Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Starszy kocur patrzył na Barwną Łapą z łagodnym wyrazem pyska, a kiedy usłyszał słowo "ryby" uśmiechnął się lekko, jakby coś sobie właśnie przypomniał. I w rzeczy samej po chwili powiedział:
– Ach, ryby! Kiedy byłem w waszym wieku, a może trochę młodszy, nie wiem, mój przyjaciel uczył mnie, jak łowić ryby... Ale teraz już nie pamiętam, jak się to robiło. Tyle księżyców życia na osiedlu... – Ton jego głosu wskazywał na autentyczny smutek, jakby łowienie było jakąś prastarą i ważną techniką. Na słowa o klanie i jakichś terenach, na których nie powinien się znajdować, zmarszczył się lekko, jakby intensywnie nad czymś myślał. W końcu otworzył pyszczek, żeby coś powiedzieć, ale wtedy odezwała się Czereśnia, a kocur zmienił zdanie. Spojrzał na nią i uśmiechnął się lekko.
– Twój brat nazywa się Barwinek? Bardzo ładne imię – powiedział z miłym uśmiechem, nic sobie nie robiąc z ostrzejszej wypowiedzi kocicy. – W porządku, młodzieńcy, nie chcę wam sprawiać problemów. Pójdę sobie, nie ma sprawy. Spotkałem kiedyś takiego kota, jak mu tam było, Kapsel? O! Opowiadał mi kiedyś o klanach i o tym, że nie lubicie, jak się wam narusza granice. Tylko ktoś z was musiałby mi pokazać drogę, bo obawiam się, że nie wiem, gdzie się te wasze tereny kończą, młodzieńcy, a nie chciałbym natrafić na tych wojowników. Przepraszam was za kłopot! – mruknął, wyraźnie zmartwiony, że tak naruszył czyjeś granice. Ale w jego wieku, cóż, zmysły już nie te same co kiedyś, nie?
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Nerwy Barwinka związane z samym samotnikiem wyparowały, zastąpione chrapliwym błękitem głosu starca. On... na pewno nie stanowił zagrożenia i nie miał złych zamiarów wobec niego ani Czereśni. Futro na ogonie opadło swobodnie; dalej pozostawała jednak kwestia tego, że mieli do czynienia z kotem spoza Klanu tuż pod obozem. Nie martwił się o bezpieczeństwo Klanu Rzeki, ale raczej o bezpieczeństwo rzeczonego samotnika... szczególnie patrząc na ostrą reakcję siostry.
Terminator uśmiechnął się blado, na kilka uderzeń serca, słysząc nostalgiczną opowieść starego samotnika. Był szczery, zasmucony; biła od niego neutralna, przyjemna, niebieska aura. Może dlatego Barwna Łapa poruszył się, gdy Czereśnia się odezwała, robiąc kilka kroków do przodu aby stanąć tuż obok siostry. - Czereśnia - wyszeptał do niej, dotykając swoją mokrą od wody łapą jej łapy, jakby w geście uspokajającym. Odwrócił się pyszczkiem w kierunku samotnika, ściągając brwi. - Ja... nie powinienem oddalać się od obozu, moja siostra mogłaby Cię odprowadzić. Rozumiem, że nie wszedłeś na nasze ziemię specjalnie. Nie chciałbym tylko, aby nasz Klan odebrał Twoją obecność tutaj... w inny sposób - nie chciał, krótko mówiąc, aby samotnikowi stała się krzywda.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
— Fascynujące — mruknęła na opowieść samotnika o łowieniu ryb, wywracając oczami. Barwinek może był gotów zaufać kocurowi, lecz nie ona. Dorosły samotnik pod Obozem był zagrożeniem i naruszeniem zasad, nieważne jak nieszkodliwy by się wydawał. — No co? — odszepnęła do brata. Doceniała jego próbę uspokojenia jej, lecz nie miała najmniejszego zamiaru się uspokajać, zwłaszcza teraz, kiedy kocur poprosił ich, by ktoś odprowadził go poza granice, co sprawiło, że syreny alarmowe natychmiast zaczęły wyć w głowie Czereśni. Z jednej strony — jasne, jego prośba miała sens, lecz wojowniczka nie do końca mogła pozbyć się myśli, że kocur próbuje tylko odciągnąć ją od bezpiecznego Obozu. Nie widziała jednak innego rozwiązania tej sytuacji. — W porządku, mogę cię odprowadzić — powiedziała. — Chodź. — Wciąż spięta i uważna, ruszyła w kierunku Wilgotnych Skałek, chcąc poprowadzić kocura do Szarych Brzóz.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Chociaż Czereśnia nie była dla kocura zbyt miła, nie za bardzo się tym przejmował. Miał na pyszczku lekki uśmiech i patrzył na rodzeństwo z klanu Rzeki ze spokojem. Nie wydawał się ani trochę urażony przez to, że kotka traktowała go lekceważąco. W dodatku Barwinek wydawał mu się taki miły! Aż było mu przykro, że musiał sobie iść. Chętnie zamieniłby z nim jeszcze parę słów... i może nawet kontynuował temat łowienia ryb?
