Księżyce: 40 Mistrz: Kwitnące Wzgórze, Skrzące Słowo :/ Płeć: Kocur (zapach neutralny) Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Minóg (ale oboje o tym nie wiedzą) Trwałe urazy: kastrat, jego głowa (lęki, stany depresyjne)
Księżyce: 40 Mistrz: Kwitnące Wzgórze, Skrzące Słowo :/ Płeć: Kocur (zapach neutralny) Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Minóg (ale oboje o tym nie wiedzą) Trwałe urazy: kastrat, jego głowa (lęki, stany depresyjne)
Srebrno-czarny, pręgowany klasycznie, kocur o bladym i zmęczonym spojrzeniu zielonych oczu. Wysoki (naprawdę wysoki), bo idący w ślady ojca, sierść odrosła już przykrywając Wilczka. On sam jednak... stracił kilogramy - depresja, potem choroba i okazuje się, że dieta cud. Wygląda jakby musiał przybrać nowe kilogramy, by być zdrowym. Wychudzony, sierść powoli sama z niego teraz ucieka.
Nieprzystosowany do dzikiego życia i głupi. Nie zmieniło się to. Sprawa się jednak podziała, mleko się rozlało, a on stał się smutniejszy, bardziej aspołeczny i przerażony. W wielkich tłumach nie potrafi sobie poradzić z lękami, a wszystko poza obozem wydaje się jedną wielką umieralnią. Brak umiejętności komunikacyjnych też nie jest na jego łapę i poznawanie nowych kotów kończy się - brakiem poznawania nowych kotów. Jest też wredny jak czuje się zagrożony. Przypadek - beznadziejny.
Piórko [KG/GK]
Żart? A może raczej suchy fakt ze strony kocura był idealnie w punkt, który rozbawił srebrnego gnojka, przez co płacz wymieszał się z cichym chichotem. Chrypka była zbyt dobitnie słyszalna oraz odczuwalna na co odchrząknął lekko i nagle łzy bardziej już płynęły ze szczęścia na widok Minogowe pyszczka.
– Och, wcale nie było tak źle! Dałem radę ostatecznie, prawda? Poza tym nawet jak byśmy się zgubili to się odnajdziemy, tak powinniśmy robić, cnie? – odpowiedział wesoło, a następnie podniósł dupsko z ziemi i przykleił się bokiem do boku przyjaciela. Nie chciał go odstępować na krok. Ruszył poganiając go ogonem, który owinął na zadzie szylkreta i po przyjrzał się rzecznym terenom z lekkim bólem i nostalgią - może gdyby życie potoczyło się inaczej? – Och, ale czekaj… teraz w prawo, czy w lewo? – rzucił do Wojownika patrząc na niego, ale zaraz się uśmiechnął. – Żartowałem – Ruszył ponownie, wesoło ciągnąc za sobą Minoga (no może lekko okrężną drogą), ale w końcu przecież dotrą. Chciał z nim po prostu spędzić trochę czasu.
zt
From theperfect start to thefinish line And if youʹre stillbreathing,youʹre thelucky ones Andyoucaused it, Andyoucaused it. Well,Iʹve lost it all,Iʹm just asilhouette Iʹm alifeless facethat youʹll soonforget My eyes are damp from the words you left Ringing in my head,when youbroke my chest
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Wilk wyglądał paskudnie z zasmarkaną mordką, a Minóg tylko czekał na moment, w którym połowa glutów wyląduje w jego futerku. Jednocześnie był daleki od przejmowania się tym w faktyczny sposób. Czuł się lekko. Jakby ktoś ściągnął mu z barków ciężar ostatnich księżyców. Może całego życia.
– Z tego co pamiętam dotarliśmy przypadkiem. – dodał jeszcze, bo nie ma mowy, że Wilk sobie przypisze zasługi za doprowadzenie ich do Klanu Rzeki. Co prawda we wspomnieniach szylkreta sam dzień dotarcia na granice Klanu zniknął w tej samej otchłani co większość wspomnień, jednak wyraźnie pamiętał dni poprzedzające to zdarzenie. Chodzili bez celu, a Minóg prowadził ich w równym stopniu co sam srebrny.
