A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
No, może jej celem nie było od razu opowiadanie historii życia. Ale strach i ból zżerał są od środka i bała się, że musi komuś o tym opowiedzieć. Nie chciała martwić Księżyc, a nie miała nikogo innego. Więc wypadło na trochę starszego kolegę. Rozmawiali dość mało, częściej chyba chodzili na patrole nic rozmawiali by rozmawiać. No i ruda się czuła przy nim dość bezpiecznie.
- Cóż, ty masz przynajmniej partnerkę i kocięta! Wiesz, to już dość sporo.../b] - przyznała, jak mało ma ona sama. Głóg mógł być szczęśliwym rodzicem całej gromadki małych kociaków. Teraz one już wyrosły, ale nadal bym ich ojcem. To pewnie było cudowne uczucie! Czemu wojowniczka nie zapytała się o to nigdy mamy? Och Ubłocona Mordko...
- [b]Ja... Chyba... - chciała umieć się wysłowić. Ale nic jej nie przychodziło do głowy! Chciała to powiedzieć jakoś ładnie, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Nigdy w sumie nie była pewna co do swoich słów, teraz jednak wiedziała, co chce powiedzieć. Ale nie umiała... - Ro-rodziny...... - chlipnęła dość cicho. Miała nadzieję, że zbyt cicho by kocur ją usłyszał. - Jestem samotna!... Te-tego nie wypełni nawet dobrze wytrenowany wojownik... Pewnie cie-cieszę się z tego, ale nadal! To... Zjada mnie od środka, Głogowy Cieniu... - miauknęła, podupadając lekko, próbując podejść do wojownika.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
- Pewnie - mruknął wzruszając barkami i zamilkł, trochę jakby nie wiedział co jeszcze powiedzieć. Dla niego nie było to szczególnie interesujące, nie przykładał aż tak dużej wagi do tego, że ma rodzinę, że jego krew płynęła też w żyłach innych kotów. Bardziej była to egoistyczna potrzeba posiadania - nie interesowało go to, co działo się z jego kociętami czy partnerką, bo bardziej istotne było to, że zaspokoił jakąś potrzebę, wypełnił jakąś lukę, w pewnym sensie spełnił swoją powinność, ale przede wszystkim - miał z tego pewne korzyści. Jego pojmowanie rodziny, miłości i przywiązania było bardzo... specyficzne, bardzo mocno wykrzywione i trudno było określić co dokładnie ukształtowało to, że jego potrzeby i motywacje były tak bardzo wypaczone. Sam zrzucał winę na karb klanu rzeki, po części też swojej matki, ale niemożliwym było, by samo otoczenie miało aż taki wpływ na psychikę kota.
- O? Przecież na pewno jest całe mnóstwo kocu'ów, którzy zabiegają o twoje względy - odparł marszcząc czoło. Zaśmiał się i pokręcił głową gdy nieznacznie przysunął się do Wydmy - tak, by jego bok zetknął się z jej bokiem. - Jesteś w końcu, wiesz, ba'dzo at'akcyjną kotką i nie wierzę, że nie masz z kogo wybie'ać - dodał po chwili uśmiechając się do niej półgębkiem.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Słowa kocura ukuły ją jak cierń. Tak, całe mnóstwo. Albo Głogowy Cień w ogóle nie rozumiał, jak działa Klan Rzeki i ile tak naprawdę jest kocurów w tym Klanie. Oprócz tego to nikt nigdy za kotką nie latał, to bardziej ona była czyjąś adoratorką. Pierwsze jako młoda terminatorka z Trzepotkiem, który nigdy nie potwierdził swojego prawdziwego bytu..., potem przez bardzo długi czas czekała tylko i wyłącznie na Drżącego Płomienia, który potem zniknął. Zaginął. Potem może nawet przez krótką chwilę chciała Poznać Głoga, ale ten praktycznie chwilę po tym stał się partnerem Kosowej Pieśni. Zbytnio nie ma innych kocurów w Klanie Rzeki w jej wieku. Więc... co niby powinna zrobić?
