Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Wszystkie siły je najwidoczniej opuściły i tym samym sparing dotarł do swojego czarnego końca. Wzięła głęboki wdech i przymknęła oczy, próbując uspokoić bijące serce i tym samym wyrównać tętno. - Ojciec pokazywał mi co nieco na naukach, poza tym widziałam też jego sparing z Iskrzącym Nosem - odpowiedziała siostrze, wzruszając barkami. Tak naprawdę nauki i obserwacja sparingu ojca niewiele jej dała, gdyż połowę sztuczek i ruchów tak czy owak wymyślała na poczekaniu, nabywając prawdziwego doświadczenia właśnie teraz, lecz Winko nie musiała o tym wiedzieć. - Ty już miałaś trening walki z Czarnym Bzem? - zagadnęła, również podchodząc do wody, by wziąć kilka orzeźwiających łyków. Nie mogła udawać, że nie czuła się dumna. Czuła się niezwykle dobrze, mimo wszechogarniającego zmęczenia, lecz wiedziała też, że przed nią wciąż długa droga i masa treningów, nim dojdzie do perfekcji swoich czynów.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
- No fajnie, a mi mama jedynie powiedziała gdzie celować i tyle. I jak poszedł ich sparing? Zlał go ojciec? - Co to za uczenie siostry walki bez zaproszenia Winogrona? Ona też chce potrafić walczyć, halo. Ruda coś ma wrażenie, że tatusiek faworyzuje Czereśnię, bo tu nauki, teraz trening. Oj, pogada sobie z nim trochę. Walki z Czarnym Bzem. Bardziej klepanie się, a później odskoczenie w panice.
- Ano. Średnio coś poszło, ale co się dziwię, w końcu jest bardziej doświadczony, przynajmniej raz go skopałam. - W taki sposób, że nawet go nie tknęłam. Ruda musi częściej wdawać się w bójki i ciągnąć ojca za wąsy by ten wziął się za robotę, a nie tylko Czereśnią się zajmuję jakby to była jego jedyna córka. Naturalnie Wino jest trochę zazdrosna o to tym bardziej po tym jak matka wyjechała w Bieszczady.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
- Teraz matka żadnemu z nas nic nie pokaże - wycedziła przez zęby oschłym głosem, a w jej oliwkowych oczach pojawił się złowrogi błysk. Pewnie. Modliła się każdego dnia o to, żeby Księżyc rozwalił sobie ten głupi łeb o jakiś losowy kamień, żeby Jeżyna złapała kleszcze od Wrony i dołączyła do niego w gwiezdnym klanie, ale najwidoczniej przygłupy miały pierwszeństwo do zostania na ziemi, a matkę wcięło. Postanowiła jednakże nie rozwijać tematu, dopóki nic nie wiadomo. Wolała udawać, że wszystko jest okej, przynajmniej na ten moment.
Spojrzała na siostrę rozbawiona. Czy go zlał? Też pytanie! Przecież to oczywiste, że... nie. Wciąż miała w głowie ten żenujący obraz dwóch szarych kocurów, co skakały po trawie niczym poparzone żywym ogniem, nie mogąc nawet siebie nawzajem pacnąć. - Noo... wiesz... - przeciągnęła głosem niepewnym, za zażenowanie zalało jej caluteńki pysk - Ojciec nie mógł trafić Iskrzyka, a Iskrzyk ojca. Kręcili się w miejscu przez chyba pół dnia, dopóki nie opadli z sił - nawet one zdziałały więcej nad Wilgotnymi Skałkami, niż jakiś czas temu kocury. Co prawda Ciemniejące Niebo mógł się tłumaczyć, że kocięta, że nie miał czasu na ćwiczenia, że to, że tamto, ale kto by mu uwierzył? - Musisz sobie zrobić z Zachód worek treningowy - uśmiechnęła się złośliwie do siostry, podnosząc się w końcu i przeciągając ciało - To co, wracamy? - zapytała, po czym powolnym krokiem ruszyła w stronę obozu, wciąż trzymając się brzegu rzeki, który tak bardzo lubiła.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Nie skomentowała tego werbalnie, a jedynie zmarszczyła nos. Chyba złoży wizytę Księżycowej Łapie, w końcu to do niego kleiła się matka, a ich miała kompletnie gdzieś. Niech oni sobie nie myślą, że Wino zostawi ich w spokoju, o nie. Złość zostawi na później, zwłaszcza kiedy Czereśnia opowiedziała jak poszedł sparing ojca i Iskrzącego.