– W życiu, nie zrobiłbym specjalnie czegoś, co mogłoby wam przeszkadzać – powiedział poważnie, a kiedy wojowniczka ruszyła i kazała mu za sobą iść, pożegnał się szybko z kocurem i zaczął za nią podążać w stronę granicy. Przez chwilę szedł w milczeniu, wiedząc, że kotka nie miała zbyt przyjaznego nastawienia, ale nie wytrzymał tak zbyt długo.
– Jesteś Czereśnia, tak? To też bardzo ładne imię. Ja nazywam się Lotnik – przedstawił się. – Jak to właściwie jest z tymi klanami? Nie pamiętam już prawie nic z tego, co wtedy słyszałem, a to wydaje się takie interesujące! Dopiero niedawno ruszyłem się z osiedla, a macie tu takie ładne tereny... – mruknął i rozejrzał się dookoła. Las z pewnością mu się podobał, było to widać na pierwszy rzut oka.
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Wewnętrznie poczuł ulgę, że Czereśnia bezkonfliktowo faktycznie zgodziła się odprowadzić samotnika na granicę. Poszedłby z nią, oczywiście, ale czuł... że nie mógł, że nie powinien, dlatego trzymał się dalej Błyszczących Głazów. Poczekał, aż siostra odejdzie z Lotnikiem, pod nosem mrucząc ciche "niech Gwiezdny Klan rozświeca twoją ścieżkę", mając tu na myśli rzeczonego starego samotnika... aby zaraz wrócić do bezpiecznych ścian obozu. Chyba na dziś wystarczy prób łowienia ryb. Jeszcze będzie okazja.
soraski ale zt XDD kc was mocno
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Czereśni milczenie wcale a wcale nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, była z niego całkiem zadowolona. Wyglądało jednak na to, że trafiła na jeden z tych typów, co to pyska trzymać na kłódkę nie potrafił, niestety. Zacisnęła szczęki, dusząc w sobie ciężkie, pełne frustracji westchnienie, które przez cały czas zbierało się jej w gardle.