- Nie ma....... nie ma Głogowy Cieniu. Wszyscy zniknęli... - dodała jeszcze. Trochę przestraszyła się, kiedy Głóg podszedł do niej. Miała dwie przeciwne reakcje - przytulić się do niego i odsunąć. Więc nie zrobiła nic, oprócz błagalnego spojrzenia. Spojrzała z bólem głęboko w oczy kocura, mając nadzieję, że poprawnie odbierze jej zachowanie. - Dziękuję, ale mam wrażenie... że nikt mi nie jest w stanie pomóc... oprócz ciebie. N-nie znam nikogo innego, kogo mogłabym o to zapytać... - wyszeptała cicho, prawie niesłyszalnie.
//XDDD
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Nie mówił przecież tylko o klanie rzeki. Nie byli w tej okolicy sami - oprócz trzech sąsiadujących klanów istnieli samotnicy, czasem nawet domowe koty kręciły się w okolicy. Nic nie stało na przeszkodzie, by Wydma pozwoliła im się poznać.
- Och. Hm. Przyk'o mi - mruknął, cofając uszy. Wyglądał na dość zmieszanego, choć w rzeczywistości nie przejął się szczególnie tym, co mówiła. Był zaintrygowany tym, do czego tak naprawdę zmierzała, klucząc tak wokół tematu i nie wiedząc, jak się powinna za niego zabrać. Uniósł pytająco brew, widząc jej błagalne spojrzenie, jednak nie poruszył się ani nie zrobił niczego więcej. Zastanawiał się, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi i czy nie był to czasem mało subtelny test. Ale czy ktokolwiek, kto miałby w zamiarze wydanie Głoga, robiłby to tak otwarcie i, cóż, nieudolnie?
- Oprócz mnie? - powtórzył za nią, marszcząc czoło w niezrozumieniu. - O co?
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Wydmowy Wiatr chyba była za bardzo... lojalna Klanowi Rzeki. Jeśli stawiłaby ponad Klan Rzeki jakiegoś kocura z innego Klanu, to nie czułaby się dobrze. Nie zamierzała szukać partnera w innych Klanach ani jako samotnika. To by było wbrew jej zasadom. Przykro? nie brzmiał tak. Kompletnie nie. Wojowniczka uznawała go za myślącego i... godnego. I miała serio nadzieję, że teraz już dojdzie to tego, o co go prosiła. I to dość otwarcie, co ciekawe. Miała wrażenie, że nie owijała w bawełnę. Pewnie, że nie powie tego otwarcie, czego by chciała. Ale myślała, że kocur zrozumie. A może zrozumiał? Może czeka, aż ruda to powie?
- J-ja....... czy możesz dla mnie coś zrobić..... - zaczęła, patrząc w stronę kocura. Zaczęła szatkować trawę pod nią pazurami, wbijając je w ziemię i puszczając. W końcu wzięła głęboki oddech, odsuwając wzrok w punkt położony gdzieś za kocurem.
- Czy możesz....... dać mi rodzinę, Głogowy Cieniu....? - zapytała, po czym zamilkła, opadając wzrokiem lekko w dół. Po czym podniosła brodę i czekała, przełykając ciągle zbierającą się ślinę.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Oczywiście, że wiedział o co jej chodzi. Nie chciał jednak mówić tego na głos, a jedynie usłyszeć to od niej - dla własnego spokoju i jakiegoś poczucia bezpieczeństwa, że to on kontrolował sytuację i nie dał się w nic wrobić. Przekrzywił głowę na jej pierwsze słowa, a gdy w końcu wykrztusiła to, o co jej chodziło zamrugał zaskoczony, a po chwili się... roześmiał.
