Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Może lepiej byłoby dla Sokolej Łapy zaatakować, a nie unikać? W każdym razie, planowane szarpnięcie do tyłu w razie możliwego ataku nie udało się tak jak tego Sokola Łapa od siebie oczekiwał. Fakt, odskoczył jednak słabo! Wykorzystał to Bursztyn, decydując się na atak prosto w łapy niebieskiego. Jedno trzeba przyznać, że mimo mizernego wyniku uniku syna Jastrzębicy, pokrzyżował on plany rudzielca i z możliwie mocnego obicia łap, przerodziło się to w delikatne stłuczenie. Dlatego też ostatecznie zamiast powalenia Sokoła, rudzielcowi udało się zmniejszyć marną odległość między nimi.
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Czy w tym przypadku unikanie było lepszym rozwiązaniem? Cóż, niby udało mu się jako tako odskoczyć w tył, ale chcąc nie chcąc oberwał od Wujaszka po łapach. Syknął cicho w jego kierunku, jeżąc sierść na karku. Odległość między nim a Bursztynem zmniejszyła się, jednak to niezbyt przeszkadzało Sokolej Łapie, który zaraz zaczął okrążać rudzielca w celu ustawienie się pod słońce, coby nieco go oślepić. Ot taka mała zagrywka. Bez względu czy próba oślepienia się powiodła, czy też nie, tym razem zdecydował się podciąć Wschodowi łapy, coby znalazł się w gorszej sytuacji niżeli on. Do tego celu posłużył się jedną z przednich łap, która wnet zamachnęła się w stronę przednich łap przeciwnika. Zamierzał użyć do tego tyle siły, ażeby Bursztynowego Wschodu obalić, a tym samym utrudnić mu walkę.
Ten cały sparing do tej pory był jakimś żartem. Sokół i Wschód w sumie doskakiwali do siebie niczym pchełki, właściwie nie wyrządzali sobie żadnej szkody. Cios w łapy nie poszedł do końca po jego myśli, bo jedynie leciutko szturchnął terminatora. A to szkoda, przynajmniej zaczęłoby być ciekawiej! Zamiast tego, skoro w łapy się nie udało, to można spróbować coś wyżej?
Wschód bynajmniej nie zamierzał zwiększać odległości między nim a bratankiem, a skoro dosięgnął łap, to dosięgnie i następnego celu. Podniósł więc silniejszą łapę, i się nią zamachnął, jednak tym razem na pysk kocura. Chciał uderzyć swoimi poduszkami w jego nos, niezbyt mocno, bo wiadomo, że bratankowi krzywdy by nie zrobił, ale no, żeby to znowu nie było pogłaskanie niebieskiego!
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Walka nabrała pikanterii! Sokół zaczął się coraz bardziej irytować faktem, że nie zdołał jeszcze porządnie uderzyć swojego wuja, i chyba podobnie miał Bursztyn. Niebieski kocur zatem zdecydował się na ponowne zawierzenie naturze i tym razem przyniosło ono o wiele lepsze skutki niż pluśnięcie w kałużę. Promienie leniwie wyłaniającego się zza chmur słońca trafiły prosto w oczy rudo-białego, jednak nie przeszkodziły mu w zadaniu ciosu. Sokola Łapa również po udanej próbie oślepienia wyprowadził cios, jednak zamiast powalenia przeciwnika, jedynie lekko stłukł mu łapy! O wiele większym szczęściem wykazał się Bursztyn, który mimo planów o lekkim pacnięciu niebieskiego w nos...Cóż, zadał mu pierwszy, poważny i silny cios w tej potyczce! I nawet promienie słońca mu w tym nie przeszkodziły. Po ciele syna Jastrzębicy mógł rozlać się ból i wcale nie zniknął tak szybko jak poprzednie. Biedny nos!
