Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Chwycił szczura nieco nieporadnie, przez co rzut nie wyszedł na tyle skutecznie, na ile chciał - nie zmieniło to jednak faktu, że ciśnięty w bok szczur nie podniósł się już z ziemi, a to było to, do czego dążył. Na krótką chwilę przestał zwracać uwagę na Pręgowany Grzbiet, być może naiwnie wierząc w to, że ma chociaż szczątkowe ilości instynktu samozachowawczego i jej wyjący na alarm układ nerwowy popchnie jej osłabione ciało naprzód na tyle szybko, by zdołała umknąć szczurom. Wokół jego łap zaczęły pałętać się szczury, jednak żaden z nich nie zdołał dosięgnąć Łososiowej Łuski i chociażby wyrwać mu kępki sierści z łap. Brudne, obrzydliwe stworzenia. Zmarszczył pysk i uniósł wargi w gniewnym grymasie; oby błysk jego kłów był ostatnim, co widział jeden ze szczurów, który pałętał się pomiędzy jego łapami. Chciał zacisnąć szczęki na jego łbie - bądź jakiejkolwiek innej części jego ciała, naprawdę - i zmiażdżyć, nie dając szans na przetrwanie. Ten drugi, który kręcił się obok i próbował atakować oberwałby łapą; medyk zamachnął się na wpół niesprawną kończyną chcąc uderzyć i odrzucić od siebie ohydnego gryzonia.
pierwszy atak - szczur 6, drugi - szczur 8
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Tęcza, teraz już Pręgowana Łapa, osiągnęła średni wzrost. Przez małą ilość ruchu i dużą ilość jedzenia i spania, czyli jej ulubionych czynności, nie była w stanie zachować szczupłej sylwetki - i zbytnio jej to nie obchodziło. Nie jest otyła, jednakże większość jej ciała otacza warstwa tłuszczu schowana pod krótką, burą sierścią, na której malują się czarne, klasyczne pręgi. Lewy policzek szpecą szramy po pazurach Kasztan, kotki, która zaatakowała ją podczas ceremonii, gdy Tęcza była jeszcze kociakiem. Podobnie jak i blizny, od tego czasu nie zmieniły się również jej oczy, o szaroniebieskiej barwie. Z wiekiem przednie łapy kotki zaczęły wykrzywiać się na boki.
...nie znormalniała. Nadal mówi dziwaczną składnią, a w rozmowach kieruje się zasadami, które, choć wzięły się z nikąd, są przez nią skrupulatnie przestrzegane - nie zaczyna rozmów pierwsza, nie zmienia tematu konwersacji. Wszystko pojmuje w sposób dosłowny, w swoich wypowiedziach stara się używać jak najmniejszej ilości słów, aby nie marnować energii. Całe jej życie jest podporządkowane oszczędzaniu sił witalnych i uzupełnianiu ich poprzez jedzenie i spanie. Jest bezwzględnie posłuszna kodeksowi, który rozumie w sposób dosłowny, jak również i lojalna, na swój sposób, Czerwonemu Makowi; zdolna do odczuwania emocji takich jak niepokój albo niezadowolenie, jednakże w jej odczuciu przykrywa ją gęsta mgła, która nie pozwala im wydostać się na zewnątrz - jej głos jak i ciało pozbawione są jakichkolwiek śladów emocji, nie jest zdolna do stosowania intonacji i gestkulacji. Ponadto, wewnątrz umysłu ciągle słyszy dźwięk toczących się kasztanów, przez co nie jest w stanie się skupić.
Jej ucieczka nie była ani szybka, ani efektowna - czyli taka sama, jak całe życie Pręgowanego Grzbietu. Wojowniczka nie czuła strachu, podobnie, jak nie czuła go przez całe swoje życie. Oddalała się od gryzoni tylko i wyłącznie ze względu na to, że dostała taki nakaz - spanie, jedzenie i wykonywanie rozkazów było jedynym, na czym opierało się jej życie, jeśli nie wliczać odpowiadania na cudze pytania, o ile te miały miejsce. Cały swój żywot spędziła samotnie, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że jest samotna. Podczas tego całego życia tylko jeden kot próbował do niej dotrzeć, a i on dość prędko zniknął z klanu - oczywiście, Tęcza tego zaginięcia nie zauważyła. Zazwyczaj nie zauważała. Teraz czuła tylko, że potrzebuje sie położyć i najeść, że poziom posiadanej przez nią energii stał się niezwykle niski. Nic nie mogła poradzić na to, że była zbyt głupia, żeby uciekać. Że poskąpiono jej rozumu, który otrzymało jej rodzeństwo. Poruszała się co raz wolniej, a w momencie, w którym jeden ze szczurów dogonił ją, ona już kładła sie na ziemi. Zmęczenie było silniejsze od czyichkolwiek nakazów.
Musiała odpocząć.
Ciężkie, pręgowane ciało skrajnie otyłej kotki uderzyło o ziemię - przewracanie się marnowało znacznie mniej energii, niż kładzenie się w normalny sposób. Duża ilość fałdów zamortyzowała upadek; z resztą, zdążyła się już do nich przyzwyczaić, bo zawsze kładła się właśnie w ten sposób.
Musiała odpocząć.
Niebieskie oczy kotki zamknęły się po raz ostatni - ze zmęczenia. Oddychała jeszcze powoli przez kilka uderzeń serca, jak najwolniej i jak najpłycej, byleby zmarnować jak najmniejszą ilość energii, którą oszczędzała przez całe życie. Potem nadszedł moment, w którym po raz ostatni powietrze uleciało z jej płuc, a klatka piersiowa przestała się poruszać. Wkrótce jej ciało zostanie zakopane, by oddać je Wielkiej Matce tak, jak nakazywała dawno zapomniana tradycja, zwyczaj który odkryła na nowo. Była dobrym kociakiem dla swojego pierwszego przodka - zgromadziła bardzo dużo energii w ramach rekompensaty dla tej, którą zużyła Wielka Matka, wydając na świat pierwsze koty.