- To... To nawet nie był sparing! - Wybuchnęła śmiechem. Jak jakiś taniec godowy gołębi. Trochę żałuje, że tego nie widziała bo musiało wyglądać zabawnie. Ah tak, Zachód.
- Chętnie jej dokopię jeszcze raz. - Tym razem nie poszczęści się jej, a Wino nie odpuści jak ostatnim razem. Mruknęła siostrze zgadzając się na powrót do obozu.
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
...Polowanie poszło mu tak sobie, zważywszy na to, że u jego pyszczka dyndał jedynie jeden marny drozd. Pierwsza zwierzyna mu uciekła, drugą był właśnie wyżej wspomniany drozd, ścigając trzecią wpadł do dziury. Wtedy właśnie stwierdził że chyba dosyć tego dobrego na dzisiaj, zgarnął swoją ofiarę i zaczął kierować się z powrotem do obozu. A konkretniej do do Wilgotnych Skałek, gdyż nie miał ochotę niepotrzebnie moczyć futra, a dopiero potem do obozu. Zacisnął mocniej szczęki, w których trzymał zdobycz, po czym ostrożnie począł stąpać po śliskich głazach. Może przy odrobinie szczęścia nie zaliczy dzisiaj zimnego prysznica.
/Wydma
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Gdy Drżący Płomień polował na drozdy, Wydmowy Wiatr była na patrolu. Reszta, w tym jej terminator, Leśna Łapa i ojciec - Ciernisty Grzbiet, postanowili wrócić do obozu, jednak ruda kotka oznajmiła, że idzie na polowanie. Nic jeszcze nie przyniosła dziś Klanowi Rzeki.
Tak się złożyło, że spotkali się w połowie skałek, gdyż wojowniczka tamtędy chciała się przedostać do Piaszczystej Mielizny, a dokładniej brzegu Grzmiącej Rzeki, bo uznała, że dawno nie polowała na ryby. Zdziwiła się, gdy tak przeskakując z kamienia na kamień zauważyła sylwetkę czarnego kota z białą końcówką ogona, z którym tak często przebywała. Zatrzymała się, aby wojownik również miał okazję wyhamować.
- Dzień dobry, Drżący Płomieniu! Jak tam? - zapytała się dawnego mistrza wojowniczka. Dawno nie rozmawiali, ostatnim razem jakaś dłuższa pogawędka odbyła się w jej legowisku wraz z Nagietkiem, a potem jakoś tak były to pojedyncze wymiany zdań.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
...Wpatrując się w głazy pod swoimi łapami, nie zauważył Wydmy, kiedy zbliżała się do niego od strony obozu. Dlatego kiedy się do niego odezwała, odruchowo podniósł wzrok w kierunku jej głosu, zachwiał się i przechylił niebezpiecznie w stronę wody, ale szybka reakcja i zakręcenie młynka ogonem uchroniło go przed zimną kąpielą. Na szczęście drozd nie wypadł mu przy tym z pyszczka. Pozostawiało go to jednak z problemem, jak odpowiedzieć byłej terminatorce. Nie mógł go przecież przytrzymać rękoma - których nie miał - ani położyć na ziemi - której, ups, też tam nie było. Przemieścił go więc nieco w bok pyszczka, tak żeby był w stanie powiedzieć coś więcej niż "mmhmhm". ...- Dzień dobfy Ydmowy Wietze. W porząku - odparł przez wciąż jednak zaciśnięte na zdobyczy zęby. Kocur uznał, że nie jest to najlepszy sposób na rozmowę, szybko więc pokonał pozostałą mu drogę na brzeg i odłożył zdobycz tam, gdzie jej prąd nie porwie. ... - Trening mojej siostry idzie niezbyt prędko, ale robię co mogę. A u ciebie? - zapytał, spoglądając życzliwie na znajomą. Faktycznie dawno nie rozmawiali. Będą mieli pewnie sporo niewykorzystanych tematów do plotkowania.