Sokola Łapa: lvl: 2 | S: 8 | Zr: 7 | Sz: 5 | Zm: 6 | HP: 57 - 12 = 45/65 | W: 33 - 3 = 30/45
• Wykorzystane przerzuty 0/1
• Od następnej tury celność obniżona o 2 przez spadek W
• Rana 0 stopnia lekkie stłuczenie na piersi
• Rana 0 stopnia lekkie stłuczenie przednich łap
• Rana 1 stopnia obity nos
A gdzieżby tam irytował, Wschód dobrze się bawił, mogąc sobie tak poskakać razem z bratankiem. Sokół jednak okazał się cwańszy niż rudy początkowo zakładał, bo wojownik, chcąc nadążyć za terminatorem odwrócił się w jego stronę. Nie przypuszczał, że słońce, które tak rzadko i krótko do nich witało akurat teraz zdecyduje się pokazać promyczki, które wpadną mu prosto w oczy. Hej! Zmrużył ślepia, nagle widząc wszędzie skaczące ciemne plamy. Jednocześnie poczuł pacnięcie w łapy. No proszę, niebieski w końcu zaczął się bawić! Czuł, że jego wyprowadzony cios znowu trafił! Nie zamierzał jednak na tym poprzestawać, co to, to nie, i chwilowe rozmycie obrazu mu w tym nie przeszkodzi! Co prawda celował trochę na ślepo, jednak obserwując poruszające się plamki, wspomagając się słuchem i węchem chciał wydedukować, gdzież to znajduje się Sokół. Kiedy wydawało mu się, że mu się to udało, zdecydował się podnieść na tylne łapy i jedną przednią zamachnąć się w stronę terminatora, by go uderzyć, tym razem w ucho.
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Czy potyczka z Wujaszkiem mogła pójść jeszcze gorzej? Czy salwa jego niepowodzeń wreszcie zostanie przerwana, czy wciąż będzie taką żywą tarczą zbierającą na siebie wszystkie możliwe obrażenia? Warknął cicho pod nosem, czując poraz kolejny nieprzyjemny ból, z tym wyjątkiem, iż teraz był on podwojony. Nawet jeżeli udało mu się oślepić Wschoda, o czym przyświadczyło jego nagłe zmrużenie bursztynowych ślepi przeciwnika; tak nawet w tej sytuacji udawało mu się wprowadzić celny atak, a jemu? Cóż...może przemilczmy ten temat. Wykrzywił pysk w niemałym grymasie, a ogon zabił gniewnie o zimną, głuchą ziemię. Ta walka...była dla niego ważna. Chociażby dlatego, że chciał pokazać się Bursztynowemu Wschodowi z jak najlepszej strony, o czym nie mógł powiedzieć w tym momencie. Jasne, rudo-biały kocur był silniejszy, miał też większe doświadczenie, jednak i z takim przeciwnikiem powinien sobie dawać rady. Nie zawsze natrafi na słabszych albo mniej doświadczonych. Splunął na bok, czując, jak wewnątrz cały kipi ze złości, ze swoich mizernych ataków lub całkowitych niepowodzeń i jak niewiele brakuje, aby swoją złość przelał na czyny. I wtedy nadarzył się chyba cud. Gwiezdny Klan postanowił się zlitować i dać szansę, aby chociaż ten jeden raz udało mu się. Nagle syn Brudnego Kamienia zdecydował się podnieść na tylnych łapach. Sokół działał szybko, nie tracąc zbędnie sekund, które były na wagę złota. Jasne mógł ponownie odskoczyć w bok jak pchełka, ale byłoby to nudne - postanowił więc zaatakować. Zapewne, gdyby miał do czynienia z samotnikiem czy jakimś kotem z innego Klanu, który potrzebowałby nauczki, wgryzłby się w odsłonięty brzuch, jednak to był tylko sparing, dlatego też postanowił chwycić zębami białą łapę, tą, która była mu najbliższa, chcąc go dzięki jednemu potężnemu pociągnięciu, obalić na ziemię.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Złość Sokoła w takim wypadku była jak najbardziej usprawiedliwiona. To miała być walka, która pozwoliłaby mu na pokazanie swoich umiejętności; a jak na razie to on dostawał największe bęcki od wuja. Bursztynowy Wschód musiał się naprawdę dobrze bawić! Sokół jednak nie zamierzał odpuszczać i wykorzystując pokłady irytacji oraz fakt, że raz coś udało mu się wykonać, postanowił pochwycić łapę wuja, który za to ustał na tylnych łapach i planował uderzyć niebieskiego w ucho. Co też z tego wyszło? A to, że niebieski syn Jastrzębicy zdołał jedynie kłapnąć zębami w powietrzu, a rudzielec uderzył w ucho kocura z taką siłą, że mogło go zaboleć nie tyle samo ucho, ale i bok głowy! Jak na pół-ślepego, Bursztyn zadawał trzeźwe ciosy. Sokół na pewno na długo zapamięta tę potyczkę, nie ma co!
