił znajomy chłód - dopiero wtedy się odsunęła, wzięła głęboki oddech. Łapy dalej trzymała jednak na ciele Skierki, i pociągnęła ją za sobą gdy runęła bokiem na wilgotną trawę. Milczała długo, spokojnym wzrokiem, jakby od niechcenia sunąc po sylwetce Błędnej Skry, przyglądając jej się dobrze raz jeszcze. Łapą leniwie przesuwała po kosmatym boku, ogon spróbowała spleść z ogonem uczennicy.
Pazurami chwyciła garść szarej sierści, nie szarpiąc, nie ciągnąc, jedynie chwytając to, co do niej należało, nie puszczając Skry nawet na chwilę, choć nie były już splecione w jeden organizm jak chwilę temu. - Wiem, że masz wątpliwości. Widzę to. Rozumiem to. Ale cokolwiek się nie wydarzy, Skierko, musisz mieć wiarę w Psią Gwiazdę i jego czyny - zaczęła gładkim głosem, niemal szeptem, a jednak były to słowa wybrzmiewające tak głośno pośród nocnej ciszy, gdy były tutaj same. - A jeśli nie w Psią Gwiazdę, to we mnie. Ufasz mi, prawda?
Polana spojrzała Skierce w oczy. Było w nich coś na wzór troski, czułości, nieważne jak sztucznej. O tym Błędna Skra już nie mogła wiedzieć, nie, kiedy na licu Spopielonej Polany widniał cień uśmiechu, gdy któraś z jej łap cały czas czule sunęła po jej futrze, gdy z gardła Psiej Córki wydobywał się niski, miarowy pomruk.
always.X.begging,Xp l e a s e yettheoutcome iwould dread i'veX.fallenXxtoXxmyXknees letXmy prideXget to..my head nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark iX,wanderXthroughXtheXpast seeingXx.m e m o r i e sXx.afar all staystrong,we liveeternally all is well.in theAftonXfamily
★ ★★★☆★★★★
lives, they fell to pure insanity ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
Kuleczka puchu i nieszczęścia, w niebieskim wydaniu. Taka jest właśnie Skra. Puchata i okrągła, niższa od swojego rodzeństwa i od raczej każdego kota w Klanie. Futerko długie i miękkie w dotyku, bardzo mocno zadbane. Niebieskie w kolorze, z delikatnym ciemniejszym nalotem na grzbiecie. Niektóre z niebieskich włosków jest rozjaśnione u nasadzie, co widać najlepiej na piersi, brzuchu oraz spodzie ogona. Niebieska dymna, tak się zwie. Ma również białe łatki, odziedziczone po mamie. Białe skarpetki na łapkach, biała plama pokrywająca pierś, brodę i prawą połowę górnej wargi, pod noskiem. Również na czole ostało się kilka białych włosków, które tworzą smugę. Białe wąsy, gładkie i spokojne. Wiecznie opadłe powieki zdają się jej dawać smutną minę, a oczy, koloru zielono-żółtego (za kociaka to jasnobladoniebieski), tylko dodają tego efektu. Czarny nosek.
Skra jest koteczką cichą, spokojną, dużo się ukrywającą. Dużo również skrywa, niechętnie rozmawia z obcymi. Zdaje się, jakby była przerażona wszystkiego, nawet swojego cienia. Jest delikatna jak płatki kwiatów kiedy nadchodzi szron, jak liść, który ledwo co się trzyma na wietrze. Ma w sobie również dużo uczuć, to dla rodziny i rodzeństwa, to dla innych. Chciałaby nieść pomoc wszystkim i wszystkiemu. Zdaje się, że nawet potrąconego ślimaczka chciałaby uratować i pomóc mu wstać na poziom.