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Przestraszyła się lekko, gdy jej mistrz przymierzał się do nieplanowego skoku do wody. To trochę byłaby jej wina, bo w końcu chyba go przestraszyła głosem. Łosoś pewnie kazałaby jej zbierać zioła, aby wyleczyć Drżącego mistrza z jakiegoś kaszlu czy innego przeziębienia. Udało mu się jednak utrzymać równowagę i ruda odetchnęła z ulgą.
Zadała również w tym samym zdaniu małe wyzwanie dla czarnego wojownika - bowiem nie było dość łatwe powiedzenie czegoś ze zwierzyną w pysku, kocur jednak zdał na piątkę, może nawet z plusem.
- To dobrze - odpowiedziała tylko, aby nie zmuszać go teraz do jakiś wypowiedzeń złożonych ze samych zdań złożonych. Obserwowała jak kocur odchodzi w stronę brzegu. Odczekała chwilę i również za nim podążyła.
- To dobrze, przypomnisz mi, proszę jej imię? Niestety nie pamiętam, przepraszam. Świetnie, Mglista Łapa jest dobrą terminatorką, umie już wspinać się na drzewa, polować i łowić ryby! Teraz tylko ćwiczymy. - opowiedziała troszeczkę o terminatorce, uśmiechając się do jej mistrza. Usiadła na przeciw niego.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
...Na szczęście dla ich obu do tragedii nie doszło. Drżący Płomień zaoszczędził sobie nieplanowanego prysznica a Wydma karnych ziółek. Szłyby jej raczej marnie biorąc pod uwagę jej imponujące 0 med expów. W sumie jak gdyby się nad tym zastanowić, to Łosoś raczej by czegoś takie nie zrobił. Chociaż Drżący niezbyt go znał... a może jednak by zrobił? ...- Gałązka. Teraz Owocowa Łapa - podał oba imiona, bo czemu by nie? Kto mu zabroni? Mama? Mama nie słyszała ich rozmowy bo była w obozie! Wypuścił głośno powietrze z ust, gdy po jego wypowiedzi na chwilę zapanowała między nimi cisza. Wolał nie rozgadywać się teraz na temat treningu, dlatego musiał szybko znaleźć jakiś inny temat. ...- Aa... jak tam u ciebie? W sumie dość dawno nie rozmawialiśmy. Masz jakichś... uh, nowych przyjaciół? - czuł się trochę głupio. Mówił to Wiaterek jakby wciąż była kociakiem a on był jej mamą lub babcią, upewniającą się czy aby na pewno potomek rozwija się prawidłowo i ma dużo znajomych. Drżący niestety nie miał tyle szczęścia by móc zapewnić babcię/mamę, że wszystko w porządku. Naprawdę przyjaźnił się tylko z Małym i to on był jego ostatnią - z resztą jedyną - deską ratunku. Ale od czasu do czasu trzeba miło było również porozmawiać z kimś innym.
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?
Ruda, tygrysio pręgowana koteczka o krótkim futrze, bez bieli. Wpisuje się idealnie w model przeciętnego kota, pod kątem budowy, może jest odrobinę delikatniejsza pod względem siłowym. Jej oczy kontrastują z futrem, mając piękną szafirową barwę.