Sokola Łapa: lvl: 2 | S: 8 | Zr: 7 | Sz: 5 | Zm: 6 | HP: 45 - 16 = 29/65 | W: 30 - 3 = 27/45
• Wykorzystane przerzuty 1/1
• Od następnej tury obniżone statystyki z powodu spadku HP
• Celność obniżona o 2 z powodu spadku W
• Rana 0 stopnia lekkie stłuczenie na piersi
• Rana 0 stopnia lekkie stłuczenie przednich łap
• Rana 1 stopnia mocne obicie nosa
• Rana 2 stopnia mocne obicie boku głowy
Bursztynowy Wschód: lvl: 4 | S: 13 | Zr: 9 | Sz: 10 | Zm: 7 | HP: 72/75 | W: 40 - 3 = 37/55
• Wykorzystane przerzuty 1/3
• Od następnej tury celność obniżona o 2 przez spadek W
• Celność obniżona o 2 (oślepienie)
• Rana 0 stopnia lekkie stłuczenie przednich łapach
(obrażenia poglądowe)
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Ból...jeszcze silniejszy niż poprzedni, przeszył ciało niebieskiego kocurka, którego nie tylko zabolało ucho, ale i cały bok głowy. Warknął głośno, bijąc wściekle ogonem na boki. To nie on miał w tej walce przegrywać, tylko WUJASZEK. Ale nie...on nie może się poddać, choćby nieważne ile razy dostawał po mordzie, choćby nie wiadomo ile razy miał upaść, nie mógł odpuścić pierwszy, nawet, teraz kiedy zmęczenie coraz bardziej dawało się we w znaki, coraz bardziej przejmując kontrolę nad jego ciałem i przebijając się przez złość. On. nie. mógł. się. poddać. Syknął głośno, mierząc Bursztyna śmiertelny wzrokiem. Jak on potrafił zadawać tak celne ciosy, będąc oślepionym! Parsknął cicho i zaczął zastanawiać się, co powinien w tej sytuacji zrobić, jak zaatakować, żeby miało to jakiś sens i możliwie dobry rezultat. Tym razem postanowił, iż spróbuje wujkowi wskoczyć na kark i możliwie chwycić zębami skórę na nim. Nim jednak to musiał najpierw oddać skok, w tym celu odbił delikatnie w bok i mając prostą, wybił się, jak najbardziej mógł oddając długiego susa, który miał mu umożliwić dotarcie do wyznaczonego celu.
Ależ oczywiście, że Wschód się dobrze bawił! Ten sparing należał do jednego z najprzyjemniejszych w jego karierze, ale on tam zawsze lubił takie rzeczy. Teraz się cieszył, głównie w sumie dlatego, że to Sokół obrywał, a nie on, haha! I wcale nie przeszkadzało mu to, że niezbyt dobrze widział na oczy, wystarczyło to, co potrafił zobaczyć czy tam usłyszał i wyczuł. I szło mu świetnie.
Po uderzeniu Wschód spadł na cztery łapy z szerokim uśmiechem. Oczywiście usłyszał warknięcie Sokoła. Coś ty taki nerwowy, bratanku? Bez spiny, zabaw się trochę, a nie!
