Futro kotki jest czekoladowe, podchodzące trochę pod kasztanowe. Jest krótkie i gęste bez żadnych znaczeń. Fiołek jest wysoka i posiada smukłe ciało. Jej łapy są długie i kościste, ma też pokaźnej długości ogon który odziedziczyła po matce tak jak jej brat Trucizna. Uszy kotki są duże i szerokie u nasady, bez pędzelków na końcach.Poniżej uszu znajduje się para pięknych błękitnych oczu. Pyszczek kotka odziedziczyła po swoim ojcu, jest smukły, wydłużony i klinowaty iście orientalny
Fiołek jest kotką, która z pewnością nie grzeszy odwagą. Zdecydowanie bardziej lubi siedzieć i rozmawiać z innymi, w ciepłym kąciku czy tam legowisku. Najlepiej by było gdyby na świecie nie istniał żaden drapieżnik, koty nie byłyby podzielone na klany i zwierzyna rosłaby na krzakach niczym ziółka. Szkoda jej każdego żywego stworzonka i nawet z niechęcią podchodzi do zabijania zwierzyny. Robi to bo musi. Czasem lubi sobie pożartować i powygłupiać się, a bliski kontakt z innymi jej absolutnie nie przeszkadza. Fiołek nie jest naiwna, oj nie i jeżeli ktoś jej się nie spodoba, będzie za wszelką cenę go unikała. Nie jest zdolna do pyszczenia czy nawet mówienia podniesionym głosem, a więc po prostu nie potrafi dogryźć innemu klanowiczowi. Woli uciec z podkulonym ogonem. Wierzy w Gwiezdny klan oraz przestrzega zasad. Nie ma też za bardzo własnego zdania, woli podporządkować się pod innych aniżeli żyć z nimi w niezgodzie. Kolejną charakterystyczną cechą Fiołka jest niezwykła niepewność i ogrom kompleksów. Kiedy Orientalce coś nie wyjdzie, lub inni ją wyśmieją, po prostu ma ochotę zapaść się pod ziemię i płakać, płakać i płakać. Swój klan, przyjaciół natomiast bardzo szanuje oraz oddałaby za nich życie jeśli tylko byłby taka potrzeba.
Jeżynowy Jar [KG], Oszroniona Łapa [KC], Burzowa Łapa, Żywokost [KW]
Fiołkowa łapa słuchała słów Pustułki. No tak, polowanie i walka to najpotrzebniejsze rzeczy których terminator się uczy, a potem wykorzystuje jako już dorosły wojownik. Po chwili usłyszała jak Szylkretowa terminatorka mówi, że musi już iść. Co prawda Fiołek też pewnie za niedługo będzie się już zbierać, bo słońce powoli zachodzi.
- Dobrze, to do zobaczenia, i bardzo miło mi się z robą rozmawiało - miałknęła do Pustułki, licząc na to że jeszcze kiedyś z nią porozmawia. Gdy szylkrerowa terminatorka się oddaliła, to sama Fiołek wstała rozciągnęła się, a następnie ruszyła w stronę legowiska terminatorów. To był naprawdę fajny dzień. Pomyślała nadal truchtając w tamtym kierunku i podziwiając przyrodę, tak jak to zawsze robiła
//zt
Whenweare sad and hardonthe soul, then thep i c t u r e emerges withdifficulties.
A good word,awarmsmilecanmove andgive usimpetusto acta g a i n.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Ogólnie Wiewiórka nie wychodziła z obozu bez wyraźnego celu. Nie czuła się pewnie, chodząc samemu po tych terenach, ponieważ nigdy nie wiadomo było na co się akurat trafi. A może jakiś samotnik tu zawędrował, albo szukający przygód kot z innego klanu, nigdy nie wiadomo! Albo... Albo jakiś drapieżnik, one to były akurat trochę bardziej prawdopodobne. Szczególnie biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia i te wszystkie pogrzeby wielkich wojowników. Na coś musieli umrzeć, prawda?
No, ale wracając z treningu, postanowiła iść trochę naokoło. Mówiąc trochę, mam na myśli bardzo, ponieważ żeby z Kocich Grzbietów dojść tutaj musiała minąć obóz klanu. Ale cóż, jak szaleć, to szaleć, nie? Bo raz na jakiś czas pozwiedzać trochę terenów nie zaszkodzi. No i, miała małą wenę, żeby może sobie trochę popolować. Szło jej dzisiaj dość dobrze na treningu, więc uznała, że żeby Wydmowy Wiatr była z niej dumna, poćwiczy sobie również poza ich spotkaniami, żeby następnym razem jak przyjdzie na trening, szło jej o wiele lepiej, niż na poprzednim. A ruda mistrzyni doceni, że poprawiła się tak szybko, zaledwie po jednym dniu i ją pochwali, na czym bardzo zależało córce zastępczyni. Bo nic jej tak nie radowało, jak pochwalenie przez wojownika, szczególnie, jeśli ód wojownik miał ją wytrenować na wojownika!
Tak więc, spacerowała sobie chwilę, żeby znaleźć odpowiednie miejsce, gdy natrafiła na to. Było raczej idealne do łowienia, aniżeli polowania, ale mogło się nadać. Złapie sobie jakąś rybkę, a potem pójdzie ćwiczyć polowanie, to jest bardzo dobry pomysł! Nie można przecież polować na pusty żołądek! A jeśli połowi i zje, a następnie coś złapie, to chyba można to podpiąć pod zasadę "może jeść tylko jak coś upoluje"? Co prawda, najpierw by zjadła, a potem coś upolowała, ale...
