Przeciętna budowa ciała, długa, płowa sierść o tygrysim pręgowaniu, białe palce na tylnych łapach. Oczy w typowym dla kociaków, niebieskim kolorze.
Kocię niezwykle bezproblemowe i spokojne, a jednocześnie dosyć wesołe. Równie chętnie korzysta z długich drzemek, co wspina się z rodzeństwem na najwyższe możliwe drzewo, by następnie zorientować się, że nie wiedzą, jak bezpiecznie zejść na dół. Zamiast przestraszyć się lub rozpłakać, Piórolotek skomentuje sytuację zwykłym Ups!, może ewentualnie zawoła do kogoś na dole, czy nie chciałby pomóc młodzieńcowi.
Przez Piórolotkowe usposobienie bywa ciężko faktycznie do niego dotrzeć albo wytłumaczyć konsekwencje działań, znaczenie pewnych zasad - w końcu nic się nie dzieje, prawda? Nie jest jednak konfliktowy, nie ma problemu z tym, by ugiąć się i przyznać komuś rację, a następnie postąpić zgoła odmiennie od deklaracji. Bardzo niewiele jest w stanie sprawić, że delikatny uśmiech spadnie z jego pyszczka, a jeszcze mniej - jeśli cokolwiek - że wyrazi na głos jakikolwiek problem. Gdy coś naprawdę go dotyka, trzyma w sobie ten większy czy mniejszy kłopot, uparcie wypierając negatywną część emocji.
W ogólności więc łączy stoicyzm i hedonizm, bowiem dodatkowo lubi interesujące doznania - dla zmysłów, dla głowy, dla ciała. Mały uciekinier, lekkoduch i smakosz.
Listek wątpi, ale Piórolotek z kolei dobrze zna część swojego rodzeństwa. Nie wszyscy potrzebują tej wolności tak bardzo, jak oni. Dopóki nie popadają przez to w konflikty między sobą, to kocur ostatecznie stara się zrozumieć to podejście. Skoro oni go nie ograniczają, to i on może nie oceniać. Raczej.
- No... pewnie przez te dzioby. Wydaje mi się, że nie odpadają im od głów. A przynajmniej nie tak łatwo. - odpiera, tym razem sam zbity z tropu. Może tak naprawdę to on czegoś nie wie o ptakach - w końcu nie miał dotychczas okazji zbyt dobrze ich poobserwować. A próby obgryzania wszystkich piórek i pokryw z ptaków na stosie zwierzyny go obrzydzają. Nie, żeby do teraz o tym myślał.
Podąża wzrokiem za tym, co wskazuje koleżanka, i przyspiesza kroku, chętny, aby jak najszybciej zobaczyć ich cel. Wie, czym są tamy - wychowanie w Klanie Rzeki robi swoje - ale oczywiście żadnej nie widział na własne oczy.
- Powiem ci, jak podejdziemy bliżej. Z daleka wygląda całkiem wytrzymale! - no i chyba nie chce kusić Listek do wyjęcia tego patyczka. Wtedy to dopiero mogliby mieć problemy.
Zmarszczyła brwi analizując to, co powiedział kocur, zastanawiając się, czy kiedykolwiek widziała tak naprawdę czaszkę ptaka i czy miał do niej przytwierdzony dziób. Bo, jasne, czasami brała ze stosu ptaka i go jadła, nie było to coś, czym gardziła i co omijała szerokim łukiem, aczkolwiek nigdy nie zabrała się do obgryzania z niego wszystkiego, czego się dało, ograniczając do soczystego mięsa z okolic tułowia, ewentualnie obgryzając skrzydełka, ale łeb zawsze zostawiając. Może powinna teraz, skoro już miała takie a nie inne rozkminy, obgryźć również łeb i zobaczyć co się dzieje z dziobem?
Zaczęła nawet rozkminiać w jaki sposób dziób mógłby być połączony (jak skrzydła? nogi?), ale właśnie zobaczenie tamy wyrwało ją z tych myśli i zmieniła temat, a już po chwili zapomniała o tej jakże interesującej dyskusji.