- Nieładnie, p'óbujesz uwieść zajętego kocu'a? - zamruczał, mrużąc oczy i nieznacznie przysuwając łeb w stronę Wydmowego Wiatru. Nie był oburzony jej słowami, nie wyglądał też na szczególnie zranionego czy niedowierzającego. Usłyszał potwierdzenie tego, co chciał usłyszeć, a skoro prosiła... kim był, aby odmówić? Wciąż jednak czuł w tym pewien podstęp, nie do końca wiedział, czy nie użyje tego przeciwko niemu. Musiał przemyśleć to wszystko.
- Dlaczego nie zap'osisz mnie najpie'w na randkę? - spytał, a choć minę i ton miał całkowicie poważne, to jednak w jego bladożółtych ślepiach iskrzyły iskry rozbawienia. Podniósł się i przesunął ogonem po boku kotki. - Chodź, przejdziemy się i pogadamy, bo wiesz, nie każdego dnia słyszę takie p'ośby - dodał, zerkając na nią przez ramię.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
To.... przynajmniej tyle? Przynajmniej Wydma umiała powiedzieć coś tak, aby serio dało się zrozumieć! W sumie to miłe.
- N-nie! B-broń Gwiezdny Klanie, nie! - zaczęła, patrząc przymrużonymi oczami na czarno-białego. Oskarżał ją o takie rzeczy, kiedy ona była tak zdesperowana, by mieć dzieci! Nawet mogłaby się pogodzić z brakiem takiego partnera partnera, ale żeby tylko mieć kogoś co ochrony, do rozmowy i opieki! - P-przecież masz Kosową Pieśń... Nie chcę, abyś się wyrzekł s-swojej miłości dla t-takiego truchła, jakim jestem ja.... - nie zwracała uwagi teraz na oczy kocura. Bała się, że serio tak myśli. Z drugiej strony... trochę głupio to zabrzmiało. - J-jak chcesz... Tylko... proszę, nie myśl, że próbuję cię o-odbić! - powiedziała zdesperowana, wstając i patrząc na swoje łapy. Chciałaby zakopać się pod ziemię... po co próbowała, Głogowy Cień zaraz coś powie Kos i nikt nie będzie już z nią chciał rozmawiać! Albo Czerwona Gwiazda ją wyrzuci z Klanu! Co wtedy...?
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Patrzył na nią spokojnie, choć z pewnym rozbawieniem. Był ciekaw tego, co nią kierowało i nie mógł w ogóle rozgryźć, o co w tym wszystkim chodzi. Problemem było to, że nie znał Wydmy zbyt dobrze... ale nie mógł ukryć, że już od jakiegoś czasu przykuwała jego uwagę, choć do tej pory zupełnie nie potrafił z nią rozmawiać. Jak najbardziej było mu na rękę to, by się z nią zabawić przez chwilę - ot, chciał sprawdzać nowe rzeczy, a od niedawna wciąż było mu mało spotkań z kotkami; nigdy nie obiecywał nikomu tego, że będzie dla niego na wyłączność, nawet jeżeli oczekiwał, że należące do niego kotki pozostaną wyłącznie jego własnością. Z reguły wolał zawalczyć o względy, rozpracowywać i znajdywać drogę do tego, by osiągnął to, czego chciał, a propozycja Wydmy była nagła... ale to nie sprawiało, że nie była tak głupio intrygująca. Musiał jednak mieć pewność co do tego, że nie był to plan skierowany przeciwko niemu.
- Chcesz tylko kociąt, tak... zupełnie bez zobowiązań? - spytał, zerkając kątem oka przez ramię na okolicę, by upewnić się, że są tu sami i nikt ich nie obserwował. Spacerek zresztą miał na celu nie tylko wypełnienie luki po absencji romantycznej kolacji i kwiatów, ale też i oddalenie się od miejsca, które było tak bardzo otwarte.
