Kotka ma krótką sierść w kolorze intensywnie rudym, pokrytą nieco ciemniejszymi pręgami (pręgowanie tygrysie). Charakterystycznego wyglądu dodaje jej biały pyszczek oraz ciemniejszy kolor końcówek uszu. Jest nieco większa i mocniej zbudowana niż przeciętne kotki w jej wieku. Oczy ma koloru bursztynowego. Od innych kotów łatwo można ją rozpoznać patrząc na jej puchaty ogon, który nienaturalnie przekrzywia się w lewo. Od urodzenia przeszkadzał on kotce w swobodnym poruszaniu się - został jednak naprawiony przez medyka i od tego czasu funkcjonuje prawidłowo, jednak wygląda nieco inaczej niż ogony innych kotów. W dodatku zdarza się jej być nieco niezdarną, ponieważ jej rozwój przebiegał inaczej niż u przeciętnego kociaka.
Z nieco wycofanej, nieśmiałej kotki przeistoczyła się w jedną z najodważniejszych kocic w Klanie Rzeki - o ile nie w całym lesie. Nie jest może zbyt wygadana czy charyzmatyczna, ale zdecydowanie nie boi się wyrażać swojej opinii, a jej wypowiedzi są zawsze przemyślane. Przez zdecydowaną większość swojego życia na pierwszym miejscu stawiała sprawy Klanu Rzeki i jest gotowa do poświęceń, co niejednokrotnie udowodniła ratując życia współklanowiczom. Po przejściu do Starszyzny jednak przestała być na bieżąco ze sprawami Klanu, skupiając się bardziej na swojej rodzinie.
Gradowy Podmuch (KW), Bagienna Trzcina (KC), Dymne Niebo (KC), Kamienny Potok (KG), Niski Krok (GK), Lady (P/Z), Kacza Łapa (KR)
Udało się - dorwała wróbelka i szybko pozbawiła go życia, nie chcąc zadawać biedakowi dodatkowego cierpienia. Gdy ptaszek był już martwy, chwyciła go w pysk i ruszyła w stronę Obozu Klanu Rzeki. Nie miała dzisiaj czasu na dłuższe polowanie - no bywa, nie tylko z tego składa się przecież życie wojownika.
/zt
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Stąpała ostrożnie, cicho, niezauważenie, zwracając uwagę na to, by żadna gałązka, żadna sucha kępka trawy i żaden kamyczek nie zdradził jej obecności. Shhh. Przymrużyła oliwkowe ślepia, wyrównując oddech, który automatycznie się wyciszył. Poranne polowanie na wschodnich łęgach właśnie się rozpoczęło. Szła powoli, przenosząc ciężar ciała na tylne łapy. Szczupły brzuch nie szurał o podłoże, trzymając równy poziom wraz z łbem i ogonem. Zawęszyła, wyłapując wszelkie zapachy, które niósł wiatr, kiedy to szła w kierunku przeciwnym do jego podmuchów. Bacznie lustrowała okolicę, a jej uszy wykręcały się na każdą stronę z której doszedł choć najsłabszy szelest. Szukała ofiar, bądź ich najlichszych śladów.
Lecz nie była tu sama.
Na polowanie wybrała się wraz z Ciemniejącym Niebem i Sowią Przełęczą, którzy rozpierzchli się po okolicy. Specyficzny sposób świętowania po ceremonii? Być może, lecz z pewnością poruszał jej zatwardziałe serce i dodawał otuchy. Dawno nie spędzała czasu z siostrą, a ojciec popadł gdzieś w słodkie zapomnienie. Rodzinny wypad na wesoły mord mógł co nieco podbudować ich relacje, skierować je w jakimś dobrym kierunku i skłonić piekielne krnąbrności do kontaktu. Nie ma co ukrywać, że Ciężkie Klony rozbiły się na miliardy drobnych kawałeczków i nikomu nie spieszno by cały ten bród pozamiatać.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Sowa wraz z rodziną wybrała się na polowanie. Oby im szczęście sprzyjało, gdyż ruda nie ma zamiaru wracać z pustymi łapami choćby miała przejść się po całym terenie. Przyszła na umówione miejsce i zaczekała chwilę na przyjście ojca i siostry, a gdy to nastąpiło ustawiła się pod wiatr, ugięła łapy, przeniosła ciężar ciała na te tylne i ruszyła przed siebie w ciszy. Pilnowała ogona oraz brzucha oraz wszystkiego co znajdowało się pod jej łapami. Wytężała zmysły by wychwycić woń zwierzyny.