- No, chyba musi być potężne, bo podejrzewam że nie jestem jedyną, która się nad tym zastanawiała. A, ty, myślisz że bobry są agresywne? Jak lisy na przykład? Czy nie będą mieć nic przeciwko naszej wizycie? Bo tamten co go śledziłam, to niespecjalnie chyba wiedział, że za nim idę? Albo wiedział, tylko miał mnie w nosie, bo miał ważniejsze rzeczy do roboty? - zaczęła się zastanawiać, przy okazji komicznie marszcząc nos w zastanowieniu.
Przeciętna budowa ciała, długa, płowa sierść o tygrysim pręgowaniu, białe palce na tylnych łapach. Oczy w typowym dla kociaków, niebieskim kolorze.
Kocię niezwykle bezproblemowe i spokojne, a jednocześnie dosyć wesołe. Równie chętnie korzysta z długich drzemek, co wspina się z rodzeństwem na najwyższe możliwe drzewo, by następnie zorientować się, że nie wiedzą, jak bezpiecznie zejść na dół. Zamiast przestraszyć się lub rozpłakać, Piórolotek skomentuje sytuację zwykłym Ups!, może ewentualnie zawoła do kogoś na dole, czy nie chciałby pomóc młodzieńcowi.
Przez Piórolotkowe usposobienie bywa ciężko faktycznie do niego dotrzeć albo wytłumaczyć konsekwencje działań, znaczenie pewnych zasad - w końcu nic się nie dzieje, prawda? Nie jest jednak konfliktowy, nie ma problemu z tym, by ugiąć się i przyznać komuś rację, a następnie postąpić zgoła odmiennie od deklaracji. Bardzo niewiele jest w stanie sprawić, że delikatny uśmiech spadnie z jego pyszczka, a jeszcze mniej - jeśli cokolwiek - że wyrazi na głos jakikolwiek problem. Gdy coś naprawdę go dotyka, trzyma w sobie ten większy czy mniejszy kłopot, uparcie wypierając negatywną część emocji.
W ogólności więc łączy stoicyzm i hedonizm, bowiem dodatkowo lubi interesujące doznania - dla zmysłów, dla głowy, dla ciała. Mały uciekinier, lekkoduch i smakosz.
- ...nie no, może nie są. Spójrz na to tak - lisy chyba nie budują nic swojego, może jakieś nory, no i nie da się z nimi rozmawiać, bo są agresywne. Ale jakbyś spotkała obcego kota, mądrego kota, to pewnie mogłabyś z nim porozmawiać bez walki. A takie bobry chyba są trochę na środku, no bo z nimi też nie da się porozmawiać, ale w końcu budują coś... Takiego. Chyba muszą być trochę mądrzejsze? - on również trochę się rozwleka, dając się wciągnąć w kolejny nowy temat zainicjowany przez Listek.
Nie sądzi, żeby ta była mistrzynią skradania, sądząc po tym, jak na niego wpadła, więc pewnie nieszczególnie dobrze ukrywała się przed jednym z autorów tamy, nad którą właśnie się zastanawiali. Wniosek nasuwa się więc sam - zwierzę najwyraźniej postanowiło zignorować obecność kotki. Ciekawe, czy rozumiało wtedy jej zamiary?
- No i faktycznie ta tama wygląda dośśść... Stabilnie. Chyba nie warto jej psuć. Jeszcze bobry zaczną jej bronić, albo coś...
Piórolotek mądrze mówił, a Listek aż skinęła głową parokrotnie z krótkim "oo", kiedy brała to wszystko pod uwagę. Faktycznie bobry musiały być mądrzejsze, niż takie lisy, bo nie wyobrażała ona sobie, żeby miały budować takie piękne rzeczy. Te rude stworzenia wydawały się raczej głupie, niżeli mądre, więc na pewno nie potrafiły robić takich rzeczy, była pewna.
- A myślisz, że jakbyśmy się postarali, to moglibyśmy z nimi porozmawiać? Wiesz, może są jakieś słowa, które rozumieją? Może można by im pokazać, co mamy na myśli, a one by zrozumiały? Bo takie lisy, to w ogóle nie zdają się chętne do rozmowy. Używałyby pyska tylko do jednego! Ale, może bobry? O rany, myślisz, że zaprosiłyby nas do środka, jakby udało nam się porozumieć?! - pisnęła z podekscytowaniem, gdy tylko wyobraziła sobie, jak te dziwnoogoniaste stworzenia zapraszają ich do siebie. Teraz to pomysł rozwalenia tamy wydawał jej się bardzo głupiutki, a nowy, lepszy, zaczął kiełkować jej w łebku.
