Kocur zdecydowanie wysoki i masywnej budowy, góruje gabarytami nad większością swoich współklanowiczów, za wyjątkiem tych najbardziej okazałych jak między innymi sama Czerwona Gwiazda czy jego bracia. Gęste długie futro o ciemno-szaro-niebieskim odcieniu potęguje to wrażenie. Jego głowa jest kanciasta, sprawiająca wrażenie trójkątnej w profilu, jednak jej ostre rysy są załagodzone przez łagodnie opadające za sprawą grawitacji długie futro na polikach i pod uszami. Same uszy są charakterystycznie długie, z pędzelkami na czubkach. Ma długie łapy, choć nie sprawiają one wrażenia patykowatych - wręcz przeciwnie można zauważyć delikatnie zaznaczone pod skórą silne mięśnie. Na palcach wszystkich czterech łap futro przybiera kolor biały, tak samo jak na górnej szczęce jego pyska, gdzie znaczenie zwęża się by zaniknąć między oliwkowo zielonymi oczyma kocura, oraz pod szyją, gdzie białe znaczenie uformowane jest w trójkąt, niczym kołnierzyk.
Odzyskał pogodny temperament - lubi się pośmiać, czy po prostu pobawić jak za dawnych czasów gdy był młodszy. Zupełnie mu nie przeszkadza spędzanie większej ilości czasu z podrostkami z chruśniaka i pomaganie od czasu do czasu matkom w zajmowaniu się nimi. Wie jednak kiedy należy być poważnym i że to co musi być zrobione dla klanu nie będzie czekać - pilnie więc wypełnia wszystkie obowiązki i wynosi z tego satysfakcję - choć trzeba przyznać, przy zgłaszaniu się na patrole wykazuje silną preferencję na polowania ponad patrole graniczne. Lubi zdecydowaną większość współklanowiczów i woli podchodzić do kotów przyjaźnie niż zakładać negatywne rzeczy na ich temat, jeśli jednak spotka się z nieuzasadnioną, jego zdaniem, wrogością do jego osoby, nie próbuje na siłę zmieniać opinii takiego kota - nie lubi się bowiem płaszczyć przed innymi. Jest pewny swojej wartości i dumny ze swojego pochodzenia (a w każdym razie tego o którym wie) - jednak, a także dlatego nie czuje potrzeby akcentowania swojej wyższości nad każdym kotem którego spotka - no chyba że ten kot jest z innego klanu, takim trzeba zawsze pokazać gdzie jest ich miejsce i że Klan Rzeki nie będzie sobie pozwalał pluć pod łapy. Nie czuje obecnie potrzeby głębszego poznawania kotów spoza rzeki czy przejmowania ich losem. Ważne jest dla niego aby koty z jego klanu żyły dobrze, na ile może im w tym pomóc. Ponadto, zaczyna budzić się w nim silna ambicja, aby dorównać tym kotom które najbardziej podziwia
Bogatka [S]
I miała rację. Przez jej historię tylko jeszcze bardziej zakorzeniło się w umyśle Burzowej Łapy wpojone mu swego czasu przez rodziców przekonanie, że kotom spoza rzeki nie wolno ufać i że najprawdopodobniej chcą ich tylko skrzywdzić. Prędzej jednak spodziewał się usłyszeć że tamten podły kocur był z gromu, kto wie czy nie ten sam o którym kiedyś opowiadała mu rodzina żeby zrobić przykład podłości tego klanu? A tu, Wichrowi, podobno nieszkodliwi, mieli również pośród swoich kota nie mającego skrupułów przed krzywdzeniem innych.
Zauważył że Kukułka zaczęła drżeć, zwierzając się ze swoich lęków co do tamtego kocura-gwałciciela, więc chcąc jej dodać otuchy zawinął swój puchaty ogon tak żeby otulić jej łapy.
-Ej, nie bój się, przecież nie musisz chodzić na patrole sama! W sumie... po tym jak zginął Jaśniejący Pazur wolałbym żeby nikt nie chodził sam na patrole... powinno się mieć ze sobą kogoś kto może pomóc w walce albo pobiec po wsparcie. A kocięta będą przecież bezpieczne w obozie. Żaden Wichrowy nie wejdzie przecież do obozu od tak sobie, niezatrzymany. Zwłaszcza że tam mógłby spotkać Czerwoną Gwiazdę! - Próbował rozpogodzić nieco atmosferę wzmianką o przywódczyni, która była sławna w jego rodzinie ze swoich wyczynów, między innymi, powalenia razem z dziadkiem borsuka, któremu nie dało przecież rady tyle kotów w historii klanu... a poza tym chciał ją uspokoić. Klan był po to żeby pomagać i bronić się nawzajem, czyż nie?
-A nawet jak zostaną już terminatorami, nie pójdą z nim jeśli będą wiedzieć że cię skrzywdził, gdyby go spotkały i chciał je namawiać. - Dodał. Widzisz Kukułko, nie ma się czego bać! Tylko że w świecie Burzowej Łapy to wszystko było takie proste... był kocurem, i w dodatku bardzo młodym, nie wiedział co czuje matka przeświadczona że coś może czyhać na jej kocięta.
Odwzajemnił uśmiech wojowniczki. Miał nadzieję, że czuła się trochę lepiej po tym jak to wszystko komuś powiedziała... tak samo jak on czuł się lepiej kiedy Kosowa pocieszyła go i zaopiekowała się nim po zniknięciu Jastrzębiej.
-Ale przecież nic nie zrobiłem! - Odpowiedział wesoło, lekko przekręcając łebek w bok, nie do końca świadomy za co mu dziękowała... ale i tak miło było słuchać jak ktoś ci dziękuję, więc uśmiech utrzymał się na jego pyszczku i wtedy kiedy wtuliła się w jego zmoczone, ale już trochę bardziej napuszone niż oklapłe od wody futerko. Jej było krótsze ale też przyjemne w dotyku, no i była ciepła, co nieco łagodziło efekt chłodzenia który łagodny wiatr wywoływał z powodu tego, że oba koty były przemoczone. Pewnie wojowniczce również zaczynało być chłodno i dlatego zadecydowała się przytulić! To był nawet dobry pomysł!