Na żart jedynie lekko prychnął. Nie miał na tyle dobrego humoru by go bawiło coś takiego, cudów nie oczekujmy, ale jakoś milej się obserwowało takiego wesołego Wilka. Jakkolwiek okrutnie by to nie brzmiało, śmierć dobrze na niego wpłynęła.
Głębinowy Minóg miał nadzieję, że i jego dni będą teraz lepsze.
Chyba jednak faktycznie długo sobie nie poradził bez opieki Płotki.
ostatnie z.t
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Zatrzymali się przy Bobrowej Tamie, a Popiołek nie był do końca pewny czy przerwa została zarządzona ze względu na niego, czy starzejącego się przywódcę. Niby w słowach Białego Jelenia to właśnie terminator był głównym argumentem, ale jednocześnie nie potrafił się z tym w pełni zgodzić. Miał jeszcze przecież siłę żeby przejść wzdłuż Gromowej granicy, tak mu się przynajmniej wydawało. Nie zamierzał jednak narzekać. Nie miał zbyt wielu okazji do oględzin terenów. W czasie treningów musiał skupiać się na nauce, a maszerujący patrol nie sprzyjał adekwatnemu skupieniu na całym otoczeniu. Wiele mu umykało.
Bobrowa Tama była jedną z takich rzeczy. Nie raz już po niej przechodził, ale nigdy nie miał okazji by się jej przyjrzeć z bliska. Wskoczył na powyginane gałęzie i ruszył powoli, obserwując taflę wody. Co rusz migały mu łuski drobnych rybek i to właśnie one prędko zaskarbiły sobie pełną uwagę kocurka. Końcówka wygiętego w łuk ogona podrygiwała co chwilę, podczas gdy reszta ciała zastygła w bezruchu. Ryby zdawały się być na wyciągnięcie łapy, starczyło jedynie po nie sięgnąć by dorzucić coś niewielkiego na stos od siebie.
Popiołek podążył za tą myślą, ale gdy tylko opuszki lewej łapy zmarszczyły wodę, rybki zniknęły pośród zanurzonych gałęzi. Zlizał z nosa osiadłą kroplę wody. Może jak poczeka to wrócą.
//Łabonć
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Łabędź doceniał tę krótką przerwę. Lubił patrolować ze współklanowiczami, szczególnie gdy dawało mu to okazję do złapania się z którymś z wojowników, z którym dawno nie zdarzyło mu się dłużej porozmawiać, albo do bliższego poznania młodszych członków Klanu. Jednak od pewnego czasu coraz częściej wycofywał się, wybywał na samotne spacery, nie chcąc obarczać nikogo ciężarem swojego wolniejszego tempa oraz mniejszej wytrzymałości. Być może Biały Jeleń to zauważył. A może po prostu był uprzejmy. W każdym razie, Łabędź był mu wdzięczny.
Siedział sobie i kontemplował okolicę, gdy jego wzrok przykuł przechodzący po Bobrzej Tamie Popiołek. To znaczy, teraz już Popielata Łapa, oczywiście. Terminator wydawał mu się jednak nadal taki malutki i kruchy, że przywódca nie mógł przynajmniej spojrzeniem nie kontrolować jego kroków na zdradliwej konstrukcji.
Wstrzymał oddech, kiedy syn Śnieżnego Płatka wypatrzył coś w wodzie, a później przymierzył się do ataku... No i klops, próba zakończona niepowodzeniem.
— Byłoby ci łatwiej, gdyby ryba sama do ciebie przypłynęła — zauważył bez złośliwości. Wręcz przeciwnie, kibicował młodemu łowcy. — Zanurz w wodzie palce albo końcówkę ogona i zaczekaj, aż któraś się zainteresuje. Byle w bezruchu, musisz być wiarygodnym kąskiem; to jedyny sposób, by je do siebie zachęcić. Ryby lubią podskubywać, ale to nic a nic nie boli.
Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Skupiony na rybach, Popielata Łapa zapomniał o towarzystwie. Niespodziewany komentarz Łabędziej Gwiazdy sprawił, że kocurek podskoczył w miejscu. Znaczy wyprostował się gwałtownie, bardziej pokazowych akrobacji nie wykonał, ale wciąż policzki spłonęły mu ze wstydu. Dlaczego? Nie robił nic złego, ot... po prostu nieudolnie polował na ryby. No tak, to jednak czystego sumienia nie miał, splamiła je porażka. Nie żeby przywódca był oceniający, wręcz przeciwnie, gdy tylko piekące uszy faktycznie przeanalizowały wpadające informacje, srebrny kocurek zorientował się, że Łabędzia Gwiazda próbował mu pomóc.
To było miłe. Ale chyba jeszcze gorzej mu przez to było z faktem, że został przyłapany. Tak paradoksalnie.
– Uhm... dobra. – zgodził się i kiwnął krótko głową. Przez moment chciał dodać coś jeszcze. Nie wiedział jednak co, więc koniec końców wrócił spojrzeniem do nieruchomej tafli. Łapa lub ogon do wody. A potem bezruch. Niech będzie. Zanurzył powolutku lewą kończynę, krzywiąc się tylko trochę na temperaturę wody. Poruszył paluszkami, wysuwając pazurki. Ok, przynęta jest, chociaż nie wiedział na ile przypominał wiarygodny kąsek. Nachylił się lekko by widzieć lepiej co się działo pod powierzchnią i zastygł w bezruchu. Tylko koniuszek płasko leżącego ogona przesuwał się po gałązkach w napięciu.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Wnioskując po gwałtownej reakcji terminatora, kilka słów porady wyrwało go ze skupienia najlepszego rodzaju — tego towarzyszącego oddanemu kotu podczas polowania. Łabędziowi trochę zrobiło się głupio, choć z drugiej strony chyba już lepiej, gdy zlęknie cię przyjazny głos, niż atakujący z zaskoczenia drapieżnik. Młody nie wyglądał, jakby chował urazę; wręcz przeciwnie, zaraz zgodnie z instrukcją zanurzył łapkę w wodzie i zastygł w bezruchu, pochylony nad rzeką... no i tu wyłonił im się kolejny problem.
— Wyprostuj plecy — dopowiedział niegłośno, nie chcąc tworzyć niepotrzebnego hałasu i zmniejszyć szans Popiołka na powodzenie, ale mimo wszystko uważając za kluczowe zwrócić uwagę na tę kwestię. — W ten sposób rzucasz cień na wodę. Ryby są całkiem sprytne, zorientują się, że na nie czyhasz.
Mały detal, który mógł już zawczasu odebrać szansę na powodzenie, jeszcze zanim kocurek miałby szansę dostrzec kolejną okazję. Jednak poza nim nie było czego się doczepić i Łabędź wierzył, że odrobina cierpliwości oraz dobry refleks i zaraz jakaś piszczka znajdzie się na lądzie.
Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Kolejna uwaga sprawiła, że wyprostował się jak struna. Grzecznie posłuchał polecenia, chociaż już trzy uderzenia serca później naszło go zwątpienie. Minęła jednak kolejna chwila nim odważył się nim podzielić. Dość... znaczna chwila, w czasie której mogłoby się zdawać, że stuprocentowo dał się pochłonąć oczekiwaniu na rybkę. Ale nic bardziej mylnego, większość zasobów myślowych młodego szła na pilniejszą sprawę.
Ale wreszcie się w sobie zebrał.
– Są sprytne i rozpoznają koci cień. Ale... nie rozpoznają kociej łapy w wodzie? – nie patrzył na pysk przywódcy, skupiał się na wodzie. Dlatego że przykładał się do swojego polowania. Nie dlatego że miał ochotę schować się między gałązkami, na wypadek gdyby popełnił jakiś nietakt.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Popielata Łapa posłuchał i zaraz poprawił postawę. A kiedy czekał, aż coś przypłynie do jego przynęty, Łabędź zmienił pozycję z siedzącej na leżącą, z ogonem opatulającym jego bok i przednimi łapami schowanymi w gęstej kryzie. Spod zmrużonych powiek przyglądał się polującemu. W towarzystwie czuł się zrelaksowany i bezpieczny, i kto wie, czy przedłużająca się cisza oraz spokój w rzecznych wodach nie wprowadziłyby go w stan półsnu... gdyby nie nagłe odezwanie się terminatora.