— Czereśniowa Gałązka — wycedziła przez zęby. Klanowicze mogli się z nią spoufalać, ile chcieli, lecz w przypadku Lotnika wolałaby, gdyby ten zwracał się do niej jak do wojowniczki, którą przecież była. — Są... cztery Klany. Rzeka, czyli my. Cień. Wicher. Grom — wyjaśniła, nadal utrzymując ten sam chłodny ton. Edukowanie jakiegoś samotnika było ostatnim, co chciała robić, jednak uznała, że może lepiej będzie, jeśli będzie wiedział cokolwiek. Może wtedy będzie trzymał się z daleka od klanowych ziem. — Ano ładne, ale nasze. Lepiej poszukaj sobie jakiegoś ładnego kontu na Ziemiach Niczyich, jak ci tak zależy. Na pewno coś się znajdzie.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Dużo ostatnio wychodziła poza obóz. Głownie przez to że starała się unikach Wschoda i rodziny. Nie chciała by szybko się dowiedzieli, że ponownie Kukułka została sama. Że po raz KOLEJNY nie potrafiła mieć partnera przez swoją głupotę. Nie chciała znów być pośmiewiskiem i głównym tematem do rozmów. Najgorsze jest w tym wszystkim to że po części nadal uważała, że dobrze zrobiła. W końcu chciała ochronić swoich bliskich przed niepotrzebnym ryzykiem. Chciała sama szukać Kaczuszki bo bała się, że mogła stracić kogoś równie bliskiego poza terenami niczyimi. Nie chciała też kogoś targać na siłę bo wiedziała, że jej poszukiwania nie skończą się na jednym spacerku. Wiedziała, ze długo to potrwa więc nie chciała również zabierać czasu innym. W końcu mają swoje obowiązki. Ale tak czy inaczej wiedziała, że nie powinna iść tam sama. Jednak zrobiła jak robiła i teraz musiała ponieść konsekwencje swojego wyboru. Szkoda, że nie wiedziała ile ją to będzie kosztowało. Nie spodziewała się, że straci jej ukochanego Wschoda. Myślała, że będą razem już do końca ale przez nią tak sie nie stanie. Na zawsze będzie sama i na zawsze będzie czuła, ze w sercu coś jej nadal brak. Będzie jej brak miłości jaką obdarowywał ją Wschód. Szkoda, ze wcześniej nie dostrzegła tak na prawdę ile wojownik się stara dla niej i jak bardzo ją kocha. Nigdy nie mogła mu dorównać przez to, że nie mogła mu w pełni zaufać i oddać się mu. Nie pozwalała mu na coś więcej niż tylko przytulas czy całus w policzek. A to wszystko przez to, ze nie potrafiła się przełamać i zapomnieć o tym co kiedyś było. Teraz tego ogromnie żałowała jej serce ogromnie tęskniło za rudym kocurem i za jego dotykiem.
Chcąc zostać na chwilę sama postanowiła pójść do Błyszczących Głazów. Chciała popatrzeć na obóz w wysoka i jakoś się orzeźwić. Dlatego weszła na jeden z głazów i poczuła jak chłodny wiatr oplótł ja dookoła i daje orzeźwienie Siedziała sobie tak na tym głazie i smutno patrzyła się na cały obóz.
/ababa >:)
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Również Ababa wybrał się na samotny spacer - ot, taki spacer, który być może pomógłby mu wpaść na jakiś pomysł, jak zdobyć serce ukochanej. A jak już o jego ukochanej mowa - docierając do Błyszczących Głazów zauważył jej matkę, do której wesoło dołączył w podskokach. - Dzień dobry pani Kukułko! -zaświergotał grzecznie, po czym lekko przystopował, czując, że coś jest nie tak - w powietrzu wisiał smutek, który ewidentnie był od Kukułczego Puchu. - Och, czy coś się stało? - zapytał natychmiast, zmartwiony - to chyba nie był odpowiedni czas na jego przytłaczające świergotanie, ale zawsze mógłby pomóc kocicy w jej smutkach i ofiarować bok, w który może się wypłakać. O ile będzie miała na to ochotę. Zauważył jej smutny wzrok, który sprawił, że coś zimnego i nieprzyjemnego przeszyło jego serce - ach, czemu ostatnio dzieje się tak wiele złego? Nie można wejść do Obozu, nie natykając się na jakiś pogrzeb!
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Patrzyła się na cały obóz w ciszy. Widziała jak niektórzy wychodzili z obozu a inni do niego wracali. Życie było w klanie i wszyscy się zajmowali swoimi sprawami. Kukułka również wykonywała swoje obowiązki i tak dalej, starała się rozmawiać z innymi i po prostu żyć. Jednak nie czuła się dobrze, brakowało jej rudego wojownika. Brakowało jej jego głosu, dotyku, zapachu. W ogóle ostatnio nie mogła go zobaczyć w obozie i nie wiedziała co teraz robił. Chciała znów z nim porozmawiać ale nie mogła. Za wcześnie na jakąkolwiek rozmowę ze Wschodem. Musi trochę minąć czasu aż oboje ochłoną po tym wszystkim.