Odziedziczyła wzrost po matce, to pewne — widocznie góruje nad innymi kociętami, odstając od nich nie tylko wzrostem, ale również orientalną budową ciała... Którą też przejęła po Kormoraniej Szyi. Długi pysk, wielkie uszy — nie da się pomylić, w kogo wdała się bardziej z dwójki rodziców. Elegancka, porusza się gładko, z ostrożnością w każdym kroku.
Jej futro to prawdziwa mozaika barw — srebrzyste tło przecinane czarnymi, tygrysimi przerywanymi pręgami, gdzieniegdzie przecięte rudawymi łatami. Na pysku czerń i rudy rozłożone są w miarę równo: prawa strona pyska jest jasnoruda, lewa srebrna, zaś część mordki pokryta jest bielą (od nosa, do połowy policzków, oraz pomiędzy oczami, kończąc się równo na linii z górą oczu). Większość ciała zajęta jest przez sierść o srebrnej barwie, która rozlewa się po bokach, po prawym fragmencie pleców aż po ogon, który również pozostaje w większości srebrzysty. Tam, gdzie zanika srebro, uzupełnione jest przez jasnorudy kolor, który spływa po lewym barku kotki, przebiega przez lewą stronę grzbietu oraz lewym udzie. Na obu znajdują się tygrysie przerywane pręgi — na jasnorudym są one o ciemniejszej, bardziej rdzawej barwie, na odcieniu srebrzystym, czarne. Biel, kontynuując swoją drogę z pyszczka, rozlewa się po krtani, aż po brzuch. Palce przednich łap są białe, jak i również skarpetki na tylnych łapach.
Urokliwy pyszczek wykończony jest różowym noskiem, z czarną plamką po lewej stronie. Oczy, póki co kocięce, błękitnoszare, w przyszłości zyskają kolor jasnozielony.
Mała kopia Kormoraniej Szyi, z małymi... różnicami. Spowodowaną częstymi nieobecnościami rodziców w kociarni, oraz surowym podejściem matki.
Foka jest pewna siebie i odważna — przy czym najchętniej zawsze zajmowałaby główną rolę, czy to w zabawach, czy nawet w zwykłej rozmowie, tak, by uwaga skupiała się w większości na niej. Jest zdania, ze jest najpiękniejsza, jak i również zapowiada się na najszybszą, najlepszą, najmądrzejszą... oraz długo by wymieniać, bo sama Foka zaczęłaby znajdywać coraz to najróżniejsze czynności, w których mogłaby prześcignąć innych. Nie została nazwana od rybki, a od drapieżnika, który je pożera — taka właśnie chce być, eliminująca konkurencję, "pożerającą" ją na swojej drodze... A jeśli o jedzeniu ryb mowa, przejęła zainteresowanie wędkarstwem od ojca, jednakże nie w tak intensywnym stopniu, co kocur. Zdecydowanie bardziej interesuje ją kwestia pływania i tak jak niektórzy chcą móc wyjść już poza obóz, by móc łowić ryby... do niej szepce woda, intryga, jaką jest unikalna dla kotów Klanu Rzeki umiejętność pływania.
Częste nieobecności rodziców nie obyły się jednak bez wpływu na młodą psychikę — Foka potrafi bardzo szybko się zdenerwować, pod wpływem chwili i intensywnych emocji powiedzieć o parę słów za dużo. Choć kreuje się na elegancką damę, częściej jest markotna i złośliwa, niż wypadałoby dla kogoś ułożonego i uprzejmego. Zdarza się, że nie potrafi trzymać języka za zębami, a kiedy chodzi już o jej honor, lub potrzebuje wygrać w sprzeczce — wszystkie chwyty dozwolone. Nawet te, które są rzuceniem brzydkim przekleństwem, lub uderzenie prosto w pysk... i tyle byłoby z damy. Księżniczka księżniczką, ale nie potrzebuje niczyjej pomocy — wszystko chce osiągnąć sama, własnymi siłami i denerwuje się, jeśli ktoś zasugeruje, że potrzebuje pomocy, lub jest na to za słaba. Samowystarczalna, wystarczyłaby jej nawet jej własna obecność, nie potrzebując innych kotów.