Nie wiedziała, jak się czuła. Runęła na ziemię, użyta jak zwykły mech. Spopielona Polana mogła sobie z nią robić, co chciała, splóc ogon, szarpać jej futro. Bo ona leżała, patrząc się... gdzieś przed siebie. Kompletnie wyłączona, jak obiekt nieżywy. Jak drewno, kłoda, zniszczony kwiat czy mokry mech. Czuła pustkę w myślach, czuła... czuła się zużyta. Zniszczona. Wyczerpana. Jej wzrok nie zatrzymywał się na niczym, nie stawiała oporu przed niczym, po prostu... była. Jak martwe ciało. Jej oczy zabłysnęły pod księżycem, jakby mające zaraz zebrać łzy.
Prędko te znikły pod wpływem słów Spopielonej Polany. Błędna Skra wróciła umysłem do świata, przed sobą widząc Spopieloną Polanę. Spojrzała na pazury splecione z jej kryzą, spojrzała na niebieskie oczy wojowniczki.
Skoro robiła to, co powinna... dlaczego czuła się tak obrzydliwie? Ze sobą. Z nią.
- ...nie wiem, co myśleć o Psiej Gwieździe - zebrała się na szczerość, mrużąc oczy. Spojrzała na Spopieloną Polanę ponownie, biorąc delikatny, chybotliwy wdech. - Ale... ale mogę zaufać tobie... ufam tobie - tak sądziła...
Panie losie daj mi kogoś, kto nie zmąci wody w mym stawie
Kogoś, kto nie pryśnie jak zły sen gdy ryb w mym stawie zabraknie
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Pazury schowała z powrotem w poszewkach łap; zaczęła tą kończyną ugniatać miękkie ciało Skry, nic nie robiąc sobie z tego, co aktualnie ta mogła przeżywać. Myśli czy emocje Błędnej Skry bowiem nie miały tutaj żadnego znaczenia, nigdy nie miały - znaczenie miała tylko jej lojalność i oddanie Polanie, a to... cóż, na to sobie Polana zapracowała całymi księżycami a teraz zbierała żniwo.
Nie odezwała się gdy Skierka wylewała swoje gorzkie żale i wątpliwości. One też nie miały znaczenia tak długo, jak zostały zwieńczone słowami "ufam ci". To było najważniejsze. Nie musiała ufać Psiej Gwieździe ani nikomu innemu, miała ufać jej, tylko jej. Spopielona Polana przysunęła się bliżej łaciatej kotki, językiem przesuwając kilka razy po jej kosmatej kryzie, blisko żuchwy. Chłodny oddech musnął policzek Błędnej Skry.
- Nie pogratulowałam ci poprawnie, Skierko - zaczęła, zerkając uczennicy w oczy. Na jej pysku widniała troska i duma jakich Skra nie widziała u Psiej Córki jeszcze nigdy. - Zapracowałaś sobie na swoją rangę i na tak piękne imię - chwila ciszy. - Nieraz na bagnach widać ogniki, błędne ogniki skrzące w ciemności. To dusze szlachetnych kotów, które prowadzą zmarłych ku ich odpoczynkowi na Gwiezdnej Skórce - lub też ciągną ich duszę na dno bagien, do Mrocznej Puszczy. - ... ty masz taką właśnie duszę, Skierko. Szlachetną. Nie wyobrażam sobie dla ciebie lepszego imienia.
I niech sobie, Błędna Skra, w takie wspaniałe bajki wierzy. Niech śpi spokojnie z takim przekonaniem.
