Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Ranna Łapa również się uśmiechnął, widząc jak na wspomnienie Barwnej Wody zmienia się mina jego brata. Ah, sam tak bardzo chciałby mieć kiedyś kogoś takiego! Kogoś, kogo tak uwielbia i z kim może nazywać się partnerami, kogoś najważniejszego w tym świecie! Nie sądził, aby ktokolwiek łatwo pokochał tak nudnego kota jak on - w końcu nie było w nim nic wyjątkowego, nawet nie zaczął jeszcze swojego treningu, a co dopiero popisywać się przed kimś umiejętnościami! Może i to przykre, ale Raniuszek wciąż uśmiechał się myśląc o tym - po prostu cieszył się szczęściem Sroczego Ogona. Choć nie znali się dobrze, to srebrzysty kocurek już przywiązał się do swojego brata bardzo mocno… zawsze był przylepą, przyczepiał się do kotów jak kleszcz.
Na wspomnienie o reszcie rodzeństwa Raniuszek wpatrzył się w jakiś punkt przed sobą, z lekkim uśmiechem na pyszczku i smutnym spojrzeniem. Ich znał nieco lepiej, w końcu wychowywali się razem przez jakiś czas… Ale prawda była też taka, że sam zachorował prędko i nie mógł z nimi dalej być.
- To zabrzmi źle, ale nigdy nie poznałem ich tak dobrze, jak chciałem. Widzisz, zachorowałem gdy jeszcze byliśmy w kociarni, a nawet przed tym… nigdy nie byłem na tyle towarzyski, by spędzać z nimi czas. Ale opowiem ci to, co pamiętam. Zasługują na to, by cała rodzina ich poznała. - miauknął cicho, na moment znikając gdzieś myślami. - Bielik... Bielik był całkiem podobny do mnie, wiesz? Jeśli chodzi o wygląd… Miał srebrzyste futerko, był całkiem puszystym kociakiem. Trochę taki… trochę taki awanturnik. Pamiętam, że dużo krzyczał i się kłócił. Żuraw był czarno-biały, ale miał więcej czerni od ciebie. Był bardzo cichutki, trzymał się na uboczu. Martwiłem się, że nie znajdzie sobie przyjaciół… - przerwał na moment, poruszając uszami i wpatrując się bez mrugania w losowy punkt przed sobą. Zamyślony. - Wilga była bardzo bystra, wiesz? Zawsze wiedziała, co powiedzieć. Miała kolorowe futerko, nie podobne do mamy ani taty… Kosodrzewinka była podobna, choć miała więcej bieli na futrze. I była znacznie spokojniejsza. Bardzo wesoła, pamiętam… Chciałbym poznać ich wszystkich lepiej, wiesz? Ale aktualnie boję się, że w ogóle zapomnę jacy byli. - wyznał, czując jakby ktoś zaciskał mu kły na gardle. Zawsze tak miał, gdy robił się smutny. Zatrzymał się na moment w miejscu i zdawał się węszyć, prawie jakby uważał że wyczuje w powietrzu zapach kogoś z rodzeństwa - ale tak się nie stało. Ich tu nie było.
Tęsknił za rodzeństwem. Nigdy ich za bardzo nie poznał, a jednak serce go bolało gdy tylko o nich myślał… jakie to niesprawiedliwe!
Rozchmurzył się jednak na kolejne słowa brata. Czyli nie byli jedynymi… czyli to zupełnie normalne, i się zdarza! To dodało mu otuchy. Co, jeśli to oznaczało, że może sam znajdzie sobie kiedyś partnera? Sama ta myśl sprawiła, że jego serce zabiło mocniej. Raniuszek zdawał się wyprostować po słowach Sroczego Ogona, zdawał się wyglądać pewniej, tak nagle. Rzucił bratu pełen wdzięczności uśmiech.
- Więc jesteśmy trochę podobni, co? W sensie… Ja też zaczynam trening… dopiero teraz. I skąd zmiana z Kapustki na Srokę? Nie rozumiem. - spytał, z lekkim uśmiechem na pyszczku. - Czy dwunodzy… cię porwali? Jak do nich trafiłeś? To… brzmi strasznie. - dodał, strosząc lekko futerko na karku i ogonie. Myśl o dwunogach zawsze go przerażała. I fakt, że jego własny brat wpadł w ich łapy… to było prawdziwie okropne!
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Najnowsze wieści z Klanu Rzeki głosiły, że przypałętał się dziwny zwierz. Był duży, szybki, ale bardzo niezgrabny. Ponoć rozrabiał to tu, to tam. Nazywali go koniem, jednak Zmierzchowa Łapa niezbyt wiedziała kto to. Ponoć wielkością przewyższał dorodne lisy, a nawet rysia. Miał grzywę oraz nietypowy ogon. Jednak jego łapy zostawiały dziwne ślady. Córka Skrzącego Słowa nie wiedziała co myśleć. Czy znajomi próbowali ją wkręcić? Robili sobie głupie żarty? Co prawda kotka niewiele wychodziła z obozu za młodu. Dlatego tym razem było zupełnie inaczej. Zmierzch postanowiła wybadać sprawę na własną łapę. Zaczęła od okolic Wilgotnych Skałek. Ziemia tutaj powinna pozostawić jakiś ślad. O ile rzeczywiście ten zwierz istniał. Kto wie... Może uczennica Łabędzia złapie nawet zapach tego kogoś. Kiedyś trzeba było choć jeden raz zaryzykować i zrobić coś szalonego.
Obecnie kotka kroczyła ostrożnie niedaleko Wilgotnych Skałek. Miała nisko zwieszoną głowę, żeby lepiej zobaczyć ewentualne "ślady zbrodni". Ogon wisiał swobodnie, a uszy próbowały wyłapać najmniejsze dźwięki.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Brudna Stopa sama nigdy nie wychodziła. Taka była jej główna zasada, szczególnie po tym, że po jej ostatnim wyjściu wróciła z podrzuconymi jej kociakami. No cóż, miała prawa do własnych zasad wychodu z obozu.
Tym razem było inaczej, a Brudna Stopa znów poczuła się jak łapa, która jedyne co chciała, to przeżyć coś po za obozem, gdzie stare koty zrzędzą, a młode rzucają się w kałuże, bo to jedyna zabawa, jaką znają.
Chodziły głoski o dziwnym zwierzu - Koniu, mianowicie, a Brudna Stopa byłaby przeklęta, gdyby jej ciekawość nie wzięła góry, a jej uszy nie wyłapały miejsc, gdzie widziano uciekiniera.
Tak o to znalazła się tutaj - śledząc, a raczej chodząc powolnym krokiem za jedną z wnuczek Świetlikowego Zagajniku, swej kuzynki.
Sama nastawiła swych uszu, dając po sobie znak, że chyba szukają tego samego, lecz koń to duża szkapa, więc i tak jedynie może co ich ślepia wypatrzą, to niezadawalające ślady.
Nie dane jej było osiągnąć rozmiarów ojca, ledwo nawet wyrosła na tyle, by chociaż nie odstawać od własnej matki; jest zatem przeciętnego wzrostu kotką, której długie buro-białe futro skrzętnie zakrywa wszelkie niedoskonałości. A ma ich całkiem sporo: brakuje jej umięśnienia łap, jakimi cieszy się Owocowa Gałązka, ba, daleko jej nawet do sylwetki Łopianowego Korzenia! Jest kanciastą, chudą kotką, wyniszczoną przez wieczne choroby targające jej ciałem. Futro, choć długie, nie należy do najpiękniejszych i najbardziej zadbanych. W niektórych miejscach jest go trochę mniej, w innych więcej, odstaje na wszystkie strony, lecz koteczka nawet nie próbuje tego naprawiać, zdając sobie sprawę, że chaos futra odwraca uwagę od słabości mięśni.
Biel zajmuje mniej więcej połowę powierzchni Jaszczurki. Przednie łapy, za wyjątkiem lewego łokcia i kawałka prawych palców i nadgarstka; pyszczek, nie licząc okolic uszu i lewego oka (kolor ślepi balansuje na granicy bladej zieleni i żółci), jak i malutkich plamek dookoła warg. Nosek ma różowy, z pojedynczą, ciemniejszą plamą na górze. Zajmuje też szyję, brzuch, tylne łapy, poza tymi kilkoma burymi plamami. Przecina też te plamy na bokach, które rozlewają się po nich nierówno, wraz z czarnymi, klasycznymi pręgami. Puchaty ogon jako jedyny ostał się, nieprzecięty bielą.
Frustracja stała się jej paliwem. Zawsze była chaotyczna i głośna, jednak księżyce spędzone na smarkaniu w mech spowodowały, że wszelkie uczucia, nie potrafiące znaleźć swojego ujścia, zaczęły kumulować się we wnętrzu koteczki. Zdaje się nie szanować innych kotów, innych istnień; o ile w przypadku klanowiczów potrafi się (jeszcze!) jakkolwiek pohamować, tak owady, gryzonie odczuwają cały jej gniew na sobie, gdy wypruwa ich flaki w furii. Nie należy do miłych, przyjemnych kotów, nie dopuszcza do siebie nikogo - odcięła się od świata, kierowana strachem przed otwarciem samej siebie, swojego serca, przywiązania się do drugiej osoby. Rodzina zniknęła, ojciec zniknął, a ci, co się ostali... Ma względem nich mieszane uczucia. Bo nie wie, co powinna z nimi zrobić. Nie wie właściwie bardzo wielu rzeczy - tego, co zrobić z własnym życiem, jak funkcjonować w klanie, wszakże spory kawał życia przeleciał jej jak przez palce; nie wie też jak zatrzymać pędzące przed siebie myśli. Ciężko jej utrzymać uwagę na jednej rzeczy, szczególnie nudnej. Potrzebuje stałej symulacji, a jej brak napędza tylko frustrację i złość. Ona to chaos, chaos to ona.
Lete (s), Mimoza (s)
_____
Nowe imię, nawet jeśli niezbyt istotne, było przepustką do poznawania świata. Pozwalało na więcej (chociaż wciąż czuła na sobie nieprzychylne spojrzenia, kiedy wymykała się z obozu) wolności, jak i możliwości. Może nie była zbyt związana z terminatorskim imieniem, wszak zbyt długo żyła pod prostym, kocięcym imieniem, ale potrafiła w jakimś stopniu je docenić. Czy może bardziej własną rangę. Nie na tyle, by się przestawić na bycie Jaszczurzą Łapą, ale w jej mniemaniu wystarczająco - bo przynajmniej na nie reagowała.
Ale nie samo imię było najważniejsze. Najważniejsze było to, co działo się tu i teraz. Kiedy obchodziła wolnym krokiem Błyszczące Głazy i kierowała się na południe, w kierunku Wilgotnych Skałek. Nie wiedziała ile właściwie zajęła jej wędrówka, kiedy wreszcie stanęła przy brzegu rzeki. Przejechała spojrzeniem po okolicy. Nie zauważyła nic interesującego, oprócz oczywiście samego przejścia na drugą stronę rwącej wody. Zmarszczyła lekko nos. Nie wyglądało to bezpiecznie, czego wkrótce znalazła potwierdzenie, kiedy tylko przejechała łapą po jednym z kamieni. Śliskie. Nagle zwątpiła w plan, który jeszcze przed momentem zajaśniał w jej głowie. Musiała wymyślić coś innego... albo całkowicie zrezygnować z przechodzenia na drugą stronę. Odetchnęła ciężko, podirytowana, i zamyśliła się, przestając zwracać uwagę na otoczenie.
Księżyce: 100 Mistrz: Zmierzchająca Nadzieja Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo
Duży, masywny kocur. Jego mięśni nie jest w stanie ukryć nawet długie, puszyste futro. Jest ono koloru niebieskiego srebrnego, przecinane ciemnymi, wchodzącymi w czerń pręgami klasycznymi. Biel również zajmuje sporą część jego sierści - pojawia się na pysku, piersi, brzuchu i wszystkich czterech łapach, na których ciągnie się od samych palców przez całe nogi aż do podbrzusza. Duże łapy o ostrych niczym ciernie pazurach mają różowe poduszki, tak samo ubarwiony jest też nos kota. Cierń urósł, zmienił się odkąd zniknął z terenów Klanu Rzeki, jednak pewna rzecz pozostała bez zmian - jego szeroki uśmiech, a nad nim para intensywnie żółtych oczu.
Nie zmienił się bardzo w kwestii charakteru, choć od kocięcych księżyców minęło już trochę czasu. Wciąż jest tym mocno ciekawskim, wiecznie uśmiechniętym kotem. Jest towarzyski, zależy mu na relacjach z innymi… i bardzo, bardzo zależy mu na tym, by każdy wokół niego postępował według zasad i wiedział, że Gwiezdny Klan ma ich w opiece. Gwiezdny Klan! Cierń bierze go bardzo na poważnie i stara się nawrócić każdego, kto ma nieco inne podejście do tego tematu. Jest przy tym bardzo dociekliwy, naciska i upiera się, ale sam uważa siebie za kota uprzejmego i idealnie ułożonego. A w każdym razie stara się taki być. Jest lojalny, a także opanowany, a to drugie może nawet z przesadą.
Ciernista Łapa może i był już pełnoprawnym terminatorem, jednak nie zamierzał robić tylko i wyłącznie tego, co mu się podoba. Nie tak, jak niektórzy. On wolał słuchać się zasad, wolał za nimi podążać. Uważał, że obowiązkiem dobrego członka Klanu jest przestrzeganie ich, a także pilnowanie by robiły to inne koty. Z powodu tego wszystkiego, syn Skrzącego Słowa nie wychodził też sam z obozu. Zmierzchająca Nadzieja, jego nowa mistrzyni, wprost powiedziała mu aby w najbliższym czasie nie opuszczał tego bezpiecznego obszaru sam. Jak mógłby więc zrobić coś wbrew jej słowom? Na całe szczęście Warczące Gardło był tak miły, że zgodził się zabierać go ze sobą na patrole. Dzięki temu Cierń mógł zdobywać doświadczenia i przydać się na coś w Klanie! Ah, Warczące Gardło... co za porządny kot, który wie co jest najważniejsze w życiu - Klan Rzeki, a także oczywiście sam Gwiezdny Klan.
Niestety, tamtego dnia młody terminator zagapił się. Wydawało mu się, że wyczuł w pobliżu innego kota, a gdy podążył za tym zapachem, zorientował się, że zupełnie stracił opiekuna z oczu. Nie przejął się tym jednak, przekonany, że na własnych terenach nie da się faktycznie zgubić, nawet jeśli nie zna się ich za dobrze.
Miał rację co do tego, że był tu ktoś jeszcze. Albowiem gdy przeszedł jeszcze kawałek, to znajomy zapach stał się silniejszy i wkrótce Cierń zobaczył przed sobą Jaszczurzą Łapę. Pamiętał ją z ceremonii i legowiska, widywał ją w obozie... Oczywiście znał jej imię. Kotka stała tyłem do niego, chyba patrzyła na tą interesującą, szybko płynącą wodę...
- Witaj, Jaszczurza Łapo! - zawołał, może odrobinę zbyt głośno. Zbliżył się energicznym krokiem i stanął obok drugiej terminatorki, posyłając jej wesoły, szeroki uśmiech. - Co takiego tutaj robisz, zupełnie sama? Czy twój mistrz nie zabronił ci wychodzić z obozu póki nie nauczyłaś się walki? - wiedział, że to jego ojciec został mianowany na jej mistrza... poczuł ukłucie zazdrości myśląc o tym.
Dear Wise One, am I worthy? is it okay to be weak sometimes? will You laugh with me and forgive me?
Nie dane jej było osiągnąć rozmiarów ojca, ledwo nawet wyrosła na tyle, by chociaż nie odstawać od własnej matki; jest zatem przeciętnego wzrostu kotką, której długie buro-białe futro skrzętnie zakrywa wszelkie niedoskonałości. A ma ich całkiem sporo: brakuje jej umięśnienia łap, jakimi cieszy się Owocowa Gałązka, ba, daleko jej nawet do sylwetki Łopianowego Korzenia! Jest kanciastą, chudą kotką, wyniszczoną przez wieczne choroby targające jej ciałem. Futro, choć długie, nie należy do najpiękniejszych i najbardziej zadbanych. W niektórych miejscach jest go trochę mniej, w innych więcej, odstaje na wszystkie strony, lecz koteczka nawet nie próbuje tego naprawiać, zdając sobie sprawę, że chaos futra odwraca uwagę od słabości mięśni.
Biel zajmuje mniej więcej połowę powierzchni Jaszczurki. Przednie łapy, za wyjątkiem lewego łokcia i kawałka prawych palców i nadgarstka; pyszczek, nie licząc okolic uszu i lewego oka (kolor ślepi balansuje na granicy bladej zieleni i żółci), jak i malutkich plamek dookoła warg. Nosek ma różowy, z pojedynczą, ciemniejszą plamą na górze. Zajmuje też szyję, brzuch, tylne łapy, poza tymi kilkoma burymi plamami. Przecina też te plamy na bokach, które rozlewają się po nich nierówno, wraz z czarnymi, klasycznymi pręgami. Puchaty ogon jako jedyny ostał się, nieprzecięty bielą.
Frustracja stała się jej paliwem. Zawsze była chaotyczna i głośna, jednak księżyce spędzone na smarkaniu w mech spowodowały, że wszelkie uczucia, nie potrafiące znaleźć swojego ujścia, zaczęły kumulować się we wnętrzu koteczki. Zdaje się nie szanować innych kotów, innych istnień; o ile w przypadku klanowiczów potrafi się (jeszcze!) jakkolwiek pohamować, tak owady, gryzonie odczuwają cały jej gniew na sobie, gdy wypruwa ich flaki w furii. Nie należy do miłych, przyjemnych kotów, nie dopuszcza do siebie nikogo - odcięła się od świata, kierowana strachem przed otwarciem samej siebie, swojego serca, przywiązania się do drugiej osoby. Rodzina zniknęła, ojciec zniknął, a ci, co się ostali... Ma względem nich mieszane uczucia. Bo nie wie, co powinna z nimi zrobić. Nie wie właściwie bardzo wielu rzeczy - tego, co zrobić z własnym życiem, jak funkcjonować w klanie, wszakże spory kawał życia przeleciał jej jak przez palce; nie wie też jak zatrzymać pędzące przed siebie myśli. Ciężko jej utrzymać uwagę na jednej rzeczy, szczególnie nudnej. Potrzebuje stałej symulacji, a jej brak napędza tylko frustrację i złość. Ona to chaos, chaos to ona.
Lete (s), Mimoza (s)
I to był błąd, tak przestać nasłuchiwać, bo może wtedy uniknęłaby niechcianego kontaktu z bachorem Skrzącego Słowa. W pierwszej chwili chciała go zignorować. O, stać tak, jak jakieś cholerne drzewo, nie ruszać się, nie słuchać, nie odpowiadać. To mogłoby być dobre rozwiązanie, pomijając fakt, że wyszłaby na wariatkę... Och, to akurat jej nie bardzo obchodziło. Większym problemem było, że w trakcie swojego krótkiego pobytu w kociarni, zdążyła już zapoznać się z miotem Księżycowego Jeziora, więc wiedziała, że kocurek raczej nie zostawiłby jej tak łatwo w spokoju. Jego słowa tylko utwierdzały ją w tym przekonaniu.
Powstrzymała głośne westchnięcie i zamiast tego obróciła łeb bardzo, bardzo powoli. Wlepiła spojrzenie w pysk Ciernistej Łapy i aż zrobiło jej się słabo. Tak, zdecydowanie szybko płynąca woda stała się teraz nad wyraz interesująca - a wizja kocurka zabieranego przez jej nurt była jeszcze ciekawsza. Mrugnęła raz, drugi, chyba tylko cudem powstrzymując grymas cisnący się na jej pysk.
— Zaczęliśmy z twoim ojcem od walki, szczylu — odparła, cedząc każde ze słów, a najbardziej to związane z jej mistrzem. Co za tragedia. Powoli obróciła się w kierunku Ciernistej Łapy. — Ciekawe, że mi to wypominasz, skoro przyszedłeś... sam — dodała, nawet uśmiechając się krzywo. Co za hipokryta. Ale to dobrze, może w takim tempie coś go zwyczajnie pożre. Optymistycznie zakładając, że sama zaraz tego nie zrobi.
Księżyce: 100 Mistrz: Zmierzchająca Nadzieja Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo
Duży, masywny kocur. Jego mięśni nie jest w stanie ukryć nawet długie, puszyste futro. Jest ono koloru niebieskiego srebrnego, przecinane ciemnymi, wchodzącymi w czerń pręgami klasycznymi. Biel również zajmuje sporą część jego sierści - pojawia się na pysku, piersi, brzuchu i wszystkich czterech łapach, na których ciągnie się od samych palców przez całe nogi aż do podbrzusza. Duże łapy o ostrych niczym ciernie pazurach mają różowe poduszki, tak samo ubarwiony jest też nos kota. Cierń urósł, zmienił się odkąd zniknął z terenów Klanu Rzeki, jednak pewna rzecz pozostała bez zmian - jego szeroki uśmiech, a nad nim para intensywnie żółtych oczu.
Nie zmienił się bardzo w kwestii charakteru, choć od kocięcych księżyców minęło już trochę czasu. Wciąż jest tym mocno ciekawskim, wiecznie uśmiechniętym kotem. Jest towarzyski, zależy mu na relacjach z innymi… i bardzo, bardzo zależy mu na tym, by każdy wokół niego postępował według zasad i wiedział, że Gwiezdny Klan ma ich w opiece. Gwiezdny Klan! Cierń bierze go bardzo na poważnie i stara się nawrócić każdego, kto ma nieco inne podejście do tego tematu. Jest przy tym bardzo dociekliwy, naciska i upiera się, ale sam uważa siebie za kota uprzejmego i idealnie ułożonego. A w każdym razie stara się taki być. Jest lojalny, a także opanowany, a to drugie może nawet z przesadą.
Czekał cierpliwie podczas gdy starsza kotka powoli odwracała się w jego kierunku. To nie tak, że miał teraz jakieś inne zajęcie poza szukaniem swojego chwilę wcześniej zgubionego opiekuna. Był przekonany, że Warczące Gardło nie będzie przesadnie przejęty jego własnym zniknięciem, w końcu Ciernista Łapa był już dużym kotem, pod którego futrem zaczęły pojawiać się już mięśnie. Był kotem, który potrafił sobie poradzić i uważał siebie za całkiem bystrego. Może i nie potrafił jeszcze walczyć, ani nawet polować, ale nie bał się o siebie, więc Warczące Gardło też nie powinien.
Jednak teraz Cierń skupiał się w pełni na swojej towarzyszce, z którą zamierzał bardzo chętnie porozmawiać. Naprawdę zaciekawiło go, co ona tutaj robi sama. Została dopiero co mianowana, tak jak i on sam, więc niemożliwym było aby była jakoś bardzo wytrenowana… nawet pomimo tego, że jej ojcem był Skrzące Słowo, najlepszy wojownik w Klanie Rzeki. Skoro Jaszczurza Łapa tu była, sama, to musiała być bardzo odważna! Lub po prostu nie zastanowiła się nad tym, co robi.
Nie zareagował na określenie ani sam ton kotki w negatywny sposób. Po prostu patrzył na nią w dalszym ciągu, praktycznie nie mrugając, uśmiechnięty.
- Naprawdę? To wspaniale… nasz Klan potrzebuje wiele silnych kotów. Słyszałaś o tym, co ostatnio stało się na granicy? Moja przyjaciółka została zaatakowana przez kota z Klanu Wichru i zraniona! Jednak gdy będziemy lepiej wytrenowani, to takie sytuacje nie skończą się równie tragicznie co ta. Mój ojciec… oczywiście, postąpił słusznie. - zakończył swoją wypowiedź i lekko poruszył uszami w tył, jakby zawiedziony czymś. Było mu wciąż nieco przykro, że nie był terminatorem Skrzącego Słowa. Ale nie mógłby też zakwestionować decyzji Łabędziej Gwiazdy wobec jego treningu! - Ja… ja nie jestem sam, Jaszczurza Łapo. Warczące Gardło wyszedł ze mną z obozu, jak zazwyczaj! My po prostu rozdzieliliśmy się chwilę temu. - wytłumaczył spokojnie, może tylko trochę zakłopotany całą sytuacją. Nie dawał tego po sobie poznać. - Na całe szczęście, choć Warczącego Gardła tutaj nie ma, to teraz jesteśmy tu we dwoje. W razie kłopotów pomożemy sobie, więc nie czuję się zagrożony! - posłał kotce kolejny uśmiech. Nie wątpił w to, że choć Jaszczurza Łapa nie wyglądała na zachwyconą ze spotkania, to pomogłaby mu w potrzebie. A on chciał zawierać znajomości w Klanie, takie jak najlepsze.
Dear Wise One, am I worthy? is it okay to be weak sometimes? will You laugh with me and forgive me?
Nie dane jej było osiągnąć rozmiarów ojca, ledwo nawet wyrosła na tyle, by chociaż nie odstawać od własnej matki; jest zatem przeciętnego wzrostu kotką, której długie buro-białe futro skrzętnie zakrywa wszelkie niedoskonałości. A ma ich całkiem sporo: brakuje jej umięśnienia łap, jakimi cieszy się Owocowa Gałązka, ba, daleko jej nawet do sylwetki Łopianowego Korzenia! Jest kanciastą, chudą kotką, wyniszczoną przez wieczne choroby targające jej ciałem. Futro, choć długie, nie należy do najpiękniejszych i najbardziej zadbanych. W niektórych miejscach jest go trochę mniej, w innych więcej, odstaje na wszystkie strony, lecz koteczka nawet nie próbuje tego naprawiać, zdając sobie sprawę, że chaos futra odwraca uwagę od słabości mięśni.
Biel zajmuje mniej więcej połowę powierzchni Jaszczurki. Przednie łapy, za wyjątkiem lewego łokcia i kawałka prawych palców i nadgarstka; pyszczek, nie licząc okolic uszu i lewego oka (kolor ślepi balansuje na granicy bladej zieleni i żółci), jak i malutkich plamek dookoła warg. Nosek ma różowy, z pojedynczą, ciemniejszą plamą na górze. Zajmuje też szyję, brzuch, tylne łapy, poza tymi kilkoma burymi plamami. Przecina też te plamy na bokach, które rozlewają się po nich nierówno, wraz z czarnymi, klasycznymi pręgami. Puchaty ogon jako jedyny ostał się, nieprzecięty bielą.
Frustracja stała się jej paliwem. Zawsze była chaotyczna i głośna, jednak księżyce spędzone na smarkaniu w mech spowodowały, że wszelkie uczucia, nie potrafiące znaleźć swojego ujścia, zaczęły kumulować się we wnętrzu koteczki. Zdaje się nie szanować innych kotów, innych istnień; o ile w przypadku klanowiczów potrafi się (jeszcze!) jakkolwiek pohamować, tak owady, gryzonie odczuwają cały jej gniew na sobie, gdy wypruwa ich flaki w furii. Nie należy do miłych, przyjemnych kotów, nie dopuszcza do siebie nikogo - odcięła się od świata, kierowana strachem przed otwarciem samej siebie, swojego serca, przywiązania się do drugiej osoby. Rodzina zniknęła, ojciec zniknął, a ci, co się ostali... Ma względem nich mieszane uczucia. Bo nie wie, co powinna z nimi zrobić. Nie wie właściwie bardzo wielu rzeczy - tego, co zrobić z własnym życiem, jak funkcjonować w klanie, wszakże spory kawał życia przeleciał jej jak przez palce; nie wie też jak zatrzymać pędzące przed siebie myśli. Ciężko jej utrzymać uwagę na jednej rzeczy, szczególnie nudnej. Potrzebuje stałej symulacji, a jej brak napędza tylko frustrację i złość. Ona to chaos, chaos to ona.
Lete (s), Mimoza (s)
O nie, on nie przestawał. Z każdą kolejną chwilą, gdy wpatrywała się w jego uśmiech, widać było, jak ulatuje z niej dusza i chęci do życia. Nie wzruszył się na łagodne wyzwisko, jego uśmiech nawet nie drgnął o włos, a to wszystko oznaczało, że na pewno nie planował sobie stąd pójść. Zgarbiła się lekko. Przecież przecierpiała już wystarczająco dużo, prawda? Gniła w tej zawszonej lecznicy, potem użerała się z całym tym miotem w jednej kociarni (gdyby nie niskie temperatury, to pewnie spałaby choćby i pod jakimś losowym drzewem), przeżyła mianowanie z nimi... I co, i dalej mieli ją dręczyć? No dramat. Po prostu dramat. Świat chyba naprawdę chciał ją wykończyć.
Planowała wyłączyć się i po prostu nie słuchać kłapania dziobem Ciernistej Łapy, szczególnie po jego pierwszych słowach, ale zaraz za nimi poszły o wiele ciekawsze. Zamrugała, zaskoczona nową informacją. Znaczy, może nie taką nową dla klanu, ale nową dla niej samej; prawdopodobnie powinna zwracać uwagę bardziej na to, co działo się dookoła niej. Zmarszczyła nos.
— A co twój stary niby zrobił? — wypaliła momentalnie z powątpieniem w głosie. A kiedy Cierń zaczął ją zapewniać, że nie był sam, parsknęła tylko głośno. No tak, oczywiście, był razem ze swoim mistycznym opiekunem. Całkiem wygodnie, może też powinna tak zacząć się tłumaczyć? — Czyli jesteś sam — skomentowała sucho. Może i rozdzielił się z Warczącym Gardłem, ale nie zmieniało to faktu, iż został sam. Jego słowa jednak sugerowały, że najwyraźniej miał nieco inny pogląd na sprawę. Wybałuszyła oczy. — Pomożemy, ta? A to ciekawe — odparła nawet nie próbując ukryć, że zrobiło jej się wręcz słabo na tę wizję. Chyba nieco za mało eksponowała swoją wrogość, skoro Cierń uznał, że może się w jej otoczeniu, o losie, bezpiecznie!
jest to proporcjonalnie zbudowana, harmonijna kotka. Ani za gruba, ani za chuda, niemal jak wycięta z katalogu ze swoją budową ciała. Delikatnie wyższa niż przeciętnego wzrostu. Nie wyróżnia się z tłumu w żaden sposób. O niektórych kotach można powiedzieć, że mają garbate nosy, wielki uszy, skośne oczy lub coś podobnego - o niej natomiast nie. Uszy średniej wielkości, nos trochę prosty, ale ogólnie to ładnie wygięty, niezbyt mocno zaznaczone kości policzkowe, okrągłe ślepka. Futro krótkie, miękkie i przyjemne, ale dosyć gładkie, w kolorze jednolicie niebieskim. Jedynym co się odróżnia na tle szarości jest biel, która ukazuje się na końcu ogona Rybołów, na jej tylnych łapach po pięty oraz na klatce piersiowej, gdzie znajduje się niewielka plama w kształcie "serca". Kotka porusza się energicznie a wzrok ma bystry. Właśnie, jeśli chodzi o kolor jej oczu, to lewe jest jaskrawo zielone niczym świeże liście, a prawe intensywnie niebieskie niczym niebo podczas słonecznego dnia.
Idealistka, ale nie naiwna. Stara się wierzyć w dobro i lepszy świat oraz w to, że swoimi czynami może pomóc innym. Nie ma skomplikowanego charakteru, wręcz przeciwnie, jej osobowość opiera się na bardzo prostych zasadach. Inteligencji, otwartości, chęci do pracy i chęci pomocy innym. Wciąż jest dosyć energiczna i gadatliwa, ale zdecydowanie jest bardziej stonowana w porównaniu z czasem gdy była małym kocięciem, głównie przez utratę całej bliskiej rodziny oraz tragedie z jakimi musiała sobie radzić. Bardzo starała się ukrywać swoją depresję spowodowaną śmiercią, zaginięciami i zdradą rodziny, ale im była starsza tym szło jej gorzej, przez co czasem sprawiała wrażenie wyalienowanej lub melancholijnej, pogrążonej we własnych myślach. Nie chciała jednak nikogo martwić swoją osobą. Rybołów ogólnie zdaje sobie sprawę ze swoich cech, wie, że jest wystarczająco silna by sobie poradzić. Ma silną psychikę i wielkie pokłady determinacji, które mogą być nieco przerażające. Dużo myśli, czasem odrobinę za dużo, analizując wszystko, co ją otacza.
Płonące Niebo, Liliowa Łapa, Bratek [KRz]
Musiała iść na zioła. Wiedziała, że Cis ostatnio też się tym zajmował, a co dwa koty to nie jeden. Zapytała zatem wojowników, czy któryś nie chce iść z nią w formie ewentualnej obstawy by czuła się bezpieczniej i zgłosił się Głębinowy Minóg, wojownik, z którym nie miała wcześniej za dużo do czynienia. Wiedziała tyle, że urodził się poza Klanem ale jego matka pochodziła z Klanu. W gruncie rzeczy, Rybołowiemu Lotowi nie robiło to żadnej różnicy kim był, tak długo, jak nie był kotem opryskliwym i faktycznie jej pomoże w wycieczce.
Przeszli od Błyszczących Głazów w stronę Wilgotnych Skałek. Było tu dużo kamieni, głazów i skał, których Rybołów szukała. Zależało jej na znalezieniu takich rzeczy jak pajęczyna, gwiazdnica, może jakiś stary ul z którego byłaby w stanie wyciągnąć miód. Ale wszystko inne też było w porządku.
- Będę szukać wokół skał, Głębinowy Minogu. Jeśli chcesz możesz pomóc mi w szukaniu albo zapolować w okolicy, albo połowić ryby skoro jesteśmy koło rzeki. To już jak ci pasuje - uśmiechnęła się do niego, po czym zaczęła szukać. Skupiła się w pierwszej kolejności na znalezieniu pajęczyny. Rozglądała się uważnie, ale też węszyła, z nadzieją na jakieś zioła. Chodziła cicho i ostrożnie, nie chciała przecież ściągnąć na siebie żadnego niebezpieczeństwa. Ani na siebie, ani na towarzyszącego jej wojownika.
Zaproszędzieńi noc, zaproszę czterywiatry Dlawszystkich [ drzwi ] otwarte, ktoś poda pierwszyton Zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
> Nasiąkną ścianygrą < [ Bo takibędzie mój>>DOM << ]
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Czy pierwszy dotarł do Rybołów zapach mokrej wydry, czy najpierw dostrzegła błyszczące od wilgoci futerko – bez znaczenia. Wydra siedziała na płaskim kamieniu zajęta upolowaną wcześniej rybą i nie zauważyła jeszcze kociego towarzystwa.
Oczywiście, że Minóg jest w pierwszym rzędzie, gdy przydarza się okazja do pomocy. Co prawda w roli obstawy jeszcze nie miał okazji się sprawdzić i nie wie czy jest słusznym wyborem, jednak nijak go to nie zniechęca. Na pewno sobie poradzą z przeciwnościami losu, jeśli zajdzie taka potrzeba.
– Myślę, że na początek spróbuję zapolować, ale z wielką radością pomogę w poszukiwaniach medykamentów. Powiedz mi tylko za czym się rozglądać. – szczerzy kiełki w uśmiechu, a nim przychodzi do momentu rozdzielenia się przypomina sobie o jeszcze jednej istotnej kwestii. – Ach. I oczywiście w razie jakichkolwiej problemów, wzywaj. Wierzę, że obejdzie się bez nich, ale w razie co zjawię się jak najprędzej.
Po tym zapewnieniu może już odbić w bok od medyczki. Lekko przygarbiony rusza pod wiatr, wypatrując śladów zwierzyny. Szare uszy czujnie chłoną wszystkie dźwięki.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
jest to proporcjonalnie zbudowana, harmonijna kotka. Ani za gruba, ani za chuda, niemal jak wycięta z katalogu ze swoją budową ciała. Delikatnie wyższa niż przeciętnego wzrostu. Nie wyróżnia się z tłumu w żaden sposób. O niektórych kotach można powiedzieć, że mają garbate nosy, wielki uszy, skośne oczy lub coś podobnego - o niej natomiast nie. Uszy średniej wielkości, nos trochę prosty, ale ogólnie to ładnie wygięty, niezbyt mocno zaznaczone kości policzkowe, okrągłe ślepka. Futro krótkie, miękkie i przyjemne, ale dosyć gładkie, w kolorze jednolicie niebieskim. Jedynym co się odróżnia na tle szarości jest biel, która ukazuje się na końcu ogona Rybołów, na jej tylnych łapach po pięty oraz na klatce piersiowej, gdzie znajduje się niewielka plama w kształcie "serca". Kotka porusza się energicznie a wzrok ma bystry. Właśnie, jeśli chodzi o kolor jej oczu, to lewe jest jaskrawo zielone niczym świeże liście, a prawe intensywnie niebieskie niczym niebo podczas słonecznego dnia.
Idealistka, ale nie naiwna. Stara się wierzyć w dobro i lepszy świat oraz w to, że swoimi czynami może pomóc innym. Nie ma skomplikowanego charakteru, wręcz przeciwnie, jej osobowość opiera się na bardzo prostych zasadach. Inteligencji, otwartości, chęci do pracy i chęci pomocy innym. Wciąż jest dosyć energiczna i gadatliwa, ale zdecydowanie jest bardziej stonowana w porównaniu z czasem gdy była małym kocięciem, głównie przez utratę całej bliskiej rodziny oraz tragedie z jakimi musiała sobie radzić. Bardzo starała się ukrywać swoją depresję spowodowaną śmiercią, zaginięciami i zdradą rodziny, ale im była starsza tym szło jej gorzej, przez co czasem sprawiała wrażenie wyalienowanej lub melancholijnej, pogrążonej we własnych myślach. Nie chciała jednak nikogo martwić swoją osobą. Rybołów ogólnie zdaje sobie sprawę ze swoich cech, wie, że jest wystarczająco silna by sobie poradzić. Ma silną psychikę i wielkie pokłady determinacji, które mogą być nieco przerażające. Dużo myśli, czasem odrobinę za dużo, analizując wszystko, co ją otacza.
Płonące Niebo, Liliowa Łapa, Bratek [KRz]
- Jakbyś zobaczył gdzieś pajęczynę albo miód, to znaczy stary pszczeli ul, to byłoby naprawdę super. - odpowiedziała mu, skupiona na swojej pracy. Po chwili poszukiwań trafiła na zwierzę - była to wydra. Spora istota mieszkająca przy wodzie, z którą medyczka nie chciała wchodzić w niepotrzebną zwadę - nie było po co. Wydra jej nie zauważyła i nie sprawiała dla niej zagrożenia, poza tym polowała raczej na ryby i inne zwierzątka wodne, nie ma co jej przeszkadzać.
Odeszła kawałek dalej, zostawiając wydrę za sobą i powracając do poszukiwać. W dalszym ciągu szła ostrożnie i uważnie, węsząc i rozglądając się po okolicy, głównie po skałach. Nie chciała wydawać z siebie za bardzo niepotrzebnych odgłosów, by nie spłoszyć zwierzyny ani nie zaalarmować drapieżników.
Wojownik zaczął rozglądać się za zwierzyną, którą mógłby upolować. I nagle usłyszał nad sobą piskliwy dźwięk - gdy zerknął nad siebie dostrzegł kilka kołujących w powietrzu ptaków z rozdwojonymi ogonkami. Były to... jaskółki! Najwyraźniej Pora Nowych Liści naprawdę zaczęła nadchodzić i ptaki znów pojawiły się w lesie. Być może to ich pierwsze dni od powrotu. Pytanie tylko, czy Minogowi chce się czekać, aż któraś wyląduje niedaleko niego lub będzie latać na tyle nisko, że będzie w stanie ją upolować. Zawsze może przecież szukać dalej.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Pokojowe wyminięcie wydry nie stanowiło żadnego problemu – a wręcz istniała możliwość, że nigdy nie zorientowała się o potencjalnym towarzystwie. Z kolei medyczka ruszyła na dalsze poszukiwania medykamentów i... no tu znowu szczęścia nie miała, bo nim wpadła na cokolwiek przydatnego w lecznicy, zauważyła coś dużo bardziej niespodziewanego. Drobny rudy pręgus o krótkiej sierści szedł na ugiętych łapach w stronę rzeki, głowę i ogon trzymał nisko. Można by go pomylić ze Zbożem, jednak Zboże przecież już od dawna nie żyło. A ile innych kotów w Klanie pasowało do tego rysopisu? No właśnie. Tylko skąd samotnik w samym centrum terenów?
Podnosi łeb w górę i prędko dostrzega krążące po niebie ptaki. Rozpoznaje w nich jaskółki, ale nie zna się na konkretnych gatunkach na tyle by wiedzieć czego się po nich spodziewać. Nie zniknęły mu jednak jeszcze z zasięgu wzroku, więc optymistycznie zakłada, że cel ich podróży jest gdzieś tu blisko i warto poczekać. Ugina łapy, przechodząc do pozycji łowieckiej i powoli przenosi się pod większą kępę trawy, która pomoże mu ukryć się przed ptasim wzrokiem. Zamierza tam przykucnąć i w bezruchu poczekać aż któraś z jaskółek znajdzie się nad nim, albo wyląduje w pobliżu.
Albo aż odlecą w swoją stronę, tej mozliwości również nie wyklucza.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
jest to proporcjonalnie zbudowana, harmonijna kotka. Ani za gruba, ani za chuda, niemal jak wycięta z katalogu ze swoją budową ciała. Delikatnie wyższa niż przeciętnego wzrostu. Nie wyróżnia się z tłumu w żaden sposób. O niektórych kotach można powiedzieć, że mają garbate nosy, wielki uszy, skośne oczy lub coś podobnego - o niej natomiast nie. Uszy średniej wielkości, nos trochę prosty, ale ogólnie to ładnie wygięty, niezbyt mocno zaznaczone kości policzkowe, okrągłe ślepka. Futro krótkie, miękkie i przyjemne, ale dosyć gładkie, w kolorze jednolicie niebieskim. Jedynym co się odróżnia na tle szarości jest biel, która ukazuje się na końcu ogona Rybołów, na jej tylnych łapach po pięty oraz na klatce piersiowej, gdzie znajduje się niewielka plama w kształcie "serca". Kotka porusza się energicznie a wzrok ma bystry. Właśnie, jeśli chodzi o kolor jej oczu, to lewe jest jaskrawo zielone niczym świeże liście, a prawe intensywnie niebieskie niczym niebo podczas słonecznego dnia.
Idealistka, ale nie naiwna. Stara się wierzyć w dobro i lepszy świat oraz w to, że swoimi czynami może pomóc innym. Nie ma skomplikowanego charakteru, wręcz przeciwnie, jej osobowość opiera się na bardzo prostych zasadach. Inteligencji, otwartości, chęci do pracy i chęci pomocy innym. Wciąż jest dosyć energiczna i gadatliwa, ale zdecydowanie jest bardziej stonowana w porównaniu z czasem gdy była małym kocięciem, głównie przez utratę całej bliskiej rodziny oraz tragedie z jakimi musiała sobie radzić. Bardzo starała się ukrywać swoją depresję spowodowaną śmiercią, zaginięciami i zdradą rodziny, ale im była starsza tym szło jej gorzej, przez co czasem sprawiała wrażenie wyalienowanej lub melancholijnej, pogrążonej we własnych myślach. Nie chciała jednak nikogo martwić swoją osobą. Rybołów ogólnie zdaje sobie sprawę ze swoich cech, wie, że jest wystarczająco silna by sobie poradzić. Ma silną psychikę i wielkie pokłady determinacji, które mogą być nieco przerażające. Dużo myśli, czasem odrobinę za dużo, analizując wszystko, co ją otacza.
Płonące Niebo, Liliowa Łapa, Bratek [KRz]
No właśnie, Zboże już od dawna nie żyło, a kot, którego zobaczyła medyczka, nie pachniał Klanem Rzeki. Gdyby to było na terenach niczyich, to pewnie po prostu by odeszła, ale na terenach swojego Klanu nie mogła przecież przepuścić obcego kota. Wcale jej się to wszystko nie uśmiechało, bo nie wiedziała przecież, czy obcy nie będzie względem niej wrogo nastawiony, a ona była słaba i nie przeszła w ogóle treningu wojowniczego.
- Przepraszam - odezwała się do kota - Jestem Rybołowi Lot, a ty znajdujesz się na terytorium Klanu Rzeki. Niestety muszę się poprosić, byś je opuścił - powiedziała, zdradzając w ten sposób swoją pozycję. I mówiła na tyle głośno, by mieć nadzieję, że Minóg ją usłyszy. Nie był przecież daleko stąd, więc powinien się zorientować, co się dzieje.
Kocur musiał chwilę poczekać. Ale, faktycznie, jaskółki co jakiś czas zlatywały trochę niżej, najwyraźniej polując na różnego rodzaju owady fruwające nad ziemią. W końcu jedna z nich usiadła na suchej gałęzi dwie lisie długości od wojownika. Przez jego przygaszone w kolorze futro i to, że się nie ruszał, nie dostrzegła jego obecności.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Rudy kocur nastroszył sierść i odskoczył, gdy nagle usłyszał za sobą obcy głos. Wpatrywał się w kotkę, ewidentnie spięty, chociaż kłaczki powoli zaczynały na powrót przylegać do grzbietu.
– Klanu Rzeki? – powtórzył tępo z nerwowym machnięciem ogona. – Pierwsze słyszę tę nazwę. – dodaje na swoją obronę, cofając się pół kroku. Jego spojrzenie wędruje za Rybołów, zaraz też omiata nim obszar koło niej, oceniając potencjalne drogi ucieczki. Ostatecznie spogląda znów w dwukolorowe oczy i wzdycha lekko. – Nie wiem którędy je opuścić.
Minóg jest tymczasem pochłonięty obserwacją jaskółek. Tego jak łowią muszki czy inne robaczki. I w momencie, gdy jedna z nich wreszcie przysiada przed nim, do szylkretowego kocura dociera głos Rybołów. Rozmawia z kimś? Raczej z nikim swoim skoro prosi o opuszczenie terenów. Gdyby tylko usłyszał ją uderzenie serca wcześniej, mógłby bez żalu opuścić swoje stanowisko i polecieć na kontrolę sytuacji. Teraz jednak, z piszczką niemalże na wyciągnięcie łapy, jest nieco rozdarty. Medyczka chyba nie potrzebuje go już w tej chwili, brzmi spokojnie przecież. Głośno, ale spokojnie, prawda? I nie wzywa Minoga, więc ma sytuację pod kontrolą, ale daje znać by się zjawił jak najszybciej, tak to można interpretować chyba.
Więc postanawia działać możliwie żwawo – w pozycji łowieckiej rusza w stronę jaskółki na opadłej gałęzi. Uważa na wszystkie listki pod łapami i przystaje w miejscu, gdy wydaje mu się, że ptaszyna zerka w jego stronę. Chce zmniejszyć dystans do jednego czy dwóch susów, by wyskoczyć z pazurami na jaskółkę. W pierwszej kolejności chce jej uszkodzić zębami skrzydło. Albo od razu skręcić kark, jeśli uda się ją porządnie chwycić łapami. Ma nadzieję, że wszystko gładko pójdzie i będzie mógł iść sprawdzić co się dzieje.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
jest to proporcjonalnie zbudowana, harmonijna kotka. Ani za gruba, ani za chuda, niemal jak wycięta z katalogu ze swoją budową ciała. Delikatnie wyższa niż przeciętnego wzrostu. Nie wyróżnia się z tłumu w żaden sposób. O niektórych kotach można powiedzieć, że mają garbate nosy, wielki uszy, skośne oczy lub coś podobnego - o niej natomiast nie. Uszy średniej wielkości, nos trochę prosty, ale ogólnie to ładnie wygięty, niezbyt mocno zaznaczone kości policzkowe, okrągłe ślepka. Futro krótkie, miękkie i przyjemne, ale dosyć gładkie, w kolorze jednolicie niebieskim. Jedynym co się odróżnia na tle szarości jest biel, która ukazuje się na końcu ogona Rybołów, na jej tylnych łapach po pięty oraz na klatce piersiowej, gdzie znajduje się niewielka plama w kształcie "serca". Kotka porusza się energicznie a wzrok ma bystry. Właśnie, jeśli chodzi o kolor jej oczu, to lewe jest jaskrawo zielone niczym świeże liście, a prawe intensywnie niebieskie niczym niebo podczas słonecznego dnia.
Idealistka, ale nie naiwna. Stara się wierzyć w dobro i lepszy świat oraz w to, że swoimi czynami może pomóc innym. Nie ma skomplikowanego charakteru, wręcz przeciwnie, jej osobowość opiera się na bardzo prostych zasadach. Inteligencji, otwartości, chęci do pracy i chęci pomocy innym. Wciąż jest dosyć energiczna i gadatliwa, ale zdecydowanie jest bardziej stonowana w porównaniu z czasem gdy była małym kocięciem, głównie przez utratę całej bliskiej rodziny oraz tragedie z jakimi musiała sobie radzić. Bardzo starała się ukrywać swoją depresję spowodowaną śmiercią, zaginięciami i zdradą rodziny, ale im była starsza tym szło jej gorzej, przez co czasem sprawiała wrażenie wyalienowanej lub melancholijnej, pogrążonej we własnych myślach. Nie chciała jednak nikogo martwić swoją osobą. Rybołów ogólnie zdaje sobie sprawę ze swoich cech, wie, że jest wystarczająco silna by sobie poradzić. Ma silną psychikę i wielkie pokłady determinacji, które mogą być nieco przerażające. Dużo myśli, czasem odrobinę za dużo, analizując wszystko, co ją otacza.
Płonące Niebo, Liliowa Łapa, Bratek [KRz]
- To grupa, do której należę. Jestem w niej medykiem, leczę koty ranne i chore - wytłumaczyła mu Rybołów spokojnym tonem. Jej zapach to potwierdzał - pachniała tak, jak tereny wokół niej, co świadczyło o przynależności, w dodatku nosiła na sobie zapach licznych ziół. Poruszyła delikatnie ogonem ciesząc się, że wyglądało na to, iż samotnik chce współpracować.
- Jeśli pójdziesz wzdłuż rzeki w tamtą stronę - wskazała łapą w lewo, w stronę Torfowego Rojstu - to wyjdziesz z naszych terenów i dojdziesz do Grzmiącej Ścieżki. Za nią rozlegają się Borsucze Pagórki, które są wrzosowiskiem, są tam też zagajniki i duże jezioro. Te tereny nie należą do nikogo i nie grozi ci zaatakowanie i przepędzenie siłą ze strony patrolu Klanu. - dała mu jasne instrukcje.
Wojownik musiał bardzo ostrożnie skradać się do jaskółki. Ptak był czujny i płochliwy, co rusz się ruszał, rozglądając się swoją niewielką główką na boki. Przez co polowanie chwilę trwało - Minóg mógł się skradać tylko, gdy był pewien, że jaskółka akurat nie patrzy w jego stronę.
W końcu na nią skoczył i - udało się! niewielki, podłużny ptaszek padł martwy w jego szczękach, a pozostałe jaskółki kołujące nad Wilgotnymi Skałkami rozpierzchły się i odleciały, przenosząc w inne miejsce, nie chcąc skończyć tak, jak ich koleżanka.