Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Jedno z trzech przejść przez Grzmiącą Rzekę stanowi stara, porzucona przez bobry tama. Jeżeli stąpa się uważnie można dostać się na drugi brzeg suchą stopą, choć trzeba być przygotowanym na to, że stare, wilgotne drewno może być zdradliwe i pod ciężarem kocich łap fragment może się oderwać. Miejsca, w których tama znajduje się nieco niżej względem poziomu wody są doskonałe do łowienia ryb.
Co do wyglądu ruda koteczka mało się zmieniła. Co oczywiste, podrosła. Łapy jakby się lekko wydłużyły, sylwetka wysmuklała, a ogon dłuższy o parę centymetrów, wciąż nerwowo drga przy obcym kocie, ot żadnej wielkiej zmiany. Jej oczy przybrały piękny, zielonkawy odcień, z resztą tak samo jak u jej siostry, do której była strasznie podobna, z wyjątkiem, że tęczówki Klonowej Łapy były o wiele jaśniejsze, co nie zmienia faktu, że pozostała w nich ta sama obojętność co zawsze. Futerko wciąż jasne i króciutkie, nie ma na sobie choćby grama brudu, od kiedy młoda kotka zaczęła dbać o higienę. Łapy już nie takie drobne jak kiedyś, teraz chociaż raz na dzień mokre od wody.
Pozorna życzliwość? Odeszła w niepamięć. Klonowa Łapa stała się bardziej ironiczna i bezpośrednia, niż za czasów, gdy była małą kulką. Wciąż jednak pozostała nieufna, ale teraz przynajmniej nie udaje, że śpi, gdy kogoś widzi. Najzwyczajniej w świecie potrafi z tym kimś rozmawiać! Co nie oznacza do końca, że jest miła... Stała się ambitniejsza i za każdym razem próbuje poskromić swoją leniwą naturę, ale i tak czasami można ją zobaczyć pochrapującą w jakimś cichym kącie. Wciąż emanuje od niej pewność siebie, jakżeby inaczej? Coraz lepiej radzi sobie w oszukiwaniu innych oraz poznawaniu ich uczuć po ich mimice czy zachowaniu. Polubiła wodę i najczęściej można spotkać ją nad brzegiem, gdzie odpoczywa. Może nie jest agresywna, ale dość szybko się denerwuje, co nie zapowiada niczego dobrego
Kroplikowy Płatek [KG]
Jak tylko Klan Rzeki pojawił się na nowych terenach Klonowa Łapa usilnie starała się trzymać jak najdalej od kociej społeczności. Chodziła po nowych terenach pod pretekstem, że chce jak najlepiej poznać ziemie. Po prostu potrzebowała odrobinki samotności, podczas której wszystko sobie jakoś poukłada. Całą przeprowadzkę spędziła u boku Mroźnej Łapy co nie było najgorszą opcją, gdyż biały gaduła skutecznie odciągał ją od złych myśli. Jednak teraz trzeba było wziąć się w garść. Trzeba w końcu ukończyć trening, będzie to dla niej trudne, ale musiała przestać wybrzydzać. Nie może do końca życia zostać terminatorem, choć taka wizja była dość kusząca... Poza tym musiała porozmawiać z paroma osobami. Mięta, Ciemniejące Niebo, dziękowała gwiezdnym, że z Mrozikiem się pogodziła, a raczej on zapomniał o wszystkim w przeciągu pięciu sekund.
Wyrwała się z zamyślenia kiedy łapą stanęła na wilgotne drewno. Spojrzała przed siebie i ujrzała tamę. Zmarszczyła brwi zastanawiając się czy przejść na drugą stronę. Po chwili jednak postanowiła, że zostanie tu gdzie jest. Usiadła i owinęła ogon ciasno wokół łap. W skupieniu przyglądała się wodzie, zawsze ją to uspokajało i pozwalało poukładać myśli. Właśnie tego potrzebowała.
// Księżycowa Łapa
Decisions as I go, to anywhere I flow Sometimes I believe, at times I'm rational I can fly high, I can go low Today I got a million, tomorrow, I don't know
Stop claiming what you o w n don't think about the show We're all playing the same game, waiting on our loan We're unknown and known, special and a clone Hate will make you cautious, love will make you glow
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
W przeciwieństwie do Jaworki, Księżycowa Łapa nie trzymała się nikogo konkretnego. Zwykle kręciła się gdzieś w okolicy Łososiowej Łuski albo Karasiowego Kła, jednak jeszcze częściej szła po prostu obok matki, dotrzymując jej towarzystwa. Nie odzywała się prawie w ogóle, wpierw bojąc się nawet rozglądać, a później nieśmiało śledząc otoczenie i tłumacząc to sobie potrzebą wykrycia zagrożenia zanim to się pojawi. Nie trzymała się jednak nawet w połowie tak dobrze jak ruda. Terminatorka Karasiowego Kła wyraźnie schudła, a na jej sierści pojawiły się łyse placki, widocznie w mniejszym lub większym stopniu. Przerażało ją to, jak paskudnie zaczęło wyglądać jej ciało, jednak nie potrafiła siebie samej przywrócić do ładu, zbyt skupiona na tym, by jak najszybciej przeboleć wyniesienie się z dawnych terenów. Tłumienie wewnętrznego buntu pożerało większość jej sił, jednak nie mogła przecież przesypiać całych dni, nawet jeśli mogłoby to jej pomóc oddalić od siebie problemy chociaż na chwilę. Rutyna to jedyna rzecz, która mogła ją uratować. Regularne pory snu, jedzenia... przeprowadzka to wszystko zniszczyła, a ona musiała to naprawić. Jednak coraz częściej odkrywała, że w ciągu dnia nie miała zbyt dużej ochoty na jedzenie. Wyszukiwała najdrobniejszą możliwą zwierzynę ze stosu, a nawet takiej zwykle nie zjadała na końca. Wreszcie nie wytrzymała i postanowiła wybrać się na spacer. Po nowych terenach, które teraz miały być jej nowym domem. Może jeśli je pozna, jeśli zobaczy granice, chociaż odrobinę to pomoże uspokoić chaos we własnej głowie, ułożyć nową rzeczywistość. Jednak chociaż naprawdę się starała traktować te ziemie jako dom, bardzo mozolnie do niej to docierało. Szczególnie, gdy odkryła, że na drugą stronę trzeba się przedostać przez wodę. Wzdrygała się na samą myśl. Ta woda miejscami była tak brudna, że nie miała ochoty się do niej zbliżać na odległość lisiego ogona. Poza tym, Słońce się kiedyś prawie utopił w wodzie. Co prawda mogła być ładna... ale tylko na odległość. Dlatego Księżycowa Łapa postanowiła się przejść wzdłuż niej, by znaleźć przejście na drugą stronę inne niż Trzcinowy Bród.