-Pewnie było miększe kiedy nie było całe w wodzie! - Zaśmiał się wesoło. Czyli Pliszka i tak miała okazję użyć jego futra jako legowiska w lepszej wersji!
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Co ona może wiedzieć co stanie się potem... Nie wie czy jej dzieci się jej posłuchają i faktycznie będą się trzymały zdała od kocura który ich spłodził. W końcu Pliszka jest taką małą buntownicą! Nie wiadomo jaka będzie jak stanie się terminatorką. Musi im powiedzieć po ich ceremoni mianowania... Przynajmniej będą wiedziały na kogo uważać. - Oby tak było Burzowa Łapo... - wypuściła powietrze z płuc zmęczona tym trudnym tematem dla wojowniczki.
Burzowa Łapa dużo zyskał w oczach wojowniczki. Był bardzo miły dla niej i chciał jej pomóc. Na pewno chciała jeszcze z nim kiedyś porozmawiać i spędzić miło czas. Obojętnie gdzie! Wojowniczce nie robiło to różnicy. Wszędzie można się dobrze bawić. Też miał bardzo ładny śmiech i kolor oczu który był podobny do koloru Kukułki. Taki kocur to skarb przecież!
Pokręciła uchem na kolejne słowa Terminatora. - Słuchałeś i chciałeś mnie pocieszyć. To dla mnie wiele Burzo. - powiedziała spokojnie nadal będąc w objęciach niebieskiego kocura.
Powoli się jednak odsuwała chociaż nie chciała za bardzo tego robić bo było jej przyjemnie. - Pewnie tak... To w takim razie moja córeczka ma więcej szczęścia i trafia na najlepsze leżanki. - zaśmiała się słodko. Owinęła ogon wokół swoich łap. - No dobrze... Wracamy. Pewnie Pliszka niedługo się obudzi i zacznie mnie szukać po całym obozie. Może kiedyś znowu porozmawiamy i gdzieś pójdziemy? Oczywiście jak będziesz chciał ja nie nalegam. - zaczęła powolutku wstawać i kierować się ku obozowi (oczywiście jak z nią pójdzie). W pewnej chwili zrobiła chyba najgorszy błąd. Popatrzyła się za długo na oczy kocura. Serce znowu jej szybko biło i wojowniczka była lekko skołowana... Zauroczyła się. Tak to jest jak jest się kochliwym. Najgorsza chyba wada Kukułki. Wariatka i tyle.
Gdy kocur bez większych problemów zgodził się iść. Wojowniczka lekko nieśmiało wróciła do obozu a następnie pokierowała swoje kroki do chruściaka. Minie jej to... Chyba.
/z.t BUM XDDD the end.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Kocur zdecydowanie wysoki i masywnej budowy, góruje gabarytami nad większością swoich współklanowiczów, za wyjątkiem tych najbardziej okazałych jak między innymi sama Czerwona Gwiazda czy jego bracia. Gęste długie futro o ciemno-szaro-niebieskim odcieniu potęguje to wrażenie. Jego głowa jest kanciasta, sprawiająca wrażenie trójkątnej w profilu, jednak jej ostre rysy są załagodzone przez łagodnie opadające za sprawą grawitacji długie futro na polikach i pod uszami. Same uszy są charakterystycznie długie, z pędzelkami na czubkach. Ma długie łapy, choć nie sprawiają one wrażenia patykowatych - wręcz przeciwnie można zauważyć delikatnie zaznaczone pod skórą silne mięśnie. Na palcach wszystkich czterech łap futro przybiera kolor biały, tak samo jak na górnej szczęce jego pyska, gdzie znaczenie zwęża się by zaniknąć między oliwkowo zielonymi oczyma kocura, oraz pod szyją, gdzie białe znaczenie uformowane jest w trójkąt, niczym kołnierzyk.
Odzyskał pogodny temperament - lubi się pośmiać, czy po prostu pobawić jak za dawnych czasów gdy był młodszy. Zupełnie mu nie przeszkadza spędzanie większej ilości czasu z podrostkami z chruśniaka i pomaganie od czasu do czasu matkom w zajmowaniu się nimi. Wie jednak kiedy należy być poważnym i że to co musi być zrobione dla klanu nie będzie czekać - pilnie więc wypełnia wszystkie obowiązki i wynosi z tego satysfakcję - choć trzeba przyznać, przy zgłaszaniu się na patrole wykazuje silną preferencję na polowania ponad patrole graniczne. Lubi zdecydowaną większość współklanowiczów i woli podchodzić do kotów przyjaźnie niż zakładać negatywne rzeczy na ich temat, jeśli jednak spotka się z nieuzasadnioną, jego zdaniem, wrogością do jego osoby, nie próbuje na siłę zmieniać opinii takiego kota - nie lubi się bowiem płaszczyć przed innymi. Jest pewny swojej wartości i dumny ze swojego pochodzenia (a w każdym razie tego o którym wie) - jednak, a także dlatego nie czuje potrzeby akcentowania swojej wyższości nad każdym kotem którego spotka - no chyba że ten kot jest z innego klanu, takim trzeba zawsze pokazać gdzie jest ich miejsce i że Klan Rzeki nie będzie sobie pozwalał pluć pod łapy. Nie czuje obecnie potrzeby głębszego poznawania kotów spoza rzeki czy przejmowania ich losem. Ważne jest dla niego aby koty z jego klanu żyły dobrze, na ile może im w tym pomóc. Ponadto, zaczyna budzić się w nim silna ambicja, aby dorównać tym kotom które najbardziej podziwia
Bogatka [S]
Słuchał i chciał pocieszyć... chyba każdy rzeczny kot by tak postąpił jeśli usłyszałby co się wydarzyło Kukułce. Ale i tak miło że dziękowała. Skinął jej głową, ciągle wesoło się uśmiechając, gdy zaproponowała żeby wracać. Lepiej żeby to kociątko znalazło swoją mamę w obozie, żeby jeszcze nie było że zacznie szukać jej poza nim!
-To dobry pomysł, lepiej jej nie martwić! - odpowiedział, podnosząc się na cztery łapy po tym jak Kukułka odsunęła się od jego boku i chłodny powiew znów obwiał w całości jego wilgotną sierść.