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Rodzinne tragedie, ha. Ciężki zauważył już, że Ostrężyna zrobiła to co matka - odeszła. Zdradziła. Znalazł jej ślady na granicach, a że nie widział jej od tego czasu w obozie, jego wniosek był oczywisty. Może poszła szukać matki, może pobiegła za motylkiem i wpadła pod auto, a może przyśnił jej się duszek, który nakazał jej odejść z obozu z powodu jakiegoś wyjątkowo bzdurnego powodu, tak naprawdę żadna różnica. Ciemniejące Niebo zareagował na to w typowy dla siebie sposób - rzucił się w wir pracy. Szkolił swoich terminatorów z jeszcze większą pasją, polował i chodził na patrole kiedy tylko mógł, żeby tylko nie myśleć. Był zatem zadowolony, gdy jego córki zaczepiły go i zapytały czy chce udać się z nimi na polowanie. Ów propozycje oczywiście przyjął. Wiedział, że trochę je ostatnio zaniedbał, być może nawet odbudowanie relacji z Jastrzębim Szponem wciąż było możliwe. Kto wie.
Kocur ugiął łapy, ustawił się mordką do wiatru i ruszył przed siebie, omijając zeschłe liście, trawy i wszystko, co mogło wydać niepotrzebny szelest bądź hałas. Pilnował, żeby ogon nie znajdował się ani za wysoko, ani za nisko, podobnie sytuacja miała się z brzuchem. Przeniósł także ciężar na tylne nogi i szedł, węsząc, nasłuchując oraz kryjąc się w cieniach.
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Świeżo mianowana wojowniczka, miała dzisiaj nosa do tropienia. Jej nozdrza dość prędko wyłapały intrygujący – i zapewne – dobrze znany jej zapach. Mały, szary gryzoń biegał wśród traw, zupełnie nie zdając sobie sprawy iż właśnie przebiegł obok drapieżnika, w tym przypadku Jastrzębiego Szponu.
No i tatusiek – podobnie co Jastrzębi Szpon – nie pozostał bez niczego. Jemu nie trafiła się mysz, a raczej coś zupełnie, ale to zupełnie, innego od gryzonia. Ptak. Zielona głowa, oddzielona od reszty ciała białą obrożą. Łatwo rozpoznać to wodne ptaszysko. Wojownikowi trafił się dość pokaźny okaz, który nie dostrzegając wojownika, stał się - na obecną chwilę - łatwym celem.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Zastygła w bezruchu w tym samym momencie, w którym do jej nozdrzy doleciał zapach gryzonia. Wyciszyła oddech jeszcze bardziej, dokładnie analizując otoczenie za pomocą wszystkich swoich zmysłów, by w końcu dostrzec drżenie trawy kawałek przed sobą. Wiedziała, że mysz jest najbardziej wyczulona na drżenie podłoża, lecz z pewnością nie będzie spokojnie siedzieć w miejscu, kiedy gałązki zaczną pękać.
Z wciąż przeniesionym ciężarem ciała na tylne łapy zaczęła iść przed siebie, ostrożnie, cicho, eliminując wszelkie drgania ziemi i szuranie brzuchem, na którego poziomie utrzymywał się także ogon i łeb. Oczy miała szeroko otwarte, zaś uszy przyklejone płasko do głowy. Nie chciała, by ofiara dostrzegła dwa sterczące punkciki, niczym grzbietowe płetwy rekina pośrodku spokojnego oceanu. Po każdym podmuchu wiatru ustawiała się tak, by wciąż iść pod prąd. Zastygała w bezruchu w każdym momencie, w którym gryzoń postanowił się porozglądać, by ostatecznie podejść tak blisko, jak jest to tylko możliwe.
Dokładnie oparła się na tylnych i odepchnęła od ziemi, wyrzucając ciało do przodu z pokaźnym impetem. Wysunęła pazury w przednich łapach, by przyczepność była lepsza, bowiem chciała gryzonia po prostu przygnieść do ziemi.