Terminatorka nie wiedziała, ile już szła, gdy do jej nosa dotarł znajomy zapach. Nadstawiła uszu i uniosła nieco pyszczek.
- Jaworka - mruknęła cicho, znalazłszy się już w zasięgu słuchu rudej siostry.
Zatrzymała się na lisią długość przed kotką, wpatrując się prosto w jej pyszczek, jednak nie mówiła nic więcej. Wymówienie imienia danego kota było czymś w rodzaju przywitania dla Księżyc, może dlatego, że Łososiowa Łuska często robił podobnie, a to w jego okolicy kremowa terminatorka spędziła znaczną część życia.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Co do wyglądu ruda koteczka mało się zmieniła. Co oczywiste, podrosła. Łapy jakby się lekko wydłużyły, sylwetka wysmuklała, a ogon dłuższy o parę centymetrów, wciąż nerwowo drga przy obcym kocie, ot żadnej wielkiej zmiany. Jej oczy przybrały piękny, zielonkawy odcień, z resztą tak samo jak u jej siostry, do której była strasznie podobna, z wyjątkiem, że tęczówki Klonowej Łapy były o wiele jaśniejsze, co nie zmienia faktu, że pozostała w nich ta sama obojętność co zawsze. Futerko wciąż jasne i króciutkie, nie ma na sobie choćby grama brudu, od kiedy młoda kotka zaczęła dbać o higienę. Łapy już nie takie drobne jak kiedyś, teraz chociaż raz na dzień mokre od wody.
Pozorna życzliwość? Odeszła w niepamięć. Klonowa Łapa stała się bardziej ironiczna i bezpośrednia, niż za czasów, gdy była małą kulką. Wciąż jednak pozostała nieufna, ale teraz przynajmniej nie udaje, że śpi, gdy kogoś widzi. Najzwyczajniej w świecie potrafi z tym kimś rozmawiać! Co nie oznacza do końca, że jest miła... Stała się ambitniejsza i za każdym razem próbuje poskromić swoją leniwą naturę, ale i tak czasami można ją zobaczyć pochrapującą w jakimś cichym kącie. Wciąż emanuje od niej pewność siebie, jakżeby inaczej? Coraz lepiej radzi sobie w oszukiwaniu innych oraz poznawaniu ich uczuć po ich mimice czy zachowaniu. Polubiła wodę i najczęściej można spotkać ją nad brzegiem, gdzie odpoczywa. Może nie jest agresywna, ale dość szybko się denerwuje, co nie zapowiada niczego dobrego
Kroplikowy Płatek [KG]
Dość długo zastanawiała się nad tym co zrobi jak już w końcu zobaczy się z Miętą. Nie czuła, że zrobiła coś złego, jednak Mroźna Łapa sądził inaczej. Ale co on mógł tam wiedzieć? Kocur był mniej ogarnięty niż ledwo narodzony kociak, w ogóle nie rozumiał co się wokół niego dzieje. Mówił, że płakała, ale skąd on mógł wiedzieć z jakiego powodu? Przez Mrozika i jego ciągłe kłapanie jadaczką Jaworka miała jeszcze większe wątpliwości co do wszystkiego. Może nie powinna się widzieć z Miętową Łapą? Bzdura, to tylko wymówka, bo tak byłoby prościej. Klon musi w końcu przestać iść na prościznę.
Drugą osobą jest Ciemny. Chciała mu powiedzieć wszystko, wszystkie swoje wątpliwości i lęki. Oczywiście, za każdym razem, gdy widziała go na horyzoncie zawracała i wmawiała sobie, że zrobi to następny razem, kiedy będzie bardziej przygotowana. Tak samo jak w przypadku brązowej terminatorki, ostatecznie musi to zrobić.
Drgnęła, gdy usłyszała znajomy głos. Zerknęła na swojego brata i leciutko się uśmiechnęła.
- Cześć, Księżycowa Łapo. - przywitała się. - Um, jak po przeprowadzce? Nie wiedziała o co może zapytać, a miała cichą nadzieję, że chociaż u Księżyca wszystko jest w porządku.
Decisions as I go, to anywhere I flow Sometimes I believe, at times I'm rational I can fly high, I can go low Today I got a million, tomorrow, I don't know
Stop claiming what you o w n don't think about the show We're all playing the same game, waiting on our loan We're unknown and known, special and a clone Hate will make you cautious, love will make you glow
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Terminatorka położyła uszy po sobie na słowo "przeprowadzka". Milczała dłuższą chwilę, kołysząc nerwowo ogonem pomiędzy piętami, kiedy myślała nad odpowiedzią. Nie była jednak typem, który potrafił się uzewnętrzniać, toteż ostatecznie ograniczyła się do zwykłego wzruszenia barkami. Nic wartego mówienia, miała świadomość, że i tak wszystko było po niej widać. Odbijające się na pyszczku zmęczenie, futro, które choć było ułożone, wyraźnie zmatowiało i brakowało go w paru miejscach na brzuchu, ogonie i w okolicach grzbietu. Zbyt chuda sylwetka nawet jak na Księżycową Łapę. Choć była zdeterminowana, by nauczyć się żyć na nowych terenach, stres zdążył odcisnąć na niej swoje piętno, i nawracał każdego poranka, gdy się budziła i zdawała sobie sprawę, że nie znajdowała się w swoim kącie w Korzennej Norze, tylko w zupełnie nowym świecie, w miejscu zwanym Królikarnią. Wszystko tu było inne, i choć starała się tłumić wewnętrzny bunt, nie mogła powstrzymać ciągłego porównywania starych terenów z nowymi. W jej głowie te poprzednie były dużo lepsze, bo były znane. Zmuszała się jednak do tego, by również i te poznać. W końcu nie miała innego wyjścia. Kotka westchnęła ciężko.