Nagle usłyszała radosne przywitanie, które zostało skierowane w jej stronę. Popatrzyła się w tą stronę gdzie wydobyło się wołanie i zobaczyła Rabarbara. Oj jak dawno z nim nie rozmawiała. Otarła łapą swoje zaszklone oczy a następnie nieśmiało się uśmiechnęła do kocurka. - O! Witaj Rabarbar. Miło Cię zobaczyć po tak długim czasie. - przywitała się z kocurkiem miło, mimo iż w jej głosie można było słyszeć smutek. - N-nie nic... T-to nic takiego... - lekko się zająkała mówiąc te słowa. Nie wiedziała czy powinna komu kolwiek powiedzieć to co ostatnio się wydarzyło. Uważała, że powinna nikomu o tym nie mówić ale trzymając tak to w sekrecie samo ją to wyniszczało bo nie miała z kim o tym porozmawiać.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Przysiadł bliżej jej, jakby starając się dać jej ewentualne oparcie. Przyjemnie mu się zrobiło, gdy ucieszyła się na jego widok, jednak jego obawy się potwierdziły - coś trawiło Kukułkę od środka, a ona sama nie potrafiła tego dobrze ukryć. - Jeśli coś cię trapi, to zawsze możesz mi powiedzieć! Co prawda nie jestem dobry w udzielaniu rad, w końcu wiesz, sama głównie mi doradzasz, jak chodzi o twoją córkę! Ale może akurat jest coś, co mogę zrobić? Albo, albo no, chociaż wysłuchać! Może wtedy poczujesz się trochę lepiej? - zapytał zatroskany. Uważał Kukułkę za kocicę, która doznała w życiu zbyt dużo cierpienia i zdecydowanie zasługuje na szczęście - takie prawdziwe i spokojne. Jeśli mógłby przyłożyć łapę do ukojenia jej cierpienia, zrobi to bez wahania.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Nie wiedziała czy mogła mu w pełni powiedzieć to co ją trapiło. Nie mogła powiedzieć wszystkiego przecież! Nie chciała mówić jak wraz z Wschodem zabili Iskre, prawdziwego ojca jej dzieci. To musiało zostać w tajemnicy. Tylko Wschód i Kukułka mogli o tym wiedzieć, nikt inny. To było zbyt... Straszne. No bo kto by pomyślał, że Kukułka przyczyniła się do morderstwa? Nie chciała tak być postrzegana przez innych. Wiedziała jednak, że niektórzy już wiedzieli, że tamtego dnia została zaatakowana przez samotnika. Na całe szczęście nie wiedzieli wszystkiego.
Popatrzyła się na rudego kocura, smutno się przy tym uśmiechając. To prawda, ona dawała mu rady a teraz rolę chyba się odwróciły. Ale czy Rabarbar mógł jej dać jakąś radę, która by pomogła wojowniczce? Chyba nie. Kukułczy Puch wiedziała, że związek ze Wschodem już się skończył. Nie można było nic zrobić. Znała swojego byłego partnera. Potrafił się długo gniewać i teraz żadna rozmowa nic by nie pomogła.
Po chwili ciszy, bura kotka zabrała głęboki wdech i w końcu postanowiła trochę wyrzucić z siebie ten ciężar, który siedział na jej sercu. - O-obiecaj, że nie powiesz tego moim dzieciom... - nie chciała, żeby się dowiedziały. Nie teraz. Nie chciała żeby zaczęły się kłócić ze Wschodem. Chciała tego uniknąć.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Może stymulacja umysłu i skupienie się na czymś innym niż na własnych myślach pomoże mu poczuć się nieco lepiej. Przynajmniej na to liczył.
Doceniał pomoc Goryczki przy szukaniu medykamentów, ale to było... za mało. Potrzebował więcej. Potrzebował w końcu osobiście wybrać się na zbieractwo, miał tak wiele pustych półek w Królikarni do uzupełnienia. Podbiał przede wszystkim; zaraz po tym miód. Jak zawsze jednak Barwinek nie wyszedł z obozu sam.