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Cienszki zatrzymał się, gdy dostrzegł kaczkę czy też raczej kaczora. Dobry łup, znacznie lepszy od byle wybiedzonej myszy, tylko najpierw trzeba go jeszcze złapać. Kocur starał się zajść zwierzę od tyłu w miarę możliwości, gdyż wciąż pilnował kierunku wiatru. Wyciszył oddech i przeniósł ciężar ciała na tylne łapy. Poruszał się bezszelestnie, kryjąc się w cieniu lub za krzaczkami, uważając i omijając wszystko, co czyniło niepotrzebny hałas. Pilnował ogona, brzucha oraz uszu, których starał się nie unosić zbyt wysoko. W końcu, gdy był już wystarczająco blisko odbił się od ziemi i skoczył na kaczke z wysuniętymi pazurami, którymi zamierzal ją chwycić i przytrzymać, zaś kły zatopić w jej karku i zabić ją na miejscu.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Tej jak na złość nic się nie trafiło. No nic, pójdzie dalej szukać jakiejkolwiek oznaki życia. Nieprzerwanie poruszała się z ostrożnością by nie narobić hałasu, trzymała głowę i ogon na równi, szła w przeciwną stronę wiatru, i wytężyła swój zmysł węchu przy okazji uzbrajając się w cierpliwość, bo pewnie tego będzie dziś wyjątkowo potrzebować.
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
I o to chodziło! Wojowniczka niczym Jastrząb, zbliżyła się do swojej ofiary, a kiedy tylko uznała moment za odpowiedni, wybiła się z tylnych łap. Skoczyła na myszkę i wbijając w jej małe ciałko kły, zabiła gryzonia niemal natychmiast.
No i nie ma co się zniechęcać! Poszukiwania rudej wojowniczki opłaciły się. Uszy Sowy wyłapały szelest wśród traw, a do nozdrzy dotarł – zapewne znany jej – zapach gryzonia. Żółto-rdzawe futro odznaczało się w trawie, w której buszowała badylarka.
Żadna kaczka mu nie straszna. W tym przypadku jednak kaczor. Szary wojownik kryjąc się przed wzrokiem ptaka zbliżał się do niego coraz bliżej. Uważając na drobne przeszkody, podkradł się na tyle blisko, by wykonać skok. Wyciągnął łapy przed siebie i zadał celny cios w głowę kaczora, zadając szybką śmierć.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Czuła, jak jej kły powoli zatapiają się w drobnym ciele myszy. Doskonale. Nie zamierzała jednakże na tym kończyć. Zakopała maleńkie ciałko, by zapach nie zwabił żadnego przeciwnika, po czym przycupnęła na chwilę, uspokajając oddech. Nie chciała, by ten ją za chwilę zdradził.
Gdy czuła się gotowa, ostrożnie wstała i na ugiętych łapach ruszyła do przodu. Ciężar ciała przeniosła na tylną parę kończyn, niwelując tupanie, a sylwetka utrzymywała się idealnie na jednym, równym poziomie, dzięki czemu w żaden sposób nie wystawała ponad trawy i nie szurała o podłoże. Szła ponownie pod wiatr, uważając, by nie nadepnąć na żadne gałązki i suche listki, których teraz było pełno. Jej spokojny już oddech również ucichł, stał się nieco płytki, dzięki czemu nie przeszkadzał w dokładnym wsłuchiwaniu się w otoczenie i wypatrywaniu jakiegoś ruchu.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Jej wspaniały nos do polowania wychwycił wyraźny zapach gryzonia, a to oznacza tylko jedno dla niej. Upewniła się, że jej zapach nie dotrze do badylarki przez wiatr i na ugiętych łapach ruszyła w kierunku swojej przyszłej ofiary w ciszy. Pilnowała ogona oraz brzucha, oraz wszystkiego co znajdowało się pod jej łapami. Sówka nie traciła z oczu ani na sekundę gryzonia, a kiedy idealna chwila nadeszła ruszyła natychmiastowo by ją chwycić w łapy, nadziać na pazury, zahaczyć, cokolwiek byle ją szybko złapać nim ta ucieknie i dobić.
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
No i po krzyk. Ciemniejące Niebo zakopał ofiarę i zapamiętał sobie dokładnie otoczenie, żeby móc później tu wrócić. Bez dalszej zwłoki ruszył dalej, gdyż jedna kaczka to zdecydowanie za mało. Poruszał się na ugiętych łapach, przemykając od plamy cienia do cienia w miarę możliwości, gdyż jego priorytetem było poruszanie się pod wiatr. Omijał zeschłe liście i kruche patyczki, pilnował także brzucha i ogona. Wyciszył oddech i przeniósł ciężar ciała na tylne łapy. Węszył oraz nasłuchiwał, szukając kolejnej zdobyczy, bo... w końcu musiało tu coś jeszcze być. Nie miałby nic przeciwko gdyby trafił na całą kaczą rodzinę.