- A ty? - zapytała, przymrużając ślepia i starając się oddychać głęboko.
Wilgotne powietrze wokół Grzmiącej Rzeki nieco ją uspokajało, przypominając Srebrny Pazur. Jednak brakło jej słonej woni pochodzącej z plaży. Odrobinę żałowała, że nigdy nie zbliżyła się do brzegu Wielkiej Słonej Wody, i widziała oraz słyszała ją tylko z pewnej odległości. To dziwne, że takie myśli nagle pojawiły się w jej głowie, ale znajdował się tam aktualnie taki chaos, że nic jej już nie dziwiło. Z trudem powstrzymała lekkie zawroty głowy i usiadła, nim zdążyła się zakołysać na własnych łapach. Potrzebowała się ogarnąć. Zregenerować po podróży i... tym wszystkim. Miała nadzieję, że rozmowa z Jaworką odrobinę jej pomoże, w końcu była jednym z tych bardziej znajomych pyszczków w Klanie Rzeki. Jakimś punktem zaczepienia dla myśli, które chwilami niemal doprowadzały ją do szaleństwa i wprowadzały zamęt. Taka burza emocji była czymś nowym dla Księżycowej Łapy, która nigdy nie umiała okazywać tego, co się działo w jej wnętrzu, i nie wiedziała już zupełnie co ze sobą zrobić.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Co do wyglądu ruda koteczka mało się zmieniła. Co oczywiste, podrosła. Łapy jakby się lekko wydłużyły, sylwetka wysmuklała, a ogon dłuższy o parę centymetrów, wciąż nerwowo drga przy obcym kocie, ot żadnej wielkiej zmiany. Jej oczy przybrały piękny, zielonkawy odcień, z resztą tak samo jak u jej siostry, do której była strasznie podobna, z wyjątkiem, że tęczówki Klonowej Łapy były o wiele jaśniejsze, co nie zmienia faktu, że pozostała w nich ta sama obojętność co zawsze. Futerko wciąż jasne i króciutkie, nie ma na sobie choćby grama brudu, od kiedy młoda kotka zaczęła dbać o higienę. Łapy już nie takie drobne jak kiedyś, teraz chociaż raz na dzień mokre od wody.
Pozorna życzliwość? Odeszła w niepamięć. Klonowa Łapa stała się bardziej ironiczna i bezpośrednia, niż za czasów, gdy była małą kulką. Wciąż jednak pozostała nieufna, ale teraz przynajmniej nie udaje, że śpi, gdy kogoś widzi. Najzwyczajniej w świecie potrafi z tym kimś rozmawiać! Co nie oznacza do końca, że jest miła... Stała się ambitniejsza i za każdym razem próbuje poskromić swoją leniwą naturę, ale i tak czasami można ją zobaczyć pochrapującą w jakimś cichym kącie. Wciąż emanuje od niej pewność siebie, jakżeby inaczej? Coraz lepiej radzi sobie w oszukiwaniu innych oraz poznawaniu ich uczuć po ich mimice czy zachowaniu. Polubiła wodę i najczęściej można spotkać ją nad brzegiem, gdzie odpoczywa. Może nie jest agresywna, ale dość szybko się denerwuje, co nie zapowiada niczego dobrego
Kroplikowy Płatek [KG]
Tak w zasadzie Klon starała się nie dostrzegać stanu Księżycowej Łapy. Miała dość kolejnych zmartwień, co było dość egoistyczne. Jak tylko ujrzała kremowego kocura próbowała sobie wmówić, że jej bratu nic się przecież nie dzieje. Dlatego czekała na pojedyncze słowo, które, rzecz jasna, będzie potwierdzało jej dotychczasowe przypuszczenia. Niestety, tak jak mogła się tego spodziewać, kocur obojętnie wzruszył barkami. Ruda powstrzymała się przed skrzywieniem mordki, co mogłoby zostać źle odebrane.
Spojrzała w bok. Jak tylko usłyszała pytanie jej wzrok powrócił na bliźniaka. Starała się ignorować to jak jest wychudzony. Myślała nad odpowiedzią. Każdemu kto o to pytał odpowiadała tak samo. W porządku. Chociaż tak do końca w porządku nie było. Jednak jemu mogła zaufać i powiedzieć prawdę, co nie?
- Szczerze... - zamyśliła się. - Nie najlepiej.
Ograniczyła się do dwóch słów, bo nie widziała sensu w tym, aby tłumaczyć mu co dokładniej jest nie w porządku. Przecież i tak na wszystkie słowa, jakie może wymyślić, wzruszy ramionami. Przez chwilę zastanawiała się o co ona może zapytać. Raczej nie o to, czemu wygląda jak kupka nieszczęść. Jednak nic innego do głowy jej nie przychodziło. Opuściła wzrok na swoje łapy, a po chwili wpadła na pomysł.
- Co u Słonecznej Łapy?
Ze Słońcem to już w ogóle nie miała kontaktu. A któż inny odpowie jej na to pytanie jak nie jego bliźniak? Chyba, że bracia się pokłócili, co w parze z przeprowadzką na nowe tereny sprawiło, że Księżycowa Łapa był w stanie w jakim był. Miała nadzieję, że choć trochę informacji dowie się od kremowego kota. Przynajmniej nie myślała ani o Mięcie, ani o Ciemnym.
Decisions as I go, to anywhere I flow Sometimes I believe, at times I'm rational I can fly high, I can go low Today I got a million, tomorrow, I don't know
Stop claiming what you o w n don't think about the show We're all playing the same game, waiting on our loan We're unknown and known, special and a clone Hate will make you cautious, love will make you glow
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Ciężko powiedzieć, w jakim stopniu można było zaufać Księżycowej Łapie. Choć czasem miała jakieś przebłyski intuicji, raczej nie myślała w kategoriach "jak to powiem, to komuś może się zrobić przykro". Gdy chciała mówić, mówiła, a że wolała z reguły milczeć, to była jej własna, osobista preferencja. Nie widziała sensu w kłapaniu pyskiem, gdy to nie było konieczne. Gdyby Jaworka się skrzywiła, kremowa terminatorka najpewniej nie zareagowałaby w żaden sposób, bo nawet nie wiedziałaby jak ma to odebrać. Może maksymalnie lekko zmarszczyłaby brwi, co robiła zawsze w chwilach zamyślenia bądź lekkiej konsternacji.