Stała tak dłuższy czas, niezdecydowana, czy się przeprawić na tą wysepkę, czy iść dalej, coś upolować i faktycznie dopiero potem pójść zjeść. Bardzo poważnie podchodziła do każdego punktu kodeksu i czuła się, jakby właśnie miała zrobić coś haniebnego i niewybaczalnego, więc po prostu, cóż, stała, obserwowała ów wysepkę i niepewnie machała ogonem na prawo i lewo.
wysoki, masywny, umięśniony; krótkowłosy; niebieski cętkowany z białymi znaczeniami; złotooki
Żadna nieśmiałość, żaden spokój, żadne milczenie - po to są uczucia, aby je manifestować. Jest mu wesoło? Nietrudno to stwierdzić, w końcu w całej kociarni rozbrzmiewa jego śmiech. Właśnie ktoś się z nim nie zgodził? Oho, to dlatego syn Jastrzębiego Szponu tak wrzeszczy. Gdy coś zostanie mu wpojone w dzieciństwie, nigdy się tego nie wyprze, będzie bronić tego do upadłego. Nie przekonasz go, że może być inaczej, prędzej młody nawrzeszczy ci prosto w pysk. Szczególnie zajadle nie dałby sobie wmówić, że Klan Rzeki to taki sam klan, jak te inne. Nie, przecież od razu widać, że Rzeka to ten najlepszy! Jest bardzo dumny ze swojego pochodzenia, w końcu nie każdy może się urodzić w tym naj-klanie. I do tego jako syn takiej wspaniałej wojowniczki! Ojca jednak swojego nie zna, a także nie ma pojęcia o swoim mieszanym pochodzeniu. Kiedyś jednak będzie się musiał tego dowiedzieć, a jak wtedy postąpi? Nie wiadomo, chociaż na pewno nie poczuje się gorszy, to tak pewne, jak fakt, że ryby nagle nie zaczną latać.
–W okolicy Wysepki znalazłem się właściwie przypadkiem, nie była bowiem moim celem. Stanowiła tylko jeszcze jeden punkt do wyminięcia, bo zamierzoną przeze mnie metą była granica. Zaplanowałem dotrzeć do miejsca, gdzie ziemie Klanu Rzeki stykają się z ziemiami Klanu Gromu, właśnie poprzez rzekę, a ją przebyć z pomocą Błotnistej Wysepki oraz Trzcinowego Brodu. Droga dobra jak każda inna, a przecież byłem Rzeczniakiem – nie bałem się umoczyć sobie łap. –Po co niby miałbym leźć na granicę? Czyżbym chciał ją naruszyć, wpraszając się na terytorium klanu Trzmielej Gwiazdy? Nie, nigdy w życiu! Oczywiście, że nie, nawet brzydziłbym się własnych łap, gdyby postały z własnej woli na tych okropnych ziemiach. Prawda była zupełnie odwrotna, ponieważ chciałem skontrolować, czy taki pomysł przypadkiem nie przewinął się przez głowę jakiegoś Gromowego tępaka. Jeśli nie, powrócę do obozu, by się zdrzemnąć, pogadać z kimś albo coś zjeść, ale jeżeli tak – przepędzę intruza, nawet nie umiejętnościami walki, bo ich nie posiadałem, ale determinacją, wiarą w potęgę mego klanu, siłą mięśni, rozmiarem i kocim instynktem. Może nie jest to dobra broń, ale również nie zła. –Moją uwagę przykuł błysk rudości w okolicy Błotnistej Wysepki. Czyżby wróg zapuścił się tak daleko…? A może to tylko jakiś Rzeczniak? Nie wiem, odległość była zbyt duża, aby to wywęszyć albo chociaż rozpoznać wzrokiem. Zgodnie z moim usposobieniem, łapy zaniosły cętkowane ciało w kierunku kocicy, nieco zbaczając z pierwotnego szlaku. Obcy z Gromu mogą chwilę poczekać. Im bliżej podchodziłem, tym bardziej znajoma mi się wydawała ta postać, aż w końcu wiatr przywiał do mojego nosa zapach charakterystyczny dla Klanu Rzeki. Uspokoiło mnie to i teoretycznie mogłem wracać do poprzedniego zajęcia, ale teraz już głupio było się zmyć. Niedoszły intruz chyba mnie już dostrzegł. –– Witaj, jestem Huczonca Łapa – zagadałem do niej, gdy byłem już całkiem niedaleko. Musiała być w moim wieku, a stwierdziłem to nie tylko po wyglądzie. Pamięć też mi to podpowiadała, bo coś mi mówiło, że Czerwona Gwiazda mianowała ją w dokładnie tym samym terminie, co mnie. Naturalnie, nie pamiętałem jej imienia, wtedy wpadłem w silny szok i otępienie z powodu śmierci ojca, ledwo przyswajając sobie informacje dotyczące mnie samego. Dobrze było się czegoś o niej dowiedzieć, bo ze znajomością rówieśników, niebędących jednocześnie moim rodzeństwem, było u mnie dość… kiepsko. – Jak sie nazywasz? A w ogóle, to co tutaj porabiałaś? – Mój ton i wyraz pyska nie wyrażały żadnej podejrzliwości, bardziej pobrzmiewało w nich zaciekawienie. –Zmierzyłem żółtymi ślepiami całą sylwetkę kotki, jak to zazwyczaj robiłem w przypadku napotkania nowego kota, z tym większą uwagą badając postaci płci żeńskiej. Terminatorkę pokrywała krótka, upstrzona klasycznymi pręgami sierść barwy rudej. Gdzieniegdzie przebijała biel. Nie mogłem nie zauważyć, że futro należy do zadbanych. Sama sylwetka była drobna, co pewnie wzbudziłoby moją pogardę w przypadku kocura, jednak nie kocicy. Ponad nosem błyskały bursztynowe ślepia. Oceniłem to wszystko, uznając Rzeczniaczkę za całkiem ładną. Ciekawe, czy w rozmowie okaże się równie interesująca.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Początkowo kompletnie nie dotarło do niej, że ktoś ją obserwuje, a wręcz zbliża się w jej stronę, zaaferowana swoimi myślami. Miała niebezpieczny nawyk wyłączania się, gdy o czymś intensywnie myślała i nie zwracała wtedy uwagi na otoczenie. Toteż kocur mógł dojść zadziwiająco blisko, zanim się nie odwróciła i go nie zauważyła. Cóż, gdyby był to kot z jakiegokolwiek innego klanu mogłoby się to skończyć nieciekawie. Usłyszała za sobą odgłos łap i zamarła ze strachu. Bała się tego, co zobaczy gdy się odwróci. Niby jakby ktoś chciał się na nią zasadzić, to na pewno nie szedłby tak głośno, żeby zdołała go usłyszeć, ale nigdy nie wiadomo, może to jakaś nowa technika skradania się? Na szczęście, odwracając się do nieznajomego przodem, rozpoznała rzeczny zapach i odetchnęła z ulgą.