Coś, co nastało potem, nie było ani ciemnością, ani jasnością - świat zaczął powoli oddalać się od niej, a świadomość Tęczy zaczęła zanikać, by ostatecznie zaginąć na zawsze, oddalając się od ciała leżącego pośród kałuży stanowiącego je tłuszczu i rozlewającej się wokół krwi.
Swoją śmiercią udowodniła jedną, jedyną rację, na temat której kiedykolwiek z kimkolwiek dyskutowała.
Miała rację. Od samego początku miała rację.
Gwiezdni nie istnieli.
z/t, RİP
Hisblood, you see, into the boards it drained, And to change 'emhad I.
But a Chicken-Duck-Woman thingall we got, For us, waiting.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Atak Szczura 3 - nieudany :(
Atak Szczura 5 - nieudany :(
Atak Szczura 6 - nieudany :(
Atak Szczura 7 - nieudany :(
Atak Szczura 8 - 100% (udany) → (16+4)-(13+13)=0
Atak Łososiowej Łuski - 150% (krytyczny!) → [(20+16)-(6+4)]*½=39 lol
Atak Łososiowej Łuski na ślepo - 100% (udany) → (18+16)-(9+4)=21
Faktycznie. Ostatnim, co zobaczył szczur pałętający się między łapami medyka klanu rzeki, był właśnie błysk zębów Łososiowej Łuski. Kocur dosłownie zmiażdżył szczura, miażdżąc chyba każdą możliwą kość i raniąc każdy możliwy narząd. Natomiast zamachnięcie się w połowie sprawną kończyną zaowocowało śmiercią drugiego z gryzoni, który pałętał się w okolicy. Żaden z nich natomiast nie był w stanie dosięgnąć burasa i jedynie pałętały mu się pod łapami, jakby nie widziały całej tej rzezi i liczyły na to, że uda im się go jeszcze zranić.
Łososiowa Łuska lvl: 6 | S: 16 | Zr: 11(13) | Sz: 3(5) | Zm: 19 | HP: 85 | W: 58-5=53/65
○ przerzuty 0/5
○ Zr i Sz obniżone w związku z walką 1:4
Szczur 3 S: 4 | Zr: 4 | Sz: 5 | HP: 20 | W: 1-1=0/15
○ celność obniżona o 4 z powodu spadku W
○ niezdolny do walki
Szczur 5 S: 4 | Zr: 4 | Sz: 5 | HP: 20 | W: 2-1=1/15
○ celność obniżona o 4 z powodu spadku W
Szczur 6 S: 4 | Zr: 4 | Sz: 5 | HP: 20-39=ŚMIERĆ | W: 5-1=4/15
○ celność obniżona o 4 z powodu spadku W
Szczur 7 S: 4 | Zr: 4 | Sz: 5 | HP: 20 | W: 1-1=0/15
○ celność obniżona o 4 z powodu spadku W
○ niezdolny do walki
Szczur 8 S: 4 | Zr: 4 | Sz: 5 | HP: 20-21=ŚMIERĆ | W: 8-2=6/15
○ celność spada o 2 z powodu spadku W
Szczur 9 S: 3(4) | Zr: 3(4) | Sz: 4(5) | HP: 2-1=1/20 | W: 9/15
○ omdlenie
○ od następnej tury celność spada o 2 z powodu spadku W
○ od następnej tury statystyki obniżone o ¼ z w powodu spadku HP
• rana 1. stopnia: płytki ślad po zębach na grzbiecie; krwawi (-1HP do końca walki)
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Trzask miażdżonych kości był krótkim dźwiękiem, który przedarł się przez biały szum otaczający medyka. Poczuł, że gdy zamachnął się łapą udało mu się uderzyć w drugiego szczura, jednak nie spoglądał w bok by skontrolować sytuację; jeżeli nie otrzymał ugryzienia oznaczało to, że mógł na chwilę zapomnieć o odrzuconym na pewną odległość gryzoniu i zająć się tymi, które pozostały.
Ten, który próbował go zaatakować mignął mu przed oczami, zaraz mieszając się z pozostałymi dwoma, które jedynie bezradnie pałętały mu się między łapami. Warknął krótko. Uniósł się na tylnych łapach, by zaraz z mocą uderzyć przednimi o, jak planował, dwa szczury. W jednego celował na pewno - wysunął pazury w sprawnej prawej łapie, by uderzyć w gryzonia i przygwoździć go do ziemi. Drugi byłby przyjemnym bonusem, jednak ze względu na bezwładność całej dłoni lewej łapy równie dobrze mogła ona klapnąć tuż obok drugiego szczura, albo nawet i całkowicie się z nim minąć.
pierwszy: 3, drugi: 7. niech ten z 1 W wciąż próbuje, kwik
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Atak Szczura 5 - 100% (udany) → (20+4)-(14+13)=0 you tried sweetheart
Atak Łososiowej Łuski - nieudany :( → przerzut → 150% (krytyczny!) → [(13+16)-4]*1½=38
Atak Łososiowej Łuski na ślepo - nieudany :(
Wszystkie szczury powoli zaczynały padać z przemęczenia. Nie były one bowiem w stanie dłużej atakować Łososiowej Łuski, choć jeden z nich ostatkiem sił spróbował, jednakże nie udało mu się. Rzeczny medyk miał zatem pełne pole do popisu i mógł zrobić co tylko mu się podobało. Jednego gryzonia udało mu się przygwoździć do ziemi, czy też raczej zmiażdżyć swoją masywną łapą, czemu ponownie towarzyszył dźwięk miażdżonych kości, natomiast drugi jakimś cudem zdołał się wyśliznąć. Ewentualnie to kocur źle wymierzył i dlatego też atak się nie powiódł. To też było możliwe.