always.X.begging,Xp l e a s e yettheoutcome iwould dread i'veX.fallenXxtoXxmyXknees letXmy prideXget to..my head nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark iX,wanderXthroughXtheXpast seeingXx.m e m o r i e sXx.afar all staystrong,we liveeternally all is well.in theAftonXfamily
★ ★★★☆★★★★
lives, they fell to pure insanity ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
Kuleczka puchu i nieszczęścia, w niebieskim wydaniu. Taka jest właśnie Skra. Puchata i okrągła, niższa od swojego rodzeństwa i od raczej każdego kota w Klanie. Futerko długie i miękkie w dotyku, bardzo mocno zadbane. Niebieskie w kolorze, z delikatnym ciemniejszym nalotem na grzbiecie. Niektóre z niebieskich włosków jest rozjaśnione u nasadzie, co widać najlepiej na piersi, brzuchu oraz spodzie ogona. Niebieska dymna, tak się zwie. Ma również białe łatki, odziedziczone po mamie. Białe skarpetki na łapkach, biała plama pokrywająca pierś, brodę i prawą połowę górnej wargi, pod noskiem. Również na czole ostało się kilka białych włosków, które tworzą smugę. Białe wąsy, gładkie i spokojne. Wiecznie opadłe powieki zdają się jej dawać smutną minę, a oczy, koloru zielono-żółtego (za kociaka to jasnobladoniebieski), tylko dodają tego efektu. Czarny nosek.
Skra jest koteczką cichą, spokojną, dużo się ukrywającą. Dużo również skrywa, niechętnie rozmawia z obcymi. Zdaje się, jakby była przerażona wszystkiego, nawet swojego cienia. Jest delikatna jak płatki kwiatów kiedy nadchodzi szron, jak liść, który ledwo co się trzyma na wietrze. Ma w sobie również dużo uczuć, to dla rodziny i rodzeństwa, to dla innych. Chciałaby nieść pomoc wszystkim i wszystkiemu. Zdaje się, że nawet potrąconego ślimaczka chciałaby uratować i pomóc mu wstać na poziom.
Milczała. Leżała zepsuta, wpatrując się tylko swoimi bladozielonymi oczami w Polanę.
Milczała, nie mając żadnych myśli. Jedynie słyszała szum w swoich uszach, a obraz w jej oczach się rozmazywał. Starała się wrócić myślami do Polany, ale za każdym razem jak to robiła czuła się jak mysz w potrzasku.
Jej słowa były... miłe. Ale teraz nie miała jak ich przetrawić, nie miała jak do nich dotrzeć. Więc nic nie powiedziała. Wzięła głęboki wdech, zastanawiając się nad swoim kolejnym krokiem. Kilka razy otwierała pysk, aby ponownie go zamknąć. Aż w końcu.
- Czy... możemy... wrócić? Do obozu - zapytała.
Panie losie daj mi kogoś, kto nie zmąci wody w mym stawie
Kogoś, kto nie pryśnie jak zły sen gdy ryb w mym stawie zabraknie
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Czerpała chorą satysfakcję z tego, jak bardzo osowiała zrobiła się Skierka. Zużyta. Wykorzystała ją do swoich własnych celów i zachcianek - taki był los każdego kto zbliżył się do Spopielonej Polany, ta bowiem nie miała bliskich sobie kotów, miała tylko pionki które rozstawiała po planszy w zależności od potrzeby. Błędna Skra nie była wyjątkiem, nieważne jak jadowita słodycz sączyła się z pyska jej mistrzyni.
- Mhmm - zamruczała przeciągle Polana, powoli się podnosząc, ogonem smagając kosmaty bok swojej uczennicy. - Tak, robi się coraz zimniej, wypadałoby odpocząć w wygodnym legowisku... wracajmy - miauknęła gładkim głosem, zawieszając błękitne ślepia na Skierce o kilka, kilkanaście uderzeń serca za długo aby było to byle spojrzenie.