Stał przed nią wysoki, niebieski kocur o cętkowanej sierści, na pierwszy rzut oka w jej wieku. Widać było, że jest o wiele lepiej zbudowany od niej. Zerkał na nią złotymi oczami. Kojarzyła go z ceremonii na terminatora, na którą przy okazji wniesiono ciało jego ojca i dziadka. Kojarzyła go, ponieważ wpatrywała się w tamtą scenę ponad połowę ceremonii, dopóki Czerwona Gwiazda nie wywołała jej do mianowania. Było jej naprawdę szkoda tamtych kociaków, które zamiast się cieszyć z tego, że właśnie zostały terminatorami i mogą rozpocząć trening na wojownika, zostały obarczone taką sytuacją. Mimo tego, że go kojarzyła, nie była w stanie przypomnieć sobie jego imienia. Możliwe, że było to spowodowane tym, że tego dnia była masa kociąt do mianowania i nie potrafiła dopasować sobie imion do wyglądu.
- Och, ja jestem Wiewiórcza Łapa - miauknęła po chwili intensywnego wpatrywania się w rozmówcę. - Właściwie to... Stałam sobie i... Myślałam czy by nie połowić trochę - odpowiedziała po chwili. Nie zamierzała się rozwodzić nad tym jaki właściwie był jej problem, ponieważ uznała po dłuższym przemyśleniu iż był on banalny. I to bardzo. Wolała więc się nim nie dzielić, bo co by jeszcze o niej pomyślał. - A ty? Co robiłeś w okolicy?
wysoki, masywny, umięśniony; krótkowłosy; niebieski cętkowany z białymi znaczeniami; złotooki
Żadna nieśmiałość, żaden spokój, żadne milczenie - po to są uczucia, aby je manifestować. Jest mu wesoło? Nietrudno to stwierdzić, w końcu w całej kociarni rozbrzmiewa jego śmiech. Właśnie ktoś się z nim nie zgodził? Oho, to dlatego syn Jastrzębiego Szponu tak wrzeszczy. Gdy coś zostanie mu wpojone w dzieciństwie, nigdy się tego nie wyprze, będzie bronić tego do upadłego. Nie przekonasz go, że może być inaczej, prędzej młody nawrzeszczy ci prosto w pysk. Szczególnie zajadle nie dałby sobie wmówić, że Klan Rzeki to taki sam klan, jak te inne. Nie, przecież od razu widać, że Rzeka to ten najlepszy! Jest bardzo dumny ze swojego pochodzenia, w końcu nie każdy może się urodzić w tym naj-klanie. I do tego jako syn takiej wspaniałej wojowniczki! Ojca jednak swojego nie zna, a także nie ma pojęcia o swoim mieszanym pochodzeniu. Kiedyś jednak będzie się musiał tego dowiedzieć, a jak wtedy postąpi? Nie wiadomo, chociaż na pewno nie poczuje się gorszy, to tak pewne, jak fakt, że ryby nagle nie zaczną latać.
–––Pozwoliłem sobie nawet usiąść, jednak w dobrej odległości. Niezbyt dużej, byśmy mogli swobodnie rozmawiać, pozbawieni poczucia, że dzielą nas kilometry, ale też niezbyt małej, by Wiewiórcza Łapa nie poczuła się przytłoczona ani skrępowana. Takiej w sam raz, wynoszącej mniej więcej półtora długości ogona. –––Owinąłem ogon wkoło łap, podbródek uniosłem dość wysoko, jakby z dumą, a wzroku ciągle nie odrywałem od pręgowanej. Wyczułem jej zaskoczenie, widać nie spodziewała się spotkać tutaj kogokolwiek. Ciężko się dziwić, tereny Klanu Rzeki były rozległe, a gdybyśmy chcieli całym klanem ustawić się na nich w równych odstępach, pewnie nawet jeden kot nie znajdywałby się w polu widzenia drugiego. Rzeczywiście takie spotkania poza obozem należały raczej do rzadkości, tym bardziej że wiele kotów po prostu by nie podeszło. Byliby pochłonięci swoimi zajęciami czy też obowiązkami, nie przeszkadzaliby sobie w wojownikowaniu albo terminatorowaniu. Tylko mnie czas nie gonił – nie umiałem polować, byłem już po treningu, "patrolowałem" właściwie tylko z nudy i własnej dobrej woli. Nikt mi jeszcze nie kazał, bo nikt nie powierzałby zadania strzeżenia granic terminatorowi jeszcze nieobeznanemu z zasadami walki. Jeśli już, to tylko w celu obserwowania oraz uczenia się, w eskorcie doświadczonych wojowników, na prawdziwym patrolu. –––– Szedłem sprawdzić, czy może żaden mysi móżdżek z Klanu Gromu nie wlazł nam na tereny – wyjaśniłem, a moje wąsy zadrgały w akcie rozbawienia. O tak, dla mnie członkowie innych klanów były niczym innym niż mysimi mózgami. Nic niewarci tchórze, wystarczyło tylko pokazać się, a już zwiewali z podkulonymi ogonami. Wprawdzie jeszcze nie miałem na koncie ani jednego takiego spotkania, no, ale mniejsza z tym. Jeszcze sporo życia przede mną. W obozie co jakiś czas rozbrzmiewały pogłoski, że ostatnio dużo tych Gromiaków szwenda się po granicach z nami. Nie wiem, czy już zapuszczają się dalej, na nasze ziemie, ale nawet jeśli nie, pewnie niedługo zaczną.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Zauważyła, że kocur usiadł, toteż postanowiła zrobić to samo, w miejscu w którym stała. Opadła zadkiem na ziemię i owinęła przednie łapy ogonem. W tej pozycji czuła się bezpiecznie. Nie wiedziała czemu, ale takie owijanie się ogonem dodawało jej pewności. Jednak jego końcówka dalej nerwowo drgała, przeżywając to, że początkowo się wystraszyła.