— Kiedy nie wykonuje podejrzanych ruchów, kocia łapa nie różni się nadto od paprochów czy gałązek — odpowiedział z uśmiechem. — Sam się przekonasz.
Kiedy wreszcie coś postanowi spróbować swojej szansy i zaczepi łapę Popiołka... A to mogło się okazać nie lada testem cierpliwości dla młodego kocurka.
Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Nie czuł się przekonany tymi tłumaczeniami. Jasne, mógł się zaraz sam przekonać i nie wątpił, że ryba podpłynie jeśli zastosuje do wszystkich wspomnianych zasad, alee...
– A nieruchomy cień nie różni od skał czy gałęzi? – zmarszczył lekko nos w konsternacji. W jego opinii taka łapa wciąż miała dużo cech odróżniających od paprochów, tymczasem cień... To po prostu cień, o lekko innych konturach może.
Póki co żadna najmniejsza rybka nie interesowała się jasnymi paluszkami Popiołka. Poruszył lekko nimi w zimnej toni.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
— Przypadkowy cień bez ewidentnego źródła to jednak trochę co innego niż przedmiot, prawda? — zauważył pogodnie. Ale oczywiście sam chętnie głębiej wszedłby w umysły zwierząt stanowiących cel ich polowania. Nawet nie dla poprawienia swojego kunsztu łowieckiego — Gwiezdni wiedzieli, że jego czasy światłości dawno przeminęły — a dla lepszego zrozumienia otaczającego ich świata i istnień, z którymi nie potrafili się komunikować... i z którymi mieli dość specyficzną relację. — A polowałeś już na naziemne piszczki, czy Modliszkowy Gaj jeszcze nie wprowadziła cię w tajniki polowania?
Co prawda ta dziedzina otwierała pole na kolejne pytania, a niekoniecznie udzielała odpowiedzi na wcześniejsze, jednak dało się doszukać pewnych (skądinąd ciekawych) podobieństw między tradycyjnym polowaniem a łowieniem ryb.
Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Do zmarszczonego nosa dołączyła teraz jeszcze zmarszczka na czole. Wiedział, że coś mu się tu nie kleiło, ale im intensywniej się zastanawiał tym bardziej plątał się w środku z tym chyba, bo... zgadzał się z tym co mówił przywódca? Ale jednocześnie nie zgadzał się. Znaczy tak, miał rację, że taki cień to co innego niż przedmiot, ale!!! Pozostawała zmiana kierunku.
– Too mama ich nie ostrzega, że pojawia się czasem takie straszne coś w wodzie? I żeby nie podpływać do tego? – chyba od tego powinien zacząć. Jego mama ostrzegała żeby nie zbliżał się do mysich móżdżków, więc dlaczego rybia mama miałaby mieć głęboko pod płetwą ogonową co z jej dziećmi??
– Jeszcze nie. – skłamał, odwracając wzrok i wyciągając przemarzniętą łapkę z wody. Miał polowanie pierwszego dnia, miał nadzieję, że to nie wyjdzie na jaw. Ale nie czuł się w nim na tyle pewnie żeby teraz się przyznawać. Szczególnie, że brzmiało jakby powinien zrobić powiązanie, którego nie zrobił.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Ciekawie obserwowało się zmiany na pyszczku Popiołka. Było coś kocięcego i uroczego w tej zamyślonej mordce przetwarzającej uzyskane informacje i konfrontującej je ze zdobytą wcześniej wiedzą i własnym rozumowaniem. Łabędź żałował, że nigdy już nie przyjdzie mu trenować takiego młodego, głodnego wiedzy umysłu.
— Kto wie? — rzucił w filozoficznej zadumie, spoglądając na wodę, w której dzielnie tkwiła łapa młodego łowcy. — Może niekiedy ryzyko jest warte piszczki? A niektóre ryby nie słuchają rodziców? Och, ileż to mieliśmy młodych, ale i starszych terminatorów, którzy pomimo próśb i zakazów opuścili tereny... Czasami wiedza to nie wszystko, a wielu chce wierzyć, że akurat ich nic złego nie spotka. Będą sprytniejsi, szybsi, mądrzejsi. Nie dadzą się schwytać.