Nawet lisy nie są tak rude jak ja, na pewno! A jak już jakiegoś spotkam jako terminator, to go zjem!
Foka biegła przez tereny, z łzami utrudniającymi jej widzenie — nie było już Liszki, nie było Jesionowego Lasu, jej rodzeństwo znikało. Musi ich znaleźć. Może to był tylko wymysł jej wyobraźni, może wcale nie widziała ciała Lisiej Łapy, może Liszka zgubiła się na terenach, tak, tak musiało być. Poszła... poszła gdzieś z Jesionowym Lasem, a Foka miała jej odszukać, tak. Na pewno ją znajdzie, ją, mistrza i resztę rodzeństwa. Na pewno byli gdzieś na terenach, poza terenami, może daleko za nimi...
Długowłosy, czarny srebrny tygrysio pręgowany point z bielą, która pojawia się na jego pyszczku - rozchodzi się od noska (a zasłania tylko jego połówkę!) na podbródek i oba policzki, a później stopniowo zlewa się z resztą jego jasno-szarej barwy na piersi. Biel pojawia się jeszcze na lewej przedniej łapie oraz obu tylnych (poza pojedynczymi plamami), sięgając nieco ponad łokieć i kolana, zaś na prawej przedniej jedynie na palcach. Jest szczupły, niski i o szerokich barkach, co daje mu nieco nieproporcjonalny wygląd, ale chociaż sprawia pozory bycia umięśnionym!... Pozory, bo wcale taki nie jest. Intensywnie niebieskie oczy.
spokojny, cyniczny, zdystandowany, buntowniczy
Connor (P), Rycerzyk (KW), James (S); Dym, Dąb (Z)
Dla Nocy każde jedno wyjście było zbawieniem. Nie dość, że mógł oglądać tereny - więc było coś nowego - to uciekał od treningu. Jak bardzo to wszystko było legalne, nie wiedział. Niezbyt go to też obchodziło. Nie myślał o konsekwencjach wpadnięcia na lisa czy innego drapieżnika, a o karach i tym podobnych to już w ogóle. Te drugie, to miał pod ogonem!
Teraz, w każdym bądź razie, nie był nawet daleko od obozu. Spory kawałek, owszem, ale na tyle bliski że w razie czego wierzył, że dobiegnie szybko. Siedział zadkiem na nieco wilgotnej, nieco zamarzniętej, brudnej powierzchni, trochę przed trzciną. Paskudnie dziwnie to wyglądało, jak ta wyrastała mimo zimna. Podobało mu się to, chyba przez to że nigdy czegoś takiego nie widział. Był raczej przyzwyczajony do nieprzyjemnych widoków łysych drzew i krzaków, jeśli już... a tu, proszę! Coś nowego.
I tylko to robił. Potem znajdzie sobie lepsze zajęcie.
xxxxKarasiowa Łapa korzystał z zniesionej kary jak najęty. W końcu mógł ponownie łowić ryby, bez widma utraty wąsów, bo wielmożnemu przywódcy się coś nie podobało! Miał iść na ryby z ojcem, ale ten został wybrany do patrolu granicznego - co za debil z tego nowego zastępcy, że wysłał Karpiego Strumienia na patrol GRANICZNY, a nie ŁOWIECKI. Ale nic dziwnego, skoro to wybór Nocnej Gwiazdy. Nie zamierzał jednak marnować czasu, zamiast tego sam wybrał się rybacki wypad, absolutnie nie biorąc pod uwagę tego, że ostatnim razem niemalże stracił życie przez psa. Pecha miał, tyle, to nie powód, by zaprzestać spełniać marzenia, co nie? Dreptał sobie żwawym krokiem nad Trzcinowy Bród. Karasiowej Łapy od łowienia nie odstraszała nawet patologiczna temperatura, nie wiedział co by się musiało stać, żeby nie wyszedł na ryby... xxxx- Jappp, to są jakieś JAJA. No beka jak rzeka normalnie - powiedział na głos. Jaka była szansa na to, że w miejscu, kiedy akurat chciał ŁOWIĆ RYBY, będzie siedział ten śmierdzący ulubieniec Nocnej Gwiazdy. Sierść mu się aż zjeżyła na grzbiecie z irytacji. - Co ty, ryby łowisz? - zapytał, ale jak podszedł bliżej, szybko się okazało, że nie. Tylko siedział i marnował czas, mega. - Weź se siedź gdzie indziej, co, ziomek.