Zauważyła, że dumnie uniósł głowę ale w sumie tego nie skomentowała. Widocznie był z tych kotów, które czuły wyższość nad innymi. Spuściła więc nieco łebek, obserwując go nadal uważnie. Faktem było, że kompletnie się go nie spodziewała. Nie sądziła, by w najbliższym czasie ktoś mógłby tędy przechodzić, toteż początkowo wystraszyła się nie na żarty, jednak na szczęście okazało się, że to niegroźny (chyba!) terminator rzeki. Na szczęście spostrzegła to szybko, zanim zdążyła odbiec kawałek ze strachu, bo to by chyba było już ośmieszenie się. Uśmiechnęła się więc delikatnie, próbując ukryć zmieszanie, które cały czas jej nie opuszczało.
Już miała zapytać o wyniki, ale zdążyła ugryźć się w język. Dosłownie, ponieważ już otwierała pyszczek, ale szybko go zamknęła, prawie się wgryzając się w ów mięśnie. Powiedział przecież wyraźnie "szedłem sprawdzić", a nie "poszedłem sprawdzić", co znaczyło, że jeszcze go tam nie było. Cętkowany mógł ujrzeć chwilę wahania kotki, gdy zastanawiała się o co konkretnie chciała zapytać.
- Nie boisz się... Tak chodzić na granice? W końcu, jakiś kot, na przykład wojownik, mógłby nie być z tego zadowolony, nawet jeśli będziesz po swojej stronie - miauknęła po chwili, przypominając sobie spotkanie z dwoma terminatorami gromu. Jeden z nich, Rydzowa Łapa, był widocznie niezadowolony, że widzi ją i Ważkę, nawet jeśli nie przekroczyli granicy, a nawet stali w znacznym oddaleniu od niej. Kto wie, może wśród gromiaków są same takie koty? Które mogłyby nawet... Zaatakować, szczególnie jeśli Hucząca Łapa zbliżyłby się aż za nadto? Przyjrzała się uważnie kocurowi. Nie to, żeby wyglądał na jakiegoś słabiaka, czy coś, bo na pewno wyglądał o stokroć lepiej od niej, ale... Kto wie jak silnych mają tam wojowników? Szczególnie, że wojownicy na pewno byli lepsi w walce od terminatorów, bo oni swój trening ukończyli.
wysoki, masywny, umięśniony; krótkowłosy; niebieski cętkowany z białymi znaczeniami; złotooki
Żadna nieśmiałość, żaden spokój, żadne milczenie - po to są uczucia, aby je manifestować. Jest mu wesoło? Nietrudno to stwierdzić, w końcu w całej kociarni rozbrzmiewa jego śmiech. Właśnie ktoś się z nim nie zgodził? Oho, to dlatego syn Jastrzębiego Szponu tak wrzeszczy. Gdy coś zostanie mu wpojone w dzieciństwie, nigdy się tego nie wyprze, będzie bronić tego do upadłego. Nie przekonasz go, że może być inaczej, prędzej młody nawrzeszczy ci prosto w pysk. Szczególnie zajadle nie dałby sobie wmówić, że Klan Rzeki to taki sam klan, jak te inne. Nie, przecież od razu widać, że Rzeka to ten najlepszy! Jest bardzo dumny ze swojego pochodzenia, w końcu nie każdy może się urodzić w tym naj-klanie. I do tego jako syn takiej wspaniałej wojowniczki! Ojca jednak swojego nie zna, a także nie ma pojęcia o swoim mieszanym pochodzeniu. Kiedyś jednak będzie się musiał tego dowiedzieć, a jak wtedy postąpi? Nie wiadomo, chociaż na pewno nie poczuje się gorszy, to tak pewne, jak fakt, że ryby nagle nie zaczną latać.
–––Dostrzegałem jej spięcie, ale nie reagowałem na nie. No cóż, niektórzy po prostu tacy są. Nie wszystkim potrzeba tak wiele, jak mi, by utracić pewność siebie. To nie czyni ich gorszymi, o ile tylko spełniają najważniejszy warunek, brzmiący "są z Klanu Rzeki". Jednak mimo wszystko chyba lepiej być odważnym i śmiałym, nawet dla samego siebie. Przynajmniej ja wolę siebie takiego, jakim jestem. Wydaje mi się, że moi rodzice też by mnie właśnie takim kochali, gdyby tylko… No, ten. Jakiś czas temu się nie zmyli. –––Nawet nie zauważyłem, że uważnie lustruje mnie spojrzeniem. Ale i tak nie zareagowałbym w żaden sposób. To nie była Sarna, której oczu mógłbym się bać z racji wiedzy, że widzą więcej niż przeciętny kot, nie wiedzieć czemu. Wiewiórcza Łapa nie sprawiała wrażenia aż tak groźnej. Fizycznie na pewno nie, ponieważ przewyższałem ją dostatecznie, by móc oglądać jej czubek głowy. A wewnętrznie wydawała się całkiem uprzejma i zrównoważona. Choć to kompletne przeciwieństwo mnie, może się jakoś dogadamy, tym bardziej że właśnie zebrało mi się na pogawędki. Gdy potrzebuję poprzebywać w towarzystwie, jestem w stanie znieść trochę więcej. Jeśli nikt nie zacznie kpić ze mnie w żywe oczy, całkiem możliwe, że nie zacznę ryczeć czy huczeć bez powodu. –––– Nie, czego tu się bać? – odparłem, lekceważąco strzepnąwszy uchem. Nie bałem się Gromiaków ani trochę, bo nawet nie miałem czego się w nich lękać. – W Gromie są same słabeusze, każdy Rzeczniak może ich pokonać jednym wąsem – podzieliłem się z nią swoją opinią. Demonstracyjnie podniosłem łapę i dotknąłem rzeczonych wibrysów, wprawiając je w chwilowe drganie. O tak, mam ich całkiem sporo, a jeśli każdy odpowiada jednemu podwładnemu Trzmiela, cały klan z piaszczystych ziem mógłby obrócić się w proch. Nie ukrywam, byłoby całkiem fajnie, przynajmniej musielibyśmy się użerać z jedną grupą zapchleńców mniej. –––Myśl, że mógłbym drżeć ze strachu przed tymi kupami futra, była niedorzeczna. Czyżby moja nowa znajoma widziała we mnie tchórza? Udowodnię jej zaraz, że z trzęsącymi się łapkami nie mam nic wspólnego! Mój pysk wyciągnął się w zuchwałym uśmiechu, początkowo ledwo zauważalnym, a stopniowo rozszerzającym się, jednocześnie mój podbródek delikatnie uniósł się w kierunku nieba. Nie odebrałem jej zachowania jako zniewagi, bardziej jak rzucone wyzwanie. Czemu? Nie wiem, może dlatego, że byłem w dobrym nastroju, a może to dlatego, że miałem do czynienia z kotką. Tak czy siak, dziewczyn się nie bije, no nie?