Kiedy Sokół się na coś szykował, Wschód tym razem postanowił sobie odpuścić atak. Zamiast tego zaś zdecydował się po prostu uniknąć całej akcji niebieskiego, odskakując w bok.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Złość piękności szkodzi, nieprawdaż? Sokół ambitnie podjął się decyzji kontynuowania walki i doskoczenia do karku wuja, jednak...Nie wyszło? Mięśnie niebieskiego odmówiły mu posłuszeństwa i zamiast majestatycznego skoku ku rudo-białemu wojownikowi, ten ledwo odbił się od ziemi i ruszył się z miejsca. Podobnie sprawa wyglądała w przypadku Bursztyna, który tym razem postawił na unik. Co prawda skutki oślepienia zanikły, jednak zmęczenie dało się we znaki i też ledwo ruszył się z miejsca. Musiało to wyglądać od boku naprawdę komicznie i gdyby drzewa potrafiły się śmiać; mieliby teraz za swoimi plecami całkiem spory tłum, rozbawionych gapiów! Może to znak od Przodków, że czas zakończyć ten kabaret?
Sokola Łapa: lvl: 2 | S: 6 (8) | Zr: 5 (7) | Sz: 3 (5) | Zm: 4 (6) | HP: 29/65 | W: 27 - 2 = 25/45
• Wykorzystane przerzuty 1/1
• Obniżone statystyki z powodu spadku HP
• Celność obniżona o 2 z powodu spadku W
• Rana 0 stopnia lekkie stłuczenie na piersi
• Rana 0 stopnia lekkie stłuczenie przednich łap
• Rana 1 stopnia mocne obicie nosa
• Rana 2 stopnia mocne obicie boku głowy
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Ten sparing miał być dla niego szansą na zaprezentowanie przed Wujaszkiem swoich umiejętności, tego, czego się nauczył i tego, jak ładnie potrafi wprowadzać ciosy i ich skutecznie unikać...jednak los a może Gwiezdny Klan wolał pójść mu na przekór, przez co, zamiast pogrążyć doświadczonego wojownika, pogrążył sam siebie. Nawet teraz, nie potrafił porządnie wybić się z tylnych łap i wskoczyć na jego rudy kark. Szczęście, że udało mu się, chociaż wylądować na czterech łapach. Przynajmniej Bursztynowemu Wschodowi również nie poszło najlepiej, zapewne to przez zmęczenie. Co poradzić. Wschód wybrał sobie ciężkiego zawodnika, bowiem ten, nawet jeżeli zmęczenie dobitnie go już przygniatało, nie miał zamiaru odpuszczać, a głos Ognistopręgiej, która niegdyś powiedziała mu, że czasem lepiej odpuścić i żyć, niż walczyć dalej i zostać martwym [co prawda tutaj nie miał szansy zginąć], został stłumiony przez złość, zniewagę i wcześniej wymienione zmęczenie. Dysząc coraz bardziej, nie chciał atakować. Szykował się na atak Wujaszka, dlatego też, gdyby ten na niego ostatkiem sił naparł, ten planował odskoczyć w bok, lub do tyłu w zależności co przeciwnik zamierzał uczynić.
Od żadnych przodków znaku nie było, o to Wschód by się kłócił, ale może to racja, że czas kończyć to śmiechu warte przedstawienie. Szczególnie, że sam nie popisał się unikiem i po prostu się przesunął, ale Sokół i tak mu nic nie zrobił. Ej, bratanek, złość piękności szkodzi, nie bądź taki wściekły! Przynajmniej rudas się dobrze bawił, a to było w tym najlepsze.
W pewnym momencie usiadł po prostu z zadem na ziemi, szykując się na ewentualny atak niebieskiego kocura z napięciem, ale ten nie nadszedł.
- Dobra, masz mnie poddaję się. - sapnął, odchylając łeb ku górze. Kończ waść, wstydu oszczędź, jak chcesz mnie zagryźć to tu i teraz. - Powiem ci, dawno się tak nie zmęczyłem przy sparingu, dobra robota. - mruknął, uśmiechając się szeroko do bratanka. No masz młody, Wschód niby wygrał bo mniej oberwał, ale miej tą satysfakcję że cię rudy pochwali. Szczególnie, że z jego pyska pochwały to się tak często nie sypią!