Sama jest pełna różnych emocji, trochę gorzej idzie jej rozpoznawanie takowych u innych kotów. Preferuje radosność i stara się by jej rozmówcy się uśmiechali, nawet jeśli nie jest to im w tym momencie potrzebne.
Kosowa Pieśń/Rz
***
Strach. Nieznane dotąd uczucie opanowało dość prosty umysł Wrzoski i dała ona się mu ponieść, nie zauważywszy nawet, że zrobiła to, co kiedyś obiecała - wyszła z obozu kiedy tylko mogła. I znalazła się tutaj. Nad Grzmiącą Rzeką, nad Wilgotnymi Skałkami, których przeskakiwanie uspokoiło ją. Wyczyściło. Zrobiło reset systemu. Nie było najgorzej...
Nic więc dziwnego, że wracała na skałki i skakała po nich kiedy tylko mogła. To było... ciekawe zajęcie, uspokajało ją, sprawiało, że była znowu Wrzoską, wesołą rudą kulką szczęścia. Skakanie po skałkach, wywalanie się do wody, wdrapywanie się z powrotem... to było coś co znała tylko w nowym otoczeniu. To było coś, co trzymało się jej poprzedniego życia, coś radosnego, beztroskiego, głupiego...
Mogła być sobą.
Wraz z upływem księżyców nic nie zwiastowało by Dudek miał utracić miano najwyższego w miocie. Długie, pokryte gęstym, długim futrem, białym jak śnieżny puch, który otoczył świat, gdy przyszło mu go poznawać poraz pierwszy, dalej prowadzą dumnym krokiem resztę kocurka przez obóz klanu rzeki. Czyli właściwie niewiele się zmieniło. Podobny brak zmian można zauważyć w jego oczach, dalej naznaczonych głębokim błękitem, choć nie tak chłodnym jak w wypadku Lodowego Kła. Jedym elementem jego wyglądu, gdzie w najbliższym czasie mogą zajść jakieś zmiany jest jego rudą plamką na nosie, która chyba zaczyna... Rosnąć? Albo to tylko niezlizana krew na mordce kociaka.
Charakter kociaka, jest jak ten kociąt dwunogów – nieoczywisty. Prosty, nieukształtowany, trochę nieprzewidywalny, no i rzecz jasna – zmienny. W tym wieku nigdy nie jest on tym ostatecznym. Ulega on mniejszym lub większym przemianom, zarówno przed ukończeniem treningu, jak i po nim. Są z pewnością cechy, które łącza większość młodych znacznej części ssaków. I tak kociaki są ciekawe, skore do zabaw, które pozwolą wykształcić im umiejętności oraz więzi przydatne w przyszłości oraz w wielu przypadkach lekkomyślne. Nie znają jeszcze dobrze świata, więc nie są świadome niebezpieczeństw, postrzegają go inaczej niż dojrzalsze koty, wojownicy, czy nawet terminatorzy. Przez większość czasu mordka malucha się śmieje, jednak niestabilność w emocjach to kolejny element dość częsty w omawianej grupie. I taki bywa również przez większość czasu Dudek.
Życie Dudka wracało na dobry tor. Wyrzuty sumienia i niepewność nie gryzły go już w nocy jak wścibskie owady, a on sam nie krył się przed innymi specjalnie po kątach. Kwestią czasu pozostawało to kiedy skonfrontuje się z rodziną. Teraz jednak to musiało poczekać jak cały jego wątek osobisty. Bo był jeszcze ktoś komu w przeszłości coś obiecał. Ktoś kto poza Kos potrafił dostarczyć mu wiele radości. Imię ktośki zaczynało się na Wrzo, a kończyło na ska. I tak się akurat złożyło, że miał ją przed sobą. Wrzoskę w jej domyślnym, beztroskim stanie, która oddawała się prostej zabawie. Zdawać by się mogło, że taką samą jak gdy ją poznawał. - Hej. - zarzucił z delikatnym uśmiechem podchodząc nieco bliżej, chociaż nie wchodząc na same skałki. Wolał zaczekać na bezpieczniejszym, twardym i co najważniejsze - suchym brzegu.
