Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Wara jest rzeczą bardzo ważną, jednak...Czy to w ogóle możliwe, aby Śliwka pozbyła się swojej nieśmiałości tak szybko jak Kałuża by chciał? Czuła się w jego towarzystwie coraz swobodniej, jednak dalej z tyłu jej głowy pojawiały się wykrzykniki ostrzegające ją przed niektórymi ruchami czy zachowaniami. W końcu w każdej chwili mógł zjawić się tutaj Sokół zaalarmowany brakiem Owocówki w obozie. I co wtedy? Jak się wytłumaczy? Co powie? Nie miała zielonego pojęcia! Tym razem była w o tyle dobrej sytuacji, że Kałużowa Łapa był z jej klanu i...Kocur nie mógłby znów uderzyć w nią z punktu "kot z innego klanu". To jednak nie sprawiało, że Śliwkowa Pestka czuła się na tyle pewnie aby bez zająknięcia rozmawiać z rudym kocurem i...Możliwie dłużej utrzymać z nim kontakt wzrokowy. To było już troszkę ponad jej umiejętnościami. Co ona poradzi, że tak topornie przychodziły jej kontakty z kocurami? Na jego słowa o wspólnej nauce pływania, zamrugała i pokiwała delikatnie łebkiem z pogodnym uśmiechem, chociaż jej serce zabiło nieco szybciej ze stresu. Dobra pływaczka pod łapą... xx— Jasne! T-tylko się przypomnij, d-dobrze? — miauknęła spokojnie i trzepnęła delikatnie ogonem po czym cicho się zaśmiała. A tam z niej dobra pływaczka! Właściwie to...Cóż, pływała dość przeciętnie. Już chciała wyprowadzić Kałużową Łapę z błędu, ale nim zdołała się pozbierać i poukładać zdania w głowie na tyle, aby móc je wypowiedzieć; kocurek już odpowiedział na jej poprzednie słowa odnośnie strachu i dwunożnych. Dlatego też grzecznie zamknęła mordkę, uśmiechnęła się i z zainteresowaniem słuchała co miał do powiedzenia. Z każdym słowem otwierała oczy szerzej z zaskoczenia! Jak to się nie bał? Również przysiadła z delikatnym wahaniem obok kocurka i przekrzywiła krągły łepek z szeroko otwartymi oczami i postawionymi uszami. Musiała przyznać, że... Poczuła w jego kierunku swojego rodzaju respekt. W końcu przeżył spotkanie z łysymi stworzeniami i udało mu się wrócić do Klanu! To...ogromne dokonanie. Tym bardziej, że jak powiedział nawet nie bał się dwunogów! Jakby Śliwce przyszło z nimi zadzierać, najpewniej podkuliłaby pod siebie ogon z przerażenia i zastygła w miejscu nie mogąc się ruszyć. Najwyraźniej Kałużowa Łapa był od niej bardziej odważny. Jak...chyba każdy inny kot, oprócz Śliwkowej Pestki. Aby ta porzuciła nieśmiałą płachtę musi wydarzyć się coś złego. Muszą targać nią emocje i adrenalina, bo wtedy zapomina, że się jąka i, że powinna się bać. Niestety, nie każde emocje sprawiają podskok adrenaliny. Wystarczy podniesiony ton i Owocówka może się rozpłakać, spanikować i zamknąć w sobie na dobre ulegając swojemu rozmówcy. Wystarczy... Chwila. — Ojej! Chciałabym być taka odważna j-jak ty i się ich nie bać... — westchnęła cichutko i delikatnie przesunęła łapą po zmarzniętej i pożółkłej trawie. Tak na co dzień jest tchórzem, bojącym się walczyć o własne zdanie. Cóż, już taką naturą została obdarowana i nic na to nie może poradzić. Zakodowała sobie wszystkie informacje o dwunożnych jakie podał jej kocur i skinęła mu delikatnie łebkiem na potwierdzenie, że nadal go słucha. Następnie rozmowa poszła w kierunku pytania - a właściwie to reakcji na wypowiedzianą przez nią odpowiedź w postaci ulubionego koloru. Uśmiechnęła się łagodnie i coraz łatwiej przychodziło jej szczerze spoglądać na wesoły pyszczek swojego rozmówcy. Ta rozmowa była...naprawdę dobra. Podobała jej się i...Stres mimowolnie z niej schodził. Postępy! xx— Mó-mój brat dobrze zna się na kwiatach. P-pomyślałam, że inne kocury również. — miauknęła ze słyszalnym rozbawieniem na pytające stwierdzenie o stokrotkach. Jej dobre samopoczucie nie trwało jednak zbyt długo, bowiem po chwili przyjemnej ciszy, rudy pręgus dźwignął się na tyczkowatych łapach i...Podszedł niebezpiecznie blisko niej. Uniosła brwi zaskoczona i kiedy ten przyjaźnie szturchnął ją w bark; pisnęła zaskoczona. Przez jej ciało przeszły dreszcze i delikatnie się nastroszyła, przed kilka szybkich uderzeń serca niezbyt wiedząc co się stało. Podniosła się sztywno i czując jak ciepło pali jej uszy położyła je na moment po sobie i zestresowana rozejrzała się wokół. Powrót, powrót, powrót! Tak, im szybciej w obozie i w legowisku tym dla Głogówny lepiej. Przełknęła ciężko ślinę i westchnęła drżąco, po czym zapewniła kocurka spojrzeniem, że wszystko dobrze i uspokoiła się. Co...z nią nie tak? Po chwili kotka do niego dołączyła i powoli wracała do normy odpowiadając i zadając krótkie, proste pytania. O-oh, ale ile stresu ją to kosztowało!
[zt, uwu, nic się nie stało! Może kiedyś jeszcze uda się wziąć sesje!]
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Ostatnie spotkanie jakie miała szczęście mieć z Sokolą Łapą skończyło się...dziwnie. Dopiero po tym jak kocurek poszedł i została sama w akompaniamencie własnych szlochów zrozumiała co tak naprawdę do niego powiedziała i co mu zaproponowała. Głupia! Sama nie wiedziała co ją do tego podkusiło. Przecież...Dlaczego? Głowiła się nad tym kilka wschodów słońca. Okropnie również obawiała się, że niebieski mógłby to przypadkiem usłyszeć i obrazić się jeszcze bardziej! Może dlatego kotce przyszło nieco unikać wzroku syna Jastrzębiego Szponu? Nic jednak nie wskazywało na to, aby ten jakkolwiek był na nią dalej zły. Ba! Na niedawno odbytej ceremonii jak gdyby nigdy nic podszedł do niej i przysiadł obok. Był to jednoznaczny znak; albo nie był zły, albo zwyczajnie nie pamiętał tej głupotki strzelonej w jego kierunku przez Owocówkę. Co gorsza, kotka nie za bardzo wiedziała jak powinna się w tym momencie czuć. Wiedziała, że nie powinna tego mówić, ale myśl, że kocur mógłby to od tak zignorować i zapomnieć mocno ją zabolała. W końcu była to naprawdę...głęboka propozycja? Jak na...przyjaciół oczywiście! Czarno-biała niezbyt znała się na dobrych relacjach. Nie miała wielu znajomych i przyjaciół przez własne wycofanie w najlepszym wieku do poznawania przyjaciół na całe życie. Ten etap Głogówna ominęła z własnej woli. No...i woli Gwiezdnego Klanu, który obarczył ją okropnie trudną wadą wymowy. Teraz ta jednak faktycznie zanikła i pojawiała się jedynie w chwilach silnego stresu, a tak to jedynie pod postacią jąkania; co...Przyszło jej właściwie z wiekiem przez trudną kłótnie z niebieskim terminatorem. Stopniowo jednak sobie radziła i ponownie wychodziła na prostą! Po odbyciu choroby poprawiła swoją kondycje częstymi patrolami, polowaniami i regularnymi treningami z Kapustką i Pająk na zmianę. Można powiedzieć, że ponownie wskoczyła do męczącej rutyny i coraz częściej wyglądała na zmęczoną. Nic nie mogła jednak na to poradzić! W każdym razie zaraz po końcu ceremonii obiecała Sokolej Łapie spacer, który...Powinna dotrzymać. Dawno nigdzie razem nie poszli przez..kilka czynników. Padło na Wilgotne Skałki. A przynajmniej Śliwka planowała tam się przejść. Miała z tym miejscem mimo wszystko dość przyjemne wspomnienia. Po odbytej rozmowie z Szarotkową Łapą, już nieco spokojna Śliwka złapała Sokoła w obozie dwa wschody słońca po ceremonii i razem go opuścili kierując kroki w stronę własnie Wilgotnych Skałek. W drodze przez Błyszczące Głazy, czarno-biała milczała i dopiero w połowie zabrała głos. xx— Ł-ładnie dzisiaj, prawda? Całkiem...ciepło...
/Sokola Łapa!
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Kiedy Głogówna zastanawiała się nad zaistniałą sytuacją podczas ich ostatniego spotkania, podczas którego doszło do niespodziewanego wybuchu syna Jastrzębi; Sokół zastanawiał się nad równie niespodziewanym zdaniem, które padło z pyska czarno-białej. "Masz mnie, ja mogę być dla ciebie rodziną! Tylko pozwól mi się..."Pozwól mi co? Tak, kocur słynął ze swej spostrzegawczości, jak i bardzo dobrego słuchu. Nic więc dziwnego, że nawet podczas gniewu na cały świat, był w stanie usłyszeć te słowa. Tylko że...nie miał ochoty wtedy o tym rozmawiać, aż do czasu, gdy na spokojnie nie przemyślał, nie przeanalizował każdego słowa po kolei.... Śliwce wciąż wydawało się, że jest na nią zły...lecz było to kłamstwo. Prawdą jednak było, że chodził zadumany, jakby cały czas cos analizując. Nawet nie pamiętał o tym upuście emocji. Mały nic nieznaczący występek. Ot wielka mi rzecz. Dlatego też dziwiło go zachowanie Śliwkowej Pestki, która za każdym razem, kiedy spojrzał chłodnymi ślepiami w jej zielono-żółte błyszczące oczy, unikała jego wzroku, jakby bojąc się go. Czyżby miało to związek z tym, co powiedziała? Wstydziła się tego? Niemniej to niebieski postanowił jako pierwszy przełamać lody, a najlepszym miejscem była na to ceremonia, podczas której dosiadł się do wojowniczki i jak gdyby nigdy nic, spędził ten czas przy jej boku, przy okazji wymieniając z nią kilka zdań.
Tego dnia jednak Śliwka podeszła do niego sama z propozycją spaceru. Właściwie dawno nigdzie ze sobą nie byli, toteż kocur z przyjemnością się na niego udał. A poza tym miał też pytanie, dręczące pytanie, na które koniecznie musiał poznać odpowiedź, a to była idealna okazja. Majtnął więc delikatnie lejącym się ogonem, po czym powstał z siadu i wraz z kotką u boku wynurzył się z bezpiecznego obozu Klanu Rzeki. Szli przez dłuższą chwilę w milczeniu, gdy nagle melodyjny głos Pestki ozwał się, na co delikatnie zastrzygł uchem. XX-Ano racja. - rzekł po chwili swoim niskim gardłowym głosem, jednocześnie rozglądając się wokół. Zdecydowanie inaczej zapamiętał Porę Nagich Drzew. - Inaczej zapamiętałem tę całą Porę Nagich Drzew. - burknął, obnażając nieco prawy kieł oraz strzepując ogonem. Właściwie to nie wiedział, dokąd idą, gdyż tym razem to Owocówka postanowiła przejąć mapę i zostać przewodnikiem. Jakoś szczególnie nie przeszkadzało mu to. Póki co również nie pytał...gdyż czekał na odpowiedni do tego moment.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Śliwkowa Pestka wolała nawet nie myśleć o tym co palnęła wtedy w emocjach. Okropnie się tego wstydziła i szczerze powiedziawszy nie wiedziałaby co powiedzieć, jakby Sokół jednak nie wyszedł a został i zaczął ją o to wypytywać. Co miała oznaczać propozycja zostania dla niego rodziną? Czy ona naprawdę myślała o nim w takich kategoriach? Takich?! Byli przyjaciółmi a czarno-biała miała sobie wybić ze łba miłosne uniesienia po tym, jak kocur ją ranił przez nieporozumienie. Wszystko jednak szlag jasny trafił, jak niebiesko-biały zaczął się otwierać i samozaparcie Owocówki stopniało, sprawiając, że nagle zapomniała o swoim postanowieniu i proszę! Palnęła głupotę. Jak dobrze, że syn Jastrzębicy najpewniej w ogóle jej nie usłyszał przez burzę wielu, negatywnych emocji. Znowu ją zostawił, kiedy ta nie wiedząc co zrobiła nie tak, oddała się cichemu szlochaniu. Nic nowego, właściwie to zdołała się przyzwyczaić. Była to dla niej norma. Kocur był obok, rozmawiał, ta powiedziała coś nie tak; to ten unosił się i odchodził. Innym kotkom na pewno by to przeszkadzało, jednak Śliwkowa Pestka...Ona się przyzwyczaiła. Nie mogła powiedzieć, że jej to odpowiadało, bo tak nie było - za każdym razem uderzało to w nią z niewyobrażalną siłą, jednak...Szło się przyzwyczaić. Naprawdę! Niekiedy podczas zauroczenia czy miłości różne, głupie rzeczy. Jedną z takich było to, że pomimo bycia ranionym, czarno-biała milczała i dalej się uśmiechała w niewinny i spokojny sposób. Chciała to zatuszować, bowiem...No cóż, nie chciała robić niepotrzebnych problemów. Jak dobrze więc, że trzecia córka Głogowego Cienia nie miała umiejętności czytania w myślach kocura. Jakby umiała - najpewniej już zaczęłaby panikować a może i nawet by się popłakała? O tak. Najłatwiej było jej żyć w słodkiej i naiwnej pewności, że kocur ominął i odepchnął od siebie jej słowa. Bo czemu miałby je zapamiętać i usłyszeć? No własnie! No właśnie... xx— O — westchnęła zaskoczona i zamrugała oczami, przekrzywiając łepek delikatnie i nieznacznie unosząc brew, kiedy skierowała zielone ślepia prosto na idącego obok kocura. — A...jak zapamiętałeś? — ośmieliła się zapytać, dalej prowadząc i wytyczając trasą. Tutaj nieco pozwoliła sobie na dominacje. Nauczyła się tego podczas treningu! A właściwie to treningów. Srocza Łapa i Pajęcza Łapa bez problemu powierzali jej nawigacje i ona właściwie decydowała o tym gdzie, jak szybko i kiedy idą. Było to w pewnym stopniu naprawdę fajne uczucie, chociaż...Ciekawiło ją kiedy się obudzi i zrozumie, że przyszło jej narzucać coś niebieskiemu. Wtedy też Błyszczące Głazy zostawili za sobą, a przed nimi pojawił się zarys dobrze widocznych, Wilgotnych Skałek. Tam też czarno-biała Owocówka przysiadła niedaleko linii kamienistego brzegu i owinęła ogon wokół łap, wciągając świeże, pachnące chłodem powietrze w nozdrza z cichutkim mruczeniem.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Zaskoczenie Głogówny wcale go nie zdziwiło, wręcz było wskazane, w końcu nie zapominajmy, wciąż była młodszą od syna Jastrzębicy o całe 6 księżycy, a przez ten czas, oh wiele ją ominęło. Ominęła ją, chociażby ta prawdziwa, surowa Pora Nagich Drzew czy śmierć bliskich mu osób, o których wciąż nasza Śliweczka nie wiedziała...i o tym, jak się po tym zmienił. X— Pora Nagich Drzew, jaką pamiętam, była mroźna, mokra, pełno było białego puchu zwanego również śniegiem i przede wszyssstkim mnóssstwo kotów lądowało u Łososiowej Łussski i Księżycowego Pyłu. — mruknął wciąż nie przestając marszu za czarno-białą. — To, co tym razem zaissstniało na tych terenach to nic w przeciwieństwie do poprzedniej Pory Nagich Drzew. — dodał butnie, spoglądając na swoją przewodniczkę, która już po chwili zaprowadziła go nie gdzie indziej niż na Wilgotne Skałki. Lubił to miejsce. Od kiedy nauczył się walczyć, uwielbiał przychodzić tu wieczorem i wsłuchiwać się w chlupoczącą wodę, z którą współgrało ciche pohukiwanie siedzących na gołych gałęziach sów. Nim zdążył mrugnąć, córka Kosowej Pieśni już zasiadła na jednej ze skałek, mrucząc. Trzepnął uchem i samemu przysiadł dostojnie niedaleko niej, opatulając niczym wąż poplamione bielą łapy. Chłodny wiatr rozwiał jego futro na kryzie, a jego lodowate ślepia spoczęły na niespokojnej tafli wody. Było za ciepło, ażeby mogła ona zamarznąć. X— Pamiętasz jeszcze nasze łowienie? I tego raka? — zapytał, chociaz odpowiedź była bardzo prosta. Jasne, że pamięta, w końcu na jednym z palcy, ma co prawda mało widoczne rozrycie z obu stron. Uderzył ogonem o kamienną posadzkę, wdychając chłodne powietrze. Skoro już przysiedli i mieli spędzić tutaj trochę czasu... Sokół stwierdził, że to odpowiedni moment, aby zadać wreszcie to pytanie, które od jakiegoś czasu wciąż pozostawało w jego głowie. Westchnął więc, przenosząc poważny [jak nigdy] wzrok na pysk przyjaciółki i jej zielono-żółtych oczu, w których utkwił dwie źrenice zmniejszone do niewielkich szparek. X— Podczasss naszej ossstatniej rozmowy, nim jeszcze possstanowiłem wyjść... — w tym momencie zrobił dramatyczną przerwę. — ...z twojego pyssska padły doprawdy ciekawe sssłowa. "Ja mogę być dla ciebie rodziną! Tylko pozwól mi się..." Pozwól...co? Pamiętasz je? Co miałaś na myśli, mówiąc to? — zapytał przekrzywiając zaciekawiony łeb.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Tik tak, tik tak...
Kotka nie została zaskoczona nowym opisem dawnej Pory Nagich Drzew. Opisem niezbyt przychylnych warunków uraczyła ją już przywódczyni, dopytując również o wiek kotki. Fakt, że kiedy owa pora grasowała na terenach Czterech Klanów, Śliweczka była jeszcze malutka, jednocześnie ją cieszył a z drugiej nieco smucił. Chciała pobawić się w puchatych zaspach z rodzeństwem, po marudzić na porządny chłód, a z drugiej strony okropnie nie chciała chorować bądź głodować. Dlatego dobrym było, że jako kocię mocno tego nie odczuła. Chociaż gdyby urodziła się wcześniej; miałaby szanse poznać Sokolą Łapę przed przemianą w...takiego jakim jest teraz. A to była naprawdę ogromna strata. Może gdyby Kosowa Pieśń i Głogowy Cień zeszli się wcześniej, ona miałaby szanse jakkolwiek pocieszyć kocura po stracie najbliższych mu osób o których defacto nic nie wiedziała? xx— C-Czerwona Gwiazda coś mi mówiła o Porze Nagich Drzew w koncepcie zamarzającej Grzmiącej Rzeki i braku zwierzyny. Teraz też jest jej mało, ale rzeka nie zamarzła ani nigdzie nie widać grubej, śnieżnej pierzyny. — westchnęła ze słyszalnym zawodem jak na głos wypowiedziała swoje niezadowolenie zmieszane z żalem, że nawet teraz jako właściwie dorosła kocica, nie mogła ujrzeć śniegu w pełnej okazałości. Parę razy prószył, jednak znikał już następnego dnia. Więc co to za śnieg? Żaden! Uśmiechnęła się nieśmiało i poruszyła wibrysami w geście małego rozbawienia. — T-trochę ci z-zazdrosze, że mogłeś bawić się w śniegu, wiesz? To...musiała być świetna zabawa. — wzruszyła delikatnymi barkami i zachichotała, wyobrażając sobie jak skaczę pomiędzy wysokimi zaspami i znika pomiędzy nimi pomimo swoich nijakich kolorów. Bo jak inaczej można byłoby nazwać czerń i biel? Nie było w nich nic wyjątkowego. Do tego czerń pokrywała większość ciałka Głogówny, więc na pewno mimo wszystko w białym śniegu byłaby widoczna jak na gołej dłoni dwunoga! Więc może nawet lepiej, że nie ma śniegu? Wtedy nie polowałaby tak skutecznie jak też udaje jej się teraz. Coś za coś. Dobra zabawa w zamian za przydatność i wyżywienie klanu. Trudny wybór, jednak w takim obliczu córka Kosowej Pieśni wybrałaby oczywistość; przydatność. Gdzieś z tyłu głowy pokładała niezdrowe lęki przed byciem bezużyteczną dla klanu, dlatego też pracowała za dwoje, a nawet troje! Dwa treningi, polowania, patrole...To wszystko dawało jej w kość, a proszę! Dalej trzymała się na nogach, a nawet udało jej się wyjść z Sokolą Łapą na obiecany spacer. Bardzo za tym tęskniła, bowiem przez ich kłótnie wszystko to ucichło. Na całe szczęście powoli wracało do normy! Kiedy i niebiesko-biały przysiadł niedaleko kotki przy kamienistym brzegu Grzmiącej Rzeki i zadał pytanie o łowienie ryb i raka, Głogówna się wzdrygnęła i zmarszczyła uroczo nosek. Ona miałaby tego nie pamiętać? Nie dość, że ma najbardziej żałosną bliznę z możliwych, to jeszcze doskonale pamięta jak kajała się przed złym za jej głupotę Sokołem. Jedyne co od tamtego czasu się zmieniło to, to, że Śliwka została Pestką, a Sokół...dalej był terminatorem. xx— Oczywiście, że pamiętam! — rzuciła z udawaną urazą. Bo jakby ona miała to zapomnieć! Wspomnienie to było w podobnej kategorii co przypadkowe zetknięcie noskami podczas jej bezmyślnego brykania za jakimś owadem. Na samo wspomnie oblał ją gorąc zażenowania ale i...Poczuła motylki w brzuchu. Zupełnie takie same jak kiedy wtuliła się futerkiem w to należące do syna Jastrzębicy. Już miała kontynuować mówienie tym razem na temat blizny pozostawionej przez wstrętnego raka, kiedy to padło TO pytanie.
Co.
Co Jęknęły podwójnie myśli w niemałym zaskoczeniu a ślepia kotki, napotykając zaciekawione spojrzenie kocurka otworzyły się szerzej w szoku. On słyszał co powiedziała...On to usłyszał! Poczuła, jak jej żołądek się zaciska a serce podskakuje coraz wyżej i wyżej. No i co ona miała mu odpowiedzieć? Przełknęła ciężej ślinę, nie wiedząc właściwie nic. Za moment to chyba też zapomni jak się oddycha pod naporem tego spojrzenia! Zacytowanie jej słów wcale jej nie pomogło, a pogłębiło zakłopotanie i panikę jaka w niej teraz wrzała. xx— J-ja... — wyszeptała niepewnie odwracając spojrzenie, a łapą zaczęła grzebać pomiędzy kamieniami. — Ja mieć...znaczy miałam... — no co? Co miała na myśli? Co chciała mu przez to powiedzieć? Gardło jej się zacisnęło ze stresu i...strachu. Wbiła spojrzenie w swoje łapy, chcąc pozbierać ze swojego wnętrza resztki odwagi, która powinna tam gdzieś być. Po bardzo długiej ciszy w końcu lekko zjeżyła sierść na karku i podniosła zaszklone spojrzenie wbijając je prosto w kocura. xx— Zbliżyć. P-pozwól mi się zbliżyć. Chciałabym, a-abyś był szczęśliwy bo... N-nie, za dużo powiedziałam, przepraszam!
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
— Mhm... Chciałbym to zobaczyć, całą Grzmiąca Rzekę zamarznięta. Z racji, że byłem wtedy kociakiem, nie miałem jak jej zobaczyć, a muszę przyznać, że akurat, kiedy się narodziłem była ona sssroga i zapewne, chociaż jej część była zamarznięta... — mruknął wpierw jej stronę, lecz słysząc kolejne słowa koteczki, strzepnął uchem marszcząc nieco grzbiet nosa. — Oj tam, nie przesssadzaj Śliwkowa Pestko. To, że tym razem Pora Nagich Drzew przyszła ssstosssunkowo łagodna, nie oznacza, że nassstępna taka będzie. A zresztą, kto powiedział, że jak będzie biała łuna to nie możesz się "bawić"? Ja na pewno nie. — dodał unosząc jedną brew w górę, drugą zaś spuszczając nieco w dół. Jeden z jego kącików delikatnie drgnął, o lejący się ogon przejechał po boku Śliwkowej Pestki. Kto wie...jakby Sokół zareagował na taką propozycje Owocówki. To, że mógł wydawać się sztywny, mało rozrywkowy, to od razu nie oznaczało, że faktycznie taki był. Czasem każdy potrzebował jakoś wyładować stress czy jakieś negatywne emocje czy tez ot tak po prostu się wyszaleć, a przepychanki zawsze były mile widziane ze strony niebieskiego, a jak jeszcze miało to na celu uszczęśliwić Głogównę, to jak najbardziej mógł przystać na jej propozycję, jeśli takowa w ogóle zrodziłaby się w jej głowie i faktycznie powiedziałaby ją na głos.
Później rozmowa zeszła na inny tor, mianowicie na łowienie rybek i raka, który pozostawił bliznę na białym palcu Śliweczki. Jego kącik ponownie drgnął, kiedy do wypowiedzi zielonookiej wtargnęła udawana uraza...jednak nic co dobre nie trwa wiecznie tak jak teraz. Rozmowa znowuż przeskoczyła na inny tor, tym razem na cięższy z wieloma przeszkodami. W milczeniu wpatrywał się w jej czarno-biały pysk, czekając na odpowiedź. Reakcja wojowniczki jeszcze bardziej utwierdziła go w przekonaniu, że nie chciała, aby to usłyszał, a najlepiej, żeby o tym zapomniał. Jednak nie. On zapamiętał, a na dodatek domagał się usłyszeć na ten temat coś więcej. J-ja..
Tyle wydobyło się na początku z jej małego pyszczka. Jego cierpliwość z każdym kolejnym uderzeniem serca coraz bardziej malała, jednak kiedy już zamierzał ją ponaglić słowami "no co miałaś na myśli" jej cichy głosik ponownie się ozwał, a on spojrzał na nią jak na ducha. Rozwarł delikatnie mordkę, nie wiedząc co powiedzieć, jak zareagował. Tym razem z jego strony zapadła cisza, a czując zakłopotanie oderwał do niej wzrok przenosząc go na taflę wburzonej wody. Co miał powiedzieć...co miał powiedzieć? Poruszył niespokojnie ogonem, wydychając ciężko powietrze z puc. Zmrużył na moment oczy, po czym przeniósł wzrok na jej postać, jak na razie nic nie mówiąc. Po prostu wpatrywał się w nią i w jej zaszklone oczy. Dopiero kiedy zdobył się na muśnięcie koteczki w grzbiet białą końcówką ogona, zabrał głos. — Jak...jak miałbym pozwolić ci się zbliżyć do mnie...kiedy j-ja...niepotrafię? — zamilkł, na moment patrząc wprost na swoje łapy. To był tylko początek. Za tym jednym pytaniem miało się ciągnąć więcej pytań, a skoro już zaczęli ten temat, Sokół nie zamierzał go w tym momencie kończyć. — Nie przepraszaj , bo nie masz za co przepraszać, a przynajmniej dopóki nie usssłyszę całej prawdy od ciebie. Chociaż ten jeden raz powiedz mi wszyssstko. Niczego nie ukrywaj. — odparł, wciąż wtapiając zaciekawiony oraz jednocześnie zmieszany wzrok w jej oczka.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Pomimo problemów z piszczkami, chłodnym i nieprzyjemnym wiatrem, Pora Nagich Drzew była dla Śliwki czymś naprawdę interesującym i pięknym. Pierwszą jaką przeżyła, niestety nie dane było jej zapamiętać, a teraz chciała chłonąć ją jak nikt. Chciała widzieć zamarzniętą rzekę, skakać w białych zaspach - no jednak natura chciała inaczej i teraz potraktowała koty łagodniej niż księżyce wcześniej. I pomimo faktu, że już na samym początku Owocówka zachorowała na biały kaszel co ją trochę osłabiło, nadal nie przeszkadzało jej to w cieszeniu się chłodną porą. Była o wiele lepsza niż upalne Pora Zielonych Liści! Sądziła tak pewnie przez fakt posiadania ciemnej szaty na sobie, która skutecznie przyciągała do niej promienie słoneczne, jednak miała o tyle dobrze, że odziedziczyła sierść po Kos a nie po Głogowym Cieniu. Kiedyś na to wyklinała pod nosem zazdroszcząc swoim siostrą ładnego, długiego futerka po ojcu. Teraz? Była zadowolona z faktu, że takim jej się oberwało i już! Jak każde miało swoje plusy i minusy, nie można też wszędzie dopisywać jedynie minusów, prawda? xx— No...czyli rozumiem, że pobawisz się we śniegu...z-ze mną? — zachichotała cicho i delikatnie uniosła brew, czując jak na jej policzkach spoczywa coś gorącego związanego z dziwną...Jednak wedle kotki dość potrzebną propozycją. Ostatnimi czasy Śliwkowa Pestka dziwnie częściej i jaśniej zaczęła wskazywać, że chce spędzać z Sokolą Łapą czas. Wypierała od siebie powód, chociaż był jasny. Chciała być bliżej, chciała aby kocur również tego chciał a fakt, że często podchodził do niej na ceremoniach czy zwyczajnie zgadzał się rozmowy dawał jej nadzieje. Tak, dawało jej to nadzieje! Tą głupią i naiwną nadzieją, jednak ona wesoło się nią karmiła cały ten czas. Tłumaczyła sobie każdy błąd własnym, złym krokiem w kierunku zbliżenia się do niebieskiego. Próbowała od dłuższego czasu, jednak ten mimo chwilowych przebłysków, dalej był oziębły a Owocówka zachodziła w głowę dlaczego! Jej serce biło tak szybko na jego widok, oddech się spłycał, czuła jak motyle uderzają o jej brzuch kiedy siedział obok niej. Tak ja u Ważki...
Och...
Długa cisza, zaskoczenie! Mogła nic nie mówić, mogła milczeć, mogła skłamać! Teraz już było po ptakach i się wygadała. Prawie. Ledwo jej się udało powstrzymać od wypowiedzenia kilku słów za dużo. Nerwowo dreptała w miejscu a jej sierść unosiła się i opadała, ledwo powstrzymywała się od nerwowego płaczu a jej ogon drgał we wszystkie strony nie mogąc powstrzymać tego stresowego tańca, Śliwka po prostu czekała aż ciążąca cisza zostanie przerwana. Czuła jak to wszystko kosztują za dużo. Jak cisza i stres ściskają jej płuca wypychając z nich powietrze. Czy ona się udusi? O tak, za chwile chyba się udusi...Jak na zawołanie, zamiast słów zjawił się dotyk. Przez jej ciało przeszła salwa różnych dreszczy - od ciepłych i przyjemnych, po takie których wolałaby nie odczuwać. A to wszystko tylko przez jedno, krótkie muśnięcie jej grzbietu ogonem. Podciągnęła nosem, patrząc na milczącego kocurka z wizją wypowiedzenia tych słów, których...Cóż, chyba żadna kotka próbująca w końcu jakkolwiek przesunąć relacje o krok dalej, nie chciała usłyszeć. Jednak kiedy kocur w końcu zdecydował się na zabranie głosu, czarno-biała poczuła jakby ktoś uderzył ją prosto w brzuch pozbawiając oddechu już kompletnie. Jak...jak miałbym pozwolić ci się zbliżyć do mnie...kiedy j-ja...nie potrafię? xx— ... — nie odpowiedziała nic, nie mogąc przezwyciężyć swojego zaciśniętego ze stresu gardła, dlatego tym razem to ona w strachu zarządziła ciszę i odwróciła zaszklone spojrzenie, parokrotnie mrugając. Nie potrafi...Czy to znaczy, że jej nie lubi i nie chce aby kiedyś ich futerka leżały wtulone w siebie? Nie chce nigdy poczuć jej wsparcia w tym...bliższym znaczeniu? Zacisnęła zęby i nerwowo pisnęła w myślach. Skąd u niej te myśli! W momencie jak dopytał, wysunęła pazurki a pierwsza łza bezsilności spłynęła jej po policzku, jednak szybko ją wytarła. xx— Lubie cię! — odparła o wiele głośniej niż zazwyczaj, kładąc po sobie uszy i wbijając w kocurka swoje spojrzenie, delikatnie pochylając przy tym łeb. Nie powinna krzyczeć, ale..tak jej się wyrwało. — T-tak bardziej... — wymamrotała i uderzyła czołem o jego pierś, zamykając oczy delikatnie przy tym drżąc. xx— P-po prostu...cię lubię tak bardziej.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
X — Jeśli miałoby to sssprawić, że pojawi się uśmiech na twoim pysssku to, czemu nie? Zresztą może być ciekawie. Trzeba tylko poczekać, aż ssspanie nieco więcej śniegu, bo w obecnej chwili, nie ma go prawie wcale i nie ma jak tego zrealizować. — burknął, rozglądając się wokół siebie. I to miała być Pora Nagich Drzew? Wolne mi żarty, jak tu prawie wcale białej łuny nie było! Jedynie niewielkie ilości, które spadały, od razu topniały pozostawiając na ziemi mokre ślady. Cóż za jej okropna odmiana. Zmarszczył delikatnie nosek, uderzając ogonem o ziemię. Tak nie powinno to wyglądać, ale dobrze. Przynajmniej grube, niebieskie futro chroniło go przed nagłymi zmianami pogodowymi, dzięki czemu nie musiał się martwić, że jednego dnia będzie mu ciepło, kolejnego zaś zimno. Dzięki długiemu włosowi skoki temperatur były dla niego niczym i tak jak Śliweczka przyznała. Jedno futro miało takie plusy i minusy, drugie inne. Mógł tylko pozazdrościć Głogównie, że w upalne dni w Porę Zielonych Liści, nie musi męczyć się z bijącym gorącem. Tak czy inaczej, nie ma co się więcej nad tym zastanawiać. Są w końcu ciekawsze rzeczy jak, chociażby zachowanie Owocówki. Oh, gdyby on tylko wiedział, ile ta cisza kosztowała stresu wojowniczkę, ile nieprzyjemnych bodźców doświadczyła przez tę dłuższą chwilę...może by skrócił czas wyczekiwania na jego odpowiedź? Czasu jednak nie jesteśmy w stanie cofnąć, a tym bardziej okropnych doznań Śliwkowej Pestki. Jednakże, kiedy zielonooka przeżywała swoje wewnątrz, syn Jastrzębicy również przeżywał swoje...tylko w nieco inny sposób. Zastanawiał się, kiedy przegapił moment, w którym Śliweczka zaczęła się do niego zbliżać...bardziej zbliżać...kiedy na każde jego posunięcie reagowała w zupełnie inny sposób niż teraz...kiedy pozwolił jej wtopić się w swoje futerko po raz pierwszy...i kiedy...
Cisza. Głucha cisza, która spowodowała, że do oczu czarno-białej coraz bardziej gromadziły się zły. Cisza, która spowodowała, że odwróciła pysk w drugą stronę, przez co Sokół nie był w stanie nic zobaczyć. Jedyne co dostrzegł to nagłe wysunięcie pazurków, a na dodatek udało mu się dostrzec jasnozielonymi ślepiami, jedną słoną łzę, która została błyskawicznie wytarta poplamioną bielą łapą, jakby Śliweczka pragnęła to ukryć. Cała ta rozmowa nie miała tak wyglądać, a przynajmniej nie w odczuciu Sokolej Łapy. Sądził, iż znaczenie słów koteczki było zupełnie odmienne z tym, co otrzymał chwilę później. Jego uszy w ułamku sekundy przylgnęły do kanciastej czaszki, a serce zabiło szybciej. To, że koteczka go lubiła, nie było niczym nowym, gdyż gdyby go nie lubiła, nie spędzałaby z nim czasu. Proste? proste. Jednakże kolejne jej słowa...sprawiły, że mordka niebieskiego rozwarła się jeszcze bardziej, a jego w tym momencie zmieszany i pusty wzrok spoczął na Śliwkowej Pesce - kotca, która go tak strasznie denerwowała kiedy była kociakiem, na kotce która przez swoje brykanie za pasikonikiem zetknęła ich noski razem, na kotce którą musiał ratować, odczepiając w dosyć brutalny sposób raka uczepionego jej palca, na kotce, przy której otworzył się, na kotce... P-po prostu...cię lubię tak bardziej.
Przez te kilka uderzeń serca przez jego ciało przebiegły chyba tysiące dreszczy. Jedne jak najbardziej przyjemne inne zaś nie. W tym momencie miał tysiące różnych myśli, które nie potrafił złożyć w całość. Nie potrafił w żaden sposób wydobyć ze swojego pyska jakiegokolwiek słowa, jakby jakaś niewidzialna kula ugrzęzła w jego gardzieli, a żołądek skręcał się. Jej przybliżenie się i uderzenie czołem w jego puchatą pierś wcale nie pomagało, co więcej sprawiło, że syn Jastrzębicy stał się jeszcze bardziej nieobecny niż był do tej pory. Nie wiedział co powiedzieć. Nigdy czegoś takiego nie odczuwał. Zacisnął na moment zęby, zamykając przy tym oczy. Tym razem to on wysunął pazury, lecz nie uronił łzy. To wyznanie...zaszokowało go do tego stopnia, że miał mętlik w głowie. Nie miał pojęcia, jak powinien zareagować. W pewnym momencie jednak jedna myśl wyszła ponad wszystkie. Nie dotyczyła ona już Śliweczki, a niego samego. Kiedy pozwolił jej dotrzeć do tego schowanego w ciemności Sokoła? Tego jeszcze przed przemianą? Kiedy otworzył się przed nią do tego stopnia, że pozwolił jej zobaczyć siebie w innym wydaniu, kiedy pozwolił jej zbliżyć się do tego stopnia, że stopiła z jednej strony lód okrywający jego serce? Kiedy sprawiła...że coś do niej poczuł? Nagle serce ponownie szybciej zabiło...czy on coś do niej poczuł? Czy on się do tego przyznał? Sam przed sobą? Czy wreszcie dostrzegł, dlaczego on, jak i Śliweczka tak bardzo chcieli spotykać się na różnych spacerkach nie spacerkach, polowaniach, patrolach i dlaczego oboje siadali tak blisko siebie na ceremoniach? Czy wreszcie zrozumiał, dlaczego denerwowała go obecność innych kocurów obok Owocówki, a ją obecność innych kotek wokół niego?Czy wreszcie zrozumiał, jak bardzo ważna dla niego była? Nagle przycisnął czarno-białą jeszcze bardziej do siebie, opierając głowę na jej barku. Na dodatek owinął wokół niej ogon i biorąc powietrze do płuc, wreszcie po tak długim milczeniu i trawieniu tej informacji, zabrał głos. — Śliwko... — rzekł cicho, niemalże wyszeptał jej wprost do ucha. — Nie znam się na uczuciach, ale myślę, że...ja też lubię cię...no wiesz...bardziej.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Jęknęły jej myśli, kiedy to uderzyła delikatnie czołem o pierś kocurka nie wiedząc już czy powinna zrobić coś innego czy może siedzieć sztywno przed nim a najlepiej to uciec. O tak, jej łapy były gotowe do ucieczki, jednak...Coś ją jeszcze tutaj trzymało. Nerwowe dotknięcie czołem puchatej piersi syna Jastrzębiego Szponu było dziwną reakcją na stres. Nie wiedziała kompletnie nic! W jej wnętrzu szalała istna burza emocji, której nie powinno być. Popełniała w tej rozmowie błąd za błędem tak samo jak zresztą we wcześniejszych. Coraz głupiej pokazywała i odkrywała się, a teraz kiedy przyszło jej już powiedzieć co tez leży jej na wątrobie...Nie dość, że się prawie popłakała to spanikowała i dotknęła Sokoła! Ostatni raz jak też sama, z własnej inicjatywy przysunęła się do niebieskiego, ten wstał i wyszedł prychając na cały świat, dlatego też nie zdziwiłaby się jakby...Odsunął się i sobie poszedł. Czy to by coś zmieniło? Cóż - pewnie tak, w końcu czarno-biała jakkolwiek się przed nim uzewnętrzniła i w kulawy sposób wypowiedziała własne uczucia w jego kierunku. O tak, bardzo kulawy. Teraz siedziała, zalana zawstydzeniem i przerażeniem w oczekiwaniu na reakcje niebieskiego. Jej głosik i wyznanie zdawało się szybko zniknąć po pojawieniu się w powietrzu. Nie odbijał się w jej uszach ani głowie. Nie było słychać jego echa, które potwierdzałoby jego autentyczność, że zaistniał naprawdę! A co jeżeli tak naprawdę nie powiedziała nic i jedynie coś...wybełkotała? Albo, że to wszystko było tylko snem? Jednak zapach, który delikatnie wpełzał jej do nozdrzy i futro, które również łaskotało ją w różowo-czarny nosek upewniły ją, że to nie sen. Ona naprawdę poszła z Sokolą Łapą na spacer, naprawdę rozmawiali o jej głupiej propozycji i w końcu naprawdę powiedziała na głos co czuje! Pierwszy raz jak otwarcie wyznała przed sobą, że polubiła terminatora nieco bardziej, niż powinna, wydarzył się podczas rozmowy z Chaber. Potrzebowała wytłumaczenia, dlaczego jej siostra wygląda jak siedem nieszczęść i tak...wyszło szydło z worka. Wtedy powiedziała i przyznała się przed sobą, a od tamtego czasu bawiła się w głupkowate podchody. I jak na tym wyszła? Tamta propozycja przy ich ostatniej rozmowie rzucona była również w emocjach. Śliwkowa Pestka najnormalniej w świecie uległa wizji bliskości. Chociaż...dość marnej i zdystansowanej, ale nadal bliskości! Sytuacja na pogrzebie Nurt nieco ją naprowadziła, chociaż nadal nieśmiało dawała sygnały, na które kocur zdawał się być zwyczajnie głuchy i obojętny. Głogówna się do tego przyzwyczaiła, jednak powoli, małymi kroczkami próbowała dalej. Kosztowało ją to wiele przepłakanych nocy i nerwowych reakcji, ale...Brnęła dalej! Po tym, jak nie udało jej się zrozumieć swoich głupkowatych i młodych uczuć do Ważkowej Łapy, tak teraz...Teraz chciała chociaż, aby kocur, którego lubi, miał szanse to usłyszeć. Bury zniknął nigdy nie mogąc się dowiedzieć o tym, że jego podopieczna na naukach żywiła do niego coś więcej niż przyjacielską sympatię. I to nadal gdzieś w jej wnętrzu siedziało, jednak zostało zagłuszone przez nowy, silniejszy bodziec. Bodziec, który teraz milczał zaskoczony tym wszystkim, sprawiając, że Śliwka ponownie cierpiała w milczeniu, gnieciona przez stres, poczucie winy i...Atmosferę jaka między nimi powstała. Szczerze myślała, że jak powie to głośno i przed samym kocurem to zrobi jej się lżej. Otóż nie! Było jeszcze gorzej niż przypuszczała a jej ogon nerwowo i szybko tańczył swój nerwowy układ. Lewo, prawo, lewo, prawo...Uderzał o jej boki, muskał okoliczne kamienie, zbierał piach i błoto. Czy Kosowa Pieśń też się tak czuła kiedy wyznawała miłość Głogowemu Cieniu? Czy...bała się jego reakcji? Zaciskała mocno zaszklone oczy aby nie zacząć płakać w takim momencie? Możliwe...Dzieliły ze sobą parę cech, chociaż czasem Śliwka miała wrażenie, że pomimo swojej wrażliwości i emocjonalności to matka była tym większym wrażliwcem. Czy tak się da?
Cisza, ta okropnie ciężka cisza! Owocówka już powoli czuła jak powietrze zaczyna jej ciążyć na barkach, wciskając ją z tego stresu w ziemię. Dlaczego tak długo milczał? Może wymyślał jak z tego wybrnąć nie raniąc jej? Albo...chciał na nią za to nakrzyczeć? Podciągnęła cicho noskiem i nieco się zgarbiła, a sierść na jej karku uniosła się i opadła w ciągu kilku uderzeń serca. Nadal cisza... Powoli zaczęła nawet żałować, że się wygadała. To za wcześnie! Oj za wcześnie! Przecież...przecież...!
I wtedy też nagle została przyciśnięta do niebiesko-białego bardziej. Wydala z siebie ciche piśnięcie zaskoczenia i otworzyła szeroko zielono-żółte oczy z zaskoczenia, jakie zalało jej ciało. Zaraz po nim przyszła fala przyjemnego ciepła a jeszcze później; zawstydzenie. Zamrugała parokrotnie, czując na swoim barku głowę kocura. Zastygła w bezruchu, niezbyt wiedząc co powinna zrobić. Zostać? Odsunąć się? Uciec? Serce podeszło jej do gardła bijąc jak oszalałe, płuca pozbyły się powietrza a żołądek poskręcał na małe supełki. Dusi się...ona się dusi! Wtedy też świst nabieranego powietrza i wyszeptanie jej imienia prosto do ucha, sprawiło, że córka Kos zadrżała a przez jej grzbiet przebiegł dreszcz. Przerwał cisze! Jak na samym początku kontaktowała tak później...Nie spodziewała się tego! Widziała jak kocur na nią krzyczy, wyśmiewa, bądź...próbuje jakoś to załagodzić i po prostu wywinąć się. Jednak nie! xx— Oh! — westchnęła i odsunęła się delikatnie aby spojrzeć kocurkowi w oczy. Siedziała tak blisko, owinięta jego puchatym ogonem. Tyle...tyle na raz! Poczuła jak gorąco uderza w jej policzki i uszy. Ponownie zapadła długa cisza, a Śliwka wbiła spojrzenie w swoje łapy, aby po chwili z wahaniem otrzeć się policzkiem o polik Sokoła w czułym geście. — T-to... Co teraz? — zapytała cicho aby po chwili zaśmiać się nerwowo i położyć na uderzenie serca uszy. xx— Znaczy! Bo...lubimy się i...to chyba coś zmienia, tak?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Chwila, w której oboje postanowili przyznać się do swoich prawdziwych uczuć trwała wieczność...a przynajmniej tak właśnie wyglądała dla ich obojga. Może to kwestia tych długich chwil, w której jeden i drugi musiał poukładać sobie wszystko w głowie...może tak po prostu im się wydawało. W pewnym momencie syna Jastrzębicy uderzyło jakieś dziwne poczucie, że...nie powinien przyciskać mocniej do siebie Głogównę, że owiniecie wokół niej puchatego ogona i wtulenie w swoją śnieżnobiałą kryzę było błędem. W końcu nie zapominajmy, nie był pewny co do swych uczuć wobec Owocówki, a już zdobył się na taki...niecodzienny w jego odczuciu gest? Oprócz delikatnego styknięcia niebieskiego i czarno-białego futerka na bokach...nigdy nie dopuścił się czegoś takiego. Cała ta sytuacja była doprawdy dziwna. Nie miał pojęcia, jak powinien reagować i czy w ogóle tak powinien postępować, bo nie znał się na uczuciach. Nie był ich pewien, bo dawno jak nie nigdy czegoś takiego nie czuł...nie czuł, jak żołądek skręca mu się na tysiące malutkich supełków, nie czuł się również tak zmieszanym i niepewnym, jakim był teraz nigdy wcześniej. Może to faktycznie jakieś te no...tak zwane uczucia, może zauroczenie? Nie miał pojęcia. Jedyne czego był pewien to złości, która z każdym uderzeniem serca w nim narastała. Fala, jaka w niego uderzyła nie była niczym innym jak gniewem na samego siebie, nie Śliwkową Pestkę, ponieważ ta niczemu nie zawiniła...to on zawinił, pozwalając jej zbliżyć się do tego stopnia, że wkradała się do jego myśli w najmniej oczekiwanym momencie. Że pozwolił jej rozkochać się w sobie...sprawić, że oprócz przyjaźni zielono-żółto oka poczuła do niego coś więcej, a co najgorsze, sprawić, że nie był pewnych swoich uczuć co do niej. To nie tak miało wyglądać! Jego serce miało być skute lodem już na wieki, po czym okazuje się, że jedna, czarno-biała kotka, swym urokliwym uśmiechem i okazanym wsparciem, roztopiła je na powrót. I pomyśleć, że mimo burzliwej relacji...zadziało się między nimi coś więcej, że przede wszystkim Sokola Łapa, który tak bardzo upierał się przed bliższymi kontaktami...otworzył się, dla niej.
Odetchnął z ulgą, kiedy Śliwkowa Pestka delikatnie się od niego odsunęła. Chyba po raz pierwszy widziała niebieskiego tak zmieszanego i zdezorientowanego! Odwrócił na moment wzrok od jej pyszczka, spoglądając na niespokojną taflę Grzmiącej Rzeki, a końcówka ogona podrygiwała co jakiś czas niespokojnie. Tym razem to jego ogarnął stress i choć chciał jak najbardziej to zatuszować, nie potrafił. Pierwszy raz od dłuższego czasu ogarnął go stres...taki prawdziwy, czysty stres. Napiął mięśnie pod gęstym lasem kłaków, a jego uszy na moment przylgnęły do czaszki. Czy teraz za każdym razem, gdy będzie w otoczeniu Śliweczki, będzie czuł się tak nieswojo? Nabrał powietrza do płuc, które z trudem wypuścił, słysząc jej kolejne słowa. Na dodatek ten dziwny gest, oh! Zaskoczony wnet odwrócił głowę w jej stronę, wlepiając jasnozielone ślepka w te należące do niej. Nie spodziewał się tego! Serce zabiło mu szybciej, a niespokojny ogon zabił o kamienną posadzkę. Zacisnął mocniej zęby, zastanawiając się, co powinien teraz odpowiedzieć. — Nie mam pojęcia Śliwkowa Pestko. — rzekł równie cicho co chwile przedtem. Zastrzygł delikatnie uchem i mówił dalej. — Chyba...chyba tak. A ty...co byś teraz zrobiła, bo ja...ja szczerze nie mam pojęcia co dalej.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Gdyby też córka Kos wiedziała, jak Sokół denerwuje się na siebie przez fakt, dopuszczenia jej nieco bliżej siebie; nigdy nie powiedziałaby o swoich uczuciach. Jednak...naciskał! Może nie jakoś długo, jednak dwa pytania i reakcje wystarczyły aby Śliwka w końcu pękła i powiedziała wszystko. Wszystko o czym sama zdążyła się przekonać, bądź to co tez zostało jej uświadomione. Od kilku księżyców bowiem odczuwała podobne objawy jakiegoś choróbska co w kierunku dawnego terminatora obecnej zastępczyni; Ważkowej Łapy. Nie wiedziała cóż te objawy znaczą - przyspieszony oddech i bicie serca, zawstydzenie i te dziwne mrowienia w podbrzuszu. Było to dla niej dziwne i obce, jednak nie sięgnęła po radę u Kos, chcąc...Sama się też z tym uporać. Myślała nawet nad wizytą u Księżycowego Pyłu, jednak wolała nie marnować czasu medyczki na takie bzdety. Czas jednak mijał, bury syn Lodowego Kła zniknął tuż przed swoją ceremonią na wojownika, a w Śliwkę uderzyło ponownie to samo nieznane uczucie, jednak w kierunku Sokolej Łapy. Tym razem nieco silniejsze i zmuszające Śliwkową Pestkę do różnych głupstw! Inaczej niż w przypadku Ważki, tu sama przed sobą przyznała się, że niebieskiego lubi bardziej niż inne kocury a jej siostra Chaber prosto i jasno oznajmiła, że koteczka najpewniej się zakochała. A...przynajmniej tak też to czarno-biała zrozumiała. W ten oto sposób, trzecia córka Głogowego Cienia zrozumiała i połączyła kropeczki ze sobą, tworząc pewną definicje własnych odczuć. Te wszystkie westchnięcia, stres, motyle w brzuchu i serce w gardle były objawami miłości! Z jednej strony czuła się okropnie z myślą, że nie zdążyła zebrać się w sobie i możliwie lepiej pokazać własne uczucia pierwszemu poznanemu kocurowi, który oczarował ją swoim charakterem i słodkim zapachem. To właśnie jego zielone oczy zobaczyła jako pierwsze, jego bure futerko poczuła i zasnęła w nim wtulona na jego karku; teraz zamiast zielonych ślepi, przed nią jawiły się żółtawe, a zamiast burej i pręgowanej sierści, miała przed nosem niebiesko-białą i puchatą. Na samym początku czuła, że nieco zdradza przyjaciela tym, że odczuwa podobne zawirowania względem innego, jednak z każdym księżycem nasilania się owych odczuć czuła...Że to Sokół jest tym, któremu tak naprawdę jej serce w pełni zawierzyło w swych głupkowatych zawirowaniach. A-a przynajmniej tak czuła. Miała szczerą i naiwną nadzieje, że i syn Jastrzębicy odczuwa to podobnie. W końcu również powiedział, że ją...bardziej lubi i do tego ją przytulił! Odczuwała jednak coraz bardziej ciążący w jej wnętrzu niepokój, który pojawił się zaraz po chwilowej uldze. Reakcje Sokoła były...Naprawdę sprzeczne z tym co robił i czarno-biała zaczęła powoli żałować swoich słów. Co jeżeli wepchnęła mu te, które powiedział do pyska? Co jak spanikował i to co zrobił było kłamstwem i tak naprawdę nic...nic nie czuł? Chociaż nawet jeżeli tak było, kocica odpychała od siebie takie myśli. Pomimo stresu i jego ciężaru, cieszyła się z faktu możliwego odwzajemnienia uczuć z którymi męczyła się od dłuższego czasu. Wizja możliwego okazywania ich w bardziej widoczny sposób i zgony z jej naturą, był najszczęśliwsza wizją jaką miała do tej pory. Kiedy też padła odpowiedź, Śliweczka uśmiechnęła się zawstydzona i zaśmiała się nerwowo. Co teraz powiedzieć? Czy...może powiedzieć to słowo? No i czy powinna? xx— W-wiesz umm...Jak k-koty się lubią tak bardziej, to...Łączą się ze sobą w pary. — wyszeptała delikatnym głosikiem i cicho odchrząknęła, patrząc niepewnie w oczy przyszłego wojownika. Kiedy też wypowiedziała to na głos, otworzyła szerzej oczy i zamrugała pośpiesznie, drepcząc w miejscu. Czuła jak jej serce podchodzi wysoko do gardła, utrudniając jej logiczne klejenie zdań. Tyle stresu! Co miała powiedzieć? Co mieli zrobić? On...nie wiedział, więc skąd Głogówna miałaby wiedzieć? Cicho liczyła, że to on wyjdzie z jakąś inicjatywą, a tu wszystko spoczęło na niej a ta...zaczęła panikować. Co nie wróżyło nic dobrego. Oj nie! — I...może chciałbyś...n-no wiesz, spróbować być...moją parą? O-oczywiście jak nie chcesz to ja to zrozumiem! A-ale...Byłoby mi...milo, jakbyś z-z-zechciał spróbować...
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
W-wiesz umm...Jak k-koty się lubią tak bardziej, to...Łączą się ze sobą w pary.
To było pierwsze, co po chwili ciszy odebrały jego szpiczaste, trójkątne uszy. Łączą się ze sobą w pary. Czy oznaczało to, że i oni teraz powinni się połączyć? Poczuł dziwny ucisk w brzuchu, jakby żołądek po raz kolejny skręcał się na mniejsze supełki, a ogon nerwowo zabił o ziemię. W tym momencie oboje musieli wyglądać przezabawnie dla osoby trzeciej. Niby...wyznali sobie głębsze uczucie w bardzo kulawy sposób, ale wciąż jeden ani drugi nie wiedział co czynić dalej. Przynajmniej jeden z nich a tym kimś był niebieski syn Jastrzębicy, który miał tak mieszane uczucia, jak nigdy dotąd. Wszystko, co starał się zatuszować pod poważną maską nakładaną codziennie, pod obojętnością, właśnie teraz wychodziło na wierzch. To było prawdziwe zaskoczenie, to było prawdziwe zmieszanie i dezorientacja. Nigdy nie był postawiony w tak ciężkiej sytuacji. Nawet jeśli odpowiedź wydawała się prosta, wręcz od razu cisnęło się, żeby powiedzieć teraz "tak", tak on...nie mógł. Nie był pewien czy dobrze robi, pozwalając Śliwkowej Pesce jeszcze bardziej się do niego zbliżyć, żeby ta jeszcze bardziej go odkryła i stopiła resztkę lodu swym uroczym uśmiechem i śmiechem, swymi czułymi gestami. Czy był gotowy pokazać się klanowi z tej gorszej, słabszej strony? Czy nie to właśnie starał się ukryć? Zatopić w najciemniejszej głębinie? I...może chciałbyś...n-no wiesz, spróbować być...moją parą?
Zastrzygł uchem, słysząc te słowa, a zmniejszone do granic możliwości źrenice ponownie utkwiły w niespokojnej wodzie, nie na Śliwce. Tym razem to on miał problem, aby patrzeć koteczce wprost w oczy, czego kompletnie się nie spodziewał, a jej delikatny słodki głosik wcale mu nie pomagał. W tym momencie musiał przemyśleć wszystkie za i przeciw ale przecież nie miał czasu. Nie mógł stchórzyć i sobie odejść, nie mógł pozostawiać Głogównę w niewiadomej przez księżyc czy dwa. Musiał podjąć decyzję tu i teraz. Czy był gotowy stworzyć, tę no parę ze Śliwkową Pestką?... To nie tak, że nie chciał jakiejś głębszej relacji i teraz robił to tylko dlatego, żeby nie narobić kocicy przykrości. Zranił ją nie raz i gdyby zamierzał uczynić to po raz kolejny, już dawno by to zrobił. Po prostu...miał ogromne problemy z wyrażaniem uczuć, mówieniem o swoich problemach i uczuciowych rozterkach...i teraz to ona musiała to zrozumieć. Zamknął na dłuższą chwilę jasne ślepia, a kolejne ciężko wypuszczone powietrze dało znak, że będzie mówić. — Śliwko. — zaczął, przerzucając na niej wzrok, pozwalając jednocześnie, aby skrzyżował się z jej, a jego białe wibrysy delikatnie drgnęły. — Twoja wypowiedź mnie zassskoczyła... Jednak podjąłem decyzję, może jessst ona zbyt pochopna, jednak nooo... wiesz...chciałbym ssspróbować. Choć moje uczucie do ciebie wciąż jessst dla mnie niejasssne i nie jessstem w ssstanie go dobrze rozpracować, chcę no wiesz, ssspróbować...lecz mam jedno zassstrzeżenie. Nie ogłaszajmy tego nikomu, dobrze? Niech to pozossstanie, na razie między nami... Ja...ja muszę to przemyśleć na ssspokojnie, czy to jest właśnie to czego pragnę...a kiedy poznam już odpowiedź, dam ci znać, dobrze?...
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Czy ona to powiedziała na głos? Naprawdę? Ona to powiedziała?
Powiedziała! Powiedziała! W głowie Głogówny panował prawdziwy chaos. Jej wewnętrzny głos, który niegdyś pomagał jej łączyć literki słowa a te w zdania i tak dalej, teraz panikował wraz z jej wnętrzem. Serce biło jak oszalałe, żołądek już chyba zniknął w taki malutki supełek się skręcił a płuca nie dawały razy pracować na tyle sprawnie aby kotka oddychała. Stres jaki odczuwała był tak ogromny, że miała wrażenie iż zaczyna się dusić. Powietrza było coraz mniej a fakt, że siedziała tak blisko niebieskiego wcale jej nie pomagał. Jego owinięty wokół niej ogon, który drgał i zastygał; oj, on również nie pomagał. Czuła się okropnie! Nie powinna tego mówić, powinna milczeć...Tak jak z Ważką! Kiedy zielonkawe oczy kocura uciekły od niej po wypowiedzeniu cichutko słów, których teraz ogromnie żałowała, nagłe zimno spadło prosto na Śliwkową Pestkę i ta...zaczęła panikować. Zastygła w miejscu, wpatrywała się prosto w kocura oczekując jakichkolwiek słów. Przełknęła ślinę a jej oczy delikatnie się zaszkliły. Nie wiedziała co dzieje się w głowie syna Jastrzębiego Szponu. A czy chciała wiedzieć? Zdania były podzielone. Miała wrażenie, że przez wyimaginowany brak powietrza zaraz tu zemdleje. Stres owijał się jak chłodny wąż wokół jej klatki piersiowej i naciskał na nią, wyduszając ostatnie powietrze i nadzieje z jej wnętrza. Co ona narobiła! xx— S-Sokola Łapo, p-prze...— już chciała przepraszać i prosić o to, aby zapomniał co mu powiedziała i co gorsza, co mu zaproponowała! Jednak wtedy jego głos przedarł powietrze i skutecznie zamknął jej mordkę. Zesztywniała i otworzyła nieco szerzej szklące się ze stresu ślepia. Odmówi jej? Na pewno jej odmówi. Czuje to... Przełknęła ślinę, jej łapy nerwowo zaczęły gładzić ziemię pod sobą, a jej ogon podrygiwał i puszył się na zmianę. Raz w lewo, raz w prawo, raz w lewo i prawo. Szaleńczy taniec nieokiełznanych emocji opanował Owocówkę i nakazywał jej to wszystko. Czekała, czekała aż powie coś więcej niż jej imię! Jednak cisza była okropnie niewygodna, dlatego też przed jego dłuższą wypowiedzią, uderzenie serca przed dokładnie, drżący głos czarno-białej zakłócił ciszę. xx— T-tak? — uniosła lekko brew i przekręciła pyszczek, nie spuszczając wzroku z niebieskiego. Nadstawiła uszy i... wiesz...chciałbym ssspróbować.
Ogłuchła. Oczywiście nie tak dosłownie, jednak dalsza wypowiedź słyszała jakby przez mgłę. Spodziewała się odmowy. O tak, to chyba była oczywista reakcja, prawda? To co powiedziała było niepoważne i...Dlaczego Sokół to poparł? Powinien nią wstrząsnąć, wybić to z głowy! Jednak...oh Gwiezdny Klanie! Nagle na jej pyszczku, po dłuższej chwili oszołomienia pojawił się uśmiech czystej radości. Najczystszej jaką Sokół mógł sobie wymarzyć a Śliwka pokazać. Czy to sen? Ona musi śnić! Wiedziała, że mówił o próbie, że nic nie było do końca pewne i...i że może nagle się rozmyślić, jednak była zbyt szczęśliwa aby teraz o tym myśleć. Wydała z siebie cichutkie piśnięcie i wesoło naparła na kocurka, powalając najpewniej na ziemię i stykając się z nim noskami. Dopiero po chwili zrozumiała co zrobiła i speszona zeszła z niego, ustała kawałek dalej i łapą delikatnie go otrzepała. Został jej parą! Chichotała cichutko przez łzy uzbierane w jej oczach przez stres, które teraz z radości opuszczały jej ślepka. xx— D-dobrze! I om..przepraszam! T-tak się cieszę, że...chcesz spróbować — odparła nieśmiało i pomogła mu ponownie ustać gdyby faktycznie udało jej się go przewrócić i z wahaniem wtuliła się w jego kryzę, ocierając się o nią policzkiem. — D-doskonale umiem dochowywać tajemnic, wiesz? B-będę najlepszą, sekretną parą jaką...mógłbyś mieć! — nikomu nie wygada! A... przynajmniej postara się nikomu nie wygadać. Jednak wizja możliwości przytulenia się do Sokoła w chłodną noc była...
Nie nie, jest za młoda aby myśleć o takich rzeczach! Westchnęła i przymknęła oczy powoli się uspokajając, a jej mruczenie stało się o wiele głośniejsze i pewniejsze (oczywiście w jej standardach). Podciągnęła cicho nosem, z uśmiechem siedząc blisko Sokoła. Właśnie... został jej parą. Ma...parę!.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Nie zareagował na wymówienie jego imienia. Nie zareagował również na ciche słowa "tak?", które ponaglało go do nie szybszej odpowiedzi. Wypowiedzenie tych słów było... Ciężkie, a jeszcze cięższa była cisza, która po tych słowach nastała, która powstała na skutek zaniemówienia Śliwkowej Pestki. Przesunął delikatnie ogonem po skalistej posadzce, chowając nos w białej puchatej kryzie. Dopiero wtedy zrozumiał, jak poważne było to, co powiedział, jak poważne było to wyzwanie i próba, której się podjął razem z Głogówą. Jego oczy zmniejszyły się do niewielkich szparek... A co jeśli okaże się, że zamiast być surowym, niepobłażającym swym przyszłym terminatorom wojownikiem, stanie się miękki do cna? Nie mógł do tego dopuścić, nie mógł pozwolić, aby mimo wszystko lód na jego sercu został całkowicie stopiony, przynajmniej nie dla innych. I wtedy także jego wewnętrzne rozterki nad przyszłością zostały przerwane, tak nagle, jak przecinająca czarne kłębiaste chmury jasna błyskawica. Upadł na ziemię, wykrzywiając niepewny pysk w grymasie. Tak niespodziewane zetknięcie z głuchy podłożem, nie było wcale, ani to wcale przyjemne w szczególności, gdy było się przygniecionym przez dodatkowe kilogramy, a nim zdążył zrozumieć, co też się stało i dlaczego teraz znajdował się na zimnej głębie, poczuł zimny nos Śliwkowej Pestki stykający się z jego. Przeszedł go dziwny dreszcz. Przypominało mu to sytuację z pasikonikiem, kiedy Owocówka postanowiła po raz kolejny popisać się swoją mądrością i pomimo ostrzeżeń, iż jej ganianie zakończy się źle... Cóż poszła na upartego po swoje, a punkt kulminacyjny był tak nagły, że Sokół nie zdarzył odskoczyć a czarno-biała już leżała na nim plackiem, stykając swój mokry różowy nos z jego. Czasem się zastanawiał, dlaczego to właśnie ona, ogrzała jego zlodowaciałe serce... Zamrugał parokroć unosząc w górę kocie brwi. Nim jednak cokolwiek powiedział, ta zaczęła się z niego ześlizgiwać, przy okazji nieco go depcząc, na co ponownie wykrzywił niebieskie lico.
- Dzięki, ale nie musiałaś. Nie jessstem przecież małym kociakiem, potrafię się otrzepać, widzisz? - mruknął spokojnie, unosząc delikatnie kąciki pyska w nieco koślawym uśmiechu i zaraz otrzepał futro z resztek osiadłego pyłu. Fakt gesty też nie były jego jakąś najlepszą stroną, ani też reagowanie na nie. - Cieszę się zatem. - dodał i przybliżając się do niej, przejechał szorstkim językiem po jej policzku. Czuł jednak, że jeszcze minie trochę czasu nim przyzwyczai się do myśli, iż ma parę, kogoś bliższego, kto będzie mógł zastąpić mu chociaż po cześci miejsce po zmarłym jedynym kochanym bracie - Burzowym Niebie.
Dwójka jeszcze dobry czas ze sobą rozmawiała, chociaż nowy wgląd na ich relacje sprawił, iż momentami między nimi zapadała cisza, gdzie ani jedno, ani drugie nie wiedziało co powiedzieć... W końcu zrobiło się późno, a Głogówna, jak i Sokola Łapa mieli jeszcze kilka spraw do załatwienia, dlatego też musieli przerwać wtulanie się we własne futra i wrócić do wykonywania swoich obowiązków, jednak to spotkanie wniosło do ich życia coś nowego...w końcu oboje wzbogalili się o partnerów.