-Nie mam nic przeciwko. Było bardzo miło... i dawno się tak dobrze nie bawiłem! - Dodał z entuzjazmem w głosie. Ta wojna na wodę była świetna! Żeby tylko jeszcze woda szybciej wysychała z futra!
Wrócił za Kukułką do obozu, uśmiechając się lekko kiedy na niego spojrzała w którymś momencie marszu. Cieszył się że zyskał sobie w niej przyjaciela i że było z kim tak po prostu pohasać beztrosko po lesie, poza tymi wszystkimi obowiązkami - nie żeby na nie narzekał, bo polowanie ciągle uwielbiał!
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Pierwsza podróż.
Jako że trwałem w randze terminatora już dobre kilka księżycy, postanowiłem wreszcie odważyć się i wyjść poza obóz. Nie chciałem iść nie wiadomo jak daleko, z racji, że na treningu nie przerabiałem jeszcze walki. Może i było to dosyć lekkomyślne, ale przecież nie chciałem udać się na granicę. Tylko kot o pszczołach zamiast mózgu, nieumiejący się obronić ruszyłby tak daleko. W razie wypadku zawsze mogłem pędem ruszyć w stronę obozu.
Słońce dopiero co wznosiło się nad horyzont, otaczając powoli Rzeczny Klan cudownymi promieniami. Leżałem na wilgotnym posłaniu z mchu, gdy w pewnym momencie blask największej z gwiazd, przebijający się wśród licznych listków, wpadł wprost do mojej jamy, tym samym wręcz oślepiając mnie. Chrząknąłem coś niezrozumiałego pod nosem, przekręcając się na drugi bok i próbując choć jeszcze na chwilę, zasnąć. Jadnak nie udało mi się, dlatego wykrzywiający pysk w grymasie, otwarłem powoli zmęczone i niewyspane powieki. Oczywiście jak to zawsze było, gdy za długo popatrzysz się na jasną kulę, pojawiają ci się mroczki przed oczyma. Tak było i w tym przypadku. Chwila musiała minąć, zanim ponownie zacząłem widzieć wszystko dokładnie, bez tych ciemnych plam zasłaniających większą część obrazu przede mną. Przeciągnąłem się parę razy, by następnie nastroszone futro, ułożyć bardzo starannie, tak aby żadna kępka kłaków nie odstawała od reszty. Dopiero po porannej toalecie, zdecydowałem się, aby zejść, po szorstkiej korze. Wbijając ostrożnie pazury, powoli schodziłem coraz niżej, aż w końcu wylądowałem z gracją na ziemi. Napuszyłem futro, aby nadać mu nieco objętości. Wtedy także, dostrzegłem kogoś jeszcze, kto o dziwo już nie spał, bo jak dobrze wiemy Śliwka, teraz znana jako Śliwkowa Łapa, raczej do rannych ptaszków nie należała, a bardziej do tej licznej grupy wielkich śpiochów, które zapadają na długotrwały sen niczym obrzydliwe borsuki. Tylko te z kolei na inny rodzaj tego snu. Powolnym krokiem skierowałem się do czarno-białej by...mhm, nie bylem pewien co mnie podkusiło, ale zaproponować wspólne wyjście poza obóz. Może z czasem się to wyjaśni? Skoro oboje byliśmy terminatorami, a niewiele kotów mogło zauważyć, że opuszczamy Klan...to, czemu by nie skorzystać? Poranna rozgrzewka, przed treningiem, byłam dobrym pomysłem. Gdy kocica przyjęła moją propozycję nie do odrzucenia, nie uśmiechnąłem się, lecz w duchu można uznać, że co innego. Skinąłem więc łbem w jej kierunku, po czym powolnym krokiem skierowałem się w stronę wyjścia. Wtedy także, gdy pod łapami coraz więcej pojawiało się trawy, czułem, jak bardzo jest wilgotna i jak bardzo moczy, brudzi me nieskazitelnie czyste futro. Widocznie w nocy musiały wystąpić niewielkie opady. W każdym jednak razie nie bardzo się tym przejąłem.
- Śliwkowa Łapa... - mruknąłem niemrawo sam do siebie, po czym o wiele głośniej, tak by usłyszała mnie tylko Owocówka, rzekłem. - Jak sssię czujesz, będąc terminatorem? Wreszcie możesz wyjść z obozzzu, a nie ciągle w nim tkwić. - od ostatniego spotkania, zmieniłem nastawienie do tej terminatorki. Wydała mi się o wiele sympatyczniejsza i mniej narzucająca się niż za pierwszym razem. Oznaczało to, że w mych oczach powoli zasługiwała na coraz większy szacunek i sympatie. Ale to nie wszystko, co zmieniło się od tamtego czasu, bowiem gdyby nie patrzeć powoli przestawałem dzięki wielorazowym ćwiczeniom, hamować wydłużanie literki "z" uznając, że najwyższa pora, aby usunąć swoją wadę, która już do dłuższego czasu zaczynała mi przeszkadzać. A przecież nigdy nie jest na nic za późno, prawda? No i nie zapominajmy. Mimo że byłem na to okropnie zły, że to nie ja jako pierwszy z rodu Jastrzębiego Szponu nie zostałem wojownikiem, w dosłownie niewielkim stopniu cieszyłem się sukcesem brata. Burzowe Niebo...taki nowy przydomek otrzymał. I choć bardzo go kochałem, nie mogłem mu bez bicia przyznać gratulacji, a jeśli już, nie były one aż tak szczere, jakie chciałbym mu złożyć.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Kolejny raz, Śliwkowej Łapie zdarzyło się zasnąć nie w Zrośniętych Drzewach, a w Olchowych Kłączach. Samotni, którą upatrzyła sobie jeszcze za czasów kocięcia, a teraz wyłożyła ową norkę pod rozłożystą Olchą ciepłym i wygodnym mchem. Az wstyd z niej nie korzystać, tym bardziej na fakt, że lepiej było tam siedzieć i nie dać jej zająć takim gagatkom jak chociażby Kaczorek. Obudziła się znacznie wcześniej, niżeli to planowała - gryziona nieprzyjemnymi wyrzutami sumienia, dotyczącymi - a jakże! - spania w innym posłaniu, niż tym które było jej przeznaczone w legowisku terminatorów. Ziewnęła szeroko, przeciągając się an tyle ile mogła, by po chwili nastroszyć leniwie czarno-białe futerko i półprzytomnie zacząć poranną toaletę. Nie mogła przecież wyjść nawet tak wcześnie na obóz, z kawałkami mchu pod pachą czy ogonem. Jeszcze dwa księżyce temu, na pewno by się tym nie przejęła - w końcu była kociakiem! Było to w jakimś sensie dozwolone, chociaż źle świadczyło o Kosowej Pieśni. Wszak teraz, mając już rangę terminatorki, na takie perypetie nie mogła sobie pozwolić. Podczas układania futerka, nieco się rozbudziła jednak jeszcze większość bodźców do niej nie dochodziła. Myślami biegła nadal po lesie w pogoni za tłustą myszką, obdarzoną płetwami i rybim pyszczkiem. Takie rzeczy, jedynie w snach, ale...ciekawiło ja zestawienie smaków myszy i ryby. Może byłoby to dobre?