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Sama Wiewiórka chciałaby mieć więcej pewności siebie i odwagi, ale nic nie mogła poradzić na ten obezwładniający ją momentami strach, czy zwyczajne podskoczenie ze strachu, gdy nagle usłyszała kroki czy jakiś głos przy niej. Pracowała cały czas nad tym, żeby być odważniejsza, ale jakoś tak słabo jej to wychodziło. Szczególnie, gdy była poza bezpiecznym obozem. Przekonała się już, że poza nim też nie jest jakoś specjalnie niebezpiecznie, jeśli nie oddalała się daleko, ale wciąż czuła się tutaj mniej pewnie, niż w ów obozie, gdzie na każdym kroku można było spotkać jakiegoś wojownika. Tutaj taka szansa była mniejsza... Dużo mniejsza. W końcu tereny klanu nie były wcale takie najmniejsze.
Broń Gwiezdny Klanie, ani trochę nie myślała o nim jako tchórzu! Po prostu wydawało jej się, że Gromiacy, nie ważne jak słabi, tudzież silni, byli równie niebezpieczni, co Rzeczniacy. I, jeśli Huk źle by trafił, mogło mu się oberwać. Tak samo, jak on mógł wykończyć jakiegoś terminatora, tudzież wojownika z tamtego klanu. Nigdy nie wiadomo. Uśmiechnęła się niepewnie, słysząc co sądzi o kotach z Gromu. Cóż, z tego co zdążyła już zaobserwować, nie byli to typowi twardziele, zbudowani z samych mięśni, ale też nie były to chuderlaki, które złamałyby się pod wpływem wąsów innego kota. Sam Rydzowa Łapa wyglądał, jakby był gotów zabić za przekroczenie granicy i nie wątpiła, że do tego by doszło, gdyby jakimś cudem podeszła za blisko. Chociaż, nie żeby chciała. Lubiła żyć.
Spojrzała na niego lekko niepewnym wzrokiem, gdy uśmiechnął się zuchwale i podniósł podbródek. Przynajmniej to było pewne - uważał, że jest w stanie wszystkie koty z tego klanu pokonać.
- Tak myślisz? - miauknęła po chwili, spuszczając wzrok na swoje łapki. - Z tym że każdy to się chyba nie zgodzę jednak - mruknęła, odwracając głowę mniej więcej w stronę granicy z tym klanem. Inni Rzeczniacy to może i daliby radę, ale ona z jej małą krzepą w łapkach? Wątpliwe.
wysoki, masywny, umięśniony; krótkowłosy; niebieski cętkowany z białymi znaczeniami; złotooki
Żadna nieśmiałość, żaden spokój, żadne milczenie - po to są uczucia, aby je manifestować. Jest mu wesoło? Nietrudno to stwierdzić, w końcu w całej kociarni rozbrzmiewa jego śmiech. Właśnie ktoś się z nim nie zgodził? Oho, to dlatego syn Jastrzębiego Szponu tak wrzeszczy. Gdy coś zostanie mu wpojone w dzieciństwie, nigdy się tego nie wyprze, będzie bronić tego do upadłego. Nie przekonasz go, że może być inaczej, prędzej młody nawrzeszczy ci prosto w pysk. Szczególnie zajadle nie dałby sobie wmówić, że Klan Rzeki to taki sam klan, jak te inne. Nie, przecież od razu widać, że Rzeka to ten najlepszy! Jest bardzo dumny ze swojego pochodzenia, w końcu nie każdy może się urodzić w tym naj-klanie. I do tego jako syn takiej wspaniałej wojowniczki! Ojca jednak swojego nie zna, a także nie ma pojęcia o swoim mieszanym pochodzeniu. Kiedyś jednak będzie się musiał tego dowiedzieć, a jak wtedy postąpi? Nie wiadomo, chociaż na pewno nie poczuje się gorszy, to tak pewne, jak fakt, że ryby nagle nie zaczną latać.