Długowłosy, czarny srebrny tygrysio pręgowany point z bielą, która pojawia się na jego pyszczku - rozchodzi się od noska (a zasłania tylko jego połówkę!) na podbródek i oba policzki, a później stopniowo zlewa się z resztą jego jasno-szarej barwy na piersi. Biel pojawia się jeszcze na lewej przedniej łapie oraz obu tylnych (poza pojedynczymi plamami), sięgając nieco ponad łokieć i kolana, zaś na prawej przedniej jedynie na palcach. Jest szczupły, niski i o szerokich barkach, co daje mu nieco nieproporcjonalny wygląd, ale chociaż sprawia pozory bycia umięśnionym!... Pozory, bo wcale taki nie jest. Intensywnie niebieskie oczy.
spokojny, cyniczny, zdystandowany, buntowniczy
Connor (P), Rycerzyk (KW), James (S); Dym, Dąb (Z)
Usłyszawszy głos niespecjalnie zareagował. Co miało go to obchodzić? Zakładał, że ktoś wpadł w głębszy brud, błoto jakieś, czy inne paskudztwa. Niespecjalnie też skojarzył ten głos z Karasiem bo - mimo wielkiej potyczki - niespecjalnie się nim interesował. Nie gadali, Noc go niezbyt lubił i... tyle. To cała ich wspólna historia.
Dopiero na pytanie - i chwilę później, podejście - musiał zareagować. Niezbyt emocjonalnie czy energicznie. - Bo co - mruknął krótko. Siedział, nie zawadzał nikomu. - Nie będę tu łowił ryb. Nie wiem, czy jakieś tu są.
Mruknął, spoglądając na nieprzyjemną mieszankę błota, śniegu i wody. Lód, który miałby pod łapami, zdążył się roztopić pod wpływem ciepła Juniora.
xxxx- Bo jajco - parsknął. Co on, jakiś głupi? Kto powinien tu siedzieć: ktoś, kto chce ZDOBYĆ POŻYWIENIE DLA KLANU, czy gość, co se siedzi i nic nie robi. No właśnie. Fakt, że Trzcinowy Bród nie jest najprzyjemniejszym miejscem do łowienia ryb, bo trzeba usiąść w wodzie, na tej płytkiej części, a przed tym jeszcze przeprawić się przez trzcinę, ale... no, Karasia to odstraszać nie będzie. - No jak! Jak w wodzie może nie być ryb, no co ty - otworzył szeroko oczy. Jak on mógł mówić, że nie wie, czy są tu jakieś ryby, skoro był dosłownie NAD RZEKĄ. On generalnie wiedział, że Noc to nie należał do najinteligentniejszych, w końcu imię zobowiązuje, no ale BŁAGAM. - Umiesz ty łowić w ogóle? Jak jest woda, to są i ryby. Logiczne. Tego mistrza to masz nie najlepszego, jak ci takich oczywistości nie mówi - wzruszył ramionami. Właściwie pomysł, by przejść na Błotnistą Wysepkę i tam łowić ryby był dużo lepszy, bo wtedy nie musiałby siedzieć w wodzie - bądź na lodzie, nie wiadomo jak tam jest, nic przez trzcinę nie widział - a na ziemi, ale... teraz wziął sobie za punkt honoru, żeby przepędzić stąd kocura. W końcu nie będzie łowić, jak ten był obok, jeszcze mu wszystkie ryby spłoszy!