Zapomnij
Ostatecznie wyszła spod Wysokiej Olchy i oślepiona promieniami okrągłej, świecącej kuli, przymrużyła ślepia, parokrotnie nimi mrugając. Jaka to pora? Chyba bardzo wczesna, ponieważ obóz nie obfitował w koty, jak to zawsze miał w zwyczaju. Uniosła głowę i rozejrzała się, po czym leniwym krokiem, rozciągając jeszcze tyle łapy, ruszyła w kierunku stosu ze zwierzyną, by po dwóch uderzeniach serca zostać zatrzymaną przez - Sokolą Łapę! Uśmiechnęła się w jego kierunku pogodnie i ziewnęła cichutko. Nie była rannym ptaszkiem, gdyby nie jej sumienie, dalej by ganiała za myszo-rybą. Stan senności jednak nie utrzymał się długo, ponieważ usłyszała od powiedzmy że przyjaciela bardzo zaskakującą ofertę. Jaką zapytacie? Kocur zaproponował spacer poza obrębami obozu! Było to bardzo zaskakujące i czarno-biała Owocówka nigdy by się tego po kocurku nie spodziewała. Chociaż ostatnim razem również zaskoczył ją w pozytywny sposób, sam do niej podchodząc i proponując posiłek. Bez większego wahania skinęła łebkiem zgadzając się na tę małą podróż, od razu się wybudzając. Nim zdążyła się obejrzeć, u boku niebieskiego syna Jastrzębiego Szponu przekroczyła linię obozu i dotknęła chłodnej, a nawet mokrej trawy! Uniosła zdezorientowana jedną z łap i spojrzała na zmoczone futerko. Polizała na szybko białe futerko i doskoczyła do odchodzącego kocura. Tak jak mówiła jej mama - nie wyszła z obozu sama, a pod opieką starszego od niej Sokoła. Słysząc niewyraźnie wymamrotane, własne imię poruszyła uszami i skierowała wzrok na towarzysza, przekrzywiając nieznacznie łepek. Dopiero słysząc pytanie wyszczerzyła się nieznacznie i wypięła dumnie pierś. Zaważył! xx- Cudownie, naprawdę! Wiesz, Kosowa Pieśń pokazała mi granice i rzekę - pochwaliła się wesoło, po czym uniosła ogon i rozejrzała się, wciągając powietrze. Była tu, na pewno! - Siedzenie w obozie nie jest...wiesz no, złe. Jednak to miłe, wziąłeś że mnie na spacer. Gdzie idziemy? - dopytała, drepcząc u jego boku. Nie była już małym szkrabem, więc łatwiej było jej utrzymać kroku - lecz! Nadal musiała nieco truchtać.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Ryby
Owocówka zaskoczyła mnie dosyć pozytywnie, gdy spostrzegłem, a raczej usłyszałem, że ta coraz lepiej i ładniej składa zdania. Gdyby nie ostatnie przekręcenie poszczególnych słów i wstawienie ich w nieodpowiednie miejsca, byłoby świetnie. Można było rzec, że Śliwka mówiła już prawie, jak na terminatora przystało, z dobrą składnią i pełnymi zdaniami. - Już niedaleko. Pójdziemy nad rzekę. Nie chce wyruszać na granicę, czy gdziekolwiek indziej, ssskoro jesssteśmy jeszcze terminatorami. Poza tym przerabiałem jeszcze walki, a więc byłoby to dosssyć ryzykowne i nieprzemyślane. Tak to pójdziemy nad Wilgotne Ssskałki. - mruknąłem, spoglądając wprost w oczy towarzyszki. Miały one bardzo ładną barwę. Prawie taką samą jak moje. A skąd wiedziałem, ze idziemy nad Wilgotne Skalki? Z treningu, gdzie Ognistorpega pokazywała mi co nieco terenów.
Z racji, że Wilgotne Skałki były przy żwawszym tempie, dosłownie paręnaście uderzeń serca od obozu Rzecznego Klanu, było to idealne miejsce na pierwszą wycieczkę. A gdy tam oboje zawitaliśmy, spostrzegliśmy z pewnością ogromną rzekę, którą można było przepłynąć, ale również i mnóstwo większych skał, przez które można było przejść na druga stronę, nie musząc moczyć swoich łap i futra. O tej porze, to miejsce wydawało się naprawie urokliwe. Przebijające się przez korony licznych drzew promienie, odbijały się do wody, której mieniący się widok wręcz cieszył oko. Oprócz tego przejście na druga ze strony, porastały gdzieniegdzie samotne pałki wodne, tworząc magiczną, a zarazem tajemniczą otoczkę wokół tego miejsca i wystających ponad powierchnia wody głazów. Wskoczyłem na najbliższy z nich i najbardziej płaski. Szkoda tylko, że były on tak straszliwie zimny, a że jeszcze nie było aż tak ciepło, jak w górowaniu słońca, skała ta spowodowała nieprzyjemne uczucie chłodu pod łapami. Musiała wychłodzić się podczas deszczu i w czasie nocy. Cóż, po dłuższej chwili byłem już przyzwyczajony do niespodziewanej temperatury skały, przysiadłem na niej i dając znak ogonem, nakazałem, aby i biało-czarna terminatorka, usiadła koło mnie. Następnie owijając przedniełapy, niebieską kitą z białą końcówką, spojrzałem w spokojną taflę wody, powoli sunącej w jednym kierunku i ściśle się tego trzymając. Właśnie wtedy dostrzegłem poruszające się w wodzie ryby.