- W klanie i poza nim jest mnóstwo innych, wolnych kocu'ów. Dlaczego wyb'ałaś aku'at mnie? - dodał po przejściu kilku kroków w stronę granicy z gromem; potrzebował tej chwili na zastanowienie się, w jaki sposób powinien zapytać o to, co go nurtowało najbardziej: jaki był powód, że w ogóle zwracała się z tym do niego.
I, tak czysto egoistycznie, chciał wiedzieć, że był jej pierwszym i jedynym wyborem na ojca swoich kociąt. Że nie brała pod uwagę nikogo innego.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Cóż, zupełnie szczerze, gdyby Głogów Cień się jej zapytał, czy jest to podstęp, to pewnie by się roześmiała. Ciekawe jak miała obrócić to na drugą stronę? Niezbyt by zrozumiała czemu, po co, i jak.
Tak samo, skąd miała pojęcie, jak kocur się bawi? Cóż, nie widziała tego i nie mogłaby nakapować "najprawdziwszej" partnerce Głogowego Cienia. Jedynie to właśnie on mógłby się poskarżyć, że zła pani Wydma chce okraść Kosową Pieśń z partnera.
- No cóż....... Chcę rodz-rodziny. Ch-chce moc się zaopiekować..... T-tak, ja wiesz, chciałabym mieć pa-partnera, ale jeśli go nie znajdę... To chciałabym mieć t-ten zalążek rodziny... - mruknęła, patrząc w stronę kocura, potem znowu niczym na wahadle przewracając głowę w drugą stronę i z powrotem.
- Nie za-zauważyłam tego... Poza Klanem n-nie zamierzam szukać. B-bo myślałam... Że skoro trochę cię znam to może.. Się zgodzisz...? To....... Twój wybór... - przełknęła slinę i kontynuowała chód za Cieniem.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
- Mhm - mruknął, po chwili także kiwając głową. Nie mogła znaleźć partnera, więc chciała tylko jakiegoś dawcy nasienia, który zapewni jej przedłużenie swojego rodu... co było, hm, interesujące. Więcej podstarzałych, samotnych kotek powinno zachowywać się w ten sposób; podejrzewał, że dzięki temu miałby całkiem spore zainteresowanie - nawet jeżeli już teraz nie narzekał na ilość kotek, które kręciły się w jego okolicy. Urocze.
- Muszę się zastanowić, Wydma - powiedział w końcu po krótkiej chwili milczenia. Musiał odpowiednio to rozegrać i mieć pewność, że wszystko pójdzie po jego myśli i swoją bezmyślnością nie da jej do łap oręża, którym mogła go zniszczyć. W trakcie tego spacerku stopniowo zbliżał się do Wydmowego Wiatru, a teraz szedł z nią bark w bark, ich sierść na bokach mieszała się ze sobą jak na ciele szylkretowego kota. - To nie jest coś, na to mogę się tak po p'ostu zgodzić, mam nadzieję, że to rozumiesz. Dam ci znać, gdy już podejmę decyzję - dodał, unosząc spojrzenie na jej zielone oczy.
zrobię to tak i pociągniemy to dalej w nowej sesji, bo mi trochę czasoprzestrzeń pęka XD możesz zrobić zt w swoim poście jak chcesz, chyba że chcesz sobie pogadać
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Kiedy wszyscy faceci pouciekają, to co możesz innego jak nie pójść i znaleść kogoś, kto twój ród przedłuży. A że niektóre kotki boją się zapytać, bo może jest bardziej tak, niż po prostu nie chcą kociąt, to już ich sprawa. Ruda skończyła na głęboką wodę i teraz zmusiła kocura do podjęcia decyzji. Jak powiedział, odezwie się jak zdecyduje. Rudo-biała może poczekać, w końcu nie umrze chyba od razu, co nie?
- D-dobra - mruknęła, trochę nieswojo czując się, gdy tak stykali się barkami i ocierali futra i. Z drugiej strony to było... Przyjemne.