Długowłosy, czarny srebrny tygrysio pręgowany point z bielą, która pojawia się na jego pyszczku - rozchodzi się od noska (a zasłania tylko jego połówkę!) na podbródek i oba policzki, a później stopniowo zlewa się z resztą jego jasno-szarej barwy na piersi. Biel pojawia się jeszcze na lewej przedniej łapie oraz obu tylnych (poza pojedynczymi plamami), sięgając nieco ponad łokieć i kolana, zaś na prawej przedniej jedynie na palcach. Jest szczupły, niski i o szerokich barkach, co daje mu nieco nieproporcjonalny wygląd, ale chociaż sprawia pozory bycia umięśnionym!... Pozory, bo wcale taki nie jest. Intensywnie niebieskie oczy.
spokojny, cyniczny, zdystandowany, buntowniczy
Connor (P), Rycerzyk (KW), James (S); Dym, Dąb (Z)
Zmarszczył lekko brwi. Nic nie odpowiedział, słuchając się dziadka i mamy, ale generalnie mega... słaba odpowiedź. Chyba nie powinien się spodziewać po Karasiu niczego więcej, a mimo to - jakoś udało mu się zdziwić Noc, w ten niepozytywny sposób. - Aha - mruknął w końcu. - Nie wiedziałem, że ryby lubią się taplać w błocie i pływać tam, gdzie woda jest w pół zamarznięta i sięga mi do połowy palców. Masz rację, mój mistrz jest nienajlepszy, że nie mówił mi o tak oczywistych rzeczach jak to. Co Klan by bez ciebie zrobił. Normalnie, pozazdrościć i popodziwiać, że ktoś myśli jeszcze tak dobrze, jak ty. Wow.
Powiedział apatycznie, wzrok odwracając na trzcinę. Nie miał powodu na niego patrzeć, szczególnie jak rzucał mu coś cynicznego. Tutaj nie było ryb. Na pewno nie o tej porze roku. Jeśli jakaś się przewinęła, to chyba tylko taka co chciała faktycznie nakarmić Klan. - Jak chcesz łowić, to powinieneś iść tam, gdzie jest więcej wody. Chyba, że tam nie ma ryb. Nie wiem. Ty wydajesz się być bystry w te sprawy, jak przed chwilą się wypowiadałeś.
Lubił przebywać poza obozem. Nie to, że nie lubił kotów, czy że czasami potrzebował pobyć sam, bo był introwertykiem, który po prostu nie mógł już znieść obecności innych kotów, bo nie miał na nich siły i musiał się podładować w samotności. Właściwie był czymś całkowicie odwrotnym, ale po prostu czasami wyjście poza obóz równało się z wyjątkowymi przygodami.
Jak na przykład teraz, kiedy siedział niedaleko obozu, niedaleko błotnistej wysepki, przechadzając się między trzcinami i odkopując co jakiś czas coś ciekawego spod błota. Nigdy nie miał nic przeciwko temu, by się ubrudzić w ramach zabawy i teraz zdecydowanie to udowadniał, bowiem od brzucha w dół nie było widać w ogóle koloru jego futra, a powyżej... cóż, nie było wcale lepiej, ale chociaż jaśniejsze przebarwienia było gdzieniegdzie widać faktycznie.
Bury ticked | Przeciętna wielkość | Drobna budowa ciała | Smukła | Miętowe oczy
Mała jest urodzoną przylepą. Lgnie do towarzystwa i potrafi być w tym nachalna. Jest wesoła, radosna i bywa nieco naiwna podobnie jak Słoneczna Plamka. Lubi się popisywać, a jednocześnie oglądać popisy innych (i przy okazji je kopiować uznając je za własne). Wydaje się być zainteresowana wszystkim co ją otacza i uwielbia opowieści, im dziksze i nierealne tym lepiej. Trudno powiedzieć co z niej wyrośnie, gdyż charakter koteczki wciąż się kształtuje, młoda czerpie przykład z otoczenia i najbliższych jej kotów.
Brak mistrzyni przez długi czas miał jeden plus: nikt nie zwracał na Meteoryt uwagi. Tylko mamy czasami ją hamowały bądź skądś zawracały, poza tym miała jednak wolność i przyzwyczaiła się do tego, że łazi gdzie chce. Na własną łapę poznawały tereny klanu, a czasami nawet zapędzała się pod granicę, bo co jej ktoś mógł zrobić?
Prawdę powiedziawszy śledziła Głęboką Łapę, gdy tylko dostrzegła, że ten opuszcza obóz. Daleko nie odszedł, a kotka przyczaiła się w trzcinach uśmiechając się szeroko. Błoto jej nie przeszkadzało, a woda jej nie przerażała. Starając się po cichutku pełznąć (co pewnie nijak jej nie wychodziło, bo nie miała bladego pojęcia o postawie łowieckiej) próbowała zajść kocura od tyłu, by wyskoczyć na niego z ubłoconymi łapami i przeraźliwym wrzaskiem. Próbowała mu się uwiesić na grzbiecie, tak w ramach tradycji.
- ATAK Z ZASKOCZENIA!!
Nie spodziewał się tak perfekcyjnie udanego ataku na samym sobie; wprawdzie powiedziawszy w ogóle się nie spodziewał jakiegokolwiek ataku. Ale z drugiej strony w ogóle nie zawracał sobie głowy otoczeniem i tym, że poza obozem powinien być bardziej czujny, niż aktualnie był, bowiem tu w przeciwieństwie do obozu faktycznie cokolwiek mogłoby mu grozić. Ale najwidoczniej był wyjątkowo łatwą zdobyczą dla takiego wygłodniałego lisa biorąc pod uwagę, że nagle poczuł na sobie ciężar, a po chwili usłyszał krzyk.
I najpierw nie ogarnął co się dzieje, więc spróbował się jakoś okręcić na brzuch, żeby strząsnąć tylnymi łapami z siebie drapieżnika, który go próbował właśnie zjeść, więc nawet wysunął pazury, a stres tak na niego wpłynął, że aż słyszał krew we własnych uszach, gdy nagle...
Zorientował się, że to nie jakiś tam drapieżnik tylko Podniebna Łapa, którą omal nie podrapał, gdyby w ostatniej chwili się nie zorientował, że to ona.
- O nie, miej litość, błagam, nie chcę umrzeć w tym błocku! - wyjęczał więc jedynie, rozkładając się pod nią niczym najbardziej bezbronne zwierzę w całym lesie.
Bury ticked | Przeciętna wielkość | Drobna budowa ciała | Smukła | Miętowe oczy
Mała jest urodzoną przylepą. Lgnie do towarzystwa i potrafi być w tym nachalna. Jest wesoła, radosna i bywa nieco naiwna podobnie jak Słoneczna Plamka. Lubi się popisywać, a jednocześnie oglądać popisy innych (i przy okazji je kopiować uznając je za własne). Wydaje się być zainteresowana wszystkim co ją otacza i uwielbia opowieści, im dziksze i nierealne tym lepiej. Trudno powiedzieć co z niej wyrośnie, gdyż charakter koteczki wciąż się kształtuje, młoda czerpie przykład z otoczenia i najbliższych jej kotów.
- Wygląda na to, że drugi raz musisz mnie błagać o oszczędzenie twojego życia. Kiepsko jak na terminatora! Masz coś na swoje usprawiedliwienie? - droczyła się z kocurem. Spojrzała na niego z góry, po czym zsunęła się z niego i pozwoliła mu się podnieść, nie dostrzegając tego, że gdyby kocur był bardziej nieuważny to spotkałaby się z jego ostrymi pazurami. A może i dostrzegła, lecz kompletnie jej to nie ruszyło.
Usiadła na błocie obok Głębokiej Łapy nie mając ochoty bardziej go dręczyć, ochota na żarty trochę się w niej wypaliła od kiedy Promyczek i Mewa zniknęli; miała spadki nastroju i czasami włóczyła się smętnie po obozie. Dziś było lepiej, jednakże poczucie straty cały czas było obok niej.
- Chyba tylko to, że jakaś nadagresywna jesteś - burknął jedynie, korzystając z tego, że z niego zeszła i podniósł się prędko, cofając o parę kroków, by zwiększyć odległość między nimi, oraz by ewentualnie mieć większe szanse na obronienie się przed jej następnym ruchem.
- Ja po prostu brzydzę się przemocą, a ty atakujesz wszystko, co się rusza, więc boję się że jak kiedyś nie zaznaczę, że błagam cię o oszczędzenie mnie, to po prostu rozerwiesz mi gardło pazurami - dodał, już typowo żartobliwie i w swoim stylu. - Zresztą, mój patyk nadal pamięta, jak chciałaś go zabić, więc wszystko się zgadza.
A żeby nie było jej zbyt wesoło, to po tych słowach otrzepał się z mokrego błota, w które został bezczelnie wepchnięty, żeby trochę oberwało się też Meteoryt, nie ma za dobrze.