Ruda, tygrysio pręgowana koteczka o krótkim futrze, bez bieli. Wpisuje się idealnie w model przeciętnego kota, pod kątem budowy, może jest odrobinę delikatniejsza pod względem siłowym. Jej oczy kontrastują z futrem, mając piękną szafirową barwę.
Sama jest pełna różnych emocji, trochę gorzej idzie jej rozpoznawanie takowych u innych kotów. Preferuje radosność i stara się by jej rozmówcy się uśmiechali, nawet jeśli nie jest to im w tym momencie potrzebne.
Kosowa Pieśń/Rz
- Dudek! - wrzasnęła koteczka i w kilku skokach pojawiła się przed pointem obryzgując go wodą - twoja ruda plamka zrobiła się większa, niż gdy widzieliśmy się ostatnio - stwierdziła, po czym zrobiła sus i zakończyła go oparciem się na grzbiecie kolegi przednimi, mokrymi łapami.
- Widzisz te skałki? One są fajne! Można po nich skakać i skakać z nich do wody i bawić się i pływać! Chcesz do mnie dołączyć? No chodź! Poskaczemy sobie! I zmyję ci tę plamę z pyszczka - wołała wesoło, po czym znów skoczyła i wbiegła na pierwszą ze skał. Po czym napięła się jak sprężyna i wyskoczyła do góry i na następną.
- No chodź!
Wraz z upływem księżyców nic nie zwiastowało by Dudek miał utracić miano najwyższego w miocie. Długie, pokryte gęstym, długim futrem, białym jak śnieżny puch, który otoczył świat, gdy przyszło mu go poznawać poraz pierwszy, dalej prowadzą dumnym krokiem resztę kocurka przez obóz klanu rzeki. Czyli właściwie niewiele się zmieniło. Podobny brak zmian można zauważyć w jego oczach, dalej naznaczonych głębokim błękitem, choć nie tak chłodnym jak w wypadku Lodowego Kła. Jedym elementem jego wyglądu, gdzie w najbliższym czasie mogą zajść jakieś zmiany jest jego rudą plamką na nosie, która chyba zaczyna... Rosnąć? Albo to tylko niezlizana krew na mordce kociaka.
Charakter kociaka, jest jak ten kociąt dwunogów – nieoczywisty. Prosty, nieukształtowany, trochę nieprzewidywalny, no i rzecz jasna – zmienny. W tym wieku nigdy nie jest on tym ostatecznym. Ulega on mniejszym lub większym przemianom, zarówno przed ukończeniem treningu, jak i po nim. Są z pewnością cechy, które łącza większość młodych znacznej części ssaków. I tak kociaki są ciekawe, skore do zabaw, które pozwolą wykształcić im umiejętności oraz więzi przydatne w przyszłości oraz w wielu przypadkach lekkomyślne. Nie znają jeszcze dobrze świata, więc nie są świadome niebezpieczeństw, postrzegają go inaczej niż dojrzalsze koty, wojownicy, czy nawet terminatorzy. Przez większość czasu mordka malucha się śmieje, jednak niestabilność w emocjach to kolejny element dość częsty w omawianej grupie. I taki bywa również przez większość czasu Dudek.