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Czekał w napięciu na atak ze strony Bursztynowego Wschodu,starając się skupić najmocniejjak tylko potrafił,nawet jeżeli coraz bardziej uderzało w niego...zmęczenie; jednak cios ze strony wujka nie nadszedł, a na dodatek ten jakby nigdy nic przysiadł na ziemi, tak nagle. Zmrużył ślepia i delikatnie zmarszczył grzbiet nosa, by następnie unieść do górę jedną z kocich brwi i skitować to wszystko przecięciem kudłatym ogonem powietrza. Kiedy walka się skończyła, a Sokole Skrzydło przekonał się, że to nie podstęp, w niebieskiego wojownika jeszcze bardziej uderzyło wyczerpanie, dlatego też niedziwne, że jego oddechy był nierówne i szybkie, a łapy odmawiały posłuszeństwa. Po chwilowym uspokojeniu podszedł nieco bliżej Wujaszka, dumnie wypinając pierś do przodu. XX— A ja dawno nie walczyłem z tak ciężkim do pokonania przeciwnikiem. — mruknął, a jeden z jego kącików powędrował delikatnie w górę. Złość, która ogarniała go jeszcze podczas walki, wyparowała, kiedy tylko usłyszał pochwałę ze strony rudo-białego co oczywiście z przyjemnością przyjął i chociaż to on dostał najbardziej po pysku, nie poddał się jako pierwszy, walczył do końca i tym samym zwyciężył ten pojedynek. Co prawda dopiero jutro poczuje czego tak naprawde się nabawił tym sparingiem, jednak w tym momencie o tym nie myślał, a skoro byli stosunkowo blisko granicy, zaproponował jeszcze Bursztynowemu Wschodowi krótki spacer wzdłuż granicy z Terenami Niczyimi i nie czekając zbyt długo na jego decyzję, sam skierował się w tamtym kierunku.
[size=84][zt, boczaso :((ale dziękuje bardzo za sparing! Trzeba będzie to kiedyś powtórzyć, może tym razem to Bursztyn dostanie więcej po pysku
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Od jakiegoś czasu jej humor znacząco się poprawił. Już nie szwędała się po obozie bez życia, nie chowała się przed innymi kotami, zaczęła normalnie polować, wznowiła wszelkie treningi (a raczej, ekhem, teraz trening), no i znacząco odżyła, nawet udało jej się znów nieco przytyć, by wrócić do normalnej wagi, którą straciła! Cóż, może trochę pomógł jej w tym fakt, iż do klanu wróciła kolejna jej siostra, Wrzoska, a może fakt, iż czuła się teraz niesamowicie dobrze, wiedząc ile kotów ją otacza, w chwili obecnej. Tych bliższych, oczywiście. W końcu, miała teraz brata i dwie siostry, którym mogła się wyżalić - a także Mrozika.
A skoro o nim mowa. Ostatnio przyroda zaczęła znacząco wracać do życia. Drzewa i krzewy się zazieleniły, zaczęły się pojawiać kwiaty, do życia wróciły również owady, jak motylki, czy pszczółki, pojawiające się coraz częściej tuż obok ucha, denerwujące swoją obecnością, a również tak cieszące - bo w końcu nadeszła Pora Młodych Liści! No, może tegoroczna Pora Nagich Drzew nie dała o sobie znać aż tak bardzo, bo nie było ani specjalnie zimno, ani specjalnie śnieżnie, ale hej, humor od razu się poprawiał, jak mimo to zaczynało się robić cieplej. Co prawda, pogoda była kapryśna i często padało, mocno wiało, a czasami zdarzyła się jakaś burza - ale oprócz tego zdarzały się bardzo słoneczne dni! I ten dzień ruda zamierzała wykorzystać.