Przeszła jeszcze kawałek z czarno-białym, po czym przypomniała sobie, że ma poprowadzić zaraz patrol. Przeprosiła więc kocura, szepcząc też praktycznie do jego ucha dzękuję po czym odeszła w stronę obozu, by zgarnąć patrol i wyruszyć na kolejny spacer, tym razem po granicach.
//zt |D no, to napisz na dc jak zaczniesz
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC]
Świt jest średnio udaną córką Kolorowego Wiatru, bo nie wygląda jak dumny wojownik, przypomina wybiedzonego, chorowitego kota i to się zgadza z rzeczywistością. Świt to bardzo niska i drobna kotka z krótką sierścią. Jest chuda, koścista i w ogóle jakaś taka kanciasta. Daleko jej do piękności i kociej modelki, nie grzeszy urodą ani nie przyciąga niczyjego wzroku. Z tłumu wyróżnia ją barwa futra. Jej szata ma płomiennorudą barwę ozdobione ciemniejszymi tygrysimi pręgami, ma przejaśnienia na piersi i pyszczku. Świtająca ma duże zielone oczy barwy wiosennych liści. Ma duże uszy i długi biczowaty ogon, a środek pyska ozdobiony jest małym różowym noskiem.
Bezczelna i bezlitosna zołza. Nie liczy się z kimkolwiek i czymkolwiek ma do czynienia bo ma to najzwyczajniej gdzieś czy to kociak, starszyzna, a nawet i przywódca. Ma zupełnie to gdzieś i będzie traktować innych jak się jej żywnie podoba. Ze swojego pyska pluje wyłącznie jadem i obelgami czując satysfakcję z sprawianej przykrości komuś. O to jej właśnie chodzi, by każdy kulił się na jej widok. Największą zabawa dla tej rudej jędzy jest zabawianie się uczuciami innych. Konflikty zawsze rozwiązuje przemocą gdyż uważa, że pokojowe rozwiązania są dla "miękkich frajerów". Świt jest sfrustrowana i zazdrosna, że jej rodzeństwo zostało wojownikami, a jej się dalej nie udało. Stara się udowodnić swoją wartość żeby szybciej zostać wojowniczką, jest przy tym lekkomyślna.
Wyszła z obozu jak gdyby niby nic. Nie będą jej mówić jak ma żyć kiedy jest już dorosła kocicą na równi z wojownikami. Niby w czym oni są lepsi od niej? Bo znają kodeks? Wielkie jej osiągnięcie. Kiedy panoszyła się po terenie nie zwróciła uwagi na obce zapachy jakie dodarły do jej nosa. Wszyscy i tak śmierdzą dla niej tak samo to co za różnica. Zatrzymała się na miejscu by się rozejrzeć za czymś ciekawym. Ma nadzieje, że dostrzeże jakąś mysz i sobie ją przekąsi.
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
Znał już przebieg granic i swoje tereny, nic go nie trzymało w obozie. Mógł wychodzić ze świadomością, że się nie zgubi (pod warunkiem, że nie wybiegnie gdzieś na niczyje w poszukiwaniu kolejnych potworów, a w sumie miał na to ochotę). Sztormowa Łapa szukał wrażeń. I znalazł. Chciał przejść się w okolicy granic, zwłaszcza z gromem oraz może zahaczyć o cztery dęby i popatrzeć na awanturniczy cień, a tu się okazało, że grom przyszedł do niego! Złoty kocur zatrzymał się zaskoczony, starając się rozpoznać w kotce kogoś z rzeczniaków, bo mieli wiele rudasów. Wiewiórczy Skok to to nie jest, zbyt wychudzone. Wydmowy Wiatr też nie. Ognistopręga nope nope. Nikt z ich klanu nie był tak kościsty.
- TE - wrzasnął, biegnąc w kierunku kotki, bo wreszcie doszedł do wniosku, że to naprawdę chyba ktoś z klanu gromu. Zapach na to wskazywał. - TE. TO TERENY KLANU RZEKI, WYPAD STĄD - huknął, zatrzymując się przed rudym najeźdźcą i groźnie jeżąc futro, chociaż w jego oczach pojawił się błysk podekscytowania. Arbara mu nie uwierzy!
Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC]
Świt jest średnio udaną córką Kolorowego Wiatru, bo nie wygląda jak dumny wojownik, przypomina wybiedzonego, chorowitego kota i to się zgadza z rzeczywistością. Świt to bardzo niska i drobna kotka z krótką sierścią. Jest chuda, koścista i w ogóle jakaś taka kanciasta. Daleko jej do piękności i kociej modelki, nie grzeszy urodą ani nie przyciąga niczyjego wzroku. Z tłumu wyróżnia ją barwa futra. Jej szata ma płomiennorudą barwę ozdobione ciemniejszymi tygrysimi pręgami, ma przejaśnienia na piersi i pyszczku. Świtająca ma duże zielone oczy barwy wiosennych liści. Ma duże uszy i długi biczowaty ogon, a środek pyska ozdobiony jest małym różowym noskiem.
Bezczelna i bezlitosna zołza. Nie liczy się z kimkolwiek i czymkolwiek ma do czynienia bo ma to najzwyczajniej gdzieś czy to kociak, starszyzna, a nawet i przywódca. Ma zupełnie to gdzieś i będzie traktować innych jak się jej żywnie podoba. Ze swojego pyska pluje wyłącznie jadem i obelgami czując satysfakcję z sprawianej przykrości komuś. O to jej właśnie chodzi, by każdy kulił się na jej widok. Największą zabawa dla tej rudej jędzy jest zabawianie się uczuciami innych. Konflikty zawsze rozwiązuje przemocą gdyż uważa, że pokojowe rozwiązania są dla "miękkich frajerów". Świt jest sfrustrowana i zazdrosna, że jej rodzeństwo zostało wojownikami, a jej się dalej nie udało. Stara się udowodnić swoją wartość żeby szybciej zostać wojowniczką, jest przy tym lekkomyślna.
Świtająca ani trochę nie była zaskoczona przybyciem obcego kocura. W tym lesie roi się od pchlarzy to była tylko kwestia czasu nim ktoś przyjdzie.
-CZEGO DRZESZ MORDĘ - Wydarła się ochryple na dość uroczo wyglądającego kota, tylko szkoda, że zrobił na niej tak złe wrażenie. Co ją obchodzi, że to teren klanu rzeki czy innych pierdów. Jak widać nie najlepiej im idzie pilnowanie granic skoro ruda zołza mogła sobie z buta tutaj wejść. Nie tracąc czasu na dyskusje koścista szkapa wysunęła pazury i doskoczyła do złotego kocura chcąc mu wbić szpony w twarz. Nie ważne gdzie, ważne by bolało.
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
Tego się w sumie... nie spodziewał. Oczekiwał strachu i prędkiego wycofania się, tymczasem kocica od razu, z miejsca i bez pytania rzuciła się na niego z pazurami. Czy taki był jej cel? Przyszła tu żeby się bić? Może Trzmiela Gwiazda wysłał ją ze specjalną misją? Różne rzeczy słyszał o klanie gromu na swoim treningu.
- ATAKUJĄ NASZE TERENY, POMOCY! - wydarł się najgłośniej jak potrafił w nadziei, że ktoś go usłyszy i tu przyjdzie. Kotka wyglądała na wychudzoną, kościstą i taką, którą zdmuchnąłby za jednym zamachem, tyle że Sztorm nigdy nie grzeszył siłą. Był duży, ale nie silny, a szybki. Natura źle go skonstruowała, a na domiar złego nie przerabiał jeszcze walki na treningu i akurat o tym miał nikłe pojęcie. Sztormowa Łapa postanowił wykonać zgrabny unik w bok, bo ucieczki nawet nie brał pod uwagę. Co to za zabawa i wyzwanie. Z drugiej strony pazurami po mordzie też nie chciał oberwać.