Szczur 3 S: 4 | Zr: 4 | Sz: 5 | HP: 20-38=ŚMIERĆ | W: 1-1=0/15
○ celność obniżona o 4 z powodu spadku W
○ niezdolny do walki
Szczur 5 S: 4 | Zr: 4 | Sz: 5 | HP: 20 | W: 0/15
○ celność obniżona o 4 z powodu spadku W
○ niezdolny do walki
Szczur 7 S: 4 | Zr: 4 | Sz: 5 | HP: 20 | W: 1-1=0/15
○ celność obniżona o 4 z powodu spadku W
○ niezdolny do walki
Szczur 9 S: 3(4) | Zr: 3(4) | Sz: 4(5) | HP: 1-1=ŚMIERĆ | W: 9/15
○ omdlenie
○ od następnej tury celność spada o 2 z powodu spadku W
○ od następnej tury statystyki obniżone o ¼ z w powodu spadku HP
• rana 1. stopnia: płytki ślad po zębach na grzbiecie; krwawi (-1HP do końca walki)
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Szczur zginął pod jego łapą od jednego tylko uderzenia. Drugi zaś umknął, jak sądził - nie wyczuł oporu pod łapą, toteż musiał nie trafić, jednak nie było to istotne. Kątem oka dostrzegł bowiem ostatniego ze szczurów, który próbował go zaatakować. Nie zamierzał jednak na to pozwalać. Nawet jeżeli szczur sam w sobie nie był w stanie niczego mu zrobić i źle wymierzył atak samym jego podjęciem naraził się na szybszy koniec niż swój kolega, który po prostu umknął spod jego łapy ostatkiem sił.
Czarny ogon medyka kołysał się pomiędzy jego białymi piętami, gdy on, zbyt pochłonięty walką, nie dostrzegł że odesłana przez niego kotka padła wśród leśnego poszycia i dokonała tam swego żywota. W momencie walki zdawał się widzieć tunelowo tylko i wyłącznie cel, który musiał zostać wyeliminowany. Ten sam błąd popełnił walcząc z bobrem, ten sam błąd, choć w nieco mniejszym stopniu, popełnił walcząc z samotnikiem. I z całą pewnością będzie go wciąż popełniał, jeżeli tylko będzie miał ku temu okazję. Z głuchym warkotem bulgoczącym mu w gardle rzucił się w kierunku szczura, który próbował go zaatakować. Chwyciłby go w łapy i szczękami łapiąc za łeb rozerwał go. Powoli już tracił cierpliwość.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Z reguły Łososiowa Łuska zostawiał lecznicę pod opieką Księżycowego Pyłu, jednak tym razem kotka nie znajdowała się w jej okolicy. Była na jednym ze swoich spacerów, których celem było wytracenie nadmiaru energii, gdy nie miała nic do roboty, a w łapach zaczynało ją nieprzyjemnie mrowić. Od śmierci Świetlikowej Gwiazdy zaczęła się ruszać trochę więcej, częściej chodziła z zachmurzonym wyrazem pyska. Była niespokojna z powodu zmiany we władzy, choć nie dlatego, że uważała Czerwony Mak za nieodpowiednią. Potrzebowała po prostu czasu, by się przyzwyczaić do nowego stanu rzeczy. Wierzyła, że popielata kocica poradzi sobie jako przywódca, nawet jeśli bywała dość porywcza i impulsywna.
Z jednego z dość rzadkich u Księżyc momentów głębokiego zamyślenia wyrwał ją zapach krwi. Zmarszczyła nos, zatrzymując się, po czym pospiesznie oceniła, z którego kierunku dobiegał zapach. Nie miała przy sobie żadnych ziół, ale musiała sprawdzić co się stało. Wpierw ruszyła biegiem, a gdy znalazła się bliżej, zwolniła, zachowując ostrożność. Dopiero po zobaczeniu krwawej sceny na powrót przyspieszyła, ruszając ku Łososiowej Łusce, wokół którego leżały martwe i półmartwe szczury. Jej serce zabiło szybciej, ale medyk nie wyglądał na rannego czy zagrożonego w inny sposób. Zauważyła, że jeden ze szczurów(7) jeszcze oddychał, dlatego dopadła do niego, w razie gdyby miał w planach jeszcze się ruszyć i zaatakować jej mentora. Zamierzała z całej siły zacisnąć zęby na jego karku.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Księżyce: 102 Mistrz: Łani Krok Płeć: kotka Matka: Łani Krok Partner: uciekł Trwałe urazy: Tylko na psychice
Drobna, czarno-biała kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i ogonie. Ma również białe skarpetki na przednich łapach - tylko palce i na tylnych do połowy. Oczy ma błękitne.
Po śmierci ojca ciężko było jej się pozbierać, jednak teraz powoli wraca do życia. Radosna, sympatyczna kotka, uwielbiająca spędzać czas z najmłodszymi.
Lśniąca Sadzawka [KW] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Atak Łososiowej Łuski - 100% (udany) → (21+16)-4=33
Atak Księżycowego Pyłu - 100% (udany) → (17+7)-4=20
Łososiowa Łuska, lekko poddenerwowany, rozerwał łeb szczura, który spróbował go zaatakować, wraz z kręgosłupem. Rozerwał jego ciało, jak gdyby nigdy nic, bez najmniejszego problemu. Po chwili zjawiła się również Księżycowy Pył, która zdecydowała się oszczędzić mistrzowi wysiłku i zaciskając zęby na karku ostatniego z żyjących gryzoni, pomogła mu dołączyć do reszty kompanów.