Babcia zaoferowała mu pomoc i choć sceptycznie podchodził do myśli wyciągania starszej kocicy, ah, nie wychodzili daleko. To tylko Błyszczące Głazy, ściany obozu - zaszronione, śliskie, ale blisko bezpieczeństwa. Nic tutaj nie powinno ich zaskoczyć, prawda?
Przeskoczył zręcznie z kamienia na kamień, zerkając na Kosową Pieśń w ciszy i ruszył w swoją stronę, z nadzieją, że wśród wilgotnych skałek uda mu się znaleźć zachowany w Porze Nagich Drzew podbiał. W jakichkolwiek ilościach.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Przesadzał. Kosowa Pieśń może była poszkodowana przez życie i zawsze wyglądała na trochę styraną, ale nie była stara. Z drugiej strony była jego babcią. Dla Barwinka zawsze była pewnie starszą kotką, tym bardziej, jeśli zapamiętał w większości jej zbolałą, smutną, niedożywioną wersję. A ona nadal miała swoją grację, jakąś siłę (w żadnym wypadku nie dorównującą Czerwii, ale nie można mieć wszystkiego), bystry umysł i wiele chęci do naprawianie wszystkich swoich błędów. Spędzenie czasu z samotnym, opuszczonym przez matkę Barwinkiem było jednym z pierwszych kroków.
Kompletnie nie znała się na ziołach, zapamiętała tylko zapach nagietka, którym Księżycowy Pył leczyła kiedyś jej opuszki. Znane było jej też działanie pajęczyny, bo kto by o nim nie słyszał, złe legendy o cisie też jej nie ominęły. Ale o żadnych innych roślinach nie miała pojęcia. Nie była Łososiem, nie była Barwinkiem. Była sobą i jedyne co mogła teraz zrobić to rozglądać się. Może Gwiezdni podsunęliby jej jakąś pożyteczną roślinkę, może nieostrożną piszczkę, a może po prostu ostrzegliby ją przed czymś, co mogło czychaćna młodego jeszcze-nie-medyka.
Przeskoczyła skałki za Barwną Łapą, czujnie postawiła uszy i nie oddalając się od niego zbytnio rozpoczęła własne patrzenie.
— Powodzenia, kwiatuszku — rzuciła jeszcze, delikatnym, ciepłym głosem, a gdyby wnuk jeszcze zerknął w stronę wojowniczki, zobaczyłby zachęcający, pocieszający uśmiech na jej pysku.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Rzeczny terminator medyka popchnięty potrzebą zasilenia składzika udał się na poszukiwania ziół. Zrobił słusznie, biorąc ze sobą czarną kocicę; pomimo rozglądania się za cennymi roślinami, a szczególnie za jedną z nich, nie był w stanie niczego zlokalizować… no, może poza brązowym, przemoczonym zwierzęciem, które po kąpieli postanowiło w spokoju zjeść złowioną wcześniej rybę. Była to wydra, która pomimo, że zauważyła kocura, nie przejęła się jego obecnością.
Wojowniczka w tym czasie również rozglądała się za cennymi roślinami, które mogłyby przydać się jej wnukowi, ale również nie miała szczęścia. Wprawdzie nie spotkała żadnego drapieżnika na swojej drodze, ale ziół czy zwierzyny też nie.
Uniósł głowę znad ziemi i zastrzygł uszami słysząc plusk wody, czyjeś obijanie się o głazy. Spodziewał się, że może zobaczy rybę która wyskoczyła z rzeki, może ktoś tu polował a Barwinek tego nie zauważył, nie spodziewał się jednak zobaczyć wydry. Zamarł na chwilę, wpatrzony w brunatne, przemoczone zwierzę ze swoją zdobyczą. Wodna dama zdawała się nic sobie nie robić z jego i Kos obecności, miała też już swój posiłek i nie wyglądała groźnie czy agresywnie; młody kocur kiwnął zwierzęciu głową, jakby okazując jej w ten sposób szacunek i dając do zrozumienia, że on jej krzywdy nie zrobi i szanuje jej przestrzeń, po czym po prostu oddalił się kawałek, dalej rozglądając za podbiałem. Równie nieprzejęty wydrą, co ona nim.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte