Naprawdę? Uniosła brew, gdy zamiast wyczuć aromatyczny medykament (jakikolwiek, na dobrą sprawę!) usłyszała stukanie w drzewo, dostrzegając charakterystycznego ptaka. Drgnęła. Miała się skupiać na zbieraniu ziół, ale wizja upolowania kolejnej sporej zdobyczy była…kusząca. Ostatecznie zaczęła się skradać, w pozycji łowieckiej w stronę drzewa. po drodze chowała się za kępami traw i krzewami, a także przystawała by utrudnić dzięciołowi dostrzeżenie jej. Jak już nadarzyła się okazja…to nie będzie jej marnować. Gdy znalazła się blisko, jak najciszej zaczęła wspinać się, obejmując mocno pazurami wąski pień. W końcu wystrzeliła do przodu, z brzuchem przyciśniętym do kory, pazurami mocno weń wczepionymi - i spróbowała capnąć ptaka w zęby.
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Dopóki skradała się na ziemi, wszystko szło dobrze. Kiedy jednak zaczęła piąć się po drzewie... ajaj! luźny kawałek kory oderwał się i narobił przy tym hałasu, który spłoszył dzięcioła, zanim jeszcze zdążyła po niego wyskoczyć. Tyle było z tej piszczki...
Tsk. Drgnęła, gdy luźny kawałek kory spadł nagle spod jej łapy. Z niesmakiem zeszła z powrotem, patrząc jedynie jak spłoszony ptak odlatuje hen daleko. Bywa. Strzepnęła ogonem, po czym ruszyła dalej, w końcu przyszła tu po zioła a nie na polowanie. Rozglądała się za czymkolwiek.
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Wreszcie natknęła się na coś co pachniało – i wyglądało – obiecująco. Pomiędzy gałęzie jakiegoś pospolitego, niepożytecznego kraczka zaplątały się długie i giętkie pędy całkiem innej rośliny. Nietrudno było prześledzić, skąd się tam wzięły: tuż obok wyrastał cały dorodny krzew o całkiem sporych, ząbkowanych liściach, gładkich z wierzchu, ale od spodu doposażonych w białawy meszek. Porastał on też młodsze odrosty rośliny, w wielu miejscach współistniejąc z drobnymi, ale całkiem ostrymi kolcami. A jeśli przyjrzeć się lepiej... niektóre liście skrywały za sobą grona niedużych, różowawych owoców, również porośniętych rzadkimi włoskami i złożonych z dziesiątek malutkich kuleczek.
Wreszcie jej uwagę przykuło coś, co z pewnością przyda się w lecznicy. Podeszła do krzaka malin, lustrując go wzrokiem. Tego specyfiku miała w lecznicy niewiele, a był on stosunkowo rzadki. Nie czekając, zabrała się do zbierania, wpierw owoców, starając się delikatnie pozrywać ich jak najwięcej. Następnie zabrała się za zrywanie co ładniejszych liści, starając się uzbierać jak najwięcej zdatnych do użytku.
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Sezon kończył się już i owoców nie było na krzakach wiele, ale uważne poszukiwania pozwoliły jej zebrać osiem dorodnych malin – całkiem sporo, biorąc pod uwagę, jak łatwo niszczały. Z liśćmi poszło już łatwiej, choć wymagały ostrożności przy odgryzaniu. Zerwała ich wystarczająco wiele, żeby móc z nich utworzyć mały tobołek... jeśli tylko chciała. I umiała. Właściwie to narrator nie wie, czy byłoby to jakkolwiek pomocne i czy tak się w ogóle robi.
Osiem owoców malin, i dwanaście zebranych liści było jak najbardziej satysfakcjonujące. Uważnie zlustrowała krzak wzrokiem jeszcze raz, by mieć pewność, że nie przegapiła żadnego zdatnego liścia czy owocu, ale nie znalazła więcej nadających się do użytku. Była zadowolona, malin w składziku miała tyle, co nic, a przed Porą Nagich Drzew przeciwgorączkowy medykament był na wagę złota. Ostrożnie zwinęła czerwone owoce w liście, po czym zaczęła rozglądać się za czymś większym. Odgryzła jeden pióropusz pobliskiej paproci, i w taki tobołek zapakowała zebrane medykamenty. Chwyciła zawiniątko w zęby i ruszyła dalej, ponownie skupiając się na poszukiwaniach jałowca.
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Wędrówka z tym drobnym bagażem wyprowadziła ją do suchszej części łęgów, gdzie woda rzadko kiedy chlupotała pod łapami, a wśród drzew zdarzało się więcej typowych dla innych typów lasu. I tam właśnie... nareszcie poczuła to, czego od początku szukała. Kłujący niemal zapach krzewu, którego nie dało się pomylić z żadnym innym. W gałęziach jałowca wciąż ukrywały się drobne owoce, niektóre położone nawet całkiem nisko nad ziemią.
Dotarłszy do suchszej części Łęgów, do jej nosa dotarła intensywna woń. Woń, na której wyczucie liczyła. Ruszyła w stronę jałowca, zostawiając pod nim na chwilę swój tobołek i krytycznie przyjrzała się krzewinie. Dostrzegała zadowalającą ilość owoców, pytaniem pozostawało czy będą zdatne do użytku. Uważając, by się nie pokłuć zaczęła zbierać czarne jagody, starając się pozyskać ich jak najwięcej, jak najładniejszych. W składziku nie było już ani jednej jagody, więc dobrze byłoby uzbierać ich możliwie jak największą ilość.
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Poszło jej całkiem nieźle. Ostrych listków nie dało się uniknąć całkowicie, ale cóż – ryzyko zawodowe, warte chyba zresztą tego, co udało jej się zyskać. Zasilić składzik miało tego dnia jedenaście szyszkojagód.
Jedenaście. Całkiem satysfakcjonujący wynik, chociaż okupiony lekko pokłutymi tu i ówdzie opuszkami. Delikatnie schowała jagody do swojego zawiniątka, i złapawszy je w zęby ruszyła dalej. Rozważała poszukanie jeszcze trochę jałowca w późniejszym czasie, lecz na ten moment skupiła się na innym medykamencie. Rozglądała się za miodunką, wypatrując charakterystycznych fioletowych kwiatów.
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Raczej nie miała na nie co liczyć, zważywszy na porę, jaka wielkimi krokami zbliżała się do lasu. Za to miodunkowe liście? Jak najbardziej mogły kryć się gdzieś między tymi wcześnie opadającymi. I tam właśnie znalazła ich trochę, ułożonych w uroczą, plamiastą rozetkę pozbawioną już kwiecistej łodyżki.
Znalezienie miodunki także nie przysporzyło jej większego trudu. Była pozytywnie zaskoczona tym jak płynnie do tej pory przebiegało dzisiejsze ziołobranie, nie mówiąc już o obfitości zbiorów która była całkiem zadowalająca. Skupiła się na roślinie przed nią. Pochyliła się i jak najostrożniej zaczęła odgryzać plamiaste listki, chcąc i ich zebrać jak najwięcej.
Z rzeczy pozytywnych - niemal wszystkie liście rośliny nadawały się do użytku. Z rzeczy mniej pozytywnych - udało się zebrać osiem, zanim z rośliny nie został pokryty marnymi niedobitkami kikut. Mogło być więcej, ale nie zamierzała narzekać. Zapakowała listki do swojego tobołka, po czym ruszyła dalej. Tym razem zaczęła rozglądać się za szczawiem.