Drobny uśmiech goszczący dotąd na pysku pointa zdołał się jeszcze lekko poszerzyć. Spoglądając na Wrzos ciężko było mu dostrzec jakąkolwiek zmianę. On od ich ostatnich spotkań zdążył przejść pewną drogę przemian, przez pewien okres będąc leniwą kluską z kompleksem wyższości, która oczekiwała uznania i w ten sposób zapisała się w pamięci rodzeństwa, by potem przez dłuższy czas pokazywać sobą zwrot o sto osiemdziesiąt stopni, unikając zupełnie wzroku innych, chowając się po kątach i podejmując pewne autodestrukcyjne działania. A ona, po prostu była jedynie nieco większa. - Zapomniałaś o czymś, co? - zapytał, dalej stojąc na brzegu i przechylając delikatnie łebek na bok. Z jednej strony chciał się tylko z nią podroczyć, z drugiej ciekawiło go jak trzyma się jej pamięć. Bo on mimo przejść o pewnej obietnicy nie zapomniał.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Kukułczy Puch mogła sobie pozwolić na mały spacer poza obozem. Jej dzieci smacznie sobie spały u jej siostry i innych matek. W końcu wyprostuje wszystkie kości. Nie pamięta kiedy mogła sobie właśnie tak pochodzić. Była niedawno przy granicy ale nie była to miła przechadzka... Wolała na razie o tym nie wspominać. Poza tym uważała, że spacer z Burzą może być ciekawy i miły! W końcu tak fajnie się bawił z Pliszką... Bardzo go polubiła i czasem się o niego pyta. Było to takie urocze... Była wdzięczna terminatorowi, że się z nią w tedy pobawił.
Gdy znalazła kocura poinformowała go o tym, że będzie czekać na niego przed wyjściem z obozu. Oczywiście uśmiech nie schodził z jej twarzy. Od kilku księżycy poczuła się... Młodo. Była młoda ale gdy się jest matką uważa się za starą kocice.
Pogoda była bardzo ładna. Lekkie słońce przenikało przez chmury. Pora Nowych Liści była naprawdę bardzo piękna. Też w ten czas dużo kotów jest... Bardziej pobudzonych...
Tylko się odwrócisz a tam zobaczysz jakąś parę. Kukułka zazdrościła tym osobą które mają kogoś takiego. Jeszcze nie poczuła prawdziwej miłości od kogoś i raczej się to nigdy nie stanie. Ze względu na nią samą i... Dzieci. No bo kto by chciał spędzać czas z myślą, że to nie są jego dzieci? Raczej nikt. Wypuściła powietrze ze swoich płuc i czekała na przybysza już nie myśląc o tych nie fajnych dla wojowniczki rzeczach.
/Burza :D
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Kocur zdecydowanie wysoki i masywnej budowy, góruje gabarytami nad większością swoich współklanowiczów, za wyjątkiem tych najbardziej okazałych jak między innymi sama Czerwona Gwiazda czy jego bracia. Gęste długie futro o ciemno-szaro-niebieskim odcieniu potęguje to wrażenie. Jego głowa jest kanciasta, sprawiająca wrażenie trójkątnej w profilu, jednak jej ostre rysy są załagodzone przez łagodnie opadające za sprawą grawitacji długie futro na polikach i pod uszami. Same uszy są charakterystycznie długie, z pędzelkami na czubkach. Ma długie łapy, choć nie sprawiają one wrażenia patykowatych - wręcz przeciwnie można zauważyć delikatnie zaznaczone pod skórą silne mięśnie. Na palcach wszystkich czterech łap futro przybiera kolor biały, tak samo jak na górnej szczęce jego pyska, gdzie znaczenie zwęża się by zaniknąć między oliwkowo zielonymi oczyma kocura, oraz pod szyją, gdzie białe znaczenie uformowane jest w trójkąt, niczym kołnierzyk.