A potem się dawali. Czy to przez dwunożnych, czy przez drapieżników... Jeśli koty były mądrzejsze od zwierzyny, na którą polowały, ryby pozostawały na naprawdę słabej pozycji.
— Ptaki są znane z tego, że mają doskonały wzrok — wyjaśnił. — Istnieje tylko jeden mankament — wyłapują ruch jak mało kto, natomiast nie do końca radzą sobie z nieruchomymi elementami. Techniką podchodzenia ich jest stopniowe zbliżanie się i przystawanie w miejscu, ilekroć ptak spojrzy w twoim kierunku. W ten sposób da się do nich podejść naprawdę blisko, nawet jeżeli nie jest się szczególnie ukrytym. Pozornie bez sensu, prawda? Ciężko nie odróżnić kota od drzewa czy skały. A jednak działa. Z rybami i ich rozumieniem zagrożenia wynikającego z obecności cienia jest podobnie.
Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
– Ja nie opuściłem. – zauważył z nieśmiałą dumą, próbując złowić jakąkolwiek pochwałę za bycie grzecznym. Może nie był najlepszy z miotu, co tu mówić z całego Klanu, ale miał cechy, dzięki którym nie powinien zostać jeszcze skreślony. Trzymał się ich kurczowo, wbijał pazury z całych sił w łatkę grzecznego, jeśli to miała być jego jedyna zaleta.
– Hm... No może. – przyznał, otrzepując mokrą łapkę i podciągając ją pod siebie. Nic nie podpływało, a i sama rozmowa bardziej pochłaniała jego skupienie niż nudna, opustoszała toń. – Czyli ryby dobrze widzą jak coś się rusza. I tylko wtedy rozpoznają rzeczy?
Na to wychodziło, ale chciał oficjalnego potwierdzenia, by domknąć tę informację.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
— Bardzo mnie to cieszy. Wielu mogłoby brać z ciebie przykład — powiedział, przyjaźnie mrużąc oczy. Można było dopatrywać się w tym pozytywnych wpływów Śnieżnego Płatka — większość Klanu raczej nie dostrzegała ich wiele, warto więc złapać się chociażby tego — Łabędź przypuszczał jednak, że osobiste cechy Popielatej Łapy odgrywały tu istotniejszą rolę. Ale może, kto wie? Reszta miotu w większości też była dosyć ułożona. I oby to właśnie było tu adekwatnym słowem, a nie na przykład zahukanie.
Spostrzegł, że kocurek zaprzestał dalszych prób. Cóż, w zasadzie nie było to nic dziwnego, niełatwo byłoby kontynuować łowy przy zagadującym cię ciągle przywódcy. Zwłaszcza, że mimo iż starał się być cicho, ryby i tak zapewne zdawały sobie już sprawę z ich obecności.
— Na pewno wtedy jest im łatwiej — nie do końca potwierdził ani nie zaprzeczył. — Chociaż zawahałbym się przy tym tylko i na twoim miejscu pilnowałbym jednak, by cień nie padał w ogóle. Nie powinna też zaszkodzić cicha rozmowa, ale lepiej się jej wystrzegać, w miarę możliwości... Z czego wynika, że trochę zakłóciłem ci łowy, przepraszam. — Uśmiechnął się skruszony.
Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Wspaniale było chociaż na krótki moment być tym, z którego warto brać przykład, a nie tym któremu przydałoby się wziąć przykład z innych. Nawet w tak błahej kwestii, w czymś tak prostym jak umiejętność słuchania poleceń.
Och, tak. W międzyczasie zdążył zapomnieć, że cień mial nie padać wcale, nie starczyło, że się nie ruszał. Nie chciał się jednak do tego przyznawać (czy przed wyciągnięciem łapy nachylał się za mocno nad wodą?), więc skupił się na reszcie wypowiedzi. I tak jak kusiło przystać na tę wersję tłumaczącą jego niepowodzenie, tak chyba wyczerpał limit kłamstw na dzisiaj.
– Nie, to chyba po prostu... Złe miejsce na ryby? Chyba przy tamie nie ma nic ciekawego dla nich, żadnych powodów by podpływać... – spojrzał pytająco na przywódcę. Czy to jedynie wymówka nędznego łowcy czy faktycznie istniały dobre i złe miejsca do łowienia?
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