- Dlaczego - zapytała po chwili milczenia, strzygąc uszami, choć wyraz jej pyszczka pozostał tak neutralny jak zwykle.
Nie kierowała nią ciekawość ani jakieś przesadne zmartwienie o siostrę, szczególnie, że nie znała jeszcze nawet szczegółów. Jednak wywnioskowała, że w takiej sytuacji wypadało dopytywać. Poza tym, nie zaczęła przecież rozmowy z Jaworką tylko po to, by ją po chwili urwać. Potrzebowała czymś zająć myśli, albo skupić je na określonej czynności. Jak na rozmowie.
Na pytanie o Słońce kremowa terminatorka stuliła uszy i zmarszczyła brwi, wbijając przez chwilę intensywne spojrzenie prosto w oczy Jaworki. Ostatecznie jej pyszczek się wygładził, tylko uszy pozostały przyciśnięte do czaszki. Wzruszyła barkami, mrucząc coś niezrozumiale pod nosem. Brat nie rozmawiał z nią ostatnio, choć nie wiedziała czemu. Jednak po sytuacji z Rudzikiem i Jaworką wolała nie podchodzić do niego pierwsza, bo nie wiedziała, jak on zareaguje... ani jak zareaguje ona. Być może w głębi duszy bała się odrzucenia ze strony bliźniaka, i wolała trzymać samą siebie w niepewności niż rozjaśnić sytuację w obawie przed negatywną reakcją Słońca. Z resztą, naprawdę nie miała na to chwilowo sił. Była jeszcze na to zdecydowanie zbyt zmęczona, osłabiona i zestresowana, nawet jeśli nie było tego tak po niej widać. Może i terminatorka Karasiowego Kła była słaba w fałszowaniu tego co czuła, ale okazywanie przychodziło jej niewiele łatwiej.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Co do wyglądu ruda koteczka mało się zmieniła. Co oczywiste, podrosła. Łapy jakby się lekko wydłużyły, sylwetka wysmuklała, a ogon dłuższy o parę centymetrów, wciąż nerwowo drga przy obcym kocie, ot żadnej wielkiej zmiany. Jej oczy przybrały piękny, zielonkawy odcień, z resztą tak samo jak u jej siostry, do której była strasznie podobna, z wyjątkiem, że tęczówki Klonowej Łapy były o wiele jaśniejsze, co nie zmienia faktu, że pozostała w nich ta sama obojętność co zawsze. Futerko wciąż jasne i króciutkie, nie ma na sobie choćby grama brudu, od kiedy młoda kotka zaczęła dbać o higienę. Łapy już nie takie drobne jak kiedyś, teraz chociaż raz na dzień mokre od wody.
Pozorna życzliwość? Odeszła w niepamięć. Klonowa Łapa stała się bardziej ironiczna i bezpośrednia, niż za czasów, gdy była małą kulką. Wciąż jednak pozostała nieufna, ale teraz przynajmniej nie udaje, że śpi, gdy kogoś widzi. Najzwyczajniej w świecie potrafi z tym kimś rozmawiać! Co nie oznacza do końca, że jest miła... Stała się ambitniejsza i za każdym razem próbuje poskromić swoją leniwą naturę, ale i tak czasami można ją zobaczyć pochrapującą w jakimś cichym kącie. Wciąż emanuje od niej pewność siebie, jakżeby inaczej? Coraz lepiej radzi sobie w oszukiwaniu innych oraz poznawaniu ich uczuć po ich mimice czy zachowaniu. Polubiła wodę i najczęściej można spotkać ją nad brzegiem, gdzie odpoczywa. Może nie jest agresywna, ale dość szybko się denerwuje, co nie zapowiada niczego dobrego
Kroplikowy Płatek [KG]
Jaworka wzięła głęboki wdech. Jak zawsze musiała trochę pomyśleć o tym co powie. Nieprzemyślane słowa są dla rzadkością. Zanim cokolwiek powie analizuje to tysiąc razy. Zaczęła tak robić już jako kociak, przed obawą, że powie coś kompletnie bez sensu i ktoś ją wyśmieje, i tak zostało do teraz. W końcu, gdy poukładała sobie w głowie całą wypowiedź zaczęła mówić:
- Nie czuję się tu najlepiej. I jestem trochę zmięta po całej drodze. No i muszę poważnie porozmawiać z paroma osobami. - odparła bez większych emocji.
Nie czuła potrzeby mówienia o tym więcej. Jak dotąd nie zwierzyła się nikomu o swoim problemach, więc i tym razem tak postanowiła. Poza tym, po co Księżycowej Łapie wiedza o tym? Niech wie tylko tyle. Klon i tak twierdziła, że niezbyt go zainteresuje dokładna opowieść.
Nie wiedziała jak zareagować na reakcję kremowego, gdy usłyszał o Słońcu. Raczej się nie dowie co u drugiego bliźniaka, nie przejmowała się tym. Jednak czuła lekki niepokój, Księżyc nie wie co u Słońca, to znaczy, że nie rozmawiają. Czy pokłócili się? Przez nią? W żołądku poczuła mały ucisk. Czy wszyscy muszą się sprzeczać, płakać i nienawidzić za jej pomocą.
- Między wami wszystko w porządku?
Tylko to zdołała z siebie wydusić. Czuła, że albo nie usłyszy odpowiedzi, albo będzie to jedno słowo, które nic jej nie wytłumaczy. Mimo to czekała z napięciem co powie jej brat.