Odzyskał pogodny temperament - lubi się pośmiać, czy po prostu pobawić jak za dawnych czasów gdy był młodszy. Zupełnie mu nie przeszkadza spędzanie większej ilości czasu z podrostkami z chruśniaka i pomaganie od czasu do czasu matkom w zajmowaniu się nimi. Wie jednak kiedy należy być poważnym i że to co musi być zrobione dla klanu nie będzie czekać - pilnie więc wypełnia wszystkie obowiązki i wynosi z tego satysfakcję - choć trzeba przyznać, przy zgłaszaniu się na patrole wykazuje silną preferencję na polowania ponad patrole graniczne. Lubi zdecydowaną większość współklanowiczów i woli podchodzić do kotów przyjaźnie niż zakładać negatywne rzeczy na ich temat, jeśli jednak spotka się z nieuzasadnioną, jego zdaniem, wrogością do jego osoby, nie próbuje na siłę zmieniać opinii takiego kota - nie lubi się bowiem płaszczyć przed innymi. Jest pewny swojej wartości i dumny ze swojego pochodzenia (a w każdym razie tego o którym wie) - jednak, a także dlatego nie czuje potrzeby akcentowania swojej wyższości nad każdym kotem którego spotka - no chyba że ten kot jest z innego klanu, takim trzeba zawsze pokazać gdzie jest ich miejsce i że Klan Rzeki nie będzie sobie pozwalał pluć pod łapy. Nie czuje obecnie potrzeby głębszego poznawania kotów spoza rzeki czy przejmowania ich losem. Ważne jest dla niego aby koty z jego klanu żyły dobrze, na ile może im w tym pomóc. Ponadto, zaczyna budzić się w nim silna ambicja, aby dorównać tym kotom które najbardziej podziwia
Bogatka [S]
Wcześniej tego dnia, gdy wrócił z treningu, trochę potarmoszony, jako że akurat w praktyce ćwiczył walkę, spotkał w obozie Kukułkę, która powiedziała mu że będzie czekać przy wejściu do obozu, planowali bowiem wspólny spacer, po tym jak ubiegłego dnia kotka musiała wyplątywać swoje kocię z jego długiego futerka. Zjadł więc tylko piszczka ze stosu, gdyż, jak uważał, miał prawo po porannym patrolu łowczym, i ruszył na miejsce spotkania. W sumie dawno nie wychodził z obozu... od tak sobie. Albo polował, albo podłączał się do patroli, albo trenował ze swoją mistrzynią. Chociaż czy trzeba było mu się dziwić, dopóki nie ma z kim połazić, samemu równie dobrze można pokrążyć po obozie. Nie będzie przecież zagadywał piszczków gdzieś w lesie. Tym razem jednak nie gnały go na przechadzkę żadne obowiązki, ot, po prostu, miło spędzić czas, bo tak zakładał że to przebiegnie, wojowniczka wyglądała na miłą, i posiadającą poczucie humoru. W sumie, czy przy takiej gromadce kociąt jakiej się dochowała w ogóle dało się być smutnym? Jego samego zabawy i psoty maluchów z chruśniaka zawsze potrafiły rozbawić. Ze swoimi tycimi łapkami i pazurkami wyglądały niepoważnie, udając w zabawach dorosłych wojowników, a jednocześnie pokazywały że mają potencjał takowymi zostać!
-Dzieńdobry, Kukułczy Puchu! - zawołał wesoło kiedy wyszedł ciemnym szlakiem i zobaczył biało burą kotkę czekającą nieopodal. Mimo że delikatny wiatr lekko przygładził mu już futro, ciągle wyglądał po treningu jakby go ktoś mocno potarmosił, z kępkami futra miejscami sterczącymi nie w tę stronę co wszystkie inne. Nie pomyślał żeby to przygładzić, bo w sumie nie miało to dla niego obecnie za dużego znaczenia. Pogoda była ładna, niebo zachmurzone, lecz jasne, no i było ciepło. Prawie zapomniał już jak wyglądał zimny świat pory nagich drzew na której początku się urodził. Teraz to, łącznie z okazjonalnymi ulewami, gdzie woda, a nie biały puch, spadała z nieba, stało się jego codziennością.
-Jak tam maluchy, Pliszka nie zdezorientowała się po obudzeniu się nie tam gdzie zasnęła? - Zapytał wesołym głosem, ciekawy jak zareagowała kiedy okazało się, że nie była już w burzowym futerku, gdy otworzyła oczka