- Patrz...widzisz je? O tu, niedaleko brzegu. - zapytałem, nie odrywając wzroku od śluzowatych stworzeń. Moje źrenice zmniejszyły się do malutkich szparek. Widziałem je już na stosie, lecz nigdy wcześniej nie próbowałem je złowić. Tylko, no właśnie. Ja nawet nie potrafiłem łowić.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Koteczka skinęła ochoczo łebkiem, wyrażając tym samym zgodę na to w jakim kierunku idą. Wolała to po prostu wiedzieć, a nie dać się wyprowadzić w nieznane i potem zgubić. Las potrafi być bardzo niebezpieczny, a zarówno ona jak i Sokół nie potrafią walczyć. Byłoby to lekkomyślne! Chociaż wyprowadzenie jej w nieznane głębie Rzecznych terenów na pewno nie było w stylu Sokoła, który przed chwilą sam stwierdził, że odejście dalej, gdzieś bliżej granic byłoby krótko mówić - głupie! Wilgotne Skałki brzmiały dla niej dość znajomo, chociaż na nich nie była. Przyspieszyła nieco kroku, mocząc coraz bardziej futerko nie tylko na łapkach, ale i podbrzuszu. W momencie w którym Sokół skończył mówić, ta na momencik odwróciła wzrok, by po chwili nim wrócić i skrzyżować spojrzenia z Sokołem. Przeszedł ją delikatny dreszcz bowiem...kocur spoglądał w jej ślepia tak czujnie! Uśmiechnęła się delikatnie i poruszyła uszami na znak, że wszystko dokładnie przyswoiła i starając się dorównać terminatorowi zastępczyni kroku. W pewnym momencie nawet tak wystrzelił, że Owocówce z trudem przyszło nadrobić ledwo połowę jego trasy!
Co to ma znaczyć? Ja mam krótkie łapki, wracaj mi tu!
Wtedy też, kiedy już nadgoniła przed jej ślepiami pojawił się naprawdę urokliwy widok. Szeroka rzeka przepływała pomiędzy sporymi kamieniami, otoczona była bowiem drzewami o gęstych koronach delikatnie przepuszczających promienie wstającej, świecącej kuli, co tylko dodawało temu miejscu prawdziwej magii. Uśmiech nie schodził z pyszczka młodszej, czarno-białej terminatorki, kiedy rozglądając się chłonęła najmniejszy szczegół otoczenia. Nie umknął jej również fakt, że po drugiej stronie rosły pojedyncze pałeczki wodne, które aż kusiły by się nimi pobawić! Ale czy terminatorce wypada? Kiedy nad tym rozważała, kątem oka dojrzała że niebieski kształt wskakuje na jeden z bardziej płaskich głazów. Owym kształtem był Sokół, który dał jej po uderzeniu serca jasny sygnał, by do niego dołączyła. Nie zajęło je to dużo czasu, bo już po chwili zgrabnie wskoczyła i zasiadła u boku przyjaciela, wcześniej nieznacznie się krzywiąc. Ale ten głaz był zimny! Czyżby woda również taka była? xx- Na wyskakujące rybki, ale to zimne być -wymamrotała, po chwili jednak jakoś się usadawiając. Z owego miejsca miała zdecydowanie lepszy widok niż z dołu, chociaż...sporej różnicy w wysokościach tu nie było. Poruszyła zaskoczona uszami, wytrącona z zadumy, spojrzała na nachylającego się i wpatrującego w tafle wody niebieskiego kocura, samej spoglądając w tamtym kierunku z delikatnym uśmiechem - to, na co zwrócił uwagę syn Jastrząb , było rybami! Tylko żywymi...pływającymi jeszcze w wodzie, a nie leżącymi na stosie, gotowymi do zjedzenia. Uśmiechnęła się i pokiwała łebkiem na potwierdzenie, że również je zauważyła xx- Widze widze, umiesz polować? - zapytała zaciekawiona. Ona sama jedynie znała teorie dzięki Pustułce, z którą to się bawiła w udawanej kałuży, a za rybę służyła łapa pstrokatej. Poruszyła delikatnie koniuszkiem ogona i zmrużyła ślepia - Ja znać teorie. Uczyłam się z Pustułczym Wrzaskiem wiesz? Warto by...wy'róbować to hm?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Umiesz polować?
- Tak myślisz? Czekaj zarazzz sssprawdzę. - mruknąłem. Nie wydawało i się, że woda będzie równie zimna co skały, skoro cały czas promienie największej z gwiazd na nią padały. No, ale zaraz sprawdzimy. Nachyliłem się jeszcze mocniej, zbliżając coraz bliżej łapę, aż w pewnym momencie poczułem, jak moja poplamiona bielą łapa, zatapia się wśród klarownej cieczy. Woda, cóż nie była najzimniejsza, ale też do najcieplejszych w tej chwili nie należała. - Nie, nie jessst zimna, w sssensssie... - nie dokończyłem, bowiem na ułamek sekundy straciłem równowagę, przez co serce niemalże od razu zaczęło mi szybciej bić. A co wiąże się z niewielką paniką, natychmiastowo wciągnąłem łapę, płosząc niewielką ławicę ryb na różne strony. - Na osssty i ciernie..uh...chciałem tylko powiedzieć, że nie jest ani zzza zimna, ani zzza ciepła. - burknąłem niezadowolony z faktu, że wypłoszyłem co do jednej sztuki, ale to nie była przecież moja wina. Gdyby nie to, że z niewiadomych mi przyczyn straciłem stabilne położenie, wszystko byłoby okey.