Powróciły do obozu w ciszy, a Polana zatrzymała się dopiero przy samym wejściu do obozu; lodowatym nosem dotknęła delikatnie uszka Skry i szepnęła jej - Dobranoc - zanim nie zniknęła niczym cień w swoim własnym legowisku. Usatysfakcjonowana, zadowolona, z powrotem mając choć namiastkę kontroli.
zt
always.X.begging,Xp l e a s e yettheoutcome iwould dread i'veX.fallenXxtoXxmyXknees letXmy prideXget to..my head nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark iX,wanderXthroughXtheXpast seeingXx.m e m o r i e sXx.afar all staystrong,we liveeternally all is well.in theAftonXfamily
★ ★★★☆★★★★
lives, they fell to pure insanity ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
Kuleczka puchu i nieszczęścia, w niebieskim wydaniu. Taka jest właśnie Skra. Puchata i okrągła, niższa od swojego rodzeństwa i od raczej każdego kota w Klanie. Futerko długie i miękkie w dotyku, bardzo mocno zadbane. Niebieskie w kolorze, z delikatnym ciemniejszym nalotem na grzbiecie. Niektóre z niebieskich włosków jest rozjaśnione u nasadzie, co widać najlepiej na piersi, brzuchu oraz spodzie ogona. Niebieska dymna, tak się zwie. Ma również białe łatki, odziedziczone po mamie. Białe skarpetki na łapkach, biała plama pokrywająca pierś, brodę i prawą połowę górnej wargi, pod noskiem. Również na czole ostało się kilka białych włosków, które tworzą smugę. Białe wąsy, gładkie i spokojne. Wiecznie opadłe powieki zdają się jej dawać smutną minę, a oczy, koloru zielono-żółtego (za kociaka to jasnobladoniebieski), tylko dodają tego efektu. Czarny nosek.
Skra jest koteczką cichą, spokojną, dużo się ukrywającą. Dużo również skrywa, niechętnie rozmawia z obcymi. Zdaje się, jakby była przerażona wszystkiego, nawet swojego cienia. Jest delikatna jak płatki kwiatów kiedy nadchodzi szron, jak liść, który ledwo co się trzyma na wietrze. Ma w sobie również dużo uczuć, to dla rodziny i rodzeństwa, to dla innych. Chciałaby nieść pomoc wszystkim i wszystkiemu. Zdaje się, że nawet potrąconego ślimaczka chciałaby uratować i pomóc mu wstać na poziom.
Wracała do obozu w ciszy. W ciszy, w atmosferze, którą według niej dało się pazurem przeciąć. Czuła się... źle. Nie rozumiała dlaczego, ale czuła się źle. Czuła się lepka, obleśna.
Zamknęła się w swojej głowie.
Stanęła przed obozem, kiedy Polana ją zatrzymała. Dotknęła jej ucha, swoim zimnym, czarnym nosem. Usłyszała szepnięcie i dała Polanie wejść do obozu samej. Ona została, na kilka uderzeń serca. Sama.
Czuła jak jej żołądek się skręca, ale nic w nim nie było. Finalnie weszła do swojego osobnego legowiska, padając jak martwa zwierzyna na stosie. Tej nocy nie zasnęła ponownie.
zt
Panie losie daj mi kogoś, kto nie zmąci wody w mym stawie
Kogoś, kto nie pryśnie jak zły sen gdy ryb w mym stawie zabraknie
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Po porannym patrolu od razu postanowiła przy okazji zapolować. Nie chciało już jej się spać, a polowania, szczególnie od teraz również te samotne, były przyjemne. Ugięła się na łapach, przyjmując pozycję łowiecką i zaczęła rozglądać się za zwierzyną.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Co za piękny dzień, by wyjść na polowanie. Kwiaty kwitnęły, ptaki śpiewały... Jedynie co mogło być lepsze w tym wszystkim to pogoda, a konkretnie temperatura. Było gorąco i sucho, aż się nie chciało wychodzić z legowisk by wyjść na obowiązki, ale Złocisty Nektar nie miała z tym problemu. I proszę, Gwiezdni szybko się do niej uśmiechnęli, bo w pobliżu pojawił się skowronek... A raczej już tam był. Od jakiegoś czasu. Martwy. Gdyby kotka zdecydowała się do niego podejść, pachniałby zwyczajnie, jak świeży piszczek.