Szczur 5 S: 4 | Zr: 4 | Sz: 5 | HP: 20-33=ŚMIERĆ | W: 0/15
○ celność obniżona o 4 z powodu spadku W
○ niezdolny do walki
Szczur 7 S: 4 | Zr: 4 | Sz: 5 | HP: 20-20=ŚMIERĆ | W: 1-1=0/15
○ celność obniżona o 4 z powodu spadku W
○ niezdolny do walki
Łososiowa Łuska +65exp
Księżycowy Pył +15exp
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆choćbylos sypałw oczy piach choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span> nawet tęczyjest potrzebnydeszcz więc <span class="plm1">nie możesz</span> terazpoddać się</div></div>
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
To było zastanawiające uczucie. Wielokrotnie rozrywał ciało martwej zwierzyny i było to coś naturalnego, coś oczywistego dla każdego kota. Jednak pierwszy raz miał okazje rozerwać na pół ciało piszczka, który wciąż żył. Którego pisk wraz z szarpnięciem głowy medyka przeszedł w bulgoczący od krwi bełkot. Łososiowa Łuska wypluł z obrzydzeniem połowę szczurzego truchła i szarpnął ciałem w bok, by obrócić się frontem do ostatniego ze szczurów, ale jak się okazało Księżycowy Pył już się nim zajęła i gryzoń padł bez życia u jej łap. Bury przesunął językiem po okrwawionym pysku i splunął mieszaniną śliny i szczurzej posoki w bok; obrzydliwe, brudne stworzenia. Otrząsnął futro i zmarszczył pysk, przez chwilę analizując sytuację.
- Pręgowany Grzbiet - odezwał się, a jego głos wciąż był szorstki od gniewu, który leniwie w nim wrzał. - Była ranna. Miała uciec do obozu - poinformował krótko swoją uczennicę. Rozejrzał się po pobojowisku, a jego garbaty nos zmarszczył się jeszcze mocniej. Dziewięć szczurzych trupów leżało wokół nich pomiędzy drzewami; trzeba było się ich pozbyć zanim zwabią drapieżniki. - Zakop ciała. Sprawdzę, co z Pręgą - mruknął, rzucając dwa szczury obok tego, którego rozerwał na dwoje; zostawiając brudną robotę swojej terminatorce ruszył w stronę obozu... i w sumie nie zaszedł daleko, bo w pobliskiej kępie paproci dostrzegł bure, okrwawione futro wojowniczki. Przyspieszył, by sprawdzić czy wciąż żyje.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Szczur szybko padł bez życia, co ostatecznie uspokoiło Księżycowy Pył. Przy okazji uniknęła dość makabrycznej sceny, w której jej mentor rozrywał innego brudnego gryzonia na dwie części. Nie lubiła brudzić swoich łap, dlatego starała się zabić przeciwnika we w miarę czysty sposób. Oblizała pysk, na który mimo wszystko przedostało się trochę krwi, po czym spojrzała na Łososiową Łuskę. Zastrzygła uszami, kiedy kocur wspomniał o Pręgowanym Grzbiecie, która rzekomo miała być w okolicy. Teraz, jak o tym pomyśleć, przez smród szczurzej krwi przebijała się również woń tej kociej. Zesztywniała na całym ciele słysząc plecenie "zakop ciała", jednak kiwnęła głową. Nie była już małym kociakiem, by uciekać przed robotą, nawet tą bardzo nieprzyjemną dla niej. Dała sobie chwilę na zebranie się psychicznie i ogarnęła wzrokiem pobojowisko, decydując się wybrać miejsce, gdzie ziemia zdawała się być najłatwiejsza do rozkopania. Głodny drapieżnik to ostatnie czego chcieli na głowie. Wpierw z dużym oporem zabrała się za robienie dziury w podłożu, jeżąc lekko sierść na grzbiecie i kładąc uszy po sobie, ale po paru uderzeniach serca zacisnęła mocno zęby i przyspieszyła, ignorując nieprzyjemne mrowienie i myśl, że jej palce były pełne ziemi. Chciała mieć to jak najszybciej za sobą. W końcu, gdy głębokość była odpowiednia, wrzuciła zakrwawione zwłoki i przykryła je ziemią, upewniając się, że nie dało się wyczuć zapachu szkarłatnej cieczy oraz martwych gryzoni. Po tym usiadła i zabrała się za bardzo intensywne, wręcz obsesyjne czyszczenie łap, jakby od ich stanu zależało jej życie. Wreszcie, gdy ochłonęła i przestała mieć wrażenie, że coś chodziło jej pod skórą, a palce na powrót stały się czyste i prawie białe, spojrzała w kierunku mentora, który o dziwo pozostał w okolicy. Zmarszczyła lekko brwi i podeszła do niego, chcąc sprawdzić co się stało.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
- Nie żyje - mruknął po dłuższej chwili oględzin zwłok Pręgowanego Grzbietu i dokonaniu wszelkich pomiarów, jakie możliwe były do wykonania przez dzikiego kota. Nie było oddechów, nie czuł bicia serca, po dotknięciu nie zamykało się też oko, pozostawało na wpół otwarte i martwo wbite w przestrzeń. Diagnoza była więc jasna i na tyle oczywista, że nie potrzeba było specjalistycznej wiedzy medycznej do ogłoszenia zgonu pacjenta. To, że padła tu, tak blisko pobojowiska... nie świadczyło o niej najlepiej. Nie była na tyle ranna, by nie być w stanie uciekać; czyżby zgubiła ją więc jej chorobliwa otyłość, którą tak pieczołowicie hodowała? Najwidoczniej. Wziął głębszy wdech i ze świstem wypuścił powietrze przez nozdrza.