Decisions as I go, to anywhere I flow Sometimes I believe, at times I'm rational I can fly high, I can go low Today I got a million, tomorrow, I don't know
Stop claiming what you o w n don't think about the show We're all playing the same game, waiting on our loan We're unknown and known, special and a clone Hate will make you cautious, love will make you glow
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Kremowa terminatorka zastrzygła uszami na odpowiedź Klonowej Łapy. A więc ona też nie czuła się tutaj dobrze. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu te tereny były nowe i zupełnie obce, nie przesiąkły jeszcze nawet dobrze znajomą wonią Rzeczniaków. A kto wie, czy nie czaiły się tu jakieś zupełnie nowe niebezpieczeństwa? Choć Księżycowa Łapa starała się spychać tę myśl na dno umysłu, bo przecież i tak trzeba było chodzić na patrole, czasem wywoływała u niej spory dyskomfort. Zmrużyła lekko oczy, wzdychając. Kotka nie rozumiała potrzeby Jaworki dotyczącej porozmawiania na poważnie z innymi kotami, może dlatego, że sama nie znała ich zbyt wielu i zawsze była śmiertelnie poważna, gdy już faktycznie chciała z kimś pomówić. Nie czuła jednak potrzeby dowiadywania się czegokolwiek w tej kwestii.
Na kolejne pytanie rudej siostry Księżycowa Łapa jeszcze mocniej położyła uszy po sobie i zacisnęła z całej siły zęby. Gdyby to nie była akurat ta konkretna siostra, kremowa terminatorka najpewniej w mgnieniu oka odwróciłaby się na pięcie i odeszła. Jednak teraz jej łapy zaledwie drgnęły, jakby ciało na własną rękę rozważało taką opcję, ale ostatecznie pozostała w miejscu. Może po prostu było jej zbyt słabo, by się podnieść. Jak było między nią i Słońcem? Skonfrontowana z pytaniem, które zmusiło ją do faktycznych przemyśleń, poczuła obejmujący ją niczym olbrzymia fala stres. Mimo wszystko zależało jej na bracie bardziej niż na kimkolwiek innym, a fakt, że nie była w stanie nawet z nim porozmawiać, wywoływał dziwny ból gdzieś w jej klatce piersiowej. Napięła łapy, aż pazury wysunęły się z pochewek i niemal wbiły w ziemię. Poczuła, jak sierść na jej grzbiecie mimowolnie się unosi.
- Nie wiem - odcięła się zarówno słownie, jak i za pomocą mowy ciała, garbiąc się i odwracając gwałtownie pyszczek w bok, zawieszając spojrzenie na Grzmiącej Rzece.
Uniesiona przy boku końcówka cienkiego, miejscami wyłysiałego ogona zaczęła drgać nerwowo. Zwierzanie się z problemów nie było nigdy jej mocną stroną. Nie wiedziała jak radzić sobie z tym, co w niej siedziało, bo albo było zbyt niewyraźne, albo zalewało ją tak, że już sama przestawała rozumieć co się właściwie działo. Gdyby była urządzeniem, najpewniej własnoręcznie wywaliłaby z siebie plik o nazwie "emocje", uznając, że był jej zupełnie niepotrzebny i powodował zbyt dużo problemów. Ona potrzebowała w swoim życiu organizacji i czystości, a nie uczuć.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Co do wyglądu ruda koteczka mało się zmieniła. Co oczywiste, podrosła. Łapy jakby się lekko wydłużyły, sylwetka wysmuklała, a ogon dłuższy o parę centymetrów, wciąż nerwowo drga przy obcym kocie, ot żadnej wielkiej zmiany. Jej oczy przybrały piękny, zielonkawy odcień, z resztą tak samo jak u jej siostry, do której była strasznie podobna, z wyjątkiem, że tęczówki Klonowej Łapy były o wiele jaśniejsze, co nie zmienia faktu, że pozostała w nich ta sama obojętność co zawsze. Futerko wciąż jasne i króciutkie, nie ma na sobie choćby grama brudu, od kiedy młoda kotka zaczęła dbać o higienę. Łapy już nie takie drobne jak kiedyś, teraz chociaż raz na dzień mokre od wody.
Pozorna życzliwość? Odeszła w niepamięć. Klonowa Łapa stała się bardziej ironiczna i bezpośrednia, niż za czasów, gdy była małą kulką. Wciąż jednak pozostała nieufna, ale teraz przynajmniej nie udaje, że śpi, gdy kogoś widzi. Najzwyczajniej w świecie potrafi z tym kimś rozmawiać! Co nie oznacza do końca, że jest miła... Stała się ambitniejsza i za każdym razem próbuje poskromić swoją leniwą naturę, ale i tak czasami można ją zobaczyć pochrapującą w jakimś cichym kącie. Wciąż emanuje od niej pewność siebie, jakżeby inaczej? Coraz lepiej radzi sobie w oszukiwaniu innych oraz poznawaniu ich uczuć po ich mimice czy zachowaniu. Polubiła wodę i najczęściej można spotkać ją nad brzegiem, gdzie odpoczywa. Może nie jest agresywna, ale dość szybko się denerwuje, co nie zapowiada niczego dobrego
Kroplikowy Płatek [KG]
Klonowa cieszyła się nieco z tego, że Księżycowa Łapa o nic nie dopytuje. Było to bardzo wygodne, Jaworka nie musiała się tłumaczyć, ani specjalnie myśleć nad dobrem słów. Bratu wystarczyły krótkie, zwięzłe odpowiedzi, niekoniecznie ze szczegółami. To był jeden z powodów dlaczego rudej nigdy nie przeszkadzała jego obecność. Każdy kiedyś doprowadził ja do złości i każdego w pewnym momencie nie chciała widzieć, głównie przez słowa jakie te osoby wypowiedziały. Z Księżycem nie było tego kłopotu, jak na razie.
Siostra posłała mu współczujące spojrzenie. Wiedziała, że bliźniaków łączy silna więź. To musiało być naprawdę ciężkie dla kremowego kocura. Nie wiedziała co w takiej sytuacji ma powiedzieć. Gdyby to był ktoś inny z rodzeństwa najprawdopodobniej by go przytuliła, jednak z bliźniakami było inaczej.
- Może... Chcesz jakoś zmienić temat? - zapytała niepewnie.
Było to dość głupie pytanie. Ale nie wiedziała jak ma zareagować dlatego pomyślała, że zmiana tematu będzie czymś lepszym dla terminatora.