–––Jej niepewność była taka urocza. Wiewiórcza Łapa co rusz wykonywała jakiś gest, objawiający jej brak śmiałości: a to spuszczała wzrok, a to drżała końcówka jej rudej kity, a to na pysku gościł lekki uśmiech. Trochę mnie to bawiło, ale nie wzbudzało pogardy, Gwiezdny Klanie broń – gdyby była kocurem, to może miałbym do niej inny stosunek, jednak była kotką. Może robiłem trochę niedobrze, ale patrzyłem na koty przez pryzmat płci. U kocic zawsze najpierw oceniałem wygląd, nim w ogóle doszło do rozmowy; u kocurów bardziej liczyły się dla mnie pewne cechy. Charakteru również wymagałem innego: przedstawocielkom płci pięknej mogłem wybaczyć więcej. W mojej opinii kocur musi być odważny, pewny siebie, silny i waleczny, oddany klanowi oraz w każdej chwili gotowy go bronić. Kotka zaś może być bardziej strachliwa i nieśmiała, ale nie ma przymusu – Czerwona Gwiazda albo Jastrzębi Szpon z pewnością do takich nie należały, a ja nie miałem nic przeciwko liderce czy mojej matce. W ogóle skąd wziął się we mnie taki stereotyp? Bardzo dobre pytanie, obawiam się jednak, że bez odpowiedzi. –––Z przekonaniem kiwnąłem głową, krótką chwilę po tym, jak powiedziała "myślisz". Właściwie zupełnie niepotrzebnie, bo to pytanie należało do retorycznych, jednak każda okazja jest dobra do zamanifestowania swojego zdania! Oczywiście, że tak myślę. Szkoda, że ty nie, ale zobaczysz, jeszcze cię kiedyś przekonam. Przymrużyłem oczy i lekko uniosłem brwi, pozwalając zarozumiałemu uśmiechowi rozlać się na jeszcze większą część pyska. –––– Kaaażdy, kaaaażdy! Może tylko kocienta miałyby jakiś problem – wymruczałem, z początku celowo przeciągając samogłoski, może po to, by wzmocnić wagę własnych słów, a może dlatego, że dziecinność się we mnie zbudziła. – Nie wiesz tylko dlatego, że jeszcze nie próbowałaś – dodałem po krótkiej przerwie, na nowo rozwierając ślepia. Opuściłem nieco podbródek i wyciągnąłem delikatnie szyję w kierunku Wiewiórczej Łapy, by wbić w jej oczy mocne spojrzenie. Tylko uśmiech ciągle trwał pod nosem, nawet nie planując znikać. –––– Jak tam idzie trening? – zmieniłem po chwili temat, odrywając wzrok od jej mordki i kierując go na rzekę, płynącą tuż przed nami. Banan na kremowym od spodu pysku troszeczkę się zmniejszył, jednak w dalszym ciągu nie zanikł. Przybrał tylko mniej zuchwałą formę, teraz wyglądając bardziej przyjaźnie wobec rudej.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Dla Wiewiórki nie ważne było jak kto się prezentował. Dla niej nawet kocur mógł być mały, słaby, nieśmiały, a kotka mogła być bardziej mężniejsza niż niejeden kocur. Było jej to obojętne, dopóki ów kot nie był aż zbyt zarozumiały, nie wywyższał się ponad innych, nie obrażał nikogo i nie podnosił za często głosu. Od takich raczej trzymała się z daleka. Często jednak odnosiła się do pierwszej opinii na temat danego kota, dlatego potem ciężko było się jej przestawić gdy kogoś nie lubiła, lub gdy kogoś polubiła i wszyscy od razu skreślali tego kota, a ona nie mogła się zmusić do tego, by również go nie lubić. Cóż, szybko się przywiązywała i było to od razu po niej widać, gdy zaczynała się otwierać i częściej uśmiechać szczerze i nie stresowała się tak mocno. Tutaj, póki co, nie miała jeszcze do końca wyrobionego zdania na temat siedzącego przed nią kocura, więc zachowywała się tak, jak zawsze gdy pozna kogoś nowego, stąd ta delikatna niepewność i cała mowa ciała na nią wskazująca.
Spojrzała ponownie na kota, na którego pysk wypłynęła jeszcze większa pewność siebie. Nie była tego taka pewna, chyba że można by ją zaliczyć do "kociaków". Nie tylko, jeśli chodzi o siłę, bo niewątpliwie nawet terminatorzy, którzy nie przerobili walki w żadnym stopniu, daliby sobie z nią radę (w sumie sama nie umiała jeszcze walczyć, więc tym bardziej!). Chodziło tutaj również o brak pewności siebie w takim starciu - kto wie czy w połowie by nie stchórzyła i nie uciekła z podkulonym ogonem. Kiwnęła więc tylko głową, jakby udając, że się z nim zgadza, ale wpatrując się uparcie w swoje łapy, nie chcąc pokazać wzrokiem, że wcale nie jest tego taka pewna.
- Trening? A, em, dobrze. Chyba. Kończę już polowanie i przechodzę do walki - mruknęła niepewnie, skrzywiając się na samą myśl o walce. Trochę się przed tym stresowała, ponieważ nie było to łatwe. Trzeba było natężać umysł w każdym możliwym kierunku; myśleć naraz nad atakiem i unikiem, myśleć o tym w jaki sposób to wykonać, żeby wyszło, a także skupiać się na sygnałach, na pozór niewyraźnych, które dawał przeciwnik i próbując to wykorzystać. Należało się też skupić na otoczeniu, które mogło albo pomóc w walce, albo znacząco ją utrudnić. Kotce aż kręciło się w głowie, gdy o tym myślała, a sądziła, że to polowanie jest trudne! - A... Jak u ciebie? Jak ci idzie trening? - dodała po chwili, biorąc głęboki wdech.
wysoki, masywny, umięśniony; krótkowłosy; niebieski cętkowany z białymi znaczeniami; złotooki
Żadna nieśmiałość, żaden spokój, żadne milczenie - po to są uczucia, aby je manifestować. Jest mu wesoło? Nietrudno to stwierdzić, w końcu w całej kociarni rozbrzmiewa jego śmiech. Właśnie ktoś się z nim nie zgodził? Oho, to dlatego syn Jastrzębiego Szponu tak wrzeszczy. Gdy coś zostanie mu wpojone w dzieciństwie, nigdy się tego nie wyprze, będzie bronić tego do upadłego. Nie przekonasz go, że może być inaczej, prędzej młody nawrzeszczy ci prosto w pysk. Szczególnie zajadle nie dałby sobie wmówić, że Klan Rzeki to taki sam klan, jak te inne. Nie, przecież od razu widać, że Rzeka to ten najlepszy! Jest bardzo dumny ze swojego pochodzenia, w końcu nie każdy może się urodzić w tym naj-klanie. I do tego jako syn takiej wspaniałej wojowniczki! Ojca jednak swojego nie zna, a także nie ma pojęcia o swoim mieszanym pochodzeniu. Kiedyś jednak będzie się musiał tego dowiedzieć, a jak wtedy postąpi? Nie wiadomo, chociaż na pewno nie poczuje się gorszy, to tak pewne, jak fakt, że ryby nagle nie zaczną latać.