- Pomóż mi... z nią - bąknął jeszcze do swojej terminatorki, a gdy ta zbliżyła się możliwe było zarzucenie trupa na barki Łososiowej Łuski. Jaka by nie była Pręgowany Grzbiet i jakąkolwiek by miał o niej opinię - klan musiał dowiedzieć się o jej śmierci i pogrzebanie jej tu, bez możliwości pożegnania jej przez klan byłoby niezgodne z zasadami i tradycją. Powolnym, kołyszącym się krokiem z racji niepełnosprawności Łososiowej Łuski ruszył wraz z Pręgowanym Grzbietem oraz Księżycowym Pyłem w stronę obozu. Obozu, w którym ktoś właśnie zwoływał zebranie.
zt
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Księżycowy Pył obserwowała tyle z procesu sprawdzania funkcji życiowych—a raczej ich braku—na ile zdążyła się załapać, po czym strzepnęła uchem słysząc werdykt Łososiowej Łuski. Nie była specjalnie zaskoczona; zdążyła się przyzwyczaić do tego, że koty umierały. Dziwne, że Pręgowany Grzbiet padła tak blisko pola walki, mimo że jej ciało nie było w najgorszym stanie, z drugiej strony nigdy nie była szczególnie żwawym kotem. Pomocnica medyka skrzywiła się wewnętrznie na myśl, do jakiego stanu potrafiły się doprowadzić niektóre koty.
Córka Ubłoconej Mordki zacisnęła zęby i pomogła Łososiowej Łusce zarzucić na grzbiet zwłoki, ignorując nieprzyjemne mrowienie na skórze. Po zakończeniu operacji pospiesznie wyczyściła miejsca, na które przedostało się trochę krwi, po czym ruszyła obok kocura, pilnując, by ciało Pręgowanej nie spadło na ziemię. Nie przemieszczali się zbyt szybko, jednak przeszkadzało jej to. Martwiła się jedynie, że zapach krwi mógł potencjalnie zwabić drapieżniki, ale rany już nie krwawiły, więc zagrożenie nie było aż tak duże.
zt.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Kocur zdecydowanie wysoki i masywnej budowy, góruje gabarytami nad większością swoich współklanowiczów, za wyjątkiem tych najbardziej okazałych jak między innymi sama Czerwona Gwiazda czy jego bracia. Gęste długie futro o ciemno-szaro-niebieskim odcieniu potęguje to wrażenie. Jego głowa jest kanciasta, sprawiająca wrażenie trójkątnej w profilu, jednak jej ostre rysy są załagodzone przez łagodnie opadające za sprawą grawitacji długie futro na polikach i pod uszami. Same uszy są charakterystycznie długie, z pędzelkami na czubkach. Ma długie łapy, choć nie sprawiają one wrażenia patykowatych - wręcz przeciwnie można zauważyć delikatnie zaznaczone pod skórą silne mięśnie. Na palcach wszystkich czterech łap futro przybiera kolor biały, tak samo jak na górnej szczęce jego pyska, gdzie znaczenie zwęża się by zaniknąć między oliwkowo zielonymi oczyma kocura, oraz pod szyją, gdzie białe znaczenie uformowane jest w trójkąt, niczym kołnierzyk.
Odzyskał pogodny temperament - lubi się pośmiać, czy po prostu pobawić jak za dawnych czasów gdy był młodszy. Zupełnie mu nie przeszkadza spędzanie większej ilości czasu z podrostkami z chruśniaka i pomaganie od czasu do czasu matkom w zajmowaniu się nimi. Wie jednak kiedy należy być poważnym i że to co musi być zrobione dla klanu nie będzie czekać - pilnie więc wypełnia wszystkie obowiązki i wynosi z tego satysfakcję - choć trzeba przyznać, przy zgłaszaniu się na patrole wykazuje silną preferencję na polowania ponad patrole graniczne. Lubi zdecydowaną większość współklanowiczów i woli podchodzić do kotów przyjaźnie niż zakładać negatywne rzeczy na ich temat, jeśli jednak spotka się z nieuzasadnioną, jego zdaniem, wrogością do jego osoby, nie próbuje na siłę zmieniać opinii takiego kota - nie lubi się bowiem płaszczyć przed innymi. Jest pewny swojej wartości i dumny ze swojego pochodzenia (a w każdym razie tego o którym wie) - jednak, a także dlatego nie czuje potrzeby akcentowania swojej wyższości nad każdym kotem którego spotka - no chyba że ten kot jest z innego klanu, takim trzeba zawsze pokazać gdzie jest ich miejsce i że Klan Rzeki nie będzie sobie pozwalał pluć pod łapy. Nie czuje obecnie potrzeby głębszego poznawania kotów spoza rzeki czy przejmowania ich losem. Ważne jest dla niego aby koty z jego klanu żyły dobrze, na ile może im w tym pomóc. Ponadto, zaczyna budzić się w nim silna ambicja, aby dorównać tym kotom które najbardziej podziwia
Bogatka [S]
Przybył do łęgowego lasu nie bez powodu, szukając cienia i ochłody w pobliskich podmokłych piaskach porośniętych świeżymi trawami, które nie schły, przez charakter tego miejsca, mimo upałów. Kto wie, dlaczego on, mimo wszystkich swoich poprzednich przemyśleń, zdecydował się wybrać tu samotnie? Może dlatego że był już wojownikiem? Ale to nic nie znaczyło jeśli jakiejś gałęzi zachciałoby się spaść mu na łeb. Albo Borsukowi zrobić sobie z niego kolację.