Decisions as I go, to anywhere I flow Sometimes I believe, at times I'm rational I can fly high, I can go low Today I got a million, tomorrow, I don't know
Stop claiming what you o w n don't think about the show We're all playing the same game, waiting on our loan We're unknown and known, special and a clone Hate will make you cautious, love will make you glow
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Księżycowa Łapa zwyczajnie nie była zbyt rozmowna, a jej umiejętności społeczne były gorsze niż mierne. Nie miała co prawda problemów z utrzymywaniem kontaktu wzrokowego, czy też z przebywaniem w pobliżu kotów(chyba, że były głośno), ale z podtrzymywaniem dyskusji już tak. Jej samej to nie przeszkadzało. Mówiła tylko wtedy, kiedy faktycznie miała coś do powiedzenia, albo kiedy potrzebowała się o coś zapytać. Dlatego czuła się teraz nieco dziwnie, jakby nie na mejscu, i pozwalała głównie Jaworce zadawał pytania. Po co w takim razie chciała w ogóle rozmawiać z siostrą - tego sama nie wiedziała. Może powoli kreowała z nią więź podobną jak ze Słoneczną Łapą, i dlatego wciąż tu siedziała, pomimo raczej nieprzyjemnych pytań ze strony rudej?
Kiwnęła sztywno głową na jej pytanie. Przynajmniej nie chciała tego na siłę ciągnąć. Księżycowa Łapa nie potrzebowała latających za nią kotów, martwiących się jej stanem i tym, czemu od pewnego czasu nie przebywała w towarzystwie swojego bliźniaka. Mimo zewnętrznych podobieństw, w środku byli oni zupełnie różni. Gdyby ich poznać, od razu można by zacząć ich rozróżniać po samym zachowaniu.
Uszy terminatorki Karasiowego Kła powoli zaczęły powracać do pierwotnego stanu, a sierść opadła z powrotem. Tylko neutralne spojrzenie świdrowało uparcie przestrzeń pomiędzy oczami rudej. Kremowa kotka próbowała przez chwilę na własną łapę znaleźć nowy temat do rozmowy, ale szybko odpuściła, bo tylko jedna rzecz przychodziła jej do głowy... i nie wiedziała, czy chciała o tym mówić już teraz, kiedy pytania o Słoneczną Łapę dopiero co wytrąciły ją z równowagi.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Co do wyglądu ruda koteczka mało się zmieniła. Co oczywiste, podrosła. Łapy jakby się lekko wydłużyły, sylwetka wysmuklała, a ogon dłuższy o parę centymetrów, wciąż nerwowo drga przy obcym kocie, ot żadnej wielkiej zmiany. Jej oczy przybrały piękny, zielonkawy odcień, z resztą tak samo jak u jej siostry, do której była strasznie podobna, z wyjątkiem, że tęczówki Klonowej Łapy były o wiele jaśniejsze, co nie zmienia faktu, że pozostała w nich ta sama obojętność co zawsze. Futerko wciąż jasne i króciutkie, nie ma na sobie choćby grama brudu, od kiedy młoda kotka zaczęła dbać o higienę. Łapy już nie takie drobne jak kiedyś, teraz chociaż raz na dzień mokre od wody.
Pozorna życzliwość? Odeszła w niepamięć. Klonowa Łapa stała się bardziej ironiczna i bezpośrednia, niż za czasów, gdy była małą kulką. Wciąż jednak pozostała nieufna, ale teraz przynajmniej nie udaje, że śpi, gdy kogoś widzi. Najzwyczajniej w świecie potrafi z tym kimś rozmawiać! Co nie oznacza do końca, że jest miła... Stała się ambitniejsza i za każdym razem próbuje poskromić swoją leniwą naturę, ale i tak czasami można ją zobaczyć pochrapującą w jakimś cichym kącie. Wciąż emanuje od niej pewność siebie, jakżeby inaczej? Coraz lepiej radzi sobie w oszukiwaniu innych oraz poznawaniu ich uczuć po ich mimice czy zachowaniu. Polubiła wodę i najczęściej można spotkać ją nad brzegiem, gdzie odpoczywa. Może nie jest agresywna, ale dość szybko się denerwuje, co nie zapowiada niczego dobrego
Kroplikowy Płatek [KG]
Może umiejętności podtrzymania rozmowy Jaworki były lepsze od tych Księżycowej Łapy jednak ona sama nie wiedziała co powiedzieć. Mimo to nie chciała by brat już sobie poszedł, lubiła jego towarzystwo, więc czemu by nie postarać się trochę bardziej i wymyślić jakiegoś tematu? Powinno to nie być takie trudne, jednak od pewnego czasu wszystko przychodziło jej z lekką trudnością. Po chwili namysłu w końcu zaczęła mówić:
- W ogóle to niedawno Jeżynowy Cierń wznowiła mi trening, już na nowych terenach. Ostatnio pomyślałam o tym aby jakkolwiek wziąć się za siebie i w końcu powoli zacząć kończyć trening. Wcześniej nie chciałam tego, nawet bardzo. I zaniedbywałam mój trening, ale uznałam, że na nowych terenach będzie inaczej. - przekręciła lekko głowę. - A u ciebie jak z treningiem?
Chciała jeszcze zapytać o Karasiowego Kła, jednak się powstrzymała. Pewnie jej brat nie interesuje się tym co jego mistrzyni robi, więc tylko wzruszy barkami. Istniał cień szansy, że chociaż się odezwie więcej niż jednym słowem, co da Jaworce punkt do zaczepienia.
Decisions as I go, to anywhere I flow Sometimes I believe, at times I'm rational I can fly high, I can go low Today I got a million, tomorrow, I don't know
Stop claiming what you o w n don't think about the show We're all playing the same game, waiting on our loan We're unknown and known, special and a clone Hate will make you cautious, love will make you glow
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Księżycowa Łapa również nie miała nic przeciwko towarzystwu Jaworki, głównie dlatego, że jej obecność działała w pewien sposób... uspokajająco. Słońce był chaotyczny i głośny, na dodatek często wymuszał kontakt fizyczny na kremowej terminatorce, za to Klonowa Łapa nie narzucała się w żaden sposób, była dość spokojna i z reguły nie mówiła zbyt dużo na raz.