–––Pierwszy raz uśmiech się gdzieś chyba po prostu zgubił. Jeszcze chwilę temu siedział na mojej mordce i nigdzie się nie wybierał, jednak teraz najprawdopodobniej został wygnany przez inne emocje, jakie zjawiły się w moim sercu na myśl o własnym treningu. Na nosie i czole wykwitły zmarszczki, a oczy zwęziły się do cienkich kreseczek. Ogon spłynął z łap oraz wycofał się do tyłu, by oprzeć się na ziemi, w którą po chwili jego końcówka zaczęła rytmicznie uderzać. Bez trudu dało się dostrzec, że z moim treningiem powiązane jest coś, co nie do końca mi odpowiada. I owszem, było. –––– Zazdroszcze – burknąłem, a po chwili znowu przeniosłem wściekłe spojrzenie z Wiewiórczej Łapy na płynącą niespiesznie rzekę. Wreszcie miałem okazję, by do kogoś pozrzędzić o przebiegu treningu, a wcale mi nie przeszkadzało, że znam się z tym kimś dopiero od paru minut. – Kosowa Pieśń chyba myśli, że dalej jestem załamany po śmierci ojca, bo wszystko robi tak powoli i ostrożnie. Ledwo co zaczeliśmy polowanie. I tak kojarze tylko te wszystkie podstawowe zasady, bo nawet nigdy nie próbowałem czegokolwiek złapać. Troche mnie to denerwuje, bo chciałem zostać wojownikiem jako pierwszy z rodzeństwa – wyznałem, wracając wzrokiem do terminatorki. Może czarna kocica traktowała mnie bardziej pobłażliwie, bo przyzwyczaiła się do swoich małych kociaków. Nie było tajemnicą, że urodziła krótko przed moją ceremonią. No cóż, mówi się trudno. Nie chcę ustępować Burzy miejsca w kolejce do stania się wojownikiem, jednak być może będę musiał. Ale nie Sokołowi. Dokonam wszelkich starań, by wyprzedzić chociaż to ścierwo.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Najpierw zauważyła, jak jego uśmiech znika i zaniepokoiła się. Czyżby aż tak źle szło mu na treningu, że nagle stracił cały humor i pewność siebie, jaką przed chwilą emanował? Cofnęła delikatnie uszy, widząc, że jego postawa zmieniła się całkowicie i teraz przedstawiał sobą niebywałą złość. Uniosła delikatnie przednią łapkę, na tylnych łapach odchylając się delikatnie do tyłu i mierząc go niespokojnym spojrzeniem. Nawet zanim zaczął mówić, już wiedziała, że nie będzie to nic przyjemnego. Z każdym jego słowem cofała uszy delikatnie coraz bardziej. Sama również byłaby niezadowolona, gdyby na tym etapie przerobiła tylko polowanie. Zmieniła spojrzenie na takie bardziej współczujące i usiadła już normalnie, ale wciąż z napiętymi mięśniami, gdyby miał zamiar wyrzucić w jej stronę cały swój gniew.
- A mówiłeś jej... Że... Jesteś już gotów trenować w pełni...? - mruknęła niepewnie, kierując spojrzenie na tą samą rzekę w którą przed chwilą uparcie wpatrywał się kocur. Wolała nie mieć w tym przypadku kontaktu wzrokowego, jeszcze bardziej opatuliwszy przednie łapy ogonem. Jego końcówka ponownie zaczęła delikatnie drgać. - Ale... Masz jeszcze szansę, z tego co wiem... To nie ma teraz kociaków do mianowania... I nikt kogo znam, jeszcze nie skończył treningu... Więc, jakbyście... Z Kosową Pieśnią - miauknęła, urywając na chwilę, jakby zastanawiając się, czy dobrze zapamiętała imię mistrzyni Huka - zaczęli teraz trenować intensywniej... To... Może by ci się udało... - mruknęła, zerkając na reakcję cętkowanego i wbijając wzrok w swoje łapy.
wysoki, masywny, umięśniony; krótkowłosy; niebieski cętkowany z białymi znaczeniami; złotooki
Żadna nieśmiałość, żaden spokój, żadne milczenie - po to są uczucia, aby je manifestować. Jest mu wesoło? Nietrudno to stwierdzić, w końcu w całej kociarni rozbrzmiewa jego śmiech. Właśnie ktoś się z nim nie zgodził? Oho, to dlatego syn Jastrzębiego Szponu tak wrzeszczy. Gdy coś zostanie mu wpojone w dzieciństwie, nigdy się tego nie wyprze, będzie bronić tego do upadłego. Nie przekonasz go, że może być inaczej, prędzej młody nawrzeszczy ci prosto w pysk. Szczególnie zajadle nie dałby sobie wmówić, że Klan Rzeki to taki sam klan, jak te inne. Nie, przecież od razu widać, że Rzeka to ten najlepszy! Jest bardzo dumny ze swojego pochodzenia, w końcu nie każdy może się urodzić w tym naj-klanie. I do tego jako syn takiej wspaniałej wojowniczki! Ojca jednak swojego nie zna, a także nie ma pojęcia o swoim mieszanym pochodzeniu. Kiedyś jednak będzie się musiał tego dowiedzieć, a jak wtedy postąpi? Nie wiadomo, chociaż na pewno nie poczuje się gorszy, to tak pewne, jak fakt, że ryby nagle nie zaczną latać.