Ale jakoś tak mu się zebrało. Przystanął na trawiastej polance w cieniu jakiejś topoli. Robiąc kroki czuł przyjemną, chłodną wilgoć pod poduszkami łap. W grzbiet zaś grzało go słońce.
Naszła go myśl, że poza Sokołem, który znalazł go wtedy w legowisku dziadka... nie widział już dawno ani siostry ani brata, którzy mu zostali. Może dlatego że zbyt się za nimi nie rozglądał, zajęty treningiem najpierw swoim, teraz swojej terminatorki? Może nie czuł specjalnej potrzeby rozglądania się za Hukiem czy Wichurką... bo w sumie czego mógł od nich chcieć... kiedy ostatni raz ze sobą rozmawiali oboje byli na nich obrażeni. Czy któreś przyszło spróbować to naprawić?
Czy też cała czwórka liczyła że czas to zamaże... albo że przestaną się w ogóle dla siebie liczyć i tak to się rozwiąże?
W każdym razie naszła go realizacja że ani Huka ani Wichurki nie widział nawet na swojej ceremonii... i teraz jakoś zaczął o tym rozmyślać. Gdzie są? Czy gdzieś zniknęli, czy też cały ten czas zwyczajnie omijał ich wzrokiem?
Westchnął głęboko siadając na wilgotnej glebie i ocierając się delikatnie policzkiem o zroszone poranną rosą wysokie trawy, by zdjąć z nich trochę wilgoci na swoje własne zgrzane futro...
wysoki, masywny, umięśniony; krótkowłosy; niebieski cętkowany z białymi znaczeniami; złotooki
Żadna nieśmiałość, żaden spokój, żadne milczenie - po to są uczucia, aby je manifestować. Jest mu wesoło? Nietrudno to stwierdzić, w końcu w całej kociarni rozbrzmiewa jego śmiech. Właśnie ktoś się z nim nie zgodził? Oho, to dlatego syn Jastrzębiego Szponu tak wrzeszczy. Gdy coś zostanie mu wpojone w dzieciństwie, nigdy się tego nie wyprze, będzie bronić tego do upadłego. Nie przekonasz go, że może być inaczej, prędzej młody nawrzeszczy ci prosto w pysk. Szczególnie zajadle nie dałby sobie wmówić, że Klan Rzeki to taki sam klan, jak te inne. Nie, przecież od razu widać, że Rzeka to ten najlepszy! Jest bardzo dumny ze swojego pochodzenia, w końcu nie każdy może się urodzić w tym naj-klanie. I do tego jako syn takiej wspaniałej wojowniczki! Ojca jednak swojego nie zna, a także nie ma pojęcia o swoim mieszanym pochodzeniu. Kiedyś jednak będzie się musiał tego dowiedzieć, a jak wtedy postąpi? Nie wiadomo, chociaż na pewno nie poczuje się gorszy, to tak pewne, jak fakt, że ryby nagle nie zaczną latać.
–––Zauważyłem masywną i wysoką sylwetkę, odznaczającą się błękitem na tle wyjścia z obozowiska Klanu Rzeki. Wyczułem też woń, jaką roztaczała. Dzięki tym poszlakom, rozpoznanie właściciela owego kształtu i zapachu nie sprawiło mi najmniejszej trudności. Burzowa Łapa… Burzowe Niebo[/b]. Mój brat, ten trochę lepszy brat. Nie poświęcając ani chwili na zbędne rozmyślenia, podążyłem jego śladem. Utrzymywałem [i]bezpieczną odległość, aby niebieski nie wykrył mojej obecności, nim nie dotrze do obranego celu, starałem się też zbytnio nie hałasować. Ostatnimi czasy moja sylwetka uległa nieznacznym zmianom; utraciłem znaczną większość tłuszczyku, przez co zyskałem nieco gracji. Jako kociak może i byłem troszeczkę pękaty, ale teraz… Wyładniałem? –––W końcu Burza doszedł do końca swojego spaceru. Znaleźliśmy się w okolicy łęgów – tej ich części, która leżała bliżej ziem niczyich, w przeciwieństwie do lokacji o identycznej nazwie. Ta druga bowiem stanowiła odcinek drogi w stronę terenów Klanu Gromu. Najpierw świeżo upieczony wojownik zwolnił, po chwili zatrzymał się zupełnie, by przysiąść na trawie. Domyślałem się, że przywędrował tu w celu zażycia odpoczynku w chłodzie; ostatnimi czasy zrobiło się całkiem upalnie. Długie futro, które dawało mu przewagę nade mną w trakcie pory nagich drzew, teraz się na nim zemściło. Moja krótka sierść też grzała, ale z dziesięć razy mniej niż jego niebieskoszare kłaki. –––– Co, goronco ci? – zapytałem z lekkim uśmiechem, wyłaniając się z kępy wysokiej trawy, która musiała mnie jeszcze przed chwilą dobrze maskować. Wydawało się jednak, że Burza już usłyszał szelest ździebeł, dlatego mógł nie być zszokowany moim nagłym zjawieniem się. W moim głosie, fakt, pobrzmiewało trochę wrednej satysfakcji, że wreszcie to mi jest lepiej, dominowało w nim jednak czyste rozbawienie. Pozwoliłem sobie na zajęcie miejsca siedzącego jakąś długość ogona od Burzowego Nieba. Po krótkiej ciszy zacząłem snuć rozmowę, ujawniając rzeczywisty cel mojej wędrówki za nim, a przez całą kwestię patrzyłem się na brata, ani na chwilę nie odrywając oczu od jego pyska. Zazwyczaj me ślepia mrużyłem w akcie niezadowolenia, ale bynajmniej nie teraz. Obecnie na mojej mordce gościł nieczęsty u mnie grymas: po prostu powagi, nie przetykanej ani gniewem, ani pogardą, a jedynie prostą