Miała dzisiaj naprawdę dobry humor, jak tylko wstała, jakoś tak, nie wiedzieć czemu. I gdy wyszła z Jałowcowego Gąszczu i przeciągnęła się, gotowa by rozpocząć nowy dzień i jej wzrok spoczął na Chruśniaku, to nie zastanawiając się długo wparowała tam witając się wesoło z wszystkimi matkami, które również nie spały, a także z biegającymi już i krzyczącymi kociakami, które przebiegały jej między nogami, by dopaść do pewnego czarno-białego kocura, po czym oznajmić mu, że już dawno miał ją zabrać na spacer, żeby pozbierać kwiatki i nieco ją doedukować na ten temat, i ze ten dzień nadszedł teraz i że ma się pospieszyć i wstawać, o, po czym radośnie wręcz wyskoczyła z Chruśniaka, a potem z obozu, dopiero wtedy oglądając się, czy przyjaciel za nią idzie. Doprawdy, jakby dostała nagle adhd.
Trzaskający Mróz jest wojownikiem średniej wielkości, ale zdecydowanie sprawia wrażenie dużego przez swoje szerokie boki oraz grube, długie, gęste futro. Jego łapy są grube i proporcjonalne do reszty ciała, ale te tylne są zdecydowanie bardziej umięśnione. Jego ogon jest gruby oraz puchaty. Posiada również nieco większe małżowiny uszne, które od środka przybierają kolor delikatnego różu. Jego nos natomiast jest cały czarny. Dużą część jego futra zajmuje kolor biały, który obejmuje jego pierś, podbrzusze, gardło, łapy, całkiem spora są część pyska oraz prawe ucho.Drugim kolorem zaś jest czarny. Zajmuje głównie tył głowy, grzbiet, ogon oraz górną część pyska. Charakterystycznymi elementami są dwie czarne plamy na nosie, jedna większa, obejmująca nos oraz kawałek dolnej wargi, a obok niej druga oraz czarna plamka na lewej, przedniej łapce i czarna, większa plamka na prawej, przedniej łapie. Oczy kocura są duże i posiadają kolor świeżej trawy.
Trzaskający Mróz dawno temu wyrósł z pieluch, jednak wciąż pozostała w nim ta kocięca niewinność. Z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy albo dopisuje sobie swoje własne, wygodniejsze odpowiedzi. Nie ma dla niego tematu, o którym mógłby nie porozmawiać - zwykle wali prosto z mostu. Dobro innych stawia ponad swoje i wykazuje się ogromną opiekuńczością wobec najmłodszych oraz kotów bliskich jego sercu. Charakteryzuje go wrażliwość oraz delikatność - uwielbia bowiem oglądać motyle, a kwiaty uważa za żywe stworzenia, zupełnie takie jak koty. Nienawidzi walki, cierpienia, ran, ucieka od tego. Jest strachliwy, boi się wychodzić z obozu przez to, że myśli iż znajdują się tam same niebezpieczne stworzenia. Widząc krew młody kocur często dostaje ataku paniki i zdarza mu się płakać, chociaż dorastając, nauczył się powstrzymywać rozlew łez - wciąż jednak płacze, jednak najczęściej robi to w samotności. Wykazuje się zrozumieniem wobec czyiś problemów i nigdy nikogo by nie obraził ani nie wyśmiał. W każdym kocie potrafi odnaleźć dobro, a także sam musi poznać jakiegoś kota, aby mógł wyrobić sobie na jego temat opinię. Swoją pracę matka traktuje bardzo poważnie. W jego futrze każdy może znaleźć ukojenie i spokój. Jest bardzo rodzinny oraz przywiązuje się mocno do kotów. Stara się dotrzymywać dane komuś obietnice i nie zdarza mu się kłamać, uznając to za coś niemiłego. Mimo iż wygląda na takiego, którego łatwo obrazić, łaciaty przejmuje się jedynie zdaniem najbliższych mu kotów.