Jasna kotka starała się skupić na słowach siostry. Gdy ta skończyła mówić, Księżyc potrzebowała jeszcze chwili na przetrawienie informacji, które do niej dotarły, i ułożenie na nie jakiejś odpowiedzi. W końcu na tym polegał schemat rozmów. Jeśli nie chciało się siedzieć w zupełnej ciszy, trzeba było brać w tym jakikolwiek udział, nawet jeśli czasem trudno było znaleźć słowa. W końcu jednak stwierdziła, że ograniczy się tylko do odpowiedzi na pytanie, nie wiedząc, jak mogłaby odpowiedzieć na to, co było wcześniej. Jej własny trening jeszcze niespecjalnie poszedł w przód, i nie było mowy o kończeniu go. Karasiowy Kieł mimo wszystko starała się, by jej uczennica zapamiętała wszystko, a później zachorowała, i nie było jak trenować. Teraz zaś miała obowiązki, jak inni wojownicy. Z tego co mówiła Czerwony Mak, nie wszyscy jeszcze zaczęli treningi, i to nieco pocieszało kremową terminatorkę. Przez pewien czas bała się, że Karaś o niej zapomniała, albo stwierdziła, że nie chce jej uczyć, nawet jeśli to brzmiało dość irracjonalnie w jej głowie.
- Jeszcze nie mam - odparła krótko.
Nie widziała sensu w dalszym tłumaczeniu, bo jak dla niej wszystko było jasne w tej wypowiedzi. Ot, jeszcze nie zaczęli. Zdarzało się. Nie było w tym nic niezwykłego, nawet jeśli Księżycowej Łapie brakowało treningów z biało-burą kotką, mimo że przecież mogła się na nich pobrudzić. Walczyła już raz nawet z jednym dużo większym Cienistym, który trochę pomógł jej ogarnąć, jak to się robi właściwie, bo dotąd tylko chaotycznie klepała rodzeństwo ze Słońcem. To znaczy, jak byli młodsi. Później jej przeszło. Jednak dla Karasiowego Kła... musiała się przemóc. By mistrzyni mogła być z niej dumna, i by Księżycowa Łapa mogła zostać wojownikiem, który potrafi sam siebie obronić. I medykiem, choć ta ostatnia ambicja stała się wyraźniejsza po rozmowie z Czerwonym Makiem, gdy się okazało, że to coś więcej niż zbieranie ziół, leczenie innych kotów i odprawianie pogrzebów.
Kremowa kotka poruszyła końcówką ogona, wpatrując się dalej w Jaworkę. Gdyby nie fakt, że oddychała, mrugała i wykonywała jeszcze parę innych drobnych ruchów, wyglądałaby niczym koci posążek. Jednak w jej wnętrzu toczyła się burza. Nie wiedziała czemu bardziej niż kiedykolwiek chciała uświadomić rudą, że wcale nie była bratem, tylko siostrą. Choć odepchnęła tę myśl od siebie, ona powróciła niczym bumerang. Może to dlatego, że chciała zrzucić z siebie choć część ciężaru? W końcu Jaworka była jednym z tych kotów, z którymi Księżyc spędzała nieco więcej czasu. I tak prędzej czy później musiałaby się dowiedzieć. Terminatorka Karasiowego Kła oblizała nos w nerwowym odruchu i otworzyła pyszczek, jakby miała coś powiedzieć, ale się zawahała i zamknęła go z cichym kłapnięciem, na chwilę przenosząc spojrzenie gdzieś w dal i marszcząc lekko brwi. To chyba nie był najlepszy pomysł... Chyba. Być może za bardzo obawiała się reakcji. Odrzucenia ze strony siostry.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Co do wyglądu ruda koteczka mało się zmieniła. Co oczywiste, podrosła. Łapy jakby się lekko wydłużyły, sylwetka wysmuklała, a ogon dłuższy o parę centymetrów, wciąż nerwowo drga przy obcym kocie, ot żadnej wielkiej zmiany. Jej oczy przybrały piękny, zielonkawy odcień, z resztą tak samo jak u jej siostry, do której była strasznie podobna, z wyjątkiem, że tęczówki Klonowej Łapy były o wiele jaśniejsze, co nie zmienia faktu, że pozostała w nich ta sama obojętność co zawsze. Futerko wciąż jasne i króciutkie, nie ma na sobie choćby grama brudu, od kiedy młoda kotka zaczęła dbać o higienę. Łapy już nie takie drobne jak kiedyś, teraz chociaż raz na dzień mokre od wody.
Pozorna życzliwość? Odeszła w niepamięć. Klonowa Łapa stała się bardziej ironiczna i bezpośrednia, niż za czasów, gdy była małą kulką. Wciąż jednak pozostała nieufna, ale teraz przynajmniej nie udaje, że śpi, gdy kogoś widzi. Najzwyczajniej w świecie potrafi z tym kimś rozmawiać! Co nie oznacza do końca, że jest miła... Stała się ambitniejsza i za każdym razem próbuje poskromić swoją leniwą naturę, ale i tak czasami można ją zobaczyć pochrapującą w jakimś cichym kącie. Wciąż emanuje od niej pewność siebie, jakżeby inaczej? Coraz lepiej radzi sobie w oszukiwaniu innych oraz poznawaniu ich uczuć po ich mimice czy zachowaniu. Polubiła wodę i najczęściej można spotkać ją nad brzegiem, gdzie odpoczywa. Może nie jest agresywna, ale dość szybko się denerwuje, co nie zapowiada niczego dobrego
Kroplikowy Płatek [KG]
Dość uważnie przyglądała się Księżycowej Łapie. Czuła się trochę jak na polu minowym, bała się trochę zaczynać nowe tematy, bo niektóre mogą mu się nie spodobać. Może brat nie wybuchnie, tak ja ona by to zrobiła, jednak chciała aby to spotkanie nie było ponure. Już i tak dała plamy wspominając o Słońcu. Dlatego przyglądała się kocurowi z dość przesadną uwagą, oczywiście, unikając jego oczu. Nie wiedziała jakiej reakcji ma się spodziewać, dlatego cała sytuacja była dość frustrująca. Miała tylko nadzieję, że Księżyc nie wybuchnie gromkim śmiechem i nie zacznie mówić coś w stylu, że dotąd Jaworka była nieudacznikiem. Nie spodziewała się takiego zachowania po bracie, któremu coraz bardziej ufała i, z którym czuła coraz większą więź, jednak też nie do końca była pewna jak zareaguje.