- Nie, nie umiem. - odchrząknąłem na samym początku, dalej nie wykazując, chociaż najmniejszego zadowolenia z obecnej sytuacji. W sumie jakby nie patrzeć, szybkie wyciągnięcie łapy było zdecydowanie lepsze, niż wpadnięcie całemu po czubek nosa do wody, no nie? Mimo wszystko, zastrzygłem zainteresowany uchem i ponownie pozwoliłem, aby mój wzrok skrzyżował się ze wzrokiem Śliwki, ładnym wzrokiem Śliwki. I gdy na języku już cisnęło mi się pytanie "a ty umiesz?", Owocówka pomyślała za mnie prędzej, mówiąc, co wie. - Opowiedz mi tę teorię, a zzzobaczymy. Nic nie zaszkodzi ssspróbować, jeśli jakaś przypłynie, ale będziemy musssieli pewno chwile poczekać.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Córka Kosowej Pieśni z zaciekawieniem przejechała wzrokiem po płynącej równym tempem rzece, ciągnącej po swoim dnie różne drobne kamyczki czy opadłe liście. Na słowa Sokoła nieznacznie się poruszyła i zastrzygła uszami. Obserwowała go uważnie, jak coraz bardziej się nachyla w kierunku zimnej tafli, A....przynajmniej tak jej się wydawało, że była zimna. Nie spuszczała wzroku z białej łapy kocurka, jakby oczekując reakcji na zetknięcie z powierzchnią wody no i się doczekała. Uśmiechnęła się uroczo i powoli wyprostowała. xx- Tio dobrzeee.....SOKÓŁ!- pisnęła przestraszona, kiedy nagle niebieski zachwiał się i gwałtownie odsunął łapę, zupełnie tak, jakby zaraz miał spaść prosto do mknącej leniwie cieczy. Nim jednak zdążyła chociażby go chwycić, ten stał już stabilnie, mamrocząc coś do końca.
Prawie zawału dostałam! Co to ma znaczyć??
Wypuściła cichutko powietrze i pokręciła delikatnie łebkiem, a po chwili grymas strachu i zmartwienia zamienił się w lekko rozbawiony. xx- Głupi futrzak! Nie rób tak więcej - miauknęła w jego kierunku i zerknęła na uciekające w popłochu rybki. Cóż, łatwy cel zwiał, jednak jest nadzieja! Na pewno większa, niżeli gdyby syn Jastrzębiego Szponu wpadł cały do rzeki. Wtedy to chyba każda ryba w promieniu kilkunastu długości lisa by się gdzieś ukryła i prawdopodobieństwo złowienia wynosiłoby mniej niż zero. Dotknęła delikatnie boku kocura, by go jakkolwiek pocieszyć. Oj przecież nie wszystko jest stracone! - Nie przejmować się, wrócić ryby na pewno - miauknęła pogodnie i spojrzała w ślepia swojemu rozmówcy, by dodać mu więcej pewności siebie, a kiedy to zrobiła, odwróciła wzrok i przycupnęła na kamieniu. No dobrze, nie może popełnić tego samego błędu do Sokół - nie może stracić równowagi i wpaść do wody. Raz, podczas chęci ochlapania Burzyka, za mocno się zachwiała i umoczyła futerko w kałuży Tu...było pewnie zdecydowanie głębiej niż w kałuży, dlatego wolała nie ryzykować. Dopiero na słowa o podzieleniu się nabytą wiedzą, czarno-biała Głogówna wyprostowała się, siadając nieco bliżej kocura. Dlaczego? A jak biedak znowu się zachwieje? Tym razem trzeba będzie go łapać!
Nie ośmieszaj się, prędzej razem wpadniecie, niż ty go podciągniesz!
Odchrząknęła cicho i uniosła łapę, wskazując nią na wodę. Lekcje czas zacząć! xx- Pustułczy Wrzask powiedziała, że nie można rzucać cień na wodę. Potem wsuwasz łapę z pazury wysunięte w woda i czekać ryba aż podpłynie - zakomunikowała i poruszyła wibrysami, chwile milcząc. Czy to aby na pewno było tak? O jeszcze jedno! Może niezbyt ważne, ale na pewno pomaga się skoncentrować - O i zamknij oczy! Podobno to..no mi pomogło - wymruczała i zerknęła na wodę z lekko zmarszczonym noskiem. Ale nim wypróbują ową teorie, warto byłoby poczekać aż ich zdobycz wróci. Owocówka delikatnie się nachyliła i wyciągnęła łapę odzianą w białą skarpetkę, delikatnie dotykając wody, a potem szybko ją cofając i zlizując z niej pozostała na sierści ciecz. Faktycznie...ni to zimna ni ciepła, jak mówił zielonooki! Teraz...tylko czekać i modlić się do Gwiezdnego Klanu, by żadne z nich do tej wody nie wpadło!
Jednemu to się już prawie udało
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Głupi...futrzak?
Pisk Śliwki na pewno nic więcej nie pomógł, a jeszcze skuteczniej wypłoszył poukrywane między zaroślami łuskowate stworzenia. Można było tylko pogratulować Owocówce, pomysłu. Choć z drugiej strony...jakby przejęła się tym, że mógł wpaść do wody. Cóż, nic więcej nie dodałem, lecz zmierzyłem ją lekko nieprzyjemnym wzrokiem jasnozielonych ślepi. Skoro lekkie poruszenie wody mogło wypłoszyć ławice, to piski i krzyki tym bardziej. Poprawiłem się na zaskakująco zimnej skale, przylizując futro na piersi, po czym zastrzygłem uchem, słysząc jej odpowiedź. Głupi...futrzak? Ej, ej, ej chyba trochę się nam Śliwkowa Łapa zagalopowała.
- Po pierwsze. Nie mów do mnie głupi futrzak, jasssne? Bo w porównaniu do innych nie mam pszczół zamiassst mózzzgu.... A po drugie...myślisz, że zrobiłem to ssspecjalnie? - zapytałem, unosząc w gore jedną z kocich brwi. Miałem nadzieję, że jednak Owocówka miała coś więcej w głowie niż samą wodę, bo jeżeli myślała wręcz przeciwnie, nie wiedziałem, czy to spotkanie miało jakiś większy sens. Skoro chciałem spróbować coś złowić, to po co miałbym je straszyć?
Później jedna stało się coś, czego wcale się nie spodziewałem. Czarno-biała terminatorka przysiadła się bliżej mnie, zdecydowanie naruszając moją przestrzeń osobistą. Spojrzałem na nią kątem oka, po czym odsunąłem się odrobinę w przeciwną stronę, a żeby zachować między nami pewien...dystans. W każdym jednak razie wsłuchałem się w jej słowa, a raczej słowa Pustułczego Wrzasku, która przekazała tę wiedzę koteczce, siedzącej teraz po jednej z moich stron. Wyszło na to, że polowanie na ryby nie było wcale takie trudne. Zanurzenie łapy z wyciągniętymi pazurami, nierzucanie cienia na wodę i zamkniecie oczu...tylko jeszcze czegoś mi tu brakowało. Jak mam wyłowić rybę z wody, skoro widzieliśmy już, jak szybko potrafią odpłynąć?
- Czy Pussstułczy Wrzasssk, mówiła ci coś o wyławianiu? Jak mam uśmiercić rybę, ssskoro sssami widzieliśmy, jak szybkie potrafią być? Jak nie, będziemy sssami próbować, ale lepiej dla nasss, jeśli wiesz. Będzie więcej ryb na ssstosss. - mruknął, by po chwili dodać coś jeszcze. - Lubisz ryby? Bo mnie jakoś nigdy do nich nie ciągnęło. Zzzawsze te łuski...śluz jakoś mnie odrzucały od nich. - wykrzywiłem lekko pysk w grymasie.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Kotka poruszyła z rozbawieniem wąsami i nieznacznie wywróciła ślepiami nie komentując obruszającego się tym jednym sformułowaniem kocura. Nawet cicho zachichotała, widząc jak ten unosi brwi na słowa o głupim futrzaku. Nie było to, bron Gwiezdny Klanie, użyte po to by go obrazić a jedynie Śliweczka rzuciła tym w sposób przyjazny. Najwyraźniej Sokola Łapa tak tego nie odebrał, na co po chwili schyliła głowę z przepraszającym spojrzeniem, które potem wbiła z powrotem w wodę. Tafla już się wygładziła, jednak pod nią nie było widać żadnych poruszających się kształtów.
Skutecznie wypłoszone, nie pojawią się pewnie przez następny księżyc!
Czarno-biała nieznacznie się skrzywiła i westchnęła. Cóż, czasem się zdarza! Nie na każdym polowaniu od razu za pierwszym podejściem ryby same wskakują w łapy, prawda? Tym bardziej, że żadne z nich nie próbowało polować na prawdziwą zwierzynę - Śliwka mogła się poszczycić jedynie upolowaną, kocia łapą i ogonem swojej matki. To raczej nic wielkiego, jednak...douczanie się u boku przyjaciela brzmiało bardzo kusząco. Nawet jak ten przyjaciel jest nerwusem nie łapiącym przyjaznych docinek - frajda ze wspólnego wyjścia nie może się tak szybko zatrzeć. Nie umknęło Owocówce to, że kocur się od niej odsunął, na co nieznacznie poruszyła uszami, z powrotem wracając wzrokiem na niebieskiego terminatora Ognistopręgiej. Cóż, najwyraźniej nie potrzebuje już większej opieki, dlatego na ten ruch jedynie się uśmiechnęła. Zresztą! Opieka ze strony młodszej również musiała go nieco dźgnąć. Tym bardziej, że chwile wcześniej prawie się przed nią skompromitował, chwiejąc się na płaskim kamieniu, gotowy by zaraz wpaść do wody i zmoczyć futro. Wprawdzie to nie jakaś okrutna kara dla kota Klanu Rzeki, ale na pewno niezbyt przyjemna. Słysząc pytanie, zamyśliła się przypominając sobie każde słowo ze strony teraz już wojowniczki. Szylkretka na pewno mówiła coś o szybkim wyłowieniu. Czarny ogonek delikatnie drgnął, a trzecia córka Głogowego Cienia z uśmiechem skinęła głową xx- Jak coś poczujesz, to jak najszybciej wyrzuć na powierzchnie - miauknęła i chwile się zastanowiła. Brzmiało to banalnie, tylko czy będą mieli tyle siły, by po tkwieniu w bezruchu nagle i szybko poruszyć łapą, wywalając na brzeg jakąś rybę? Skoro inni wojownicy jakoś to robią...czemu im miałoby się nie udać? xx- A tyle pr'ynajmniej pamiętać. Coś jak będziemy próba - odparła i już miała zacząć pierwsze próby, ba! Nawet znów przywarła do głazu, gotowa na wyciągnięcie łapy przed siebie i wsunięcie jej do wody, kiedy to zielonooki zadał pytanie. Na czarno-białym pyszczku Owocówki pojawił się szeroki uśmiech. Głupie pytanie! Oczywiście że lubiła ryby. To był jej ulubiony rodzaj posiłku! Może dlatego, że ryba była jej pierwszym stałym posiłkiem? Do tego dobrze to wspomina, bo zjadła ją w towarzystwie ojca, a go trudno czasem dojrzeć w obozie. Nie przeszkadzały jej łuski - bowiem skutecznie je usuwała, a śluz? Drugorzędna sprawa! Wszystko da się przecierpieć, by w końcu móc cieszyć się świeżym mięskiem z wnętrza ryby. To zdecydowanie jest tego warte. xx- Bardzo lubię. Są pyszne! Mam sentyment do nich, bo jeść pierwsza z tatą
Nie jestem do końca pewna, czy cokolwiek uda wam się złowić..żadne z was tego nawet w praktyce nie próbowało!
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Polowanie czas zacząć.
Nie odpowiedziała mi nic na sformułowanie, którego w moim towarzystwie nie powinna wypowiadać. Cóż byłem...no nie ukrywajmy, specyficznym kotem. Wiele rzeczy mogło mnie od razu zdenerwować, a zwykłe "przyjacielskie" docinki, spowodować u mnie negatywne odczucia, charakteryzujące się naburmuszonym pyskiem i biciem ze złości ogonem o ziemię. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, abym ryknął z tego powodu na kogoś, lecz któż wie, czy kiedyś to nie będzie miało miejsca?