Mrozik miał ostatnio trochę więcej roboty, odkąd Świetlik urodziła swoje dzieci. Czuł potrzebę zaopiekowania się nimi i pokazania, że jest ich dobrym wujkiem, który bardzo je kocha i da im wszystko, czego potrzebują. Dlatego był zabiegany, chcąc zaopiekować się każdym w równym stopniu. Nie zapominając oczywiście o jeszcze jednym miocie, który również nie mógł być przez niego zaniedbany. Rozmawiał bardzo dużo, bawił się z każdym, sprawdzał czy nikogo nic nie boli, że nikt nie jest smutny czy głodny. Wiedział, że kiedy las się zazieleni, pojawią się nowe kociaki, którymi trzeba będzie się zająć. I na szczęście matki w kociarni posiadały kogoś takiego jak kocurek, który nigdy nikomu nie odmawiał i z ogromną chęcią zajmował się najmłodszymi, aby ich matki mogły sobie odpocząć. Było ciężko, czasem nie miał kompletnie siły, ale poświęcał się w stu procentach swojej pracy, dlatego wiedział, że nie mógł zbytnio odpoczywać. Chciał dać z siebie wszystko, aby nikt sobie nie pomyślał, że nie jest potrzebny w klanie. Te myśli o sobie już dawno go opuściły, ale nie mógł pozwolić, aby ktokolwiek jeszcze go tak oceniał, ponieważ znalazł sobie coś zupełnie innego, ale to coś pasowało do niego o wiele lepiej niż bycie wojownikiem.
Jednak czasem musiał zrobić sobie przerwę. Siedział w kociarni, obserwując te słodkie kuleczki, które biegały dookoła i krzyczały jak najgłośniej potrafiły, aż do jego nozdrzy doszedł bardzo znajomy mu zapach, a zaraz potem zauważył rudą sylwetkę swojej najlepszej przyjaciółki. Uśmiechnął się jak najszerzej potrafił, patrząc się na nią swoimi zielonymi oczami pełnymi szczęścia, a serce mocniej zabiło mu w piersi. Cieszył się, że poprawił jej się humor. Ostatnio jeszcze dużo płakała, załamana śmiercią przyjaciół i Mrozik chciał zrobić wszystko, aby poczuła się lepiej i najwidoczniej w jakimś sensie jej pomógł, ponieważ przyszła do niego rozweselona i cała w skowronkach. Proponując mu coś, na co czekał od bardzo dawna - pójście do lasu i pozbieranie kwiatków. Jeszcze bardziej się ucieszył i nie mógł długo czekać, wstał, rozciągnął się i pognał za swoją przyjaciółką, czując ogromne podekscytowanie. Będzie zbierał kwiatki z Wiewiórką! Nie mógł się już doczekać, aż jej opowie o nich! I nie mógł się doczekać, aż nazbiera jej tak pięknych kwiatków, że będzie chodziła zadowolona do końca dnia. Liczył na to!
Przed wyjściem z obozu jednak wziął głęboki oddech, popatrzył się w niebo, jakby prosząc Gwiezdny Klan o opiekę nad nimi, a potem dogonił rudą, idąc obok niej. Zawsze to robił przed wyjściem z obozu, ale często zajmowało mu to o wiele dłużej, ale kiedy szedł z nią czy z jakimś innym bliskim mu kotem, jakby czuł się o wiele pewniej i bezpieczniej, nie musiał aż tak bardzo się obawiać, że coś go zje.
- Widzę, że baldzo się ciesys - Odezwał się, przerywając nieco ciszę, z rozbawieniem w zielonych oczach wpatrując się na swoją przyjaciółkę. Widział ją wiele razy, ale chyba jeszcze nigdy nie była tak szczęśliwa. Zupełnie jak mały kociak, któremu powie się komplement. Zaśmiał się pod nosem, aż jego wąsy mu zadrżały. Naprawdę nie mógł się na nią napatrzeć, na jej wesoły krok, na jej uśmiech. Szedł z podniesionym ogonem, zerkając naprzemiennie przed siebie i na rudą wojowniczkę. Mówią, że każdemu kotu ładniej jest w uśmiechu i to była prawda. Mrozik cieszył się, że jest z nią już lepiej i chciałby, aby była tak szczęśliwa jak najdłużej. Szczególnie w jego towarzystwie.