szczerością. W niskim głosie pobrzmiewały identyczne uczucia, co dodawało mi autentyczności. – Burza, pomyślałem sobie ostatnio, że strasznie głupio zrobiliśmy. Powinniśmy sie pogodzić już wtedy, po tej bójce. Powinniśmy sie zachowywać jak rodzeństwo, trzymać razem i w ogóle pomagać sobie. A potem spartaczyliśmy to jeszcze gorzej. Wtedy, po śmierci taty i dziadka, no i po zaginienciu mamy, Zamieci i Gwiazdki… Nie powinienem wtedy wam wyrzucać, że nie szanujecie Deszczowej Łapy czy Ciemniejoncego Nieba. Ale zrozumiałem to dopiero niedawno, wiesz, wtedy nie myślałem normalnie, byłem strasznie zszokowany, no bo sie kompletnie nie spodziewałem, że takie coś sie stanie… Ja… Ja… – Urwałem na krótki moment, jakby szukając odpowiedniego słowa. A doskonale wiedziałem, o który wyraz chodzi. Problem stanowił ciężar, jaki te parę głosek ze sobą niosło, a dla kogoś mojego kalibru wręcz podwójny… – Przepraszam – dodałem nareszcie, po raz pierwszy uciekając wzrokiem od pyska Burzowego Nieba. –––Wbiłem wzrok głęboko w ziemię, jakby szukając tam czegoś, co jeszcze mógłbym dopowiedzieć. Nie miałem jednak nic więcej do powiedzenia, przynajmniej na razie. Czekałem na reakcję Burzy. Oczywiście, w mojej wypowiedzi za złe relacje obwiniłem nas obu. Jedynie za zachowanie w norze Sokoła wziąłem winę na siebie. Ani razu nie przeszło mi przez myśl, żeby wypowiedzieć podobne słowa przed moim drugim, gorszym bratem. Burza sprawiał wrażenie takiego, z którym da się dojść do porozumienia, był rozsądnym kotem; żywiłem cichą nadzieję, że i jemu przez umysł przewinęły się podobne myśli. Między mną a drugim niebieskim kocurem nie było żadnych podobieństw. Był tępy i potwornie uparty, na nic by się taki wywód zdał. A, i przy tym niesamowicie egoistyczny oraz zapatrzony w siebie. Szansa na to, aby wziął część winy na siebie, praktycznie nie istniała. To byłby tylko daremny trud.
Kocur zdecydowanie wysoki i masywnej budowy, góruje gabarytami nad większością swoich współklanowiczów, za wyjątkiem tych najbardziej okazałych jak między innymi sama Czerwona Gwiazda czy jego bracia. Gęste długie futro o ciemno-szaro-niebieskim odcieniu potęguje to wrażenie. Jego głowa jest kanciasta, sprawiająca wrażenie trójkątnej w profilu, jednak jej ostre rysy są załagodzone przez łagodnie opadające za sprawą grawitacji długie futro na polikach i pod uszami. Same uszy są charakterystycznie długie, z pędzelkami na czubkach. Ma długie łapy, choć nie sprawiają one wrażenia patykowatych - wręcz przeciwnie można zauważyć delikatnie zaznaczone pod skórą silne mięśnie. Na palcach wszystkich czterech łap futro przybiera kolor biały, tak samo jak na górnej szczęce jego pyska, gdzie znaczenie zwęża się by zaniknąć między oliwkowo zielonymi oczyma kocura, oraz pod szyją, gdzie białe znaczenie uformowane jest w trójkąt, niczym kołnierzyk.
Odzyskał pogodny temperament - lubi się pośmiać, czy po prostu pobawić jak za dawnych czasów gdy był młodszy. Zupełnie mu nie przeszkadza spędzanie większej ilości czasu z podrostkami z chruśniaka i pomaganie od czasu do czasu matkom w zajmowaniu się nimi. Wie jednak kiedy należy być poważnym i że to co musi być zrobione dla klanu nie będzie czekać - pilnie więc wypełnia wszystkie obowiązki i wynosi z tego satysfakcję - choć trzeba przyznać, przy zgłaszaniu się na patrole wykazuje silną preferencję na polowania ponad patrole graniczne. Lubi zdecydowaną większość współklanowiczów i woli podchodzić do kotów przyjaźnie niż zakładać negatywne rzeczy na ich temat, jeśli jednak spotka się z nieuzasadnioną, jego zdaniem, wrogością do jego osoby, nie próbuje na siłę zmieniać opinii takiego kota - nie lubi się bowiem płaszczyć przed innymi. Jest pewny swojej wartości i dumny ze swojego pochodzenia (a w każdym razie tego o którym wie) - jednak, a także dlatego nie czuje potrzeby akcentowania swojej wyższości nad każdym kotem którego spotka - no chyba że ten kot jest z innego klanu, takim trzeba zawsze pokazać gdzie jest ich miejsce i że Klan Rzeki nie będzie sobie pozwalał pluć pod łapy. Nie czuje obecnie potrzeby głębszego poznawania kotów spoza rzeki czy przejmowania ich losem. Ważne jest dla niego aby koty z jego klanu żyły dobrze, na ile może im w tym pomóc. Ponadto, zaczyna budzić się w nim silna ambicja, aby dorównać tym kotom które najbardziej podziwia
Bogatka [S]
Do jego uszu dotarł lekki szelest, niecharakterystyczny dla szumu wiatru między trawami. Dało się to po nim z resztą poznać bo jak zwykle w takich sytuacjach jego uszy poruszyły się szybko, namierzając dźwięk. A zaraz po nich spojrzenie Burzy, wyrwanego z przemyśleń, podążyło za dźwiękiem.