Dlatego słysząc jego słowa wypuściła cicho powietrze, ze zdziwieniem stwierdzając, że przez cały czas, który nie odpowiadał wstrzymywała je. Po prostu odpowiedział na pytanie, nie zwrócił zbytniej uwagi na jej wypowiedź. Czy to już powoli obsesja? Czemu wydaje jej się, że każdy myśli o niej źle i każdy uważa, że już dawno powinna skończyć trening? Zdecydowanie powinna się z tym przespać, bo świrowała.
- Oh, w takim razie mam nadzieję, że już niedługo Karasiowy Kieł go wznowi. - odparła spokojnie.
Już nawet nie zwróciła uwagi na to, że przez to, że odpowiedział tylko jednym słowem znów musi coś wymyślać. Temat treningu wciąż był dla niej drażliwy, nieważne czy stara się czy nie. Lekko drgnęła jej końcówka ogona kiedy zobaczyła, że terminator chce coś powiedzieć. Dostrzegła szansę i nie zamierzała jej zmarnować.
- Chcesz coś powiedzieć? - zapytała. Po chwili postanowiła się poprawić. - Znaczy... Jeśli chcesz możesz powiedzieć mi wszystko. Nie powiem nikomu jeśli ci na tym zależy.
Raczej nie była w stanie wymyślić nic innego, więc postanowiła kurczowo trzymać się gestu kocura mając nadzieję, że jej się nie przywidziało i bliźniak naprawdę chciał coś powiedzieć.
Decisions as I go, to anywhere I flow Sometimes I believe, at times I'm rational I can fly high, I can go low Today I got a million, tomorrow, I don't know
Stop claiming what you o w n don't think about the show We're all playing the same game, waiting on our loan We're unknown and known, special and a clone Hate will make you cautious, love will make you glow
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Kremowa terminatorka nie wiedziała, jak trudna była z nią rozmowa, gdyż nikt jej nigdy tego nie uświadomił. Z resztą, nie była z tych, którzy byli zainteresowani czyjąkolwiek opinią w takich kwestiach, nie wspominając o tym, że i tak nie dałaby rady się zmienić. Była o tyle trudnym przypadkiem, że nie potrafiła okazywać emocji, przez co rzadko jakikolwiek wyraz przebijał się na neutralny pyszczek, jakby jej mięśnie twarzy były pozbawione umiejętności napinania się. Wątpliwe, aby kiedykolwiek wybuchła gromkim śmiechem, jednak obawy Jaworki nie były znów aż takie nieuzasadnione; mogła nieświadomie myśleć o tym, że może jednak ma przed sobą Słoneczną Łapę. W końcu dwójka bliźniaków była niemal identyczna. To jest, jeśli się ich nie znało. Ale ruda ich raczej znała, a przynajmniej jednego z nich. Wtedy byli dość łatwi do odróżnienia, choćby ze względu na aurę, która się wokół nich roztaczała. Nastawienie. Na stwierdzenie siostry odnośnie Karasiowego Kła Księżyc zwyczajnie kiwnęła głową. Ona również chciała wrócić do treningu, choćby po to, by móc spędzać więcej czasu w towarzystwie mistrzyni. Była jednym z tych kotów, do których kremową terminatorkę nieświadomie ciągnęło, choć sama nie wiedziała czemu.
Terminatorka Karasiowego Kła nie spodziewała się, że Jaworka podejmie wątek, że w ogóle zauważy, iż Księżycowa Łapa chciała coś powiedzieć. Kremowa kotka zakołysała końcówką ogona, dłuższą chwilę wbijając spojrzenie w ziemię, spięta. Dotąd spotykała się raczej z pozytywną reakcją, ale koty, które wiedziały, mogła policzyć na palcach jednej łapy. Mimo wszystko w głębi duszy bała się mówić. Nie chciała, by pewnego dnia ktoś jej wyrzucił w pysk, że wcale nie mogła być kotką, bo przecież nie taka się urodziła, i najlepiej to powinna przestać nawet o tym myśleć. Może dlatego tym trudniej było jej mówić kotom, które miały dla niej znaczenie. Zacisnęła zęby, kładąc uszy po sobie. Jednak... równie mocno bolało, gdy ktoś określał ją jako kocura nawet nie wiedząc, bo za każdym razem budził się w niej ten wewnętrzny bunt, jakby w pewnym sensie dany kot zwyczajnie sobie z niej kpił, jakby w jego słowach czaił się podprogowy przekaz o tym samym znaczeniu jak to, czego bała się usłyszeć na własne uszy. To chwilami podburzało jej pewność siebie, powodując masę wątpliwości, które szybko wżerały się w jej umysł i długo nie odpuszczały. Księżycowa Łapa wzięła głębszy wdech, powoli podnosząc spojrzenie na Jaworkę. Ponownie otworzyła pyszczek, tym razem faktycznie starając się, by coś z niego wyszło.
- ...htką - bąknęła tak cicho, że tylko końcówka ostatniego wyrazu znalazła się w granicy słyszalności. Mocniej przycisnęła uszy do czaszki, zażenowana swoim własnym zachowaniem. - Jstem khtk - wyrzuciła z siebie wyraźniej, choć wciąż mówiła jakby przez zaciśnięte zęby, bo w gruncie rzeczy tak właśnie było - jej pyszczek ledwo się otworzył.
Wbiła natarczywe spojrzenie w Jaworkę, jakby chciała być w stanie odczytać każdy jej najdrobniejszy ruch, każdą myśl. Czy w ogóle ją zrozumiała, a jeśli tak, czy nie zacznie jej mówić, że przecież to niemożliwe, bo jest kocurem? Nie chciała słuchać takich słów. Pomimo chwil wątpliwości, wiedziała przecież kim była. Zmarszczyła lekko brwi, a jej postawa odrobinę się rozluźniła i stała nieco pewniejsza. Jeśli chciała być silna i pewna siebie, nie mogła zacinać się w takich kwestiach i zachowywać w taki żenujący sposób. Mimo wszystko była kotem, który dużo od siebie wymagał.
- Kotką... jestem. Ja - poprawiła się, tak gwoli ścisłości, i w tej chwili już tylko drgająca końcówka ogona zdradzała jej poddenerwowanie.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.