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Mysz zakopana i pora znów wrócić do polowania. Przybierając pozycję łowiecką, Jastrząb zaczęła tropić. Wytężyła słuch, nasłuchując odgłosy, które świadczyłyby o obecności jakiegokolwiek piszczka. No i wyłapały szmery. Cóż tym razem się trafiło? Jak tylko zdecydowała ruszyć się w kierunku, z którego dobiegał owy dźwięk, jej ślepia zaczęły wyłapywać pojedyncze ruchy. A dokładniej ruchy skrzydeł. Gołąb, który właśnie przysiadł na, dość nisko osadzonej gałęzi, pomachał nimi kilka razy, a następnie zleciał na ziemię. Zapewne w poszukiwaniu pożywienia.
Ruda terminatorka ruszyła w stronę Badylarki. Powolutku, powolutku... i gdzie gryzoń? Sowia Przełęcz mogła dostrzec jedynie rdzawe ciałko badylarki, które rzuciło się do ucieczki. Jest jednak jeszcze szansa, iż uda się dogonić i pochwycić piszczka.
Kaczor zakopany i można wrócić do polowania. Ciężki przeszedł kawałek, oddalając się od miejsca, gdzie zakopał swoją zdobycz, a do jego uszu dotarł charakterystyczny dźwięk dla... kaczki? Znów kaczka? Znów ptaszysko o charakterystycznie zielonej głowie, z białą obróżką... Hm... najwyraźniej kaczki polubiły rzecznego wojownika.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Zauważyła gołębia, który przysiadł na gałęzi drzewa. Zastygła w bezruchu i rozpłaszczyła uszy na głowie, by nie zdradzały jej obecności. W tej chwili ptaszysko zleciało na ziemię. Miała niewiarygodne szczęście, choć ofiarę musiała jeszcze złapać.
Wyciszyła oddech i przeniosła ciężar ciała na tylne łapy raz jeszcze, po czym zaczęła iść do przodu, uważając na to, by nie nadepnąć na żadne gałązki, by nie spowodować hałasu. Pilnowała także linii ciała. Nie chciała szurać brzuchem po glebie, jak i nie chciała, by ogon uniósł się za wysoko i zaalarmował pierzaka.
Za każdym razem, gdy dziobate zwierzę się rozglądało, ona zastygała w bezruchu, zlewając się w ten sposób z otoczeniem. Starała się iść pod wiatr, nawet jeśli zmysł węchu u tych ptaków nie jest zbyt rozwinięty, tak, by ostatecznie zajść zdobycz od tyłu. Ułożyła sobie w głowie już cały plan: podejść jak najbliżej, by następnie wysunąć pazury i skoczyć na ptaszysko. Chciała zablokować mu skrzydła, uniemożliwić lot, by zakończyć jego życie za sprawą jednego ugryzienia w kark.
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Zaś... kaczka. Kaczor. Serio? Drugi raz pod rząd. Wygląda na to, że faktycznie wpakował się w jakąś kaczą, wybitnie męską rodzinę, którą rozbijał od środka. Cóż, przynajmniej zadba, że wszystkie te wodne kwaczki znalazły się w jednym miejscu - w ptasim niebie. No nic, lecimy. Zdobycz to zdobycz, nawet jeśli wzbudzi śmieszek w towarzyszkach, gdy wróci do obozu z mordką pełną zielonogłowych ptaków. Epidemia.
Poruszał się bezszelestnie, kryjąc się w cieniu lub za krzaczkami, uważając i omijając wszystko, co czyniło niepotrzebny hałas. Wyciszył oddech i przeniósł ciężar ciała na tylne łapy z każdym krokiem będąc coraz bliżej ofiary. Zważał na ogon, brzuch, by znalazły się na tej samej, odpowiedniej wysokości. Będąc wystarczająco blisko od ofiary wyskoczył na nią z wysuniętymi pazurami, celując w skrzydła, zaś kłami w kark, by, podobnie jak poprzednio, ubić zwierzę za pomocą jednego dobrze wymierzonego ciosu.