–––Teraz gdy byłem wściekły, uwagę poświęcałem tylko i wyłącznie własnemu niezadowoleniu. Kiedy tylko wypowiedziałem na głos własne pretensje względem mistrzyni, wyrzuty wobec czarnej kocicy jakby się pogłębiły. Sam się nakręcałem, dysząc gniewnie, więc momentalnie przerodziło się to nawet w nienawiść, ale w rzeczywistości tylko tak na chwilę – spokojny i niepewny głosik rudej sprowadził mnie na ziemię, trochę też rozpogadzając moje niebiesko-kremowe lico. Prawdę powiedziawszy, przez te parę chwil tak oddałem się myśleniu tylko o sobie i własnych uczuciach, że nawet przestałem zwracać uwagę na kotkę, która siedziała przede mną, jakby się rozpłynęła w powietrzu. Dopiero teraz przypomniałem sobie o jej istnieniu, ale nie ma się co dziwić; w końcu była taka malutka i cichutka. –––– Masz racje – powiedziałem, unosząc kąciki pyska po raz kolejny w uśmiechu, jednak teraz subtelnym. Takim uśmiechem samego pyska, bez mrużenia oczu, co mogłoby nadać mu trochę sztuczności, gdyby tylko był większy. Był jednak w pełni autentyczny, bo choć w duszy trochę zdenerwowałem się sam na siebie, że umknął mi taki ważny szczegół, byłem zadowolony, że wreszcie pojawiła się opcja zakończenia tych durnych podchodów i rozpoczęcia prawdziwego szkolenia. – Myślałem, że ona sama sie zorientuje, ale nastempnym razem jej powiem. – wytłumaczyłem się, na wypadek, by nie pomyślała, że stanie treningu było moją winą. Może i byłem w stanie przyznać się do błędu przed sobą, ale nie przed kimś. Nawet nie podziękowałem Wiewiórczej Łapie, ale dlatego, że po prostu nie miałem tego we krwi. Przyznałem jej rację, to już dość dużo jak na mnie. – To może sie udać, niezły pomysł – pochwaliłem ją, teraz już z dużo większym uśmiechem. Zastanawiałem się, jak zareaguje na komplement. W moim przypadku taki na pewno połechtałby moje ego, dodając mi jeszcze większej pewności siebie. A jak pochlebstwo wpłynie na zachowanie Wiewiórczej Łapy? Czy w ogóle je jakoś zmieni? W jakim stopniu?
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Była przygotowana na jakiś wybuch gniewu, lub coś podobnego, ponieważ sądząc po mowie ciała kocurka był on... Wściekły. Po prostu wściekły. Dlatego początkowo delikatnie skuliła się w sobie i czekała, aż wybuchnie, krzyknie coś w stylu "myślisz że nie próbowałem", lub coś takiego. Na szczęście, nic takiego nie nastąpiło, a ku ogromnej uldze pręgowanej, niebieski wręcz się uspokoił. Odetchnęła z ulgą, możliwe że odrobinę za głośno, co szybko zagłuszyła chrząknięciem. Nie chciała, by się zorientował, że przez chwilę wręcz płynął przez nią strach co do jego reakcji na to, co powie. Na szczęście, kocur zgodził się z nią i oznajmił, że powie o tym Kosowej Pieśni, żeby móc przyspieszyć swój trening. Uśmiechnęła się delikatnie, szczęśliwa że jej pomysł coś wniósł i może pomóc cętkowanemu na następnym treningu.
- Może... Faktycznie była zbyt... Empatyczna, by dostrzec, że już ci lepiej - mruknęła po chwili, przebierając przednimi łapkami w miejscu.
Słysząc, że ją pochwalił cofnęła delikatnie uszka i odwróciła wzrok. Nie lubiła komplementów, ponieważ nigdy nie wiedziała jak na takie zareagować. Gdyby mogła, zarumieniłaby się.
- Mam więc nadzieję, że na następnym treningu będzie już lepiej... I przerobisz dużo więcej - dodała tylko, nieco cichszym tonem, wpatrując się uparcie w dal.
Dopiero po chwili ponownie odwróciła głowę, z delikatnym uśmiechem, którym starała się zmyć wcześniejszy lekki strach i niepewność.
- A... Ogólnie, myślałeś już nad wojowniczym imieniem? - mruknęła po chwili, trochę ciszej, jakby obawiając się poruszyć ten grunt przez wcześniejszy temat.
wysoki, masywny, umięśniony; krótkowłosy; niebieski cętkowany z białymi znaczeniami; złotooki
Żadna nieśmiałość, żaden spokój, żadne milczenie - po to są uczucia, aby je manifestować. Jest mu wesoło? Nietrudno to stwierdzić, w końcu w całej kociarni rozbrzmiewa jego śmiech. Właśnie ktoś się z nim nie zgodził? Oho, to dlatego syn Jastrzębiego Szponu tak wrzeszczy. Gdy coś zostanie mu wpojone w dzieciństwie, nigdy się tego nie wyprze, będzie bronić tego do upadłego. Nie przekonasz go, że może być inaczej, prędzej młody nawrzeszczy ci prosto w pysk. Szczególnie zajadle nie dałby sobie wmówić, że Klan Rzeki to taki sam klan, jak te inne. Nie, przecież od razu widać, że Rzeka to ten najlepszy! Jest bardzo dumny ze swojego pochodzenia, w końcu nie każdy może się urodzić w tym naj-klanie. I do tego jako syn takiej wspaniałej wojowniczki! Ojca jednak swojego nie zna, a także nie ma pojęcia o swoim mieszanym pochodzeniu. Kiedyś jednak będzie się musiał tego dowiedzieć, a jak wtedy postąpi? Nie wiadomo, chociaż na pewno nie poczuje się gorszy, to tak pewne, jak fakt, że ryby nagle nie zaczną latać.