Jak widać Śliwkowa Łapa dużo wyniosła z rozmowy z Pustułczym Wrzaskiem, bowiem niemalże od razu odpowiedziała na nurtujące mnie pytanie. "Jak najszybciej wyrzuć na powierzchnie" czyli w ten sposób. W pierwszej chwili nie wydawało się to specjalnie trudne, lecz jak to wyjdzie w praktyce? Zaraz zobaczymy. Kiwnąłem w jej stronę głową, gdy zakończyła swój krótki wywód, po czym przywarłem ciałem do skały, przez co już nie tylko przez łapy odczuwałem chłód, lecz także i brzuch. Świdrowałem wzrokiem po uspokojonej tafli wody, gdy o moje uszy obił się ponownie głos czarno-bialej terminatorki. Ah, tak? Skoro była to jej ulubiona zwierzyna, to musiałaby ona dobra..choć kto wie czy to nie zostało to spowodowane głównie faktem, że wiązała z tym łuskowatym stworzeniem sentyment z ojcem? W każdym jednak razie więcej się już nie odzywając, ponownie skierowałem wzrok na gładką powierzchnię, klarownej cieczy, poruszającej się strasznie ociężale. Mówiąc, krótkie "zaczekaj, spróbuje pierwszy" w stronę Owocówki, poprawiłem się ostatni raz na skale i zanurzyłem powoli łapę, uprzednio wyciągając z białych opuszków pazury i ustawiając się w taki sposób, aby Cień był jak najmniej rzucany na wodę, zamknąłem oczy. Było...to dosyć dziwne i niecodzienne polować z zamkniętymi oczyma, ale skoro to miało mi w jakiś tam sposób pomóc, co cóż, mogłem to przecierpieć. Teraz tylko wystarczył spokój, opanowanie i cierpliwe czekanie aż coś podpłynie, czego w pewnym momencie mogło mi zabraknąć.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Nie zdziwiły ją słowa kocura, który jako pierwszy wyrwał się do próby upolowania rybek. Powoli, bezszelestnie powróciła do pozycji siedzącej, obserwując przy tym jak Sokół powoli wysuwa pazurki i wsuwa łapę do wody, zamykając przy tym ślepia. Uśmiechnęła się na ten widok z zadowoleniem i poczuła rosnącą w środku satysfakcje. Zapamiętała z rozmowy z Pustułką wszystko, co mogłoby jej się przydać - a teraz podzieliła się tym z terminatorem zastępczyni, gdzie ten jej zaufał i właśnie próbował wykorzystać przekazane informacje. Czy to nie było cudowne? W każdym razie, usiadła wygodnie, owijając łapy krótszym, czarnym ogonkiem i poruszyła uszami obserwując teraz wodę - może ryby za chwile podpłyną i niebieski nie będzie musiał strasznie długo czekać? Oby! Śliweczka nie widziała go jako cierpliwego łowce, zdolnego do czekania za ofiarą wiele uderzeń serca. Na samą myśl ponownego widoku zdenerwowanego na samego siebie sokoła zaśmiała się cichutko pod nosem i uniosła wzrok zielonych oczu na rozciągający się przed nią piękny widok. Woda leniwie nadal płynęła w tą samą stronę, wiatr nieznacznie poruszał pałeczkami wodnymi o trzcinami, rosnącymi po drugiej stronie. Miejsce to było wręcz...magiczne? Tak, słońce powoli poruszało się po niebie, nadal rzucając na dwójkę siedzących terminatorów promienie ciepłego słońca, pieszczące ich grzbiety. Oj jak Śliweczka to bardzo lubiła! Najlepiej to by się tu rozłożyła, jednak jedna rzecz, albo nawet dwie ją przed tym hamowały - zimny głaz oraz skupiony na polowaniu Sokół.
Urwałby ci uszy, gdybyś mu przeszkodziła!
Westchnęła z uśmiechem, po czym przymknęła oczy i oczekiwała w milczeniu rezultatów pierwszej próby polowania ze strony kocura. Może potem dzięki temu zabłyśnie na treningu? Byłoby to bardzo na korzyść syna Jastrzębiego Szponu! Samej Śliwkowej Łapie również się to przyda, by potem udowodnić Kosowej Pieśni o tym, że udoskonaliła nabyte wiadomości teoretyczne.
No ale teraz zobaczymy czy zrzędzie się uda
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Dzień był spokojny, ale Grzmiąca Rzeka nawet tutaj miała dość porywisty nurt. Woda poruszała łapą, którą Sokola Łapa zanurzył w wodzie, ale kocur nie mógł wyczuć nic więcej. Zapowiadało się na to, że przyda mu się trochę cierpliwości.
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Nic...
Polowania się zaczęło z marnym początkiem, bowiem w momencie, w którym moja łapa zetknęła się z mokrą powierzchnią, zatapiając się w niej całkowicie, nic...kompletnie żadnego nawet najmniejszego poruszenia, jakiegoś przepłynięcia obok. Nic nie poczułem, jakby przez moją wpadkę wszystkie te chole**e ryby wyparowały ot, tak. Jedynie moja własna łapa bujała się spokojnie, wprawiona w ruch przez nurt rzeki. Chrzaknąłem cicho, zaciskając mocniej oczy, marszcząc nos i uchylając lekko wargi, aby obnażyć odrobinę białe kły. Nie miałem cierpliwości do takich rzeczy i doskonale o tym wiedziałem. Coś albo miało być zaraz, albo najlepiej w ogóle, tak więc z trudem powstrzymałem się od wyciągnięcia łapy i dania możliwości wykazania się Śliwce. Być może, moja własna duma nakazała mi sterczenie jak kołek i oczekiwanie na jakiś gwiezdny cud. Przecież nie mogłem się tak szybko poddać głównie przez obecność Śliwki..
- Dlaczego nic nie chce do mnie podpłynąć. - syknąłem w kierunku Śliwki nie otwierając oczu i nadal trwając w tej samej pozycji i z tym samym grymasem na niebieskim licu, co wcześniej. Poruszyłem nerwowo koniuszkiem ogona i czekałem. Jeśli tak będzie wyglądało moje przyszłościowe polowanie na gryzonie, ptaki i te obślizgłe ryby, cóż, czuje, że w większości przypadków będzie kończyło się fiaskiem.