Nie wiedział czego się spodziewać, drapieżnika? Ciekawskiego terminatora który postanowił śledzić go z obozu pod pretekstem że przecież nie wyszedł sam, a z kimś... nie do końca za zgodą tego kogoś? Ale okazało się to być czymś zupełnie innym. No dobra, brat może był terminatorem, ale już za starym żeby był sens posądzać go o takie sztuczki, był równie fizycznie silny co on sam, ze względu na wielkość czy dojrzałość, nawet jeśli nie dokończył jeszcze swojego treningu - który z resztą mógł stanąć na czymkolwiek w obecnym momencie, nie zakładałby że Hukowi ze wszystkich brakowałoby umiejętności walki.
-Huk. - Miauknął cicho, chyba bardziej samemu do siebie, nieco zaskoczony. Nie spodziewał się że brat tu za nim przyjdzie. Jakoś nie znalazł jednak w sobie dawnej złości do niego, zwłaszcza że ten nie wyglądał na wkurzonego czy gotowego dogryzać... ale... no czego się mógł innego spodziewać? Gdy tylko wyłonił się i pozwolił się zidentyfikować między trawami, od razu zaczął od żarciku.
-Taaa. - Mruknął z niezadowoleniem, po czym westchnął, spuszczając nieco głowę i kładąc uszy po sobie w zrezygnowaniu. Widać pora nagich drzew i śnieg były jedynymi czynnikami na które długie futro pomagało. Skradanie? utrudnia? Pływanie? Jak wyjdziesz wyglądasz jak nie wiadomo co. Upał? Ugggh!
Czy jednak tylko po to Huk zaszczycił go swoją obecnością? By się pośmiać z tego jakim ugotowanym mopem był z racji urodzenia się z długą sierścią? Jednak nagła zmiana w minie brata sugerowała że przyszedł tu z poważniejszym tematem.
Przechylił lekko głowę, zamieniwszy się w słuch. Głupio postąpiliśmy? Może i racja. Gdyby wtedy pogadali i przeprosili zamiast się obrażać... albo przynajmniej wyjaśnili sobie o co im chodziło i dlaczego zareagowali tak a nie inaczej... może późniejsze wydarzenia potoczyłyby się inaczej. Tylko jakie kocię by tak zareagowało? Mieli wtedy 2 księżyce. W takim wieku ciężko o głęboką konwersację i przyznawanie się do winy, szczególnie u kociąt z ich charakterami. Wichurka była jedyną z ich rodzeństwa która była w ogóle do tego zdolna przed zostaniem terminatorką. W dodatku wtargnięcie mamy i jej wykład automatycznie przekierowały ich myśli na siebie samych i własne zachowanie, niż godzenie się z drugim.
-Daj spokój... mieliśmy dwa księżyce, które z nas by mogło wtedy w ogóle pomyśleć w takich kategoriach? - Odpowiedział na część wypowiedzi, przerywając krótkim, pogodnym śmiechem zanim kontynuował. Kto by pomyślał, że Huk, ze wszystkich kotów, jego głośny i dotychczas, zainteresowany wyłącznie sobą samym, brat, zbierze się... żeby obgadać przeszłe niesnaski i... przeprosić. W momencie kiedy to słowo padło, wiedział że nie może potraktować to jako zwykłego wspominania kocięcej głupoty. Dlatego też nie zirytował się wspominaniem tych zdarzeń w takim kontekście.
-Po tej ceremonii... może faktycznie odejście od ciała dziadka i taty tak wyglądało... ale po prostu nie chciałem żeby Sokół cierpiał sam. A Sokół nie chciał żeby inni widzieli jak cierpi. Chyba ostatnim co nam przeszło wtedy przez myśl to to jak to wygląda dla innych... To po prostu było za dużo, bycie przy ich ciałach... takich zimnych... - Postanowił wyjaśnić, choć na te wspomnienia jego głos posmutniał... Matka kiedyś ich uczyła, żeby nigdy się nie tłumaczyć... ale zauważył że to bardzo słabo działało, jeśli chodziło o rozwiązywanie konfliktów... no chyba że ktoś chciał je rozwiązywać tylko pazurami. Ktoś musiał wiedzieć o co ci chodzi jeśli miał zrozumieć...
-W porządku. Ja też przepraszam... interesowałem się wtedy tylko tym jak czuł się Sokół... a przecież was też to tak samo zabolało... - Westchnął, podnosząc się z ziemi na równe łapy i obracając się, by usiąść wygodniej, przodem do Huka. Chyba podłapał to ciągłe wzdychanie od Wiewiórczej. Znalazł jednak wypowiedzenie tego przepraszam zaskakująco łatwym... może dlatego że od bardzo długiego czasu był tego świadomy... co poszło nie tak... ale po prostu nie był w stanie przemóc się żeby wyjść z taką rozmową pierwszy... a kiedy już mógłby, to po prostu nauczył się żyć bez tych rodzinnych relacji, które nigdy za ciepłe nie były, a przez to, zaprzestał starań żeby je naprawić... może nigdy by się do wypowiedzenia tego nie zebrał, gdyby Huk nie postanowił zacząć tej rozmowy.
A teraz? teraz siedział z wzrokiem utkwionym w bracie. Czy coś jeszcze powie? przyjmie przeprosiny?